Boże Narodzenie w Nowym JorkuTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Był też o niebo bardziej… seksowny.

Tak. Więcej niż niebo.

Wyglądał wytwornie i elegancko. Patrząc na niego, uświadomiła sobie, że stoi w szlafroku z włosami w kompletnym nieładzie.

Był najpiękniejszym mężczyzną, jakiego widziała.

– Nie myślałam… – rzuciła głośno na przywitanie.

Abe zmarszczył brwi, bo nie wiedział nie tylko, co myślała, ale i co w ogóle robi tu zmysłowa ciemnowłosa piękność ubrana w szlafrok.

Przeszła obok niego, by odebrać wielkie pudełko z pizzą od rozwoziciela, który właśnie stanął w drzwiach.

– …że tak szybko dostarczacie – dokończyła zdanie, wręczając młodzieńcowi pieniądze.

Teraz zrozumiał jej dziwne powitanie.

Nie. Z pewnością nigdy w życiu nie rozwoził pizzy!

ROZDZIAŁ DRUGI

– Naomi – przedstawiła się, zamykając drzwi. – Niania i przyjaciółka Meridy.

– Abe – rzucił krótko.

Był w domu swojego ojca i nie miał ochoty na pogaduszki.

Naomi, stojąc z wielkim pudełkiem pizzy, nie dawała jednak za wygraną.

– Widziałeś dziewczynkę?

– Tak – odparł tak samo krótko jak przedtem.

Nie powiedział nic więcej. Abe Devereux nie wdawał się w zbędne pogawędki o niczym. Nie mówił, co myśli. Nie dzielił się opiniami.

Nie chciał rozmawiać i tyle. Nawet o swojej małej bratanicy.

Nie czuła się urażona.

Tak często bywało w jej pracy.

Różni ludzie chodzą po tym świecie.

Zdjął jesionkę. Został tylko w nienagannie skrojonym garniturze podkreślającym jego wysoką i smukłą sylwetkę.

Rozejrzał się wokół. Czeka, aż ktoś ze służby podejdzie i weźmie jego palto, pomyślała. Ale nikt się nie zjawił. Sama też nie miała takiego zamiaru. W ten sposób nakreśliła wyraźną linię graniczną. Jest członkiem „służby”, ale nianią Avy, a nie jego pokojówką.

Rzucił jesionkę na stojące obok krzesło.

Otworzyła pudełka z pizzą i zajrzała do środka. Ten widok chodził za nią od godziny.

Na chwilę zapomniała o Abie.

Ale wielka! Jak bosko pachnie! Naprawdę.

– Chcesz kawałek? – spytała, ale nawet nie odpowiedział i szybko ruszył po schodach na górę, mijając wiszące na ścianach rodzinne fotografie.

Dwóch braci jako małe brzdące, a później już nastolatki. Ich oszałamiająco piękna matka. Naomi wiedziała, że już nie żyje. Ciekawe, czy w dniu, gdy rodzi się nowe życie, tęsknią za nią.

Często myślała o takich sprawach. W ten sposób przejawiała się w niej niespełniona tęsknota za własną rodziną.

Nagle dobiegł ją jego głos.

– Chcę…

Popatrzyła na niego, nie wiedząc, czy rzeczywiście chce jej towarzyszyć w tej uczcie o północy, czy po prostu źle go zrozumiała, a on zwraca jej tylko uwagę, że nie powinna w nocy włóczyć się po jego domu.

Nie. Dobrze zrozumiała.

– …kawałek pizzy… To brzmi obiecująco – potwierdził.

Zdziwiło go, że przystał na jej propozycję. Nie wiedział, dlaczego się zgodził, bo nie jadał takich rzeczy. Co się ze mną dzieje, pomyślał. A jeszcze bardziej dziwaczna była obecność tej kobiety w szlafroku. O tej porze nocy zwykle witała go kolejna partnerka w… jedwabnej erotycznej bieliźnie.

Wracał ze szpitala od ojca. Brata i bratową odwiedził już wcześniej. Cały wieczór aż do północy spędził przy łóżku Jobe’a, który przedtem ostatnim wysiłkiem zebrał się, by pojechać na wózku do syna i nowo narodzonej wnuczki. Wizyta kosztowała go utratę mnóstwa sił. Abe miał przeraźliwie bolesne poczucie, że spełniwszy ten obowiązek, Jobe niknie w oczach.

Nie ma nic gorszego, gdy syn musi patrzeć na umieranie ojca. Z jednym wyjątkiem – kiedy jest odwrotnie.

Czekał przy łóżku, aż chory zaśnie, i patrzył na śnieg padający za oknem. Mimo ciepła panującego w szpitalnym pokoju czuł, jak przenika go lodowaty chłód. Nigdy nie byli zbyt blisko, ale podziwiał ojca bardziej niż kogokolwiek innego.

Ethan dorastał w błogiej nieświadomości, jak okrutną kobietą była ich matka.

Abe wiedział o tym aż za dobrze.

Elizabeth Devereux zmarła, gdy miał dziewięć lat. Przeżył wtedy wstrząs. A teraz, lata później, już niemal opłakiwał ojca.

Nie żeby zdradzał te uczucia.

Dawno temu zamknął serce na dobre. Nie tylko nie okazywał emocji, ale i robił wszystko, by ich nie odczuwać. Przeżywać.

Jednak tej nocy działo się w nim coś, czego nie rozumiał.

– Dlaczego nie przyszedłeś z tym do mnie? – zapytał ojciec, gdy przyjął porcję lekarstw na noc.

– Niedługo wszystko będzie jasne. Halid blefuje – odparł syn.

– Nie mówię o nim, lecz o tobie – odparł ledwie słyszalnym głosem Jobe i zapadł w sen. Leki zaczęły działać.

Mimo wspaniałej wieści o narodzinach Avy i odwiedzinach w pokoju Meridy, na twarzy już zapadłego w sen staruszka widać było napięcie.

Miał wrażenie, że przez dłuższą chwilę ojciec nie oddycha. Wezwał pielęgniarkę. Wytłumaczyła mu, że zwolniony oddech to normalna rzecz przy tak dużych dawkach morfiny. Poza tym, choć w sposób niezwykle delikatny, dodała, że niektóre procesy w naszym ciele zwalniają, gdy zbliżamy się do kresu życia.

Ale choć starała się mówić tak, by go nie zranić, poczuł wielki ból w sercu. Jakby ktoś zadał mu potężny cios.

Ojciec umierał.

Oczywiście wiedział o tym od miesięcy. Ale dopiero teraz prawda dochodziła do niego z całą brutalnością. W jednym mgnieniu oka ujrzał przyszłość. Zamiast, jak kazał mu instynkt, obudzić ojca i błagać – więcej: żądać – by nie umierał, zdusił w sobie emocje i wyszedł ze szpitala w śnieżną noc.

Wcześniej odesłał kierowcę do domu. Stanął i przez chwilę patrzył na wirujące w nocnym powietrzu płatki śniegu. Przeszedł na drugą stronę ulicy i ruszył w kierunku Central Parku. Starł śnieg z pierwszej z brzegu ławki przy jednym z parkowych stawów i usiadł. Był zbyt oszołomiony, by się ruszyć. Nie czuł zimna, ale czuł wdzięczność, że może siedzieć na tej ławce. Sam. O północy.

Bo był w parku swojego dzieciństwa, choć ten nigdy nie był jego placem zabaw.

Abe nigdy się nie bawił.

Zamiast tego czasem matka zabierała ich tutaj. Bez niani. Ale tylko wtedy, gdy miała dobry nastrój. I to on pilnował, żeby Ethan za bardzo nie zbliżał się do wody.

Central Park zamykają o pierwszej nad ranem.

Wstał, ale nie chciał wracać do domu.

Mógł zadzwonić po którąś z dawnych kochanek i uśmierzyć smutek balsamem seksu. Zwykle nie angażował się w związki. Teraz jednak musiałby chwilę porozmawiać, a nawet taka rozmowa o niczym wydawała mu się wysiłkiem ponad siły. Zbyt otępiającym jego już i tak ospały umysł.

Dlatego ruszył parkiem w stronę domu ojca, który leżał znacznie bliżej niż jego rezydencja w Greenwich Village.

Tam chciał się przespać.

Na wszelki wypadek, gdyby zadzwonili ze szpitala z wieścią…

Teraz jednak – choć nie wiedział dlaczego – ewentualna rozmowa wydała mu się balsamem dla skołatanej duszy. Więcej – czymś potrzebnym.

Zszedł ze schodów i razem z Naomi ruszył do salonu. Usiedli na stojącej naprzeciw kominka obitej błękitnym materiałem sofie. Sprawdził telefon komórkowy.

Na wszelki wypadek…

– Zaczyna się śnieżyca. Wolałem być dziś bliżej szpitala.

– Jak się czuje ojciec?

– Dzisiejsze wydarzenia kosztowały go wiele wysiłku. Jesteś pielęgniarką? – spytał, bo nie wiedział, jakie kwalifikacje musi mieć niania. Potrząsnęła przecząco głową.

– Nie. Zawsze pragnęłam zostać pielęgniarka pediatryczną. – Wzruszyła ramionami. – Ale mi nie wyszło.

– Dlaczego?

– Nie byłam zbyt dobra w szkole.

Otworzyła pudełko i znów wyjęła duży kawałek pizzy. Gdy jednak podnosiła go do ust, część przybrania wylądowała na jej szlafroku.

– Jak, do diabła, to jecie? – spytała ze złością.

– Tak – odparł i pokazał, jak fachowo zwinąć trójkątny kawałek, by nic nie wyciekło.

– Od lat nie jadłem pizzy z pudełka – zauważył, biorąc swój kawałek. – A właściwie od dekad – szybko się poprawił. – Gdy byliśmy mali, Jobe zabierał nas na Brooklyn. Siadaliśmy na przystani… – Jego głos nagle ucichł na wspomnienie ojca.

Był wdzięczny Naomi, że pozwoliła wybrzmieć tej ciszy, zamiast na siłę wypełniać ją słowami. Mógł w milczeniu przez chwilę delektować się wspomnieniem.

– Świetna pizza – odezwał się w końcu. – Niesamowita!

Wstał i nalał dwa kieliszki koniaku.

– Napijesz się?

Nigdy przedtem nie piła tego alkoholu. Przez chwilę się wahała. Niech się dzieje, co chce. Nie jest w pracy. Upiła łyczek i natychmiast poczuła miłe ciepło w żołądku.

– Teraz od razu zasnę – uśmiechnęła się.

– I o to chodzi. Ojciec zawsze ma najlepsze trunki. Sam lubi wypić kieliszeczek przed snem.

– Co myślisz o maleństwie? – spytała, gdy z kieliszkiem w ręku usiadł na drugim brzegu sofy.

– Okropnie głośna.

Zaśmiała się.

– Ava jest cudowna i śliczna. Co jej kupisz w prezencie?

– Już załatwione. Moja asystentka kupiła jej na pamiątkę małego srebrnego misia.

– Ja kupiłam przedtem, ale nie wiedziałam, że to dziewczynka. Muszę więc jeszcze coś dokupić. Ekscytujesz się tym, że zostałeś wujkiem?

Podniósł wzrok nieco rozbrojony tym pytaniem.

Nie poświęcił takim spawom zbyt wiele uwagi. Od czasu, gdy usłyszał od brata, że jego żona jest w ciąży, zajmował się wyłącznie kwestiami prawnymi – dziecko otrzyma amerykańskie obywatelstwo, a Merida nie dostanie z rodzinnej fortuny nic więcej ponad to, co się jej należy jako matce.

Tylko że ostatnio bratowa coraz mniej przypominała kobietę, którą – według niego – z pewnością była.

 

Mylił się, tak negatywnie ją oceniając?

Ponadto nie mógł zaprzeczyć, że Ethan sprawia wrażenie szczęśliwego małżonka i ojca.

Oczywiście obojgu nic nie powiedział.

Jeśli jednak w Nowym Jorku w środku nocy pałaszujesz z kimś z pudełka pizzę pepperoni, musisz chociaż trochę pogadać. Dlatego zaczął od pytania.

– Masz bratanków? Siostrzenice?

– Nie. – Potrząsnęła głową.

– A braci? Siostry?

– Też nie. – Znów potrząsnęła głową, biorąc jednocześnie do ust spory kęs pizzy.

– Jedynaczka? – Spojrzał na nią baczniejszym wzrokiem.

– Nie mam rodziny – odparła.

Zauważył, że gdy odkładała grubszy brzeg pizzy, drżały jej ręce.

– Nikogo? – Coraz bardziej wciągała go ta rozmowa.

– Merida jest dla mnie rodziną.

Były sobie bliskie. Jednak dobrze wiedziała, że choć są najlepszymi przyjaciółkami, Merida bardziej stanowiła część jej świata niż na odwrót. Nie żeby świadczyło to źle o przyjaciółce. Ale miała przecież rodziców. Prawda, że fatalnych. Poza tym przyrodniego brata i siostrę, kuzynów i dziadków.

Naomi była samotna jak palec.

Po urodzeniu matka nie chciała mieć z nią nic wspólnego. Córka nie wiedziała, kim był jej ojciec. Przebywała w różnych rodzinach zastępczych, ale dopiero jako nastolatka spotkała wspaniałą przybraną matkę. Ta jednak wcześnie odeszła na emeryturę i wyjechała do Hiszpanii. Wciąż korespondowały z sobą. Tylko do jednej swojej rodziny zastępczej wysyłała kartki na święta. O innych wolałaby raczej zapomnieć. Uważała, że i tak miała dużo szczęścia, bo mogła wylądować w sierocińcu.

Miała paru niezbyt bliskich znajomych, ale żadnej prawdziwej rodziny.

Żadnej.

– Matka chciała oddać mnie do adopcji, ale nigdy do tego nie doszło.

W napięciu oczekiwała na nieuchronne pytanie „dlaczego?”, które zadałby nawet ktoś zupełnie obcy, a które tylko pogorszyłoby jej samopoczucie.

W końcu miliony rodzin pragną dziecka, a nie mogą go mieć.

Albo na inne: „A dziadkowie nie chcieli się tobą zająć?”.

Zawsze przechodziła piekło, próbując na nie odpowiadać. Przez kilka lat matka nie zrzekała się wszystkich swoich praw. Naomi skończyła więc w systemie pieczy zastępczej. Dziadkowie? Nie. Nie palili się do sprzątania bałaganu po córce.

Nie było też łagodnej zgody między nią a matką. Wzajemnego rzucania się z płaczem w ramiona.

Spróbowała, gdy miała osiemnaście lat. Ale matka wyszła już wtedy ponownie za mąż i nie chciała, by widok córki przypominał małżonkowi o jej własnej buntowniczej przeszłości. Od tego czasu nie miała żadnego kontaktu z matką.

Na szczęście Abe nie zadał tych pytań.

Patrzył tylko na jej podkrążone ciemnoniebieskie oczy i niewielką zmarszczkę na czole między nimi, jak wrota broniącą dostępu do warownego zamku. Myślał o własnej głośnej i krzykliwej rodzinie, gdzie czasami również dochodziło do ostrych kłótni i dramatów. Przywołał nawet obraz matki. Nie miał ciepłych wspomnień, ale wszystko to tworzyło przynajmniej jakąś rodzinną historię.

Naomi nie miała żadnej.

Nie potrafił sobie tego nawet wyobrazić.

Nie chciał jednak drążyć tematu, a ona była mu za to wdzięczna.

Patrzył, jak próbuje odrzucać od siebie czarne myśli i przywołuje na twarz uśmiech.

– To jakim wujkiem chcesz być? – powtórzyła pytanie.

W głowie wciąż brzmiały mu jej słowa o rodzinie. Tym razem odpowiedział więc zgodnie z prawdą.

– Szczerze mówiąc, nie myślałem o tym zbyt wiele. Nie wiem. Nie wiem nawet, co Ava miałaby chcieć ode mnie. Chciałbym…

Łapał się na tym, że dotąd nikogo to nie obchodziło i nikt go nie pytał. Jako człowiek odpowiedzialny, dopilnował podpisania umowy małżeńskiej gwarantującej bratu szeroki dostęp do rodzinnego majątku, ale jego własna rola… Nie. O tym nie było mowy.

Dopiero Naomi zmusiła go do namysłu.

Przez chwilę nasłuchiwał miłych dla ucha trzasków ognia w kominku. Może robię się ckliwy, pomyślał. Wpływ nadchodzącej śmierci ojca? Jednak w tę grudniową noc najbardziej zamknięty i zaciekle broniący dostępu do siebie członek rodziny zamyślił się na chwilę nad pytaniem zupełnie obcej kobiety.

– Co jakiś czas podrzucę jej pizzę… – odparł.

– I pokażesz, jak się zwija kawałek, by nie zaplamiła sobie ubranka przybraniem? – uśmiechnęła się.

– Tak. Nic innego nie przychodzi mi do głowy.

– To masz jeszcze sporo do zrobienia.

Przytrzymał pudełko i oderwał kolejny kawałek.

Przez chwilę siedzieli w milczeniu.

– Więc będziesz się nią zajmować? – spytał.

– Tak. Przez pewien czas – odparła. – Jestem położniczą nianią.

– Co to znaczy?

– Zwykle mieszkam u rodziny przez pierwsze sześć, osiem tygodni życia dziecka. Potem zatrudniają stałą nianię, a ja robię sobie miesiąc przerwy, ale niemal zawsze muszę szybciej wracać do pracy. Wiele dzieci rodzi się przed terminem.

– Wracasz do domu w czasie takich przerw?

– Nie. Robię sobie wakacje. Czasem, jeśli przerwa jest zbyt długa, opiekuję się domem pod nieobecność właścicieli.

– A gdzie jest twój dom?

– Moim domem jest następna praca.

– Wędrowna niania?

– Chyba tak – odparła i wybuchła śmiechem. Nigdy nie myślała tak o swojej pracy.

– Opiekujesz się tylko nowo narodzonymi dziećmi.

Skinęła głową.

– Ciężka robota – westchnął.

– O, tak, ale uwielbiam ją.

Lub może uwielbiała.

Ale tym nie chciała się z nim dzielić. Nie powiedziała, że jak nigdy przedtem jest zmęczona pracą. Nie tylko brakiem snu, ale właśnie wędrownym stylem życia. Ciągle na walizkach.

W tej samej chwili oboje wyciągnęli ręce po ostatni kawałek, jaki został w pudełku.

Zaśmiali się.

– Proszę, weź – ustąpił Abe.

– Nie. Podzielimy go – odparła.

– To będzie uczciwe.

Podobał mu się jej naturalny sposób bycia. Brak jakiejkolwiek pozy.

Ona czuła się wspaniale. Zjadła za dużo, ale usprawiedliwiała się, że nigdy nie jadła tak smacznej pizzy. I może to ogień w kominku, śnieg padający za oknem albo towarzystwo tego mężczyzny w samym środku nocy sprawiały, że poczuła miły spokój w sercu...

– Miałaś kiedykolwiek, hm… jak to powiedzieć… propozycje ze strony ojców? – zapytał.

– Nie. Nie stroję się do pracy. Matki mogą spać spokojnie.

Ubierała się skromnie, ale nie miał cienia wątpliwości, że Abe zwrócił uwagę na jej zmysłowy wygląd. Nie chodziło tylko o ponętne krągłości, pełne usta czy filuternie opadające na oczy kosmyki ciemnych włosów, lecz o coś subtelniejszego. Drobne gesty, jak choćby to, jak poprawiała szlafrok, gdy zsuwał jej się z kolan, jak zamykała oczy po każdym łyku koniaku, smakując go na języku. Jak musnęła językiem wargi, gdy po raz pierwszy spojrzała na pizzę.

Była ujmująco miła.

Urocza.

Od pierwszej chwili wzbudzała zaufanie.

Takiej kobiecie powierzysz dziecko bez chwili wahania.

– Proponowano ci kiedyś, żebyś została na dłużej?

– Cały czas, ale zawsze odmawiam.

– Dlaczego?

Patrzyła na ogień w kominku, zastanawiając się nad odpowiedzią. Nigdy nie zdradzała zatrudniającym ją rodzinom prawdziwej przyczyny odmowy. Nawet nie rozważała możliwości pozostania. W kontrakcie zawsze szczegółowo zapisywała warunki pracy. Nie dopuszczały możliwości przedłużenia.

Ściśle trzymała się tych zasad.

Właśnie z tego jednego powodu.

– Dlaczego nie zamieszkasz w jednym miejscu? – spytał zaskoczony własną ciekawością. Nagle zapragnął dowiedzieć się o niej czegoś więcej.

– Przez pracę. Nigdy nie zostaję w jednym miejscu zbyt długo. W tym zawodzie to norma.

Ale w odpowiedzi potrząsnął tylko głową.

Nie przyjmował takiego tłumaczenia.

– Dlaczego? – z naciskiem powtórzył pytanie.

Nie był typem mężczyzny lubiącego długie rozmowy przy kominku, ale jej obecność wpływała na niego uspokajająco. Sprawiała, że czuł się jak u siebie w domu.

Ona jednak nie poddawała się temu nastrojowi.

– Chcesz wiedzieć, dlaczego? – Popatrzyła na niego badawczo swoimi ciemnoniebieskimi oczyma. – Bo pokochałabym taką rodzinę, a któregoś dnia musiałabym ją opuścić.

Patrzyła na niego poważnym wzrokiem bez śladu łez.

Naomi zawiązała na duszy ciasny supeł.

Ścisnęła serce, ale on nawet nie wiedział, że je ma.

Instynktownie pragnął jej dotknąć. Wyciągnąć dłoń.

Chciał zdjąć z niej ciężar samotności i uczynić to w jedyny sposób, jaki znał.

Spojrzał na jej pełne usta, wciąż lśniące i wilgotne od posiłku. Oczyma wyobraźni zobaczył, jak je całuje… Kładą się na dywanie przy kominku.

Ale nie uległ wyobraźni. Nie poszedł za nią. Nie wykonał żadnego ruchu.

Nie dlatego, że ruszyło go sumienie.

Od dawna był pewien, że odcięto mu je wraz z pępowiną.

Nie zrobił nic, bo w tym nocnym spotkaniu dostrzegł coś niesłychanie rzadkiego.

Coś, czego utraty nie chciał ryzykować.

I nie chciał, aby ona czegokolwiek później żałowała.

Poczuła jego płonące spojrzenie i pomyślała, że coś się między nimi zmieniło.

Nigdy nie przeżyła niczego podobnego.

Na jedną króciutką chwilę, gdy choćby podświadomie chcąc żyć pełnią życia, zawieszamy zdrowy rozsądek, pragnęła poczuć jego usta. I była pewna, że jeśli on wychyli się do niej choćby na centymetr, zrobi to samo.

W nagle zapadłej ciszy słychać było tylko trzask palących się szczap i tykanie zegara stojącego na obramowaniu kominka. Czuła, jak wzbiera w niej fala ciepła i niemal zamknęła oczy w oczekiwaniu na chwilę błogości…

Abe jednak nie ruszył się z miejsca. Patrzyła, jak odwraca wzrok i sięga po swój koniak. Tak bardzo brakowało jej życiowego doświadczenia, że była pewna, że po prostu źle zrozumiała sytuację.

Jet lag, mocny alkohol i kompletny brak wiedzy o mężczyznach mówiły jej, że uległa jedynie własnej wyobraźni i omal nie wyszła na głupią. Zaczerwieniła się, wyobrażając sobie, jak siedzi z zamkniętymi oczyma i czeka na pocałunek, który nigdy nie nadejdzie. Jeśli zaczynasz fantazjować, że pragnie cię słynny playboy, to naprawdę chyba najwyższy czas położyć się do łóżka.

– Muszę się trochę przespać. Jutro mam mnóstwo do zwiedzania.

Wstała, poprawiła szlafrok i sięgnęła po pudełko po pizzy.

– Zostaw je – odparł, bo obawiał się, że jeśli się nachyli, natychmiast przyciągnie ją do siebie.

– Dobranoc, Abe.

– Dobranoc, Naomi.

Poszła do siebie. Usiadła na łóżku, zamknęła twarz w dłoniach i zaszlochała.

Nie dlatego, że naiwnie myślała, że ją pocałuje. To mogła sobie szybko wytłumaczyć – był jedną z najbardziej pożądanych partii w Nowym Jorku, czemu więc miałby się interesować przyjezdną Angielką?

Szlochała, bo wiedziała, co poczuło jej serce.

W ciągu godziny jak nastolatka kompletnie się w nim zakochała, a tego nie chciała i nie potrzebowała. Bała się zranienia.

Broniła dostępu do swojego serca równie zaciekle, jak prawa do niezostawania dłużej u rodzin, dla których pracowała.

W jej życiu nie było randek i romansów.

Nie pozwalał na to jej zawód i była za to wdzięczna.

Zwłaszcza w takie noce jak ta.

Nie otworzy serca.

Nikt jej nie zrani.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?