Jak mniej myśleć

Tekst
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jak mniej myśleć
Jak mniej myśleć
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 70,80  56,64 
Jak mniej myśleć
Audio
Jak mniej myśleć
Audiobook
Czyta Marta Król
37,90  27,67 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Jeśli jesteś dotknięty syndromem Kasandry, przejawiasz pozytywne skłonności do przekazywania innym swoich doświadczeń, aby mogli z nich skorzystać. Ale niektóre rzeczy człowiek musi poznać z autopsji i sam się zorientować, czy wybrał właściwą drogę. Uczymy się na własnych błędach. Toteż zachowaj dla siebie swoje przeczucia i pozwól każdemu rozwijać się we własnym tempie. Najwyżej, jeśli w twoim mniemaniu błąd może pociągnąć za sobą przykre skutki, możesz sobie pozwolić na jedną lub dwie delikatne przestrogi, lecz gdy nikt nie chce cię słuchać, natychmiast zamknij usta. Możesz też w porę zadać pytanie dotyczące kwestii, która twojemu rozmówcy nie przyszła do głowy. Zrób to przyjaźnie, podobnie jak inspektor Colombo, i jedynie po to, by skłonić daną osobę do myślenia. „Wstawić pralkę do loggii, żeby zyskać trochę miejsca? Świetny pomysł! A jak sobie wyobrażasz odprowadzanie wody?”.

Doświadczenia mistyczne

Nadwydajni mentalnie, nawet kiedy czują się zrozumiani, uznawani, kiedy nabiorą ufności, a rozmówca darzy ich uwagą i wysłuchuje zgodnie z ich oczekiwaniami, przetestowawszy jego umiejętność przyjmowania informacji i cały czas zachowując czujność, są gotowi zrobić w tył zwrot przy najmniejszej oznace niedowierzania, tak bardzo się boją, że zostaną poczytani za wariatów. Nadwydajni mentalnie przyznają się jednak do swoich paranormalnych doświadczeń: telepatii, stanów ekstatycznego spokoju i nieskalanej miłości, jasnowidztwa, poczucia jedności z naturą, proroczych snów, a czasem nawet do czegoś więcej: zdolności widzenia aury, wyczuwania obecności duchów, przypominania sobie swoich poprzednich egzystencji…

Pierre długo się wahał, zanim wyznał mi, że pewnego dnia, gdy siedział pośród żarnowców, mając przed sobą piękny krajobraz skłaniający do marzeń i medytacji, nagle poczuł, że stapia się z otaczającymi go krzewami. Odczuwał wewnętrzny spokój i niewysłowioną, wszechogarniającą miłość. To było wstrząsające doznanie, trudne do wyjaśnienia i jeszcze trudniejsze do wyjawienia.

Jill Bolte Taylor jest trzeźwo myślącą badaczką. A jednak podczas wylewu krwi do mózgu doznawała niemal mistycznych stanów rozszerzenia świadomości. Opisuje między innymi stan jedności z wszechświatem, wrażenie, że utożsamia się ze wszystkim, co żyje, a także pławi w morzu wszechogarniającej miłości.

Raz jeszcze: nie ma w tym wszystkim nic magicznego. Z naukowego punktu widzenia Pierre i jego żarnowce są faktycznie braćmi. Kod genetyczny człowieka składa się z tych samych czterech nukleotydów, co wszystkich organizmów żyjących. Wystarczy to sobie uświadomić, by stopić się z przyrodą i czuć się spokrewnionym z każdą żyjącą istotą, nie wyłączając much i roślin. Ze swym uniwersalistycznym podejściem większość ludzi nadwydajnych czuje, że stanowi część większej całości, i odnosi się z wielkim szacunkiem do życia w każdej postaci.

Podobnie we wszechświecie wszystko składa się z atomów, nieustannie krążących w morzu energii. Ludzie nie stanowią pod tym względem wyjątku. W rezultacie jedyna różnica między nami a stołem sprowadza się do kilku atomów i częstotliwości wibracji. W sferze rzeczy zarówno nieskończenie dużych, jak i nieskończenie małych, potrafimy doświadczać wszystkich tych stanów w naszej prawej półkuli mózgowej. Jill Bolte Taylor udało się nawet osiągnąć wizję spikselizowaną. Rzeczywistość straciła określone kontury. Jill widziała swoje otoczenie jako impresjonistyczny obraz i dostrzegała jedynie ruch w skupisku punktów. Myślę, że tym właśnie tłumaczy się niesłychana pokora większości nadwydajnych mentalnie i niechęć do wynoszenia się nad innych. Doskonale wiedzą, że są jedynie kroplą w oceanie życia.

Nadwydajni opisują mniej przyjemne doznania, gdy udzielają im się złe nastroje innych. Mówią, że czasem wyczuwają obecność jakichś istot pozaziemskich lub mają koszmarne sny, tak realistycznie, że zastanawiają się, czy to tylko senne majaki, czy też przejawy jakiegoś świata równoległego. Słyszałam wiele opowieści o paranormalnych zdolnościach, duchowych i ezoterycznych doświadczeniach. Nie wątpię w szczerość ludzi nadwydajnych mentalnie, którzy zwierzali mi się ze swych przeżyć. Nie zamierzam jednak bardziej szczegółowo omawiać tego aspektu nadwydajności w niniejszej książce.

Czytelnikom, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę w tej dziedzinie, polecam świetne książki Marie-Françoise Neveu6. Znajdą tam obszerne rozważania na temat, który ja ledwo musnęłam. Na niektóre z tych zjawisk może również rzucić interesujące światło fizyka kwantowa. W każdym razie wszystkich tych, których intrygują paranormalne zjawiska, zachęcam, by kontynuowali, w swoim rytmie i zdając się na swoją intuicję, te duchowe poszukiwania. Obiektywnie biorąc, żyjemy w świecie zbyt racjonalnym, a bóg zwany „kartą bankową” nie zdoła zaspokoić bez reszty naszego pragnienia łączności. Ważne jednak, abyś poszukując sensu, się nie pogubił. Na niepewnych ścieżkach duchowości nie zapominaj o zdrowym rozsądku.

W pierwszych rozdziałach eksplorowaliśmy nadwrażliwość, która cię cechuje i wywodzi się z pięciu nadzwyczaj rozwiniętych zmysłów. Teraz będziesz mógł przyjrzeć się bez pośpiechu, jak funkcjonują te niezwykle czułe receptory. Poobserwuj siebie: rezonujesz jak kryształ. Do tej pory z pewnością często ci zarzucano, że twoja osobowość ma taką a nie inną strukturę. Już pora, abyś ją zaakceptował i był z niej dumny na tyle, by się do niej przyznawać.

Niech cię bawi twoja hiperestezja. Mając do siebie coraz większe zaufanie, zdasz sobie sprawę ze swoich ukrytych umiejętności. Potrafisz rozpoznać człowieka po perfumach, jakich używa, lub po krokach, odgadnąć, jakie są składniki jakiejś potrawy, wyłowić subtelne dźwięki fletu z muzycznej frazy. Jeśli zawierzysz swojej pamięci i pozwolisz jej pracować wedle jej upodobania, zdołasz przypomnieć sobie mnóstwo szczegółów. Odważ się zaufać temu, co postrzegasz, i swojej intuicji. Teraz zabieram cię w podróż po prawej półkuli twojego mózgu.

Rozdział 3
Odmienne okablowanie neurologiczne

Różnice między lewą a prawą półkulą mózgu

W pierwszej części zachęcałam cię do odkrywania wszystkich aspektów nadwrażliwości i jej skutków. Teraz proponuję ci zbadać oryginalność i potęgę twojej myśli.

Większość ludzi sądzi, że wszystkie istoty mają taki sam mózg, a w związku z tym jest tylko jeden sposób myślenia i rozumowania. To niesłuszny pogląd. Z biologicznego punktu widzenia nasz mózg składa się z dwóch oddzielnych półkul, komunikujących się ze sobą jedynie za pośrednictwem ciała modzelowatego.

Kiedy prowadzę seminarium z terminologii dotyczącej prawej i lewej półkuli, zaczynam wykład, wykonując na tablicy rysunek taki jak na następnej stronie.


Pytam uczestników, co on przedstawia. Odpowiedź jest jednogłośna: „Uśmiechniętą twarz”. Potem obok umieszczam rysunek taki jak poniżej. Zanim się odwrócę, ktoś błyskawicznie komentuje: „Tym razem niezadowoloną twarz!”.



Wówczas pytam grupę, co ją skłania do stwierdzenia, że to jest czyjaś twarz, i po czym poznać, że jest uśmiechnięta albo niezadowolona. Tutaj sprawa się komplikuje. „No, to jest twarz, bo są na niej oczy, nos i usta!”. Nie, nie ma oczu ani nosa, ani ust. Są trzy kreski i dwie linie krzywe. „Tak, ale usta są przecież uśmiechnięte!. Usta? Jakie usta? To tylko odcinek linii! Logicznie biorąc, ten rysunek nie przedstawia twarzy, a jednak wszyscy ją widzimy. W ten sposób możemy się dowiedzieć o istnieniu naszych dwóch półkul. Dla lewej na tablicy znajdują się tylko kreski i linie krzywe. Od biedy lewa półkula rozpozna dwójkę, ponieważ zna symbole. Prawa półkula natychmiast dostrzega twarz, a nawet emocje, jakie ona wyraża, nie potrafi jednak tego wyjaśnić, ponieważ nie opanowała języka.

Lewa półkula jest linearna, metodyczna, werbalna i cyfrowa. Potrafi nazywać, opisywać, określać. Może posługiwać się liczbami i arytmetyką. Jest analityczna, toteż kroi większe całości na części i kolejno opracowuje poszczególne elementy. Uważa się ją też za symboliczną, abstrakcyjną, racjonalną i logiczną. Zadania wykonuje sekwencyjnie, chronologicznie i ustala związki przyczynowo-skutkowe prowadzące do zbieżnych wniosków, czyli do jednoznacznych rozwiązań. Mając świadomość spójności osoby, lewa półkula zachęca do autonomii oraz indywidualizmu.

Prawa półkula żyje chwilą obecną. Preferuje informację sensoryczną, intuicję, a nawet instynkt. Postrzega rzeczy w sposób globalny i może odtworzyć całość na podstawie tylko jednego, choćby drugorzędnego elementu. Często coś wie, ale nie umie wytłumaczyć, skąd pochodzi ta wiedza. Jej rozgałęzione7, wręcz kipiące myślenie prowadzi w efekcie do różnorodnych rozwiązań. Uczuciowa, emocjonalna, a zatem irracjonalna, czuje, że należy do ludzkiej rodziny, a nawet do świata wszelkich istot żywych. Dzięki temu odznacza się altruizmem i hojnością.

 

Każda półkula ma własną logikę, a więc również własną mowę. Język lewej zwie się cyfrowym. Jest on obiektywny, logiczny, wnikliwy. Wyjaśnia, interpretuje, analizuje. Chodzi oczywiście o język najczęściej używany w dziedzinie nauk ścisłych, w szkolnictwie, w biznesie. Za to nie zdoła on całościowo ująć żadnego problemu i okazuje się nieadekwatny do wyrażania nastrojów.

Język prawej półkuli zwie się analogowym. Złożony z figur, symboli i metafor, odpowiada za syntezę i postrzeganie całości. Umożliwia holistyczną percepcję rzeczy. Jest to również język humoru, kojarzenia dźwięków, dwuznaczności, kalamburów i gier słownych, konfuzji między znaczeniem dosłownym a metaforycznym. Może zbijać z tropu lewą półkulę.

Łatwo stąd wysnuć wniosek: zależnie od półkuli dominującej ludzie traktują informację odmiennie, interesują się innymi sprawami, inaczej myślą, a więc mają całkiem inną osobowość. W funkcjonowaniu różnią się do tego stopnia, że w gruncie rzeczy każda półkula ma własną osobowość. Cały sposób myślenia danej osoby, a nawet jej mentalność zależy od lokalizacji ośrodka rozumowania. Od 70 do 85 procent mózgów wykazuje dominację lewej półkuli. W mózgach osób nadwydajnych (15 do 30 procent) pierwsze skrzypce gra półkula prawa. Różnice między jedną a drugą półkulą są znaczne, toteż ktoś, kto ma mózg okablowany inaczej niż większość ludzi, może mieć wrażenie, że pochodzi z innej planety.

Jeśli sądzimy, że drugi człowiek funkcjonuje tak jak my, oczekujemy, że zrozumie nas w pół słowa i będzie tak samo reagować w podobnych okolicznościach. Każde społeczeństwo wypracowuje w ten sposób pewne niepisane reguły, sposoby wspólnego funkcjonowania, których nie trzeba wyjaśniać, bo wszyscy je instynktownie znają. Zasady obowiązujące w naszych zachodnich społeczeństwach idealnie odpowiadają ludziom, u których dominuje lewa półkula, bo to właśnie oni stanowią większość. Nadwydajni mentalnie – odwrotnie: nic z tego nie rozumieją. Logika lewopółkulowców jest dla nich nieprzenikniona. Od dzieciństwa często muszą stawiać czoło kłopotliwym lub niejasnym sytuacjom, gdy ktoś im zarzuca, że są głupi, bezczelni lub zuchwali. W szkole również narażają się na krytykę: mówią nie na temat, nie wypełniają poleceń. Próby wyjaśnienia nieporozumień jeszcze pogarszają sprawę. Rozsierdzeni dorośli nie starają się dociec, co zaszło, tylko od razu twierdzą, że nadwydajne dzieci robią na złość, udając, że nic nie rozumieją. Niezrozumienie niepisanych nakazów wpędza ich w niepewność. W każdej chwili mogą popełnić jakąś gafę, zresztą przeważnie w relacjach społecznych czują się skrępowani. Zdarza się, że podczas swobodnej rozmowy nagle zapada grobowa cisza. Coś się stało, ale co? Czując się nieswojo, nadwydajny mentalnie nie będzie mógł wyciągnąć nauczki z tej sytuacji, bo nikt mu nie wyjaśni, o co tak naprawdę chodziło w interakcji. Ten rozziew sprawia, że kontakty towarzyskie są dla prawopółkulowców skomplikowane i męczące. Dlaczego innym wszystko wydaje się takie proste?

Być może ta nieprzystawalność daje się odczuć najbardziej na płaszczyźnie humoru. Jérôme wyznaje mi: „Najbardziej nie znoszę sytuacji, gdy ktoś zaczyna opowiadać jakiś kawał. Od razu skóra mi cierpnie na myśl, że trzeba będzie się śmiać, chociaż historyjka pewnie wcale nie będzie śmieszna. Bardzo często jest nawet żenująca, a ja nie mogę się przyznać, jak wielką przykrość sprawia mi jej słuchanie”.

Nadwydajni mają niesamowite poczucie humoru, ale tak indywidualne, że niełatwo im żartować, nawet wśród ludzi o podobnej umysłowości. Możliwe, że dowcipy, z których śmieje się Jérôme, wcale nie rozbawiłyby publiki złożonej z lewopółkulowców.

Lewa półkula pozwala urzeczywistniać marzenia i wprowadzać w życie plany. Aby rozwijać swoją, możesz podejmować następujące zajęcia: czytać, pisać, zacząć coś studiować, wykonywać zadania wymagające koncentracji i dokładności, jak majsterkowanie czy krawiectwo. Niektóre dyscypliny sportowe, zwłaszcza sztuki walki, mogą ci pomóc wyrobić w sobie upór, wytrzymałość i zmysł równowagi.

Prawa półkula mózgu jest siedliskiem kreatywności. Aby rozwinąć swoją, uprawiaj jakąś twórczość artystyczną: malarstwo, rysunek, kolaż, lepienie w glinie, taniec, muzykę itd. Wszystkie stymulują prawą półkulę. Niektóre formy aktywności pozwalają prawopółkulowcom skanalizować swoją emocjonalność i wyciszyć wzburzony umysł. Należą do nich: medytacja, relaksacja, qigong, tai chi, joga itd. Praktykowanie ich przyniesie ci wiele korzyści.

Jednakże to okablowanie neurologiczne ma charakter strukturalny. Można rozwijać umiejętności drugiej półkuli, lecz chodzi przede wszystkim o to, by zaakceptować siebie takim, jakim się jest, i cieszyć się ogromnymi możliwościami swego wspaniałego mózgu.

Nadwydajność mentalna
Myślenie rozgałęzione

Manon musi wygłosić referat o włoskim renesansie. Ochoczo zabiera się do pracy, ale im bardziej zgłębia temat, tym bardziej się gubi. Każde odkrycie pociąga za sobą następne, które prowadzi do kolejnych. Tyle byłoby do powiedzenia. Jeśli nie powstrzymać zalewu informacji, jak w tej obfitości odróżnić to, co zasługuje na uwagę, od tego, co jest drugorzędne? Kierowana ciekawością, nie szczędzi czasu swoim odkryciom, stara się dowiedzieć czegoś więcej o pewnym malarzu i wpada w zachwyt, oglądając jego obrazy. A że jest mniej znany niż inni włoscy artyści, chciałaby go wyeksponować w swoim referacie, zarówno by mu oddać sprawiedliwość, jak i wydobyć go z zapomnienia. Ale malarstwo to tylko jeden z aspektów renesansu. Przecież quattrocento ukształtowali wybitni filozofowie. Należałoby opowiedzieć o Pico della Mirandoli, ale to niemożliwe, jeśli nie przeczytało się choćby jednego z jego pism. Tak więc Manon zagłębia się w dzieła filozoficzne, zbacza w stronę Erazma, który jeszcze bardziej oddala ją od właściwego tematu, lecz którego myśl jest tak subtelna… Nagle uświadamia sobie, że za daleko odbiegła od przedmiotu swoich badań, więc znów się nad nim skupia. Koniecznie trzeba wspomnieć o Kosmie Medyceuszu, mecenasie, humaniście i postępowym polityku. I Manon wraca do swoich poszukiwań. Oczami wyobraźni widzi siebie jako wyrafinowaną damę florenckiego dworu, idącą pod rękę z jakimś paniczykiem na bankiecie w willi w Careggi. Potem się wzdryga. Czas leci, a zadanie nie nabiera konkretnych kształtów. Wtedy studentka sobie uświadamia, że florencki renesans to tylko jeden z aspektów renesansu włoskiego. Należałoby też wspomnieć o tym, co działo się w Rzymie, Wenecji, w… Manon się zniechęca: nigdy jej się to nie uda!

Jej referat będzie prawdopodobnie przeładowany, chaotyczny, fragmentaryczny, niewyważony, może nawet nie na temat, jeśli potrzeba zrehabilitowania zapomnianego malarza lub chęć podzielenia się tym, czego się dowiedziała o Erazmie, weźmie górę nad innymi rozważaniami. Jej profesor nigdy nie zgadnie, ile godzin spędziła nad swoim zadaniem ani jakich odkryć dokonała w dziedzinie kultury, ponieważ cała wykonana przez nią praca badawcza wcale nie będzie widoczna.

Podobnie jak Manon wykazujesz się czymś, co nazywa się myśleniem rozgałęzionym. Znaczy to, że z jakiejś idei wyłania się dziesięć innych, z nich na zasadzie skojarzeń dziesięć kolejnych, a potem następne, w nieskończonej obfitości. Dlatego twój mózg nigdy nie przestaje działać. Zawsze otwierają się jakieś nowe drzwi. Jeśli jak Manon czujesz potrzebę dogłębnego eksplorowania wszystkich aspektów każdej nowej idei i chcesz być pewny, że niczego nie pominąłeś, zanim wrócisz do głównego tematu, może to nawet okazać się poważnym handicapem. Wszystko zależy od tego, jak daleko sięga twoja potrzeba precyzji.

Natomiast przyglądając się kwerendom Manon, z pewnością stwierdzisz, że jest to myślenie twórcze. Dziewczyna z pewnością byłaby w siódmym niebie, gdyby ją poproszono, by odtworzyła jeden dzień z życia jakiegoś człowieka z epoki włoskiego renesansu. Przeprowadziłaby jeszcze więcej badań: nad sposobem odżywiania się, strojami, rozrywkami, miejscami publicznymi, ale wszystkie te informacje automatycznie ogniskowałyby się wokół danej postaci. Nadwydajnym mentalnie niekiedy wystarczy trafnie wybrany element, aby rozproszone dane same się ułożyły w spójną całość.

A więc jeśli zaczynasz się rozpraszać jak Manon, wróć do podstawowego założenia, aby odnaleźć wątek. Po co ja to robię? Jaki wyznaczyłem sobie cel?

Myślenie rozgałęzione jest szczególnie skuteczne, kiedy poszukuje się rozwiązań. Podczas gdy w myśleniu sekwencyjnym jedna idea pociąga za sobą w sposób linearny drugą, tu eksploruje się jednocześnie i równolegle liczne ścieżki refleksji. Odbywa się to całkiem naturalnie i bezwiednie. Praca postępuje niezwykle szybko, do tego stopnia, że rozwiązanie zdaje się narzucać samo. Niewątpliwie tym się tłumaczą przebłyski geniuszu lub nagłe decyzje. Nadwydajni zdają sobie z tego sprawę, ale przeważnie nie potrafią wyjaśnić, dlaczego tak jest.

Christine zawsze sądziła, że szukając mieszkań, wybiera je wiedziona odruchem serca, i dziwiła się, że idealnie spełniają jej wymagania. Nic im nie brakowało. Lokum zawsze było funkcjonalne, z odpowiednią liczbą pomieszczeń i szaf w ścianach, optymalną ekspozycją słoneczną i wszelkimi udogodnieniami: sklepami, szkołami, środkami transportu w sąsiedztwie. Gdy zrozumiała, jak funkcjonuje jej mózg, uświadomiła sobie, że wszystkie te aspekty zostały za każdym razem oszacowane mentalnie. Ponieważ wszystko odbywało się szybko i automatycznie, myślała, że podejmuje decyzję, kierując się swoim widzimisię, tymczasem każda kwestia została przemyślana, i to dogłębnie! Stąd u prawopółkulowców podejmowanie decyzji zakrawa na wyczyn: zapadnie ona błyskawicznie… albo będzie w ogóle niemożliwa!

Szybkość przepływu impulsu nerwowego jest większa u osób zdolnych do całościowego oglądu, a skomplikowana sieć powiązań neuronalnych pozwala im przyswajać większą liczbę informacji. Dlatego też myślenie rozgałęzione należałoby uznać za bardziej efektywne. Jeśli jednak chce się uniknąć problemów w szkole i znaleźć swoje miejsce w społeczeństwie zachodnim, najbardziej wskazana jest przewaga półkuli lewej.

Potrzeba komplikacji

Gdy myśl nie skoncentruje się na danym temacie i nie jest zmuszona do wysiłku, działa w trybie automatycznym. Manewruje w swoich licznych rozgałęzieniach, raz tu, raz tam, i nieustannie buja w obłokach. Nadwydajni mentalnie wiedzą, że są roztargnionymi marzycielami i bałaganiarzami. Dlatego trudno im uwierzyć w swoje nieprzeciętne zdolności. Na przykład nagle pojawiają się w kuchni z łyżeczką w dłoni i zastanawiają się, co tam robią. Przez dłuższą chwilę nie mogą sobie przypomnieć, jaki był motyw ich działania. „Ach tak, poszedłem po konfiturę!”.

Laurent jest kelnerem w barze. Opowiada mi: „To idiotyczne. Kiedy na tarasie nie ma prawie nikogo, muszę zapisywać zamówienia. W przeciwnym razie, zanim dojdę do lady, wszystko zapominam. W dodatku nie potrafię nawet podliczyć rachunku. Muszę go spisać na kartce. Ale gdy w barze jest pełno gości, odkładam notes, długopis i wszystko robię w pamięci. Nie zapominam żadnego zamówienia, migiem liczę, w kilka sekund wydaję resztę i nigdy się nie mylę. I bądź tu człowieku mądry!”.

Myśl rozgałęzioną porównuję do wodolotu. Potrzebuje ona pewnego progu stymulacji, by się uruchomić, ale skoro tylko osiągnie pełną moc, unosi się nad danymi z oszałamiającą szybkością. No właśnie, oszałamiającą! Twój umysł, aby działać efektywnie, powinien rozwiązywać skomplikowane zadania. Kiedy mózg pracuje na pełnych obrotach i omal nie pęknie, bo tak wielka jest liczba danych, a problem tak zawiły, człowiek nadwydajny odczuwa ogromną rozkosz, graniczącą z mentalnym orgazmem. W tym momencie cudownie jest być nadwydajnym i uświadomić sobie potęgę swojego umysłu. Mógłbyś powiedzieć, że masz „niezłą kiepełe!”. Ale oczywiście, tak jak Laurent, zapamiętasz jedynie chwile, gdy jesteś roztargniony i za mało skoncentrowany, by ocenić swoje zdolności intelektualne. Ja jestem superinteligentny? Ale gdzie tam!

Niedogodności myślenia rozgałęzionego

Ta automatyczna nawigacja w rozgałęzieniach wiąże się z pewnymi niedogodnościami. Wywołuje stany euforii i napady przygnębienia, równie gwałtowne jak nieoczekiwane. Myślisz: „Byłoby wspaniale, gdyby…” i dajesz się ponieść fantazji, wyobrażając sobie dalszy ciąg. Nagle, w samym środku tych pozytywnych domniemywań, nie wiedzieć po co i dlaczego, zbaczasz z kursu: „Ale przede wszystkim nie należy…” I, bach, popadasz w czarnowidztwo. Z tego powodu nadwydajnych mentalnie często myli się z ludźmi dotkniętymi psychozą maniakalno-depresyjną lub podejrzewa, że cierpią na chorobę dwubiegunową. Ich nastroje zmieniają się tak szybko i radykalnie! Ponadto myśl biegnie błyskawicznie, toteż dana osoba przeważnie nie potrafi wyjaśnić, co sprawiło, że znienacka przeszła od śmiechu do płaczu.

 

Musisz koniecznie sprawować kontrolę nad swoją mentalną nawigacją. Zakłada to, że w pewnym sensie będziesz przyglądać się sobie w trakcie myślenia, a więc spowalniać przepływ idei, by w ich rozgałęzieniach móc odnaleźć drogę. Obserwuj siebie, gdy myślisz. Przyjrzyj się, jak przeskakujesz od jednej myśli do drugiej. Przejdź tę mentalną trasę w odwrotnym kierunku. Skąd wyruszyłeś, aby dotrzeć do tej idei? Powoli zaczniesz sterować swoim myśleniem. Tylko ty umiesz powstrzymać swoje czarne myśli.

Na przykład: stajesz na pasach dla pieszych i zamierzasz przejść przez jezdnię. Jakiś rozpędzony pirat drogowy prawie się o ciebie ociera. Serce podchodzi ci do gardła i oczywiście przychodzi ci do głowy, że przecież mógł cię potrącić. Do tej pory nic nienormalnego, każdy by tak zareagował. Odetchnąłby z ulgą i kontynuował marszrutę. Ale jeśli nie weźmiesz w ryzy swojego umysłu, on na tym nie poprzestanie: „A gdybym zginął? Czy zdążyłem uporządkować dokumenty?”. I już w wyobraźni przeglądasz swoje archiwum: konto bankowe, polisę ubezpieczeniową, potem mentalnie urządzasz swój pogrzeb. Myśl o zapłakanych bliskich przyprawia cię o dreszcz zgrozy i działa otrzeźwiająco. „No, nie przesadzajmy! Może tylko byłbym ranny”. I znów uruchamia się samograj: pogotowie, szpital, zwolnienie z pracy. A jeśli pirat zatrąbił z wściekłością, możesz sobie wyobrazić wszelkie obsesyjne myśli, które będą zaprzątać twój umysł, prawda? Niektórzy godzinami będą roztrząsać fatalne ewentualności, jakie pociągnie za sobą ten incydent. Wielu scenarzystów pozazdrościłoby ci wszystkich fabuł, jakie potrafisz stworzyć, czerpiąc natchnienie ze zwykłej historyjki. Ale te wielogodzinne rozpamiętywania to czas, który spędzasz, niepotrzebnie się stresując i potęgując swój lęk.

Tylko ty możesz sobie powiedzieć: „Stop. Nic się nie stało. Pirat odjechał. Żyję, jestem cały i zdrowy. Nie dam się zdołować przez to wydarzenie. Choćbym miał tylko snuć domysły, wykorzystam swoją kreatywność, wyobrażając sobie fajną imprezę, na którą idę dziś wieczorem”. Ujarzmienie swojego umysłu wymaga sporo energii i stanowczości. Musisz twardo sobie postanowić, że nie dopuścisz do siebie negatywnych, jałowych myśli. Krótko mówiąc, wyłącz automatycznego pilota w swoim mózgu i przejdź na pilotaż ręczny.

Twoja wyobraźnia ma taką moc, że każe ci przeżywać wirtualne sytuacje niemal tak intensywnie, jakby były rzeczywiste. A że działa to zarówno w dobrym, jak i złym kierunku, możesz świadomie wybrać kilka pokrzepiających myśli, aby przestawić swój nastrój na inne tory, w razie gdyby zamierzał podryfować w stronę przygnębienia lub niepokoju. Hassan uśmiecha się i mówi: „To prawda: wystarczy, że pomyślę o moim maluszku, a rozjaśnia mi się w głowie. On ma cztery miesiące. Jego uśmiech pozwala mi zapomnieć o wszystkich troskach. Gdy pomyślę o jego narodzinach, zalewa mnie fala szczęścia, a wtedy żaden kłopot się nie liczy”. A ciebie jaka myśl niezawodnie wprawia w dobry humor?

Twój umysł ma wady wynikające z twoich zalet: inna niedogodność myślenia rozgałęzionego polega na tym, że możesz wyczerpać zasób przyjemności, zanim ich w ogóle zaznasz. Gdy długo obmyślasz jakiś uskrzydlający plan, zachodzi obawa, że sobie powiesz: „Hmm, i po co to wszystko?”. Corinne właśnie organizuje rodzinne wakacje. W internecie ogląda strony hoteli, agencji podróży, notuje, co warto zwiedzić, szuka informacji o zabytkach i poznaje ich historię. Ponieważ wszystko starannie przemyślała, wakacje będą udane. Żadna przykra niespodzianka nie popsuje pobytu. Ale dla Corinne nie pozostanie już nic do odkrycia. Mąż się dziwi: można powiedzieć, że ona zna okolicę na pamięć, jakby tam jeździła rok w rok.

Aby powściągnąć tę wybujałą wyobraźnię i nie pogubić się w meandrach własnego umysłu, wielu nadwydajnych nabiera zwyczaju mówienia na głos. Spowalnia to i ukierunkowuje zalew myśli. Jeśli masz ten zbawienny odruch i mówisz sam do siebie, nie martw się, nie jesteś wariatem! Wręcz przeciwnie, kanalizuje to i uspokaja twoje myśli. Jednak uważaj na tych, którzy mogliby usłyszeć twoje słowa, i na to, co mogliby z nich wywnioskować na temat twojego zdrowia psychicznego! Możesz też uprzedzić reakcje swojego otoczenia: „Głośno myślę. Chyba wam to nie przeszkadza?”.

Wątpliwości i pytań bez liku

Pamiętasz François, który mówi, że zadał sobie dwadzieścia pytań przez trzy minuty spędzone w kiosku z gazetami na rogu ulicy, przy której znajduje się mój gabinet? Jeśli cechuje cię myślenie rozgałęzione, to faktycznie twój umysł jest wytwórnią wątpliwości i pytań.

Często zdarza się, że nadwydajni bezwiednie i mimowolnie zamęczają mnie swoimi rozterkami, pytaniami, prośbami o doprecyzowanie kwestii. Ich pytania są dociekliwe i zmuszają mnie do bardzo szczegółowych wyjaśnień. Oni wciąż czują potrzebę upewniania się, a ich zastrzeżenia są rzeczowe. Muszę uzasadniać, argumentować, powtarzać, analizować, tłumaczyć. Skoro tylko jakiś koncept wydaje się wiarygodny, osoba nadwydajna przez chwilę się zastanawia, w jaki sposób można go podważyć, i znów w koło Macieju: „Tak, ale…” Strach przed własną pomyłką łączy się ze strachem, że ktoś cię wprowadzi w błąd. Przy następnej wizycie wraca to samo pytanie: „Skąd może pani być taka pewna, że jestem nadwydajny?”. Cała robota na nic. Niekiedy wszystkie konstrukcje psychiczne wydają się zamkami z piasku, rozmywanymi przez fale ich niedowierzania.

Do pewnego stopnia ma to wydźwięk pozytywny. Ogólnie rzecz biorąc, wszystko jest kwestią wiary. W świecie nieustannie poruszających się atomów nawet gęstość materii, z której zrobiono krzesło, jest względna. Niezbite naukowe pewniki są nieustannie podważane przez nowe odkrycia. Jeśli zatem podajemy w wątpliwość to, co uważamy za prawdziwe, świadczy to o niezwykłej otwartości naszego umysłu. Na szczęście istnieją nietuzinkowe umysły kwestionujące powszechnie przyjęte prawdy! Zresztą zdolność do samokrytyki to oznaka elastyczności i skromności. Przyznając bliźniemu prawo do odmiennego myślenia, okazujemy tolerancję. A gdy sprawdzamy informacje, zanim je zaakceptujemy, dajemy dowód ostrożności i dojrzałości. Ale co za dużo, to niezdrowo. Zbyt liczne wątpliwości, zbyt liczne pytania działają destabilizująco. Kiedy nic wokół nie jest rzeczywiste, kiedy wszystko można podważyć, wysuwając jakiś argument, znaczy to, że żyjemy w chwiejnym świecie generującym lęki. Oczywiście najczęściej pojawiają się pytania egzystencjalne, te, które tworzą pętle w mózgu: Po co żyjemy? Dlaczego umieramy? Skąd w życiu tyle cierpienia i absurdu?

W tej potrzebie wątpienia i kwestionowania odnajdujemy potrzebę złożoności przejawianą przez mózg, któremu wciąż trzeba dostarczać nowych podniet. Ale niektóre dylematy są bolesne i niepokojące, zwłaszcza te niedające się rozwiązać. Zatem dla tych z was, których nurtują pytania egzystencjalne, znalazłam w książce Le psy de poche Susanny Mac Mahon8 całą listę prostych, konkretnych i kojących odpowiedzi. Jest ona prawdziwie odświeżającą kąpielą dla „przegrzanych mózgownic”.

Dlatego jeśli jesteś skłonny zbyt często podważać cały swój system poglądów i przekonań, żyjesz w świecie płynnym, zmiennym, a co za tym idzie, stale napawającym niepokojem. Ciągłe kwestionowanie osobistych zapatrywań podkopuje również poczucie własnej wartości i prowadzi do tożsamościowej pustki, która stwarza podatny grunt dla opinii z zewnątrz. Grozi to zachwianiem twoich poglądów, wtedy zaś będziesz podatny na manipulacje.

Nieustanne oscylowanie między przeszłością, teraźniejszością a przyszłością

Martin zamierza obejrzeć sztukę. Zajmując miejsce pod gołym niebem na stopniach współczesnego amfiteatru, mówi sobie, że od czasu pierwszych antycznych amfiteatrów nie wymyślono niczego lepszego. Myśli, że od zarania dziejów ludzie lubią teatr, i nagle ogarnia go czułość dla całej ludzkości. Ma wrażenie, że starożytni Grecy i Rzymianie są mu bliscy. Wyobraża ich sobie odzianych w togi, siedzących na kamiennych stopniach, pod tą samą kopułą nieba, czekających tak samo niecierpliwie na początek przedstawienia. Tego wieczoru jest grana sztuka Moliera we współczesnej scenografii. Temat w ogóle się nie zestarzał! Ilekroć widzowie wybuchają śmiechem, Martina ogarnia wzruszenie na myśl, że te repliki liczą trzysta lat, że śmieszyły już w czasach swego powstania i że z pewnością będą rozśmieszały jeszcze bardziej za trzysta lat jego potomnych w innych amfiteatrach.

Podobnie jak u Martina, umysł ludzi nadwydajnych prawie nigdy nie zagrzewa miejsca w teraźniejszości; nieustannie wędruje tam i z powrotem między przeszłością a przyszłością.

Na przykład sześcioletni chłopiec pisze do swoich rodziców z kolonii letnich: „Bardzo mi tu dobrze. Mam nadzieję, że jeśli kiedyś o tym zapomnę, Bóg pomoże mi sobie przypomnieć!”. Ten dzieciak ma już świadomość, że tworzy wspomnienia, i zakłada, że mógłby je utracić. Podobnie trzyletnia Vanessa z całą powagą oznajmia swojej sześćdziesięcioletniej sąsiadce: „Kiedy dorosnę, mamusia będzie w twoim wieku, a ty nie będziesz już żyła!”. „Teraz wiesz, kochanie, na czym polega życie!”, inteligentnie ripostuje sąsiadka, która mogła poczuć się dotknięta tą refleksją. Wynika stąd, że świadomość upływającego czasu, ulotności chwili pojawia się bardzo wcześnie. „Powiedz mi, mamo, czy ty umrzesz?”, pytają zatrwożone dzieci. „Dopiero wtedy, gdy się zestarzeję!”, starają się uspokoić je matki. Ale dzieci nieprzeciętnie zdolne wiedzą, że życie jest kruche, że każdy może w każdej chwili umrzeć z byle powodu. Stale dręczy je lęk, którego nie sposób uśmierzyć zwykłymi, kojącymi, lecz mało wiarygodnymi w ich oczach słowami.

6Patrz bibliografia.
7Po francusku pensée en arborescence, pensée arborescente: tych określeń autorka używa w dalszym ciągu książki. Posługuje się nimi również Jeanne Siaud-Facchin. Pojęciu, pokrewnemu myśleniu rozbieżnemu (dywergencyjnemu), przeciwstawia się myślenie zbieżne (konwergencyjne). Według niektórych psychologów (Nicolas Gauvrit et Franck Ramus w miesięczniku „La Recherche”, marzec 2017) termin nie ma charakteru ściśle naukowego (przyp. tłum.).
8Patrz bibliografia.
To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?