Najpiękniejsza kreacjaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli
Najpiękniejsza kreacja

Tłumaczył

Janusz Maćczak

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zachar mógłby pójść pieszo, ponieważ biurowiec Domu Mody Kolovsky znajdował się w odległości kilku minut od luksusowego hotelu, w którym zatrzymał się na kilka najbliższych tygodni.

Jednak nie zdecydował się na to.

Gdyby chciał uniknąć dziennikarzy, mógłby również przebyć ten krótki dystans śmigłowcem.

Tylko że Zachar od bardzo dawna marzył o tej chwili. To mu pomogło przetrwać piekło okresu młodości. I oto teraz owa wytęskniona chwila wreszcie nadeszła.

Polecił szoferowi, by pojechał z hotelu okrężną drogą. Wytworna, smukła limuzyna z przyciemnionymi szybami przyciągała spojrzenia przechodniów na eleganckich uliczkach Melbourne, przy których mieściły się liczne galerie i butiki. Kierowca zgodnie z instrukcją zatrzymał się po drodze przed chronologicznie pierwszym sklepem Domu Mody Kolovsky. Jasnobłękitny budynek ze złotym logo cieszył się zasłużoną sławą, a sprzedawane w nim towary stanowiły obiekt pożądania kobiet na całym świecie. Witrynę, jak zwykle, urządzono z gustowną prostotą: zwoje ciężkiego jedwabiu i jeden wielki opal, lśniący w promieniach porannego słońca. Jednak gdziekolwiek Zachar w trakcie swych podróży natrafiał na sklep tej firmy, zawsze na jego widok czuł w ustach gorzki smak żółci.

– Jedź dalej – polecił.

Szofer usłuchał i niebawem zajechał przed główną siedzibę Domu Mody Kolovsky. Na ten moment Zachar czekał od dawna.

Tym razem nie przejął się wycelowanymi w niego obiektywami kamer. Był niewiarygodnie bogaty, odznaczał się posępną urodą, miał reputację uwodziciela i romansował z najpiękniejszymi i najsławniejszymi kobietami z całej Europy, toteż stale rozpisywały się o nim ilustrowane magazyny. Zazwyczaj nie cierpiał naruszania swej prywatności, jednak tutaj, na drugim końcu świata, a zwłaszcza tego szczególnego ranka, nie przeszkadzało mu to. Stłumił szyderczy uśmiech na myśl o Kolovskych oglądających przy śniadaniu wiadomości w telewizji.

Miał nadzieję, że się udławią.

Błyskały flesze, podtykano mu mikrofony i zarzucono pytaniami.

„Czy on, potężny europejski potentat przemysłowy, chce nabyć większościowe udziały Domu Mody Kolovsky? A może zamierza po prostu przejąć tę firmę, podczas gdy Aleksi Kolovsky odbywa podróż poślubną?”

„Czy jest jego krewnym?”

„Gdzie podziała się Nina, głowa rodziny?”

„Czy dobrze się bawił na przyjęciu weselnym?”

„Dlaczego zainteresował się Domem Mody Kolovsky?”

To ostatnie było dobrym pytaniem. Przecież ta firma będąca ikoną przemysłu mody to tylko drobniaki w portfelu akcji Zachara Belenkiego.

Niczego nie skomentował ani nie zamierzał uczynić tego później.

Wkrótce fakty przemówią same za siebie.

Słońce prażyło go w potylicę. Przekrwione szare oczy ukrywał za czarnymi okularami i mocno zaciskał usta w zaciętym wyrazie, lecz i tak wyglądał imponująco.

Był barczysty, wyższy o głowę od wszystkich wokoło, gładko wygolony, miał bladą cerę i krótko, starannie ostrzyżone czarne włosy. Ale pomimo nienagannego garnituru, kosztownego zegarka i drogich butów było w nim coś dzikiego i nieokiełznanego. Pod jego elegancką powierzchownością kryła się pierwotna siła, która budziła w dziennikarzach respekt i sprawiała, że nie nagabywali go ze zwykłą dla siebie nachalnością.

Roztrącając tłum reporterów, Zachar przeszedł energicznym krokiem przez ulicę, wszedł po schodach, pchnął złociste obrotowe drzwi... i znalazł się wewnątrz.

Być może powinien był przystanąć i napawać się tą chwilą, ponieważ wszystko to nareszcie należało do niego. Tyle tylko, że w głębi duszy czuł pustkę. Uwielbiał wyzwania i walkę – lecz w tym przypadku, gdy ujawnił swoją tożsamość, podano mu firmę Kolovsky jak na talerzu i teraz tylko od niego zależało, co z nią zrobi.

Wyczuwał zaniepokojenie otaczających go pracowników, lecz pozostał niewzruszony.

– Dzień dobry, panie Belenki.

Powitania podążały w ślad za nim. Drzwi windy czekały otwarte. Wszedł i kabina poszybowała w górę.

Ten sam lęk wyczuł też wyraźnie, kiedy wysiadł na piętrze, na którym mieścił się jego gabinet. Ów lęk przenikał grube dywany i ściany, krył się za drzwiami, które Zachar mijał, idąc korytarzem. Ludzie tutaj mieli uzasadnione powody do zdenerwowania. Wezwano Zachara Belenkiego, a to w świecie biznesu oznaczało zmiany.

Nikt poza rodziną Kolovskych nie wiedział, kim naprawdę jest Zachar.

Skierował się do gabinetu. Był tu już przedtem kilkakrotnie, ale nigdy jako szef.

Otworzył ciężkie drewniane drzwi, gotowy objąć prawa należne mu z racji urodzenia. Lecz zepsuto mu ten doniosły moment. Gdy wkroczył do pogrążonego w ciemnościach wnętrza i zapalił światła, zmarszczył brwi i gniewnie zacisnął szczęki. Nie było tu bowiem nikogo z personelu, by go powitać, nie podniesiono żaluzji ani nie włączono komputerów.

Może rodzina Kolovskych chciała w ten sposób odegrać się na nim?

W ubiegły weekend Aleksi poślubił swoją osobistą asystentkę Kate, ale zapewnił Zachara, że już od kilku tygodni szkolił jej następczynię. Tyle tylko, że gabinet był pusty.

Kipiąc ze złości, Zachar podszedł do biurka i sięgnął po telefon. Zamierzał zadzwonić do recepcji i ostro zażądać, by natychmiast przysłano kogoś na górę. Lecz w tym momencie drzwi się otworzyły i do gabinetu weszła olśniewająca blondynka, roztaczając woń perfum. W ręku trzymała wielki kubek kawy na wynos. Minęła Zachara, weszła do niewielkiego pokoiku sąsiadującego z gabinetem i postawiła kawę na biurku.

– Przepraszam za spóźnienie – rzuciła beztrosko, zdejmując kurtkę, i włączyła komputer. – Mam na imię Lavinia.

– Wiem – rzekł Zachar.

Widział ją bowiem w ubiegłą sobotę na ślubie brata, a trudno byłoby zapomnieć jej urodę, wielkie niebieskie oczy, burzę jasnych włosów, efektowną i miłą powierzchowność. Obecnie jednak wyglądała znacznie mniej zachwycająco niż na przyjęciu weselnym. Miała podkrążone oczy i wydawała się znużona.

– Czy właśnie tak starasz się wywrzeć korzystne pierwsze wrażenie? – zapytał zgryźliwie.

Przywykł do zadbanych dyskretnych asystentek, a nie kogoś, kto wpada jak burza do gabinetu, wyciąga z szuflady biurka wielkie lusterko kosmetyczne i zaczyna robić sobie makijaż.

– Proszę mi dać dwie minuty – odparła, bynajmniej niestropiona, zręcznie nakładając podkład kryjący cienie pod oczami – a zrobię dobre wrażenie!

Zachara zaszokował jej niewiarygodny tupet.

– Gdzie jest osobista asystentka? – spytał.

– Wyszła... za mąż – odrzekła Lavinia, malując sobie oczy. Najwyraźniej uznała swoją odpowiedź za zabawną, gdyż parsknęła krótkim śmiechem. W końcu jednak, nakładając tusz na rzęsy, udzieliła wyjaśnienia: – Następczyni Kate z płaczem opuściła w piątek biuro i powiedziała, że już nie wróci.

Lavinia nie zamierzała kryć, że w firmie zapanował chaos, odkąd rozeszła się wieść, że przejmuje ją Zachar Belenki. A jeśli ten człowiek spodziewał się zastać tu wzorowy porządek, to gorzko się rozczaruje.

Wiedziała, że ogromnie zirytowała go swoimi zabiegami upiększającymi, choć jej poprzedni szefowie – Levander, Aleksi czy Nina – zareagowaliby inaczej. Lecz nie miała wyboru. Skoro za niespełna godzinę oboje mają jechać na lotnisko, musiała doprowadzić się do ładu.

– Czy Kate też robiła sobie przy biurku makijaż? – spytał.

– Kate, ściśle biorąc, nie zatrudniono ze względu na jej wygląd – odparła Lavinia.

Zachar usłyszał w głosie dziewczyny rozdrażnienie i stłumił uśmieszek. Kate była jej absolutnym przeciwieństwem, toteż tę oszałamiająco piękną Lavinię musiało z pewnością rozeźlić, że dość pospolita samotna matka z nadwagą zdobyła główną nagrodę, poślubiając Aleksiego Kolovsky’ego!

– Widać są rzeczy ważniejsze niż uroda – stwierdził i nie mogąc się powstrzymać, dodał: – Ostatecznie przecież wyszła za swego szefa!

Lavinia na moment znieruchomiała, a potem podjęła nakładanie różu na policzki.

– A gdzie pańska osobista asystentka? – spytała.

– Na nieszczęście dla mnie, ty nią jesteś.

– Nie sprowadził pan nikogo ze sobą? – rzekła wyraźnie zaskoczona.

Naturalnie, poczytała trochę o nim i wiedziała, że Zachar Belenki prowadzi interesy w całej Europie. Jego ludzie wkraczali do podupadających przedsiębiorstw, które jednak obiecywały potencjalne wielkie zyski. Pompowali w nie olbrzymie pieniądze, by utrzymać ich płynność finansową, i zajmowali w nich lukratywne kierownicze stanowiska, niczym kukułki moszczące się w wygodnych cudzych gniazdach. A chociaż Dom Mody Kolovsky w żadnym razie nie chylił się ku upadkowi i chociaż Lavinia sekretnie dowiedziała się, że Zachar Belenki przejął tę firmę raczej z powodów osobistych, to wydawało jej się nie do pomyślenia, że zjawił się tu samotnie.

– Nie sprowadził pan swojego zespołu?

Jej pytanie trafiło w sedno. Członków zespołu Zachara Belenkiego niewątpliwie zdeprymował fakt, że ich szef poleciał do Australii bez nich. Ale to on decydował. Zawsze był twardy i nieugięty, a przejęcie Domu Mody Kolovsky stanowiło jego jedyną słabość. Nie zamierzał jednak wyjaśniać podwładnym osobistych powodów swojej decyzji – ani tym bardziej dyskutować o niej z Lavinią. Toteż polecił jej, by przyniosła mu kawę, wmaszerował do swojego gabinetu i głośno trzasnął drzwiami.

Lavinia pracowała wcześniej zarówno z Levanderem, jak i Aleksim Kolovskymi, więc opryskliwe zachowanie Zachara nie zrobiło na niej żadnego wrażenia.

 

Siedziała przy biurku, marząc tylko o tym, by zamknąć oczy i usnąć. Zawiniła, spóźniając się do pracy, ale gdyby Zachar raczył o to zapytać, poznałby przyczynę. Miała za sobą piekielnie ciężki weekend, podczas którego wspieranie Niny na ślubie Aleksiego było jeszcze stosunkowo najłatwiejsze.

W piątek Lavinii po długich staraniach udało się wreszcie dopiąć tego, że jej mała przyrodnia siostrzyczka Rachaela trafiła do rodziny zastępczej. O dalszym losie dziewczynki mieli zadecydować urzędnicy opieki społecznej. W danej sytuacji było to najlepsze możliwe rozwiązanie. Niemniej Lavinia spędziła trzy bezsenne noce, martwiąc się nie tylko niepewną przyszłością Rachaeli, lecz również tym, jak dziewczynka radzi sobie w domu przybranych rodziców. Mogła się jedynie pocieszać faktem, że siostrzyczka jest nareszcie bezpieczna.

W efekcie była śpiąca i zmęczona. Każdego innego dnia zadzwoniłaby i zawiadomiła, że z powodu choroby nie przyjdzie do biura.

Tylko do kogo miałaby zadzwonić?

Tymczasowa osobista asystentka, wyszkolona przez Kate, porzuciła pracę w przeddzień ślubu. Aleksi wyjechał w podróż poślubną. Pozostali dwaj bracia Kolovsky już dawno przestali zajmować się firmą, a nieszczęsna Nina, dowiedziawszy się, kim jest Zachar Belenki, przeżyła załamanie nerwowe i obecnie przebywała w prywatnej klinice psychiatrycznej.

W sytuacji, gdy komisja kwalifikacyjna właśnie ustalała, czy Lavinia nadaje się na prawną opiekunkę przyrodniej siostrzyczki, bardziej niż kiedykolwiek potrzebowała stałej pracy. Dlatego zamiast zostać w domu, wzięła prysznic, włożyła czarną bluzkę, efektowny czarny kostium z dość krótką spódniczką oraz ulubione, również czarne, zamszowe wysokie szpilki i zdołała jakoś dotrzeć do biura, spóźniwszy się zaledwie pięć minut – bądź też, jak wkrótce zaznaczy, zjawiając się o pięćdziesiąt pięć minut za wcześnie. Przecież większość urzędników zaczyna pracę o dziewiątej!

A Zachar Belenki nawet jej za to nie podziękował!

Pokazała język zamkniętym drzwiom jego gabinetu.

Zachar był bardziej arogancki niż wszyscy jego bracia razem wzięci – a to wiele mówi. Lavinia wiedziała, że chociaż ten mężczyzna nosi inne nazwisko, jednak w rzeczywistości należy do rodziny Kolovskych – jest sekretnym synem Niny i Iwana.

Co nie znaczy, że on dowie się kiedykolwiek, że ona o tym wie.

Doprowadziwszy twarz do porządku, Lavinia włączyła komputer i przebiegła wzrokiem plan dnia. Chociaż czasami kłóciła się z poprzednią osobistą asystentką Aleksiego, czyli obecnie jego świeżo poślubioną żoną, to w tej chwili ucieszyłaby się, gdyby Kate zjawiła się tu i opanowała sytuację.

Wprawdzie Lavinia piastowała funkcję zastępczyni osobistej asystentki szefa, lecz zdawała sobie sprawę, że zatrudniono ją raczej jako atrakcyjny dodatek. Jednakże stworzony przez Iwana Kolovsky’ego zgrany zespół pracowników stopniowo rozpadł się po jego śmierci – co w połączeniu z zadziwiającą wiadomością, że Zachar Belenki nie sprowadził swojej doświadczonej ekipy, zrzuciło na barki Lavinii ciężkie brzemię odpowiedzialności.

Naturalnie, nie powinna się tym przejmować.

Doskonale wiedziała, że większość dyrektorów niższego szczebla byłoby zachwyconych, mogąc wypożyczyć Zacharowi swoje osobiste asystentki. Kto w biurze nie chciałby zyskać bezpośredniego dostępu do tego tajemniczego nowego szefa?

Otóż był ktoś taki. Ona.

Nie chciała, ale musiała.

Czy jej się to podobało, czy nie, dopóki Zachar nie rozezna się w skomplikowanych mechanizmach firmy, ich gładkie funkcjonowanie zależy od niej.

Była przekonana, że współpracownicy oskarżą ją o nadmiernie wygórowane ambicje. W głębi serca wiedziała, że to nieprawda, ale wiedziała również, że bez jej znajomości realiów Domu Mody Kolovsky pewne naprawdę ważne sprawy nie zostaną załatwione.

Oparła głowę na blacie biurka i zamknęła oczy.

Za minutę ją podniesie.

Za minutę zmusi się do promiennego uśmiechu, przybierze pogodny wyraz twarzy i przyrządzi kawę dla nich obojga. Miała nadzieję, że mogą zacząć od nowa.

Potrzebowała tylko minutki...

– Lavinio!

Tym razem aż podskoczyła!

Zacharowi właśnie o to chodziło! Przecież dzwonił na jej interkom, dwukrotnie ją wołał, a ona zasnęła z głową na biurku!

Jego gniewny głos gwałtownie wyrwał ją ze snu. Zapragnęła chwycić torebkę i wrócić do domu, zamiast wypełnić polecenie, które brzmiało:

– Czy ty i twój kac moglibyście przyjść do mojego gabinetu?

ROZDZIAŁ DRUGI

Lavinia czuła się ogromnie zakłopotana. To był jej pierwszy dzień pracy z nowym szefem, a już zdążyła... nie po prostu rozmarzyć się czy nawet zdrzemnąć, lecz twardo zasnąć za biurkiem. Jeszcze przez pełną minutę siedziała struchlała, zanim odważyła się wrócić do gabinetu. Szła tam jak na ścięcie.

– Przepraszam, Zach... – zaczęła, ale urwała, zorientowawszy się, że szef rozmawia przez telefon.

Gestem nakazał jej usiąść. Rozmawiał po rosyjsku. Cokolwiek mówił, z pewnością nie były to komplementy. Jego niski, głęboki głos brzmiał władczo i stanowczo. Dla Lavinii było oczywiste, że ten człowiek rzadko musi powtarzać coś po raz drugi.

Wyglądał zabójczo przystojnie, lecz przywykła do tego w biurze, gdyż podobnie prezentowali się jego bracia. Po krótkim namyśle musiała przyznać, że jest od nich nawet przystojniejszy. Jakby Bóg uczynił go doskonałym, a potem, zadowolony ze swego dzieła, postanowił je powielić.

Przyglądała się temu nowemu dla niej modelowi z serii Kolovskych, zauważając rzadko spotykaną idealną harmonię rysów, wysokie kości policzkowe i prosty rzymski nos. Zachar wydawał się spełnionym marzeniem fotografa... albo koszmarem, gdyż Lavinia nie potrafiła go sobie wyobrazić pozującego do obiektywu. W jego zachowaniu i wyrazie szarych oczu nie było nawet cienia uległości. Zazwyczaj potrafiła łatwo ocenić ludzi, lecz z Zacharem miała kłopot – zwłaszcza że zauważył jej spojrzenie.

Odwzajemnił je, odkładając słuchawkę. Lavinia zaczerwieniła się. Wpatrywał jej się w oczy, aż w końcu pierwsza odwróciła wzrok, co zdarzało jej się nader rzadko. Podobnie rzadko odzywała się tylko po to, by przerwać krępującą ciszę.

– Chciałam przeprosić. Wiesz, w nocy nie zmrużyłam oka i...

– Jesteś w stanie pracować? – przerwał jej te usprawiedliwienia, które najwyraźniej nic go nie obchodziły. – Tak czy nie?

– Tak – odparła opryskliwie.

Zachar wstał i poszedł sam zaparzyć kawę; widocznie stracił nadzieję, że Lavinia się tym zajmie. W istocie to on walczył z kacem po weselu Aleksiego.

Podczas ślubnego nabożeństwa starał się nie patrzeć na Ninę, ignorować ją. Nienawidził tej kobiety, która była jego jedynie biologiczną matką. Gdy dowiedziała się, że jest jej synem, wylądowała w luksusowej klinice psychiatrycznej.

Karma, pomyślał teraz posępnie.

W dzieciństwie nauczył się porzekadła: „Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz”. Powinien odczuwać satysfakcję, że Nina znalazła się w zakładzie zamkniętym, a on przejął biznesowe imperium rodziców. Zaledwie wczoraj siedział w taksówce przed tym szpitalem, wahając się, czy wejść do środka. Miał do powiedzenia Ninie Kolovsky wiele gorzkich słów; należały jej się. Jednak gdy się dowiedział, jak bardzo jest chora, w rzadkim dla siebie odruchu miłosierdzia zrezygnował z tej od dawna wyczekiwanej konfrontacji.

Polecił taksówkarzowi zawieźć się do kasyna, pocieszając się myślą, że jeśli zechce, może wkrótce zlikwidować Dom Mody Kolovsky, wymazać jego nazwę i udawać, że nigdy nie istniał – tak jak rodzice uczynili z nim.

Usiłował zatracić się w zgiełku kasyna i w towarzystwie olśniewająco pięknych kobiet, jednak żadna go nie pociągała i ostatecznie spędził noc samotnie w swoim pokoju hotelowym, kojąc burzę emocji stuletnią brandy.

A teraz przyrządzał kawę swojej asystentce!

Kipiąc ze złości, podał jej filiżankę. Upiła łyk, skrzywiła się i poskarżyła, że jest za słodka.

Wiedział, że powinien natychmiast ją zwolnić. Kazać jej się wynosić.

Uświadomił sobie jednak niechętnie – bardzo niechętnie – że chociaż Lavinii kompletnie brak kompetencji i jest prawdopodobnie najgorszą osobistą asystentką w historii ludzkości, jeszcze przez krótki czas będzie jej potrzebował.

– Chcę wygłosić przemówieniedo wszystkich pracowników – oznajmił. – Potem zorganizuj mi piętnastominutowe spotkania kolejno z każdym z nich, od sprzątaczki do głównej projektantki. Po lunchu oczekuję u siebie pierwszej osoby. I chce mieć na biurku jej akta personalne...

– To niemożliwe – odparła i spostrzegła, że lekko wydął wargi. Widocznie rzadko słyszał to słowo. – Mamy dziś ważnych gości. Córka króla Abdullaha przybywa na mierzenie ślubnej sukni.

– I co z tego? – rzekł Zachar, wzruszając ramionami.

– Mniej więcej raz na miesiąc przyjmujemy wizytę jakiejś dostojnej panny młodej. Ktoś z rodziny Kolovskych zawsze jedzie po nią na lotnisko i przywozi ją tutaj. Ta księżniczka przyleci własnym odrzutowcem i spodziewa się, że przywita ją gruba ryba od nas.

– Może to załatwić projektant – rzucił lekceważąco Zachar, a widząc, że Lavinia nie ruszyła się z miejsca, dodał: – Albo ty pojedź, jeśli musisz.

Zignorowała tę propozycję i mówiła dalej:

– A później w tym tygodniu jako gospodarz podejmiesz ją kolacją. Jeśli będzie zadowolona z pobytu, jej rodzina zaprosi cię wraz z osobą towarzyszącą na obiad... – Przez chwilę się zastanawiała. – Chyba jest jeszcze jedna runda... Tak, po kilku dniach księżniczka zaprosi cię na kolację, żeby podziękować Domowi Mody Kolovsky za gościnne przyjęcie. Pozostanie tu przez parę tygodni, ponieważ jej ślub odbędzie się już za dwa miesiące. – Zobaczyła, że zmarszczył brwi. – Zwykle wymaga to kilku podróży, ale Jasmina załatwi wszystko za jednym razem.

– Mogą się tym zająć projektanci.

– Projektanci są zajęci projektowaniem. – Lavinia ze zniecierpliwieniem przewróciła oczami. – Ich zespół będzie pracować dzień i noc.

– Mam ważniejsze rzeczy do roboty niż odbieranie z lotniska jakiejś rozpieszczonej księżniczki.

– Świetnie, zatem ja również. – Lavinia wzruszyła ramionami i odwróciła się do wyjścia, ale zmieniła zdanie. – Zachar, te kwestie są naprawdę ważne.

Wpatrywał się już w ekran komputera i nawet nie podniósł na nią wzroku. Chociaż w gruncie rzeczy to nie był jej problem, zirytowała się w imieniu wcześniejszych szefów.

– To najważniejszy dzień w życiu księżniczki Jasminy. Jej ślub! I ona nam zaufała – powiedziała.

Lecz najwyraźniej jego to nie poruszyło. A skoro tak, Lavinia też nie powinna się przejmować. A jednak się przejmowała.

– Posłuchaj, Zachar, mam obecnie mnóstwo spraw na głowie. Prawdę mówiąc, to nie z twojego powodu gnałam tu na złamanie karku i nakładałam sobie makijaż. Zrobiłam to, ponieważ wiedziałam, że trzeba będzie powitać księżniczkę Jasminę. Nie jestem najlepsza w przyjmowaniu naszych zagranicznych gości. Zapominam o różnych rzeczach, za dużo paplam, popełniam rozmaite gafy. Ale zjawiłam się tutaj gotowa do akcji, ponieważ tak właśnie działa firma Kolovsky: piękne kobiety w eleganckich strojach, a na szczycie łańcucha pokarmowego te cholerne ślubne suknie.

Zachar siedział w wyniosłym milczeniu. Nie potrzebował rad jakiejś zastępczyni osobistej asystentki, która przed chwilą zasnęła z głową na biurku. Jednak w głębi duszy wiedział, że to nieprawda. Uznał, że Lavinia stanowi dziwaczną mieszaninę sprzecznych cech. Roztrzepana, a jednak sumienna. A także bezczelna, gdy tak stała przed nim wsparta pod boki, czekając na odpowiedź. Lecz on nadal się nie odzywał.

– Świetnie – rzuciła ostro, przerywając tę chłodną ciszę. – Więc ja pojadę.

Ale najpierw musiała zatelefonować...

Wróciła do swojego biurka. Sprawdziła godzinę przylotu księżniczki, upewniła się, że samochody są przygotowane, a potem czekała niecierpliwie aż do dziewiątej i dopiero wtedy sięgnęła po telefon i wybrała numer.

W głosie panny Hewitt, opiekunki społecznej Rachaeli, zabrzmiała irytacja, a nawet gniew.

– Rozmawiałam z tobą w piątek – powiedziała. – Nie możesz wydzwaniać codziennie i wypytywać o dziewczynkę. Nie jesteś jej najbliższą krewną.

– Czynię starania, by nią zostać – odrzekła Lavinia, powstrzymując się przed ciętą ripostą. Potrzebowała tych ludzi po swojej stronie. – Chcę się tylko dowiedzieć, czy wszystko u niej w porządku, i ustalić, kiedy mogę się z nią zobaczyć.

– Ojciec Rachaeli odwiedzi ją w środę wieczorem, a potem w niedzielę. Doprawdy, nie należy denerwować dziewczynki wizytami zbyt wielu osób.

 

– Jestem jej przyrodnią siostrą – rzuciła ostro Lavinia. – Dlaczego spotkanie ze mną miałoby ją zdenerwować?

– Pomówię z jej opiekunami i zobaczę, czy uda nam się coś zaaranżować.

– I to wszystko? – spytała Lavinia. – Może mi pani przynajmniej podać numer komórki Rachaeli, żebym mogła do niej zadzwonić?

– W razie potrzeby my się z tobą skontaktujemy – odparła nieugięcie panna Hewitt.

Lavinia jakoś zdołała wydusić podziękowanie, a potem odłożyła słuchawkę i ukryła twarz w dłoniach. Cierpiała z powodu tego, co się stało z Rachaelą, i wiedziała, że ojciec dziewczynki, Kevin, obrzuca ją błotem. Robił wszystko, by usunąć Lavinię z życia córki. Pojmowała, że musi zachować spokój, działać powoli i rozważnie i dowieść, że jest osobą odpowiedzialną.

– Przykro mi, że przysparzam ci pracy – rzekł Zachar głosem ociekającym sarkazmem.

Podniosła na niego wzrok. Podawał jej kurtkę. Wzięła ją i energicznie poszła do wyjścia, usiłując zapomnieć o swoich prywatnych kłopotach i skupić się na obowiązkach zawodowych.

Wyszli tylnymi drzwiami i zniknęli we wnętrzu olbrzymiej limuzyny. Ruszyli na lotnisko, a za nimi podążył drugi, równie imponujący pojazd, przeznaczony dla królewskiej świty. Po drodze Lavinia udzieliła Zacharowi szczegółowych informacji na temat księżniczki Jasminy. Nawet on zdumiał się, usłyszawszy, ile król Abdullah będzie musiał zapłacić za tę ślubną suknię i za stroje dla druhen.

Nic dziwnego, że Dom Mody Kolovsky pomimo wszystko nadal świetnie prosperuje!

Zachar w gruncie rzeczy z ulgą wyrwał się z biura, przesiąkniętego aurą rodziny Kolovskych. Po raz pierwszy od przejęcia firmy opadły go wątpliwości. Podjął tę decyzję po miesięcznym namyśle, a teraz zastanawiał się, czy zdoła wytrzymać tu choćby tydzień.

Przez wiele lat przyglądał się z oddali Domowi Mody Kolovsky i starannie zbierał informacje. Levandera, nieślubnego syna Iwana, sprowadzono z Rosji jeszcze jako nastolatka i postawiono na czele firmy. Nie znalazł natomiast żadnej wzmianki o Riminicu, pierworodnym synu Niny i Iwana.

Nazwali chłopczyka na rosyjską modłę: Riminic Iwanowicz Kolovsky, czyli Riminic, syn Iwana. A kiedy miał zaledwie dwa dni, odesłali go do domu dziecka. Niektóre rosyjskie sierocińce były całkiem przyzwoite, ale Nina i Iwan nie wybrali dobrze.

W wieku trzynastu lat Riminic uciekł z sierocińca i zdołał przetrwać, żyjąc na ulicy. Jako siedemnastolatek otrzymał szansę: lokum, dostęp do komputera i możliwość obrania innej drogi życiowej. Porzucił swoje rodzinne nazwisko i podążył tą drogą, owładnięty wizją, której istotną część stanowiła zemsta.

Gdy rozeszły się pogłoski, że Levander wychował się w domu dziecka, firma Kolovsky oczywiście natychmiast rozwinęła działalność społeczną i zaczęła przeznaczać wielkie sumy na sierocińce i bezdomne dzieci.

Zachar czynił to, odkąd otrzymał swoją pierwszą pensję.

Właśnie w ten sposób nawiązał kontakt z rodziną Kolovskych. Zjawił się na balu charytatywnym zorganizowanym przez Ninę i wygłosił mowę, w której opowiedział wytwornej publiczności prawdę o piekle, jakie przeszedł w domu dziecka, oraz później, żyjąc na ulicy. Nina słuchała, sącząc szampana, nieświadoma tego, że spotkała swego syna.

– To nie jest zwykła ślubna suknia.

Głos Lavinii wyrwał go z tych rozmyślań. Zachar zdał sobie sprawę, że mówiła prawdopodobnie już od pewnego czasu, a on nie usłyszał ani słowa!

– Jest w niej zawarte całe doświadczenie projektantów – ciągnęła. – Trafny dobór koloru, wiedza o sposobie poruszania się Jasminy, o jej figurze, osobowości. Właśnie dlatego księżniczka zwróciła się do nas. Przez następnych kilka dni nasi projektanci skupią się wyłącznie na niej, zdecydują o każdym detalu. Oczywiście, później zespół będzie z nią w stałym kontakcie. A na tydzień przed ślubem nasi ludzie polecą do niej i dopilnują wszystkiego. Fryzura, makijaż – pełen zestaw. Księżniczka będzie musiała tylko uśmiechać się podczas ceremonii ślubnej.

– I ile jest tych ślubów? – zapytał Zachar. – Jak często musimy to robić?

– Raz, czasem dwa razy w miesiącu – odpowiedziała, a widząc, że jego twarz stężała, teraz z kolei ona nie potrafiła się powstrzymać i dodała: – A ponieważ w Europie zbliża się wiosna, więc mamy obecnie wyjątkowo dużo pracy. Będziesz się tym zajmował niemal bez przerwy.

– Wspaniale – mruknął ponuro i umilkł; nie cierpiał rozmawiać o ślubach.

Zapadła między nimi cisza. We wnętrzu limuzyny było ciepło i miło, a Lavinia była bardzo zmęczona. Rozparła się wygodnie w luksusowym skórzanym fotelu. Nie siedziała teraz za biurkiem, więc zachowała się tak, jakby miała obok siebie któregoś ze swoich poprzednich szefów. Przymknęła oczy.

Chociaż Lavinia niezupełnie przypominała asystentki, do jakich Zachar przywykł, niechętnie podziwiał jej bezpretensjonalność. Po kolejnej nieprzespanej nocy miał ochotę zrobić to samo co ona, lecz zamiast tego skorzystał z okazji, by lepiej się jej przyjrzeć.

Była zadziwiająco ładna – a może należałoby raczej powiedzieć „pociągająca”? Zachar miał mnóstwo spraw na głowie i chciał się na chwilę od nich oderwać, a ta dziewczyna dosyć go zaintrygowała. Zapragnął dowiedzieć się o niej więcej.

– Od jak dawna jesteś w firmie Kolovsky?

– Od paru lat – odpowiedziała Lavinia, nie unosząc powiek. – Przez krótki czas pracowałam u nich jako modelka, ale kiedyś dodałam za dużo oliwy do mojej sałatki i Nina orzekła, że lepiej się nadam do biura. – Otworzyła jedno oko. – Wyglądam chyba nie najgorzej, ale po prostu nie jestem dość chuda, by prezentować suknie na wybiegu.

Zdaniem Zachara była przede wszystkim niska i drobna! No dobrze, przeciętnego wzrostu, ale jej talię można by objąć jedną dłonią. Miała długie, szczupłe nogi i wystające obojczyki. Zachar, który w doborze swej nienagannej garderoby całkowicie polegał na osobistym doradcy, uświadomił sobie, że bardzo niewiele wie o gałęzi przemysłu, w której właśnie zaczął działać.

– A co robiłaś wcześniej? – zapytał jej znów zamknięte oczy.

– Pozowałam, chociaż tamtej pracy nie da się porównać z byciem modelką u Kolovskych. To nie był okres w moim życiu, z którego jestem najbardziej dumna.

Zachar nie skomentował tej uwagi.

– Ale zarabiałam na czynsz – dodała, wzruszając ramionami.

W rzeczywistości zarabiała wtedy znacznie więcej.

Gdy miała szesnaście lat, pewnego popołudnia jej matka wywlokła ją w złości ze szkoły i Lavinia została jedyną żywicielką rodziny. Pragnęła dalej się uczyć i była wystarczająco bystra, by dostać się na uniwersytet. Nie wiedziała jeszcze wówczas, kim chce zostać w życiu, ale dobrze wiedziała, kim nie chce być.

Była również wystarczająco bystra, aby szybko zdać sobie sprawę, że jej matka wcale nie musi wiedzieć, jak wiele napiwków dostaje córka.

Przez dwa lata Lavinia chomikowała gotówkę w swojej sypialni. Gdy ukończyła osiemnaście lat, otworzyła sobie konto bankowe i zaczęła zaocznie studiować.

W wieku dwudziestu dwóch lat, sześć miesięcy po rozpoczęciu pracy w Domu Mody Kolovsky, mając wystarczające doświadczenie zawodowe, wmaszerowała do banku, wyjęła swoje oszczędności i kupiła maleńki domek.

Domek, który teraz pragnęła dzielić z Rachaelą.

Już sama myśl o tym, że jej siostrzyczkę dziś rano wysyła do przedszkola ktoś obcy, gwałtownie wyrwała Lavinię ze snu. Ogarnięta paniką otworzyła oczy i napotkała posępne, taksujące spojrzenie Zachara, które jednak nie wprawiło jej w zakłopotanie. Nie ukrywał, że przyglądał się Lavinii, kiedy spała, ani się z tego nie usprawiedliwiał, i z jakiegoś powodu jego spokojna obecność podniosła ją na duchu.

– Odpoczywaj – poradził jej.

Ale nie potrafiła się odprężyć, gdyż była teraz w pełni świadoma jego bliskości i zapragnęła przerwać panujące między nimi milczenie. Lecz Zachar z nieprzeniknioną miną wyglądał przez okno limuzyny. Lavinia poczuła nagle nieodpartą chęć oznajmienia mu, że wie, kim on jest, odrzucenia pozorów i poznania prawdy.

Jazda potrwała dobre pół godziny. W ciągu minionych miesięcy Zachar już kilkakrotnie przemierzył tę trasę, gdy stopniowo wnikał do firmy Kolovsky. Ilekroć opuszczał Australię, jego serce wypełniała coraz większa nienawiść, kiedy uświadamiał sobie, jakie usłane różami życie wiodła jego rodzina przez wszystkie te lata, podczas gdy jego porzucono na pastwę okrutnego losu.