Piękna hakerka

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Cathy Williams
Piękna hakerka

Tłumaczenie:

Janusz Maćczak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Lesley Fox zajechała powoli przed najbardziej imponujący budynek, jaki kiedykolwiek widziała. Jej podróż przebiegła gładko. Był poniedziałek, połowa sierpnia, a ona zmierzała w kierunku przeciwnym do natężenia ruchu, więc w niespełna godzinę dotarła ze swojego londyńskiego mieszkania przy Ladbroke Grove do tej rezydencji wyglądającej jak z okładki magazynu „Piękny dom” – z bramą z kutego żelaza, trzypasmową aleją dojazdową i połaciami nieskazitelnie wypielęgnowanych trawników.

Oczywiście wiedziała, że właściciel jest nadzwyczaj bogaty. Gdy zaproponowano jej tę pracę, natychmiast zebrała o nim informacje w internecie.

Alessio Baldini był Włochem, jednak od dawna mieszkał w Wielkiej Brytanii. Dowiedziała się, że posiada liczne firmy, lecz w gruncie rzeczy interesowało ją tylko to, czy ten człowiek rzeczywiście istnieje i czy dotyczące go fakty pokrywają się z tym, co usłyszała od Stana.

Przyjmowanie zleceń z trzeciej ręki bywa niekiedy ryzykowne, zwłaszcza w jej niszowej ubocznej profesji. Jak mawia jej ojciec, dziewczyna nigdy nie może być dość ostrożna.

Wysiadła z mini coopera i rozejrzała się po pięknym otoczeniu. W internecie nie znalazła żadnych zdjęć tej posiadłości, toteż zaskoczyła ją wytworność tego miejsca. Poczuła się nagle niepewnie w swoim zwykłym ubraniu: lekkich wojskowych spodniach, płóciennych pantoflach i wypłowiałym podkoszulku z nazwą grupy rockowej, na której koncercie była przed pięcioma laty. Odniosła wrażenie, że tutaj nie toleruje się niedbałego ubioru, i pożałowała, że nie zebrała więcej informacji o mężczyźnie, z którym miała się spotkać.

Przed przyjazdem przejrzała pobieżnie w internecie kilka długich artykułów na jego temat i ledwie zwróciła uwagę na nieliczne zdjęcia, na których widniał pośród podobnych sobie bogatych nudziarzy w identycznych oficjalnych garniturach.

Wzięła z samochodu laptop i zatrzasnęła drzwiczki.

Przyjechała tutaj tylko ze względu na Stana. Nie potrzebowała pieniędzy. Wystarczało jej na spłaty kredytu hipotecznego zaciągniętego na zakup niewielkiego mieszkania. Nie kupowała modnych strojów, bo nie miała figury przyciągającej męskie spojrzenia. Zresztą niezbyt interesowała się mężczyznami – albo raczej, jak przyznawała szczerze przed samą sobą, mężczyźni niezbyt interesowali się nią. Nie wyjeżdżała też na kosztowne urlopy do egzotycznych krajów.

Zarabiała aż nazbyt dobrze w swojej pełnoetatowej pracy projektantki stron internetowych i właściwie niczego jej nie brakowało.

Ale Stan był długoletnim przyjacielem jej ojca z Irlandii. Kiedy po ukończeniu uniwersytetu przeprowadziła się do Londynu, zaopiekował się nią, więc miała wobec niego dług wdzięczności.

Pomyślała teraz, że przy odrobinie szczęścia szybko upora się z tym zleceniem. Odetchnęła głęboko i przyjrzała się imponującej, zabytkowej kamiennej rezydencji porośniętej bluszczem. Nie przepadała za tego rodzaju ostentacyjnymi przejawami bogactwa, jednak musiała niechętnie przyznać, że ta budowla ma swój urok. Oczywiście właściciel okaże się znacznie mniej uroczy. Bogacze zawsze uważają się za Bóg wie kogo. W trakcie swojej pracy poznała kilku i wiedziała, czego się spodziewać.

Zamiast dzwonka była olbrzymia kołatka na drzwiach. Lesley uderzyła nią i czekała na pojawienie się kamerdynera czy lokaja, który wpuści ją do środka.

Zastanawiała się, jak wygląda właściciel. Majętny Włoch, zapewne brunet, z wyraźnym cudzoziemskim akcentem. Być może niski, co będzie trochę krępujące, gdyż Lesley miała ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i wiedziała z doświadczenia, że mężczyźni nie cierpią kobiet wyższych od nich. Prawdopodobnie elegancki, w kosztownym włoskim garniturze i drogich włoskich butach.

Drzwi otworzył mężczyzna, na widok którego Lesley na kilka chwil odebrało mowę. Był po prostu piękny. Wyższy od niej o kilkanaście centymetrów, ubrany w sprane dżinsy i granatową koszulkę polo, bosy. Miał kruczoczarne włosy zaczesane do tyłu i urodziwą twarz o wyrazistych rysach. Zmierzył ją przeciągłym spojrzeniem czarnych oczu, pod którym oblała się rumieńcem.

– Kim jesteś? – zapytał głębokim, zmysłowym głosem.

Lesley oprzytomniała i odchrząknęła. Przypomniała sobie, że mężczyźni nie powinni jej onieśmielać, nawet tak oszałamiająco przystojni. Pochodziła z rodziny, w której matka zmarła w jej wczesnym dzieciństwie. Lesley była jedyną córką i miała pięciu braci. Dorastała, chodząc na mecze rugby, oglądając w telewizji futbol, wspinając się na drzewa i eksplorując wspaniałe dzikie irlandzkie okolice z braćmi, którzy dawali jej niezłą szkołę, nie zawsze tolerując młodszą siostrę włóczącą się razem z nimi.

Potrafiła radzić sobie z mężczyznami. W gruncie rzeczy wiodła życie chłopaka!

– Hm… przyjechałam tu w związku z pańskim… Nazywam się Lesley Fox – wyjąkała i poniewczasie wyciągnęła rękę, a potem cofnęła ją, gdy nie odwzajemnił jej gestu.

– Nie spodziewałem się dziewczyny – rzekł Alessio, przyglądając jej się przenikliwie.

W istocie oczekiwał Lesa Foxa, mężczyzny, zapewne rówieśnika Roba Dawsona, jego informatyka. Rob Dawson był grubym czterdziestokilkulatkiem i Alessio spodziewał się kogoś podobnego.

Zamiast tego miał przed sobą krótko ostrzyżoną dziewczynę o tyczkowatej chłopięcej figurze i czekoladowych oczach, ubraną w workowate, brudnozielone spodnie z mnóstwem kieszeni, wyblakły podkoszulek i płócienne pantofle.

Nie pamiętał, kiedy ostatnio widział kobietę, której ubiór świadczyłby o takim pogardliwym lekceważeniu wymogów mody. Kobiety, z jakimi się stykał, starały się za wszelką cenę wywrzeć na nim wrażenie swoim wyglądem, miały zawsze nieskazitelny makijaż i najmodniejsze seksowne stroje.

– Przykro mi, że pana rozczarowuję, panie Baldini – powiedziała chłodno Lesley. – Zakładam, że jest pan panem Baldini, a nie jednym z jego służących mających opryskliwym zachowaniem odstraszać gości.

– Kiedy poprosiłem Dawsona, żeby polecił kogoś, kto mógłby mi pomóc rozwiązać mój aktualny niewielki problem, spodziewałem się, że przyśle osobę trochę starszą i bardziej doświadczoną.

– Tak się składa, że jestem bardzo dobra w tym, co robię.

– To nie rozmowa kwalifikacyjna, więc nie mogę zapytać o referencje. Jednak ponieważ wygląda pani, jakby dopiero co skończyła szkołę, chciałbym się dowiedzieć o pani nieco więcej, zanim przedstawię sytuację.

Lesley pohamowała irytację. Nie potrzebowała pieniędzy, nawet jeśli stawka za godzinę, jaką jej obiecano, była oszałamiająca. Nie musiała stać tu i wysłuchiwać, jak ten cudzoziemiec wypytuje ją o kwalifikacje dotyczące pracy, na której wcale jej nie zależy. Ale znowu przypomniała sobie o Stanie i o wszystkim, co dla niej zrobił, i powściągnęła chęć, by bez słowa wsiąść do samochodu i wrócić do Londynu.

– Proszę wejść – rzucił Alessio i odstąpił na bok, a ona po krótkim wahaniu weszła.

Znalazła się w olbrzymim marmurowym holu. Na podłodze leżał puszysty perski dywan, a ściany zdobiły nowoczesne obrazy, które jednak zaskakująco pasowały do tego zabytkowego wnętrza. Wielkie schody rozgałęziały się w dwóch kierunkach, a drzwi wiodły do zapewne licznych pomieszczeń w skrzydłach rezydencji.

Lesley znowu poczuła się niestosownie ubrana. Wprawdzie Baldini nosił się swobodnie, lecz była to elegancka, kosztowna swoboda bogacza.

– Duży dom jak dla jednej osoby – zauważyła, rozgladając się z nieskrywanym podziwem.

– Skąd pani wie, że nie mam licznej rodziny?

– Ponieważ zebrałam informacje o panu – odpowiedziała szczerze. Spojrzała na Alessia i znowu uderzyła ją jego mroczna, posępna uroda. – Kiedy wykonuję pracę na zlecenie, zazwyczaj staram się przeprowadzić wstępne rozpoznanie terytorium.

– Proszę za mną. Możemy usiąść w ogrodzie. Polecę Violet, żeby przyniosła nam coś do picia. Czy jadła już pani lunch?

Lesley zastanowiła się nad tym. Nie przywiązywała wagi do regularnych posiłków, choć stale przyrzekała sobie to zmienić. Gdyby więcej jadała, może przestałaby być taka chuda.

– Kanapkę przed wyjazdem – odpowiedziała. – Ale chętnie wypiję filiżankę herbaty.

– Wciąż nie przestaje mnie dziwić, że wy, Anglicy, nawet w gorący letni dzień wolicie herbatę niż coś zimnego.

– Nie jestem Angielką, lecz Irlandką. Mimo to rzeczywiście lubię herbatę.

Alessio się uśmiechnął, dzięki czemu wydał się Lesley jeszcze bardziej pociągający. Zamrugała zakłopotana i odepchnęła to wrażenie.

– To moja ulubiona rezydencja – oznajmił, prowadząc Lesley korytarzem w kierunku wielkich drzwi wiodących na dwór. – Staram się bywać tu jak najczęściej, chociaż większość czasu spędzam w Londynie albo w interesach za granicą.

– A kto dba o tę posiadłość w trakcie pańskiej nieobecności?

– Zatrudniam do tego ludzi.

– Czyż to nie marnotrawstwo? – spytała.

Alessio odwrócił się i przyjrzał jej się z mieszaniną irytacji i rozbawienia.

– W jakim sensie?

– Wobec olbrzymich problemów mieszkaniowych w tym kraju wydaje się absurdem, by jeden człowiek miał tylko dla siebie taki wielki dom.

– Chodzi pani o to, że powinienem podzielić go na milion klitek dla kloszardów? – Zaśmiał się sucho i zmienił temat. – Czy mój pracownik wyjaśnił pani istotę problemu?

Lesley zmarszczyła brwi. Spodziewała się, że jej uwaga może go urazić, jednak Alessio najwyraźniej niewiele sobie robił z jej opinii.

– Pański pracownik skontaktował się ze Stanem, przyjacielem mojego ojca. A Stan powiedział mi tylko, że chodzi o trudną sytuację wymagającą rozwiązania. Nie podał żadnych szczegółów.

 

Baldini otworzył drzwi i wyszli do wspaniałego ogrodu na tyłach rezydencji. Wysokie drzewa okalały rozległy, nienagannie utrzymany trawnik. Po jednej stronie znajdował się kort tenisowy, a za nim Lesley dostrzegła basen z niskim, nowoczesnym budynkiem, zapewne przebieralnią. Na obszernym patiu drewniane fotele stały wokół stolika ze szklanym blatem. Kiedy usiedli, zjawiła się kobieta w średnim wieku. Alessio polecił jej, żeby przyniosła herbatę, jakiś zimny napój dla niego i coś do jedzenia.

– A więc człowiek, do którego zwrócił się mój pracownik, jest przyjacielem pani ojca – zagadnął, gdy służąca się oddaliła.

– Tak. Stan dorastał z moim tatą, a gdy po ukończeniu uniwersytetu przeniosłam się do Londynu, on i jego żona zaopiekowali się mną i przyjęli mnie pod swój dach, dopóki nie znalazłam mieszkania. Zapłacili nawet za nie pierwszą trzymiesięczną ratę, ponieważ wiedzieli, że mojego ojca z trudem byłoby na to stać. Tak więc wiele zawdzięczam Stanowi i właśnie dlatego przyjęłam to zlecenie, panie Baldini.

– Proszę, mów mi Alessio. A zatem pracujesz jako…?

– Projektantka stron internetowych, ale od czasu do czasu przyjmuję prywatnie zlecenia jako hakerka. Firmy zatrudniają mnie do sprawdzania, czy ich zabezpieczenia sieciowe są nienaruszone i bezpieczne. Jeśli coś można zhakować, ja potrafię się w tym rozeznać.

– To zajęcie rzadko jest kojarzone z kobietami – mruknął, a gdy Lesley się nastroszyła, dodał: – Nie zamierzałem cię urazić, po prostu stwierdzam fakt. W moim dziale informatycznym pracuje parę kobiet, jednak zatrudniam tam głównie mężczyzn.

– Dlaczego nie zleciłeś rozwiązania problemu któremuś ze swoich pracowników?

– Ponieważ to delikatna, prywatna sprawa i nie chcę rozgłaszać jej w mojej firmie. A więc projektujesz strony internetowe i twierdzisz, że możesz złamać każde zabezpieczenie.

– Owszem, chociaż nie jestem mężczyzną.

Alessio usłyszał w jej głosie defensywną nutę, która go zaciekawiła. Jego stosunki z przestawicielkami płci pięknej przebiegały według przewidywalnych, ustalonych schematów. Jeden błąd popełniony w wieku osiemnastu lat wystarczył, by Alessio nabrał trzeźwego sceptycyzmu wobec kobiet.

– Może przedstaw mi sytuację – powiedziała Lesley.

Czuła podekscytowanie na myśl o rozwiązaniu kolejnego problemu i ledwie zauważyła, że służąca postawiła przed nią kubek herbaty i talerz ciastek.

– Od kilku tygodni otrzymuję anonimowe mejle – wyrzucił z siebie Baldini, nieco zakłopotany koniecznością przyznania, że stanął wobec problemu, którego nie potrafi sam rozwiązać.

– Czy przychodzą w regularnych odstępach czasu?

– Nie. Z początku je ignorowałem, ale ostatnie były… jak to określić? Dość agresywne. – Sięgnął po dzbanek i nalał sobie lemoniady. – Skoro mnie sprawdziłaś, prawdopodobnie wiesz, że posiadam kilka firm informatycznych. Jednak przyznaję, że moja wiedza dotycząca komputerów jest nikła.

– Właściwie nie mam pojęcia, jakie firmy posiadasz. Sprawdzałam cię, by się dowiedzieć, czy nie wiąże się z tobą coś podejrzanego. Zawsze tak robię.

– Podejrzanego? Sądziłaś, że mogłbym być kimś nieuczciwym?

Alessio wydawał się tak autentycznie zszokowany i urażony, że Lesley nie zdołała powstrzymać wybuchu śmiechu.

– Szukałam informacji o podejrzanych transakcjach, powiązaniach z mafią… wiesz, tego rodzaju rzeczach. Ale okazałeś się czysty.

Alessio niemal zachłysnął się lemoniadą.

– Powiązaniach z mafią? Dlatego, że jestem Włochem? To absurdalne!

Lesley z zakłopotaniem wzruszyła ramionami.

– Nie lubię ryzykować.

– Przez całe życie nie zrobiłem niczego nieuczciwego. Prowadzę całkowicie legalną działalność i skrupulatnie płacę podatki. Sugerowanie, że mógłbym mieć kontakty z mafią, tylko dlatego, że jestem Włochem…

Usiadł wyprostowany i wpatrzył się w nią. Lesley zwalczyła bardzo dziewczęce zaciekawienie tym, co on myśli o niej jako kobiecie, a nie utalentowanej hakerce. Zaczerwieniła się nagle. Aby to zatuszować, wypiła łyk gorącej herbaty i skrzywiła się. Zastanawianie się, co mężczyźni o niej myślą, nie było w jej stylu. W gruncie rzeczy wiedziała, co myślą. Przez całe życie zdawała sobie sprawę, że uważają ją za chłopczycę. Nawet jej typowa męska praca utwierdzała ją w tym przekonaniu.

Nie, jest zbyt wysoka, koścista i pyskata, by wzbudzić erotyczny pociąg w jakimkolwiek facecie, a zwłaszcza tak zabójczo urodziwym jak Alessio Baldini.

– Naoglądałaś się zbyt wielu gangsterskich filmów – powiedział. – Niewątpliwie musiałaś o mnie słyszeć?

Był tego pewien, ponieważ w gazetach stale pojawiały się wzmianki o nim, zazwyczaj w związku z wielkimi transkacjami biznesowymi, a niekiedy w rubrykach towarzyskich, opatrzone zdjęciami, na których widniał zawsze z jakąś seksbombą uwieszoną u jego ramienia.

– Nie – odparła Lesley.

– Nie? – spytał z niedowierzaniem.

– Z pewnością sądzisz, że każdy o tobie słyszał, ale ja nie czytam gazet.

– Nawet kolumn towarzyskich?

– Zwłaszcza ich – rzuciła zjadliwie. – Nie wszystkie dziewczyny interesują się wyczynami celebrytów.

Usiłowała przywołać znajome uczucie satysfakcji z powodu tego, że nie jest jedną z tych mizdrzących się kobiet, które chłoną głupie plotki o bogatych i sławnych, lecz z jakiegoś powodu nie udało jej się to. Zapragnęła nagle stać się taką rozchichotaną dziewczyną, która potrafi trzepotać rzęsami i zwrócić na siebie uwagę sympatycznych facetów, a nie bystrą chłopczycą trzymającą się na uboczu. Zapragnęła dostać się do tego niewidzialnego klubu, z którego zawsze była wykluczona, bo nie znała odpowiedniego hasła.

Stłumiła rozczarowanie sobą i gniew z powodu tego, że siedzący naprzeciwko niej mężczyzna wzbudził w niej takie odczucie. Już dawno zwalczyła wszelkie wątpliwości dotyczące własnej urody i była całkowicie zadowolona ze swojego wyglądu. Być może nie podoba się każdemu mężczyźnie, a już z pewnością nie temu, ale jej czas nadejdzie i znajdzie odpowiedniego partnera. Miała dopiero dwadzieścia siedem lat. Jej kariera zawodowa dopiero nabierała rozpędu i Lesley nie zamierzała pozwolić, by przeszkodził jej w tym jakikolwiek facet.

Zastanawiała się, dlaczego ich rozmowa zboczyła na takie nieistotne tematy, i postanowiła powrócić do sedna sprawy.

– Mówiłeś o tych mejlach – przypomniała Alessiowi.

Westchnął ciężko.

– Pierwszych kilka było dość niewinnych. Zawierały tylko mgliste aluzje o posiadaniu informacji, która mogłaby mnie zainteresować. Nic niepokojącego.

– Stale dostajesz tego rodzaju mejle?

– Jestem bogatym człowiekiem i otrzymuję wiele mejli niezwiązanych z moją pracą – rzekł z cierpkim uśmiechem. – Mam kilka kont mejlowych, a moja sekretarka potrafi doskonale odsiewać wszelkie śmiecie.

– A jednak te mejle jakoś się przedostały?

– Przyszły na mój prywatny adres mejlowy znany niewielu osobom.

– Rozumiem. – Lesley zmarszczyła brwi i wpatrzyła się w przestrzeń. – A więc później ton tych mejli się zmienił?

– Kilka dni temu nadeszło pierwsze żądanie pieniędzy. Nie zrozum mnie źle. Często otrzymuję prośby o wsparcie finansowe, jednak zazwyczaj przychodzą zwykłą drogą. Ktoś chce, żebym sponsorował jakiś projekt, organizacje charytatywne proszą o datki, małe firmy proponują zainwestowanie w nie, a poza tym nagabuje mnie też wielu czubków przedstawiających najdziwaczniejsze propozycje.

– I twoja sekretarka zajmuje się wszystkimi tymi sprawami?

– Tak. Zazwyczaj po prostu usuwa te teksty z komputera. Niektóre prośby docierają do mnie, lecz zasadniczo utrzymujemy kontakty z wiarygodnymi organizacjami charytatywnymi, którym przekazujemy znaczne sumy, a wszystkie propozycje inwestycji są automatycznie przesyłane do działu finansowego mojej korporacji.

– Ale te mejle prześlizgnęły się przez tę sieć i dotarły na twój prywatny adres. Przychodzi ci do głowy, w jaki sposób nadawca mógł go zdobyć? – spytała Lesley.

Zaczynała przypuszczać, że to problem trochę spoza obszaru jej zawodowego doświadczenia. Hakerzy zazwyczaj szukają informacji albo usiłują zaatakować konta internetowe, jednak ta sprawa miała wyraźnie osobisty charakter.

– Nie sądzisz, że byłoby lepiej zwrócić się do policji? – podsunęła.

Alessio zaśmiał się sucho. Wypił łyk lemoniady i spojrzał na Lesley znad brzegu szklanki.

– Cenię sobie prywatność, a w takim przypadku sprawa natychmiast dostałaby się do mediów. Dziennikarze mają w policji swoich informatorów.

– Więc moje zadanie polega na odszukaniu nadawcy tych mejli?

– Właśnie.

– A w jakim momencie zamierzasz osobiście wkroczyć w tę sprawę? – spytała. – Oświadczam, że nie przyjmę tego zlecenia, jeśli istnieje jakakolwiek możliwość, że mogłbyś podjąć… gwałtowne kroki.

Alessio rozparł się w fotelu i splótł palce na brzuchu.

– Zapewniam cię, że nie podejmę żadnych, jak to ujęłaś, gwałtownych kroków. Wciąż podejrzewasz, że należę do mafii, tak? Trzymam pod łóżkiem stertę broni i mam na usługach płatnych morderców?

Lesley oblała się rumieńcem, który wydał się Alessiowi dziwnie pociągający. Może dlatego, że tak bardzo starała się uchodzić za twardą.

– Czy sprawiam na tobie wrażenie człowieka zdolnego do przemocy? – zapytał.

– Niczego takiego nie powiedziałam. Po prostu jestem ostrożna.

– Czy wcześniej zetknęłaś się z jakimiś podejrzanymi sprawami?

– Co masz na myśli?

– Oznajmiłaś, że na wszelki wypadek mnie sprawdziłaś. Teraz ja robię to samo wobec ciebie. A więc, czy twoja ostrożność wynika z tego, że miewałaś w przeszłości złe doświadczenia?

– Jestem z natury ostrożna – powiedziała Lesley. Odetchnęła głęboko i wyznała: – I tak, rzeczywiście miałam parę niedobrych doświadczeń. Kilka miesięcy temu poproszono mnie, żebym wyświadczyła przysługę znajomemu mojego przyjaciela. Jak się okazało, chciał, żebym włamała się do konta bankowego jego byłej żony i dowiedziała się, na co ona wydaje pieniądze. Kiedy odmówiłam, zaczął się zachowywać agresywnie.

– Zachowywać się agresywnie?

– Odrobinę za dużo wypił i uznał, że jeśli trochę mnie przyciśnie, zrobię to, czego chciał. – Obawiając się, że Alessio może zwątpić w jej profesjonalizm, dodała rzeczowym tonem: – Oczywiście to była irytująca sytuacja, ale poradziłam sobie z nią.

– Więc potrafisz sobie radzić z agresywnymi mężczyznami – rzekł zafascynowany Alessio. Czuł się, jakby napotkał kogoś z innej planety. Lesley pomimo delikatnych rysów i cery najwyraźniej nie przypominała żadnej kobiety, jaką kiedykolwiek znał. – Powiedz, jak to zrobiłaś – poprosił z autentycznym zaciekawieniem.

Zobaczył, że zmiotła już połowę ciastek z talerza. Miała zdrowy apetyt! Powiódł spojrzeniem po jej figurze i chociaż Lesley ubierała się w sposób demonstracyjnie kontestujący wymogi mody, spostrzegł, że jest smukła i zgrabna.

Lesley zorientowała się, że Alessio się jej przygląda. Instynktownie zapragnęła się skulić, lecz zamiast tego starała się przybrać swobodną pozę.

– Mam czarny pas karate – wyjaśniła.

Alessio na chwilę zamilkł oszołomiony.

– Naprawdę?

– Tak. – Wzruszyła ramionami i wytrzymała jego zaskoczone spojrzenie. – I nie ma w tym niczego niezwykłego. Na moim kursie było wiele dziewczyn. Oczywiście kilka z nich odpadło, gdy zaczęły się zaawansowane ćwiczenia.

– Kiedy odbyłaś ten kurs?

Lesley zastanawiała się czasami, co karate ma wspólnego z pracą, jaką wykonuje. Z drugiej strony, nie szkodzi móc w razie konieczności dowieść, że nie jest kobietą, z którą można bezkarnie zadzierać.

– Zaczęłam w wieku dziesięciu lat i kontynuowałam z paroma przerwami jako nastolatka.

– A więc gdy inne dziewczyny eksperymentowały z makijażem, ty uczyłas się szlachetnej sztuki samoobrony.

Lesley poczuła ukłucie zakłopotania, ponieważ słowa Alessia trafiły w jej czuły punkt, w samo sedno niepewności co do samej siebie.

– Myślę, że każda kobieta powinna umieć fizycznie się obronić.

– To nadzwyczaj chwalebna ambicja – mruknął Alessio. – Dokończmy tę rozmowę w moim gabinecie – zaproponował. Dopił zimny napój, wstał i popatrzył w głąb ogrodu. – Przypuszczam, że twoja matka musiała być kobietą o mocnym charakterze, skoro wpoiła ci takie zasady.

– Moja matka zmarła, gdy miałam trzy lata. Wracała rowerem z zakupów i zginęła potrącona przez samochód, którego kierowca zbiegł z miejsca wypadku.

 

Alessio znieruchomiał ze wzrokiem utkwionym w Lesley. Odwzajemniła jego spojrzenie.

– Proszę, nie mów żadnego komunału w rodzaju: „Przykro mi” – rzekła. – To się wydarzyło już dawno temu.

– Nie zamierzałem niczego takiego powiedzieć – odparł cicho.

– Ojciec wywarł wielki wpływ na moje życie – ciągnęła z napięciem. – On i moich pięciu braci. Mówili mi zawsze, że mogę osiągnąć, cokolwiek zechcę, i że płeć nie przeszkodzi mi w zrealizowaniu życiowych planów. Zrobiłam magisterium z matematyki i świat stanął przede mną otworem.

Popatrzyła na Alessia i ich spojrzenia się spotkały. Serce biło jej tak szybko, jakby biegła maraton. Poczuła, że jej opór i rezerwa słabną, ustępując miejsca czemuś innemu, co nie całkiem pojmowała, więc dodała pospiesznie:

– Ale to wszystko nie ma żadnego związku z moim zadaniem. Jeśli pokażesz mi swój komputer, wkrótce dowiem się, kto sprawia ci kłopoty.