Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczneTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczne
Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczne
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 9,98  7,98 
Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczne
Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczne
Audiobook
Czyta Joanna Derengowska
5,99 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Christina Tempest

Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczne

Tłumaczenie

Zuzanna Zywert

Lust

Dziewczyna na jeden wieczór – opowiadanie erotyczneTłumaczenie Zuzanna Zywert

Tytuł oryginału

Callgirl for en aftenZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2019, 2020 Christina Tempest i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726389999

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Weronika otula się płaszczem i spogląda w dół ruchliwej ulicy. Typowe. Wyciągnęła z szafy najseksowniejsze ciuchy, przebyła całą drogę z domu do miasta, a nawet straciła dwadzieścia minut w poszukiwaniu miejsca do zaparkowania, a on tak po prostu odwołuje spotkanie. Jest bardzo, ale to bardzo rozczarowana. Pisali ze sobą przez dobrych kilka tygodni z rzędu. Wiadomości stawały się coraz gorętsze, a dzisiaj w końcu mieli się spotkać. Zarezerwowali stół w eleganckiej restauracji, a Weronika zapłaciła nawet za pokój w hotelu, w razie gdyby wieczór zakończył się sukcesem.

Ale wygląda na to, że tak się nie stanie. Otrzymała SMS-a, w którym mężczyzna pisze, że niestety musi odwołać randkę. Jego była niedawno odnowiła z nim kontakt i chce spróbować jeszcze raz, więc on nie jest już zainteresowany.

Nie mógł wybrać gorszej chwili. Weronika właśnie dostała awans na kierownika nowego wydziału, większego niż ten, którym kierowała wcześniej. Po raz pierwszy ma tylu podwładnych, że z trudem zapamiętuje wszystkie imiona. Haruje dzień i noc, a jej jedyną małą rozrywką w ostatnim czasie jest leżenie w łóżku i wysyłanie sprośnych wiadomości do mężczyzny, którego nigdy w świecie realnym nie spotkała. Naprawdę nie mogła się doczekać dzisiejszego spotkania – i tego, by w końcu mieć przed sobą nagiego mężczyznę, nie mieszając w to żadnych skomplikowanych uczuć czy oczekiwań, które zazwyczaj i tak kończą się rozczarowaniem. Chciała tylko nacieszyć się jego towarzystwem. I ciałem.

Z miejsca, w którym stoi, widzi mały bar, którego przytulne oświetlenie i przyciszona muzyka zachęcają przechodniów do wejścia. Może powinna tam wstąpić i sprawdzić, czy uda jej się coś wyhaczyć? A nuż się jej poszczęści. Nie, to nie w jej stylu. Poza tym jakoś nie wyobraża sobie, żeby mężczyzna w jej typie bywał w takim miejscu, a już na pewno nie o tak wczesnej porze. Pozostaje jej stłumić rozczarowanie i wrócić do domu.

Właśnie ma zawrócić i skierować się w stronę auta, gdy nagle pojawia się przed nią zdyszany mężczyzna w garniturze.

– Weronika? – pyta, łapiąc oddech i patrząc jej prosto w oczy.

Jest przystojny i wysoki, z ciemnymi falowanymi włosami, pewnie tuż po czterdziestce. Jest świeżo ogolony i ma na sobie śnieżnobiałą koszulę, granatowy wąski krawat i garnitur idealnie dopasowany do umięśnionego ciała. Na nogach ma buty, które stanowią kombinację tenisówek i eleganckich oksfordów, jakby w dyskretny sposób chciał zasygnalizować bunt w stosunku do wszystkiego, co perfekcyjne i eleganckie. Innymi słowy, typ Weroniki.

– Tak? – odpowiada zdziwiona.

– Dziękuję, że zgodziłaś się przyjść tak szybko – mówi mężczyzna, jednocześnie machając na taksówkę, a po chwili otwiera drzwi i przytrzymuje je przed Weroniką. – Nie stresuj się, twój ubiór idealnie pasuje na to spotkanie. Wszystko wytłumaczę po drodze.

Coś w jego spojrzeniu i głosie, czy to oznaki silnej woli, czy też fakt, że ewidentnie przywykł do wydawania rozkazów, sprawiło, że Weronika poczuła pulsującą w żyłach krew. Może wieczór nie jest jeszcze stracony. Najpewniej mężczyzna zapłacił nieznanej mu kobiecie za wykonanie jakiejś usługi, która wymaga, by owa kobieta była ładnie ubrana. Widomo więc, o jakiego typu usługę chodzi. Dlaczego miałaby tego nie zrobić? W każdym razie spróbuje, przecież zawsze może się wycofać.

Mocno podekscytowana wskakuje do taksówki.

Mężczyzna wślizguje się do auta z drugiej strony i podaje kierowcy adres poza miastem. A więc jadą na północ. Weronika szybko oblicza, że podróż zajmie im niecałe pół godziny. W tym czasie zamierza ustalić, o co w tym wszystkim chodzi, i w związku z tym czy chce brać w tym udział. Jeśli nie, to po prostu odmówi i poprosi kierowcę taksówki, by odwiózł ją do miasta.

– Jak uzgodniłem z twoim szefem, będziesz uczestniczyć w kolacji. Potem dopilnuję, żebyś bezpiecznie wróciła do domu. – Przekazując jej te informacje, jednocześnie sprawdza mejle w telefonie. Po tonie jego głosu Weronika dochodzi do wniosku, że jest człowiekiem zdecydowanym i konsekwentnym, i bardzo jej się to podoba. – Nie musisz dużo mówić, chyba że ktoś o coś cię spyta. Zwykły small talk wystarczy.

– Rozumiem. – Weronika już wie, że jej przypuszczenia okazały się słuszne. Mężczyzna zapłacił za luksusowe towarzystwo na kolacji. Wie też, że właśnie pojawił się przed nią nowy cel. Cel, który sprawia, że jej puls przyspiesza i czuje się dziwnie podniecona i zmobilizowana, zupełnie jak przed prezentacją strategii handlowej przed setkami słuchaczy lub przekonywaniem zarządu do nowego pomysłu. Obiecuje sobie, że zanim wieczór się zakończy, mężczyzna skupi całą uwagę na niej, a nie na telefonie. Czas rozpocząć grę, myśli Weronika, uśmiechając się w duchu. Uwielbia grać. I zawsze wygrywa.

– Ach, przepraszam. – Mężczyzna przelotnie na nią spogląda i podaje jej rękę. – Mam na imię Carl.

– Weronika. – Ściska jego dłoń.

Mężczyzna ze zdziwieniem unosi brwi i pyta:

– Też nazywasz się Weronika?

Nie bardzo rozumie, o co mu chodzi. Przecież na samym początku właśnie tym imieniem się do niej zwrócił. Jeśli zaskoczyło go, że tak właśnie się nazywa, to musiał co innego mieć na myśli. To pewnie nazwa firmy, przez którą zamówił dziewczynę.

Wzrusza ramionami i mówi ze słodkim uśmiechem:

– Jeśli tak ci się podoba…

– Aa, o to chodzi. – Z powrotem przenosi wzrok na telefon. – Może być.

Siedząc w mknącej taksówce, Weronika wygląda przez okno. Jej serce wali z przejęcia, ale wie, że na zewnątrz wygląda jak oaza spokoju. Gdy zbliżają się do celu, Carl w końcu na nią spogląda i mówi:

– Nie wiem, co ci przekazał twój szef, ale klient, do którego jedziemy, myśli, że jesteś moją dziewczyną albo przynajmniej kimś, z kim się spotykam. W każdym razie nie łączą nas stosunki biznesowe.

– A my nie chcemy wyprowadzić go z błędu – podsumowuje Weronika.

– Tak by było najlepiej. – Wyczuwa, że Carl starannie waży słowa. – Z pewnością przywykłaś do tego, prawda?

– Proszę się niczym nie martwić. To mój chleb powszedni. – Uśmiecha się uspokajająco, choć tak naprawdę ma ochotę głośno się roześmiać. Pragnęła przeżyć niezapomniany wieczór, ale wygląda na to, że rzeczywistość przerośnie jej najśmielsze oczekiwania. Uwielbia czuć napięcie, uwielbia wyzwania, a przede wszystkim uwielbia zadania naznaczone ryzykiem i niebezpieczeństwem. Carl i usługa, którą zamówił na dzisiejszy wieczór, wydaje się łączyć te trzy rzeczy w jedno.

– Klient zażyczył sobie, żebym przyszedł z osobą towarzyszącą, bo zależy mu, by spotkanie było mniej formalne, bardziej osobiste. – Powiedział to drwiącym tonem, zdradzając, że nie podoba mu się ten pomysł.

– Musimy więc zrobić wszystko, by spełnić życzenie klienta. – Weronika uśmiecha się uspokajająco, mimo że jej serce bije tak szybko, jakby chciało wyskoczyć z piersi.

Chwilę później taksówka skręca w szeroką drogę. Po obu jej stronach rosną drzewa rzucające przyjemny cień. Droga prowadzi do ogromnej willi z ogrodem. Weronika nie zdołała przeczytać tabliczki na bramie, więc musi uzbroić się w cierpliwość, by dowiedzieć się, komu składają wizytę.

Carl płaci za taksówkę, podaje jej ramię, prowadzi ją do wejścia i dzwoni do drzwi, natomiast ona fantazjuje, z iloma mężczyznami będzie musiał się nią podzielić. Ale po analizie informacji, które Carl przekazał jej w taksówce, dochodzi do wniosku, że nie powinna spodziewać się czegoś szczególnie ekscentrycznego.

– Zapraszamy. – Drzwi otwiera im niska rudowłosa kobieta. Jest ubrana w jaskrawą sukienkę, a jej twarz otacza burza włosów. Czyli nie wygląda to do końca tak, jak Weronika sobie wyobraziła. – Wejdźcie do środka. Kim przygotowuje powitalne drinki.

– Dziękujemy. – Carl przepuszcza w drzwiach Weronikę, w korytarzu zdejmuje jej płaszcz i przedstawia gospodyni domu: – To Weronika. Weroniko, to Alice Møller.

– Miło mi panią poznać. – Weronika podaje rękę uśmiechniętej Alice. – I dziękujemy za zaproszenie.

– Najpierw pójdziemy do kuchni, gdzie przywitajcie się z Kimem.

Alice prowadzi ich przez imponujące pokoje z wysokim sufitem i wspaniałymi dziełami sztuki na każdym możliwym skrawku ściany. Weronika doskonale wie, kim jest Alice Møller. Bo kto o niej nie słyszał? Jedna z najbardziej cenionych malarek w kraju, a do tego jedna z najbardziej ekscentrycznych.

Carl trzyma się blisko Weroniki, jakby naprawdę byli parą, ale w ogóle jej nie dotyka. Zauważyła również, że w ogóle nie zareagował, gdy zdejmowała płaszcz. A Weronika nie przywykła do tego, by jej wygląd nie robił wrażenia. Gdy chce przyciągnąć uwagę i zaimponować jakiemuś mężczyźnie, to niemal zawsze odnosi sukces!

– O, Carl Valentin, już pan jest. Witam. – Kim, który okazał się starszym panem, wyciera ręce w ręcznik i podaje dłoń Carlowi.

Carl Valentin. Jak tylko wymknie się do toalety, wygoogluje to imię i nazwisko.

 

Kim odwraca się do Weroniki ze słowami:

– I witam panią…

– Weronikę. – Z uśmiechem ściska jego dłoń. – Państwa dom jest imponujący. Mogę się założyć, że macie wspaniały widok z okien, ale że nawet po zapadnięciu zmroku nie brakuje wam widoków, bo w środku też jest na co popatrzeć!

– Podoba się Pani? Pewnie już pani wie, że mam na imię Kim – mówi do niej z uśmiechem. – Jestem agentem Alice, a żeby ułatwić sprawę, także jej mężem.

Oboje wybuchają śmiechem. Weronika, zarażona ich dobrym humorem, też zaczyna się śmiać. Nawet Carl lekko się uśmiecha. Ale gdy Weronika napotyka jego spojrzenie, uśmiech znika mu z ust. Okej, czyli jakoś szczególnie nie zależy mu na przekonaniu Alice i Kima, że naprawdę są parą, ale ona i tak zamierza spędzić miły wieczór. Może Carl z czasem trochę się rozluźni? A jeśli nie, to kiedyś musi być ten pierwszy raz. Weronika przypomina sobie, jak powoli zsuwała płaszcz na ramiona, ujawniając obcisłą butelkową sukienkę wieczorową z rozcięciem i głębokim, choć eleganckim dekoltem, który uwydatniał jej bujny biust. Ale on nawet na nią nie spojrzał. Jednym słowem, ten facet stanowił niemałe wyzwanie, czyli coś akurat dla Weroniki

– Może usiądziemy do stołu? – Najwyraźniej to Kim odpowiada za menu, czyli za przepyszną kolację domowej roboty.

Carl jest uprzejmy, dobrze wychowany i bez dwóch zdań wie, jak prowadzić towarzyską konwersację. Jednak równie widoczne jest to, że myślami przebywa gdzie indziej. Co z nim jest nie tak? – zastanawia się Weronika. Skoro w taki sposób spędza piątkowy wieczór, na który dodatkowo zamówił „damę do towarzystwa”, to musi to dla niego coś znaczyć.

– Pan uwielbia gotować, prawda? – mówi Weronika po pierwszym kęsie głównego dania.

– Wnioskuje pani po tym, że sam przygotowałem kolację?

– Po tym, że tak pyszne jedzenie można przygotować tylko wtedy, gdy kocha się gotować – odpowiada Weronika.

– Coś w tym jest! – z uśmiechem mówi Alice. W ogóle dużo się uśmiecha i wygląda na to, że dobrze się bawi, mimo że Carl jakoś nie tryska humorem.

– Czy tak samo jest w sztuce? – pyta Weronika. – Czy prawdziwe dzieło powstaje tylko wtedy, gdy artysta kocha to, co robi? Mam nadzieję, że nie przeszkadza państwu, że o to pytam, ale od dawna intryguje mnie pytanie, ile w sztuce jest z rzemiosła, a ile z czegoś nieokreślonego, czego nie da się opisać słowami.

Kątem oka widzi, że Carl pochmurnieje i wysyła jej ostrzegawcze spojrzenie, ale Alice już zaczyna odpowiadać:

– Dobre pytanie. Ujęłabym to tak: nie jestem w stanie namalować dobrego obrazu, jeśli w trakcie pracy nad nim nie towarzyszą mi silne emocje. Gdy przekonuję się, że nie kieruje mną autentyczna fascynacja, przerywam robotę i już nigdy jej nie kończę, mając przekonanie, że był to fałszywy akt twórczy.

– Z tego wnioskuję, że ma pani bardzo emocjonalny stosunek do swoich obrazów, prawda? – pyta Weronika, unikając spojrzenia Carla. Jeśli nie chce uczestniczyć w rozmowie, to jego wybór, ale musi godzić się na tematy, które podejmują inni.

– Tak, dobrze pani wnioskuje. – Alice wypija łyczek wina i w zadumie spogląda przez chwilę w dal. – Na początku byłam wdzięczna, gdy znalazł się ktoś, kto łaskawie chciał je kupić. Przez długi czas sprzedawałam obrazy, żebyśmy mieli na chleb.

– My? – Weronika zerka na Kima.

Kim szybko wyjaśnia:

– A tak, jesteśmy razem od wielu lat.

– Z czasem coraz lepiej zarabialiśmy na obrazach, można powiedzieć, że zgromadziliśmy dającą poczucie bezpieczeństwa fortunkę. – Na ustach Alice pojawia się uśmiech. – A wtedy już mogłam pozwolić sobie na to, by selekcjonować potencjalnych nabywców.

– Aha… – Weronika czuje, że malarka zbliża się do kluczowego punktu. Gdy zerka na Carla, który wygląda jak bomba tuż przed wybuchem, dochodzi do wniosku, że ma rację.

– Nie mamy dzieci, dlatego w pewnym sensie są nimi moje obrazy – mówi Alice. – Nie jesteśmy już najmłodsi i mamy wszystko, co nam potrzeba. Tak więc nie sprzedaję już obrazów byle komu.

– Właśnie dlatego zaprosiliśmy na kolację takich pięknych i młodych ludzi jak wy – wtrąca Kim. – Ale jeszcze nie rozmawiajmy o interesach, najpierw dokończmy kolację.

– Oczywiście. – Weronika podnosi się i zaczyna zbierać ze stołu talerze. – Pomogę.

– Tak, usiądź, Kim. – Carl posyła Weronice pochmurne spojrzenie i zabiera jej z rąk talerze.

Weronika bierze ze stołu garnek i wychodzi za Carlem do kuchni.

Carl stawia talerze na blacie, bierze garnek z rąk Weroniki i też stawia go na blat.

– Co ty wyrabiasz? – Mówi opanowanym głosem, ale słychać, że z trudem tłumi wściekłość. – Po prostu siedź cicho i ładnie wyglądaj. Poradzisz sobie?

– Tylko próbuję prowadzić rozmowę, ale dobrze, jak sobie życzysz.

– Po prostu mów tak mało, jak to tylko możliwe – piekli się Carl.

Stoją na tyle blisko siebie, że mogą mówić tak cicho, by ich słowa nie dotarły do salonu. Głos Carla, choć przyciszony, budzi w niej grozę.

Jednak gdyby dawała się zastraszać takim gorylom, nigdy nie zrobiłaby aż takiej kariery. Pochyla się do przodu, ich twarze dzieli już tylko kilka centymetrów, a ona cedzi powoli słowa:

– Po prostu chcę, żebyś miał udany wieczór.

Carl spogląda w dół na jej dekolt, i wygląda na to, że po raz pierwszy dociera do niego, że osoba zaproszona przez niego na kolację jest kobietą.

– Po prostu nie otwieraj zbyt często ust.

Weronika posuwa się do przodu, po czym pochyla się i szepce mu do ucha:

– Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Tym razem Weronika jest pewna, że Carl reaguje na jej bliskość, choć usilnie stara się to ukryć i z zaciśniętymi ustami wraca do salonu.

Weronika podąża za nim, myśląc jednocześnie: Wow, ten facet całkowicie poświęca się pracy, szkoda tylko, że nie potrafi w profesjonalny sposób dążyć do wyznaczonego celu.

Siada na swoim miejscu, uśmiechając się delikatnie i wycierając usta, jakby się bała, że rozmazała jej się szminka. Starsi państwo są uroczo rozbawieni. Z pewnością są przekonani, że Weronika i Carl nie zdołali opanować pożądania i całowali się w kuchni.

Przy deserze nadal panuje dobry nastrój, ale Weronika przypuszcza, że Alice podjęła już decyzję i nie sprzeda swoich obrazów Carlowi. Weronice nie przychodzi do głowy żaden inny powód, dla którego Carl mógłby przyjść na tę kolację, niż to, że desperacko zależy mu na ich kupnie. Z pewnością dlatego nie zwrócił uwagi na kobietę, która siedzi tuż u jego boku, myśli Weronika i postanawia trochę mu pomóc. Jeśli przekona Alice do sprzedaży, najpewniej po powrocie do miasta Carl zaprosi ją na drinka, i szansa na udany wieczór nie zostanie zaprzepaszczona.

– Czy jest dla pani ważne, by pani obrazy trafiły do odpowiedniego domu? – pyta Weronika. – Czy muszą wisieć w ładnym otoczeniu z odpowiednim oświetleniem, czy też ważniejsze jest, kogo będzie cieszył ich widok?

Carl wyciąga pod stołem rękę i dyskretnie kładzie dłoń na jej udzie, a Weronice od razu robi się ciepło. Wtedy Carl ściska mocno jej udo. To boli i na pewno zostanie ślad, ale Weronika znosi to bez mrugnięcia okiem. Jak gdyby nigdy nic kiwa ze zrozumieniem głową, gdy Alice wyjaśnia, że chciałaby, by jej obrazy wisiały w miejscach, w których są doceniane.

– Doskonale to rozumiem, przecież poświęca im pani mnóstwo czasu i emocji – mówi Weronika.

– Przecież obrazy nie mają uczuć – wtrąca Carl, który jak widać, nie potrafi usiedzieć cicho. – Po sprzedaniu produktu nie ma się już kontroli nad tym, co się z nim dzieje, w tym i nad tym, gdzie się znajduje. Ale wyznaczając wystarczająco wysoką cenę, można być pewnym, że nabywca docenia zakup.

– Owszem, być może obrazy nie mają uczuć, za to ktoś, kto je sprzedaje, z pewnością je ma – poprawia go łagodnie Weronika, z coraz większym trudem ignorując ból przeszywający jej udo. – Natomiast sama cena nie zawsze odzwierciedla prawdziwą wartość produktu.

– A to oznacza, że sprzedający podał zbyt niską cenę – podsumowuje Carl.

– Albo że towar jest bezcenny – nie poddaje się Weronika.

W końcu Carl puszcza jej udo.

– Przeproszę was na chwilę, przyniosę butelkę wina – mówi Kim, wstając od stołu.

– Też na chwilę przepraszam. – Alice również się podnosi.

W ten sposób Carl i Weronika zostają sami przy dużym stole w stylowo urządzonym salonie.

– Naprawdę nie jesteś w stanie zrozumieć prostego polecenia? – wyrzuca z siebie Carl. – A może po prostu nie wiesz, na czym polega twoja praca?

– A ty nie widzisz, że próbuję ci pomóc? – mówi Weronika zniżonym, choć mocno zdecydowanym głosem, głęboko przy tym patrząc Carlowi w oczy. – Jeśli chcesz kupić od niej obraz, przestań rozmawiać o produktach i cenach. To sprawia, że czuje się niepewnie, nie na swoim gruncie.

– Obraz? – Kiwa głową z niedowierzaniem. – Naprawdę uważasz, że siedzę tu po to, by kupić jeden obraz? Jeśli sprzeda mi wszystkie swoje obrazy, które ma do sprzedania, dokona największej w swym życiu transakcji z prywatnym kupcem, a może nawet w ogóle największej, przebijając muzea i państwowe instytucje kulturalne.

– To powiedz jej, że obrazy zostaną umieszczone w takim miejscu, by mogły zachwycać i inspirować wielu ludzi.

– Naprawdę uważasz, że tak to zostało zaplanowane? – Spogląda na nią z pogardą. – Pracuję dla banku Nexus, który zatrudnia największych biznesowych wyjadaczy.

– Nie wyglądasz na kogoś, kto w razie potrzeby nie potrafi trochę nagiąć rzeczywistości. – Na widok Alice i Kima, którzy wchodzą do salonu, Weronika poprawia się na krześle i uśmiecha się przyjaźnie.

– Może masz ochotę na mały spacer po domu? – Alice kieruje pytanie tylko do Weroniki.

– Bardzo chętnie!

Weronice podoba się mała wycieczka po pięknym domu i zadaje gospodyni wiele szczegółowych pytań, ale nie może się doczekać, by znów być blisko Carla. Ten mężczyzna ma w sobie coś drapieżnego, a to ją niezwykle przyciąga i sprawia, że pragnie go ujarzmić. I oczywiście wie doskonale, że zwycięży nad nim tylko wtedy, gdy go rozpali i podporządkuje sobie.

– Myślę, że będziemy się już zbierać. – Carl podnosi się, gdy Weronika wchodzi do salonu. – Dziękujemy za wspaniałą kolację i ciekawą rozmowę o tym, czym jest dla pani akt tworzenia i jak traktuje pani swoje obrazy. – Ton jego głosu w niczym nie sugeruje, o czym rozmawiał z Kimem, gdy zostali sami, i czy doszli do jakichś ustaleń.

– Rozmawialiście o interesach? – pyta Alice, czujnie na nich popatrując.

– Tak, Carl przedstawił mi swoją ofertę – odpowiada Kim. – Bardzo hojną ofertę, którą rozważymy.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?