Piękny gracz

Tekst
Z serii: Beautiful Bastard #3
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Piękny gracz
Piękny gracz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 56,90  45,52 
Piękny gracz
Piękny gracz
Audiobook
29,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

W sobotę po południu Max siedział przy stole w „Blue Smoke”, kiedy wszedłem zdyszany po sześciu milach biegu i głodny jak wilk. Jak zawsze w tym gronie plan powstał bez mojego udziału, więc obudziwszy się, zobaczyłem SMS-a od Chloe, żeby przysłać do nich Ziggy na śniadanie i zakupy, co oznaczało, że od kilku dni po raz pierwszy będę biegał sam.

W porządku. Nawet dobrze. I chociaż jogging wydawał się cichy i dziwnie nudny, Ziggy musi wyjść i coś sobie kupić. Potrzebuje butów do biegania. Potrzebuje sportowego ubrania. Może nawet zwykłych ciuchów, jeśli na poważnie chce się spotykać z facetami, bo większość z nich to płytkie dupki polegające na pierwszym wrażeniu. Hanna nie miała się czym pochwalić w tej dziedzinie, ja jednak nie miałem ochoty jej naciskać. Owszem, lubię patrzeć na dobrze ubrane kobiety, lecz o dziwo, ona najbardziej intrygowała tym, że w ogóle się nie przejmowała swoim wyglądem. Uznałem, iż zapewne będzie się trzymać stylu, który dotąd się sprawdził.

Nawet nie podnosząc wzroku, Max zdjął z mojego krzesła stos gazet i machnięciem ręki przywołał kelnerkę.

— Poproszę o wodę — powiedziałem, wycierając serwetką czoło. — I na razie może orzeszki. Za jakąś chwilę zamówię obiad.

Max zmierzył wzrokiem moje ubranie i wracając do gazety, podał mi dział biznesowy „Timesa”.

— Nie wyszedłeś z dziewczynami? — zapytał.

Podziękowałem kelnerce, która przyniosła mi wodę, i upiłem spory łyk.

— Podwiozłem do nich Ziggy, bałem się, że poza campusem Columbii się zgubi.

— Cóż za czuła matka kwoka z ciebie.

— W takim razie powinienem cię czule zawiadomić, że Sara przez przypadek przesłała Bennettowi zdjęcie swojego tyłka — najbardziej na świecie uwielbiałem dokuczać Maxowi z powodu jego wspólnej z Sarą obsesji robienia sobie nagich zdjęć.

Rzucił mi spojrzenie znad gazety i widząc, że żartuję, złagodniał.

— Palant — mruknął.

Przez kilka minut przerzucałem strony działu biznesowego, po czym przeszedłem do nauki i technologii. Zza zasłony gazety odezwał się telefon Maxa.

— Cześć, Chlo — przerwał i odłożył gazetę na stół. — Nie, jestem tylko z Willem, wpadliśmy na przekąskę. Może Ben poszedł pobiegać? — Kiwnął głową i podał mi telefon.

Zaskoczony odebrałem.

— Cześć, wszystko dobrze?

— Hanna jest przesympatyczna — powiedziała Chloe. — Od szkoły średniej nie kupowała sobie ciuchów. Przysięgam, że nie robimy z niej maskotki, ale jest najsłodszą osobą, jaką znam. Dlaczego wcześniej jej nie przyprowadziłeś?

Poczułem, jak żołądek mi się zaciska. Chloe nie było z nami przy obiedzie, na którym rozmawialiśmy o Ziggy.

— Ale wiesz, że to nie jest moja dziewczyna, prawda?

— Wiem, tylko ją posuwasz czy coś podobnego, Will…

Zebrałem się, żeby jej przerwać, ale ona mówiła dalej:

— Chciałam tylko dać znać, że u nas wszystko w porządku. Wyglądała tak, jakby miała się zgubić w Macy’s, gdybyśmy jej nie pilnowały.

— Właśnie tak mówiłem.

— No dobrze, to tyle. Zadzwoniłam, żeby zapytać Maxa, czy może wie, gdzie się podział Bennett. Idziemy dalej na zakupy.

— Zaraz, zaczekaj — powiedziałem, zanim zdążyłem zastanowić się nad stosownością mojej prośby. Zamknąłem oczy i przypomniałem sobie bieganie przez ostatnie kilka dni z Ziggy. Dziewczyna była raczej szczupła, ale z przodu miała się czym pochwalić.

— Hm?

— Skoro już jesteście na zakupach, to dopilnuj, żeby Ziggy kupiła sobie… — rzuciłem spojrzenie na Maxa, upewniając się, że pochłonęła go gazeta, po czym wyszeptałem: — Dopilnuj, żeby kupiła sobie jakiś stanik. Taki do biegania. Ale może też… jakieś zwykłe. Dobrze?

Raczej poczułem, niż usłyszałem ciszę po drugiej stronie. Zaciążyła mi jak ołów, a kłopotliwość sytuacji z każdą sekundą rosła i rosła. Kiedy ośmieliłem się podnieść wzrok, Max gapił się na mnie z pełnym wyrazu uśmieszkiem.

— Masz dużo szczęścia, że nie jestem Bennettem — odezwała się wreszcie Chloe. — Bo zmyłabym ci głowę tak, jak jeszcze nikt dotąd.

— Nie martw się, Max siedzi obok i z wyrazu jego twarzy wnioskuję, że ma uciechę za nich dwóch.

Dziewczyna się roześmiała.

— Pracujemy nad tym. Stanik do podtrzymania delikatnych piersi twojej nie-dziewczyny. Boże, ale z ciebie prosiak.

— Dzięki.

Rozłączyła się, a ja podałem telefon Maxowi, unikając jego spojrzenia.

— Och, Victorio — powiedział frywolnie — masz jakiś sekret? Lubisz pomagać paniom dopasowywać bieliznę?

— Odwal się — powiedziałem ze śmiechem. Miał taką minę, jakby Leeds United właśnie wygrał pieprzone mistrzostwa świata. — Biega ze mną co rano i ma na sobie taki… Nieważne. Ale nie sportowy stanik. I ten stanik robi tak… — wskazałem swój przód. — Robi się taki dziwny poczwórny biust. Uznałem, że skoro już i tak są na zakupach…

Max oparł brodę na ręce i uśmiechnął się do mnie.

— Boże, William, jesteś bezcenny.

— Wiesz, co myślę o biustach. To poważna sprawa — poza tym, czego już nie powiedziałem, Ziggy jest wyposażona jak dziewczyna z kalendarza.

— Absolutnie się zgadzam — przytaknął, znów unosząc gazetę. — Podoba mi się tylko, jak udajesz, że nie moczysz gaci dla dziewczyny z podwójnym biustem.

* * *

Po półgodzinie drzwi za plecami mojego przyjaciela otworzyły się i zobaczyłem błyszczące włosy i masę toreb na zakupy zmierzające do naszego stolika. Razem z Maxem wstaliśmy i pomogliśmy Ziggy porozkładać ciężar na krześle.

Miała na sobie jasnoniebieski sweter, dopasowane ciemne dżinsy i zielone balerinki. Nie przypominała modelki, która dopiero co zeszła z wybiegu, ale widać było, że czuje się wygodnie i wyglądała stylowo. I włosy miała jakieś inne. Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się im, kiedy zdejmowała torbę z ramienia. Podcięła je albo po prostu rozpuściła, zamiast upinać je w nieporządny kok, jej znak rozpoznawczy. Spadały poniżej ramion, gęste, proste i gładkie. Jednak mimo zmian w stroju i fryzurze na szczęście wciąż była sobą, Ziggy: bardzo delikatny makijaż, promienny uśmiech i piegi od słońca.

Uśmiechnięta wyciągnęła rękę do Maxa.

— Jestem Hanna, a ty na pewno Max.

Ujął jej dłoń.

— Miło mi poznać — powiedział. — Dobrze spędziłaś poranek z tymi dwiema szalonymi kobietami?

— Oj, tak — odwróciła się do mnie i objęła ramionami za szyję; powstrzymałem jęk, kiedy mnie uścisnęła. Jednocześnie uwielbiałem jej uściski i nie znosiłem ich. Były silne, niemal miażdżące, ale rozbrajająco ciepłe. Kiedy mnie puściła, opadła na krzesło. — Ale Chloe chyba lubi bieliznę. Zdaje się, że w samym dziale bielizny spędziłyśmy godzinę.

— Zaraz, niech przybiorę zaskoczoną minę — mruknąłem, dyskretnie rzucając okiem na piersi Ziggy, kiedy siadałem z powrotem na krześle. Wyglądały doskonale: pełne i wysokie. Idealnie na miejscu. Chyba sama Ziggy też kupiła bieliznę.

— I tym optymistycznym… — Max wstał i wsunął portfel do tylnej kieszeni. — Chyba pójdę poszukać mojego kwiatka i sprawdzić, jak jej się udały zakupy. Miło było poznać, Hanno — poklepał mnie po ramieniu i mrugnął do niej. — Smacznego.

Ziggy pomachała mu, po czym z szeroko otwartymi oczami odwróciła się do mnie.

— O rany… ale ciacho. Wcześniej poznałam Bennetta. Chyba razem tworzycie klub najgorętszych facetów na Manhattanie.

— Chyba nie to się liczy. Poza tym naprawdę myślisz, że dopuścilibyśmy do takiego klubu Maxa? — odparłem z szerokim uśmiechem. — A przy okazji, wyglądasz świetnie. — Ziggy odwróciła się do mnie gwałtownie z zaskoczeniem w oczach, więc dodałem szybko: — Cieszę się, że nie pozwoliłaś się cała wymalować. Brakowałoby mi twoich piegów.

— Brakowałoby ci moich piegów? — zapytała szeptem, a ja skrzywiłem się w środku na moją bezpośredniość. — Jaki mężczyzna tak mówi? Chcesz mnie doprowadzić do orgazmu?

O rany. Już nie czułem się tak bezpośredni. Z trudem powstrzymałem się od spojrzenia na jej piersi, kiedy to powiedziała. Wciąż przyzwyczajałem się do jej niewyparzonego języka. Zerknąłem na torby i zmieniłem temat:

— Ja… ehm, wygląda na to, że kupiłaś sobie mnóstwo butów do biegania.

Schyliła się i zaczęła przerzucać zakupy; uniosłem wzrok do sufitu, omijając widok jej sporego dekoltu.

— Mam wszystko — powiedziała. — Nigdy dotąd tyle nie kupiłam. Liv chyba otworzy z tej okazji szampana…

Kiedy wreszcie zerknąłem w dół, jej oczy mierzyły moją twarz, szyję i klatkę piersiową, jakby widziała mnie pierwszy raz.

— Biegałeś rano?

— I jeździłem na rowerze.

— Bardzo jesteś zdyscyplinowany — pochyliła się, oparła brodę na dłoni i zatrzepotała rzęsami. — Naprawdę dobrze ci to robi na mięśnie.

Roześmiałem się.

— To mnie uspokaja — wyjaśniłem. — Powstrzymuje przed… — szukałem odpowiednich słów, czując falę gorąca na karku — …robieniem głupot.

— Początkowo chciałeś powiedzieć coś innego — zauważyła. — Przed czym? Wdawaniem się w burdy w pubach? Pomaga ci rozładować napięcie i niepokój egzystencjalny?

Postanowiłem trochę ją wypróbować. Nie miałem pojęcia, skąd mi się to wzięło, lecz dziewczyna stanowiła dla mnie dezorientującą mieszankę niedoświadczenia i szaleństwa. Przy niej czułem się jak pijany i traciłem rozsądek.

— Powstrzymuje mnie przed ciągłą ochotą na seks.

Nawet okiem nie mrugnęła.

— Dlaczego miałbyś woleć bieganie od seksu? — Przechyliła głowę i przez moment przyglądała mi się uważnie. — Poza tym ruch podwyższa poziom testosteronu i krążenie. Jeśli już, to właśnie z powodu ćwiczeń możesz prowadzić lepsze życie seksualne.

Rozmowa z nią na ten temat wydawała się niebezpieczna. Kusiło mnie, żeby zbyt długo zatrzymać na niej spojrzenie, a Ziggy niełatwo było wprawić w zmieszanie. Odpowiadała równie śmiałym wzrokiem.

 

— Nie mam pojęcia, dlaczego ci to powiedziałem — przyznałem.

— Will. Nie jestem dziewicą ani kobietą, która próbuje zaciągnąć cię do łóżka. Możemy rozmawiać o seksie.

— Hm, nie wiem, czy to taki dobry pomysł — uniosłem sok do ust, popiłem i przyglądałem się, jak pije swoją wodę, nie spuszczając ze mnie wzroku. Nie próbuje zaciągnąć mnie do łóżka? Ani odrobinę?

Powietrze między nami niemal drżało od napięcia. Miałem ochotę wyciągnąć rękę i przesunąć palcem po jej dolnej wardze. Zamiast tego odstawiłem szklankę z sokiem i zwinąłem dłonie w pięści.

— Mówię tylko — dodała — że nie musisz się ze mną cackać. Podoba mi się, że jesteś facetem, który nie owija w bawełnę.

— Zawsze jesteś taka otwarta w kontaktach z ludźmi? — zapytałem.

Pokręciła głową.

— Chyba tylko przy tobie. Faktycznie gadam różne rzeczy, ale z tobą czuję się wyjątkowo głupio i nie potrafię się zamknąć.

— Nie zamykaj się.

— Zawsze byłeś tak otwarcie seksualny i nie kryłeś się z tym. Jesteś wyjątkowo atrakcyjny, taki gracz, który lubi kobiety i nie przeprasza za to. Skoro zauważyłam to w wieku dwunastu lat, to musiało być naprawdę widoczne. Seks jest naturalny. Do tego służy nam ciało. Podoba mi się, że taki jesteś.

Nie odpowiedziałem, bo nie wiedziałem, co powiedzieć. Podobało się jej to, co wszystkie inne kobiety usiłowały oswoić, lecz nie byłem pewien, czy właśnie takie wrażenie chciałbym na niej robić.

— Podobno poprosiłeś Chloe, żeby pomogła mi kupić stanik.

Uniosłem wzrok; jej spojrzenie właśnie uciekało od moich ust.

Jej uśmieszek poszerzył się do zalotnego uśmiechu.

— To dowodzi wielkiej troski z twojej strony, Will. Tak mi miło, że myślisz o moich cyckach.

Pochyliłem się nad kanapką.

— Nie musimy wspominać tamtej rozmowy — wymamrotałem. — Max już mi dokładnie powiedział, co o tym myśli.

— Tajemniczy z ciebie facet, graczu Will — uniosła kartę i przejrzawszy spis dań, odłożyła ją. — Ale w porządku. Zmienię temat. O czym pomówimy?

Przełknąłem i przyjrzałem się jej. Nie wyobrażałem sobie tego ucieleśnienia szalonej młodości z kombinacją wytworności i intensywności, jaką stanowiły Chloe i Sara.

— O czym panie dzisiaj rozmawiały — podpowiedziałem.

— Hm, pogadałam sobie miło z Sarą o tym, jak to jest czuć się prawie na nowo dziewicą po bardzo długim czasie celibatu.

Omal się nie udławiłem. Rozkaszlałem się.

— O rany. To… Chyba nie łapię, o co chodzi.

Obserwowała mnie z rozbawieniem.

— Poważnie. Nie wiem, jak to działa u facetów. Ale dziewczyna po jakimś czasie… Czy błona dziewicza odrasta? Czy to przypomina mech w jaskini?

— Co za obrzydliwy obraz.

Nie zwracając na mnie uwagi, wyprostowała się, nagle rozemocjonowana.

— Wiesz, to doskonały pomysł. Jako naukowiec powinieneś docenić teorię, którą właśnie stworzyłam.

Odchyliłem się na oparcie krzesła.

— Właśnie przytoczyłaś porównanie z mchem w jaskini. Szczerze mówiąc, trochę się boję.

— Nie musisz. Wiesz, że dziewictwo jest czymś niemal świętym?

Roześmiałem się.

— A tak, obiło mi się o uszy.

Podrapała się po głowie, lekko marszcząc swój piegowaty głos.

— Moja teoria wygląda tak: jesteśmy świadkami powrotu jaskiniowców. Wszystkich kręcą doniesienia o gościach, co to wiążą dziewczyny lub wpadają w furię, kiedy ona — Boże broń — nałoży na siebie seksowny ciuch poza sypialnią. Kobiety podobno to lubią, prawda? Przypuszczam, że niedługo zacznie się moda na przywracanie dziewictwa. Kobiety będą chciały, by ich mężczyzna poczuł się jak pierwszy. Wyobrażasz sobie, jak mogą tego dokonać?

Przyglądałem się jej oczom, rozjarzonym pod wpływem emocji, kiedy Ziggy czekała, aż zbiorę się do odpowiedzi. Jej szczerość i entuzjazm dla tego tematu sprawiły, że poczułem zaciskającą się na żebrach niewidzialną pętlę.

— Nie wiem… Kłamstwem? Kobiety zwykle uważają, że fiutem możemy czytać brajla, taki jest wrażliwy. Ale o co ci chodzi? Szczerze mówiąc, nie umiałbym powiedzieć, czy dziewczyna jest dziewicą, chyba że…

— Prawdopodobnie najpierw operacyjnie. Nazwijmy to „odtwarzaniem błony”.

Upuściwszy jedzenie, jęknąłem:

— Boże, Ziggs. Jem mięso. Czy możesz powstrzymać się z gadaniem o błonach przez…

— A potem — zabębniła palcami w stół, stopniując napięcie — wszyscy czekają, co dadzą nam komórki macierzyste. Ale leczenie uszkodzeń rdzenia kręgowego, parkinsona… chyba nie od tego zaczną. Wiesz, co według mnie będzie największą sensacją?

— Nie mogę się doczekać, aż mnie oświecisz — odparłem z kamienną twarzą.

— Założę się, że będzie to przywrócenie hymenu.

Znów się rozkaszlałem.

— Dobry Boże. Hymenu?

— Nie chciałeś słuchać o błonach, więc… Ale mam rację?

Zanim zdołałem przyznać, że jej teoria nawet nieźle brzmi, już pędziła dalej.

— Na podobne dziwactwa wydaje się krocie. Viagra dla impotentów. Czterysta kształtów sztucznych cycków. Jaki wypełniacz daje złudzenie naturalności? To męski świat, Will. Kobiety nawet się nie zastanowią, że przecież wszczepisz im do pochwy żywe, rozmnażające się komórki. Za rok jedna z twoich nie-dziewczyn przywróci sobie błonę i odda ci swoje nowe dziewictwo.

Pochyliła się, wsunęła słomkę do ust i pociągnęła, nie spuszczając ze mnie szarych oczu. Pod tym długim, łobuzerskim spojrzeniem poczułem, jak lekko twardnieję. Hanna puściła słomkę i wyszeptała:

— Odda je tobie. A czy ty docenisz wagę tego daru? Tego poświęcenia?

Przewróciła oczami, odchyliła głowę do tyłu i wybuchnęła śmiechem. Do licha, podobała mi się ta dziewczyna. Bardzo mi się podobała.

Oparłszy się na łokciach, odchrząknąłem lekko.

— Ziggy, słuchaj, bo to naprawdę ważne. Podzielę się z tobą moją mądrością.

Wyprostowała się i konspiracyjnie zmrużyła oczy.

— Regułę pierwszą już omawialiśmy: nigdy nie dzwoń po ludziach przed wschodem słońca.

Skrzywiła usta w uśmieszku winy.

— Zgadza się. Pojęłam.

— Zasada druga — ogłosiłem, powoli kiwając głową dla wzmocnienia efektu. — Nigdy nie rozmawiaj o przywracaniu dziewictwa przy obiedzie. A… najlepiej w ogóle.

Zatrzęsła się od chichotów, po czym odsunęła od stołu, kiedy kelnerka przyniosła jej talerz.

— Nie wyśmiewaj się tak pochopnie. To może być pomysł za milion dolarów, biznesmenie. Jeśli niedługo wyląduje na twoim biurku, podziękujesz mi za ten cynk.

Zajęła się swoją sałatką, pakując do ust olbrzymią porcję; starałem się jej nie przyglądać. Nie przypominała żadnej ze znanych mi dziewczyn. Była ładna — wręcz piękna — lecz nie miała w sobie śladu wytworności ani rezerwy. Wygłupiała się, była pewna siebie i tak niezależna, że cała reszta świata blakła przy jej barwnej osobowości. Nie miałem pojęcia, czy kiedykolwiek traktuje siebie poważnie, ale na pewno nie oczekiwała tego ode mnie.

— Jaką książkę najbardziej lubisz? — zapytałem ni stąd, ni zowąd.

Zagryzła dolną wargę; mrugając, zapatrzyłem się w kanapkę, odrywając kawałki chrupiącego mięsa przy krawędzi.

— To zabrzmi okropnie banalnie.

— Szczerze wątpię, ale dawaj.

Pochyliła się do mnie i wyszeptała:

Krótką historię czasu.

— Hawkinga?

— Oczywiście — odparła niemal urażonym tonem.

— To nie brzmi banalnie. Banalne byłyby Wichrowe Wzgórza albo Małe kobietki.

— Bo jestem kobietą? Gdybym zapytała ciebie, a ty byś przytoczył Hawkinga, zabrzmiałoby banalnie?

Zastanowiłem się nad tym. Wyobraziłem sobie, jak mówię kolegom ze studiów, że to moja ulubiona książka, i słyszę coś w rodzaju „no jasne, stary”.

— Zapewne tak.

— Zobacz, jakie to okropne, że w twoich ustach brzmiałoby banalnie, ale w moich już nie, bo ja mam pochwę. W każdym razie — ciągnęła, wzruszając ramionami i wsuwając do ust liść sałaty — przeczytałam ją w wieku dwunastu lat i…

— Dwunastu?

— Tak. Zwaliła mnie z nóg. Nie z powodu tego, co Hawking napisał, gdyż wtedy chyba nie za bardzo to wszystko zrozumiałam, ale raczej z podziwu dla sposobu jego myślenia. Uświadomił mi, że niektórzy poświęcają życie, próbując rozwiązać takie zagadki. Otworzył przede mną nowy świat. — Nagle zamknęła oczy, odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się nieco zawstydzona, kiedy znów je otworzyła. — Zagaduję cię na śmierć.

— Tak, ale ostatnio często to robisz.

Mrugnęła szybko i pochyliwszy się do mnie, wyszeptała:

— Ale może ty to uwielbiasz?

Nagle mój umysł wypełnił obraz jej odchylonej głowy, ust otwartych w ochrypłej prośbie, kiedy ja językiem przesuwałem od zagłębienia na szyi do szczęki. Wyobraziłem sobie jej paznokcie wbijające się w moje ramiona, ostry, kłujący ból… Zamrugałem, wstałem i tak gwałtownie odsunąłem krzesło, że uderzyłem w drugie za moimi plecami. Przeprosiłem siedzącego za mną mężczyznę, przeprosiłem Ziggy i niemal wybiegłem do łazienki.

— Co jest, do jasnej cholery, Sumner? — Pochyliłem się i nabrawszy w dłonie zimnej wody, ochlapałem sobie twarz.

Opierając się o umywalkę, spojrzałem w oczy mojemu odbiciu w lustrze.

— To tylko wyobraźnia. To nic nie znaczy. Słodki z niej dzieciak, jest ładna, ale po pierwsze: to siostra Jensena. Po drugie: to siostra Liv, którą obmacywałeś w szopie w wieku siedemnastu lat. Chyba wystarczy ci już przygód z pannami Bergstrom. I po trzecie… — pochyliłem głowę i odetchnąłem głęboko. — Po trzecie: zbyt często występujesz przy niej w dresach, żeby pozwolić sobie na fantazje seksualne, bo w końcu zauważy. Opanuj się, chłopie. Idź do domu, zadzwoń do Kitty czy Kristy, niech ci obciągną, zakończ miło dzień.

Kiedy wróciłem do stolika, Ziggy dojadała już sałatkę i przyglądała się ludziom na ulicy. Uniosła na mnie wzrok, kiedy usiadłem. Na twarzy miała wypisaną troskę.

— Problemy z żołądkiem?

— Co? Nie, nie. Musiałem… musiałem do kogoś zadzwonić.

Cholera. To naprawdę zabrzmiało paskudnie. Skrzywiłem się i westchnąłem.

— Muszę się chyba zbierać, Ziggs. Siedzę tu od paru godzin, a po południu planowałem załatwić jeszcze kilka spraw.

Niech to szlag, jeszcze gorzej.

Wyjęła portmonetkę z torebki i położyła na stole kilka piątaków.

— Jasne. Boże, też mam masę do zrobienia. Wielkie dzięki za zaproszenie mnie tutaj i jeszcze większe za poznanie mnie z Chloe i Sarą — uśmiechnęła się znów, wstała, przerzuciła torebkę przez ramię, zebrała torby z zakupami i poszła w kierunku drzwi.

Jej piaskowego koloru włosy zajaśniały; sięgały do dołu pleców. Trzymała się prosto i szła równym krokiem. W nowych dżinsach jej tyłek wyglądał zachwycająco.

„Do jasnej cholery, Will, chyba ci się mózg przepalił”.