Nowa miłość

Tekst
Z serii: Medical
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli
Nowa miłość

Tłumaczenie:

Iza Kwiatkowska

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Skoncentruj się na pracy! – powtarzał, biegnąc po mokrym piasku.

Biegał codziennie, a przynajmniej się starał, tyle na ile pozwalały mu obowiązki zawodowe. Jogging pomagał mu zarówno utrzymać kondycję, jak i się zrelaksować.

„Skoncentruj się na pracy”. Była to jego mantra, bo po ostatnich dwóch koszmarnych latach czuł, że właśnie to musi robić. Powiódł wzrokiem po zatoce przykrytej tak gęstą mgłą, że nie było widać linii wieżowców Melbourne na horyzoncie. Nie po raz pierwszy zadawał sobie pytanie, czy słusznie przyjął stanowisko zaproponowane mu w Peninsula Hospital, czy może jednak powinien był poszukać pracy w bardziej prestiżowej placówce.

Praca w dużych szpitalach miejskich odpowiadała mu najbardziej: wcześniej pracował i odbył staż w szpitalu akademickim w Sydney. Składając oferty pracy w Melbourne, wyszedł z założenia, że zostanie w wielkim mieście, ale rozmowa o pracę w Peninsula Hospital, o której myślał, że będzie czczą formalnością, wyprowadziła go z błędu.

Nie był to wprawdzie szpital kliniczny, ale na pewno tętnił życiem. Pełnił funkcję centrum traumatologicznego, dysponował też oiomem oraz oddziałem intensywnej opieki noworodków. Spodobała mu się panująca tam atmosfera, nie wspominając o bliskości plaży.

Być może był to czynnik decydujący, aczkolwiek pocztą pantoflową dotarła do niego informacja, że jeden z konsultantów wybiera się na emeryturę, a co za tym idzie, otwiera się przed nim perspektywa awansu.

Gdy pół roku wcześniej składał wymówienie, już wiedział, dokąd zmierza. Poproszono go wówczas, by jeszcze raz przemyślał swą decyzję, ale czuł, że musi wyjechać, musi zacząć wszystko od początku.

Tym razem według nowych zasad.

Brakowało mu nie tylko Sydney i szpitala, gdzie się szkolił i pracował, ale też rodziny oraz przyjaciół. Dzień wcześniej wypadały pierwsze urodziny Luke’a, jego kolejnego siostrzeńca. Żałował, że kolejny raz nie udało mu się wziąć udziału w tak ważnym rodzinnym spotkaniu.

Życzenia złożone jednolatkowi przez telefon to nie to samo co wizyta.

Ale decyzja o wyjeździe okazała się słuszna. W dalszym ciągu się zastanawiał, że może się z nią pospieszył, że może powinien był zostać w Sydney z nadzieją, że wszystko się jakoś ułoży. Katastrofa.

Nieustannie roztrząsał, czy mógł postąpić inaczej, powiedzieć coś, co zmieniłoby bieg wydarzeń, bo może jego słowa zostały źle zrozumiane. Do tej pory nie znalazł odpowiedzi.

Mimo że dochodziła szósta po południu, panowała duchota jak przed burzą, a według prognoz ochłodzić się miało dopiero w nocy.

– Dzień dobry – pozdrowił starszego mężczyznę z psem. Chwilę ponarzekali na pogodę, po czym napił się wody i zawrócił do domu, by przygotować się do pracy.

Przede wszystkim nie powinien był się wiązać z Samanthą. Ale nie można przewidzieć katastrofy, która dopiero ma się wydarzyć. Nie, nie, to nie to. Nie należy wchodzić w zażyłość z nikim z pracy.

Gdy nieco mu się rozjaśniło w głowie, przyspieszył. Wiadomo, na czym ma się skoncentrować.

Na pracy.

ROZDZIAŁ DRUGI

– Jasmine? – Wcale nie zabrzmiało to jak przyjacielskie powitanie. Aż drgnęła, słysząc głos Penny. – Co ty tu robisz? – zapytała jej siostra.

– Idę na rozmowę o pracę – odparła Jasmine, jakby to było oczywiste. – Właśnie przeszłam kontrolę bezpieczeństwa.

Stały na korytarzu dyrekcji szpitala. Jasmine trzymała plik dokumentów. Starała się wyglądać na pewną siebie i zasadniczą, ale mimo to czuła się speszona. Tym bardziej że natknęła się na Penny.

Był to ostatni parny dzień lata w Melbourne, więc mimo lakieru na głowie miała szopę. Wystarczyło, że przeszła z parkingu na oddział ratunkowy. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej z Lisą, szefową pielęgniarek, czuła, jak włosy skręcają się jej w sprężynki.

Penny omiotła ją tak krytycznym wzrokiem, że poczuła, że mimo ćwiczeń na siłowni szara garsonka zarezerwowana na okoliczność rozmów o pracę jest ciut za obcisła.

Penny, oczywiście, prezentowała się nieskazitelnie.

Proste jasne włosy ściągnięte w koczek, eleganckie ciemne spodnie i wysokie obcasy podkreślały jej szczupłą sylwetkę, biała bluza zachowała świeżość, mimo że była to druga połowa dnia, a Penny pracowała jako lekarz.

Nikt by się nie zorientował, że są siostrami.

– O jaką pracę? – Penny zmrużyła oczy.

– Jako pielęgniarka – odrzekła Jasmine. – Specjalistyczna. Przed chwilą wypełniłam kwestionariusze związane z bezpieczeństwem.

– Gdzie? – zapytała Penny.

– Na ratunkowym. Bo to moja specjalizacja.

– O nie. – Penny pokręciła głową. – Nie ma mowy. Wykluczone. Jasmine, ani przez chwilę nie będziesz pracowała na moim oddziale.

– A gdzie chciałabyś, żebym pracowała? – Od samego początku wiedziała, jaka będzie reakcja Penny. Właśnie z tego powodu zwlekała z poinformowaniem siostry o swoim zamiarze, nie wspomniała o rozmowie o pracę, kiedy w niedzielę spotkały się u mamy na uroczystej kolacji z okazji kolejnego sukcesu Penny. – Nic na to nie poradzę, jestem pielęgniarką.

– To bądź nią gdzie indziej. Znajdź pracę w szpitalu, w którym się szkoliłaś, bo za nic w świecie nie będę pracować z siostrą.

– Nie mogę dojeżdżać do centrum – odparła Jasmine. – Naprawdę wyobrażasz sobie, że będę codziennie ciągała Simona kolejką tylko dlatego, żeby nie kompromitować starszej siostry? – Idiotyczny pomysł. Równie idiotyczne było to, że na sekundę dopuściła do siebie taką myśl, wiedząc, jaka Penny potrafi być nieprzyjemna.

W takim układzie byłaby zmuszona przeprowadzić się z rocznym dzieckiem bliżej centrum, zaś to nie wchodziło w grę. Co więcej, wstydziłaby się wrócić do dawnego miejsca pracy.

– Znasz tych ludzi – upierała się Penny.

– No właśnie.

– Jasmine, jeżeli nie chcesz tam wracać z powodu Lloyda…

– Penny, daj spokój. – Jasmine na moment opuściła powieki. Nie chciała wracać tam, gdzie wszyscy ją znali, gdzie zbyt długo pozostawała w centrum zainteresowania. – To nie ma związku z Lloydem. Po prostu chcę być bliżej rodziny.

Po tym, jak rozpadło się jej małżeństwo i w sytuacji, gdy jej były małżonek nie chciał znać jej ani ich synka, pod koniec urlopu macierzyńskiego podjęła decyzję powrotu do podmiejskiej miejscowości nad oceanem, gdzie znajdował się ich dom rodzinny oraz elegancka kamienica, w której mieszkała siostra. I zacząć od nowa.

Chciała być bliżej matki i siostry. Tak, miała nadzieję na otrzymanie pomocy, ale na pewno nie od Penny.

Dla niej liczyła się wyłącznie praca. Podobnie zresztą jak dla matki. Louise Masters, pośredniczka w handlu nieruchomościami, częściowo już na emeryturze, dała się poznać jako agent twardy i rzeczowy. Tylko naiwna marzycielka Jasmine kierowała się sercem, a w dni wolne od pracy od razu o niej zapominała. To nie znaczy, że jej nie lubiła, jednak praca nie była dla niej wszystkim.

– Później o tym porozmawiamy – rzekła zirytowanym tonem Penny. – I nie waż się na mnie powoływać.

– Nie bój się. Nawet nie nosimy takiego samego nazwiska, doktor Masters.

– Ja nie żartuję – warknęła Penny. – Nie wolno ci nikomu pisnąć, że mnie znasz. Jasmine, bardzo mi się to nie podoba.

– Cześć, Penny.

Ciepły męski głos sprawił, że odwróciły się w tej samej chwili. Gdyby nie to, że obecnie Jasmine była odporna na wszystko, co kojarzy się z facetami, mogłaby zauważyć, z jak przystojnym mężczyzną mają do czynienia. Był bardzo wysoki, miał krótko ostrzyżone ciemne włosy i lekko pomięty garnitur.

Tak, jeszcze dwa lata temu zwróciłaby na niego uwagę, ale nie teraz. Chciała, by sobie poszedł, pozwalając jej dokończyć rozmowę z siostrą.

– Chyba coś się dzieje – zwrócił się do Penny. – Nie dali mi dokończyć lunchu.

– Chyba tak – odparła – bo mnie wezwali do prawnika.

Mężczyzna chyba wyczuł napięcie między nimi, gdyż powiódł po nich wzrokiem. I wtedy zauważyła jego piwne oczy i cień zarostu na policzkach. Mimo że była na sto procent niezainteresowana, jakiś wewnętrzny podszept nakazywał jej choćby tylko przyznać, że nieznajomy jest atrakcyjny. Zwłaszcza jego aksamitny głos.

– Przepraszam, chyba wam przeszkodziłem.

– Skądże znowu – zaćwierkała Penny. – Ta pani mnie zapytała, którędy na oddział ratunkowy. Idzie tam na rozmowę o pracę.

– Trudno tam nie trafić. – Z uśmiechem wskazał dużą czerwoną strzałkę nad ich głowami. – Proszę za mną.

– Pani Phillips… – Odwróciwszy się, Jasmine ujrzała recepcjonistkę. – Zostawiła pani u nas prawo jazdy.

Za kilka tygodni przestanie być żoną pana Phillipsa, ale nazwisko zachowa. Nie mogła się doczekać tego pięknego dnia. Na razie podążała za Penny i jej kolegą w kierunku ratunkowego. Lekarz odczekał kilka sekund, aż się z nimi zrównała.

– Proszę nie brać tego dosłownie. – Nazywam się Jed Devlin. Jestem lekarzem w tym domu wariatów, tak jak Penny.

– Jasmine Phillips.

Zerknął na maszerującą sztywnym krokiem Penny. W stukocie jej obcasów Jasmine wyczuwała złość i dobrze znane napięcie towarzyszące im przy każdym spotkaniu.

– Kiedy zaczynasz? – zapytał Jed.

– Jeszcze nie dostałam tej pracy.

– Skoro przeszłaś przez ochronę, masz dużą szansę.

– Każdego sprawdzają – zauważyła kwaśno Penny.

Przez chwilę szli w milczeniu.

– Jesteśmy na miejscu – oznajmił Jed.

 

– Dzięki. – Jasmine lekko się uśmiechnęła.

– Nie ma sprawy. Powodzenia.

Penny, rzecz jasna, tego jej nie życzyła. Po prostu oddaliła się, głośno stukając obcasami. Jasmine odetchnęła głęboko. To się nie uda, pomyślała. Dopiero wtedy się zorientowała, że Jed jeszcze stoi przed nią.

– Ja cię skądś znam – powiedział, marszcząc brwi.

– Wątpię. – W duchu żałowała, że tak nie było, bo takiej twarzy się nie zapomina.

– Pracowałaś w Sydney?

Pokręciła głową.

– A gdzie?

Poczuła, że się czerwieni. Nie chciała o tym mówić. Na początku było pięknie, ale potem… koszmar.

– W Melbourne Central. Tam byłam na praktyce, a potem pracowałam na ratunkowym. Do narodzin syna.

– Fajny szpital. Starałem się tam zaczepić, ale nie, to nie tam. Tylko gdzie ja cię widziałem?

Na pewno się nie domyśla, że ona i Penny są rodzeństwem. Nikt nigdy się tego nie domyślił. Różnił je nie tylko wygląd, ale też osobowości. Penny jest skoncentrowana i uparta, ona bardziej impulsywna. Ilekroć w dzieciństwie się rozpłakała, matka jej wmawiała, że jest przewrażliwiona.

– Nareszcie tu dotarłaś! – Tymi słowy powitała ją Lisa. Jed dyskretnie się ulotnił.

– Przepraszam. Zbieranie dokumentów trwa.

– Taka jest ta nasza biurokracja – westchnęła Lisa. – Oprowadzę cię po oddziale, żebyś się zorientowała, jak pracujemy. Właśnie zaczęło się urwanie głowy.

Faktycznie.

Gdy wcześniej zaszła do pokoju Lisy, oddział wydał się jej wręcz senny w porównaniu z kipiącym życiem ratunkowym w Melbourne Central. Teraz jednak wszystkie kabiny były zajęte, a personel uwijał się jak w ukropie. Akurat rozległ się sygnał z sali reanimacyjnej. Nie po raz pierwszy naszły ją wątpliwości, czy podoła pracy na tak ruchliwym oddziale.

Przeżycia minionych dwóch lat sprawiły, że przede wszystkim miała ochotę na to, by zwinąć się w kłębek i spać, aż nabierze sił, żeby się pozbierać. Jej były mąż nie chciał oglądać dziecka ani płacić alimentów. Droga sądowa nie wchodziła w rachubę, bo trwałoby to latami. Ale przede wszystkim musiała wychować synka, zaś to wiązało się z koniecznością powrotu do pracy.

– Pracujemy w systemie zmianowym. Staram się uwzględniać potrzeby koleżanek, ale nie mogę nikogo faworyzować – wyjaśniła Lisa. Wiedziała już o Simonie. Wyraziła też przekonanie, że dwie inne samotne mamy na pewno jej pomogą. – Dzwoniłam do żłobka i powiedziałam, że przyjdziesz się rozejrzeć. Ale musisz zdawać sobie sprawę, że żłobki kończą pracę o szóstej, tymczasem z popołudniowych dyżurów często się wychodzi po dziewiątej.

Jasmine przytaknęła.

– Mama trochę mi pomoże. Dopóki nie znajdę jakiejś opiekunki do dziecka.

– A nocne dyżury? – sondowała Lisa. – Każdy musi je brać. Bo tak jest sprawiedliwie.

– Oczywiście.

– Wypadają raz na trzy miesiące.

– To mi odpowiada – odparła Jasmine, bojąc się reakcji matki.

Wychodziła od Lisy z przekonaniem, że wypadła dobrze i że dostanie tę pracę. Lisa zasadniczo to potwierdziła.

– Niedługo się do ciebie odezwę – powiedziała, podając jej dłoń.

Wędrując do wyjścia, Jasmine miała okazję obserwować panującą w szpitalu krzątaninę, ale chociaż z przekonaniem zapewniała Lisę o swoich kwalifikacjach, w środku kurczyła się ze strachu. Mimo że pracowała do samego rozwiązania, miała roczną przerwę. Po raz kolejny rozważała możliwość powrotu do Melbourne Central. Tam przynajmniej znała kilka osób. Ale znowu narazi się na wymowne spojrzenia i szepty za plecami, od których przecież uciekła. Tak, powinna tam wkroczyć z wysoko uniesioną głową, stawić czoło ohydnym plotkom. Ale niestety, po tym, co przeszła, już sam powrót do pracy będzie wystarczająco trudny.

– Jasmine…

Jed oglądał zdjęcia rentgenowskie.

– Jak ci poszło?

– Dobrze. Przynajmniej ja tak uważam.

– Gratuluję.

– Teraz idę obejrzeć żłobek.

– Powodzenia, bo o ile wiem, musisz zarezerwować tam miejsce. – Zawahał się. – Jasmine! Ja cię znam.

– Na pewno nie – odparła ze śmiechem.

– Jestem tego absolutnie pewien. Mam doskonałą pamięć do twarzy. Dojdę do tego.

Szczerze by wolała, żeby mu się nie udało.

ROZDZIAŁ TRZECI

– Jak ci poszło? – zapytała matka już w drzwiach.

– Dobrze. Przepraszam, że tyle to trwało.

– Nie szkodzi. Simon śpi. – Matka przeszła do kuchni, żeby włączyć czajnik. – Kiedy zaczynasz?

– Nawet nie wiem, czy dostałam tę pracę.

– Nie gadaj – rzuciła matka przez ramię. – Wszędzie brakuje pielęgniarek. Pełno o tym w każdym dzienniku.

Dwuznaczny komplement. To matki specjalność. Jasmine poczuła smutek. Matce nigdy się nie podobało, że wybrała zawód pielęgniarki. Wytknęła jej kiedyś, że gdyby bardziej się przykładała w szkole, mogłaby zostać lekarzem. Jak Penny. Mimo że nigdy takie słowa nie padły, czuła, że w oczach matki to Penny robi karierę, a ona, Jasmine, jedynie wykonuje zawód. Byle kto może zostać pielęgniarką. Jakby wystarczyło włożyć uniform i zadawać w nim szyku.

– Mamo, mam specjalizację kliniczną – wyjaśniła. – Takich podań wpłynęło niewiele.

Matka milczała, więc Jasmine jeszcze raz zwątpiła, czy przeprowadzka bliżej rodziny była słuszna. Matka zdecydowanie nie była „mamuśką”: czegokolwiek się tknęła, odnosiła sukces. Była dowcipna, bystra oraz ambitna i tego samego oczekiwała od córek. Kiedy mąż ją rzucił, jako samotna matka potrafiła połączyć pracę z ich utrzymaniem i wychowywaniem.

Jasmine bardzo pragnęła być samodzielna i dokonać tego samego, ale czuła, że potrzebuje trochę oddechu, pomocnej dłoni, żeby to osiągnąć. Na swój sposób matka już wyciągnęła tę dłoń. Cztery miesiące po tym, jak się tu wprowadziła, matka wystąpiła jako pośredniczka w wynajmie niewielkiego domu. Domek był usytuowany na samej plaży, zaś czynsz wyjątkowo niski. Jasmine wynajęła go bez wahania. Wątpliwości ogarniały ją na innych polach, bo pielęgniarstwo to niełatwa praca, gdy brakuje wsparcia z zewnątrz.

– Będę miała nocne dyżury. – Obserwowała reakcję matki, która wyraźnie zesztywniała, nalewając herbatę do kubków. – Dwa tygodnie raz na trzy miesiące.

– Nie po to wychowałam dwoje dzieci, żeby teraz hodować twoje – rzuciła ostrzegawczym tonem. – Mogę ci pomagać przez dwa miesiące w miarę moich możliwości, ale popołudniami mam klientów, którzy chcą oglądać domy. A w maju mam zarezerwowany rejs.

– Wiem. Jak tylko dostanę tę pracę, zacznę szukać opiekunki.

– I z miesięcznym wyprzedzeniem musisz mnie informować, kiedy masz wolne.

– Obiecuję. – Jasmine wzięła od matki kubki. Nawet gdyby chciała, by matką ją przytuliła, wiedziała, że tego się nie doczeka, podobnie jak nie usłyszy słowa otuchy.

– Nie pomyślałaś o znalezieniu pracy w miejscu bardziej przyjaznym dla dzieci? Wspomniałaś o wakacie na magnety… – Potrząsnęła głową zirytowana, że nie zapamiętała prawidłowej nazwy.

– Napomknęłam o wakacie na rezonansie magnetycznym, gdzie dyżury są rozłożone fantastycznie, ale mnie to nie interesuje. Mamo, ja kocham pracę na ratunkowym. Nie zaproponowałabyś Penny, żeby robiła coś, do czego nie ma serca.

– Penny nie musi się liczyć z rocznym dzieckiem. – Po takim dictum milczały chwilę. – Zanim wrócisz do pracy, powinnaś trochę o siebie zadbać. – W ten sposób matka dawała do zrozumienia, że akceptuje wybór Jasmine. – I zrzucić kilka kilogramów.

Jasmine ręce opadły. Nie wiedziała, czy śmiać się, czy płakać, wiec wybrała to pierwsze.

– Co cię tak rozbawiało?

– Ty, mamo – odparła. – Wydawało mi się, że herbata idzie w parze z wyrozumiałością.

– Nie w tym domu. – Matka się uśmiechnęła. – Wracaj do siebie.

– Simon śpi.

– Dzisiaj może u mnie zostać na noc.

Czasami matka potrafiła być szalenie miła.

– Klient odwołał wieczorne spotkanie. Na pewno dobrze ci zrobi jedna spokojnie przespana noc.

– Super – ucieszyła się, bo od narodzin Simona nie miała ani jednej takiej nocy. Przez kilka tygodni od przeprowadzki do matki jedyną zaletą tego posunięcia były długie spacery plażą, zanim Simon się obudzi. – Dziękuję ci, mamo.

– Nie ma sprawy. Muszę zacząć się przyzwyczajać do nowych warunków.

– Mogę do niego zajrzeć?

– Obudzisz go.

Tak się nie stało. Simon leżał na brzuszku z wypiętą pupą i kciukiem w buzi. Wzruszający widok. Malec spał w jej dziecięcym łóżeczku, w jej pokoju. Jej oczko w głowie. Nie mogła zrozumieć, dlaczego Lloyd nie chce mieć nic wspólnego z takim słodkim szkrabem.

– Myślisz, że to dla niego źle, że nie ma taty?

– Lepsze to niż nieużyty tata. – Matka wzruszyła ramionami. – Jasmine, nie znam odpowiedzi. Sama zadawałam sobie to pytanie. – Uśmiechnęła się. – To, jakich sobie wybieramy mężczyzn, chyba jest u nas dziedziczne. Nic dziwnego, że Penny nie chce mieć z nimi do czynienia.

– Powiedziała ci, o co wtedy poszło? – zapytała, bo ledwie Penny się zaręczyła, a już wszystko zostało odwołane. Siostra nie chciała o tym rozmawiać.

– Wspomniała tylko, że mieli pewne problemy i uznali, że lepiej rozstać się od razu niż po latach.

Zanim pojawią się dzieci, pomyślała Jasmine.

– Zdaję sobie sprawę, że teraz jest ci ciężko, ale jestem pewna, że za jakiś czas będzie z górki.

– A jeśli nie?

– Wtedy będziesz zmuszona pogodzić się z myślą, że jest ciężko. – Matka wzruszyła ramionami. – Powiedziałaś Penny, że starasz się o pracę w Peninsula Hospital?

– Spotkałam ją w drodze na rozmowę.

– I…? – Matka się skrzywiła. Obydwie świetnie widziały, jak Penny zareaguje.

– Nie chce mnie tam, zwłaszcza na ratunkowym – przyznała Jasmine.

– Hm, to jej królestwo – zauważyła matka. – Chyba wiesz, że ma silny instynkt terytorialny. Już jak była mała, kładła nitkę pod drzwiami swojego pokoju, żeby wiedzieć, czy ktoś tam wchodził pod jej nieobecność.

Mimo że było to zabawne wspomnienie, Jasmine poczuła obawę, że Penny nie pogodzi się z myślą, że jej młodsza siostra wkrótce podejmie pracę w jej szpitalu.

Kilka godzin później ten niepokój okazał się w pełni uzasadniony. Właśnie przemalowywała ściany w swoim saloniku z oliwkowych na białe, gdy usłyszała głośne pukanie do drzwi.

– Nie możesz pukać ciszej? Gdyby Simon tu spał…

– Musimy porozmawiać. – Penny bezpardonowo minęła siostrę i od razu skierowała się do saloniku.

Jeżeli matka potrafiła się zdobyć na minimalne zrozumienie, to Penny była do tego całkowicie niezdolna.

Jej bluzka nadal była nieskazitelnie biała, fryzura idealna, a oczy ciskały takie same błyskawice jak rano, gdy ujrzała Jasmine na szpitalnym korytarzu.

– Nawet o tym nie napomknęłaś, jak się widziałyśmy tydzień temu – rzuciła oskarżycielskim tonem. – Ani słówkiem!

– Nie miałam kiedy.

– Co chcesz przez to powiedzieć?

Penny szykowała się do konfrontacji. Jasmine oczami duszy już zobaczyła na podłodze między nimi puszkę Pandory. Miała ochotę ją otworzyć, załatwić sprawę raz na zawsze, wygarnąć siostrze, że ma jej za złe, że nie przyjechała na urodziny Simona. Nawet nie przysłała życzeń, mimo że ona, Jasmine, zawsze brała udział w uroczystych spotkaniach z okazji sukcesów Penny.

Ale takie rozgoryczenie nikomu nie pomoże.

– To była kolacja z okazji przyznania ci stypendium podyplomowego – wyjaśniła spokojnie. – Wiedziałam, że nie będziesz zadowolona, że jestem umówiona na rozmowę o pracę. Nie chciałam ci psuć wieczoru.

– Powinnaś się ze mną porozumieć przed złożeniem podania! – warknęła Penny. – To jest mój oddział.

– Mam nadzieję, że stanie się również moim.

Penny puściła to mimo uszu.

– Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak jest mi ciężko? Równe prawa to brednie. Muszę być od nich dwa razy lepsza, dwa razy bardziej stanowcza… Otworzyły się widoki na awans, a ja nie zamierzam przepuścić okazji.

– Jaki wpływ może mieć na to fakt, że będę tam pracować?

– Taki, że nie powinnam mieć życia prywatnego – wycedziła Penny. – Jasmine, zrozum, ile trudu włożyłam, żeby wspiąć się tu, gdzie jestem. Nasz starszy specjalista, doktor Dean, zażartował tydzień temu, że szkolą kobiety, tymczasem one zaraz potem zachodzą w ciążę i chcą pracować w niepełnym wymiarze. – Spojrzała na siostrę. – Owszem, mogłabym złożyć zażalenie, ale czy to co pomoże? Dean jest fantastycznym lekarzem, chociaż pracuje u nas dopiero od pół roku, ale nie chcę mu podpaść. – Zdesperowana potrząsnęła głową. – Nie proszę, żebyś mnie zrozumiała. Po prostu mi uwierz, jak trudno jest piąć się w górę. Ingerencja życia prywatnego w sprawy zawodowe jest ostatnią rzeczą, jaka jest mi potrzebna.

 

– Jestem twoją siostrą.

– Potrafisz siedzieć cicho, jak pielęgniarki nazwą mnie suką? – zapytała Penny. – Nie będziesz oczekiwać, że rzucę wszystko i pobiegnę do żłobka odebrać Simona, bo ty nie skończysz dyżuru o czwartej?

– Jasne, że nie.

– Nie oczekujesz, że kiedy usłyszę narzekania innych dziewczyn, że bierzesz za mało popołudniowych dyżurów, to będę cię bronić, bo jesteś samotną matką?

– Potrafię nie łączyć życia zawodowego z prywatnym.

– Czyżby?

To jedno krótkie słowo w połączeniu z ironicznie uniesionymi brwiami Penny sprawiło, że Jasmine poczuła znamienne pieczenie pod powiekami.

– To był cios poniżej pasa.

– Właśnie dlatego, że nie potrafisz oddzielić spraw zawodowych od prywatnych, nie możesz wrócić do Melbourne Central.

– To kwestia dojazdów – upierała się Jasmine. – Mylisz się. Potrafię te sprawy rozdzielić.

– Ale nie jak będziemy na tym samym oddziale.

– Uda mi się, jeżeli nikt nie będzie wiedział, że jesteśmy spokrewnione – stwierdziła. Spoglądając na siostrę, zorientowała się, że o to jej chodziło. Penny zawsze była jeden krok do przodu. Również tym razem doprowadziła do tego, że ta sugestia wyszła od Jasmine.

– Tak byłoby lepiej – przyznała Penny.

– W porządku.

– Wytrzymasz?

– Oczywiście.

– Zależy mi na tym.

– Wiem, Penny.

– Muszę wracać do roboty. Mam dyżur pod telefonem. – Dostawszy to, czego chciała, Penny energicznym krokiem ruszyła do wyjścia.

Jasmine dzielnie hamowała łzy, nawet się uśmiechnęła, gdy siostra dopadła drzwi. Ale to bolało.