3 książki za 34.99 oszczędź od 50%

Jak mniej się męczyć w zwyczajnym świecie

Tekst
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Jak mniej się męczyć w zwyczajnym świecie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Przed­mowa

Wstęp

Roz­dział 1. Small talk Przede wszyst­kim uni­kać kłótni Nie psuć atmos­fery Chro­nić się przed zara­ża­niem emo­cjo­nal­nym Wszy­scy mamy pro­blemy Przez ucho do serca… Spo­łeczna funk­cja plot­ko­wa­nia Kon­wer­sa­cje „roz­ryw­kowe” w ana­li­zie trans­ak­cyj­nej

Roz­dział 2. Czy pro­blemy ist­nieją po to, żeby je roz­wią­zy­wać? Zen w środku burzy O pro­ble­mach się roz­ma­wia Ostra spo­tka­nio­ro­boza Gra o wła­dzę Sztuka nie­roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów

Roz­dział 3. Potężny mózg homo sapiens Homo sapiens: czło­wiek rozumny czy uczona małpa? Rewo­lu­cja poznaw­cza i jej skutki Fik­cja prze­kra­cza­jąca nasze wyobra­że­nia Wszy­scy sie­dzimy w jaskini Pla­tona Kwan­towy zawrót głowy

Roz­dział 4. Lęki egzy­sten­cjalne Fuzyjny albo hero­iczny Lęk przed śmier­cią Lęk przed samot­no­ścią Kiedy samot­ność budzi paniczny lęk Rela­cja-pułapka Samot­ność rege­ne­ru­jąca W swoim towa­rzy­stwie ni­gdy nie jestem sam W swo­jej bańce pośród innych Lęk przed wol­no­ścią Potrzeba sensu

Roz­dział 5. Stwa­rza­nie opo­wie­ści Jestem histo­rią, którą sobie opo­wia­dam Opo­wieść zbio­rowa Opo­wieść zbio­rowa jest dziu­rawa Opo­wieść jest podatna na rein­ter­pre­ta­cję Opo­wieść zbio­rowa ma kło­pot z nie­pra­wo­ścią Jak ubrać w słowa coś, czego nie da się nazwać? Opo­wieść zbio­rowa trzesz­czy w szwach Wielka i piękna epo­peja

Roz­dział 6. Jed­ność grupy za wszelką cenę Impe­rium jako spo­iwo Zro­zu­mieć poję­cie pozor­no­ści Pochwała mun­duru Habit czyni mni­cha? Ener­gia naszych ubrań Dosto­so­wać się do dress code’u Od budo­wa­nia zdań do żar­gonu Umow­ność Wejść w kon­wen­cję Regułą jest reguła! Od rytu­ału ini­cja­cyj­nego do fuk­sówki Non­kon­for­mi­sta musi liczyć się z szy­ka­nami Omerta albo zasada mil­cze­nia Nor­mo­pa­tia

Roz­dział 7. Fre­estyle nad­wy­daj­nych Nie­bez­pie­czeń­stwo wycho­dze­nia poza ramy Ramy i kody na miarę Jak stwo­rzyć swoje ramy Praw­dziwy kodeks ruchu dro­go­wego Przy­go­tuj­cie się do roz­mowy w spra­wach zawo­do­wych Zain­sta­luj­cie lampki kon­tro­lne Słowo ula­tuje, pismo pozo­staje Prze­strze­gaj­cie for­mu­łek grzecz­no­ścio­wych Są bli­scy i inni SOS przy­jaźń Nie­mal zosta­li­śmy przy­ja­ciółmi O uwo­dze­niu

10  Roz­dział 8. Nad­wy­daj­ność z per­spek­tywy nor­mal­nie myślą­cych Nad­wy­daj­ność to cho­roba psy­chiczna Ego­cen­tryczni i pre­ten­sjo­nalni pro­wo­ka­to­rzy! Chce­cie być w cen­trum uwagi Chce­cie szpa­no­wać nie­wiel­kim kosz­tem Jeste­ście pro­wo­ka­to­rami Poukła­dany nad­wy­dajny to nie­mal ideał! Krzywe zwier­cia­dło Kwe­stia drob­nego dyso­nansu… Nauka mil­cze­nia

11  Zakoń­cze­nie

12  Epi­log

13  Biblio­gra­fia

Tytuł ory­gi­nału: J’ai pas les codes! Com­pren­dre enfin le monde qui nous ento­ure

Prze­kład: Łukasz Musiał

Opieka redak­cyjna: Maria Zalasa

Redak­cja: Marta Stę­plew­ska-Przy­by­ło­wicz

Korekta: Anna Tara­ska

Pro­jekt okładki i stron tytu­ło­wych: Joanna Wasi­lew­ska/KATA­KA­NA­STA

Copy­ri­ght © Edi­tions Albin Michel – Paris, 2021 Publi­shed by arran­ge­ment with SAS Lester Lite­rary Agency & Asso­cia­tes

Copy­ri­ght for the Polish edi­tion and trans­la­tion © JK Wydaw­nic­two, 2021

Wszel­kie prawa zastrze­żone. Żadna część tej publi­ka­cji nie może być powie­lana ani roz­po­wszech­niana za pomocą urzą­dzeń elek­tro­nicz­nych, mecha­nicz­nych, kopiu­ją­cych, nagry­wa­ją­cych i innych bez uprzed­niego wyra­że­nia zgody przez wła­ści­ciela praw.

ISBN 978-83-8225-137-1

Wyda­nie I, Łódź 2022

JK Wydaw­nic­two

ul. Kro­ku­sowa 3, 92-101 Łódź

 

tel. 42 676 49 69

www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Przed­mowa

Przed­mowa

Drodzy czy­tel­nicy,

jakiś czas temu popro­si­łam was o pomoc, publi­ku­jąc w mediach spo­łecz­no­ścio­wych post o nastę­pu­ją­cej tre­ści:

Kochani, na potrzeby mojej następ­nej książki chcia­ła­bym poznać waszą odpo­wiedź na pyta­nie: Gdyby ktoś mógł wam wyja­śnić, jak funk­cjo­nuje świat ludzi nor­mal­nie myślą­cych, co chcie­li­by­ście wresz­cie zro­zu­mieć? Pisz­cie na priv.

Ode­zwało się do mnie bar­dzo wiele osób, a wasze odpo­wie­dzi były nad wyraz kon­struk­tywne. Chcę wam za nie gorąco podzię­ko­wać. Mam nadzieję, że ta książka z nawiązką spełni wasze ocze­ki­wa­nia, odpo­wie na wszyst­kie nur­tu­jące was pyta­nia i zapro­wa­dzi w miej­sca, w któ­rych ni­gdy nie spo­dzie­wa­li­by­ście się zna­leźć.

Życzę wam uda­nej lek­tury.

Do ama­to­rów wybiór­czego czy­ta­nia

Kolejne roz­działy niniej­szej książki są uło­żone w spo­sób logiczny i pro­gre­sywny tak, żeby łatwiej wam było połą­czyć i przy­swoić sobie poszcze­gólne infor­ma­cje. Stop­niowe uświa­da­mia­nie sobie pew­nych spraw pozwoli wam je lepiej zro­zu­mieć. Zachę­cam zatem, aby czy­tać tekst w takim porządku, w jakim został napi­sany!

Wstęp

Wstęp

Cza­sami zde­rzam się z takim nie­zro­zu­mie­niem ze strony ludzi, że ogar­niają mnie prze­raź­liwe wąt­pli­wo­ści: czy na pewno jestem z tej pla­nety? A jeżeli tak, czy to nie dowód na to, że to ludzie są skąd indziej?1

Pierre Despro­ges

Mija pięt­na­ście lat, odkąd dzięki wie­lo­let­niej obser­wa­cji zgła­sza­ją­cych się do mnie po poradę ziden­ty­fi­ko­wa­łam wśród nich kate­go­rię osób skar­żą­cych się, że nie mogą „prze­stać myśleć”. Miały one ze sobą wiele wspól­nego: były wysoko wraż­liwe, twór­cze, nie­tu­zin­kowe i nie­po­radne w rela­cjach spo­łecz­nych. Uwa­żały się za empa­tyczne, ser­deczne i otwarte, ale czę­sto zarzu­cano im zbyt­nią wylew­ność, natręc­two czy pro­wo­ka­tor­stwo. Jako że ich życz­li­wość ucho­dziła za naiw­ność, a nad­wraż­li­wość za sła­bość, regu­lar­nie przy­pi­nano im łatkę „Tro­skli­wych misiów”. Im lepiej pozna­wa­łam tych ludzi, tym bar­dziej sta­now­czo odrzu­ca­łam ter­miny „nadzdol­ność” i „wysoki poten­cjał inte­lek­tu­alny”, które zdą­żyły się upo­wszech­nić w lite­ra­tu­rze na ten temat. Uwa­ża­łam, że zbyt mocno koja­rzyły się z ponad­prze­ciętną inte­li­gen­cją. Moi pod­opieczni nie roz­po­zna­wali się w tych kate­go­riach. Inte­li­gen­cja jest tylko jed­nym z aspek­tów tego rodzaju oso­bo­wo­ści, która coraz czę­ściej oka­zuje się po pro­stu wyni­kać z pew­nych szcze­gól­nych cech neu­ro­lo­gicz­nych: hiper­este­zji2 połą­czo­nej z kom­plek­so­wym myśle­niem roz­ga­łę­zio­nym. Dzi­siaj, dzięki wyklu­wa­ją­cemu się w Kana­dzie ruchowi pro­mu­ją­cemu neu­ro­róż­no­rod­ność, poja­wiły się ter­miny „neu­ro­ty­powy” i „neu­ro­aty­powy”, które – mam nadzieję – wkrótce zastą­pią okre­śle­nia typu „ponad­prze­cięt­nie inte­li­gentny” i… No wła­śnie. „Poni­żej­prze­cięt­nie” inte­li­gentny? Wła­śnie po to – aby unik­nąć owej pułapki pod­pro­gowo zasta­wia­nej przez słowo „ponad­prze­cięt­nie” – wymy­śli­łam ter­miny „nad­wy­daj­nie myślący” i „nor­mal­nie myślący”. Będę więc ich na­dal uży­wać, ponie­waż nie są one moim zda­niem war­to­ściu­jące. Nad­wy­daj­ność ozna­cza, że mózg pra­cuje na peł­nych obro­tach. Zaś zwrot „nor­mal­nie myślący” wska­zuje jedy­nie na to, że dana osoba myśli w spo­sób miesz­czący się w nor­mie. Nie ulega nato­miast wąt­pli­wo­ści, że nad­wy­dajni w tej nor­mie się nie miesz­czą. Wykra­czają poza nią w każ­dym wzglę­dzie!

Wszyst­kie osoby nad­wy­dajne men­tal­nie mówią o pro­ble­mie z opa­no­wa­niem norm spo­łecz­nych i czy­ta­niem mię­dzy wier­szami. W rela­cjach z innymi ludźmi nie­jed­no­krot­nie czują się skrę­po­wane, nie­do­pa­so­wane, nie na miej­scu, jed­nak nie wie­dzą, czemu tak się dzieje. Mają świa­do­mość, że popeł­niają gafy, wpra­wiają innych w kon­ster­na­cję, budzą w nich znie­cier­pli­wie­nie… To wyczer­pu­jące i znie­chę­ca­jące.

Kiedy wspo­mnia­łam, że pla­nuję napi­sać porad­nik funk­cjo­no­wa­nia w świe­cie, który myśli nor­mal­nie, wielu z was przy­kla­snęło temu pomy­słowi, zachę­ca­jąc mnie do pracy. W miarę jak moje idee nabie­rały kształtu, wspo­mi­na­jąc o nich, widzia­łam w waszych oczach radość i zacie­ka­wie­nie. Mówi­li­ście: „Nie mogę się docze­kać dal­szego ciągu!”. Cóż, raz jesz­cze to wasz entu­zjazm zmo­ty­wo­wał mnie do się­gnię­cia po pióro.

Gdy pra­co­wa­łam nad Jak mniej myśleć, moim celem było stwo­rze­nie pro­stej i kon­kret­nej instruk­cji obsługi zło­żo­nych, buzu­ją­cych mózgów – prze­zna­czo­nej zarówno dla ich posia­da­czy, jak i oto­cze­nia. Pisa­łam więc, pamię­ta­jąc zarówno o nad­wy­daj­nie, jak i nor­mal­nie myślą­cych. Wyda­wało mi się, że dostar­cza­jąc pro­stych i racjo­nal­nych wyja­śnień tego nie­ty­po­wego spo­sobu myśle­nia, zado­wolę wszyst­kich. W swo­jej naiw­no­ści sądzi­łam, że neu­ro­ty­powi tylko cze­kają na to, żeby naresz­cie móc zro­zu­mieć tych dziw­nych, emo­cjo­nal­nych ludzi i dostrze­gł­szy zalety ich oso­bo­wo­ści, trak­to­wać ich jak peł­no­praw­nych part­ne­rów. Szybko jed­nak musia­łam zejść na zie­mię.

Kilka dni po uka­za­niu się książki otrzy­ma­łam pierw­szą wia­do­mość suge­ru­jącą, że tak się nie sta­nie. Jeden z czy­tel­ni­ków napi­sał do mnie, że gdy tylko podej­mo­wał temat nad­wy­daj­no­ści, natych­miast spo­ty­kał się z nie­chę­cią nor­mal­nie myślą­cych. To nie był odosob­niony przy­pa­dek. Wielu z was na próżno sta­rało się skło­nić swo­ich życio­wych part­ne­rów czy bli­skich, żeby otwo­rzyli moją książkę – zapo­mniana na sto­liku noc­nym pokry­wała się war­stwą kurzu. A gdy pyta­li­ście: „I co, prze­czy­ta­łeś?”, robili unik i zmie­niali temat.

Nie­wielu nor­mal­nie myślą­cych prze­czy­tało Jak mniej myśleć. Zro­bili to przede wszyst­kim z miło­ści do swo­jego dziecka lub part­nera, odkry­wa­jąc, że jego wraż­li­wość, emo­cjo­nal­ność, nie­po­kój czy roz­tar­gnie­nie nie były obja­wem wyra­cho­wa­nia… Prze­ko­nali się zwłasz­cza, że osoba nad­wy­dajna men­tal­nie nie może się zasad­ni­czo zmie­nić. Efek­tem – który w moim mnie­ma­niu miał mieć zasięg glo­balny – było spo­tę­go­wa­nie wza­jem­nego zro­zu­mie­nia i akcep­ta­cji, które zła­go­dziły napię­cia i wzmoc­niły więź, zaży­łość oraz miłość łączące tych ludzi. W nie­któ­rych wstą­pił wręcz nowy ogień, że wspo­mnę choćby parę, która zapa­łała do sie­bie miło­ścią po trzy­dzie­stu latach burz­li­wego poży­cia nazna­czo­nego wza­jem­nym nie­zro­zu­mie­niem. Pięk­nie było odkryć, że mogą się uzu­peł­niać! Te rzad­kie przy­padki dowo­dziły, że nie myli­łam się co do roli, jaką hipo­te­tycz­nie mogła ode­grać tamta książka.

Moim błę­dem była wiara w to, że zro­zu­mie­nie osób aty­po­wych jest prio­ry­te­tem dla nor­mal­nie myślą­cych. Owo błędne prze­świad­cze­nie poku­tuje u więk­szo­ści nad­wy­daj­nych. Marzą oni o tym, by świat neu­ro­ty­powy wresz­cie ich zro­zu­miał – w więk­szo­ści przy­pad­ków bez­sku­tecz­nie. Wkła­dają całą swoją ener­gię, żeby wyja­śnić innym, kim są i jak funk­cjo­nują, a w zamian wylewa im się na głowę kubeł zim­nej wody: „Prze­cież ta książka to zwy­kły chwyt mar­ke­tin­gowy. Mówi to, co chcesz usły­szeć. Każdy może się w niej odna­leźć”. To kom­pletna bzdura, ale sku­tecz­nie zamyka pole do dys­ku­sji i zasiewa ziarno wąt­pli­wo­ści w oso­bie nad­wy­daj­nej, która w rezul­ta­cie nie wie, co ma o tym wszyst­kim myśleć.

Wła­śnie w takim duchu był napi­sany mail, jaki nie­dawno otrzy­ma­łam od Simona:

Dzień dobry.

Pani książka Jak mniej myśleć bar­dzo pomo­gła mi zro­zu­mieć moje pro­blemy. Dzię­kuję Pani za tak dalece pozy­tywne podej­ście. Miał­bym prośbę: chciał­bym pod­su­nąć moim zna­jo­mym taką samą książkę, ale napi­saną dla „nor­mal­nie myślą­cych”, coś w stylu „Gdy osoba naprze­ciwko cie­bie zbyt dużo myśli”… Oczy­wi­ście jej treść musia­łaby być dla nich lek­ko­strawna (prze­cież nie chcemy, żeby rzu­cili ją w kąt po prze­czy­ta­niu dwóch pierw­szych stron…), ale nie wąt­pię, że dałaby sobie Pani radę. Wiem, że to brzmi jak list do Świę­tego Miko­łaja, mam nadzieję, że mi Pani wyba­czy. Raz jesz­cze dzię­kuję i życzę wszyst­kiego dobrego.

Simon

W mailu Simona wybrzmiewa więk­szość pro­ble­mów nur­tu­ją­cych osoby nad­wy­dajne:

 pra­gnie­nie, żeby inni was zro­zu­mieli;

 prze­czu­cie, że osoby nor­mal­nie myślące nie zro­bią tego z wła­snej woli;

 świa­do­mość, że ist­nieje spore ryzyko, iż rzucą książkę „po prze­czy­ta­niu dwóch pierw­szych stron”;

 łudze­nie się, że wystar­czy pod­su­nąć im pod nos odpo­wied­nie infor­ma­cje;

 i mimo tego wszyst­kiego intu­icja pod­po­wia­da­jąca, że wasze nadzieje są tak samo uto­pijne jak wiara w Świę­tego Miko­łaja.

Przy­ta­czam moją odpo­wiedź do Simona, ponie­waż odnosi się do was wszyst­kich:

Drogi Simo­nie,

Dzię­kuję za maila. Za naiw­ność, którą porów­nu­jesz do wiary w Świę­tego Mikoła, uwa­żam jedy­nie wiarę w to, że ludzie nor­mal­nie myślący mogliby być jak­kol­wiek zain­te­re­so­wani zro­zu­mie­niem osób nad­wy­daj­nych! Oni nie rzucą książki po prze­czy­ta­niu dwóch stron – po pro­stu jej nie otwo­rzą. Ich motto brzmi: „To jed­nostka musi przy­sto­so­wać się do spo­łe­czeń­stwa, a nie spo­łe­czeń­stwo do jed­nostki. Nie wychodź przed sze­reg, a wszystko będzie dobrze”.

Dla­tego wolę napi­sać książkę, która wyja­śni oso­bom nad­wy­daj­nym war­to­ści i funk­cjo­no­wa­nie świata nor­mal­nie myślą­cego, a nie na odwrót. Ileż razy sły­sza­łam „Nie mam odpo­wied­niego klu­cza” i „Cią­gle popeł­niam gafy”! Praca nad tym porad­ni­kiem spra­wia mi nie­małą frajdę. Nie jestem pewna, czy ucie­szy ona rów­nież nad­wy­daj­nych, ale z pew­no­ścią okaże się dla nich pomocna!

Przez ostat­nie lata za pośred­nic­twem kolej­nych ksią­żek dzie­li­łam się z wami moimi reflek­sjami i odkry­ciami nie­mal na bie­żąco. W miarę zapusz­cza­nia się na nie­znane tery­to­ria niczym zwia­dowca prze­cie­ra­łam szlak i prze­ka­zy­wa­łam wam zdo­byte infor­ma­cje. Czy­ta­jąc moje poprzed­nie porad­niki, mie­li­ście więc oka­zję dowie­dzieć się co nieco o świe­cie ludzi nor­mal­nie myślą­cych. Przy­wy­kłam do tego, że mając odpo­wied­nie dane, potra­fi­cie bły­ska­wicz­nie łączyć fakty, i myśla­łam, że ta wie­dza wystar­czy, żeby­ście mogli się zaadap­to­wać– zwłasz­cza w sfe­rze zawo­do­wej. Sądzi­łam, że moi czy­tel­nicy nauczą się dostrze­gać róż­nice dzie­lące oba światy, co pomoże im prze­stać popeł­niać gafy. W prak­tyce oka­zało jed­nak, że nie – że zro­zu­mie­nie, jak funk­cjo­nuje drugi czło­wiek, nie jest łatwe nawet dla was. Oka­zuje się, że nad­wy­dajni są zakład­ni­kami swo­jego sys­temu myśle­nia w rów­nym stop­niu co osoby nor­mal­nie myślące, i popeł­niają dokład­nie ten sam błąd: sto­sują wła­sne kry­te­ria do oceny ludzi, któ­rzy myślą, czują i dzia­łają według innych para­dyg­ma­tów.

Dzi­siaj patrzę na to tak: książki pró­bu­jące wytłu­ma­czyć nor­mal­nie myślą­cym funk­cjo­no­wa­nie nad­wy­daj­nych nie przy­nio­sły nie­mal żad­nego pozy­tyw­nego skutku, choć warto odno­to­wać lekką poprawę w obsza­rze edu­ka­cji i biz­nesu. Wolę być ostrożna i cze­kam na roz­wój wypad­ków: czy mene­dże­ro­wie fak­tycz­nie dostrze­gają w spe­cy­fice nad­wy­daj­no­ści atuty, które można by wyko­rzy­stać dla dobra firmy, czy robią tylko dobry PR, żeby poka­zać, jak bar­dzo są otwarci na zmiany? To się dopiero okaże. Ale czy jedy­nie nor­mal­nie myślący powinni wkła­dać wysi­łek w zro­zu­mie­nie was? List Simona i fachowa lite­ra­tura wydają się skła­niać ku takiej tezie, w zasa­dzie nie pozo­sta­wia­jąc alter­na­tywy: zro­zu­mieć osobę aty­pową, nadzdolną, wysoko wraż­liwą… Pro­gra­mo­wa­nie neu­ro­lin­gwi­styczne (neuro-lin­gu­istic pro­gram­ming, NLP) opiera się na zasa­dzie: „Jeżeli to, co robisz, nie działa, zrób coś innego”. Trudno zaprze­czyć, że upie­ra­nie się przy powta­rza­niu czyn­no­ści, która nie przy­nosi efek­tów, jest bez sensu.

Przy­ję­łam więc nastę­pu­jący punkt widze­nia: obiek­tyw­nie rzecz bio­rąc, naj­więk­szymi poszko­do­wa­nymi tego obo­pól­nego nie­zro­zu­mie­nia są nad­wy­dajni, któ­rzy w dodatku sta­no­wią mniej­szość. To zatem oni, raz jesz­cze, powinni pod­jąć wysi­łek zro­zu­mie­nia dru­giej strony. Wystar­czy zmie­nić nasta­wie­nie. Dla­tego posta­no­wi­łam spoj­rzeć na pro­blem z odwrot­nej per­spek­tywy i wyja­śnić wam – ponie­waż nie­usta­jąco doma­ga­cie się roz­wią­zań – po pierw­sze, na czym pole­gają wasze gafy, po dru­gie zaś, zako­do­wany język świata nor­mal­nie myślą­cego i ukryte prze­kazy, któ­rych nie wyła­pu­je­cie (i któ­rych nor­mal­nie myślący ni­gdy nie zwer­ba­li­zują, bo są to dla nich kwe­stie oczy­wi­ste).

 

Kul­tura świata nor­mal­nie myślą­cego ma swoje kody, ale także wła­sną logikę i sys­tem war­to­ści. Jak wszyst­kie kul­tury, tak i ona ma swoje mocne i słabe punkty, mity zało­ży­ciel­skie (nie­moż­liwe do oba­le­nia!), pewną formę mądro­ści, jak rów­nież ogra­ni­cze­nia i absurdy. Nad­wy­dajni są czę­sto skon­ster­no­wani, a nie­kiedy wręcz zszo­ko­wani świa­tem nor­mal­nie myślą­cych, a w każ­dym razie jego widzialną posta­cią, która jest tylko wierz­choł­kiem góry lodo­wej. Pozna­nie i zro­zu­mie­nie jego reguł nie ozna­cza ich apro­baty czy koniecz­no­ści sto­so­wa­nia, pozwala jed­nak roz­trop­nie nawi­go­wać po świe­cie, bez cią­głego osia­da­nia na mie­li­znach nie­zro­zu­mie­nia. Posze­rza także hory­zonty, umoż­li­wia­jąc wyko­rzy­sta­nie tego, co naj­lep­sze, i zba­ga­te­li­zo­wa­nie reszty. Pewne aspekty świata nor­mal­nie myślą­cych są na tyle inte­re­su­jące, że warto przy­jąć nie­które z obo­wią­zu­ją­cych w nim reguł. A jeżeli część z nich wam się nie spodoba, to przy­naj­mniej prze­ko­na­cie się, co chcie­li­by­ście zmie­nić w panu­ją­cej rze­czy­wi­sto­ści.

Jestem osobą nad­wy­dajną men­tal­nie. Żałuję, że nie powie­dzia­łam tego wprost, pisząc Jak mniej myśleć. Chcia­łam zacho­wać neu­tral­ność i nie przy­pusz­cza­łam, że będzie to miało tak daleko idące kon­se­kwen­cje. Sądzi­łam, że dla moich czy­tel­ni­ków było oczy­wi­ste, że skoro tak dosko­nale ich rozu­miem, to siłą rze­czy mój mózg funk­cjo­nuje podob­nie. Kiedy napi­sa­łam: „Otóż lejka nie wci­śniesz do rury”, wyda­wało mi się, że alu­zja jest jasna: lejek da się wci­snąć tylko do lejka. Dla jed­nych nie ule­gało wąt­pli­wo­ści, że ponie­waż tak dobrze was rozu­miem, sta­no­wię część rodziny nad­wy­daj­nych; dla innych abso­lut­nie nie było to oczy­wi­ste. Kom­plet­nie mnie to zasko­czyło. Pisa­li­ście, że – „jak na nor­mal­nie myślącą” – odwa­li­łam kawał dobrej roboty. Wasze nie­za­słu­żone peany były dla mnie sza­le­nie krę­pu­jące, ale tak naprawdę dopiero o wiele póź­niej zda­łam sobie sprawę z roz­miaru szkód, jakie wyrzą­dzi­łam swoim nie­umyśl­nym oszu­stwem: zmy­leni moją pseu­do­neu­tral­no­ścią uwie­rzy­li­ście, jak Simon, że ktoś nor­mal­nie myślący mógł w pełni was zro­zu­mieć. Gorzej, że stu­dio­wa­nie waszego przy­padku mogłoby być dla niego pasjo­nu­jące. Nie­stety, dzi­siaj już wiem, że to mrzonki. Czy­ta­jąc tę książkę, nie­je­den raz będzie­cie mieli oka­zję prze­ko­nać się dla­czego.

Jako osoba nad­wy­dajna ja także na początku nie zna­łam kodów dostępu i nie­pi­sa­nych reguł, o któ­rych będzie tutaj mowa. Nie jestem zresztą pewna, czy sama wszystko zro­zu­mia­łam! Nie wydaje mi się jed­nak, aby nor­mal­nie myślący mogli lepiej wytłu­ma­czyć coś, co jest dla nich zbyt oczy­wi­ste albo czego sobie nawet nie uświa­da­miają. Raz jesz­cze wyru­szy­łam na zwiady. Owa podróż w poszu­ki­wa­niu zro­zu­mie­nia była fan­ta­styczną przy­godą, pod­czas któ­rej nie­spo­dzianka goniła nie­spo­dziankę. Bawiła mnie myśl, że wkrótce będę mogła poka­zać wam te same rze­czy, o któ­rych wcze­śniej nie mia­łam poję­cia, a które teraz obja­wiały mi się z całą wyra­zi­sto­ścią. Wypeł­ni­łam swój koszyk sma­ko­wi­tymi infor­ma­cjami. Dzi­siaj, jak zwy­kle, dzielę się z wami tym wszyst­kim, co udało mi się zaob­ser­wo­wać, zro­zu­mieć, wyde­du­ko­wać i zsyn­te­ty­zo­wać. Zebra­łam i upo­rząd­ko­wa­łam wszyst­kie poczy­nione przeze mnie odkry­cia w for­mie spój­nego prze­kazu, który wydaje mi się naj­traf­niej cha­rak­te­ry­zo­wać neu­ro­ty­pową logikę myśle­nia.

NLP wycho­dzi z zało­że­nia, że komu­ni­ko­wa­nie się to spo­tka­nie dru­giego czło­wieka w jego modelu rze­czy­wi­sto­ści.

Wła­śnie to chcia­ła­bym wam teraz zapro­po­no­wać: podróż na pla­netę nor­mal­nie myślą­cych.