Jak nie dać sobą manipulowaćTekst

Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jak nie dać sobą manipulować
Jak nie dać sobą manipulować
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 74,80 59,84
Jak nie dać sobą manipulować
Jak nie dać sobą manipulować
Jak nie dać sobą manipulować
Audiobook
39,90 25,94
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

1  Słowo wstępne

2  Przedmowa

3  Część 1. Całkowicie stereotypowy profil manipulatora Rozdział 1. Maska i cztery sznurki Rozdział 2. Trzyetapowa metoda działania z użyciem trzech kluczy Rozdział 3. Kim sa manipulatorzy?

4  Część 2. Cechy charakterystyczne osoby za dużo myślącej Rozdział 4. Cechy typowo neurologiczne Rozdział 5. Nadwrażliwość emocjonalna Rozdział 6. Potrzeby nadwydajnych umysłów Rozdział 7. Gdy stykają się ze sobą dwa przeciwne światy

5  Część 3. Być skupionym na sobie, żeby już niczego nie musieć znosić ani aprobować Rozdział 8. Zmiana roli: od ofiary do wspólnika Rozdział 9. Amnezja psychogenna? Rozdział 10. To, czego nigdy więcej nie powinieneś robić Rozdział 11. Przeprogramować swój umysł tak, aby stać się asertywnym Rozdział 12. Techniki autoafirmacji z górnej półki

6  Konkluzja

Tytuł oryginału: Pourquoi trop penser rend manipulable: Protéger votre mental de l’emprise Przekład: Krystyna Arustowicz Opieka redakcyjna: Katarzyna Nawrocka, Maria Zalasa Redakcja: Marta Stęplewska, Maria Zalasa Korekta: Katarzyna Nawrocka, Anna Strożek

Projekt okładki i stron tytułowych: Joanna Wasilewska / KATAKANASTA

© Guy Trédaniel éditeur, 2017

Copyright for the Polish edition and translation

© JK Wydawnictwo sp. z o.o. sp. k., 2020

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-66380-71-4

Wydanie I, Łódź 2020

JK Wydawnictwo sp. z o.o. s.k. ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Słowo wstępne

Słowo wstępne

Drodzy za dużo myślący czytelnicy, zanim przystąpicie do lektury, pozwólcie, że zwrócę waszą uwagę na pewien problem.

Jak już pisałam w Jak mniej myśleć i Jak lepiej myśleć, ludzie, którzy za dużo myślą, uwielbiają kartkować książki, przechodząc bezpośrednio do fragmentów, które, jak sądzą, odnoszą się do nich, i pomijając te, które wydają im się nudne.

Ten sposób może się okazać odpowiedni podczas niejednej lektury, ale nie takiej, która pełni rolę „terapeutyczną”. Książka, którą zaczynacie czytać, została pomyślana tak, żeby wywoływać u was nagłe przebłyski świadomości. Zadbałam o logikę wywodu, abyście mogli się ostatecznie uwolnić od wszystkiego, co czyni was podatnymi na manipulację. Jeśli będziecie skakać po rozdziałach, nie śledząc wątku, istnieje obawa, że nie zrozumiecie niektórych wysuwanych przeze mnie twierdzeń. Jeśli pominiecie jakieś fragmenty, nie będziecie w stanie uzmysłowić sobie pewnych spraw.

Dlatego, podobnie jak w przypadku Jak mniej myśleć i Jak lepiej myśleć, proszę, byście czytając tę książkę, przestrzegali przyjętego przeze mnie porządku. Tylko wówczas przyniesie wam ona korzyści.

Ruszajmy więc w drogę. Przyjemnej lektury!

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

Przedmowa

Przedmowa

Mijają dwadzieścia cztery lata, odkąd towarzyszę ofiarom manipulatorów i badam sposoby postępowania oraz reakcje zarówno jednych, jak i drugich, a także łączące ich zależności. Przede wszystkim jednak poszukuję rozwiązań, które umożliwią ofierze wyzwolenie się spod władzy manipulatora.

Wieloletnia praktyka pozwoliła mi rozszyfrować osobowość manipulatorów i ich ofiar oraz określić, co składa się na szczególną więź między n imi. Podczas kolejnych sesji coachingowych gromadziłam coraz bardziej wnikliwe spostrzeżenia, formułując różne hipotezy, które potwierdzałam bądź odrzucałam. Poznawszy składowe myślenia kompleksowego, mogłam bliżej się przyjrzeć, w jaki sposób manipulatorzy świadomie bądź instynktownie wykorzystują pajęczą sieć waszych myśli, by utkać z niej pułapkę. Wręcz poraziło mnie to, jak manipulator i ofiara się ze sobą uzupełniają. I tak z hiperestezją1 jednego idzie w parze ekspansywność sensoryczna drugiego (wyjaśnię wam to dalej!), z chorobliwą potrzebą rozumienia – równie chorobliwa odmowa wyjaśniania, a z umiłowaniem pokoju i harmonii – dążenie do próby sił i konfliktu…

Poczynione spostrzeżenia przedstawiłam w pięciu książkach: trzech poświęconych manipulacji psychicznej i dwóch – myśleniu kompleksowemu, które nazwałam „nadwydajnością mentalną” (by nie określać go mianem „nadinteligencji”, której nie dostrzega u siebie wielu spośród za dużo myślących).

Tematy, jakie poruszałam w tych książkach, przeplatają się wzajemnie. Kolejno napisałam:

 Échapper aux manipulateurs: les solutions existent! (Uciec od manipulatorów: rozwiązania istnieją);

 Jak mniej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych;

 Divorcer d’un manipulateur: un emploi à plein-temps (Rozwodzić się z manipulatorem: praca na cały etat);

 Enfants de manipulateurs: comment les protéger ? (Dzieci manipulatorów: jak je chronić?);

 Jak lepiej myśleć. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych.

W książkach o manipulatorach poświęcam całe rozdziały profilowi ofiar. W tych o nadwydajności mentalnej wyjaśniam obszernie nadwydajnym, że powinni podchodzić nieufnie do pewnej cechy swoich złożonych umysłów, jaką jest łatwość ulegania sugestii.

Ogólnie biorąc, lektura moich książek odniosła skutek: wielu z was zdołało wybrnąć z sytuacji, w której byliście narażeni na manipulację. Pogodziliście się ze swoim kompleksowym, rozgałęzionym myśleniem i odzyskaliście pewność siebie. Usłyszałam od was: „Uff, wreszcie odżyłem!”. Ale okres wyciszenia z reguły nie trwał długo.

Taka bowiem jest rzeczywistość: nawet jeśli nadwydajni dołożyli starań, aby wyjść z uzależnienia, i nawet jeśli rozszyfrowali jego mechanizmy, nadal przyciągają manipulatorów jak magnes. Zrozumieli, wiedzą, a jednak… Tak jakby im brakowało jakiegoś elementu, zbawiennego przebłysku świadomości, który by ich raz na zawsze uchronił przed manipulacją psychiczną. Niektórzy z was doznali takiego przebłysku, lecz należą do rzadkości. Mówią mi ze śmiechem, że teraz już z daleka rozpoznają manipulatorów, gotowych pociągać za sznurki, i że sami napędzają tamtym strachu. Niestety, inni wydają się dotknięci amnezją. Wiedza, jaką zdobyli, się ulotniła. Wszystko trzeba zaczynać od nowa.

Zajmuję się ofiarami manipulacji psychicznej od tak dawna, że często spotykam swoich byłych klientów po kilku latach. Kiedyś pomogłam im wyzwolić się ze zniewalającej, niszczycielskiej relacji. Teraz czują, że powinni przyjść po radę, gdyż znów wplątali się w jakiś toksyczny związek. Tak jakby potrzebowali przypominającej dawki szczepionki. Zdziwiło mnie, jak szybko ludzie za dużo myślący „zapominają” o istnieniu manipulatorów. Weseli, kochający, ufni, znów kierują się odruchem serca i wystawiają czeki in blanco w stosunkach międzyludzkich. Czy nie chcąc przyjąć do wiadomości tej irytującej prawdy, nadwydajni mentalnie stają się idealnymi ofiarami dla pierwszego lepszego manipulatora, jaki pojawi się na ich drodze?

Jakiś czas temu zgłosiła się do mnie Francine, która miała w pracy kłopoty związane bezpośrednio ze swoją nieuświadomioną nadwydajnością. Gdy zrozumiała, kim jest i jak funkcjonuje, mogła dostosować się do kolegów i znaleźć zajęcie, które najbardziej jej odpowiadało. Przychodzi do mnie dwa lata później, aby ocenić nową sytuację, gdyż właśnie awansowano ją na wielozadaniowe stanowisko, o jakim marzyła, ale w jej obecnym dziale „nie wszystko układa się dobrze”. Kierowniczka jest „dziwną osobą”, „chyba niezbyt kompetentną”, jak sądzi Francine. W krótkim czasie nowi koledzy zaczynają traktować moją klientkę jak kozła ofiarnego, a „nieudolna” szefowa rzekomo wstawia się za nią u zwierzchników. Wysłuchuję Francine. Z jej opowieści wyciągam wniosek, że nowa szefowa jest sprytną manipulatorką, zamierzającą obarczyć ją odpowiedzialnością za wszystko, co szwankuje w podległym jej dziale. Wydaje mi się również oczywiste, że napawa się porażką Francine i z najwyższą rozkoszą wydaje ją na łup zespołu, wpychając ją na pajęczynę niczym muchę i patrząc, jak zostaje pożarta. Moja hipoteza nie trafia jednak Francine do przekonania. Klientka opowiada mi dalszy ciąg swojej historii: latem, tuż przed wyjazdem na wakacje, szefowa, często podejmująca decyzje pod wpływem impulsu, nagle postanawia całkowicie zmienić pewną procedurę. Sugeruję mojej klientce, że szefowa zostawia ją samą na nowym stanowisku i zwala na nią gigantyczną robotę, narażając ją na niechęć zespołu. Francine staje w obronie zwierzchniczki: „Ależ nie, ona nie jest manipulatorką! Nie zdawała sobie sprawy z ogromu pracy, jaką mi powierza, ani z wrogości kolegów wobec mnie”. Jestem zdumiona. Biorę głęboki oddech i mówię do Francine prosto z mostu: „Proszę posłuchać, potrzebuję pani. Niedługo muszę napisać książkę, w której wyjaśniam, dlaczego nadwydajni są wymarzonymi ofiarami dla manipulatorów. Pani mąż był manipulatorem, a więc wie pani, jacy są ci ludzie i jak działają. Z tego, co mi pani opowiada o swojej szefowej, jasno wynika, że jest wobec pani nieżyczliwa. Niech mi pani powie, dlaczego nie chce pani przyznać, że kierowniczka jest manipulatorką?”. Francine wydaje się skonsternowana moim pytaniem. Jest półprzytomna i zamroczona, jakby wybudzała się z hipnozy. Coś bąka pod nosem i najwyraźniej ma mętlik w głowie. Na następnej sesji jest już „rozbudzona”. Przytomna, stanowcza, pozbierana. Ani śladu splątania, jakiego doświadczała poprzednio. Mówi mi, że wszystko przemyślała i że mam całkowitą rację. Potwierdza zarzuty, jakie przedstawiłam. Potem wykłada mi, punkt po punkcie, jaką mowę w swojej obronie zamierza wygłosić na następnym zebraniu. Mogę jedynie pochwalić jej plan. Kiedy osoba nadwydajna mentalnie wreszcie postanawia się bronić, słowa, jakich zamierza użyć, są niezwykle trafne! Francine przyznaje też, że poprzednio zachowywała się jak zahipnotyzowana.

 

Dwa lata temu Éric z niemałym trudem porzucił swoją perfekcyjnie manipulującą żonę, pozostaje jednak nadal pod wpływem ich piętnastoletniej córki, nastawionej do niego niechętnie przez matkę. Wydaje się, że nowa partnerka wspiera go w staraniach o poprawę stosunków z dzieckiem. Jednak z czasem okazuje się, że jest ona równie zręczną manipulatorką co jej poprzedniczka i najwyraźniej psuje relacje między Érikiem a nastolatką, rywalizując z nią. Systematycznie sabotuje wszelkie działania, jakie wdrażamy razem z moim klientem, aby poprawić stosunki rodzinne, a jej reakcje i wypowiedzi coraz częściej świadczą o tym, że ma urojenia. Éric nie chce przyjąć do wiadomości, że pomylił się po raz drugi. Znajduje tysiące wymówek, usprawiedliwiając dewiacyjne zachowania swojej nowej partnerki. Potem wyznaje mi ze skruszoną miną: wie, jaka ona jest, ale ją kocha. Nie potrafi się z nią rozstać.

Jean-Paul podczas sprawy rozwodowej parokrotnie przekonał się o niegodziwości i chciwości swojej byłej żony. Rozpoznał jej cechy w opisach manipulatorów obu płci, jakie zamieściłam w swoich książkach. Mimo to zdaje się systematycznie zapominać, z kim ma do czynienia, i postępuje tak, jakby jego eks była osobą godną zaufania, rozsądną i pełną dobrej woli. Za każdym razem, gdy spotyka go z jej strony kolejna podłość, spada z obłoków. Jean-Paul jest dyrektorem firmy. Jakiś czas wcześniej zatrudnił pewnego młodego człowieka, który go wzruszył i któremu chciał „dać szansę”. Wkrótce potem zauważył, że od chwili, gdy go przyjął, rośnie liczba nieobecności wśród członków zespołu i zwiększa się rotacja na stanowiskach, co świadczy o złych nastrojach wśród personelu. Lekceważy jednak problem. Niewątpliwie impulsywny młody człowiek ma trudny charakter, ale Jean-Paul jest przekonany, że on jako szef panuje nad sytuacją i że jeśli okaże ojcowską pobłażliwość oraz cierpliwość, wyjdzie na swoje. Przez tę przykrą sprawę traci dużo czasu, energii i pieniędzy, ale jest zadowolony, ponieważ dwa lata później udaje mu się wynegocjować z niesubordynowanym pracownikiem rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron. Uczucie ulgi nie trwa jednak długo: uroczy młodzieniec w istocie postanawia „zabić ojca”. Chociaż zgodził się na rozwiązanie umowy, pozywa go do sądu za bezprawne zwolnienie. Jean-Paul nie rozumie takiego postępowania, ale nie chce przyznać, że były pracownik jest manipulatorem. Woli wierzyć, że młody człowiek po prostu cierpi. W pewnym sensie uwzniośla to doznane przez Jean-Paula przykrości.

Marianne omal się nie wykończyła w trakcie okropnego rozwodu. Stopniowo nauczyła się jednak przeciwstawiać mężowi, który jak się okazało, był niezwykle wyrafinowanym manipulatorem. Nie udało mu się odebrać Marianne dzieci i ostatecznie się poddał, uciekając za granicę. Moja klientka sprawia wrażenie, jakby doskonale wiedziała, jak działają manipulatorzy. Trzeźwo ocenia swojego byłego męża. Niedawno poznała nowego mężczyznę. Pod jego wpływem zaakceptowała relację uczuciową całkowicie sprzeczną z wartościami, które wyznaje. Mimo to nie chce w nim widzieć kolejnego manipulatora. Słuchając jej, jestem zaskoczona pomysłowością, jaką wykazuje, tłumacząc i usprawiedliwiając wszystkie jego zachowania, pod których wpływem postępuje wbrew własnym zasadom.

Kilka lat temu z moją pomocą Sonia opuściła męża, zręcznego manipulatora, nie ponosząc przykrych konsekwencji. W ostatecznym rozrachunku rozstanie wyszło jej na dobre, bo zaczęła wykazywać więcej inicjatywy w pracy, a nawet spotkała nowego, naprawdę cudownego partnera. Wraca do mnie, ponieważ ma spory kłopot. Skontaktował się z nią dawny kolega, który „rozkręcał firmę”, i zaproponował jej stanowisko dyrektorki (w istocie figurantki) w powstającym przedsiębiorstwie. Od samego początku Sonia miała złe przeczucia. Nie przepadała za tym człowiekiem już w przeszłości, kiedy razem pracowali. Jej opowieść jednak mnie zadziwiła. Kobieta jakby cierpiała na rozdwojenie jaźni. Dostrzegała nielogiczności czy niedopowiedzenia, czuła wywieraną presję. Przewidziała, jaki będzie rozwój wydarzeń. Ale choć zdawała sobie sprawę, na czym polega pułapka (człowiek niegodny zaufania, konieczność działania pod presją czasu, stawianie przed faktem dokonanym, dokonywanie zmian w ostatniej chwili), nie mogła, czy też nie potrafiła, jej uniknąć. Wiedziała, że powinna odmówić, lecz nie była w stanie tego zrobić. Na szczęście dzięki naszej sesji coachingowej znalazła w sobie dość siły, by złożyć wypowiedzenie (zaledwie miesiąc po podpisaniu umowy o pracę). Następnie przedsięwzięła niezbędne środki prawne, by manipulator nie mógł dłużej posługiwać się jej podpisem. Kilka tygodni później uwolniła się od niego całkowicie. Niemiła przygoda szczęśliwie nie naraziła jej na dużą stratę: zbity z tropu manipulator, przestraszony zmianą postawy i stanowczością Soni, bez szemrania zwrócił jej nawet wkład. Kiedy razem analizujemy, co mogło się stać, moja klientka wyodrębnia dwa istotne elementy:

 były kolega, mimo że antypatyczny, wypowiedział magiczne, ujmujące słowa: „Jesteś mi potrzebna”;

 chociaż Sonia uświadamiała sobie, że podejmuje się ryzykownego zadania, nie śmiała „ postawić się” w kancelarii adwokackiej, gdy odkryła, że to, co podpisała, nie zgadza się z wcześniejszymi ustaleniami. A jednak, po fakcie, zastanawia się, jak adwokat mógł zatwierdzić umowę korzystną tylko dla jednej strony.

Francine, Sonia, Marianne, Jean-Paul, Éric i tyle innych osób…

Często moi klienci, ledwo wyzwolą się z jakiegoś uzależniającego związku, stają się lekkomyślni czy wręcz dostają amnezji i angażują się w następny… Zapominają, z kim mają do czynienia, i znów zaczynają uważać manipulatorów za osoby pełne dobrej woli i życzliwości. Patrząc na nich z zewnątrz, widzę, że już przygotowują grunt pod swoje przyszłe piekło. Tak jakby wręczali manipulatorom klucze do więzienia, w którym się naiwnie sadowią. Jak to się dzieje, że nie dostrzegają tego, co oczywiste, co niezbicie wynika z faktów? Są zbyt ufni, zbyt wspaniałomyślni? Za bardzo pragną być kochani, użyteczni? Nie chcą czy nie potrafią się bronić? Dlaczego nie są w stanie pojąć, że na ziemi istnieją źli ludzie, wrogo nastawieni do innych?

Sonia zorientowała się, że zastawiono na nią pułapkę, a mimo to nie zdołała jej ominąć. Francine nawet nie podejrzewała, że nowa szefowa może być manipulatorką, ale po naszej rozmowie bardzo szybko zaczęła działać.

Marianne chowa głowę w piasek i woli usprawiedliwiać zachowanie nowego partnera.

Éric jest świadomy sytuacji i nieszczęśliwy. Aby zasłużyć na odrobinę miłości, jest gotów znosić apodyktyczność nowej partnerki, podobnie jak poprzednio godził się na tyranię żony.

Natomiast Jean-Paul, jak się zdaje, zwyczajnie nie potrafi zrozumieć, o czym mówię… Nie mieści mu się w głowie, że ktoś może być manipulatorem. Mimo że fakty wciąż temu przeczą, jest przekonany, że istoty ludzkie są stworzone do wzajemnego porozumienia. Koniec kropka.

Długo się wahałam, zanim zdecydowałam się napisać tę książkę. Wydawało mi się, że powiedziałam już wszystko zarówno o manipulatorach, jak i o ludziach, którzy za dużo myślą. Miałam wrażenie, że przekazałam wystarczająco dużo informacji każdemu, kto chciałby się z nimi zapoznać. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy przeczytałam ponownie swoje rozważania. „Do licha, przecież wszystko widać jak na dłoni! Wszystko już powiedziałam! – myślałam przy każdej linijce. – Jak to się dzieje, że ta wiedza nie dociera do ludzkiej świadomości?”

W Jak lepiej myśleć wyznałam wam już nawet, że jestem zmęczona i zniechęcona próbami bronienia was przed wami samymi. „Nie mogę znieść krzywd wyrządzanych przez tych niegodziwców tobie i ludziom takim jak ty”2– napisałam. Następnie zaś stwierdziłam: – „Chwilami wasz bezkrytyczny stosunek do innych wpędza mnie w rozpacz”3, a także: „już nie dodam ani jednej linijki, żeby was przekonać”4. Na szczęście zmęczenie i zniechęcenie nie trwają u mnie długo.

Skoro macie tę książkę w rękach, możecie stwierdzić, że nie dotrzymałam słowa. Głównie dzięki wam. Ilekroć wspominałam, że korci mnie, by napisać o niewiarygodnej komplementarności zachowań manipulatorów i osób nadwydajnych mentalnie, wasze twarze natychmiast się rozjaśniały. Wystarczyło rzucić hasło. „Och tak, proszę napisać tę książkę! – mówiliście mi. – Bardzo jej potrzebujemy!” Wasze oczekiwania zdopingowały mnie do dalszych poszukiwań. W końcu jedna z moich dewiz brzmi: „Nie ma problemów, są tylko rozwiązania!”. Prześladowała mnie myśl, że z pewnością istnieją jakieś tropy, których jeszcze nie zbadałam, i rozwiązania, których do tej pory nie znalazłam. Zaczęłam sporządzać listę powiązań między manipulatorem a jego ofiarą oraz ich podobnych, przeciwnych lub uzupełniających się cech. Co stanowi punkt wyjścia? Jakie są motywacje? Jaki wywołują oddźwięk? Jak dochodzi do wzajemnych nieporozumień? Dostrzegłam tyle zbieżności między postępowaniem manipulatorów a funkcjonowaniem waszego mózgu, że koniecznie muszę wam o tym opowiedzieć.

Doszłam do zaskakującego wniosku, że im jesteśmy inteligentniejsi, tym bardziej podatni na manipulację się stajemy. To tylko pozorny paradoks: inteligentna osoba usiłuje zrozumieć, rozpatrzyć punkt widzenia kogoś innego, znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i nie zniechęca się z byle powodu. Co gorsza, taka osoba żywi naiwne przekonanie, że rozmowa łagodzi wszelkie spory. Manipulator zaś kłamie, zaprzecza rzeczywistości i celowo wywołuje konflikty, ponieważ są one treścią jego życia. Nie sposób dyskutować z człowiekiem wykazującym złą wolę.

Ostatnią trudnością, jaką musiałam pokonać, zanim przystąpiłam do pisania, był wspomniany już w Jak lepiej myśleć rozziew między moimi pogłębionymi badaniami poświęconymi manipulatorom a tym, czego wy jesteście w stanie (lub chcecie) wysłuchać na ich temat. Towarzyszyłam licznym ofiarom, które mi się zwierzały, a wszystko, co usłyszałam przez dwadzieścia cztery lata, rozprasza moje wątpliwości. Nie mam najmniejszych złudzeń co do tego, kim w gruncie rzeczy są manipulatorzy.

Jak zauważyłam, często to mnie uważacie za psychopatkę, ponieważ przypisuję psychopatyczne odruchy psychopatom. Odsłaniam prawdy, które zbijają z tropu czytelników. Może po prostu są dla was nie do przyjęcia? A jednak rzeczywiście istnieją ludzie okrutni, nieżyczliwi, niebezpieczni, ukrywający się pod maską wzorowego członka społeczeństwa. Zaprzeczając temu faktowi, nie będziecie mogli się przed nimi bronić.

Niekiedy podczas sesji patrzycie na mnie podejrzliwie, gdy wyjaśniam, na czym polega niegodziwość waszego manipulatora. Automatycznie przychodzą wam na myśl słowa, które mają go wybielić. Zazwyczaj twierdzicie, że „nie powinnam tak kategorycznie potępiać niektórych ludzi, bo w każdym tkwi cząstka dobra”. Jednak jesteście w błędzie. Pewnych faktów, pewnych postępków nie można tolerować. Gdyby wasza córka, wasz syn, lub najlepszy przyjaciel przeżywali coś takiego, czy powiedzielibyście, że osoba, która ich naraża na cierpienia, z pewnością ma w sobie coś dobrego? Aha, jednak nie? Przypominam wam więc różne szczególnie przykre sytuacje, które dowodzą, że pewne osoby mogą odznaczać się wykalkulowanym okrucieństwem. „Jak wytłumaczyć postępowanie tej osoby? W czym przejawiają się jej dobroć i człowieczeństwo?” – pytam. Wasze zasępione miny mówią same za siebie: „Wiem, że tacy ludzie istnieją, ale nie mogę racjonalnie wyjaśnić ich postępowania. W ogóle nie mieści mi się to w głowie”.

 

Zetknęłam się z tyloma dramatycznymi świadectwami i tak bardzo starałam się zrozumieć przyczyny tego rodzaju sytuacji, że istotnie potrafię wniknąć w psychopatyczny umysł. Podczas sesji koncentruję się na danych, jakich dostarcza mi klient, i jestem w stanie mu pomóc przewidzieć kłopoty, a nawet im zapobiec. Mówię: „Gdybym to ja była manipulatorem i gdybym chciała pani/panu zaszkodzić, oto co bym zrobiła”. I rzadko się mylę, również w kwestii zagrożeń, jakie stwarzają tacy ludzie. Klienci zaczynają mnie nazywać „Panią Irmą”5. Wracają do mnie i mówią podczas sesji: „On/ona zrobił/zrobiła dokładnie to, o czym pani mówiła! Na szczęście mogłem/mogłam to przewidzieć”.

A więc jeśli zrozumienie takich zachowań was przerasta, zamiast gwałtownie zaprzeczać temu, co piętnuję, zaufajcie mi, gdyż mogę wam to wszystko wytłumaczyć i doskonale wiem, o czym mówię!

Im więcej osób spośród was będzie wiedzieć o istnieniu takich niedopuszczalnych zachowań, im lepiej będziecie je pojmować i im częściej ujawniać, przede wszystkim zaś stanowczo im się przeciwstawiać, tym szybciej na świecie zapanują tak oczekiwane przez was spokój i harmonia.

I bądźmy szczerzy: czy nie moglibyście lepiej spożytkować waszego życiowego optymizmu, miłości i energii niż trwonić je dla jakiegoś ponuraka? Jesteście gotowi się zmienić? Pragniecie mieć zawsze otwarte oczy? Chcecie doświadczyć zbawiennego przebłysku świadomości?

Jeśli tak, pozwólcie, bym wam wyjaśniła, jak manipulatorzy zastawiają na was pułapkę, wykorzystując rozbudowaną sieć waszych myśli, a przede wszystkim, bym wam pokazała, jak im to raz na zawsze udaremnić!