Opowieść o dwóch miastach

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Opowieść o dwóch miastach
Klasyka dla dzieci. Charles Dickens. Tom 5. Opowieść o dwóch miastach
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 46,90  37,52 
Klasyka dla dzieci. Charles Dickens. Tom 5. Opowieść o dwóch miastach
Klasyka dla dzieci. Charles Dickens. Tom 5. Opowieść o dwóch miastach
Audiobook
Czyta Jacek Dragun
24,95  17,96 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa




Paryż

Działo się to bardzo dawno temu w Paryżu. Z więzienia zwolniono właśnie pewnego mężczyznę, doktora Alexandre’a Manette’a. Przebywał w nim przez osiemnaście lat. W więzieniu znalazł się nie dlatego, że zrobił coś złego, ale dlatego, że stanął w obronie tego, co słuszne.


Postępując w zgodzie z własnym sumieniem, doktor Manette narobił sobie bowiem wrogów. Potężnych wrogów, którzy wtrącili go do więzienia.

W tamtych czasach Francją rządzili ludzie bogaci i potężni. Zwykli ludzie byli zaś biedni i głodni. W ich sercach rosły rozpacz i gniew. Kilka lat później wybuchła rewolucja. Jej ofiarami byli zarówno król i królowa Francji, jak i wielu innych bogatych i wpływowych ludzi.


Nasza historia zaczyna się na kilka lat przed rewolucją, tuż po wyjściu doktora Alexandre’a Manette’a z więzienia. Doktor wprowadził się do pokoiku nad gospodą w biednej części Paryża. Właściciele tawerny, pan i pani Defarge, byli jego przyjaciółmi.


Umysł doktora Manette’a był wyniszczony więziennymi przeżyciami. Jedyną dobrą rzeczą, jaka się mu tam przytrafiła, było to, że nauczył się robić buty. Teraz nie odrywał się prawie od stołu warsztatowego i narzędzi, wpatrując się w nie, jakby były to jedyne godne uwagi i zaufania rzeczy świecie.


Pewnego dnia otworzyły się drzwi do jego ponurego pokoju na poddaszu. W progu stanęli pan Defarge, piękna młoda kobieta i starszy mężczyzna.

– Masz gości – powiedział pan Defarge.

Doktor Manette nie podniósł nawet głowy znad swojego stołu warsztatowego.


– Oto człowiek, który pozna dobrze zrobiony but, gdy go ujrzy – nie rezygnował Defarge. – Pokaż mu but, nad którym pracujesz, Manette.

Starszy mężczyzna, który nazywał się Jarvis Lorry, wziął but do ręki.

– Powiedz mu, jaki to but i kto go zrobił – ciągnął Defarge.


– To damski but – powiedział cicho doktor Manette, wciąż nie podnosząc głowy.

– A nazwisko tego, kto go zrobił?

– Sto pięć, Wieża Północna – odpowiedział Manette.

Pan Lorry zorientował się, że doktor zamiast nazwiska podaje mu numer celi więziennej, w której spędził ostatnich osiemnaście lat.

– Sto Pięć, Wieża Północna – powtórzył doktor.

– Czy mnie poznajesz, doktorze Manette? – zapytała nagle młoda kobieta.

Doktor Manette wciąż przyglądał się swoim narzędziom.

Kobieta podeszła do niego.


Chociaż jej twarz była młoda, a doktora – zniszczona i stara, każdy, kto spojrzałby na nich stojących obok siebie, zauważyłby podobieństwo.

Manette zdał sobie sprawę, że kobieta do niego podeszła. Podniósł głowę i spojrzał na nią.

– Czy jesteś córką strażnika? – zapytał, patrząc na nią niezbyt przytomnie.

Młoda kobieta o imieniu Lucie miała złociste włosy, które opadały jej na szyję. Doktor wyciągnął rękę, chwycił pasmo jej włosów i popatrzył na nie z uwagą. Lucie położyła dłoń na jego ramieniu.

Pan Defarge i Jarvis Lorry obserwowali to wszystko, stojąc w progu. Wstrzymywali oddech.


Manette zdjął z szyi poczerniały sznurek. Jego końcówki były obwiązane wokół zwiniętego skrawka materiału. Doktor z wielką ostrożnością rozwinął go i rozłożył na kolanie. Wewnątrz były dwie długie nitki złotych włosów.


Doktor Manette ponownie dotknął złocistych włosów kobiety. Jego oczy przeniosły się z nich na te, które leżały na skrawku materiału.

– Są takie same. Jak to możliwe? – zapytał ze zdziwieniem. – Tej nocy, kiedy mnie zabierano, ona położyła głowę na moim ramieniu. Gdy przywieziono mnie do północnej wieży, na rękawie znalazłem te kilka włosów. Od tamtej pory trzymam je, aby mi o niej przypominały…

Był zbyt wzruszony, by mówić dalej. Lucie objęła go ramionami.


– Przyjechaliśmy, żeby cię stąd zabrać – powiedziała. Z trudem hamowała łzy. – Jedziemy do Anglii, do Londynu.

Lucie była córką doktora Manette’a. Gdy widział ją ostatni raz, była małą złotowłosą istotą. Jej matka, Angielka, zmarła wkrótce po uwięzieniu męża. Opiekun Lucie, Jarvis Lorry, zabrał więc dziewczynkę do Anglii. Lucie nie widziała swojego ojca od tamtego czasu.


Wkrótce cała trójka – ojciec, córka i jej opiekun – wsiedli do powozu, który miał ich zabrać z Paryża. Państwo Defarge odprowadzili ich do miejsca odjazdu.

Kiedy powóz dotarł do miejscowości Calais na francuskim wybrzeżu, przesiedli się na łódź płynącą do angielskiego portu Dover. Doktor Manette nadal był słaby i zdezorientowany. Na łodzi było oprócz nich tylko kilku pasażerów.


Jeden z nich, młody i przystojny Francuz Charles Darnay, bardzo współczuł doktorowi. Lucie była mu wdzięczna za pomoc i życzliwość. Mężczyzna pomógł im znaleźć najwygodniejsze i najspokojniejsze miejsce na pokładzie.

Już w Londynie życie Lucie i jej ojca ułożyło się całkiem dobrze. Doktor z dnia na dzień czuł się coraz lepiej. Lucie myślała czasem o Charlesie Darnayu, nie sądziła jednak, że go jeszcze kiedykolwiek zobaczy.


To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?