Inspektor Parma i afera środowiskowaTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

1. ZAGADKA GĘSTEGO SMOGU

2. TAJEMNICZY KRAKEN

3. SUSZA W JARSKIM LESIE

4. ZAGINIONA INSPEKTOR

5. OSTATECZNA ROZGRYWKA

.

Ze specjalnymi podziękowaniami

dla Marcina Brykczyńskiego

Inspektor Parma i afera środowiskowa

Seria

Copyright © by Christopher Siemieński

Projekt okładki i ilustracje: copyright © by Martin Siemienski

Copyright © for this edition by Poradnia K, 2020

Redaktor prowadzący: PAULINA POTRYKUS-WOŹNIAK

Opracowanie z języka angielskiego: NINA WUM, Poradnia K

Redakcja: JUSTYNA MROWIEC

Korekta: MAGDALENA GERAGA, JOLANTA KUCHARSKA

Projekt graficzny i skład: MARZENNA DOBROWOLSKA

Wydanie I

ISBN 978-83-66555-23-5

Wydawnictwo Poradnia K Sp. z o.o.

Prezes: Joanna Bażyńska

00-544 Warszawa, ul. Wilcza 25 lok. 6

e-mail: poradniak@poradniak.pl


Poznaj nasze inne książki.

Zapraszamy do księgarni:

www.poradniak.pl facebook.com/poradniak linkedin.com/company.poradniak instagram.com/poradnia_k_wydawnictwo

Konwersja: eLitera s.c.


Dla Anieli i Kaliny


Nieopodal Rzeki Czekoladowej leży miasto niepodobne do innych. Znajdziesz je między Bułami Wielkimi a Parówami Niżnymi. Nazywa się Jagodno, a jego mieszkańcy cenią sobie to, co naturalne. Pielęgnują kruchą równowagę między przyrodą a postępem. Zewnętrzne siły nie ustają w próbach zburzenia jagodzieńskiej harmonii w imię zysków, ale mieszkańcy miasta radzą sobie z tym zagrożeniem. Nieraz udowodnili, jak zwartą i solidarną są społecznością. Problem pojawił się, gdy na scenę wkroczył doktor Truj i jego Grupa Khemia. Inspektor Parma wraz z wiernym asystentem Szperkiem zdołali zniweczyć ich podstępne plany. Ale nie na długo; to tylko kwestia czasu, nim czyjaś chciwość znów zagrozi mieszkańcom Jagodna.


A z tą Rzeką Czekoladową to jest wyjątkowo dziwna sprawa. Nie tak dawno jej tu w ogóle nie było. Pewnego razu tuż obok fabryki czekolady pana Batona trysnęło źródło krystalicznie czystej wody. Pracownicy zakładu porzucili swoje zajęcia i pobiegli je zobaczyć, ogarnięci ciekawością. Kiedy wznosili zachwyty nad wodą spływającą po skałach, zapomnieli o wielkich kadziach wypełnionych płynną czekoladą. Ta coraz bardziej się rozgrzewała, bulgotała, parowała, rozsiewając wokół przyjemny słodki zapach, aż wreszcie – podgrzana do granic możliwości – wykipiała, wpadając do nowo powstałej rzeki. Dlatego też rzekę nazwano Czekoladową.


Był zimny grudniowy poranek. W powietrzu wisiała gęsta mgła. Przybrudzony turkusowy płaszcz inspektor Parmy i jej żółty kapelusz jaśniały w tej mlecznej chmurze barwną plamą. Parma szła aleją Żeberkową, niosąc pod pachą świąteczne prezenty, a w raciczce egzemplarz „Czasu Jagodna”. Przeczytała właśnie nagłówek z pierwszej strony i zmierzała żwawo do swojego biura.

„Władze zdumione nagłym przyrostem liczby pacjentów na izbach przyjęć na trzy dni przed Wigilią”. Wspięła się po schodkach wiodących do wejścia budynku przy Boczkowej 23. W drzwiach minęła właściciela kamienicy.

– Dzień dobry – kwiknęła świnka i zakaszlała, otwierając skrzynkę na listy.

– Choróbsko ciągle trzyma, pani inspektor? – zagadnął właściciel.

– A, jakoś nie mogę się pozbyć tego kaszlu – odparła świnka, nadal pokasłując.

– Gorące mleko z masłem i miodem. Polecam, działa jak złoto! – poradził jej mężczyzna.

Parma wzdrygnęła się lekko. Na myśl o mleku, maśle i miodzie poczuła na grzbiecie ciarki. Odrazy, ma się rozumieć.

– Pomyślę o tym! – obiecała, rzuciła pośpieszne „wesołych świąt” i pomachała właścicielowi raciczką, w której trzymała stertę kopert. A potem podążyła schodami w górę, mając nadzieję, że spali w ten sposób kalorie pochłonięte wraz z nocną przekąską z kompostu.

Nagle usłyszała, że ktoś krzyczy. Głosy dobiegały z głębi budynku. Była już na piętrze, gdy zaczęła rozróżniać słowa.

– Gdzie ona jest? Muszę natychmiast z nią porozmawiać! – wołał mężczyzna.

Parma stęknęła i zamarła w bezruchu, zaintrygowana. Dosłyszała odpowiedź:

– Zaraz tu będzie. Przed chwilą do niej dzwoniłem...

Inspektor natychmiast rozpoznała głos Szperka i wystartowała w stronę biura, gotowa znokautować napastnika, który groził jej drogiemu asystentowi. Gnała korytarzem, a poły turkusowego płaszcza powiewały za nią krok w krok. Za taflą matowego szkła z napisem „Parma, Szperek...” dojrzała czyjąś masywną sylwetkę. Po krzyżu znów przebiegły jej dreszcze. „Truj!” – pomyślała, wpadając z impetem do wnętrza, gotowa do walki ze swoim arcywrogiem. Szczur wybałuszył oczy, zmieszany i zaskoczony.

– Hmm... – zawiesił głos, po czym odwrócił się do rozmówcy i dodał: – A to właśnie inspektor Parma, jak zawsze gotowa do akcji!

Parma spłonęła rumieńcem, uświadomiwszy sobie absurd sytuacji. Parsknęła, poprawiła żółty kapelusz, nonszalancko postawiła kołnierz płaszcza i przedstawiła się osłupiałemu żubrowi, który tkwił pośrodku jej biura.

– Inspektor Parma. Miło mi pana poznać! – Potrząsnęła kopytkiem gościa. – Przepraszam za to wejście, ale myślałam... no, nieważne. Proszę, niech pan siądzie. W czym mogę, to znaczy MOŻEMY, panu pomóc?

Żubr otrząsnął się z szoku i klapnął na krzesło przed biurkiem Parmy, przykrytym stertami papierów i poplamionym czymś, co wyglądało na rozkładające się jedzenie. Świnka dostrzegła w oczach gościa potępienie.


– Przepraszam za bałagan. My... hm... jesteśmy w trakcie świątecznych porządków – powiedziała.

– Tak? – zdziwił się Szperek. Parma dyskretnie kopnęła go w łydkę.

– A zatem czym możemy służyć? – spytała świnka.

– Po pierwsze, panie Niuchacki, bardzo przepraszamm za mmoje zachowanie. Mmam mmózg w strzępach.

– Nic nie szkodzi – skwitował szczur, a Parma przytaknęła.

– Czy może nam pan powiedzieć, co się stało, panie...

– Bizon. Mmichał Bizon. Mmoja droga żona mmiała nieszczęście zaginąć.

– Kiedy widział ją pan po raz ostatni? – zapytała inspektor.

– Siedemm dni temu. Zniknęła w zeszły piątek.

– A czemu uważa pan, że zaginęła?

– Bo nie dała mmi znaku życia od czasu, gdy tydzień temmu wyszła rano z dommu. To do niej niepodobne. Mmam na mmyśli... że jesteśmy zgodnymm mmałżeństwemm. To nie w jej stylu; wyjechać służbowo i nie dać mmi znać. Nie zostawiła żadnej wiadommości. Jej kommórka jest wyłączona. Sprawdziłemm nasze konto w banku. Nie płaciła za nic kartą debetową ani nie wypłacała pieniędzy z bankommatu przez cały tydzień.

– A gdzie pracowała? – spytała świnka.

– Jest naukowcemm.

Szperek nagle odwrócił się i zaczął szperać w szafce, w której trzymali akta spraw. Gość mówił dalej, nie zwracając na niego uwagi.

– Przeprowadzała w laboratoriumm różne testy, niektóre dla agencji rządowych, inne dla klientów prywatnych. Nie bardzo się na tymm znamm – wyznał żubr.

– Czy coś w zachowaniu żony zwróciło ostatnio pana uwagę? – spytał Szperek, wertując zawartość jednej z teczek z dokumentami.

Żubr przerwał i pogrążył się w myślach.

– Skoro już o tymm mmówimmy... była trochę spięta, podenerwowana. Ale bardzo rzadko rozmmawia ze mmną o pracy.

– Czy ma pan coś przeciw temu, żebyśmy rozejrzeli się po państwa domu? – spytała świnka.

– Nie widzę najmmniejszego problemu. Mmoże znajdziecie tamm jakieś wskazówki – odparł żubr i zaproponował detektywom, że ich poprowadzi.

Po chwili Parma i Szperek wsiedli do lśniąco czarnego samochodu i podążyli za pojazdem nowego klienta. Świnka zakaszlała i odwróciła się do swego asystenta.

 

– Od września mieliśmy pięć takich zgłoszeń.

– Przejrzałem nasze akta. To już trzecie zaginięcie kogoś, kto pracuje naukowo.

– A reszta? – dopytywała świnka.

– Dokładnie nie pamiętam, ale to nie byli naukowcy.

Po kwadransie jazdy detektywi znaleźli się w zacisznej dzielnicy z rzędami domów w wiejskim stylu, otoczonymi płotami z białych sztachet. Światełka świątecznych dekoracji połyskiwały we mgle. Inspektor Parma zakaszlała parę razy i wysiadła.

Pan Bizon zaprosił ich do domu. Gdy tylko weszli do kuchni, uwagę obojga przykuł biurowy identyfikator leżący na blacie. Widniała na nim niezbyt udana fotografia korpulentnej żubrzycy. Kobieta na zdjęciu wyglądała na zaskoczoną.

– Czy to należy do pańskiej żony? – zapytał szczur.

Żubr przytaknął. Inspektor przyjrzała się plakietce. Na górze wydrukowano słowa „EnviroLab”. Parma wyjęła z kieszeni komórkę i sfotografowała dokument.

– Czy pana żona ma domowe biuro? – spytała.

– Tak, na górze. Proszę za mmną – odparł pan Bizon.

Weszli do wskazanego pomieszczenia. Inspektor omiotła je uważnym spojrzeniem. Nie dostrzegła nic podejrzanego. Szperek zaczął obwąchiwać kąty. Widząc to, żubr niepewnie zerknął na świnkę.

– Proszę się nim nie przejmować. Mój asystent ma wybitny węch. Jeśli tylko coś się tu nie zgadza, da nam znać. – Parma umilkła na moment, a potem dodała: – Czy powiedziałby pan, że coś w tym pokoju wygląda inaczej niż zwykle?

Pan Żubr z namysłem rozejrzał się dookoła.

– Wydaje mi się, że ta lampa stała zawsze po przeciwnej stronie biurka... ale nie jestem pewien. Czy to ważne?

– Odpowiedź kryje się w szczegółach – odrzekła świnka. – Czemu ktoś miałby ni stąd, ni zowąd przestawiać sobie lampę na drugą stronę? To się nie zdarza. Obejrzała biurko, zajrzała też pod blat. Na podłodze leżał telefon komórkowy. Inspektor podniosła go i spróbowała uruchomić, ale bateria się wyczerpała.

– Czy to należy do pana żony?

Żubr kiwnął brodą. Parma podpięła znalezisko do ładowarki i odczekała chwilę. Gdy telefon się uruchomił, zaczęła przeglądać jego zawartość. Najpierw odsłuchała wiadomości głosowe, potem przejrzała SMS-y. Nie znalazła niczego niepokojącego. Na koniec obejrzała folder ze zdjęciami i odkryła w nim wiadomość wideo nagraną dokładnie siedem dni temu.

– Myślę, że coś mam! – kwiknęła świnka. Ruchem ręki zaprosiła szczura oraz żubra do wspólnego oglądania filmu. Kliknęła w ikonkę odtwarzania.

Pani Bizon wpatrywała się w kamerkę telefonu; obraz był nierówny i drżący, a ona przyciskała się plecami do znajomo wyglądających drzwi.

– Kochany Bubu. Mam mało czasu! Oni już nas dopadli, bo znamy prawdę. Przeprowadziliśmy badania środowiskowe, które wykazały...

Nagle drzwi za plecami pani Bizonowej otworzyły się gwałtownie, powalając ją na podłogę. Komórka wypadła jej z kopytka i potoczyła się pod biurko. Z drugiego końca pokoju nadal było słychać jej stłumiony głos:

– Puśćcie mnie! Dokąd mnie zabieracie?

Rozmazany kształt podobny do biurkowej lampy z hukiem spadł na ziemię.

– Kocham cię, Bubu! Nigdy nie zapomnę naszego miesiąca miodowego! – krzyknęła jeszcze pani Bizon, a potem na nagraniu nie było słychać żadnych dźwięków. Po chwili ciszę wypełnił szurgot ciężkich butów. Przewrócona lampa zniknęła z kadru; parę sekund później słychać było trzask zamykanych drzwi. Parma odłożyła telefon na biurko, a pan Bizon wpadł w histerię.

– Co to było? Kto ją zabrał? Dokąd? Co oni jej zrobią? – pytał, dysząc w panice i wcale nie czekając na odpowiedź.

– Panie Bizon, niech się pan uspokoi – przemówił Szperek.

– Uspokoi? – ryknął żubr. – Moja żona została porwana!

– Szperek ma rację. Powinniśmy teraz skupić się na wiadomości, którą przekazała panu żona. Czy coś z tego brzmi zaskakująco? Czy był tam jakiś ukryty sens, który tylko wy dwoje zrozumiecie?

– Jaki ukryty sens? Właśnie ją porywali! – parsknął żubr.

– No to dlaczego wspomniała o waszym miesiącu miodowym? – ciągnęła Parma. – Gdzie go państwo spędziliście?

– Na Wyspie Cynamonowej, ale to było piętnaście lat temu. O, tu na parapecie stoi pamiątkowe zdjęcie.

Parma podeszła do okna i podniosła fotografię w ozdobnej ramce. To była całkiem zwyczajna ramka – poza tym, że nieznośnie kiczowata. Świnka odwróciła się do szczura, a ten obwąchał fotografię, zamarł i powąchał ją raz jeszcze.

– Tu coś jest – oznajmił dumnie i zaczął rozmontowywać ramkę. Ze środka wypadł na podłogę jakiś drobny przedmiot, który Parma natychmiast podniosła.

– Bingo! To jest pendrive. Możemy go podpiąć do komputera pańskiej żony? – spytała, właściwie nie czekając na odpowiedź. Uruchomiła peceta i wpięła urządzenie. Szczur wyciągnął szyję, wpatrując się w ekran.


– Plik jest zaszyfrowany – oznajmił i odwrócił się do pana Bizona. – Będziemy musieli się temu bliżej przyjrzeć, dobrze?

– Oczywiście. Ja nie miałbym pojęcia, co z czymś takim zrobić – odparł pan Bizon, wyraźnie zbity z tropu.

Detektywi zabrali pendrive’a i spędzili jeszcze kilka minut w domu żubra, demonstracyjnie rozglądając się po kątach. Wreszcie Parma i szczur pożegnali pana Bizona i przyrzekli odezwać się do niego, gdy tylko rozszyfrują hasło chroniące plik.

Szli już do samochodu, gdy Parma zauważyła, że Szperek jest jakiś nieswój. Coś mu chodziło po głowie. Wsiedli do pojazdu. Gdy tylko zatrzasnęli drzwi, świnka kwiknęła:

– Ani słowa teraz. Jedziemy coś przegryźć!

W miarę, jak zbliżali się do centrum, szczurek zauważył, że Parma coraz częściej zerka we wsteczne i boczne lusterka.

– Jesteśmy śledzeni? – spytał.

– Być może. IM na pewno zależy na naszym znalezisku. Póki co pójdziemy draniom na rękę...


Inspektor Parma zaparkowała na rogu Żeberkowej i Boczkowej, a potem razem ze Szperkiem weszli do jej ulubionej jadłodajni. Usiedli tuż pod oknem. Świnka zakaszlała parę razy, zasłoniła się menu i zatopiła w lekturze, jakby ten spis dań był dla niej nowością.

– Szperek, nie patrz tak na mnie – mruknęła zza zadrukowanej płachty.

– Niby jak? – spytał szczur niewinnym tonem.

Parma przestała się wygłupiać.

– Tak jak teraz! Chcesz, żebym zadzwoniła do Serrano i poprosiła jego ludzi, żeby rzucili okiem na pendrive’a. – Bo Serrano, po wydarzeniach związanych z Khemią, postanowił jednak wrócić do pracy w policji.

– Cóż, a damy sobie z tym radę sami?

– Nie. Ale nie czuję się jeszcze gotowa, żeby z nim rozmawiać.

– Dlaczego?

– Możemy zmienić temat? – kwiknęła świnka. Kelnerka właśnie podchodziła do stolika z ich zamówieniem, takim samym jak zawsze. – Och, wreszcie! Umieram z głodu! – oznajmiła Parma, wbijając ryjek w wielką misę cuchnącego brązowego kompostu.


Szperek osłonił się swoim menu jak tarczą, bo kęsy potrawy już fruwały w powietrzu. Posłał śwince spojrzenie pełne odrazy. Parma ryła w swojej misie tak gorączkowo, jakby spodziewała się coś tam znaleźć.

– Coś się nie zgadza? – spytał, niepewny, czy chce poznać odpowiedź. Parma wydobyła ryjek z dania tak gwałtownym ruchem, że grudka kompostu wylądowała na szczurzym nosie. Szperek przewrócił oczami i powoli, starannie wytarł się chusteczką. Ale przerwano mu ten pokaz niesmaku. Nagle w progu lokalu stanęła para zwalistych, podejrzanych z wyglądu hipopotamów. Zwierzęta powoli i niezgrabnie dotarły do najbliższego stolika. – Mamy towarzystwo – szepnął szczur. Parma zerknęła w lustro wiszące na ścianie za jego głową. Hipopotamy ledwie mieściły się na krzesłach ustawionych wokół stołu.


– To pewnie oni nas śledzili. Musimy ich jakoś zaskoczyć i zgubić. Pokazać im menu? – spytała, a jej asystent z uśmiechem skinął głową. Parma podeszła do hipopotamów, trzymając w racicy menu. Hipopotamy spojrzały na nią, wyraźnie zaskoczone jej bezpośredniością. Wierciły się na krzesłach – było widać, że jest im tu bardzo niewygodnie. – Witam szanownych panów. Pierwszy raz tutaj? – zwróciła się do nich świnka. – Polecam koktajl z kompostu, jest znakomity! – Parma zagaiła rozmowę, a jej asystent znienacka wyrósł spod blatu ich stolika.

– Gotów! – wyszczerzył się w uśmiechu. Parma nonszalancko postawiła turkusowy kołnierz płaszcza, mocniej wcisnęła na głowę żółty kapelusz i pochyliła się, by poprawić hipopotamowi krawat.

– Następnym razem spróbujcie trochę lepiej wtopić się w tło. Widać was z daleka!

Hipopotamy zrozumiały, że nici z dyskrecji, a dwójka śledzonych zaraz im pryśnie. Spróbowały więc wyjść zza stołu. Ale by to zrobić, musiały wciągnąć brzuchy i gramolić się bokiem niczym kraby. Parma otworzyła szeroko drzwi lokalu, a potem pomachała im wesoło na pożegnanie. Odwróciła się plecami, gotowa do wyjścia i... wtedy chwycił ją kaszel. Rozwścieczone hipopotamy chciały rzucić się za nią, ale zamiast tego padły na ziemię jak długie. Wszystko dlatego, że ukryty pod blatem Szperek skuł im nogi kajdankami. To jedynie na chwilę je spowolniło. Hipopotamy – dzięki swojej ogromnej sile – uwolniły się z potrzasku i natychmiast ruszyły w pogoń.

Parma ze szczurkiem wskoczyli do samochodu; świnka uruchomiła silnik. Zerknęła we wsteczne lusterko, próbując ocenić dystans dzielący ich od prześladowców, i wcisnęła gaz do dechy. „Jak na hipopotamy są dość szybkie”, pomyślała, gnając aleją Żeberkową.

– Myślisz, że teraz moglibyśmy odwiedzić Serrano? – zasugerował szczur kpiącym tonem. Parma kwiknęła z dezaprobatą, ale musiała przyznać mu rację.

– No dobrze. Zatem... – Dostrzegła, że ktoś wyjeżdża z lewej strony skrzyżowania i w ostatniej chwili mocno skręciła, ale... było już za późno. Czyjś pędzący pojazd staranował ich czarny samochód z takim impetem, że zakręcili się wokół własnej osi i wbili w hydrant przeciwpożarowy. Parma spojrzała w górę; była oszołomiona i niepewna, co się dzieje. Jak przez mgłę widziała strumień wody tryskającej z hydrantu.


Kiedy po jakimś czasie otworzyła oczy, leżała w szpitalnym łóżku. Na krześle ustawionym w kącie siedział jej wierny Szperek; głowę miał obwiązaną bandażem. Obok stał lekarz i zawzięcie coś notował. Świnka odwróciła się do niego i jęknęła z bólu.

– Pomalutku, pani inspektor. Znajduje się pani w jagodzieńskim szpitalu. Mocno się pani poturbowała. Nie ma powodów do niepokoju, teraz powinna pani odpocząć – oznajmił lekarz. Parma usiadła i zaczęła kasłać. – Długo już pani tak kaszle? – zapytał doktor.

– Owszem. Od początku października. Przeziębiłam się wtedy i od tej pory nie mogę się pozbyć tego kaszlu.

– Tak jak połowa moich pacjentów. Nie byliśmy w stanie odkryć przyczyny tej dolegliwości, a po naszym głównym specjaliście od chorób płuc ślad zaginął parę tygodni temu – powiedział doktor, gdy skończył robić notatki. – Za dwie godziny do pani zajrzę na kontrolę. Teraz proszę spać.

Parma podziękowała lekarzowi, a ten wyszedł z sali. Szperek podszedł do jej łóżka.

– Chcesz coś z automatu z przekąskami?

– Może kompostowy batonik.

– Jasne – odparł szczur i wyszedł. Minęła najwyżej minuta, gdy zadyszany Szperek wpadł z powrotem do sali. – Musimy się stąd zmyć, i to już!

– Czemu? Co się dzieje? – spytała Parma, zapominając o zaleceniach lekarza.

– Nie uwierzysz! Te hipopotamy są tutaj i...

– I co? – spytała Parma zniecierpliwiona.

– One są z jagodzieńskiej policji!

– Co??? Jesteś pewien?

– Widziałem ich odznaki.

– A oni ciebie widzieli?

– Nie. Ale właśnie tu idą!

Parma wyskoczyła z łóżka, ignorując pulsujący ból w skroniach. Już zmierzała do drzwi, gdy Szperek ją zatrzymał, mówiąc:

– Myślę, że wolałabyś najpierw w coś się ubrać. – Wskazał przy tym na zakręcony ogonek sterczący wesoło z rozciętej z tyłu szpitalnej koszuli.

 

Parma oblała się rumieńcem i szybko włożyła swoje ubranie leżące na fotelu obok. Potem oboje podeszli do drzwi i wyjrzeli na korytarz, wypatrując wroga. Przekradli się w kierunku przeciwnym do maszyny z przekąskami, zeszli na parter, wymknęli się głównym wejściem i wsiedli do pierwszego autobusu miejskiego, który podjechał. Kiedy zajęli miejsca, a pojazd ruszył, Parma sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej pendrive’a, którego kilka godzin temu znaleźli w domu pana Bizona.

– Cokolwiek tu jest, musi być warte tego całego zachodu. Trzeba pomówić z Serrano. Ale jeśli nasze hipcie naprawdę pracują w policji, to nie możemy postawić stopy na komisariacie.


Resztę dnia spędzili, zacierając za sobą ślady. Musieli się upewnić, że nikt ich nie śledzi. W końcu usiedli na ławce w parku, nieopodal sztucznego stawu. Odpoczywali na niej już koło godziny, gdy nagle za plecami usłyszeli znajomy głos:

– Dostałem wiadomość. Pędziłem najszybciej, jak się dało.

Parma odwróciła głowę i ujrzała przystojnego wieprza w jasnobrązowym płaszczu i ciemnobrązowym kapeluszu. Jej umysł zalały wspomnienia, które tak długo próbowała stłumić.


– Jak się macie? – zapytał wieprz. Parma była tak bardzo zaskoczona widokiem gościa, że nie słyszała pytania i nie przestawała się na niego gapić.

– Dobrze... – odpowiedział Szperek. – Jak zwykle, wiesz... Wciąż pakujemy się w różne awantury i w ogóle.

– Jak widać, pewne rzeczy się nie zmieniają – odparł z uśmiechem Serrano.

Świnka wreszcie się ocknęła.

– Nie przyszłam tu, żeby dyskutować o moich złych nawykach – powiedziała wymijająco. – Potrzebujemy twojej pomocy, ale nikt z komisariatu nie może się o tym dowiedzieć.

Serrano zrobił zafrasowaną minę.

– Co się dzieje?

Parma opowiedziała mu o wszystkim, co się dzisiaj stało, nie pomijając informacji o dwóch hipopotamach z odznakami. A potem podała mu pendrive’a.

– Jest zaszyfrowany. Mamy podstawy, by sądzić, że cokolwiek się tu znajduje, ma związek ze zniknięciem pani Bizon.

– Dam to mojemu człowiekowi i odezwę się do was najszybciej, jak będę mógł.

Parma podziękowała Serrano. Odruchowo cmoknęła go w policzek. Potem nastąpił oszczędny, krótki uścisk, obliczony na minimum kontaktu.


Parma i Szperek wolno wracali na ulicę Boczkową 23. Byli wykończeni. W biurze świnka wzięła krótki prysznic, nałożyła na twarz ulubioną, intensywnie odżywiającą maseczkę z błota z farmy wuja McDonalda, a potem padła na kanapę. Szperek już dawno spał, zwinięty w kłębek na swoim ulubionym fotelu. Parma przez chwilę wpatrywała się w plamy kompostu na suficie, a potem przysnęła pochłonięta rozważaniami. To był ciekawy dzień. No i czyżby Serrano schudł parę kilo? Bo wyglądał świetnie, to pewne.


Świnkę obudził hałas. Szperek biegał po biurze tam i z powrotem, w jednej łapce trzymając telefon, a drugą machając. I ciągle wykrzykiwał coś w stylu „Nie no, coś ty?”, a potem „Ożeż!”.

Świnka rozłożyła szeroko ramiona i ziewnęła. Ziewnięcie niechcący przerodziło się w parsknięcie. Szczur odwrócił się do niej, a ujrzawszy przed sobą jej ryjek pokryty zieloną maseczką, skoczył aż pod sufit, wrzeszcząc:

– Potwór!

Parma wywróciła oczami. Jej szeroki uśmiech sprawił, że maseczka z błota popękała wzdłuż i wszerz.

– Żartujesz sobie, prawda? – zapytała.

Szperek zszedł z wentylatora, trochę zawstydzony swoim strachem.

– Właśnie rozmawiałem z Serrano – powiedział szybko, chcąc zmienić temat.

– No i? – Parma weszła do kuchni i zajęła się szykowaniem śniadania.

– Pendrive zawiera wyniki jakichś testów laboratoryjnych. Serrano nie był w stanie mi powiedzieć, jakich dokładnie, ale zamówiła je firma Auto Moto Szrot.

– Ten producent samochodów? – spytała świnka. Nagle biurowy faks zaczął buczeć i pikać.

– Serrano przysyła nam wydruki – wyjaśnił szczur. Parma podniosła papiery i przyjrzała się im uważnie. Szperek zaglądał jej przez ramię.

Mieli przed oczami szeregi symboli substancji chemicznych, oznaczonych różnymi kolorami. Niektóre zakreślono na zielono, ale najwięcej było czerwonych.

– Myślę, że powinien to zobaczyć doktor Endo – powiedział Szperek.

Świnka skinęła ryjkiem, ściągnęła z wieszaka swój turkusowy płaszcz i żółty kapelusz, postawiła zawadiacko kołnierz (miała na to chwilę, bo Szperek wkładał kurtkę) i wyszli. Gdy tylko drzwi się za nimi zatrzasnęły, świnka dojrzała jakąś postać znikającą za rogiem na klatce schodowej. Gestem dała Szperkowi znak, że należy wzmóc czujność. Schodzili po schodach jakby nigdy nic. Gdy znaleźli się piętro niżej, Parma znienacka skoczyła w głąb ciemnego korytarza i powaliła tajemniczą postać ciosem w szczękę. Ten ktoś padł na ziemię oszołomiony. Świnka chwyciła przeciwnika za kołnierz i wrzasnęła:

– Kim jesteś? Dla kogo pracujesz?

– Proszę mnie nie bić, pani inspektor. Jestem z policji. Serrano mnie tu przysłał – jęknął pies.

– Serrano? – Z Parmy ze zdumienia uszło powietrze.

– Polecił mi mieć panią na oku. Powiedział, że grozi pani niebezpieczeństwo...

Świnka parsknęła kpiąco.

– Niebezpieczeństwo to moje drugie imię. Wracaj do Serrano i przekaż mu, że umiem sobie sama radzić. – Puściła psa wyraźnie zirytowana. – Typowy wieprz. Zawsze lepiej ode mnie wie, co dla mnie dobre... – mruczała pod nosem.

– Uważam, że to bardzo miło z jego strony – odezwał się szczur.

Świnka posłała mu wymowne spojrzenie, ale zdecydowała się już nic więcej nie mówić.


Parma i Szperek wysiedli z auta przed laboratorium profesora Endo. Gęsta mgła wypełniła śwince płuca, prowokując kolejny atak kaszlu. Parma udała, że tylko odchrząkuje, i wmaszerowała ze swoim partnerem do budynku. Na spotkanie wyszedł im wysoki, smukły lemur. Po kilku minutach przyjemnej pogawędki świnka uznała, że czas przejść do rzeczy.

– Ta nowa dieta buraczana brzmi fascynująco, ale mamy tu coś pilnego dla pana, doktorze – powiedziała, pokazując rozmówcy faks. Doktor założył na nos okulary i wpatrzył się w podaną mu kartkę.

– EnviroLab? Robią tam testy środowiskowe. Często są zatrudniani przez różne agencje rządowe w celu stwierdzenia, czy produkty konkretnych firm spełniają normy.

– A co ten dokument mówi o firmie Auto Moto Szrot? – spytał Szperek.


Doktor omiótł kartkę uważnym spojrzeniem.

– Że auta tej firmy znacznie przekraczają normy emisji tlenku azotu...

– Doktorze, błagam, niech pan mówi zrozumiale – sapnęła Parma.

– Hm, tak, oczywiście. A zatem: Auto Moto Szrot zamówiło w EnviroLabie testy swoich aut, mające ocenić poziom emisji pewnych gazów. A konkretnie tlenku i dwutlenku azotu. Wyniki tych badań świadczą o tym, że samochody tej firmy czterdziestokrotnie przekraczają normy emisji ustanowione przez Federalną Agencję Ochrony Środowiska.

– Do czego pan zmierza? – spytał szczur.

– Tlenki azotu wywołują efekt cieplarniany. To one powodują kwaśne deszcze i zanieczyszczenie powietrza. Ta mgła, która unosi się nad miastem od tygodni, to wcale nie mgła. To po prostu smog.


– Ale czemu ten smog nęka nas akurat w tym roku? – zapytała świnka. – Przecież te auta już od dawna jeżdżą po ulicach Jagodna.

– Deszcz i wiatr zwykle pomagały go rozproszyć, więc nie dawał się nam zbyt mocno we znaki. Ale w tym roku zimę mamy wyjątkowo suchą i bezwietrzną. A ludzie jeżdżą wszędzie samochodami, bo jest chłodno. Naukowcy od dawna próbują zwrócić uwagę społeczeństwa na smog, ale bez skutku...

– Nic dziwnego, że pani Bizon została porwana – podsumowała Parma. – Gdyby te dane przedostały się do wiadomości publicznej, Auto Moto Szrot odnotowałoby gwałtowny spadek na giełdzie, co oznaczałoby straty dla firmy. Każdemu, kto jest w posiadaniu tej wiedzy, grozi niebezpieczeństwo... – Świnka zamilkła i odwróciła się do Szperka. – Musimy wracać do biura. Coś mi mówi, że inne zaginięcia, które nam zgłoszono, też się z tym wiążą.

Detektywi podziękowali doktorowi Endo za fachową pomoc, wsiedli do czarnego wozu i odjechali.

Na skrzyżowaniu Groszkowej i Cieciorkowej stanęli na czerwonym świetle. Było cicho. Silnik wozu mruczał uspokajająco. Parma nachyliła się, by włączyć radio, gdy wtem ciszę przeszył brzęk trzaskającego szkła. W przedniej szybie jej samochodu widniał otwór po kuli. Świnka obejrzała się szybko – z okna auta jadącego za nimi wychylał się jakiś buldog z karabinem maszynowym.

Parma poczuła wyrzut adrenaliny do krwi. Źrenice jej się rozszerzyły, gdy wciskała pedał gazu. Czarny samochód przemknął przez skrzyżowanie na czerwonym świetle, o włos mijając pojazdy, które dołączyły do ruchu z lewej i z prawej strony. Każde śmigające obok auto zwiększało szansę na ucieczkę. Gnali Groszkową niczym błyskawica, gdy nagle jadący z naprzeciwka wóz policyjny uruchomił syrenę i zawrócił w miejscu, przyłączając się do pogoni.

– Szperku! Zadzwoń do Serrano i powiedz mu, że te bęcwały powinny ścigać tego, kto strzela, a nie tych, do których strzelają!

Szczur zrobił, jak powiedziała. Po kilku minutach bezowocnego pościgu wóz policyjny znów zahamował, obrócił się w miejscu i ruszył w przeciwnym kierunku – na poszukiwanie napastników.

Parma zaparkowała na Boczkowej 23. Detektywi wygramolili się z samochodu i pobiegli do biura na piętrze.

– Mamy mało czasu. Tamci już wiedzą, że my wiemy. – Weszli do środka; świnka od razu skierowała kroki do szafki z aktami. – Wspomniałeś wczoraj, że pani Bizon to trzeci naukowiec, który zaginął. – Wertowała dokumenty z zadziwiającą szybkością. – Miałeś rację, ale tylko częściowo... Jedna zaginiona osoba zajmowała się nauką o środowisku, ale ta druga była... specjalistą od chorób płuc!

– Czyli, fachowo mówiąc, pulmonologiem – dodał Szperek i zaczął szukać akt dwóch pozostałych zaginionych. – A niech mnie! – pisnął nagle. Świnka spojrzała mu przez ramię, a szczurek oznajmił: – Jeden z zaginionych pracował w firmie Auto Moto Szrot...

– Założę się o mój sekretny przepis na kompost, że oni wszyscy wiedzieli o tej emisji szkodliwych gazów powyżej normy. Potrzebny nam będzie nakaz aresztowania dla dyrekcji Auto Moto Szrotu.

– Ale tylko policja może wystawić coś takiego... – wspomniał Szperek.

– No to zadzwonimy do Serrano.


Umówili się z nim w barze mlecznym Maślanka. Gdy tylko przekroczyli próg lokalu, uderzyła ich cierpka woń tego napoju. Sala była niemal pusta; kilku stałych bywalców siedziało przy barze, gapiąc się w ekran telewizora. Pianista hipopotam ćwiczył gamy przed wieczornym występem. Parma rozejrzała się uważnie. Serrano zajął stolik w ciemnym kącie na samym końcu sali. Trójkąt światła spod abażura lampy wydobywał z mroku tylko jasny brąz jego płaszcza. Detektywi zajęli miejsca naprzeciwko.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?