Wakacje w Amalfi

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Chantelle Shaw

Wakacje w Amalfi

Tłumaczenie: Barbara Bryła

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2020

Tytuł oryginału: The Virgin’s Sicilian Protector

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2018

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2018 by Chantelle Shaw

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2020

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-5542-4

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zdjęcie na pierwszej stronie gazety było kompromitujące. Arianna wlepiła przekrwione oczy we własną podobiznę, na której niemal wylewała się z malutkiej góry od kostiumu bikini, żłopiąc szampana z butelki. Zadrżała. Kiedyś nie przejęłaby się tym, że znowu trafiła na łamy gazet. Ale to było, zanim doznała objawienia w swoje dwudzieste czwarte urodziny, ponad rok temu. Uświadomiła sobie wtedy, że czego by nie zrobiła, ojciec nie zwróci na nią uwagi. Jedyne, co go interesowało, poza zarabianiem pieniędzy, to kontrolowanie jej. Tak jak wcześniej kontrolował jej matkę.

Arianna regularnie spędzała lato w rodzinnej willi w Positano i chociaż nie zadała sobie trudu, by porządnie nauczyć się języka, opanowała włoski na tyle, by zrozumieć tekst zamieszczony pod zdjęciem.

„Powrót bachorów! Latorośl najbogatszych rodzin Europy znowu przybyła na Wybrzeże Amalfitańskie, by spędzić lato, balując. Dziedziczka fortuny Arianna Fitzgerald świetnie się bawiła w towarzystwie przyjaciela, telewizyjnego gwiazdora Jonny’ego Monaghana, na pokładzie jego luksusowego jachtu. Arianna jest córką miliardera, projektanta mody Randolpha Fitzgeralda. Brytyjska prasa okrzyknęła ją najbogatszą i najbardziej próżną istotą na planecie”.

Ten komentarz pojawiał się tak często, że Ariannę już to nudziło. Rzuciła gazetę na ziemię, zbyt zdezorientowana, by się zastanawiać, kto ją tutaj pozostawił. Próbowała sobie przypomnieć, dlaczego spędziła noc na leżaku przy basenie. Głowa jej pękała i miała spieczone usta. Nie pamiętała, jak znalazła się na jachcie Jonny’ego ani jak dotarła do Villi Cadenza. Ani tego, jak owinęła się sarongiem, zasłaniając maleńkie złote bikini, które kupiła pod wpływem impulsu w czasie pobytu w Australii.

Czuła się okropnie. Ale to nie mógł być kac, bo prawie wcale nie piła alkoholu. Zastanawiała się, czy ktoś mógł czegoś dosypać do butelki szampana, z której upiła łyk. Jonny i jego towarzystwo zażywali kokainy i innych miękkich narkotyków na złagodzenie śmiertelnej nudy. Ale chociaż sama balowała tak ostro i często jak jej rówieśnicy, narkotyków nigdy nie tykała, bo widziała ich niszczące skutki u niektórych swoich przyjaciół.

Kiedy tak leżała, próbując zebrać w sobie energię, by wstać z leżaka i wejść do domu, usłyszała odgłos kroków na marmurowych płytkach i jej zmysły zaatakował aromat kawy. Kochany stary Filippo. Kamerdyner był dla niej zawsze miły w dzieciństwie, w odróżnieniu od większości niań, które jej ojciec zatrudniał do opieki nad nią. Uczyła się w ekskluzywnej brytyjskiej szkole z internatem, ale nie uznając jakichkolwiek autorytetów, doprowadziła do tego, że została z niej usunięta w wieku piętnastu lat. Filippo należał do niewielu osób, które nie okazywały jej dezaprobaty, kiedy była podlotkiem, a potem zbuntowaną młodą dziewczyną. A jego sekretna receptura lekarstwa na kaca była zawsze skuteczna.

W tej chwili pragnęła jednak tylko mocnej, czarnej kawy.

Kroki zatrzymały się i zmarszczyła brwi. Nigdy nie zwracała uwagi na buty Filippa, ale była pewna, że nie nosił skórzanych martensów. Ani spłowiałych dżinsów. Uniosła wzrok. Dżinsy opadały nisko na szczupłych biodrach, a czarny T-shirt powyżej opinał płaski brzuch i szeroki, muskularny tors. Mężczyzna, zdecydowanie zbyt wysoki, by mógł być Filippem, niósł tacę. Czyżby jej ojciec zatrudnił nowego kamerdynera? Wyciągnęła szyję, by dostrzec jego twarz, i serce załomotało jej w piersi.

– Kim pan jest? I gdzie jest Filippo? – Jej głos zabrzmiał ochryple, bo miała wyschnięte gardło, a nie dlatego, że oszałamiająca powierzchowność nieznajomego pozbawiła ją tchu, zapewniła samą siebie.

– Nazywam się Santino Vasari i jestem pani nowym ochroniarzem. – Głęboki głos mężczyzny wywarł osobliwy efekt na jej wnętrze. – Ojciec miał zawiadomić panią, że mnie zatrudnił.

– Och, tak.

Mgła otaczająca jej mózg zaczęła się rozwiewać i przypomniała sobie wiadomość, jaką odebrała od ojca poprzedniego dnia, kiedy dotarła do Londynu po długim locie z Sydney. Serce jej głupio podskoczyło w nadziei, że ojciec zatęsknił się za nią podczas jej sześciomiesięcznego pobytu w Australii. Ale esemes zawierał tylko informację, że w Villi Cadenza czekać będzie na nią ochroniarz i że Santino Vasari jest byłym wojskowym.

Potężna sylwetka mężczyzny istotnie sugerowała, że służył w siłach zbrojnych. Arianna oblizała spierzchnięte wargi i zarumieniła się, kiedy spojrzał na jej usta. Poczuła się niezręcznie rozciągnięta na leżaku, kiedy przesuwał leniwie wzrokiem po jedwabnym sarongu owijającym jej uda i jej gołych nogach. Była przyzwyczajona do tego, że przyciąga uwagę mężczyzn. Ale coś w spojrzeniu Santina Vasariego sprawiło, że usiadła i przerzuciła nogi z boku leżaka.

Skrzywiła się, bo ten ruch wzmógł pulsujący ból głowy, a ironiczny uśmieszek mężczyzny rozzłościł ją.

– Nie prosiłam o ochroniarza. Niepotrzebnie się pan tu fatygował. – Jej głos z brytyjskim akcentem zabrzmiał ostro. – Nie chcę tu pana, panie Vasari.

– Doprawdy? – Leniwie przeciągał samogłoski. W jego głosie brzmiała arogancka pewność siebie. Nie była nieuzasadniona. Określenie „przystojny” nie oddawało nawet w przybliżeniu jego surowej męskiej urody: rzeźbionych rysów, skośnych kości policzkowych i kwadratowej, mocnej brody pokrytej ciemnym zarostem. Czarne włosy wiły mu się buntowniczo nad kołnierzykiem. Nie wydawał się zbity z tropu jej wrogim nastawieniem. Podszedł do niej, poruszając się z gracją przypominającą skradającego się lwa. Był spokojny, ale oczy, zadziwiająco zielone i lśniące, miał czujne. Kiedy opuścił je na jej piersi, zrobiło jej się gorąco. Żaden inny mężczyzna nie wywarł na niej takiego wrażenia. Myślała nawet, że była oziębła, jak powiedział jej pewien chłopak, kiedy odmówiła pójścia z nim do łóżka.

Uniosła brodę i zmusiła się, by spojrzeć mu w oczy z chłodną obojętnością. Ale kiedy postawił tacę na niskim stoliku i usiadł na krześle tuż obok jej leżaka, serce zabiło jej szybciej. Zmysły jej się wyostrzyły i wciągnęła do płuc unoszący się w ciepłym powietrzu korzenny zapach jego wody po goleniu.

– Widzisz, Arianno… – mruknął. – Chyba mogę się tak do ciebie zwracać? „Panno Fitzgerald” jest trudne do wymówienia, skoro będziemy spędzać razem mnóstwo czasu.

– Akurat!

Zignorował jej gniewny wybuch.

– Czy to ci się podoba, czy nie, twój ojciec zatrudnił mnie, żebym cię ochraniał, co oznacza, że będę ci towarzyszył, ilekroć wyjdziesz z domu.

Zastukała długimi, zadbanymi paznokciami o poręcz leżaka.

– Dlaczego Randolph poczuł nagłą potrzebę chronienia mnie? Nigdy wcześniej nie okazywał najmniejszej troski o mnie. Skąd ten pomysł, że potrzebuję ochrony podczas pobytu tutaj? Positano ma niski wskaźnik przestępczości, a ja jestem tutaj znana. Od dziecka przyjeżdżam tu każdego lata.

– Niewątpliwie nagłośniłaś swój przyjazd do Amalfi – powiedział oschle, podnosząc gazetę. – Przyniosłam ci ją, kiedy jeszcze spałaś. Twoje zdjęcie trafiło na pierwsze strony brytyjskich i europejskich pisemek, a także lokalnej prasy tutaj. Ktokolwiek zechce cię odnaleźć, nie będzie musiał długo szukać.

Wzruszyła ramionami.

– Nie sądzę, by ktokolwiek mnie szukał. Większość moich znajomych wie, że spędzam lato w Positano. Nie jestem głupia, panie Vasari. Wiem, dlaczego mój ojciec pana zatrudnił.

– Ach tak?

– Chciał mieć pewność, że trzymam się z dala od kłopotów i gazet, prawda?

– Masz dobrze udokumentowaną historię pakowania się w kłopoty.

Przeniósł z pogardą wzrok z powrotem na zdjęcie w gazecie, a ona zmieszała się. Nigdy nie przejmowała się tym, co inni o niej myśleli, a przynajmniej przekonywała o tym samą siebie. Zjadliwe słowa dyrektorki, która usunęła ją ze szkoły – że niczego w życiu nie osiągnie, jeśli nie zmieni swojego nastawienia – nadal bolały, chociaż minęło już dziesięć lat. Ale absolutnie nie dbała o to, co myślał o niej facet, który żył z tego, że groźnie wyglądał i był zapewne zwykłym mięśniakiem bez mózgu.

 

– Upijanie się do nieprzytomności i eksponowanie ciała niczym dziwka wydaje się głupim zachowaniem – powiedział, a ona poczuła się tak mała i nic nieznacząca, jak wtedy przed laty w gabinecie dyrektorki.

Nikt nigdy tak do niej nie przemawiał. Uderzyła ją myśl, że gdyby jej ojciec chociaż raz tak ją skrytykował, byłby to przejaw jego troski. Ale brak zainteresowania ze strony Randolpha sprawił, że jako nastolatka szalała, zachowując się jak zepsuty bachor, za jakiego uważała ją prasa i ten wstrętny facet, siedzący tak blisko i naruszający jej prywatną przestrzeń.

– Nie prosiłam o pańską opinię i nie jestem nią zainteresowana – poinformowała go lodowato.

– Miałaś wczoraj przylecieć do Neapolu samolotem z Londynu. Pojechałem odebrać cię z lotniska, ale się nie pojawiłaś – powiedział szorstko. – Jak dotarłaś do Positano?

Wzruszyła ramionami.

– Na Heathrow wpadłam na moją przyjaciółkę Davinę, która wybierała się do Amalfi odrzutowcem jej ojca. Zaproponowała, żebym się z nią zabrała.

Teraz zaczęła sobie wszystko przypominać. Prywatny samolot wylądował na lotnisku niedaleko Wybrzeża Amalfitańskiego i Davina umówiła się, że dołączą do Jonny’ego i paczki przyjaciół na jego jachcie Sun Princess. Mijało wtedy trzydzieści dziewięć godzin od jej wylotu z Sydney i w tym czasie prawie nic nie jadła ani nie piła. Była zbyt zmęczona, by protestować, kiedy Jonny zaciągnął ją na jacht, twierdząc, że dopłyną wzdłuż wybrzeża do Positano. Jedyne, czego chciała, to trochę się przespać, ale przy rozkręconej imprezie to było niemożliwe. Opalając się na pokładzie, mogła przynajmniej zamknąć oczy. Po raz pierwszy włożyła złote bikini, nie zdając sobie sprawy, jak bardzo malutkie trójkąciki materiału obnażały jej piersi. Kiedy ktoś podał jej butelkę szampana, pociągnęła łyk, żeby ugasić pragnienie. Pechowo właśnie w tym momencie motorówka przemknęła koło jachtu i paparazzi na jej pokładzie zrobili zdjęcie, które trafiło na pierwsze strony gazet.

Zerknęła na frapującą twarz Santina. Nie przypominał urodziwych modeli, z którymi współpracowała podczas sesji modowych. Mocne rysy i potężna, muskularna sylwetka emanowały surową męskością, budząc drżenie w jej trzewiach. Własna reakcja zaszokowała ją. Przez całe dorosłe życie flirtowała i odgrywała rolę syreny, kusząc mężczyzn swoją urodą. Ale sama nigdy nie odczuwała pożądania ani chemii, czy jak tam nazywano ten dziki żar pulsujący teraz w jej krwioobiegu.

Z jakiegoś powodu poczuła pokusę, by przedstawić mu prawdziwą wersję wydarzeń na jachcie. Co dziwniejsze, chciała też powiedzieć mu prawdę o sobie. O tym, że w końcu dorosła i chciała zmienić swoje życie. Ale pewnie by jej nie uwierzył, zresztą nie obchodziło go to. Nikogo nigdy nie obchodziło. Ani jej ogarniętego obsesją na punkcie interesów ojca, ani matki, która opuściła ją dla kochanka, wyjeżdżając na koniec świata, kiedy Arianna była dzieckiem.

Patrzyła, jak Santino naciska tłok w kawiarce i nalewa kawę do pojedynczego kubka na tacy. Wyciągnęła ręką po kubek, ale on podniósł go do własnych ust.

– Dobra kawa – mruknął z uznaniem. – Lepiej idź i przynieś sobie trochę dla siebie. Wyglądasz, jak gdybyś potrzebowała kofeiny.

Zarumieniona zastanawiała się, czy rzeczywiście po podróży z jednej strefy czasowej do drugiej wyglądała tak fatalnie, jak to dawał do zrozumienia. Jej zegar biologiczny wariował i nie cierpiała z powodu kaca, tylko poważnego odwodnienia.

– Przypuszczam, że Filippo poprosił cię, żebyś przyniósł tę kawę dla mnie – powiedziała ostro.

– Kamerdyner przygotowywał dla ciebie w blenderze mieszankę czegoś, co wyglądało jak surowe jajka i szpinak. – Santino wzruszył ramionami. – Powiedział, że taki koktajl zwykle pomaga ci wyleczyć kaca po całonocnej imprezie.

Zdjął pokrywkę z talerza, odsłaniając ulubione śniadanie Arianny, które kucharka Ida przygotowywała dla niej ze świeżo upieczonych bułeczek i cienkich plasterków szynki. Żołądek zawarczał jej z głodu, kiedy patrzyła, jak chwycił bułeczkę i ugryzł ją. Miała nadzieję, że się nią zadławi.

– Kucharka powiedziała, że na obiad przygotowuje pieczoną jagnięcinę z białą fasolą – powiedział, kiedy spałaszował drugą bułeczkę. Oparł się na krześle i przeciągnął ramiona nad głową, a jego koszulka uniosła się, odsłaniając fragment opalonego torsu i kępkę czarnego owłosienia niknącego pod paskiem jego dżinsów. – Widzę, że pobyt w Villa Cadenza mi się spodoba.

– Nie zostaniesz tutaj – odparła z wściekłością. – Zadzwonię do ojca i położę kres tej absurdalnej sytuacji.

Wytropiła swoją torebkę i walizkę niedaleko leżaka. Niejasno przypomniała sobie, że ktoś z załogi jachtu Jonny’ego przywiózł ją i jej bagaż do willi nad ranem. Drzwi frontowe były zamknięte i nie chciała budzić kamerdynera, więc resztę nocy przespała na leżaku.

Wyciągnęła komórkę i wybrała prywatny numer ojca. Ale telefon odebrała jego asystentka Monica, mówiąc jak zwykle, że Randolph jest zajęty i nie życzy sobie, by mu przeszkadzano.

– Powiem mu, że dzwoniłaś, i w wolnej chwili skontaktuje się z tobą – powiedziała gładko asystentka, chociaż wiedziała, że Randolph nigdy nie oddzwaniał do córki.

– Chciałabym zostawić dla niego wiadomość. – Arianna patrzyła, jak Santino nalał sobie resztkę kawy, i krew w niej zawrzała. – Powiedz mu, że nie potrzebuję ochroniarza i zwolniłam pana Vasariego. – Spojrzała na Santina wyniośle. – Który natychmiast opuści Villę Cadenza.

Santino błądził po niej wzrokiem, kiedy rozłożyła się na nowo na leżaku, rozmawiając przez komórkę. Miała długie, opalone nogi, a jedwabny sarong nie zakrywał jej pełnych piersi. Poczuł gwałtowne pożądanie i cieszył się, że leżąca mu na kolanach gazeta skrywała zdradzieckie wybrzuszenie pod dżinsami. Już wcześniej orientował się, że była piękną kobietą, ale nie spodziewał się żądzy, jaką w nim wzbudziła. Niedawno wzięła udział w kampanii reklamowej znanej marki perfum i jej zdjęcia na billboardach w seksownej czarnej bieliźnie w każdym pełnokrwistym mężczyźnie wzbudzały erotyczne fantazje. Kiedy wcześniej znalazł ją uśpioną na leżaku, stwierdził, że fotografie nie oddawały sprawiedliwości blaskowi jej cery, przypominającej angielską różę. Smukła i delikatna, wyglądała jak porcelanowa figurka i była po prostu najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek widział.

Obudziła się kilka minut wcześniej i uniosła długie podkręcone rzęsy, spoglądając na niego dużymi piwnymi oczami ze złotymi cętkami. Zdawało mu się, że dostrzegł w jej wzroku bezradność. Ale musiał to sobie chyba wyobrazić, bo jej nadąsane usta były zbyt zmysłowe i prowokujące, by mogła być kimś innym niż bezczelną kusicielką, ulubienicą tabloidów i plotkarskich kolumn.

Roztarł dłonią okolice karku, by rozluźnić napięcie mięśni. Przesunął bezwiednie palcami po długiej bliźnie po ranie postrzałowej, jaką otrzymał podczas służby w Afganistanie. Kula weszła nieco poniżej łopatki, rozszarpując mu ciało, zanim wyszła karkiem przy podstawie czaszki. Cudem przeżył i podobnie jak obrazy wojny w jego głowie, ta blizna nigdy do końca nie zniknie. Tak jak jego poczucie winy. Osiem lat temu jego najlepszy przyjaciel i kumpel z oddziałów specjalnych, Mac Wilson, ocalił mu życie, wyciągając go spod linii ognia. Ten bohaterski czyn kosztował Maca utratę nóg, kiedy eksplodowała pod nim mina pułapka.

Santino cofnął się myślami o pół roku, kiedy Mac poprosił go o pomoc przy pozbyciu się gangu przemytników narkotyków, odpowiedzialnych za śmierć jego siostry. Mac był zdeterminowany, by oddać włoskiego narzeczonego Laury w ręce sprawiedliwości, ale nie miał dowodu, że ten mężczyzna dostarczył jej kokainę, która ją zabiła. Poprosił Santina, by przeniknął do gangu powiązanego z kalabryjską mafią, znaną jako Ndrangheta. Nie musiał mu przypominać, że sam nie mógł tego zrobić, będąc przykuty do inwalidzkiego wózka.

Działając pod przykrywką, Santino odkrył, że oprócz przemytu narkotyków gang dokonywał porwań dla milionowych okupów. Ich następnym celem miała być Angielka Arianna Fitzgerald. Porywacze obserwowali ją od pewnego czasu i wiedzieli, że spędzała lato w willi swego ojca. Santino zaalarmował włoską policję, ale nie mogąc się skontaktować z Arianną, ostrzegli jej ojca o grożącym jego córce niebezpieczeństwie.

Santino spotkał się z Randolphem Fitzgeraldem tydzień wcześniej w rezydencji miliardera Lyle House na Kensington.

– Jest pan idealnym kandydatem do ochrony mojej córki, kiedy powróci z Australii, panie Vasari. Proszę podać swoją cenę.

Santina zirytowało jego aroganckie przekonanie, że wszystko i każdego można kupić.

– Nie zajmuję się ochroną. Podałem panu kontakt do kilku specjalistycznych agencji, które mogą zapewnić pańskiej córce całodobową opiekę.

– Pańskie przeszkolenie i doświadczenie z jednostek specjalnych dają mi pewność, że będzie pan w stanie zapewnić Ariannie bezpieczeństwo. W końcu to właśnie pan odkrył, że mafia planuje jej uprowadzenie. Włoska policja ściga członków gangu, ale dopóki ich nie zaaresztuje, zagrożenie jest realne.

– Odszedłem z wojska dawno temu, rozkręcając własny biznes. Nie szukam pracy – odparł Santino bez ogródek. – Mogą minąć miesiące, zanim policja wyłapie członków gangu. Nie mogę na tak długo oderwać się od swoich spraw.

Randolph przytaknął.

– Pańska sieć delikatesów Toni’s Deli ma salony w całej Wielkiej Brytanii i w wielu miastach europejskich. Półtora roku temu sprzedał pan firmę i koncentruje się teraz na rozwijaniu portfela inwestycyjnego. Tak, odrobiłem lekcje na pański temat, panie Vasari – powiedział sucho, widząc zaskoczenie Santina. – Mam propozycję, która może pana zainteresować.

Wbrew sobie Santino poczuł ciekawość.

– Trwają przygotowania do wprowadzenia Fitzgerald Design na giełdę i cena akcji została ustalona na trzydzieści pięć funtów za jedną. – Randolph wręczył mu kartkę papieru. – Cyfra na górze wyraża wycenę wartości firmy, a ta poniżej – ilość akcji, jaką jestem gotów panu przekazać w zamian za przyjęcie roli ochroniarza mojej córki do czasu, kiedy groźba porwania minie.

Santino uniósł brwi, spoglądając na cyfry.

– O wiele mniej kosztowałoby pana zatrudnienie specjalisty z agencji ochroniarskiej.

– Jak już mówiłem, wierzę, że pan najlepiej wypełni to zadanie. – Randolph rozparł się na krześle. – Jak panu wiadomo, moja córka często pojawia się w mediach. Otaczający ją rozgłos prawdopodobnie przyciągnie uwagę gangu. Proszę trzymać ją z dala od nagłówków prasowych.

Był pewien, że jego oferta skusi Santina. On jednak nie miał wielkiej ochoty ochraniać rozpieszczonej pannicy. Ale zagrażali jej ludzie, którzy nie szanowali życia. Członkowie Ndranghety byli bezwzględni i bezlitośni i Santino nie chciał myśleć, co mogliby jej zrobić, gdyby ją porwali.

Randolph zdawał się czytać mu w myślach.

– Jestem przeświadczony, że zapewni pan mojej córce bezpieczeństwo. Co pan na to? – spytał.

Odpowiedzieć mogła być tylko jedna.

– Jest jeden problem. – Randolph zawahał się. – Arianna nie może poznać prawdziwej przyczyny, dla której pana zatrudniłem. Jest podatna na zmienne nastroje. Rok temu przedawkowała narkotyki i spędziła kilka tygodni w szpitalu. Martwię się, jak zareaguje na wiadomość, że mafia planuje jej porwanie. Lepiej będzie, jeśli ukryjemy przed nią powagę sytuacji.

– Trudniej będzie mi ją chronić, jeśli będzie nieświadoma niebezpieczeństwa – zaoponował Santino.

– Właśnie dlatego wybrałem do tej roboty pana – odparł Randolph zręcznie. – Niech pan pozwoli jej myśleć, że zatrudniłem pana, ponieważ wprowadzenie na giełdę Fitzgerald Design przyciągnie olbrzymi rozgłos.

Santino wrócił myślami do teraźniejszości i zaklął pod nosem, zerkając na skąpo odzianą postać Arianny rozłożoną na leżaku. Fantazje erotyczne na jej temat musiały pozostać w jego wyobraźni. Służba wojskowa zakorzeniła w nim poczucie obowiązku i honoru. Jej ojciec zaufał mu, a to znaczyło, że rozkoszna panna Fitzgerald pozostawała poza jego zasięgiem.