Podróż do Hiszpanii

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli
Podróż do Hiszpanii

Tłumaczenie:

Kamil Maksymiuk

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Estelle, przysięgam, że będziesz musiała tylko trzymać go za rękę! Posiedzicie, zatańczycie…

– Co jeszcze? – zapytała Estelle.

Zagięła róg kartki i zamknęła książkę. Pomysł, do którego usiłowała przekonać ją Ginny, był niedorzeczny. Nie miała zamiaru się zgodzić. Nie, za żadne skarby świata!

– Może jeszcze tylko mały, niewinny całus w policzek. Albo… w usta.

Estelle gwałtownie potrząsnęła głową.

– Nie ma mowy.

– Chodzi o to, żebyś wyglądała na zakochaną – wyjaśniła Ginny.

– W facecie, który mógłby być moim ojcem, a nawet dziadkiem?

– Tak – westchnęła Ginny, lecz szybko dodała: – Wszyscy pomyślą, że jesteś z Gordonem dla forsy. Co zresztą byłoby prawdą, bo… – Nie dokończyła zdania, znowu zanosząc się kaszlem.

Wynajmowały wspólnie mieszkanie, ale nie były bliskimi przyjaciółkami. Raczej koleżankami, które więcej dzieli, niż łączy. Choć obie studiowały, prowadziły zupełnie inny tryb życia. Estelle od dawna się zastanawiała, skąd jej młodsza o parę lat współlokatorka bierze pieniądze na te wszystkie kosmetyki, drogie ciuchy i wieczorne wyjścia. Tajemnica wreszcie została wyjaśniona. Ginny przyznała się, że pracuje w ekskluzywnej agencji towarzyskiej. Aktualnie ma stałego klienta: Gordona Edwardsa, sześćdziesięcioczteroletniego polityka, który skrywa przed światem pewien „sekret”. Byłaby jej dozgonnie wdzięczna, gdyby Estelle dziś wieczorem ją zastąpiła i pojawiła się u jego boku na weselu.

– Dostalibyśmy wspólny pokój?

Estelle nigdy nie dzieliła pokoju z mężczyzną. Co prawda nie była nieśmiała, ale nie miała w sobie pewności siebie i przebojowości Ginny, która żyła według zasady, że weekendy to imprezy, kluby i puby. Dla Estelle idealny weekend oznaczał zwiedzanie starych kościołów i innych zabytków, a potem położenie się na kanapie z książką.

Udawanie dziewczyny do towarzystwa? Nawet sobie tego nie wyobrażała!

– O nic się nie martw. Gordon zawsze śpi na sofie, gdy razem gdzieś nocujemy – uspokoiła ją Ginny.

– Nie. – Estelle poprawiła okulary i wróciła do lektury. Próbowała dalej czytać o mauzoleum pierwszego cesarza dynastii Qin, lecz nie potrafiła się skupić na tekście. Spokoju nie dawały jej myśli o bracie. Wciąż nie zadzwonił i nie powiedział, czy dostał pracę, o którą się starał.

Andrew rozpaczliwie potrzebował pieniędzy. Chciała mu pomóc. Mogłaby mu pomóc. Gdyby tylko…

Znowu odłożyła książkę i zaczęła intensywnie rozmyślać. W Londynie był późny sobotni poranek. Wesele miało się odbyć wieczorem na zamku w Szkocji. Gdyby się miała zgodzić, już teraz musiałaby się zabrać za szykowanie, żeby zdążyć na samolot do Edynburga, skąd polecieliby helikopterem na miejsce.

– Błagam! – prosiła Ginny. – W agencji panikują, bo nie mogą znaleźć nikogo odpowiedniego na moje miejsce. Gordon ma przyjechać za godzinę.

– Ale co pomyślą sobie ludzie? Skoro od dawna widują go z tobą…

– On się tym zajmie. Wyjaśni, że się pokłóciliśmy, bo wymuszam na nim zaręczyny czy coś w tym guście. I tak zamierzałam z nim zerwać, skoro niedługo kończę studia. Estelle, Gordon to naprawdę totalny słodziak. Musi ukrywać przed całym światem, że jest gejem. Nie może się zjawić na weselu bez dziewczyny. Zresztą pomyśl o forsie!

Estelle o niczym innym nie myślała.

Za tę kwotę mogłaby spłacić całą ratę kredytu mieszkaniowego brata i opłacić parę jego rachunków. Nadal byliby w fatalnej sytuacji, ale zyskaliby trochę czasu. Biorąc pod uwagę to, co przeżyli w ciągu ostatniego roku, zasługiwali na odrobinę wytchnienia. Na namiastkę poczucia bezpieczeństwa.

Andrew tyle dla niej zrobił! Pamiętała, jak całkowicie się poświęcił. Gdy miała siedemnaście lat, zginęli ich rodzice. Brat zaniedbał własne sprawy, troszcząc się o to, żeby jej życie wyglądało jak najbardziej normalnie.

Teraz mogła choć trochę mu się odwdzięczyć.

– Dobrze. – Wzięła głęboki wdech. Podjęła decyzję. – Powiedz Gordonowi, że z nim polecę.

– Już to zrobiłam – odparła Ginny. – Och, nie patrz tak na mnie. Wiem, jak bardzo potrzebujesz pieniędzy. Poza tym nie mogłam sprawić mu zawodu.

Ginny przyjrzała się Estelle. Długie czarne włosy upięte w koński ogon. Bardzo jasna skóra bez żadnej skazy. Piękne zielone oczy. Nagle jednak się zmartwiła. Estelle z reguły nie podkreślała swojej urody ani makijażem, ani strojem. Nie było więc wiadomo, jak się będzie prezentowała w nieco innym, bardziej efektownym wydaniu: umalowana i wystrojona. A jeśli nic z tego nie wyjdzie?

– Musisz się przyszykować. Pomogę ci z fryzurą i wszystkim innym.

– Nie zbliżaj się do mnie z tym kaszlem! – ostrzegła ją Estelle. – Sama dam sobie radę.

Na twarzy Ginny odmalowało się powątpiewanie.

– Każda kobieta potrafi wyglądać jak laska, jeśli tylko się postara – uspokoiła ją Estelle.

Ginny zaśmiała się z ulgą.

– Ale co na siebie włożę? Może pożyczysz mi coś swojego?

– Kupiłam sukienkę specjalnie na tę okazję.

Ginny poszła do swojego pokoju i otworzyła szafę. Estelle stanęła obok niej i rozdziawiła usta z wrażenia na widok seksownej sukienki, jakby utkanej ze złotawej mgiełki.

– Ten strzępek materiału na pewno wygląda niesamowicie… ale na tobie!

Ginny była szczuplejsza i miała mniejszy biust. Estelle, choć również filigranowa, cieszyła się bardziej kobiecymi kształtami.

– Będę w tym wyglądała jak…

– I właśnie o to chodzi! – przerwała jej Ginny, uśmiechając się szeroko. – Będziesz się świetne bawiła. Zobaczysz. Wystarczy, że wrzucisz na luz.

– Łatwo powiedzieć – mruknęła.

Zawinęła włosy na rozgrzane wałki, a następnie zaczęła pracować nad makijażem pod czujnym okiem swej współlokatorki, która tłumaczyła, że Gordon ma reputację notorycznego kobieciarza gustującego w zbyt młodych kobietach. Estelle musiała więc wyglądać tak, jakby go uwielbiała, a z drugiej strony jakby była dla niego o wiele za młoda.

– Potrzebujesz więcej podkładu.

– Więcej? – Estelle już się czuła, jakby miała na twarzy maskę.

– I więcej maskary.

Estelle wyciągnęła wałki z włosów, które teraz układały się w lśniące sprężynki.

– Musimy spryskać to lakierem. Aha, pamiętaj, że Gordon nie zdrabnia mojego imienia. Dla niego jestem więc Virginią.

Estelle spojrzała w lustro. Szary cień do powiek smoky eye i warstwy tuszu do rzęs podkreślały szmaragdowy odcień oczu, a pomadka uwydatniała pełne usta. Całą jej twarz okalały lśniące czarne loki. Ginny uśmiechnęła się zadowolona.

– Wyglądasz wystrzałowo! – Klasnęła w dłonie. – A teraz wskakuj w sukienkę.

– Myślałam, że przebiorę się na miejscu.

– Nie będzie na to czasu. Gordon ma zawsze napięty grafik.

Obcisła złota sukienka więcej ciała odsłaniała, niż zakrywała. Estelle czuła się w niej prawie naga. Spoglądając w lustro, musiała jednak przyznać, że ta niezwykle efektowna kreacja pomoże jej wcielić się w swoją rolę i udawać kogoś, kim nie jest. Gdy wsunęła stopy w sandałki na wysokim obcasie, Ginny pokręciła głową i westchnęła:

– Gordon już dziś mnie rzuci!

– To tylko jednorazowa akcja – podkreśliła Estelle.

– Powiedziałam dokładnie to samo, gdy pierwszy raz poszłam do agencji. Ale kiedy wszystko fajnie się układa…

– Nawet o tym nie myśl!

Przed budynkiem zatrąbiło auto.

– Dasz sobie radę – uspokajała Ginny, widząc jej nerwową minę. – Wyglądasz jak marzenie! Będę trzymała za ciebie kciuki, chociaż to zupełnie niepotrzebne.

Stawiając niepewne kroki w szpilkach, Estelle wyszła z budynku i ruszyła w stronę eleganckiego srebrnego auta, przy którym stał szofer, przytrzymując dla niej drzwi.

– Mam wyśmienity gust! – powitał ją Gordon, gdy zajęła miejsce na tylnym siedzeniu. Był to tęgawy mężczyzna z rumianą twarzą, ubrany w tradycyjny szkocki strój. – Czuję się idiotycznie w kilcie. Zwłaszcza że, w przeciwieństwie do ciebie, nie mam nóg jak modelka.

Estelle zaśmiała się szczerze, zapominając o swoim zdenerwowaniu. Od razu poczuła się odprężona w towarzystwie Gordona. Po paru minutach zaczęli ustalać oficjalną wersję historii ich znajomości.

– Estelle, zapamiętaj: poznaliśmy się dwa tygodnie temu.

– Gdzie?

– U Daria.

– Nie znam żadnego Daria.

Gordon zaśmiał się głośno.

– Żyjesz poza światem, prawda? U Daria to knajpa w Soho. Bardzo modna. Ulubiony lokal dziewczyn, które mają słabość do starszych panów z grubymi portfelami.

– O, Boże…

– Pracujesz?

– Tak. W bibliotece. Na pół etatu.

– Lepiej o tym nie wspominaj. Mów, że udzielasz się jako modelka. Nie podawaj żadnych szczegółów. Możesz zażartować, że twoim głównym zajęciem jest uszczęśliwianie Gordona. – Gdy oblała się rumieńcem, dodał: – Wiem, jak to brzmi. Okropnie i tandetnie. Ale, widzisz, stworzyłem tę straszną, fikcyjną postać, którą muszę teraz odgrywać.

– Boję się, że coś palnę i wszystko popsuję.

– Przeciwnie. Spiszesz się na medal – zapewnił ją łagodnym głosem, a następnie powtórzyli całą swoją wymyśloną opowieść.

Podczas krótkiego lotu do Edynburga zapytał o Andrew i jego córeczkę. Estelle była zdziwiona, że Gordon wie o jej problemach.

– Virginia i ja jesteśmy bliskimi przyjaciółmi – wyjaśnił. – Była wstrząśnięta, gdy twój brat miał wypadek. I kiedy jego dziecko urodziło się w takim stanie. – Ścisnął jej dłoń. – Jak ona się teraz czuje?

 

– Czeka na operację.

– Pamiętaj, że robisz to dla swojej rodziny – powiedział, gdy przesiadali się do śmigłowca, którym mieli polecieć prosto do zamku w szkockich górach.

Estelle polubiła Gordona. Okazał się naprawdę miłym, ciepłym człowiekiem. Pomyślała, że gdyby spotkali się w innych okolicznościach, wieczór spędzony w jego towarzystwie byłby dla niej przyjemnością.

– Cieszę się, że będę mogła zwiedzić zamek. – Poinformowała go, że historia architektury jest nie tylko kierunkiem jej studiów, ale także jej prawdziwą pasją.

– Obawiam się, że nie będzie zbyt wiele czasu na zwiedzanie. Dolecimy w ostatniej chwili. Zdążymy się tylko odświeżyć.

– W porządku.

– Pamiętaj, że jutro o tej porze będzie już po wszystkim – pocieszył ją z uśmiechem.

ROZDZIAŁ DRUGI

To nie dzikie skrzeczenie mew i echo tętniącej muzyki wyrwały Raula ze snu. Przeciwnie, te odgłosy zdołały go uspokoić, gdy nagle się obudził, przestraszony i roztrzęsiony. Leżał przez chwilę z dudniącym sercem, tłumacząc sobie, że to tylko zły sen. Wiedział jednak, że było to prawdziwe, koszmarne wspomnienie, które znowu nawiedziło go we śnie.

Zacumowany jacht unosił się łagodnie na wodzie. Raul przymknął powieki i zaczął zasypiać, lecz raptem przypomniał sobie, że jest umówiony z ojcem.

Zmusił się do otwarcia oczu i spojrzał na jasne włosy rozrzucone na jego poduszce.

Buenos dias – mruknęła.

Buenos dias – odpowiedział, lecz zamiast przysunąć się do niej, położył się na plecach i wbił wzrok w sufit.

– O której godzinie musimy wyjść, żeby zdążyć na ślub?

Zacisnął zęby, poirytowany jej pytaniem. Nie poprosił Kelly, żeby wybrała się z nim na wesele, ale właśnie takie są minusy spotykania się ze swoją asystentką – one znają na pamięć twój terminarz. Kelly najwyraźniej uznała, że skoro sypiają ze sobą od paru tygodni, jest automatycznie zaproszona na ceremonię, która miała się odbyć dziś wieczorem w szkockich Highlands. On natomiast zamierzał polecieć sam, bez osoby towarzyszącej.

– Później o tym pogadamy – rzucił do niej, zerkając na zegar. – Teraz muszę lecieć na spotkanie z ojcem.

– Raul… – Obróciła się do niego i położyła dłoń na jego nagim torsie, uśmiechając się sugestywnie.

– Później – mruknął i wstał z łóżka. – Spieszę się.

– Wcześniej zawsze byłeś chętny – odparła z wyraźną urazą.

Wyszedł po schodach na pokład i omiótł wzrokiem bałagan po kolejnej dzikiej imprezie. Pokojówka już zabierała się za sprzątanie. Przywitała go pogodnym uśmiechem.

Gracias – podziękowała, gdy wręczył jej hojną premię, nie przepraszając za to pobojowisko. Raul dobrze jej płacił i dobrze ją traktował, w przeciwieństwie do niektórych właścicieli jachtów, rozrzutnych bogaczy, którzy kazali jej pracować za grosze.

Włożył okulary przeciwsłoneczne i przeszedł przez marinę Puerto Banús, gdzie zacumowany był jego jacht. Lubił to miejsce. Dobrze się czuł wśród innych dekadentów i playboyów. Pozytywnie działała na niego świadomość, że na świecie istnieją ludzie, którzy prowadzą jeszcze bardziej rozrywkowe życie niż on; to trochę uciszało, a raczej zagłuszało jego sumienie. Tutaj, w tym słynnym porcie, nie był tym najgorszym i najbardziej zepsutym. Niektórzy imprezowali przez okrągłą dobę. Ani na chwilę nie milkły odgłosy muzyki i zabawy. Tak, właśnie dlatego kochał to miejsce – tu nie dało się zaznać ciszy i spokoju. Marina była zapełniona luksusowymi jachtami, na brzegu stały zaparkowane najdroższe auta, jakie można obecnie kupić. W powietrzu unosił się zapach pieniędzy. Raul Sanchez Fuente – rozczochrany, nieogolony i zabójczo przystojny – idealnie wpasowywał się w ten krajobraz.

Na jego widok wracająca z nocnego klubu para turystów przystanęła i stuknęła się łokciami. Widać było, że próbują sobie przypomnieć, skąd znają jego twarz. Prawie słyszał ich myśli: „To chyba jakiś znany aktor. Jak on się nazywa?”. Zdążył się już do tego przyzwyczaić. Zresztą gapienie się na ludzi – bogatych, sławnych, pięknych – było jedną z ulubionych rozrywek turystów odwiedzających Puerto Banús.

Jego szofer, Enrique, czekał w aucie. Raul wsunął się na tylne siedzenie, przywitał z kierowcą, a potem w milczeniu czekał, aż dojadą do Marbelli, gdzie mieściła się filia spółki De La Fuente Holdings. Domyślał się, o czym ojciec chce z nim porozmawiać. Wiedział, że to spotkanie nie będzie należało do przyjemnych. Tak samo jak przyjemna nie była poranna wymiana zdań z Kelly. Przypomniał sobie jej słowa: „Wcześniej zawsze byłeś chętny”.

Wcześniej, czyli kiedy? Zanim się nią nasycił i znudził? Zanim skończył ją uwodzić? Zanim zaczęła za dużo od niego chcieć?

Podobno nikt nie jest samotną wyspą. Raul zawsze uważał, że to zdanie mija się z prawdą, ponieważ nie bierze pod uwagę ludzi podobnych do niego.

On był wyspą. Wyspą, którą często odwiedzali różni ludzie, na której odbywały się głośne imprezy, lecz która nie znosiła, gdy ktoś chciał na niej zostać dłużej, niż tego sobie życzył. Pogodził się ze swoją naturą. Nie zamierzał zmieniać w sobie tego, na co nie miał wpływu. Poważne związki go nie interesowały, podobnie jak nadmierna bliskość i zażyłość.

Nie po tym, co go spotkało.

– Poczekaj na mnie – rzucił do szofera i wysiadł z auta.

Z ponurą miną wszedł do budynku. Chciał mieć już za sobą tę rozmowę.

Buenos dias – przywitał się z Angelą, asystentką ojca. – Co ty tu robisz? Jest sobota. – Z reguły Angela w weekendy leciała do domu do swojej rodziny.

– Usiłuję skontaktować się z pewnym młodym człowiekiem, który miał się tutaj stawić o ósmej rano – zganiła go łagodnie. Była jedyną kobietą na świecie, która mogła się do niego zwracać w taki sposób. Zbliżała się do sześćdziesiątki. Odkąd pamiętał, pracowała w firmie jego ojca. – Dzwoniłam do ciebie. Czy kiedykolwiek włączasz telefon?

– Padła mi bateria.

– Zanim porozmawiasz z ojcem, musimy omówić twój terminarz.

– Później.

– Nie, teraz. Potem lecę do domu. Rozumiem, że Kelly raczej nie wróci na swoje stanowisko?

Raul pokręcił głową.

– W takim razie musimy ci znaleźć nową asystentkę. Najlepiej niezbyt urodziwą. – Skarciła go wzrokiem, gdy przewrócił oczami. – Nie zapominaj, że za parę tygodni idę na długi urlop. Jeśli mam ją przeszkolić, musimy jak najszybciej ją znaleźć.

– W takim razie sama kogoś wybierz. – Po chwili dodał: – Masz rację, niech to będzie ktoś mało atrakcyjny.

– Nareszcie! – westchnęła z ulgą.

Tak, wreszcie do niego dotarło, że łączenie pracy z przyjemnością – a mówiąc dokładniej: sypianie ze swoimi asystentkami, raczej nie jest dobrym pomysłem, ponieważ wszystkie od razu rezygnują z posady. Dlaczego za każdym razem, gdy wylądują z nim w łóżku, natychmiast dochodzą do wniosku, że muszą dokonać wyboru: albo dla niego pracują, albo z nim sypiają? Zachowanie i rozumowanie kobiet było dla niego zagadką. Nie miał pojęcia, dlaczego wszystkie jego kochanki po paru tygodniach znajomości zaczynają uważać, że randki i seks to stanowczo za mało. Domagają się czegoś więcej: bliskości, poświęcenia, prawa do wyłączności. Czyli dokładnie tego, czego nie chciał im dawać. Dziś rano Kelly przekroczyła pewną granicę. Wiedział, że dni tej znajomości są policzone.

– Zajęłam się już twoją podróżą – oznajmiła Angela, wręczając mu kartkę z dokładnym planem odlotu do Szkocji i powrotu do Hiszpanii. – Nie wierzę, że założysz spódnicę.

– Nieźle wyglądam w kilcie – odparł z uśmiechem. – Donald poprosił, żeby wszyscy zaproszeni mężczyźni przyszli ubrani w tradycyjne szkockie stroje. Pamiętaj, że jestem honorowym Szkotem!

To była prawda. Raul przez cztery lata studiował w Szkocji. To był prawdopodobnie najlepszy okres w całym jego życiu. Znajomości i przyjaźnie, które tam zawarł, przetrwały do tej pory.

Z wyjątkiem jednej…

Jego twarz spochmurniała, gdy pomyślał o Aramincie, swojej byłej narzeczonej, która również dostała zaproszenie na ślub Donalda. Ogarnęły go wątpliwości. Może jednak powinien zabrać ze sobą Kelly? A może zrobi inaczej: wybierze się sam, ale wyjdzie z jedną ze swoich byłych kochanek, tylko po to, żeby wkurzyć Aramintę? Tak, ten drugi scenariusz bardziej mu się podobał.

– Dobra, miejmy to już z głowy – powiedział, ruszając w stronę gabinetu ojca.

Angela zawołała za nim:

– Wypij wcześniej kawę!

– Nie trzeba. Po rozmowie z ojcem pójdę do Del Sol. – Uwielbiał sobotnie poranki w tej knajpce. Siadał przy stoliku tuż nad plażą, przeglądał prasę i posilał się pysznym śniadaniem. Ludzie jego pokroju nawet nie musieli regulować rachunku. Właścicielom zależało na jego obecności, która dodawała prestiżu ich lokalowi.

– Idź się odświeżyć, a ja przyniosę ci kawę i nową koszulę – zaordynowała stanowczym głosem, nie czekając na jego odpowiedź.

Tak, Angela była jedyną kobietą, która mogła mu rozkazywać.

Poszedł do swojego gabinetu, który przypominał raczej luksusowy apartament w hotelu z oddzielną, ogromną sypialnią. Zerknął na łóżko i poczuł się nagle bardzo zmęczony. Ubiegłej nocy spał jedynie dwie czy trzy godziny. Przemógł jednak senność, wszedł do łazienki i skrzywił się z niesmakiem, spoglądając w lustro. Zrozumiał, dlaczego Angela nalegała, żeby doprowadził się do porządku przed spotkaniem z ojcem.

Jego czarne oczy były podkrążone i przekrwione. Wczoraj zapomniał się ogolić, więc dwudniowy, ciemny zarost podkreślał jego mocną szczękę. Zazwyczaj starannie ułożone kruczoczarne włosy były teraz zmierzwione i opadały bezładnie na czoło. Na kołnierzu koszuli odznaczał się ślad po szmince. O dziwo, pomadka, którą wczoraj miała na ustach Kelly, była innego koloru…

Wyglądał jak zdemoralizowany playboy, za którego uważał go ojciec.

Zdjął marynarkę i koszulę, ochlapał twarz chłodną wodą i zaczął się golić. Angela weszła do gabinetu i oznajmiła, że postawiła kawę na biurku i położyła na krześle świeże ubrania. Raul wyłonił się z łazienki z kremem do golenia na twarzy i podziękował jej z uśmiechem. Była jedyną kobietą, która nie oblewała się rumieńcem na widok jego obnażonego torsu. Z drugiej strony, znała Raula od dziecka i widziała go w pieluchach.

– Dzięki za radę, żebym upodobnił się do człowieka przed spotkaniem z ojcem.

– Nie ma za co. Między innymi na tym polega moja praca.

– Może się orientujesz, o czym ojciec chce ze mną porozmawiać? Uraczy mnie kolejnym kazaniem i poprosi, żebym się wreszcie ustatkował?

– Nie wiem. – Dopiero teraz jej policzki się zaróżowiły. – Raul, proszę cię, wysłuchaj go cierpliwie. Nie kłóć się z nim. Pamiętaj, że jest bardzo chory…

– Jego choroba nie sprawia, że ma rację we wszystkim, co mówi.

– To prawda. Ale on naprawdę pragnie twojego dobra. Martwi się, co będzie, gdy odejdzie, a ty…

Raul zmarszczył brwi.

– A jednak wiesz, o czym będzie ze mną rozmawiał.

Westchnęła ciężko.

– Wysłuchaj go do końca, bardzo cię proszę. Nie cierpię, kiedy się sprzeczacie.

– Nie przejmuj się, Angelo – powiedział z ciepłym uśmiechem. Darzył tę kobietę prawdziwym, serdecznym uczuciem. Traktował ją niemal jak własną matkę. – Nie zamierzam się z nim kłócić. Uważam tylko, że jako trzydziestoletni mężczyzna nie muszę kłaść się do łóżka zaraz po dobranocce. Ani tłumaczyć się z tego, z kim się do niego kładę…

Wrócił do golenia. Po paru chwilach przyszła mu go głowy pewna myśl. Czy nie mógłby udawać przed ojcem, że spotyka się z kimś na poważnie? Zasugerować, że zamierza się ustatkować? Ojciec przecież umierał. Tak, to byłoby kłamstwo, ale przede wszystkim – dobry uczynek.

– Trzymaj za mnie kciuki – powiedział do Angeli, wycierając ręcznikiem ogoloną twarz. Spojrzał na nią. Była wyraźnie spięta i zmartwiona. – Wszystko będzie w porządku – pocieszył ją. – Spotykam się z kimś. Wiesz, co mam na myśli.

– Z kim? – zapytała zdumiona.

– Z byłą dziewczyną. Znowu na siebie wpadliśmy i… – uśmiechnął się znacząco. – Ona mieszka w Anglii, ale zobaczę się z nią dzisiaj na weselu.

– Araminta?

– Nic więcej nie powiem.

Jego intryga już nabierała rozpędu. Pod gabinetem ojca wziął głęboki wdech, zapukał i wszedł do środka.

Później, już po rozmowie, dziwił się, dlaczego pod drzwiami nie widział płomieni, a w powietrzu nie czuł swądu siarki. Dlaczego nic go nie ostrzegło, że przestępuje przez próg piekła.