Lato w Rzymie

Tekst
Z serii: Poza serią
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Kate Hardy
Susanna Carr
Cathy Williams
LATO W RZYMIE

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

Janusz Maćczak

Magdalena Kalemba

Kate Hardy
Trzy dni w Rzymie

Tłumaczenie:

Agnieszka Baranowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Mi scusi? – Ella z trudem przypomniała sobie włoskie słówka, których uczyła się poprzedniego dnia podczas niedługiego lotu z Londynu do Rzymu. – Zapisałam się na dzisiaj na wycieczkę z przewodnikiem – dodała po angielsku, uśmiechając się przepraszająco do recepcjonistki w hotelu.

Si, signora Chandler, ze mną.

Na dźwięk niskiego ciepłego głosu Ella obróciła się i oniemiała z wrażenia. Niemożliwe, żeby tak wyglądał przewodnik, nawet we Włoszech, pomyślała. Wysoki, pięknie zbudowany brunet przypominał raczej modela z reklam luksusowych samochodów: zmierzwiona gęsta czupryna kruczoczarnych włosów podtrzymywana modnymi okularami przeciwsłonecznymi, brązowe, wesołe oczy i zmysłowe usta, które w tej chwili uśmiechały się do niej serdecznie. Nieskazitelny angielski z ledwie wyczuwalnym i szalenie seksownym akcentem dodawał mu tylko uroku. Ella westchnęła ciężko. Za nic w świecie nie chciała, by uznał ją za kolejną samotną, znudzoną turystkę poszukującą wrażeń i drżącą z podniecenia na widok każdego przystojnego Włocha. Mężczyźni to kłopoty, przypomniała sobie w myślach. Wyciągnęła rękę na powitanie, uśmiechając się zdawkowo.

– Dzień dobry.

Kiedy dotknął jej palców, Ella poczuła, że za chwilę ugną się pod nią kolana i padnie do stóp obcemu mężczyźnie. Weź się w garść, zganiła się w myślach. Nie rozumiała, dlaczego reaguje aż tak gwałtownie na hotelowego przewodnika. Chociaż, zreflektowała się, nie wyglądał wcale jak inni pracownicy – zamiast uniformu z plakietką miał na sobie śnieżnobiałą koszulę z podwiniętymi rękawami, szare spodnie i wygodne zamszowe mokasyny. Niewymuszony włoski styl. Julia na pewno określiłaby go jednym słowem: „Ciacho”! Ella uśmiechnęła się do swych myśli. Julia miałaby rację, ponieważ jej przewodnik okazał się najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek poznała.

– Jest pani gotowa? – zapytał uprzejmie.

Oczywiście, że nie, pomyślała w popłochu, ale na szczęście udało jej się wydobyć z siebie w miarę normalnie brzmiący głos:

– Oczywiście.

– Mam na imię Rico – przedstawił się.

– Ella – jęknęła żałośnie w odpowiedzi. Jego imię wypowiedziane z cudownym włoskim akcentem brzmiało niczym pieszczota.

– Ella – powtórzył, a jej zadrżały nogi. Pomocy, jęknęła w duchu, przecież mam dwadzieścia osiem lat, nie jestem nastolatką i wiem z doświadczenia, że czarujące typy są zazwyczaj najbardziej niebezpieczne.

– Idziemy?

– Jasne. – Ruszyła pospiesznie w stronę drzwi.

– To twoja pierwsza wizyta w Rzymie? – zagadnął, sunąc tuż za nią. – Co chciałabyś zobaczyć?

– Największe atrakcje, fontannę di Trevi, Schody Hiszpańskie…

– To może zaczniemy od Koloseum?

Skinęła tylko głową. Miała ochotę się uszczypnąć. Nie dość, że w końcu znalazła się w najpiękniejszym mieście na świecie, o którym marzyła od dziecka, to jeszcze miała je zwiedzać w takim towarzystwie!

– Koloseum zobaczyłam na zdjęciu, kiedy byłam małą dziewczynką, i od tamtej pory chciałam przyjechać kiedyś do Rzymu. Wydało mi się tak cudowne, że na początku nie wierzyłam, że naprawdę istnieje. – Roześmiała się na wspomnienie swego dziecięcego zachwytu. Zaraz też zarumieniła się zawstydzona swą szczerością.

– To największa budowla antycznego Rzymu, która przetrwała do dzisiejszych czasów. Mimo to nadal robi wrażenie.

Rico nie wydawał się ani zblazowany, ani znudzony jej uwagami, zauważyła z ulgą i nieco się rozluźniła. Opowiadał jej o historii miasta, a kiedy w końcu doszli do końca małej uliczki, stanęła nagle i zaniemówiła z zachwytu.

– Rany – wykrztusiła, kiedy wreszcie odzyskała głos. – Trudno uwierzyć, że tak sobie stoi, w samym centrum miasta, pomiędzy normalnymi domami.

Z bliska Koloseum wydało jej się jeszcze bardziej niesamowite, wspanialsze niż jej wyobrażenia.

– Rzym. – Rico wzruszył ramionami. – Na każdym miejscu, nawet pod na wskroś nowoczesną fasadą ukrywa się historia.

Zauważyła, że tak przywykł do otaczającego go piękna, że nie robiło ono już na nim wielkiego wrażenia. Na szczęście okazał się wystarczająco taktowny, by pozwolić jej do woli nacieszyć się majestatycznym widokiem antycznych ruin i ani razu nie okazał zniecierpliwienia.

Rico przyglądał się zapatrzonej na Koloseum Elli i z trudem ukrywał zachwyt – wyglądała olśniewająco. Słyszał kiedyś określenie „angielska róża” opisujące urodę Brytyjek i musiał przyznać, że Ella uosabiała jego najdoskonalszą wersję: porcelanowa, świetlista skóra, wielkie zielononiebieskie oczy i złociste, falujące kasztanowe włosy. Przypominała mu anioła Botticellego, a co zabawniejsze, kompletnie nie zdawała sobie sprawy z wrażenia, jakie robiła. Nawet się nie malowała! Zastanawiało go też, dlaczego zatrzymała się w apartamencie dla nowożeńców, mimo że podróżowała samotnie. Czyżby niedoszły małżonek uciekł sprzed ołtarza? Odrzucił ten pomysł natychmiast; nie potrafił sobie wyobrazić, że ktoś mógłby odrzucić miłość takiej kobiety. Potrząsnął głową, zaskoczony własnymi domysłami. Ella Chandler powinna go obchodzić jedynie jako klientka hotelu, który należał do kierowanej przez niego sieci. Co jakiś czas wcielał się w rolę szeregowego pracownika, by przekonać się na własnej skórze, co można usprawnić w działaniu hotelu, tak by i klienci, i pracownicy czuli się w nim jak najlepiej. W tej chwili, jak przystało na dobrego przewodnika, powinien sprawić, by jego podopieczna, bez tracenia czasu w długiej kolejce indywidualnych turystów mogła zobaczyć miejsce, o którym marzyła od dziecka.

– Nie spodziewałam się, że będę spacerować wśród gladiatorów i patrycjuszy! – Ella roześmiała się na widok mężczyzn w przebraniach, którzy chętnie pozowali do płatnych zdjęć.

– Niestety, za uśmiech do obiektywu każą sobie słono płacić, a do tego potrafią zachowywać się obcesowo, konkurując o klientów. Na szczęście jesteś ze mną i nic ci nie grozi – dodał, robiąc groźną minę.

– Dziękuję.

Przeprowadził ją sprawnie przez tłum przy wejściu i rozpoczął opowieść o budowli. Słuchała uważnie, chętnie pozowała do zdjęć, a rozanielony uśmiech nie znikał z jej twarzy. W pewnym momencie Rico zorientował się, że pod wpływem jej entuzjazmu, sam spogląda na świetnie mu znane mury z innej perspektywy i na nowo odkrywa ich piękno. Ile to minęło, odkąd jakaś kobieta zrobiła na nim tak piorunujące wrażenie? Zbyt wiele, pomyślał ze smutkiem. Mimo swoich zaledwie trzydziestu lat Rico nie wierzył w żadne romantyczne porywy serca. Zresztą musiał zarządzać imperium hotelowym, nie miał czasu na poważne związki. Kiedy wyszli wreszcie na zewnątrz i Ella odwróciła się, by spojrzeć po raz ostatni na miejsce, które tak ją oczarowało, Rico także nieco się rozmarzył.

– To mój ulubiony widok – przyznał.

– Bardzo ci dziękuję.

– Hej, wykonuję tylko swoją pracę. – Skłonił się z nonszalancką galanterią. Ella wyglądała tak kusząco, że musiał sobie cały czas przypominać, kim jest. Nawet jeśli wdawał się w krótki romans, to nigdy z klientką.

– Może teraz chciałabyś zobaczyć Forum? – Z trudem skupił się znowu na pracy.

– Forum, na którym Marek Antoniusz wygłosił swoje słynne przemówienie?

Rico nie potrafił powstrzymać uśmiechu.

– Przynajmniej według Szekspira. Zobaczysz zresztą, że każdy szanujący się przewodnik czuje się w obowiązku wygłosić je dla swych podopiecznych.

– Ty też?

Zauważył, że gdy się uśmiechała, w jej policzkach pojawiały się urocze dołeczki. Miał ochotę ich dotknąć i sprawdzić, czy skóra Elli faktycznie była tak delikatna, na jaką wyglądała. Zaskoczony swymi myślami, milczał przez chwilę. Nigdy wcześniej nie zdarzało mu się tracić głowy dla kobiety w pierwszej godzinie znajomości.

– Jeśli sobie tego życzysz, ale może wolałabyś to zrobić sama? – zaproponował szybko, widząc, że Ella czeka na odpowiedź.

– Nie wiem…

– Nagram cię na wideo, żebyś się mogła pochwalić w domu – zachęcał.

– O, jesteś taki miły! – zgodziła się, a jej oczy rozbłysły radością.

Miły, parsknął w duchu. Jego ostatnia dziewczyna na pewno by się uśmiała. Na pożegnanie oznajmiła mu, że nie wytrzyma dłużej z mężczyzną zakochanym bezgranicznie w pracy, cyborgiem niezdolnym do żadnego kompromisu w imię utrzymania związku. Jednak dla Rica przewodnika, miłe zachowanie należałoby przecież do obowiązków zawodowych, stwierdził zadowolony.

– Na tym polega moja praca – uśmiechnął się skromnie i dodał: – Chciałbym, żeby Rzym zapisał się na zawsze w twojej pamięci.

Wydawało mu się, że Ella zarumieniła się lekko i pospiesznie podała mu swój aparat fotograficzny, tłumacząc, jak uruchomić funkcję kamery. Niechcący musnęła palcami jego dłoń i Rico zamarł jak porażony prądem. Jego ciało zareagowało na przelotny dotyk niezwykle mocno, krew w nim zawrzała, choć przecież nic się nie wydarzyło. Reagował jak napędzany hormonami nastolatek, a nie trzydziestoletni biznesmen. Ściskając mocno aparat, nagrał Ellę deklamującą fragment mowy.

– Świetnie ci poszło – pochwalił szczerze. – Masz bardzo ładny głos.

Ella znów się zarumieniła i spuściła skromnie wzrok.

– Dziękuję.

Rico wpatrywał się jak urzeczony w jej zaróżowione policzki i zastanawiał się, czy potrafiłby wywołać taki sam efekt innym niż pochlebstwo sposobem. Jak wyglądała w chwilach namiętności, zastanawiał się, rozmarzony. Dosyć! Zganił się w myślach i postanowił zachowywać się profesjonalnie – w końcu tego właśnie wymagał od wszystkich pracowników swoich hoteli. Romanse personelu z gośćmi nie wchodziły w grę i podlegały surowym karom, przypomniał sobie, by zdyscyplinować rozszalałe libido. Jednak nadal nurtowało go, dlaczego właśnie przy Elli obudziły się w nim tak gwałtowne uczucia. Gdy spacerowali uliczkami w centrum, Ella zachwycała się porośniętymi bluszczem murami i roślinnością zdobiącą urokliwe zakątki Rzymu. Na pewno spodobałby jej się ogród na dachu mojego apartamentu, stwierdził z zadowoleniem. Oczyma wyobraźni ujrzał Ellę otoczoną kwiatami, stojącą pod rozgwieżdżonym niebem z głową przechyloną lekko w oczekiwaniu pocałunku. Rozchylone, pełne wargi kusiły go i przyciągały niczym magnes. Zanurzył dłonie w niesfornych kasztanowych lokach i przysunął jej twarz do swojej. Pomocy! Potrząsnął mocno głową, by uwolnić się od erotycznych wizji i kupić się na czymś przyziemnym.

 

– Czym się zajmujesz? – Temat pracy zawsze nakierowywał jego myśli na właściwe tory i dawał mu poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej strony, nigdy wcześniej przy żadnej kobiecie nie miał problemu z zapanowaniem nad własnym umysłem.

– Zawodowo? – Wzruszyła lekceważąco ramionami i dodała bez entuzjazmu: – Jestem księgową.

– Lubisz swoją pracę?

Znów wykonała ten sam gest.

– To dobry fach, nie grozi mi bezrobocie.

Zdziwił się. Dlaczego wybrała zawód, którego najwyraźniej nie lubiła zamiast poświecić się czemuś, co dawałoby jej prawdziwą satysfakcję? Zauważył, że zasępiła się i opuściła głowę. Może zepsuł jej humor, a może była tylko zmęczona? Zdał sobie sprawę, że od wczesnego ranka są na nogach, a Ella nie wygląda na fanatyczkę fitness i ma prawo odczuwać skutki długiego spaceru.

– Czas na odpoczynek. Należy nam się przerwa na lunch – oznajmił.

Wybrał małą osterię z pysznym jedzeniem i urokliwym patiem, gdzie usiedli przy małym stoliku ocienionym pnącą winoroślą.

– Jak pięknie! Nie sądziłam, że w Rzymie jest tyle zieleni. – Ella wyglądała na zachwyconą.

– A czego się spodziewałaś? – zapytał zaintrygowany.

– Nie wiem, wypalonych południowym słońcem ruin na obrzeżach metropolii? Zaskoczyło mnie, że historia i współczesność współistnieją tu w całkowitej harmonii i tworzą niezwykłe, wyjątkowo przyjazne, a jednocześnie zachwycające miasto.

Rico zdał sobie sprawę, że mieszkając w tak niezwykłym miejscu, zobojętniał na jego urok, a przecież Ella miała rację – nie wyobrażał sobie drugiego miasta, w którym mogłoby mu się żyć lepiej. Pokazał jej zaledwie kilka atrakcji turystycznych; ciekawe, co powiedziałaby, gdyby zobaczyła jego ulubione miejsca, położone z dala od szlaków wycieczkowych? W jego głowie narodził się szalony pomysł. Im bardziej starał się go zignorować, tym bardziej go kusiło przedłużenie czasu spędzonego z Ellą. Z jej rezerwacji wynikało, że zamierzała zostać w Rzymie jeszcze przez trzy dni, a on od dawna nie miał ani jednego dnia wakacji. Wystarczyło poprosić Linę, asystentkę, by przełożyła co ważniejsze spotkania.

– Zwiedzanie chyba nie uwzględnia lunchu? Oczywiście zapłacę, to nie problem. – Ella zaskoczyła go i przez chwilę nie wiedział, jak zareagować.

Najwyraźniej orientowała się, że profesja przewodnika wycieczek nie należała do najhojniej wynagradzanych i pragnęła oszczędzić nowemu znajomemu wydatków. Jej dbałość o komfort innych bardzo go poruszyła, prawie tak mocno jak fakt, że kobieta chciała zapłacić jego rachunek. Nigdy wcześniej nie otrzymał takiej propozycji! Co prawda inne kobiety znały go jako bogatego biznesmena i może dlatego oczekiwały, że będzie za wszystko płacił. Nie zamierzał zdradzać swej prawdziwej tożsamości, przynajmniej na razie, ale nie mógł też pozwolić, by kobieta kupowała mu lunch.

– Nie ma mowy, posiłek wliczono w cenę wycieczki – skłamał i obdarzył Ellę najbardziej czarującym uśmiechem ze swego arsenału uwodziciela.

Jednocześnie zdał sobie sprawę, że wyciągnięcie przy niej platynowej karty kredytowej nie wchodziło w grę bez natychmiastowej demaskacji, której za wszelką cenę chciał uniknąć. Świetnie czuł się jako zwykły Rico, przewodnik, któremu nikt się usłużnie nie kłania, i któremu nikt nie schlebia w nadziei na zysk. Zapragnął przekonać się, jak Ella oceni go, nie wiedząc o jego bogactwie i władzy. Dlatego musi tak pokierować płaceniem rachunku, by kelner przeprowadził transakcję przy barze, poza zasięgiem wzroku Elli, postanowił zadowolony ze swego fortelu.

– Skoro tak… to dziękuję. – Ella wyglądała na zaskoczoną, ale na szczęście nie drążyła tematu. – Co polecasz?

– Zależy, co lubisz.

Skrzywił się, słysząc swój lubieżny głos. Powinien się opanować, żeby jej nie wystraszyć. Na szczęście jego towarzyszka z nosem utkwionym w menu zdawała się nie zauważać targających nim emocji.

– Chętnie spróbowałabym czegoś tradycyjnie rzymskiego.

Szybko przejrzał kartę dań.

– Może cacio e pepe? To rodzaj grubego makaronu z serem i pieprzem.

– Brzmi pysznie, poproszę.

– Wezmę to samo.

Rico zamówił także sałatki i wypytał kelnera o wina dostępne w restauracji.

– Dla mnie wystarczy kieliszek białego. – Ella wyglądała na onieśmieloną. – Nie nawykłam pić wina do lunchu. Obawiam się, że brakuje mi obycia.

– To nie brak obycia, a zdrowy rozsądek – zaprzeczył szybko Rico. – Alkohol odwadnia, a dziś panuje wyjątkowy upał.

Rico zamówił dwa kieliszki pinot grigio i karafkę wody mineralnej. Razem z napojami kelner przyniósł koszyk aromatycznego chleba z rozmarynem i oliwą. Jednocześnie sięgnęli po pieczywo i gdy ich dłonie się zetknęły, Rico zadrżał. Coś w Elli Chandler powodowało, że tracił rozum i siłą musiał się powstrzymać, by nie złapać jej za rękę. Chętnie pocałowałby wnętrze jej dłoni, ciepłej i delikatnej. Ona z kolei zdawała się całkowicie nieświadoma wrażenia, jakie na nim wywarła. Musiał się lepiej kontrolować, nie chciał się przecież skompromitować w jej oczach.

– Pyszności. – Ella odgryzła pierwszy kawałek chleba i zmrużyła oczy, a na jej twarzy odmalowała się zmysłowa przyjemność.

Ricowi zaschło w ustach. Znów musiał się powstrzymać, by nie nachylić się nad stołem i nie scałować okruszków z jej pulchnych warg… Zachwycał go entuzjazm, z jakim oddawała się prostym przyjemnościom. Jego dziewczyny, rozpieszczone luksusem, nie potrafiły wykrzesać z siebie tylu emocji, nawet gdy fundował im bilety na ekskluzywne wydarzenia kulturalne, kupował drogą biżuterię i poił prawdziwym szampanem.

– Długo już pracujesz w tym zawodzie? – zapytała.

– Już jakiś czas – odpowiedział.

Zależy, co zdefiniujemy jako „ten zawód”, pomyślał. Od trzech lat stał na czele sieci hoteli, ale już jako czternastolatek w wakacje, ferie i weekendy pomagał dziadkowi i zarabiał na kieszonkowe, wykonując wszystkie podstawowe prace w jego hotelach. Przeszedł długą drogę od portiera aż na sam szczyt i nawet teraz od czasu do czasu imał się różnych prac w hotelu, by nigdy nie stracić kontaktu z rzeczywistością.

– Twoja rodzina mieszka w Rzymie?

– Częściowo. – I w tym wypadku wszystko zależało, jak zdefiniuje się pojęcie rodziny.

Rodzice Rica mieszkali w Rzymie, ale nie uważał ich wcale za swoich bliskich. Nie zasługiwali na to. Zauważył, że Ella zmarszczyła brwi, urażona jego wymijającymi odpowiedziami.

– Mieszkają tu moi dziadkowie – dodał niechętnie.

Uratowali go przed rodzicami, gdy ich małżeństwo okazało się koszmarną porażką. Kochali go, choć czasami zastanawiał się, czy dziadek nie widział w nim przede wszystkim swojego następcy. W rękach ojca Rica firma rodzinna niechybnie poniosłaby klęskę, więc wychowanie Rica na skutecznego biznesmena stanowiło jedyną szansę na ocalenie budowanego z mozołem imperium. A teraz Rico spełniał marzenia dziadka, choć w skrytości ducha miał także swoje własne plany. Ekspansja poza terytorium ojczystego kraju na pewno przeraziłaby seniora rodu.

Przez resztę posiłku starał się trzymać z dala od poważnych tematów i zabawiał Ellę konwersacją o Rzymie. Z przyjemnością obserwował, jak z apetytem pochłaniała makaron, nie przejmując się ilością spożywanych węglowodanów. Po lunchu postanowił wyciągnąć z rękawa kolejnego asa. Zaprowadził ją do Panteonu od tyłu i satysfakcją obserwował jej rozczarowaną minę. Niewysoki budynek porośnięty gęstym bluszczem nie robił wstrząsającego wrażenia, dopóki nie obeszli go i nie stanęli przed frontowym wejściem.

– O rany! – wykrzyknęła na widok majestatycznego portyku z inskrypcją na cześć Agrypina. – Tak właśnie wyobrażałam sobie prawdziwą rzymską świątynię. – Wpatrywała się w bramę szeroko otwartymi oczyma. Kiedy zajrzeli do środka, na jej twarzy odmalował się bezgraniczny, szczery zachwyt.

– Jak oni to zbudowali? Przecież nie mieli do dyspozycji nowoczesnego sprzętu, a popatrz tylko na tę gigantyczną kopułę!

Po raz kolejny Rico ze zdziwieniem odkrył, że oglądając Rzym oczyma Elli, na nowo odkrywa piękno swojego miasta. Jej entuzjazm był zaraźliwy i sprawiał, że wszystko wokół wydawało się jeszcze lepsze i godne uwagi.

– Fontanna di Trevi też na pewno ci się spodoba.

Już z daleka słyszeli szum spadającej kaskadą wody i popiskiwanie chlapiących się w fontannie dzieci.

– Jaka wielka!

Ella znów się rozpromieniała i Rico przez moment napawał się uczuciem dumy.

– Niewiarygodnie błękitna woda, i te rzeźby, zachwycające!

Zdołali jakoś przedostać się przez tłum turystów aż do marmurowej balustrady, na której Ella natychmiast upozowała się do zdjęcia, po czym wrzuciła do wody monetę, obiecując sobie głośno, że jeszcze kiedyś wróci do Wiecznego Miasta.

– A może powinnam wrzucić trzy monety? Gdzieś czytałam… Nieważne – spłoszyła się i odwróciła tyłem.

Rico wiedział dokładnie, o czym mówiła, ale udawał, że nie zrozumiał. Jedna moneta, by wrócić do Rzymu, dwie, by znaleźć tu miłość, trzy na szczęście w małżeństwie. Ciekawe, czego Ella szukała, samotnie podróżując po świecie? Romansu czy miłości? Oczywiście, nie powinno go to obchodzić, zganił się w myślach. On w każdym razie zdecydowanie nie szukał ani miłości, ani tym bardziej nie marzył o małżeńskim szczęściu – romans to wszystko, na co mógł sobie pozwolić. Nie zamierzał powtarzać katastrofalnych błędów swoich rodziców, dlatego każdy związek kończył, zanim zdążył on wkroczyć w niebezpieczną fazę poważnych zobowiązań.

– Mówi się, że woda w Trevi jest najczystsza i najsłodsza w całym Rzymie, ale osobiście nie radzę próbować. Wchodzenie do środka też nie jest zalecane. – Ostrzegł ją, widząc parę rozochoconych turystek wspinających się na murek.

Ella roześmiała się serdecznie.

La Dolce Vita, prawda? Moja przyjaciółka, nauczycielka angielskiego, która uwielbia stare filmy, opowiadała mi o tym.

Zdaniem Rica, Ella skąpana w spienionej wodzie wyglądałaby nawet lepiej niż Anita Ekberg. Wyobrażał sobie mokrą koszulkę przylegającą ciasno do jej apetycznych krągłości… Chyba sam powinienem wskoczyć do zimnej wody, żeby się opanować, pomyślał zrezygnowany. Oficjalny program wycieczki kończył się właśnie przy fontannie i zgodnie z zasadami powinien teraz odwieźć swą podopieczną z powrotem do hotelu. Nie potrafił się jednak zmusić, by jej to zaproponować.

– Może odpoczniemy? – rzucił, zanim rozsądek zdążył go powstrzymać. W kawiarence z widokiem na fontannę Rico zamówił dla Elli świeży sok z sycylijskich pomarańczy, a dla siebie podwójne espresso. Kiedy kawa nieco przestygła, wypił zawartość filiżanki jednym haustem. Ella posłała mu zdumione spojrzenie.

– Zły nawyk, wiem – uśmiechnął się przepraszająco.

– Jedyny? – mrugnęła do niego żartobliwie i Rico całkowicie stracił zdrowy rozsądek, który nakazywałby natychmiastowe zakończenie tej znajomości.

– Nie, lubię też dobrze zjeść w miłym towarzystwie. Masz plany na wieczór? – Nachylił się nieco nad stolikiem i przyglądał uważnie emocjom malującym się na pięknej twarzy jego towarzyszki.

– Dlaczego pytasz? – spoważniała nagle.

– Chciałbym ci zaproponować wspólną kolację. Wyłącznie tradycyjne rzymskie dania – dodał dla rozładowania napiętej atmosfery.

– Kolację? – upewniła się, jakby nie dowierzając, że dobrze usłyszała.

Skinął głową. Znał idealne miejsce.

Kolacja. Randka. Z jednej strony schlebiało jej, że tak przystojny mężczyzna chciał spędzić z nią wieczór, ale trochę się też zdenerwowała. Najchętniej uciekłaby, by nie narażać się na bolesne rozczarowanie, które niechybnie niosło ze sobą angażowanie się w związek z czarującym mężczyzną. Ledwie uwolniła się od Michaela i naprawdę nie powinna ponownie podejmować ryzyka, że ktoś ją skrzywdzi.

 

Z drugiej strony, kto mówił o związku? Rico zaprosił ją jedynie na kolację, a skoro los sprawił, że samotnie wyjechała na wakacje do najbardziej romantycznego miasta na świecie, mogła przynajmniej skorzystać z okazji i spędzić jeden wieczór w miłym towarzystwie. Odrobina niezobowiązującego flirtu mogła jej pomóc odzyskać wiarę w siebie, zniszczoną przez podłe zachowanie byłego narzeczonego. Musiała tylko zadać jedno, krępujące pytanie, jeśli nie chciała zachować się równie podle jak kochanka Michaela.

Wzięła głęboki oddech i zapytała:

– Zakładam, że nie masz żony ani narzeczonej?

– Nie, nawet dziewczyny.

– W porządku.

Oczywiście, nie spodziewała się, żeby Rico bardzo się różnił od reszty mężczyzn, i podejrzewała, że podobnie jak jej ojciec i narzeczony nie zasługiwał na zaufanie, ale…

– Czy to znaczy, że przyjmujesz moje zaproszenie? – nalegał.

Spojrzała w jego ciemne, magnetyczne oczy i przypomniała sobie pusty apartament w hotelu, gdzie nikt na nią nie czekał. Powinna się zabawić, na złość Michaelowi, który podczas ostatniej awantury zapewniał ją, że żaden inny mężczyzna nigdy nie zwróci uwagi na tak nieatrakcyjną, zimną kobietę.

– Tak, dziękuję, bardzo chętnie.

– Czy unikasz jakiś konkretnych produktów? Jesteś wegetarianką?

– Nie. Uwielbiam jeść – wyznała, zanim zdążyła pomyśleć.

– Wspaniale. Przyjdę po ciebie o ósmej.

Rico, o dziwo, nie skomentował jej braku wyrafinowania ani pełnej figury – Włosi faktycznie potrafili sprawić, by kobieta czuła się przy nich wyjątkowo.