Cenniejsza niż władzaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Carol Marinelli
Cenniejsza niż władza

Tłumaczenie: Anna Dobrzańska-Gadowska

PROLOG

– Czy ktoś widział Trinity? – nocną ciszę rozdarł donośny głos Dianne.

Na przestrzeni ubiegłego roku okrzyk ten wielokrotnie słyszeli wszyscy, a więc także szejk Zahid, książę Ishli, częsty gość w rezydencji Fosterów.

Zahid pierwszy raz odwiedził ich jako szesnastoletni chłopak, lecz teraz, sześć lat później, doszedł do wniosku, że jest to jego ostatnia wizyta. Kiedy Fosterowie zaproszą go znowu, uprzejmie odmówi.

Szedł przez las na skraju posiadłości, co jakiś czas słysząc dobiegające z drugiego brzegu jeziora wybuchy śmiechu. Następnego dnia odlatywał do Ishli i miał nadzieję, że jego kierowca przyjedzie wcześniej niż zazwyczaj, bo naprawdę nie miał ochoty dłużej tu przebywać. Fosterowie wydali wielkie przyjęcie z okazji ukończenia studiów przez Donalda, ich syna, i biorąc pod uwagę, że Zahid również odebrał właśnie dyplom, odmowa byłaby niegrzeczna, najzwyczajniej w świecie.

Ale następnym razem znajdzie jakiś niezwykle ważny powód.

Zahid nie przepadał za Fosterami. Gus Foster był politykiem i nigdy nie wyłączał zawodowego instynktu, podczas gdy jedynym celem życia Dianne, jego żony, było wspieranie męża, niezależnie od tego, co zrobił. Zahid wiedział, że Dianne przeżyła dwa publiczne upokorzenia z powodu romansów Gusa oraz kilka innych, po ujawnieniu przez media jego niesmacznych znajomości, lecz mimo tego plastikowy uśmiech nigdy nie znikał z jej twarzy.

Pomyślał, że jeszcze tylko ten wieczór i nie będzie musiał już ich więcej oglądać. Przyjeżdżał tu wyłącznie ze względu na przyjaźń z Donaldem.

O ile w ogóle w przypadku Zahida można było mówić o przyjaźni. Był samotnym wilkiem, niezależnym i nieulegającym żadnym wpływom. Sobotnie wieczory z reguły wolał spędzać w towarzystwie pięknych kobiet niż na przyjęciach u znajomych, ale do Fosterów sprowadziło go poczucie obowiązku.

Kiedy jako szesnastolatek przebywał w jednej z najbardziej znanych na świecie szkół średnich z internatem, podczas przypadkowej kontroli w jego szafce znaleziono plik banknotów i torebkę pełną narkotyków. Żadna z tych rzeczy nie należała do Zahida. Dla chłopaka w całej tej sytuacji problemem nie było zawieszenie w prawach ucznia, lecz świadomość, że skandal okryje wstydem jego rodzinę.

Po odebraniu wiadomości ojciec Zahida, król Fahid, natychmiast przyleciał z Ishli własnym odrzutowcem, żeby porozmawiać z dyrektorem szkoły. Nie zamierzał bynajmniej maskować afery, bo nie tak załatwiano takie sprawy w Ishli, jak wyjaśnił Donaldowi Zahid, ale przeprosić za postępowanie syna i zabrać zhańbionego do domu. Na miejscu, w Ishli, młody Zahid musiałby publicznie wyrazić żal z powodu swojej winy i poprosić rodaków o wybaczenie.

– Nawet jeśli tego nie zrobiłeś? – zapytał Donald.

Zahid kiwnął głową.

– Lud sam zdecyduje, czy może mi przebaczyć – rzekł.

Wszedł do gabinetu dyrektora wyprostowany, z podniesioną głową, gotowy przyjąć wyrok losu, usłyszał jednak, że padł ofiarą pomyłki. Dyrektor szkoły poinformował księcia i króla, że Donald, dowiedziawszy się o planowanym przeszukaniu, spanikował i ukrył swoje pieniądze oraz narkotyki w szafce Zahida. I teraz to Donald miał zostać zawieszony, a szkoła już wystosowała najszczersze wyrazy ubolewania z powodu niedogodności, jakie dotknęły władcę Ishli.

Kiedy król i młody książę wyszli z gabinetu dyrektora, tuż za drzwiami natknęli się na Donalda i jego ojca, Gusa.

– Dziękuję ci – odezwał się król Fahid do Donalda. – Za to, że zachowałeś się jak mężczyzna i przyznałeś się do winy.

– To nie tak – rzekł Gus. – Mój syn nigdy nawet nie spojrzałby na narkotyki. Przyznał się, żeby pomóc przyjacielowi.

Fosterowie wzięli problem na klatę.

Gus wygłosił nawet mowę w parlamencie, zauważając, że nawet najbardziej kochające, najzupełniej prawidłowo funkcjonujące rodziny nie są wolne od zagrożeń, z jakimi mają do czynienia nastolatkowie.

Prawidłowo funkcjonujące?

Zahid jeszcze teraz marszczył brwi, przywołując z pamięci tamte słowa.

Fosterowie praktycznie bez przerwy trafiali na pierwsze strony niedzielnych magazynów. Dianne ze swoim przeznaczonym dla mediów uśmiechem i Gus obejmujący ramieniem nienawykłego jeszcze do blasku reflektorów syna. Jedyną osobą, która psuła idealny obrazek, była Trinity, zawsze ubrana w najlepszą sukienkę, ale ponura jak chmura gradowa.

Zahid prawie się uśmiechnął na wspomnienie fotografii prasowej sprzed roku, lecz zaraz zamarł, ponieważ w polu jego widzenia błysnęło pasmo jasnych włosów.

A więc to tutaj ukryła się Trinity!

Zajęta wpychaniem torby z ubraniami między korzenie drzewa i wycieraniem szminki z warg, podskoczyła nerwowo na głos Zahida.

– Matka wołała cię już kilka razy – odezwał się. – Gdzie byłaś?

Odwróciła się twarzą do niego.

– Błagam, mogę powiedzieć, że byłam z tobą?

– Dobrze wiesz, że nie mam zwyczaju kłamać.

– Proszę!

Z piersi dziewczyny wyrwało się ciężkie westchnienie. Zahid był tak poważny i surowy, tak oficjalny, że przekonanie go wydało się zupełnie niemożliwe. Nie miała wyjścia, musiała stawić czoło czekającej ją awanturze.

– Zaczekaj – zatrzymał ją w pół kroku. – Jeżeli mam zapewnić ci alibi, najpierw muszę wiedzieć, co zmalowałaś.

Trinity powoli podniosła głowę. Nie spodziewała się, że Zahid się zgodzi, a jednak teraz wszystko wskazywało na to, że może jej się udać.

– Byłam u Suzanne, mojej przyjaciółki – odparła ostrożnie.

– Co tam robiłaś?

Wzruszyła ramionami.

– No? – ponaglił.

– Tańczyłam.

– Byłaś na imprezie?

– Nie! Po prostu słuchałyśmy muzyki w jej pokoju i tańczyłyśmy. – Prawie przewróciła oczami, ponieważ najwyraźniej nie był to ten typ zachowania, który Zahid byłby w stanie zrozumieć. – Wypróbowywałyśmy różne kosmetyki do makijażu i takie tam…

– Dlaczego chowasz tutaj ubrania?

Zahid ogarnął wzrokiem jej sylwetkę w bluzce z długim rękawem i dżinsach. Trinity zamknęła niebieskie oczy i mocno zacisnęła powieki, niewątpliwie starając się na poczekaniu wymyślić jakieś w miarę wiarygodne kłamstwo.

Doskonale wiedział, że Trinity potrafi łgać jak z nut i nawet nie przyszło mu do głowy, że w tej chwili dziewczyna nie kłamie. Nie miała po prostu pojęcia, w jaki sposób przekazać mu to, co być może było jedynie mylnym wrażeniem.

Jak miała mu wytłumaczyć, że Suzanne zaproponowała, że pożyczy jej parę swoich rzeczy, ponieważ żadnej z nich nie podobał się wyraz twarzy nowego męża ciotki Trinity, gdy obserwował ją w kupionej przez matkę sukience? Trinity sama tego dobrze nie rozumiała, cóż dopiero mówić o wyjaśnieniu Zahidowi, dlaczego w obecności Clive’a czuła się co najmniej nieswojo.

Nie zamierzała nazywać go wujem.

To przez niego uciekła.

I to przez niego zawsze uciekała z rodzinnych przyjęć; Zahid, który bywał u Fosterów głównie przy takich okazjach, aż zbyt często był świadkiem jej niezrozumiałych zachowań.

– Kiedy byłem tu ostatnim razem, przyłapałem cię na ucieczce przez okno – zauważył, mierząc ją poważnym spojrzeniem. – Nie ma się z czego śmiać, moja droga.

Nie, rzeczywiście nie ma się z czego śmiać, pomyślała Trinity, chociaż to wspomnienie szczerze ją bawiło. Zahid nie dał wiary jej wyjaśnieniom, że była głodna i po prostu próbowała wymknąć się tą drogą do kuchni, zamiast przechodzić przez pełne gości pokoje. Przyniósł jej wtedy talerz z jedzeniem i dopilnował, by wróciła do swojego pokoju, wspinając się po drzewie i ogrodowej drabince. Doszedł też do wniosku, że jeśli sądzić po tempie, w jakim pokonała ten dystans, najprawdopodobniej miała już za sobą niejedną taką wycieczkę.

– Nie zrobiłam nic złego – odezwała się teraz.

– Może i nie, ale w czasie rodzinnych uroczystości powinnaś być tutaj.

To, co dla Zahida było czarno-białe, w oczach Trinity przybierało rozmaite odcienie szarości. Była tak uparta, pełna życia i lekkiej pogardy dla swojej rodziny, że czasami Zahid podświadomie przyklaskiwał jej wyborom, chociaż naturalnie nigdy nie przyznałby się do tego otwarcie.

– Wiem, wiem – zaczęła, lecz zaraz jej nachmurzoną twarz rozjaśnił kpiący uśmiech. – A jaką ty masz wymówkę?

– Wymówkę?

– No, co ty robisz tu, w lesie? – Nagle parsknęła śmiechem. – Przepraszam, to było głupie pytanie.

Zahid ściągnął brwi.

– Chciałem się trochę przejść i spokojnie pomyśleć. – Spojrzał na nią uważnie.

Przez głowę przemknęła mu myśl, że ze wszystkich Fosterów Trinity jest chyba jedyną, której będzie mu brakować. Tak, czasami bawiły go jej ekscesy, lecz teraz patrzył na nią bez cienia uśmiechu. Od jego poprzedniej wizyty bardzo się zmieniła. Co tu dużo mówić, wyrosła na bardzo piękną młodą kobietę. Jasne włosy miała lekko postrzępione, błękitne oczy wydawały się zbyt duże w drobnej twarzy, lśniące i…

– Gdybyś mieszkała w moim kraju, wszyscy oczekiwaliby, że będziesz pomagała rodzicom i zabawiała gości rozmową – rzekł pospiesznie.

– Ale nie mieszkam w Ishli.

Gdy zawrócili w kierunku domu, Trinity potknęła się nagle.

– Piłaś?

– Nie.

– Na pewno?

– Chyba pamiętałabym, nie sądzisz?

Obrócił ją do siebie i ujął jej policzki w dłonie, wpatrując się w rozszerzone źrenice dziewczyny.

– Chuchnij – polecił.

– Naprawdę sprawdzasz, czy piłam?

– Chuchnij – powtórzył twardo.

 

Zero zapachu alkoholu.

– Co ty kombinujesz? – zagadnął Zahid.

Jego dłonie wciąż spoczywały na jej twarzy i Trinity wcale nie chciała się pozbyć ich ciepła. Był nudny jak flaki z olejem, to fakt, i okropnie sztywny, ale czasami, kiedy się uśmiechał, czasami, gdy jego pełne subtelnego poczucia humoru uwagi całkowicie wymykały się intelektowi jej rodziców, rozbawiał ją do łez. Wcześniej nie miała pojęcia, co kobiety w nim widziały. Donald potwornie zazdrościł mu powodzenia i często skarżył się rodzinie, że dziewczyny lecą na Zahida z powodu jego książęcego tytułu.

Jednak tego wieczoru Trinity nie była w stanie zgodzić się z opinią brata.

Nagle zrozumiała, na czym polegała jego atrakcyjność – pod spojrzeniem tych czarnych oczu jej policzki oblały się gorącym rumieńcem, a jego wysoki wzrost zamiast wprawić ją w onieśmielenie, wręcz zachęcał, by wspiąć się na palce i unieść twarz ku niemu jak wyciągający się do słońca kwiat.

Dopiero teraz oboje poczuli wibrujące między nimi pożądanie.

Zahid wciąż patrzył w oczy Trinity. Była jak nieoswojony kociak, który w każdej chwili może pokazać pazurki, ale w tym momencie wydawała się zupełnie niegroźna, a jej urok kompletnie pozbawił go słów.

– Mam znowu chuchnąć? – spytała.

Otworzył usta, by powiedzieć, że powinni wracać, i właśnie wtedy Trinity chuchnęła. Chwycił jej oddech i z trudem przełknął ślinę, pierwszy raz zmagając się z instynktem.

– Powinnaś być bardziej ostrożna – powiedział. – Nocne spacery po lesie nie są szczególnie bezpieczną rozrywką.

– Przecież spotkałam przystojnego księcia!

– Mogłaś spotkać kogoś zupełnie innego – mruknął, wciąż obejmując dłońmi jej twarz.

Ich wargi prawie się dotykały.

– Ty to ty – wyszeptała Trinity. – I chcę, żebyś był pierwszym mężczyzną, którego pocałuję…

Jej usta wydały mu się najczystszym ideałem. Starał się opanować pożądanie, chociaż dotyk jej warg był czymś więcej niż zwyczajną zachętą, natomiast dla niej jego pełen czułości pocałunek i uczucie ciepła płynące od jego ciała okazały się nieprawdopodobnym przeżyciem.

Trinity dojrzała dość późno i szczerze nienawidziła swojego ciała. Spojrzenia, które często czuła na sobie, przyprawiały ją o mdłości. Podczas rodzinnych przyjęć ciągle odpychała ręce, które wyciągały się ku niej, a przecież teraz nie walczyła. Kiedy dłonie Zahida podążyły w dół, by zatrzymać się na jej talii, kiedy sama rozchyliła wargi, by jej język mógł się spotkać z jego językiem, z jej gardła wyrwał się zdławiony, niski jęk.

Smakowała cynamonem, była słodka i ciepła, lecz płomień, który ogarnął jej zbyt szczupłe ciało pod jego dłońmi i ten nagły przeskok w pulsującą głębię seksualnego pragnienia kazały mu natychmiast przerwać pieszczoty.

– To nie był twój pierwszy pocałunek – oświadczył spokojnie, świadomy, że nigdy wcześniej dotyk ust kobiety nie zrobił na nim tak ogromnego wrażenia.

– Drugi – przyznała Trinity. – Suzanne i ja trenowałyśmy trochę jakiś czas temu, tylko po to, żeby w razie czego wiedzieć, co robimy, ale to zupełnie co innego.

– Musisz wrócić do domu – rzekł Zahid.

Jego głos brzmiał odrobinę surowo; był zły, że wykazał się aż tak wielkim brakiem opanowania. Jego życie było uporządkowane. Kobiety, z którymi się spotykał, zwykle były parę lat starsze od niego, i tak powinno być, bo od emocji trzymał się z daleka, a miłość była w jego oczach czymś, czego lepiej starannie unikać.

W kontaktach z kobietami interesował go wyłącznie seks, ale to, czego doświadczył przed chwilą, było czymś znacznie więcej.

Dłonie Trinity oplotły kark Zahida, jego ręce spoczywały tuż nad jej biodrami. Wiedziała, że zaraz ją puści i odprowadzi do domu, i wcale tego nie chciała. Pragnęła, by jej pierwszy prawdziwy pocałunek trwał dłużej. Nie miała najmniejszej ochoty wracać do domu, jednak przede wszystkim zależało jej, by spędzić więcej czasu z Zahidem.

Był tak wysoki, że musiałby się pochylić, by dosięgnęła jego warg, więc zamiast tego przylgnęła ustami do jego szyi, wciągając w nozdrza jego cudowny zapach i czując, jak jego palce mocniej zaciskają się na jej biodrach.

Gdy ujął dłonią jej podbródek, zamrugała nieprzytomnie. Przez chwilę wydawało jej się, że odsunie ją od siebie, ale on tylko pochylił głowę i wtedy zrozumiała, że ten pierwszy krótki pocałunek to jedynie preludium do prawdziwej rozkoszy.

Gwałtownie otworzyła oczy, porażona siłą jego namiętności. Była trochę zszokowana, trochę zaskoczona i przestraszona, jednak widok zawsze tak chłodnego i opanowanego Zahida, całkowicie pochłoniętego potężnymi emocjami, sprawił, że natychmiast zacisnęła powieki, skupiając się na niezwykłych doznaniach. Jego dłoń gładziła jej biodro, język pieścił wnętrze jej ust i wszystko to razem było tak intensywne, że w ogóle nie mogła wyobrazić sobie większej rozkoszy.

Bez reszty odnalazła się w jego objęciach, mocno wtulona w jego pierś.

Wspięła się na palce, pragnąc nacieszyć się jego dotykiem trochę niżej. Zahid przerwał pocałunek, ale nie odsunął jej od siebie. Patrzył na nią teraz czarnymi oczami, z lekkim uśmiechem na wilgotnych wargach.

– Nie przestawaj – poprosiła, przytulając się do niego.

Narastało w niej coś, co przypominało odległy, lecz zbliżający się odgłos syreny alarmowej. Całe jej ciało znajdowało się w stanie najwyższego pogotowia, a Zahid robił, co mógł, aby ugasić błyskawicznie rozprzestrzeniający się pożar.

– Musimy przerwać – rzucił.

– Dlaczego?

– Bo… – nie chciał wypuszczać jej z objęć, ale nie chciał też tego przeciągać. – Bo mój kierowca zjawi się lada chwila, żeby zawieźć mnie na lotnisko, a ty jesteś zbyt cenna i dobra, by robić to gdzieś pod drzewem.

– Zabierz mnie do swojego pałacu – uśmiechnęła się niby lekko, pogodnie, ale w jej głosie brzmiała nuta głębokiego niepokoju. – Muszę stąd uciec.

Zahid zmarszczył brwi.

– Masz na myśli…

Nie dokończył. Przerwał mu ostry głos Dianne.

– Ach, tu jesteś!

Zahid odsunął się od Trinity, gdy tylko się zorientował, że jej matka zbliża się do nich szybkim krokiem, lecz dziewczyna wciąż wisiała na jego szyi, niczym niesforna małpka.

– Pani Foster, bardzo przepraszam…

– Och, wszystko w porządku. – Dianne wyraźnie się uspokoiła, widząc, że to Zahid towarzyszy jej córce. – Twój kierowca właśnie przyjechał, a ty, Trinity, powinnaś się pożegnać z naszymi gośćmi.

Razem ruszyli przez las w stronę domu. Zahid nie rozumiał reakcji Dianne – wydawało mu się, że powinna być wściekła, tymczasem ona zachowywała się tak, jakby się nic nie stało.

– Clive i Elaine zostają na noc, więc chciałabym, żebyś przygotowała dla nich gościnny pokój, kochanie.

Szofer Zahida czekał przy samochodzie i od razu poprosił go na stronę, aby poinformować, że jeśli młody książę chce lecieć jeszcze tego wieczoru, muszą natychmiast jechać.

Zahid pospiesznie pożegnał się z gospodarzami, ale Trinity w ostatniej chwili chwyciła go za rękę i podniosła na niego pełne łez oczy.

– Wcale nie żartowałam, kiedy prosiłam, żebyś zabrał mnie ze sobą – wyszeptała. – Myślisz, że może…

Zahid nagle uświadomił sobie, że dziewczyna zbyt mocno przejęła się pierwszym pocałunkiem i poczuł ulgę, że Dianne przerwała im w odpowiednim momencie.

– Muszę jechać – powiedział odrobinę szorstko.

Uwolnił dłoń z jej uścisku, prawie ją wyszarpnął i szybko spojrzał na zegarek. Gdy wsiadał do samochodu, było dziesięć minut po jedenastej; Zahid nie miał pojęcia, że długo nie przestanie żałować swojej decyzji.

Zerknął przez okno i w myśli przeklął swój chwilowy brak opanowania. Doszedł do wniosku, że bardzo dobrze, że wyjeżdża – nie podobało mu się, że Trinity zrobiła na nim tak silne wrażenie.

Wiedział, że tego pocałunku nie zapomni do końca życia.

Trinity długo odprowadzała wzrokiem samochód, wreszcie jednak z ciężkim westchnieniem wróciła do domu, by zgodnie z poleceniem matki przygotować pokój dla gości.

Ona także miała zapamiętać tę noc do końca życia.

Tyle że z zupełnie innego i bardzo ponurego powodu.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Odmówić.

Odpowiedź szejka, księcia Zahida, była natychmiastowa.

Król, jego syn oraz Abdul, główny królewski doradca, przemierzali pokoje drugiego pałacu Ishli, omawiając zakres prac renowacyjnych, które należało przeprowadzić, jeżeli rezydencja miałaby znowu być zamieszkana. Abdul robił także pospieszny przegląd terminarzy spotkań króla i księcia, przypominając przy tej okazji o zbliżającym się ślubie Donalda Fostera.

Fosterowie zawsze budzili w Zahidzie uczucie pewnego dyskomfortu – byli hałaśliwi, odrobinę tandetni, pozbawieni dobrych manier, pochłonięci wyłącznie własnym ego, spalani ambicją zdobycia jak najwyższej pozycji i jak największego majątku, za wszelką cenę.

– Ale Donald zaprosił cię jako drużbę.

Zahid zacisnął zęby. Nie powiedział ojcu, że w poprzednim tygodniu Donald dzwonił, by zaprosić go na swój ślub z Yvette jako drużbę. Odpowiedział Donaldowi, że chociaż czuje się ogromnie zaszczycony, obowiązki w kraju nie pozwalają mu na wyjazd, i miał nadzieję, że cała sprawa na tym się skończy. Niestety, wszystko wskazywało na to, że Donald nie zrezygnował i teraz wystosował oficjalne zaproszenie.

– Wyjaśniłem mu już, że nie mogę być na ślubie – powiedział Zahid do Abdula. – Przeproś go w moim imieniu i wybierz jakiś prezent.

– Donald Foster? – Król przystanął i odwrócił się.

Zahid zaklął w myśli, wściekły na Abdula, który właśnie teraz zabrał się za przeglądanie terminarzy.

– To ten młody człowiek, który uratował naszą rodzinę od hańby!

– To było dawno temu, ojcze.

– Nasz kraj ma długą pamięć – odparł król. – Jesteś jego dłużnikiem.

– Wielokrotnie spłaciłem już ten dług.

W ciągu minionych lat Zahid wiele razy ułatwiał Donaldowi otrzymanie zaproszeń na formalne spotkania i konferencje na dość wysokim szczeblu, których młody Foster nigdy by nie dostał bez interwencji przyjaciela. Donald pożyczał też od księcia spore sumy i nawet nie wspominał o ich zwrocie.

– Gdyby nie Donald, okryłbyś się hańbą, a co więcej, sprowadziłbyś wstyd na nasz kraj – sucho zauważył król. – Kiedy jest ten ślub?

– Za dwa tygodnie. – Abdul zerknął na Zahida. – Możemy poprzesuwać niektóre z twoich spotkań.

Zahid krótko skinął głową.

– Dobrze, zrób to, ale ma to być krótka wizyta, najwyżej dwa dni. Wyjeżdżam następnego dnia po ślubie.

– Gdyby tak równie łatwo było namówić cię do podejmowania bardziej palących decyzji. – Król uśmiechnął się lekko.

Zahid nie zareagował, ponieważ doskonale wiedział, co go czeka. Ojciec ściągnął go tu przecież z konkretnego powodu.

– Musimy omówić zakres remontu, który trzeba tu przeprowadzić – westchnął król.

Drugi klejnot Ishli przywoływał bolesne wspomnienia. To właśnie w tym pałacu przyszli na świat i wychowywali się Zahid i jego siostra Layla, także po śmierci ich matki. Śmierć żony złamała królowi serce – to tu, ciesząc się względną prywatnością, opłakiwał ją i pocieszał osierocone dzieci.

Zahid już od pewnego czasu wiedział, że ojcu bardzo zależy, aby jako następca tronu wreszcie wybrał sobie odpowiednią żonę. Do tej pory młody książę lekceważył te oczekiwania, ponieważ zbyt bardzo cenił sobie kawalerską wolność, ale jego rosnące zaangażowanie w sprawy państwowe sprawiało, że coraz więcej czasu spędzał w Ishli.

Krótko mówiąc, powinien założyć rodzinę.

– Prace remontowe będą dosyć poważne – powiedział Abdul. – Głównego architekta niepokoi erozja klifu, na którym stoi pałac, a poza tym gruntownej renowacji wymaga wielka sala audiencyjna i główny apartament, o czym wiedzieliśmy od dawna.

– Jak długo to potrwa?

– Od sześciu miesięcy do roku.

Król przeniósł wzrok na syna.

– Zdajesz sobie chyba sprawę, że kiedy informacja o remoncie pałacu trafi do opinii publicznej, nasi poddani dojdą do wniosku, że przygotowujemy rezydencję na potrzeby następcy tronu i jego małżonki, prawda?

– Tak.

– Czy wystarczy ci okres od sześciu miesięcy do roku?

Przez chwilę obaj mężczyźni bez słowa patrzyli sobie w oczy. Król sam wychował młodego władcę, a to oznaczało, że Zahid raczej nie przyjmował poleceń, nawet od ojca.

– Wydaje mi się, że w tej chwili rozpoczęcie remontu pałacu byłoby przedwczesne – odezwał się wreszcie książę.

 

– Twój lud chce wiedzieć, że ma następcę tronu, który…

– Mój lud ma następcę tronu – spokojnie przerwał królowi Zahid. – Następcę tronu, który pewnego dnia obejmie rządy i będzie sprawował je mądrze i sprawiedliwie. Nie muszę mieć żony, by kogokolwiek utwierdzać w tym przekonaniu.

– Ty też musisz mieć następcę – rzekł król. – Jeśli coś by ci się stało, poddani powinni wiedzieć, że linia dynastyczna nie zostanie przerwana.

Zahid nigdy nie ulegał naciskom, co budziło w królu niechętny podziw, ale naród potrzebował poczucia bezpieczeństwa. Stary monarcha miał świadomość, że jego czas powoli się kończy, i dlatego postanowił wyłożyć na stół jedyną kartę, która mogła skłonić Zahida do ustępstwa.

– Naturalnie w ostateczności tron może objąć syn Layli – powiedział.

Zahid zacisnął szczęki. Layla nie miała na razie męża, nie wspominając o synu.

– Skoro następca tronu nie nosi się jeszcze z zamiarem zawarcia małżeństwa, poddanych zadowoliłby inny królewski ślub – ciągnął król.

– Layla nie czuje choćby cienia sympatii do żadnego z kandydatów do jej ręki – zauważył Zahid.

– Layla musi zdać sobie sprawę, że z przywilejami wiążą się obowiązki, czasami trudne do spełnienia. W przyszłym tygodniu zamierzam zaprosić Fayedów na kolację do pałacu.

Zahid pomyślał o Layli, która kopała, krzyczała i gryzła, gdy ojciec jakiś czas temu próbował siłą wyciągnąć ją na spotkanie z potencjalnymi narzeczonymi. Dziewczyna była buntowniczką i przypominała mu…

Może to zaproszenie na ślub Donalda przywołało wspomnienia o Trinity, nie o tamtym pocałunku w lesie, lecz o płonącym w jej oczach ogniu i jej niezłomnym duchu. Nie umiał sobie nawet wyobrazić, aby ktokolwiek mógł zmusić ją do poślubienia mężczyzny, którego by nie zaakceptowała.

– Nie zrobiłbyś tego Layli – powiedział do ojca.

Król ruchem głowy dał Abdulowi do zrozumienia, by na chwilę zostawił ich samych.

– Dzisiaj w mediach pojawiła się informacja, że tracę na wadze – zaczął. – W zeszłym tygodniu dziennikarze podali wiadomość, że w czasie ostatniego pobytu za granicą trafiłem do szpitala. Wkrótce będę zbyt słaby, żeby regularnie wyjeżdżać na leczenie i ludzie zorientują się, że zostało mi naprawdę niewiele czasu. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że w tych okolicznościach trzeba uspokoić ich obawy co do przyszłości kraju.

Zahid świetnie wiedział, że okazywanie emocji jest nie do przyjęcia w królewskiej rodzinie, nie zamierzał jednak pozwolić, by Layla była traktowana jak pionek na politycznej szachownicy. Jeżeli sam zawrze związek małżeński, będzie mógł zmienić sytuację siostry, która, w przeciwieństwie do niego, wierzyła w takie głupstwa jak małżeństwo wyłącznie z miłości.

– Chcę ogłosić, że mój syn zamierza wstąpić w związek małżeński – podjął król. – Chcę usłyszeć radosną wrzawę na ulicy, kiedy wyjdziesz na pałacowy balkon ze swoją wybranką.

– Wybranką? – w głosie Zahida zabrzmiała sarkastyczna nuta.

Obaj mieli pełną świadomość, że Zahid musi wybrać księżniczkę Sameenę z Bishramu i naprawić błędy Fahida, który nie dokonał rozsądnego wyboru, jeśli chodzi o małżeństwo.

Zamiast poślubić księżniczkę Rainę z Bishramu, młody Fahid zakochał się na zabój, lecz obecny następca tronu musiał wybrać mądrze. Sameena była oczywistą i najważniejszą opcją, ponieważ dawny afront wobec ówczesnej księżniczki, a dziś królowej Rainy, nadal był źródłem rozmaitych problemów i komplikacji w stosunkach między Ishlą i Bishramem.

Zahid wolałby jednak widzieć u swego boku władczynię Kumu, której kraj, choć niewielki, był bardzo bogaty i posiadał niezwykle sprawną armię. Zdaniem księcia była to całkowicie biznesowa decyzja.

– Nie zapraszaj jeszcze Fayedów – odezwał się pojednawczo. – Masz rację, nasi poddani już zbyt długo czekają, by ich książę wybrał narzeczoną. Sześć miesięcy do roku to okres, w którym na pewno załatwię tę sprawę.

– Miło mi to słyszeć. – Król ruchem ręki przywołał doradcę. – Abdul, zrób wszystko, co trzeba, aby remont mógł się wkrótce zacząć. I roześlij zaproszenia na uroczystą kolację do kandydatek na małżonki księcia oraz ich rodzin.

Kiedy Zahid przygotowywał się do podróży do Londynu na ślub Donalda, do jego apartamentu zajrzała Layla.

– Ojciec mówi, że wkrótce rozpocznie się remont pałacu – powiedziała.

– To prawda.

– Wiesz już, którą z księżniczek wybierzesz?

Zahid nie odpowiedział, co Layli nie sprawiło chyba specjalnej różnicy.

– Może władczynię Kumu? – ciągnęła. – Ma świetne koneksje i jest bardzo ładna, albo może księżniczkę Sameenę, bo to prawdziwa piękność…

– Tu nie chodzi o urodę. Wybiorę narzeczoną, która będzie najlepiej służyć naszym poddanym, taką, która zrozumie, że moje serce należy do nich, nie do niej.

Layla przewróciła oczami.

– No, jasne, założę się jednak, że uroda wchodzi w grę, kiedy wybierasz sobie kochanki!

– Layla! – ostrzegawczo rzucił Zahid.

– Dlaczego kobiety nie podróżują za granicę? Dlaczego nie wolno nam wyjeżdżać z Ishli na studia?

– Dobrze wiesz, dlaczego.

– Ale to niesprawiedliwe! Ty przynajmniej dobrze się bawisz, wybierając swoją przyszłą żonę, a ja? Ojciec znowu mówi o Fayedach. Nie chcę, żeby Hassain był moim pierwszym mężczyzną, nie kocham go!

Skrzywiła się z obrzydzeniem, a jej brat z trudem powstrzymał uśmiech. Miał ochotę powiedzieć siostrze, że gdy wstąpi na tron, zmieni dużo obowiązujących w kraju praw, lecz taka rozmowa byłaby na razie zbyt niebezpieczna.

– Chcę wiedzieć, jak to jest, kiedy się jest zakochanym. – Layla lekko wydęła wargi.

Zahid nie potrafił sobie wyobrazić niczego gorszego niż umysł otumaniony emocjami. Naprawdę nie mógł znieść myśli o życiu w stanie wiecznego zakochania.

Popatrzył na siostrę, która chodziła z głową w chmurach. Bardzo ją kochał. Pamiętał jeszcze, jak płakała w kołysce, jak ich ojciec raz po raz odpychał córkę, którą obwiniał za śmierć żony.

Nie, Layla nigdy nie może się o tym dowiedzieć.

– Zaczynamy remont pałacu, by przygotować go do użytku przed moim ślubem – odezwał się. – Na razie nie musisz się więc martwić.

– I tak się martwię. Braciszku, mogłabym pojechać z tobą do Anglii? Bardzo chciałabym zobaczyć, jak tam jest, no i przede wszystkim być na prawdziwym angielskim ślubie.

– Wiesz, że nie możesz podróżować, dopóki nie zostaniesz mężatką.

– Nie. – Layla pokręciła głową. – Zgodnie z prawem nie mogę podróżować sama, ale pod opieką członka rodziny tak. Gdybyś mnie zabrał…

– Nie zabiorę cię do Anglii.

Zahid czuł, że i tak będzie miał niejedno na głowie i nie widział żadnego powodu, aby do całego zamieszania z Fosterami dodawać jeszcze Laylę.

Kiedy już zgodził się pojechać na ślub, postanowił sprawdzić profil internetowy Trinity. Jego twarz przybrała zacięty wyraz, gdy przeglądał krótkie informacje i zdjęcia. Ukończywszy wydział rehabilitacji w college’u, Trinity zniknęła z rodzinnego radaru. Z profilu wynikało, że uwielbiała imprezować, czego dowodem były także migawki z nocnych klubów. W ostatnich latach Trinity zamieszkała w Kalifornii i do domu zaglądała jedynie przy wyjątkowych okazjach, na przykład na ślub brata.

– A czy mogłabym pojechać z tobą na twój miesiąc miodowy? – nie ustępowała Layla.

– Mam nadzieję, że w czasie miesiąca miodowego będę zbyt zaabsorbowany, by się tobą zajmować.

– Nie chodzi mi o tę część miesiąca miodowego, którą spędza się na pustyni – parsknęła śmiechem. – Mówię o podróży za granicę!

Nie była to wcale taka znowu dziwaczna prośba – siostry pana młodego często towarzyszyły w podróży jego świeżo poślubionej małżonce.

– Może moja żona wcale nie przypadnie ci do gustu – zauważył Zahid.

– Może twoja żona wcale nie przypadnie tobie do gustu – uśmiechnęła się Layla. – I wtedy ja będę jej służyć moim towarzystwem, żebyś nie musiał martwić się takimi rzeczami jak zakupy czy wspólne lunche.

– Zobaczymy.

– Obiecaj, że mnie zabierzesz. – Layla przechyliła głowę. – Muszę mieć coś, na co będę czekać.

– Co knujesz?

– Nic, naprawdę, po prostu jestem śmiertelnie znudzona i chcę mieć jakieś marzenie. – Zerknęła na zegar. – Muszę iść na spotkanie z moimi studentami.

– Więc idź już – ponaglił siostrę Zahid, lecz Layla nie zamierzała ruszyć się z miejsca.

– Jak mogę uczyć innych o świecie, kiedy sama nigdy nie byłam poza granicami Ishli?