Małżeństwo za pięć milionów

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ DRUGI

– Bardzo zabawne – mruknęła rozczarowana, bo spodziewała się realnej propozycji, a nie kpin. – Nie jestem w nastroju do żartów, panie Mendoza Casillas.

– Rafaelu – skorygował. – Nie żartowałem. Potrzebuję żony. Tymczasowej żony, wyłącznie z nazwy. Sama przyznałaś, że bycie samotną matką jest bardzo trudne. A co, jeśli mogłabyś luksusowo żyć ze swoją córką i nie martwić się o pracę?

– Cóż, musiałabym wygrać na loterii.

– W takim razie uważaj mnie za swój wygrany los.

Uśmiech złagodził jego ostre rysy twarzy i skradł jej oddech. Przypominał jej modeli, którzy reklamowali w telewizji balsamy po goleniu, z tą różnicą, że Rafael był o wiele bardziej męski. Odwróciła wzrok, świadoma, że serce bije jej dwa razy mocniej niż normalnie.

– Zwariowałeś – rzuciła szorstko.

Pięć milionów funtów! Nie mówił tego na serio. A nawet jeśli, to na pewno był w tym jakiś haczyk. Zrobiło jej się gorąco, gdy przypomniała sobie jego rozbawienie na sugestię, że nie pójdzie z nim do łóżka za pieniądze. Jej uroda nijak się miała do piękności, z którymi się spotykał. Widziała z samego rana w gazecie jego zdjęcie z seksowną blondynką, z dużym dekoltem. Ona zaś była chuda, bezkształtna, nijaka.

– Jeśli potrzebujesz żony, dlaczego nie ożenisz się ze swoją dziewczyną? Wasze zdjęcie jest we wszystkich gazetach.

– Po pierwsze, Michelle jest mężatką, zresztą i tak nie byłaby odpowiednia. Wszystkie moje dziewczyny, te byłe i obecne, oczekiwałyby miłości, a to nie wchodzi w grę – oświadczył sucho.

Co za arogant! Chciała wymyśleć jakąś ciętą ripostę, ale nie mogła zebrać myśli, zahipnotyzowana jego zmysłowymi ustami.

– A nie boisz się, że ja też mogłabym się w tobie zakochać? – Starała się, by jej głos ociekał sarkazmem, ale drżał irytująco, jakby brakowało jej tchu.

– Nie polecam ci. Nie wierzę w miłość i małżeństwo. To po prostu nie dla mnie – oświadczył twardo. – Nie myśl, że zwariowałem. Mam swoje powody, by zawrzeć szybkie, ograniczone w czasie małżeństwo.

Zaklął, kiedy usłyszał dzwonek telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i odrzucił połączenie.

– Nie mogę teraz rozmawiać – powiedział. – Spotkajmy się wieczorem i przedyskutujmy moją propozycję.

Pokręciła głową.

– Chyba nie jestem zainteresowana.

– Nie jesteś zainteresowana pięcioma milionami funtów tylko za to, że przez kilka miesięcy będziesz moją żoną? – Pochylił się, przytrzymując jej rękę, by nie uciekła z samochodu. – Przynajmniej daj mi szansę wytłumaczyć, a potem podejmiesz decyzję, czy jestem szalony, czy też nie. Szczerze mówiąc, to ty byłabyś szalona, gdybyś odrzuciła moją ofertę. Możesz zarobić mnóstwo pieniędzy. Pomyśl, co mogłabyś zrobić z pięcioma milionami. Nie musiałabyś już nigdy więcej martwić się o to, za co kupisz buty dla córki.

– W porządku. Spotkam się z tobą, ale to nie oznacza, że się zgodziłam.

Był niezwykle przekonujący. Nie mogła myśleć, gdy był tak blisko, gdy pochylał twarz nad nią. Odwróciła wzrok, mając nadzieję, że nie wyczytał w nim pragnień, które ją przeniknęły. To byłoby bardzo upokarzające, gdyby wiedział, jak ją pociąga, tym bardziej że on nie widział w niej atrakcyjnej kobiety.

– Możemy się spotkać po godzinie dziewiątej. Pracuję na wieczornej zmianie w centrum handlowym, jako sprzątaczka.

Poczuła mieszaninę ulgi i rozczarowania, gdy Rafael wyprostował się i cofnął na swoje siedzenie. Wyjął z kieszeni wizytówkę i wręczył jej.

– Tu masz mój numer telefonu. Napisz mi swój adres, a zabiorę cię z domu o dziewiątej piętnaście. A co z twoją córką? Kto się nią zajmuje, gdy pracujesz wieczorami?

– Mam opiekę dla Poppy. Nie zostawiłabym jej samej – pospieszyła z wyjaśnieniem, obawiając się, że mógłby wziąć ją za nieodpowiedzialną matkę. O to właśnie oskarżał ją prawnik Bryana. Gdyby miała pięć milionów, zatrudniłaby najlepszego adwokata.

Wyszła z samochodu Rafaela i pobiegła do furgonetki, myśląc o szansie, którą zesłał jej los.

Rafael zaparkował lamborghini przed ponurym wieżowcem, zastanawiając się, czy nie popełnił błędu, proponując małżeństwo obcej kobiecie. Przypomniał sobie Juliet Lacey, która wyglądała jak zmokły szczur, gdy ją wciągnął do swojego samochodu. Obszerny fartuch, który miała na sobie, skrywał jej sylwetkę, ale domyślał się, że była raczej drobna i chuda, bez nęcących krągłości. Jej buzia ukryta była za mało twarzową czapką z daszkiem. Według Rafaela kobiety powinny być eleganckie, seksowne i zadbane. Juliet z pewnością taka nie była. Wściekł się, gdy wjechała w jego cenne lamborghini, a potem jeszcze zaczęła płakać. Wiedział, że kobiety mają skłonność do dramatyzowania i do łez i zazwyczaj nie robiło to na nim wrażenia, ale kiedy patrzył, jak Juliet się rozkleja, ogarnęło go współczucie. Tylko jeden raz słyszał podobnie żałosny płacz. W slumsach, gdzie spędził pierwsze dwanaście lat swojego życia, mieszkała Maria Gonzales, która często dawała jemu i jego siostrze jedzenie. Niestety, nastoletniego syna Marii, Pedra, wciągnął do swych struktur narkotykowy gang i pewnego dnia chłopak został dźgnięty nożem. Rafael nigdy nie zapomniał rozpaczliwego szlochu, gdy Maria pochylała się nad ciałem syna. Gdy Juliet opowiedziała mu o swoich problemach, o córce, uznał, że będzie to idealna żona. Potrzebowała pieniędzy, a on niekłopotliwej kobiety, która nie będzie próbowała zmusić go do miłości, której nie był w stanie odwzajemnić. To miała być wyłącznie biznesowa umowa. Kto wie, czy jednak nie popełnia szaleństwa, zastanawiał się, wysiadając z samochodu. Blok robił przygnębiające wrażenie. Ciemny, odrapany, pokryty graffiti. Obserwowała go grupa osiłków. Jeden z nich, z grubym złotym łańcuchem na szyi, wyglądał na przywódcę osiedlowego gangu. Rafael znał dobrze ten klimat. Jego ojciec także był zamieszany w przestępczy świat. Jako dziecko widział rzeczy, których nie powinien był widzieć.

Skierował się do klatki, wsiadł do windy i wcisnął guzik na jedenaste piętro. Ubóstwo wyzierało z każdego kąta, powietrze przenikał odór moczu. To nie było odpowiednie miejsce na wychowywanie dziecka.

Zapukał do drzwi. Otworzyły się natychmiast. Juliet musiała dopiero co wrócić z pracy, bo miała na sobie okropny nylonowy kombinezon. Ponieważ zdjęła czapkę z daszkiem, dostrzegł, że ma delikatne rysy twarzy. Byłaby nawet ładna, gdyby nie podkrążone oczy i blada cera. Włosy, ni to brązowe, ni to blond, zebrane miała do tyłu i splecione w warkocz. Wyróżniały ją jedynie oczy, jasne i błękitne jak niebo w bezchmurny angielski dzień.

Gdy pospiesznie zdjęła z siebie kombinezon, Rafael przerzucił wzrok na rozciągniętą bluzkę z krótkim rękawem i wytarte, źle dopasowane dżinsy. Nagle przypomniał sobie uroczą Camilę Martinez, ulubioną kandydatkę dziadka na przyszłą oblubienicę. Różnica między szykowną, świetnie wykształconą arystokratką a samotną matką, która wyglądała, jakby ją przeniesiono z powieści Dickensa, aż zanadto rzucała się w oczy. Wyobraził sobie minę dziadka, gdy przedstawi mu tego szarego wróbla jako swoją żonę, gdy wokół będą ćwierkać złote kanarki. Przynajmniej udowodni dziadkowi, że nie będzie tańczył tak, jak mu zagra.

– Mówiłam ci, żebyś zadzwonił, gdy będziesz pod klatką. Zeszłabym do ciebie. Boję się, że ktoś może ci uszkodzić samochód.

– Nie przejmuj się – uspokoił ją.

Nagle w korytarzu pojawiła się mała dziewczynka.

– Mamusiu, dokąd idziesz?

Była drobniutka jak ptaszek i miała cerę bladą jak matka. Popatrzyła z niepokojem na Rafaela. Uderzyło go to, jak bardzo była bezbronna. Jak obie były bezbronne.

Juliet wzięła córkę na ręce.

– Poppy, mówiłam ci. Wychodzę na chwilę z… przyjacielem, a tobą zaopiekuje się Agata.

Z pokoju wysunęła się starsza kobieta, rzucając gościowi ciekawskie spojrzenie.

– Wracaj do łóżka, kotuś. Poczytam ci bajkę i zaśniesz. – Odebrała dziecko z ramion Juliet. – Nie martw się o nią. Idź na kolację z przyjacielem i baw się dobrze.

– Kto się opiekuje twoją córką? – spytał Rafael, gdy wyszli z mieszkania. Juliet miała na sobie czarną kurtkę ze sztucznej skóry, która wyglądała równie skromnie jak cały blok. Przez chwilę zastanowił się, co on, u diabła, najlepszego wyrabia. Naprawdę chce poślubić tę nijaką dziewczynę, która wyglądała jak nieopierzona nastolatka? I w dodatku nieślubne dziecko. Przypomniał sobie ultimatum dziadka. Nieważne jak wygląda. Założy jej obrączkę na palec i zostanie dyrektorem generalnym, a potem pożegna się tak szybko, jak to możliwe.

– Agata jest moją sąsiadką – wyjaśniła Juliet. – To Polka. Jest bardzo miła i pomocna. Nie mogłabym pracować wieczorami, gdyby nie jej życzliwość. Poppy nie ma dziadków, ale kocha Agatę jak babcię.

– A co się stało z twoimi rodzicami?

– Zginęli w wypadku samochodowym sześć lat temu – mówiła spokojnym, rzeczowym tonem, ale Rafael wyczuł, że musi ją to wiele kosztować.

– Mówiłaś, że reszta rodziny mieszka w Australii?

– Tak. Ciocia Vivian, siostra mamy. Przygarnęła mnie pod swój dach po śmierci rodziców, ale sama miała troje dzieci i było nam wszystkim dość ciasno. Zwłaszcza, gdy urodziłam Poppy.

Czyli Juliet nie ma rodziny w Anglii, która mogłaby się dziwić jej szybkiemu małżeństwu. To dobrze, pomyślał Rafael, naciskając guzik windy. Jeszcze raz wyobraził sobie minę dziadka, gdy przedstawi mu tę bidulkę sprzedającą kanapki jako swoją żonę. To nauczy Hectora rozumu, by się nie wtrącał w nie swoje sprawy i nie zmuszał go do rzeczy, których nie chce.

Drzwi windy otworzyły się, więc chwycił dziewczynę za ramię i pociągnął do samochodu, mijając po drodze grupkę napakowanych osiłków.

– Dlaczego mieszkasz w tej strasznej dzielnicy? To nie jest odpowiednie miejsce do wychowywania dziecka.

 

– Nie miałam wyboru – wyjaśniła sucho. – Kiedy Poppy była malutka, mieszkałam w uroczym domku z ogrodem. Kate była najlepszą przyjaciółką mojej mamy i z jej powodu zdecydowałam się wyjechać z Australii. Zaprosiła mnie do Anglii. Była wdową i cieszyła się na towarzystwo. Niestety zachorowała i wkrótce zmarła. Domek został sprzedany. Miałam tylko kilka dni, by znaleźć jakieś lokum. Nie stać mnie było na wynajęcie mieszkania, ale dzięki burmistrzowi dostałam mieszkanie socjalne. Wiem, że nie jest to idealne miejsce, ale zawsze lepsze to niż nic.

Wsiadła do lamborghini i zapięła pasy.

– Jesteś milionerem. Nie masz pojęcia, jak wygląda świat poza twoją wieżą z kości słoniowej.

Tak myślisz? Nagle Rafaela ogarnęła pokusa, by jej opowiedzieć, że rozumie doskonale, czym jest życie w biedzie. Wiedział, jak to jest walczyć o przetrwanie, o kęs chleba, o spokojny sen. Dzieciństwo sprawiło, że postanowił zdobyć to, czego chciał najbardziej, a Juliet miała być jedynie pionkiem w grze. Zacisnął mocno ręce na kierownicy.

– Pięć milionów funtów pozwoliłoby ci się wyrwać z biedy. Mogłabyś zapewnić córce bezpieczny dom i wygodne życie – powiedział, odpalając silnik. – Daję ci szansę i liczę na to, że mądrze ją wykorzystasz.

Juliet, gdy się zapadła w miękkie skórzane siedzenie, przyszło jej do głowy, że to wszystko jest snem, z którego zaraz się obudzi. Takie rzeczy nie działy się w prawdziwym życiu. Oszałamiająco przystojny mężczyzna proponuje jej małżeństwo za pięć milionów funtów. Historia jak z bajki. Rzuciła okiem na profil Rafaela, na jego piękną twarz, i ogarnęła ją dziwna tęsknota. Minęło dużo czasu, odkąd całował ją mężczyzna. Bryan był jej pierwszym i jedynym. W szkole baletowej była zbyt skupiona na marzeniu, by zostać prima baleriną, i nie myślała o chłopakach, których spotykała w internacie. Ciężko pracowała, by otrzymać stypendium, ale były inne koszty. Rodzice nie żałowali pieniędzy, bo chcieli, żeby realizowała swoją wielką pasję. Dlatego też czuła, że ma wobec nich dług wdzięczności i musi zrobić wszystko, by osiągnąć sukces. Wypadek samochodowy położył temu kres. Straciła rodziców, a dodatkowo sama została poważnie ranna. Roztrzaskana kość udowa nie pozostawiała nadziei na dalszą karierę. Miesiące spędzone w szpitalu nasiliły poczucie izolacji i osamotnienia. Wkrótce po tym, jak przeprowadziła się do cioci Vivian, poznała Bryana. Szukała kogoś, kto zapełniłby pustkę w jej sercu po śmierci rodziców, i zdawało jej się, że uroczy blondyn jest tym jedynym. Jak się okazało, chodziło mu tylko o seks.

„Nie jesteś pierwszą kobietą ze złamanym sercem i nieślubnym dzieckiem” – powiedziała jej ciocia, gdy wyznała, że jest w ciąży. Obiecała sobie, że już nigdy nie ulegnie mężczyźnie jak pierwsza naiwna. Teraz jednak czuła się bezradna wobec seksualnego magnetyzmu Rafaela. Widziała w jego oczach niechęć, gdy otworzyła mu drzwi w kombinezonie sprzątaczki. Zdawała sobie też sprawę, że jest odległa od jego ideału kobiety jak ziemia od marsa. Nie miała nic wspólnego z modelkami o blond włosach i dużych biustach.

– Powiedziałeś, że chodzi tylko o małżeństwo z nazwy, czyli… – zawahała się – nie zostałoby skonsumowane?

Cieszyła się, że Rafael nie może zobaczyć, jak się zarumieniła. Jeśli zacznie ją znów wyśmiewać, umrze ze wstydu.

– Nie, to nie będzie konieczne – odparł chłodno, bez emocji.

Cóż, nie powiedział, że nie dotknąłby jej nawet szczotką, ale wiadomość była jasna. Juliet było przykro, że ten wspaniały mężczyzna uważa ją za odpychającą. Oboje mieli na sobie dżinsy, ale jego z pewnością pochodziły od projektanta. Jego skórzana kurtka wyglądała tak, jakby kosztowała majątek. Ona zaś nosiła ubrania z second handu. Z westchnieniem odwróciła głowę i spojrzała przez okno.

– Jesteśmy na miejscu – oświadczył Rafael, wjeżdżając na podjazd przed dużym, pięknym domem.

– To znaczy gdzie?

– W moim angielskim domu.

Juliet zerknęła na dziurę w dżinsach.

– Rozumiem, że nie chcesz się ze mną pokazać publicznie, bo jestem za skromnie ubrana – stwierdziła, hamując złość.

Zwrócił się w jej stronę, ale bała się na niego spojrzeć, obawiając się pogardy w jego oczach.

Westchnął ciężko.

– Przywiozłem cię tu, bo chciałbym w dyskretnych warunkach omówić naszą sprawę. Tu będzie lepiej niż w restauracji czy w barze. Nie ma powodu, żebyś się wstydziła swojej sytuacji. Ciężko pracujesz, żeby utrzymać córkę, i to powód do dumy. Możemy sobie pomóc. A teraz chodź do środka. Moja gospodyni, Alice, przygotowała dla nas kolację.

Gdyby Juliet mogła zaprojektować swój idealny dom, to wyglądałby jak rezydencja Rafaela. Z zewnątrz była to wiktoriańska budowla, w gotyckim stylu, ale w środku sprytnie zaadaptowana do współczesnych wymagań. Wstrzymała oddech, gdy Rafael pokazał jej ogromny pokój z oszałamiającym parkietem i lustrami na całej długości ściany.

– Poprzedni właściciele lubili organizować tu przyjęcia, ale ja rzadko korzystam z tego salonu.

Juliet od razu pomyślała, że byłaby to idealna sala do ćwiczeń baletowych. Już widziała drążki przymocowane do ścian i rozsypaną na posadzce sproszkowaną białą kredę, którą tancerze wcierają w pointy, by zapobiec poślizgowi.

Poszła za Rafaelem długim korytarzem i zajrzała do kolejnego pokoju, pełniącego funkcję gabinetu i biblioteki z widokiem na ogród. Zewnętrzne lampy ukazywały dużą, pięknie zaprojektowaną przestrzeń z alejkami i szerokimi trawnikami, na których Poppy chętnie by się pobawiła piłką. Westchnęła, myśląc o kilku zardzewiałych huśtawkach na osiedlowym placu zabaw, na który czasami zabierała córkę.

Weszli na drugie piętro, mijając sypialnię, z wielkim łożem z baldachimem. Wolała nie wiedzieć, ile kobiet przewinęło się przez ten pokój.

– A tu jest pokój dziecięcy – powiedział, otwierając drzwi do dużego pokoju, którego ściany zdobiły wizerunki baśniowych wróżek. Zaśmiał się, widząc jej zaskoczoną minę. – Nie, nie mam własnych dzieci i wcale ich nie planuję, ale moja siostra ma czteroletnie bliźniaczki, które lubią się tu bawić.

Wrócili na dół, do jadalni. Ogień wesoło buzował w kominku, a okna przysłaniały aksamitne kotary.

– Masz piękny dom – powiedziała Juliet, gdy odsunął przed nią krzesło.

Sam usiadł naprzeciwko. Po chwili Alice wjechała z wózkiem, na którym czekały przystawki i dania główne. Juliet z rozkoszą wdychała zapach pieczonego sera brie z gruszkami. Rafael tymczasem rozlał do kieliszków czerwone wino.

– Jeśli zgodzisz się na ślub, ten dom będzie również domem twoim i córki, na czas trwania naszego małżeństwa. Myślę, że nie potrwa to dłużej niż kilka miesięcy. Pieniądze od razu zostaną przelane na twoje konto. Będziesz mogła kupić własne mieszkanie. Miałabyś jakiś pomysł, w jakiej dzielnicy?

– Szczerze? Nie zostałabym w Londynie. Zawsze marzyłam, by mieszkać gdzieś na wybrzeżu. Gdy byłam dzieckiem, rodzice zabrali mnie do Kornwalii. Nocowaliśmy w przyczepie kempingowej. – Wspomnienie szczęśliwego dzieciństwa, wypełniło jej serce wzruszeniem. – Cudownie byłoby, gdyby Poppy mogła dorastać blisko morza.

– Jeśli zgodzisz się za mnie wyjść, twoje marzenie się spełni – stwierdził Rafael łagodnie, przekonującym tonem.

Rzeczywiście, za pieniądze od Rafaela mogłaby kupić mały domek z ogrodem i widokiem na morze. Nie chciała wielkiej rezydencji, tylko miejsca, które mogłyby razem z Poppy pokochać. Miało to jednak swoją cenę. Uważała, że małżeństwo to poważna sprawa. Jej rodzice byli ze sobą bardzo szczęśliwi i, mimo że sparzyła się boleśnie, wciąż nosiła w sercu nadzieję na szczęśliwy związek. Chciała kochać i być kochaną.

Upiła łyk wina, starając się patrzeć na sprawę trzeźwo.

– Jestem ciekawa, dlaczego aż tak bardzo potrzebujesz żony, że jesteś gotów zapłacić za to tyle pieniędzy.

– Mój dziadek zażądał, żebym się ożenił. Muszę spełnić ten warunek, jeśli chcę zastać dyrektorem generalnym firmy – odparł rzeczowo. – To moje dziedzictwo. Należy mi się.

Uderzył dłonią w stół, aż się wzdrygnęła.

– Dlaczego twojemu dziadkowi tak bardzo na tym zależy?

– Nie pochwala mojego stylu życia.

Pokiwała głową.

– No tak. Masz opinię playboya. A twoje zdjęcie z żoną ministra jest we wszystkim gazetach.

– Spędziłem tylko jedną noc z Michelle i to dwa miesiące temu. Paparazzi przyłapali nas, jak wychodziliśmy z hotelu, ale zdjęcia nie trafiły od razu do gazet. Ktoś musiał ich opłacić i czekać do dnia, w którym firma odzieżowa Rozita, która jest częścią Casillas Group, wypuściła na rynek nową kolekcję ślubną.

– Dlaczego ktoś miałby to zrobić?

– Żeby zaszkodzić reputacji firmy. Możliwe również, że komuś zależy, abym nie został dyrektorem generalnym, więc postanowił mnie oczernić w oczach dziadka.

– Domyślasz się, kto to mógł być?

– Najprawdopodobniej ktoś z zarządu. Zresztą nawet moja rodzina uważa, że nie jestem godzien takiego zaszczytu.

– To okropne, że ktoś z twoich bliskich mógłby cię zdradzić. Rodzina powinna się wspierać.

Rafael wpatrywał się w nią ponuro.

– W interesach nie ma miejsca na sentymenty i emocje. To twarda gra.

Podczas gdy on próbował kurczaka w kremowym sosie, Juliet myślała o tym, co powiedział. Nie miała wątpliwości, że Rafael to twardy człowiek i jego pragnienie, by zostać dyrektorem generalnym, musiało nie znać granic, skoro zdecydowany był kupić sobie żonę. Czy mogła to zrobić? Z początku jego propozycja wydawała jej się szalona, ale teraz lepiej rozumiała motywy, jakimi się kierował. To, co proponował, było tylko biznesem, niczym więcej.

Kurczak zapiekany z serem pleśniowym i suszonymi pomidorami smakował wyśmienicie. Była to miła odmiana po szybkich posiłkach, odgrzewanych w mikrofalówce. Świeże produkty, dobrej jakości, były zbyt drogie, więc kupowała je wyłącznie dla Poppy.

Rafael wstał, by dorzucić drew do kominka. Zapach drzewa jabłoniowego wypełnił pokój. Wino, jedzenie i atmosfera pomogły się Juliet zrelaksować. Westchnęła cicho.

– To jak będzie? Zgodzisz się zostać moją żoną? Chyba nie powiesz, że nie kusi cię moja propozycja?

Upiła łyk wina.

– Oczywiście, że tak. Nawet nie potrafiłabym sobie wyobrazić takiej sumy pieniędzy. To zmieniłoby moje życie. I życie Poppy. I właśnie ze względu na nią mam wątpliwości. Obawiam się, że mogłaby się do ciebie przywiązać i cierpiałaby potem, po rozwodzie.

– Myślę, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Zaraz po ślubie, razem z córką musiałabyś ze mną pojechać do Hiszpanii, na urodziny dziadka. Przedstawię cię jako żonę, a on ogłosi mnie swoim następcą. To nie potrwa długo. Jeszcze przez miesiąc lub dwa musielibyśmy poudawać, uczestniczyć w kilku spotkaniach i przyjęciach członków zarządu i akcjonariuszy. Muszę im przecież pokazać, że się zmieniłem i że jestem statecznym ojcem rodziny – oświadczył z przekąsem. – Potem wrócisz z córką do Anglii, do tego domu. Wyjaśnię, że wolisz, by córka tutaj chodziła do przedszkola. Ja większość czasu będę musiał spędzać w głównej siedzibie zarządu, w Walencji, więc w ogóle nie będziemy się widywać.

– Jak romantycznie – zakpiła. Mimo wszystko poczuła się rozczarowana, że Rafael będzie unikał jej tak bardzo, jak to tylko możliwe.

– Nie proponuję ci romansu – przypomniał dobitnie. – Chcę, żebyś została moją żoną tylko z jednego powodu: żeby dziadek przekazał mi fotel dyrektora generalnego.

Wstał, podszedł do przeszklonej biblioteczki i wyjął plik dokumentów.

– Na dwadzieścia osiem dni przed ślubem należy złożyć wniosek do urzędu stanu cywilnego. Moi prawnicy przygotowali kontrakt. Pięć milionów funtów zostanie przelane na twoje konto w chwili, gdy dziadek ogłosi mnie nowym dyrektorem. Jedyne, co musisz zrobić, to tylko podpisać się pod dokumentami. Biorę na siebie wszystkie formalności i przygotowania do ślubu. Pomogę ci także z przeprowadzką tutaj.

Juliet wpatrywała się w dokument, wyobrażając sobie, jak Poppy biega po ogrodzie.

Przełknęła nerwowo.

– To wydaje się dość łatwe.

– To jest łatwe. Wszystko będzie tak, jak mówiłem. Nie ma żadnych haczyków.

Głos Rafaela przypominał płynny miód. Kusił ją. Żałowała, że nie może spytać swojego ojca o radę. Czy powinna wyjść za mąż dla pieniędzy? Dużych pieniędzy? Jeśli przyjmie ofertę Rafaela, skończą się jej problemy. Miała jednak wrażenie, że zaprzedaje duszę diabłu.

– Potrzebuję czasu, by się zastanowić.

– Przykro mi, ale nie mam czasu. Za sześć tygodni od teraz muszę się pojawić na urodzinach dziadka z żoną, inaczej mój brat przyrodni przejmie zarządzanie firmą. Daję ci szansę, żebyś zapewniła córce lepsze życie, ale moja oferta ważna jest tylko dziś. Jeśli się nie zgodzisz, poszukam innej narzeczonej.

 

Zegar na ścianie głośno i rytmicznie tykał, jakby wołał „ zrób to, zrób to”.

Juliet wzięła pióro do ręki i podpisała się na dokumentach. Robiła to dla Poppy, by miała lepsze życie.

Bueno! – Rafael nie próbował ukrywać satysfakcji w głosie. Podniósł kieliszek i skinął w stronę dziewczyny.

– Wypijmy toast, chiquita, za najszybszą małżeńską umowę.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?