Rzymski ślub

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cathy Williams
Rzymski ślub

Tłumaczenie:

Monika Łesyszak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Nie spodoba ci się to, co usłyszysz – ostrzegł Stefano De Angelis.

Jego syn Theo zamarł ze zgrozy. Nie potrafił przewidzieć, jaką straszną nowinę usłyszy. W chwili, gdy ojciec wezwał go w niecierpiącej zwłoki sprawie, rzucił wszystko i przyleciał pierwszym samolotem do ogromnej posiadłości ojca na obrzeżach Rzymu.

Stefano De Angelis nie robił dramatów z byle czego. Obydwaj z bratem, Danielem, zamartwiali się o niego przez ostatnich pięć lat. Nigdy nie doszedł do siebie po śmierci żony. Człowiek, który zbudował potężną fortunę, zaczynając od zera, zamknął się w sobie. Jadł, spał, chodził i rozmawiał jak automat, nieobecny duchem mimo wysiłków obu synów, by wyciągnąć go z depresji.

– Czy poprosiłeś też Daniela? – zapytał Theo.

– Nie. Jego to nie dotyczy – odrzekł starszy pan, umykając wzrokiem w bok.

Theo odetchnął z ulgą. Skoro nie wezwał drugiego syna, jego zdrowiu raczej nic nie zagrażało. Theo kusiło, żeby zadzwonić do brata, ale po namyśle zrezygnował. Uznał, że lepiej go nie niepokoić.

Daniel równocześnie finalizował ważny kontrakt i kończył przelotny romans. Dzwoniąc ze swojego apartamentu w Sydney, wyznał, że porzucenie ostatniej sympatii, która zaczęła żądać zacieśnienia więzów, będzie stanowiło o wiele trudniejsze wyzwanie niż negocjacje z najbardziej opornym kontrahentem.

Theo przemierzył pokój, popatrzył przez okno na rozległe trawniki, po czym zajął miejsce naprzeciwko ojca.

– Jaką nowinę szykujesz? – zapytał.

– Jak wiesz… – zaczął Stefano, umykając wzrokiem w bok – śmierć mojej ukochanej Rose kompletnie mnie załamała. Zabrała ze sobą do grobu większą część mojej duszy.

– I naszej też – wtrącił Theo.

– Ale starzy gorzej znoszą tragedie. Może gdyby nie zmarła nagle, zdołałbym się przygotować na jej odejście. Ale nie po to cię wezwałem, żeby rozpamiętywać to, czego nie można zmienić. Chodzi o sytuację firmy. W czasie, kiedy byłem, powiedzmy… nieobecny duchem, zaniedbałem interesy. Mój zaufany wspólnik, Alfredo, zdefraudował olbrzymie sumy, co dopiero ostatnio dostrzegłem. Dziwne, że dziennikarze nie wpadli na trop afery. Prawdę mówiąc, ukradł większą część majątku przedsiębiorstwa łącznie z funduszami emerytalnymi.

Theo nie okazał niepokoju. Jego bystry umysł już opracowywał sposób ukarania winnego.

– Bez obawy. Dostanie to, na co zasłużył – zapewnił z pełnym przekonaniem. – O pieniądze też się nie martw. Dopilnowanie, by zostało zwrócone wszystko, co zostało ukradzione, nie stanowi dla mnie problemu. Nawet nikt nie będzie wiedział.

– To nie takie proste, synu. Za nic nie poprosiłbym ciebie ani Daniela o wsparcie finansowe – zaprotestował gwałtownie Stefano. – Sami wypracowaliście sobie pozycje w świecie. Honor nie pozwoliłby mi wyciągać do was ręki po pomoc. Nie widziałem innego wyjścia, jak iść do Carla Caldiniego. Żaden bank nie udzieliłby mi pożyczki. Gdybym nie znalazł sposobu na uratowanie firmy, wszystko, co zbudowaliśmy z twoją mamą, zostałoby wystawione na publiczną licytację i rozszarpane przez hieny. A dzięki pożyczce Carla pozostanie między nami.

Theo przetarł oczy ze zdumienia. Carlo Caldini był niegdyś jednym z najbliższych przyjaciół ojca, ale odkąd pamiętał, toczyli ze sobą nieustanną wojnę. Sytuacja musiała być naprawdę dramatyczna, skoro Stefano zebrał się na odwagę, by poprosić przeciwnika o pomoc. Nie ulegało wątpliwości, że pan Caldini nie udzielił jej za darmo.

– Czego zażądał w zamian? – zapytał.

Stefano zaczął się nerwowo wiercić.

– Czas leci, chłopcze… – zaczął ostrożnie. – Masz już trzydzieści dwa lata… Wasza matka pragnęła, żeby choć jeden z was się ustatkował…

– Co to ma wspólnego ze sprawą?

– Malwersacje Alfreda wyszły na jaw osiem miesięcy temu. Nie zdołałem spłacić długu w terminie.

– I nie wspomniałeś ani słowem – wytknął Theo.

– Nie chciałem was martwić.

– Powiedz wprost, jakich odsetek zażądał Carlo. Spłacę wszystko – zapewnił Theo, choć rozsadzała go złość na ojca, że szukał pomocy u obcych zamiast u najbliższych.

– Jak wiesz, Carlo ma jedną córkę i niestety żadnego syna.

Mimo podbramkowej sytuacji Stefano nie zdołał ukryć satysfakcji. Theo aż uniósł brwi ze zdziwienia. Nie znał przyczyny wieloletniego konfliktu obu panów, ale podejrzewał, że wywołało go coś śmiesznie błahego.

– Nadal nie widzę związku – zwrócił uwagę ojcu.

– Może kiedyś poznałeś Alexę… albo nie. W każdym razie jeszcze nie wyszła za mąż, co bardzo martwi jej ojca. Mnie też by martwiło, gdybym miał córkę. Dlatego zaproponował nieprawdopodobnie korzystne warunki spłaty długu jak na takiego chytrego starego lisa, lepsze, niż uzyskałbym w jakimkolwiek banku. W zamian życzy sobie, żebyś wybawił go z kłopotu. Jednym słowem, obiecałem mu twoją rękę.

Alexa z odrazą popatrzyła na jaskrawoniebieską powiewną sukienkę do kostek z olbrzymim dekoltem z przodu i jeszcze większym z tyłu, którą matka dla niej przygotowała. Nie miała zamiaru paradować w niej przed człowiekiem, którego nie chciała nawet widzieć, a co dopiero za niego wychodzić. Najchętniej wybiegłaby z domu do najbliższego portu, wsiadła na pierwszy lepszy statek i przeczekała za morzem, choćby nawet kilka lat, aż rozwiążą problem bez jej udziału.

Gdy ojciec kazał jej usiąść, zanim oznajmił, że wychodzi za Theo De Angelisa, w pierwszej chwili myślała, że żartuje. Aranżowane małżeństwo w dzisiejszych czasach? W dodatku z synem konkurenta, z którym toczył wojnę od trzydziestu pięciu lat? Niemożliwe!

Potrzebowała całego tygodnia, by przyjąć do wiadomości, że mówił śmiertelnie serio.

– Nieszczęśnik wpadł w poważne kłopoty finansowe – usiłował grać na jej uczuciach Carlo Caldini. – Fakt, że nie widziałem go od lat…

– Dokładnie od trzydziestu pięciu, tatusiu – wtrąciła Alexa.

– Ale do kogo miał się zwrócić, jak nie do przyjaciela? Na jego miejscu zrobiłbym to samo.

Alexa nadal nie rozumiała, co nagły wybuch sympatii wobec odwiecznego przeciwnika ma wspólnego z nią. Wkrótce pojęła, że została sprzedana jak owca. Mimo że uwielbiała ojca, stawiłaby mu zawzięty opór, gdyby nie przytoczył koronnego argumentu – stanu zdrowia żony.

Cora Caldini dochodziła do siebie po udarze mózgu. Lekarze zalecali bezwzględny spokój, żadnych stresów. Miała słabe serce i wciąż mówiła o śmierci. Przewidywała, że umrze, zanim zobaczy jedyną córkę na ślubnym kobiercu.

– A jeżeli odejdzie, zanim spełni się jej jedyne marzenie? – zapytał na koniec Carlo.

Alexa argumentowała żarliwie, że dawno minęły czasy aranżowanych małżeństw. Przypomniała, że rodzice sami wzięli ślub z miłości i że to jedyny powód, żeby wyjść za mąż. Zasugerowała, że Cora Caldini nie życzyłaby sobie dla jedynaczki takiego bezdusznego kontraktu. Wszystko na próżno. Wynegocjowała jedynie zezwolenie na rozwód po roku nieszczęśliwego małżeństwa i uwolnienie Stefana De Angelisa od długu po tym terminie. Ojciec zaskakująco szybko wyraził zgodę na jej warunki.

Godzinę przed wizytą przyszłego męża zacisnęła zęby i schowała z powrotem do szafy wytworną wieczorową sukienkę. Nie zamierzała się stroić jak lala dla powszechnie znanego kobieciarza. Nie musiała śledzić jego życiorysu w internecie. Znała go równie dobrze, jak jego brata, Daniela, jako bezwzględnego, zabójczo przystojnego rekina finansowego.

Mimo uprzywilejowanego pochodzenia unikała jak ognia takich jak oni. Przez lata otaczali ją potężni, bogaci mężczyźni, traktujący kobiety jak rzeczy tylko dlatego, że mogli sobie na to pozwolić. Gardziła wszystkim, co Theo De Angelis sobą reprezentował. Wolała troskliwych, dobrych ludzi. Za wzór stawiała sobie rodziców.

Jeżeli myślała o miłości, to pragnęła poznać kogoś sympatycznego, serdecznego, z kim mogłaby zaznać takiego szczęścia jak oni ze sobą. Nie uznawała kompromisów. Jeśli wyjdzie za mąż, to tylko za bratnią duszę, za kogoś, kto trzymałby ją za rękę do końca jej dni. Spotkała zbyt wielu zarozumiałych, samolubnych bogaczy w typie Theo De Angelisa, żeby wiedzieć, że nie warto poszukiwać wśród nich życiowego partnera.

W jednej chwili jej marzenia legły w gruzach.

Została długo pod prysznicem, żeby nie czekać na niego w salonie jak na wymarzonego księcia, choć brukowa prasa określała go jako jednego z najbardziej pożądanych kawalerów na kuli ziemskiej. No i pod żadnym pozorem nie założyłaby stroju podkreślającego kształty.

Wybrała dżinsy i luźną bluzkę, zapiętą pod samą szyję. Długie, falujące włosy związała w niedbały węzeł. Odziedziczyła po ojcu oliwkową cerę, gęste brwi i długie rzęsy, a po matce niestety tylko jasnoniebieskie oczy. Miała zaledwie metr sześćdziesiąt wzrostu i figurę klepsydry, jej zdaniem o wiele za pulchną, którą cały sztab osobistych trenerów na próżno od lat usiłował poprawić.

Zanim dotarła do salonu, usłyszała przez otwarte drzwi głosy gości i wpadła w popłoch. Co innego przeklinać Theo De Angelisa w zaciszu własnej sypialni, a co innego stanąć z nim twarzą w twarz.

Dotychczas nigdy nie widziała go na żywo. Mieszkał w Londynie, ale nawet gdyby przebywał w Rzymie, nie spotkałaby go, ponieważ unikała wydarzeń towarzyskich, jak tylko mogła. Wzięła głęboki oddech dla uspokojenia wzburzonych nerwów i wkroczyła do salonu.

Już podano napoje. Rodzice Alexy siedzieli naprzeciwko niego, z zachwytem chłonąc każde wypowiedziane słowo.

Alexa nie lubiła znajdować się w centrum uwagi. W tak zwanych wyższych sferach przykładano wielką wagę do wyglądu. Podczas gdy inne dziewczyny wychodziły ze skóry, by pokazać figurę, ona maskowała swe krągłe kształty luźnymi strojami. Dlatego taksujące spojrzenie wysokiego, smukłego, zabójczo przystojnego mężczyzny, siedzącego w fotelu, kompletnie zbiło ją z tropu.

 

Zdjęcia w gazetach nie oddawały w pełni oszałamiającej męskiej urody. Miał krótko przystrzyżone czarne włosy, pięknie rzeźbione rysy i oczy w niezwykłym odcieniu zieleni w oprawie gęstych, długich rzęs. Emanował taką pewnością siebie, że z daleka przyciągał wzrok.

Przez kilka sekund Alexa patrzyła na niego bez słowa. Rodzice wstali, żeby ją przedstawić, ale nie podeszła do niego. Theo De Angelis dość długo nie raczył wstać z fotela, co fatalnie świadczyło o jego manierach.

– Dlaczego nie włożyłaś tej ślicznej sukienki, którą ci przygotowałam? – wyszeptała Cora Caldini z nieskrywaną dezaprobatą.

– Uznałam, że swobodny strój będzie bardziej odpowiedni niż wieczorowa kreacja. Zauważyłaś, że założył dżinsy? Też się specjalnie nie wystroił.

Posłała mu tylko chłodny uśmiech, gdy wniesiono szampana. Ponieważ rodzice wzięli na siebie ciężar zabawiania gości, zdenerwowanie powoli mijało, ale nadal siedziała sztywna jak kołek i napięta jak struna. Po pół godzinie ojciec z matką wstali, oświadczając, że idą na kolację.

– Zostawiamy was samych, żeby wam nie przeszkadzać – zaszczebiotała radośnie Cora Caldini. – Elena przygotowała dla was posiłek. Zjedzcie go w swobodnej atmosferze, w błękitnym pokoju.

Alexa zaczęła podejrzewać, że jej matka straciła rozum. Czy nie zdawała sobie sprawy, jaki koszmar jej szykuje? Oczywiście, że nie. Uważała, że spełniając własne marzenie, uszczęśliwia dwoje młodych ludzi. Wyda córkę za mąż, zapewni jej stabilizację.

Gdy zamknęli za sobą drzwi, Alexa spuściła wzrok na kieliszek niedopitego szampana. Czuła na sobie spojrzenie tych cudnych, zielonych oczu. Rozsadzała ją złość, że Theo nie zadał sobie trudu, żeby powiedzieć cokolwiek. W końcu przerwał milczenie:

– Jeszcze tydzień temu nie przypuszczałem, że zasiądę w salonie Caldiniego naprzeciwko rozpromienionej narzeczonej.

Ale czego mógł oczekiwać? Fakt, że multimilioner Carlo Caldini nie znalazł dotąd męża dla jedynej córki, mówił sam za siebie. Jego brat podejrzewał, że zobaczy osobę całkowicie przeciętną, o nieciekawej osobowości. Theo podzielał to przekonanie. Daniel wprawdzie nie mieszkał we Włoszech, ale jako ludzie bogaci i wpływowi dostawali zaproszenia od najbardziej znaczących osobistości całego świata. Żaden nie pamiętał, żeby gdziekolwiek spotkał tę dziewczynę, co też wiele mówiło.

Ale skoro nie istniało wyjście z pułapki, postanowił obrócić katastrofę na swoją korzyść. Małżeństwo nie musi trwać wiecznie. Zawsze można negocjować warunki rozstania. Już znalazł odpowiednią klauzulę.

Wyobrażał sobie, że nieśmiała, nieatrakcyjna żona bez szemrania pozostanie we Włoszech, pilnując domowego ogniska, podczas gdy on będzie podróżował po świecie i wpadał tylko z krótkimi wizytami do domu, kiedy obowiązki pozwolą.

Lecz Alexa w niczym nie przypominała wyimaginowanego obrazu. Właściwie nie potrafił jej określić, choć zwykle czytał w damskich umysłach jak w otwartej książce.

Siedziała bez słowa przez pół godziny, podczas której Cora i Carlo Caldini dokładali wszelkich starań, żeby pozyskać jego sympatię, starannie unikając śliskiego tematu zawartego kontraktu. Nie ulegało wątpliwości, że jej uparte milczenie nie wynika z nieśmiałości.

Carlo uświadomił go, że Cora wie, że zostali wyswatani, ale nie zna dramatycznej sytuacji finansowej Stefana, która skłoniła go do matrymonialnych negocjacji. Zdołała zaakceptować aranżowane małżeństwo córki, ponieważ kilkoro jej znajomych i ich dzieci w podobny sposób znalazło życiowych partnerów. Pomyślał, że lepiej nie zdradzać jej zbyt wielu szczegółów.

– Ja też nie przypuszczałam, że będę tu siedzieć, patrząc w oczy oczarowanego i oddanego przyszłego małżonka – odburknęła Alexa.

Nie widziała powodu udawać zachwytu, żeby ten zarozumiały przystojniak nie pomyślał, że marzy, żeby złapać go na męża.

Theo dolał sobie szampana, uzupełnił odrobiną whisky, po czym odrzekł:

– Stąd wniosek, że oboje myślimy mniej więcej to samo.

– A czego się spodziewałeś? – prychnęła lekceważąco.

– Nie wypada mi ani odpowiedzieć szczerze, ani zignorować pytania.

– Proponuję od razu wyłożyć karty na stół.

– W takim razie muszę przyznać, że doszedłem do wniosku, że rozpaczliwie pragniesz wyjść za mąż… zważywszy, że Carlo uczynił z ciebie kartę przetargową w negocjacjach z moim ojcem.

– Nigdy nie spotkałam większego aroganta – wycedziła z wściekłością przez zaciśnięte zęby.

Najchętniej rzuciłaby w niego kieliszkiem, ale uznała, że jedyny sposób przetrwania tej katastrofy to nie dać się sprowokować. Nigdy nie traciła panowania nad sobą, dzięki czemu osiągała sukcesy zawodowe. Pracowała w biurach społecznych radców prawnych i codziennie miała do czynienia z ludźmi potrzebującymi praktycznej i psychologicznej pomocy. Trzy wieczory w tygodniu pracowała jako wolontariuszka w azylu dla kobiet. Stanowiła uosobienie spokoju. Lecz Theo De Angelis zdołał w mgnieniu oka doprowadzić ją do pasji.

– Ponieważ wkrótce zostaniemy szczęśliwą parą, radzę ci przyjąć mnie takiego, jakim jestem, i nie próbować zmienić. W zamian ja ze swojej strony nie będę próbował uczynić z ciebie miłej, dobrze wychowanej osoby – obiecał, nie kryjąc rozbawienia.

Alexa ledwie powstrzymała pokusę odpłacenia mu ciętą ripostą. Nie wyobrażała sobie, jak przeżyje z nim dzień, nie mówiąc o roku.

– Poprosiłam tatę, żeby nie zmuszał nas do odgrywania tej farsy dłużej niż rok, i wyraził zgodę. Potem odzyskamy wolność i wrócisz do swoich… do swojego życia, a ja do swojego.

Theo zastanawiał się, co naprawdę chciała powiedzieć, ale uznał, że lepiej nie pytać. Prawdę mówiąc, robił o wiele lepszy interes od niej. Wraz z córką Caldiniego otrzymywał znaczącą część udziałów w jego przedsiębiorstwie, co mu bardzo odpowiadało, ponieważ ostatnio rozszerzył działalność o branżę telekomunikacyjną. Kiedy ochłonął po szoku, uświadomił sobie, że jedyną korzyść z pomocy ojcu będzie stanowiło dla Carla Caldiniego wydanie córki za mąż. Caldini sam prowadził rodzinny interes. Nie miał syna, któremu mógłby przekazać firmę, a jak wielu myślących tradycyjnie Włochów chciał, żeby majątek pozostał w rodzinie. Łowiąc Theo na zięcia, zyskiwał jednego z najbardziej cenionych przedsiębiorców na świecie, a Theo pokaźny posag.

– Musimy ustalić obowiązujące zasady – oświadczył.

– Jakie?

– Dla świata będziemy odgrywać zakochanych do szaleństwa. Nie życzę sobie żadnych skandali ani plotek o ojcu, że ożenił mnie, żeby ratować upadające przedsiębiorstwo. Czy to jasne?

– A jeżeli nie posłucham?

– Stanowczo odradzam – ostrzegł lodowatym tonem, od którego dreszcz przeszedł Aleksie po plecach.

Nie ulegało wątpliwości, że miała do czynienia ze skrajnym egoistą. Pewnie nigdy nie przeprowadził staruszki przez ulicę. Ciekawiło ją, jak zareaguje na jej świat, kiedy go zobaczy.

– Wśród ludzi będziesz chować pazurki. Możesz je wyciągać tylko na osobności.

– Wkrótce dojdziesz do wniosku, że nie lubisz być drapany.

– A ty odkryjesz, że umiem oswajać dzikie kotki – odparł z szelmowskim uśmieszkiem, który kompletnie zbił ją z tropu.

Zmieszana Alexa dopiła resztę szampana. W słownych utarczkach nie dawała za wygraną, ale jak sobie poradzi w codziennym życiu?

Nie miała żadnego doświadczenia z płcią przeciwną. Nauki pobierała w Anglii w żeńskiej szkole z internatem, a na studiach ciężko pracowała, żeby uzyskać dyplom z prawa. Miała dwóch chłopaków, ale żaden nie skradł jej serca. Dlatego żadnemu z nich nie oddała ciała. Czekała na tego jednego, jedynego, któremu ofiaruje dziewictwo. Obydwaj ją porzucili, gdy sobie uświadomili, że nie wskoczy im ochoczo do łóżka.

Teraz zaś patrzyła w zielone oczy drapieżnika, przywykłego do zwycięstw i posłuszeństwa. Zamierzała go słuchać tylko wtedy, kiedy jej będzie to odpowiadało, tak jak w kwestii zachowania dyskrecji na temat powodu ich małżeństwa. Ona także nie zamierzała zawstydzać rodziców, których bardzo kochała. Odegra publicznie swoją rolę, ale za zamkniętymi drzwiami zrzuci maskę. Nagle uświadomiła sobie, że nie wie, czego się spodziewać po tym potężnym, dominującym mężczyźnie, gdy zostanie z nim sam na sam. Chyba nie oczekiwał, że będzie z nim dzielić łoże bez miłości?

Wpadła w popłoch, ale zaraz sobie przypomniała, z jakimi dziewczynami go fotografowano. Nie przypominała wysokich, skąpo ubranych blondynek, które wyglądały, jakby cały czas i energię poświęcały na pielęgnowanie urody.

– Zapowiedziałeś dyskusję na temat zasad naszego wspólnego życia – przypomniała.

– Proponuję omówić je przy obiedzie.

– Dlaczego nie teraz?

– Ponieważ twoja mama kazała dla nas przygotować coś specjalnego. Jak bym wyglądał, gdybym odrzucił zaproszenie?

– Jak człowiek zmuszony do małżeństwa pod presją? – podsunęła ponurym głosem.

Theo popatrzył na nią z uznaniem. Przychylne spojrzenie pięknych, zielonych oczu podziałało na Alexę niemal jak pieszczota, wywołując przyjemne wibracje pod skórą. Przechodząc obok niego, poczuła miły żywiczny zapach, który podrażnił jej zmysły.

– Nie wyglądasz mi na człowieka dbającego o opinię innych – orzekła, żeby odwrócić jego uwagę od siebie.

– Dla przyszłych teściów chętnie zrobię wyjątek.

– Dlaczego przyjmujesz to wszystko z takim spokojem? – spytała, gdy zasiedli w błękitnym pokoju.

– A co mam robić? – odparł. – Ojciec postawił mnie w sytuacji bez wyjścia.

Przy stole w nieoficjalnej jadalni mogłoby zasiąść dziesięć osób, ale przygotowano dla nich nakrycia naprzeciwko siebie w jednym końcu. Jak zwykle ustawiono talerze płytkie, głębokie i deserowe wraz z osobnym zestawem sztućców do każdego dania.

Alexa bez entuzjazmu popatrzyła na przyniesione sałatki, za to Theo nie stracił apetytu. Wspólny posiłek stwarzał intymną atmosferę. Alexa nie potrafiła skoncentrować się na jedzeniu. Składała swoje zdenerwowanie na karb niechęci do przyszłego męża.

– Nawet mi przez myśl nie przeszło, że pójdę do ołtarza z kimś, kto uważa małżeństwo ze mną za zło konieczne – westchnęła ciężko.

Nie uznawała przelotnych romansów ani pochopnych małżeństw zakończonych rozwodem w przypadku nieudanego związku. Jej rodziców połączyła szczęśliwa miłość. Mama, Irlandka z pochodzenia, poznała Carla podczas rocznej przerwy w studiach, którą wykorzystała na podróże. Pokochali się od pierwszego wejrzenia. Alexa nie rozumiała, dlaczego ojciec nie pozostawił jej wyboru, tylko wykorzystał beznadziejną sytuację rywala, a jej kazał płacić za swoją decyzję.

– Nie widzę powodu, żeby tracić energię na bezsilną złość – ciągnął Theo. – Nie pozostaje nam nic innego, jak robić dobrą minę do złej gry. Oczywiście czekają nas zaręczyny i oświadczenie dla prasy o planowanym ślubie. Musisz się uśmiechać i patrzeć na mnie z uwielbieniem.

– Jak długo potrwa to… tak zwane narzeczeństwo?

– Jak najkrócej – odrzekł bez wahania, jakby już wszystko przemyślał. – Nie możemy się przecież doczekać legalizacji związku.

– Kto uwierzy, że powszechnie znany kobieciarz nagle zapragnął założyć rodzinę?

– Nie nadużywaj mojej cierpliwości – upomniał ją surowo, ale zaraz obdarzył uśmiechem, na widok którego zaparło jej dech. – Nie wyobrażałem sobie, że jesteś taką dziką, wojowniczą kotką. Nie sądzisz, że właśnie dlatego rodzice się obawiali, że zostaniesz starą panną?