Wiosna koloru słońcaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 3

Wciąż tylko jedno w głowie

Z podwiniętymi nogami, które wcisnęłam pod blat, siedziałam na krześle przy biurku. Przyłapałam się na tym, że moje spojrzenie ponownie wędruje w stronę stojącego na stoliku nocnym słonecznika. Przez cały dzień próbowałam zmusić się do jakiejś aktywności, po prostu choć coś zrobić, ale nic nie zdołało przykuć mojej uwagi dłużej niż minutę. Już po krótkim czasie moje myśli odpływały i opamiętałam się dopiero wtedy, kiedy od ciągłego uśmiechu mięśnie mojej twarzy niemal złapał skurcz. Czułam się jak zakochana nastolatka i w pewnym sensie nią byłam, bo przecież Elyas i ja właśnie kontynuowaliśmy to, co mimowolnie porzuciliśmy przed ośmioma laty. Ponownie przeżywaliśmy naszą miłość.

Wydarzenia z ostatnich godzin były wciąż tak świeże, że moja głowa jeszcze za nimi nie nadążała. Wciąż czułam ból, który towarzyszył mi przez ostatnie dwa miesiące. Nadal wydawał się przerażająco realny – a jednocześnie wcale już taki nie był. Moje emocje lokowały się na skrajnych biegunach. Spadłam z nieba do piekła, a stamtąd wzniosłam się zdecydowanie wyżej, niż mogłoby sięgnąć niebo.

A jednak wszystko nie wyglądało tak idealnie, przynajmniej patrząc z racjonalnej perspektywy, choć przecież subiektywnie takie właśnie było. Dopiero wczoraj się dowiedziałam, że przez te wszystkie lata Elyas mnie nienawidził, a swoimi zalotami początkowo chciał się tylko zemścić. Nie umiałam o tym zapomnieć. Cynicznie wyobraziłam sobie, co by się stało, gdybym to ja chciała się na nim zemścić w taki sam sposób. Poranek po tym, jak nasz plan by wypalił, z pewnością byłby dla nas okropnie frustrujący!

Wydawało mi się dziwne, jak daleko ludzie byli gotowi zabrnąć, żeby tylko nie przyznać się do swoich prawdziwych uczuć. Widocznie łatwiej jest jednak nienawidzić, niż kochać.

Mimowolnie i automatycznie pomyślałam też o Kevinie, wcześniejszym najlepszym przyjacielu Elyasa, z którym pojechałam do Anglii na wymianę szkolną. Przeczucie mnie nie myliło, ten wyjazd podziałał na Elyasa jak płachta na byka, być może nawet bardziej czerwona, niż się tego spodziewałam. Ale dlaczego? Co takiego mu zrobiłam? Przeczesywałam wspomnienia i nie znajdowałam przyczyny. Możliwe, że nigdy jej nie było. Być może antypatia nie zawsze wymaga mocnych powodów. A jednak, gdyby istniały, chętnie bym je poznała.

Pogrążona w myślach powędrowałam wzrokiem do okna. Śnieg, który spadł poprzedniej nocy, nie stopniał i nawet o zmierzchu wyczarowywał białe dachy, tworząc przyjemną atmosferę, która miała w sobie coś z ciepła i spokoju. Wydawało mi się, że ten widok odzwierciedla stan mojej duszy.

Dziś tylko jedna sprawa zdołała przynajmniej częściowo wytrącić mnie z równowagi – stan wyświetlacza mojej komórki. Niestety, wynikało z niego nieustannie to samo: brak wiadomości od Elyasa i brak telefonów od Elyasa. Nie chciałam być niecierpliwa, ale jeśli miałam być ze sobą szczera, to mój niepokój narastał z godziny na godzinę. Bardzo chciałam wiedzieć, jak poszło spotkanie z lekarzem, jak miewała się Jessica, jak czuł się Elyas, co teraz robił, czy wciąż był w szpitalu, czy myślał o mnie i w ogóle – co u niego. Ale on się nie odzywał i zapewne miał ku temu powód, więc nie chciałam wywierać na nim presji.

Zamiast komórki w pewnym momencie zadzwonił telefon stacjonarny. Kiedy zobaczyłam, że wyświetla się na nim numer moich rodziców, najpierw podskoczyłam z przestrachem, ale potem zagryzłam zęby i wzięłam do ręki słuchawkę. Prędzej czy później i tak będę musiała porozmawiać z matką. Ku mojemu zaskoczeniu po drugiej stronie odezwał się jednak ojciec.

– Cześć, kochana córko – powiedział. – Muszę ci pogratulować.

– Czego? – zapytałam ze zdziwieniem.

– Udało ci się doprowadzić matkę do stanu, w którym zapomniała języka w gębie. Starałem się osiągnąć ten efekt od czasu naszego ślubu. Szacunek.

Zaśmiałam się.

– Jest aż tak źle?

– A nawet gorzej – odparł tata. – Sama nie wie, jak powinna się czuć: zaskoczona, teatralnie zraniona, zadowolona czy zasmucona.

– Dopóki tego nie wie, prawdopodobnie powstrzymuje się przed zrobieniem mi awantury.

– Ciesz się tym. Prędzej czy później podejmie decyzję.

Westchnęłam i – identycznie jak przy efekcie ziewania – mój ojciec poszedł w moje ślady. Przez chwilę oboje milczeliśmy.

– A ty, tato? – zapytałam. – Co myślisz o mnie i Elyasie?

W głosie taty usłyszałam, że na jego ustach pojawił się uśmiech.

– Cieszę się, że ten facet był tylko kompletnym idiotą, ale najwidoczniej nie dupkiem.

Powróciły wspomnienia poranku nad jeziorem, kiedy poszłam z tatą na ryby i opowiedziałam mu o chłopaku, który bardzo mnie zranił. Ojciec powiedział mi wtedy, że są tylko dwie możliwości: albo spotkałam największego dupka na świecie, albo ten facet jest po prostu idiotą, który schrzanił wszystko, co można było zrobić źle.

– Miałeś rację, tato – przyznałam. – O wiele wcześniej powinnam spróbować z nim porozmawiać.

– Zawsze jesteśmy mądrzejsi po fakcie. Widocznie nie było jeszcze za późno.

– Nie. Znaczę dla niego o wiele więcej, niż kiedykolwiek przypuszczałam.

Nie byłam pewna, jakiej odpowiedzi się spodziewać, ale ta, która padła, zabrzmiała oschle i wybitnie w stylu mojego ojca.

– Radziłbym mu, żeby naprawdę tak było.

Najchętniej wskoczyłabym w telefon i przytuliłabym go za te słowa. Ponieważ ta możliwość niestety nie była jeszcze technicznie wykonalna – cóż za dotkliwa nisza! – zamiast tego zadałam tacie pytanie, które męczyło mnie od czasu rozmowy nad jeziorem.

– Tato, bądź ze mną szczery, czy ty wiedziałeś?

– O czym?

– No wiesz... Że ten mężczyzna, o którym ci opowiadałam, to Elyas.

Coś skrzypnęło, jakby mój ojciec przełożył słuchawkę do drugiej ręki.

– Miałem takie przeczucie, ale nie byłem pewien.

– Mądry tata.

– Ktoś musi zachować rozum, kiedy twoja matka cały czas tonie w morzu emocji.

Sama nie ujęłabym tego lepiej.

– Jak ty to znosisz na co dzień?

Wziął długi i głęboki wdech.

– Miłość – powiedział. – Dużo miłości i akceptacji. I czasem zatyczki do uszu.

Słowa mojego ojca nastroiły mnie pozytywnie, bo oznaczały przecież, że można kogoś kochać z całego serca mimo wszystkich jego błędów, dopóki akceptuje się to, jaki on jest.

– A co Elyas powiedział na swoją obronę?

Myśląc o wielu słowach, które padły poprzedniego wieczoru, nadęłam policzki. Potrzebowałam chwili, zanim dokonałam pobieżnego podsumowania.

– Można powiedzieć, że było między nami wiele nieporozumień. Jedno wynikało z drugiego. Wyraził skruchę w związku z tą historią z e-mailami i przyznał, że było to z jego strony nie fair.

– No, łagodnie powiedziane.

Brzmiał bardzo serio, a ja uważałam jego troskę za niezwykle słodką.

– Tato, od kiedy jesteś taki stanowczy?

– Mówię ci, jak jest, Emely: jeśli on jeszcze raz cię zrani, przerobię go na siekane kotlety. Ale jeśli uczyni cię szczęśliwą, stanie się częścią rodziny.

Pozwoliłam tym słowom dotrzeć do mojej świadomości, a potem skinęłam z przekonaniem głową.

– To brzmi fair.

– Też tak uważam.

– A poza tym, tato, co słychać? Ile wędek kupiłeś w zeszłym tygodniu?

Odpowiedź brzmiała: żadnej. Razem z kolegami z ochotniczej straży pożarnej w Neustadt został natomiast wezwany do dwóch interwencji. Za pierwszym razem był to fałszywy alarm, bo jakieś dzieciaki postanowiły zrobić żart i zgłosiły nieistniejący pożar. Drugą interwencją był wypadek samochodowy z kilkoma ciężko rannymi. Chociaż mój ojciec usiłował mówić o tym spokojnie, zauważyłam, że było to dla niego trudne doświadczenie. Takie tragiczne wypadki na szczęście nie zdarzały się w Neustadt codziennie, ale przecież i tak działy się zbyt często. Każdy wypadek był zbędny. Kiedy przypomniałam sobie, że moi rodzice przed kilkoma miesiącami sami stali się ofiarami takiego zdarzenia, czułam gęsią skórkę. Zastanawiałam się, czy ojca dręczą te same wspomnienia, bo jakoś wyjątkowo długo mi o tym opowiadał. Kilka razy chciałam go o to zapytać, ale w ostatniej chwili zmieniałam zdanie. Ojciec nie należał do ludzi, którzy w kółko wałkują te same problemy. Opowiadał o nich raz, najwyżej drugi, a potem sam sobie z nimi radził. W tym momencie uświadomiłam sobie, że w pewnym sensie trochę to po nim odziedziczyłam.


Kiedy skończyliśmy rozmowę, posprzątałam w pokoju i zajęłam się łazienką. Nie było to absolutnie konieczne, ale chciałam czymś się zająć. Wprawdzie szanowałam milczenie Elyasa, ale uwzględniając fakt, że jak dotąd szczęście nigdy nie było nam dane na długo, mogłam wpaść w lekką paranoję i liczyć się z najgorszym. Nie miałam też żadnych wiadomości od Alex, co mnie trochę dziwiło, ale też nieszczególnie mi doskwierało. Moja przyjaciółka nie zadowoliłaby się samymi najistotniejszymi informacjami, chciałaby usłyszeć całą historię od początku do końca i nie zostawiłaby mnie w spokoju, dopóki nie spełniłabym jej prośby. Chciałam dotrzymać słowa i opowiedzieć jej wszystko, naprawdę wszystko, ale jeszcze nie dziś. Najpierw musiałam sama się z tym oswoić. Na razie było to zbyt świeże i niepojęte.

Stałam pod prysznicem i ostrą stroną gąbki ze środkiem czystości szorowałam kamień z fug, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Kogo tu niosło? Oczywiście, że moją pierwszą myślą był Elyas. Mówiąc szczerze, także trzecią, czwartą, piątą i szóstą. Kiedy jednak dopadłam do drzwi i je otworzyłam, moja nadzieja prysła jak bańka mydlana. Zamiast ukochanych oczu zobaczyłam przed sobą wysokiego, szczupłego i ciemnowłosego młodego mężczyznę.

 

– Nicolas? – zapytałam zdziwiona. – Eva jest jeszcze w pracy. Co ty tu robisz?

Przekręcił nadgarstek i rzucił okiem na zegarek.

– Jeszcze w pracy?

Musiał przecież wiedzieć, że Eva rzadko wychodziła z butiku, w którym pracowała, przed wpół do dziewiątą... Z drugiej strony jednak mężczyźni powinni wiedzieć o wielu sprawach, a mimo to – nie wiedzieli.

– Wróci najwcześniej za godzinę. Ale, oczywiście, możesz tu poczekać. – Zapraszającym gestem otworzyłam drzwi, a on w końcu skinął głową i wszedł. Nieco nieporadnie stanął w pokoju i popatrzył na mnie. Związałam włosy w kok, miałam na sobie gumowe rękawiczki i wciąż trzymałam w dłoniach gąbkę i butelkę ze środkiem czyszczącym.

– Przeszkadzam ci? Czy mogę pomóc? – zapytał.

Właśnie zamierzałam odrzucić jego propozycję, ale kiedy zastanowiłam się, ile razy Nicolas brał już u nas prysznic, wsparcie przy ścieraniu kamienia nie wydało mi się złym pomysłem. A poza tym: co innego mielibyśmy robić? Stać i toczyć niezręczne dyskusje? Nie byliśmy przecież aż tak zaprzyjaźnieni, żeby przez bitą godzinę bez wysiłku wypełniać ciszę rozmową.

Bezceremonialnie wepchnęłam mu gąbkę w dłoń.

– Przychodzisz w samą porę!

Nicolas ściągnął kurtkę i buty, a następnie poszedł za mną – oficjalnie wybraną przewodniczącą nowo powstałej ekipy sprzątającej – na miejsce akcji.

– Wygląda tu całkiem czysto – powiedział, rozglądając się po naszej maleńkiej łazience.

– Może na pierwszy rzut oka tak, ale w tych fugach tkwi kamienny diabeł.

Nicolas wytężał wzrok, ale najwidoczniej nigdzie nie dostrzegał rzeczonego diabła.

– Masz na myśli to maleńkie coś, o tam?

– Posłuchaj, nie prosiłam o wsparcie poszukiwacza kamienia, ale o posiłki do sprzątania.

Z twarzą wyrażającą głębokie niezrozumienie sprawy, ale też z lekkim uśmiechem na ustach Nicolas zaakceptował swój los i położył dłoń na płytkach. Przez chwilę w łazience nie było słychać nic poza odgłosem szorowania i oboje w milczeniu wypełnialiśmy zadanie. Nasza współpraca przebiegała poprawnie, w Purple Haze wielokrotnie już daliśmy temu dowód, z tą różnicą, że tym razem znajdowaliśmy się nie w knajpie, a pod prysznicem.

– A poza tym... przykro mi z powodu tego, co się ostatnio wydarzyło – powiedział w końcu tak cicho, że ledwie go zrozumiałam.

– Dlaczego ci przykro?

– No, że przyłapałaś Evę i mnie... w twoim łóżku.

W tej chwili dopadły mnie wszystkie te straszne sceny, które zagrzebałam w najgłębszych szufladach mózgu, pod o wiele piękniejszymi, nowszymi wspomnieniami, z których wszystkie miały związek z Elyasem. Właściwie to pierwszy raz od czasu tamtej sytuacji stanęłam dziś twarzą w twarz z Nicolasem, nie myśląc od razu o jego penisie. Ta trauma powoli ustępowała. Robiłam postępy. Im dłużej tamten obraz widniał teraz przed moim wewnętrznym okiem, tym bardziej odbudowywała się dawna trauma.

– To było z waszej strony więcej niż świństwo. Ale na pewno o tym wiesz, prawda? Przecież nie bez powodu tak szybko się wtedy ulotniłeś. Mówię wam, że jeśli to się jeszcze raz powtórzy, nastąpi koniec. Nie prawie koniec, ale naprawdę koniec!

Każde słowo wypowiadałam z pełnym przekonaniem i z jego mimiki wywnioskowałam, że zrozumiał. Nic jednak nie odpowiedział. Wielokrotnie dyskutowałam na ten temat z Evą, więc nie wiedziałam, co jeszcze powinnam powiedzieć. On najwidoczniej też tego nie wiedział. Spodziewałam się, że z opóźnieniem jednak mnie przeprosi. To było znacznie stosowniejsze niż jego dotychczasowa reakcja, bo zachowywał się tak, jakby nigdy nic się nie stało.

Bez słowa szorowaliśmy dalej, a ja chwyciłam słuchawkę prysznicową, której wylewki jedna po drugiej skrupulatnie uwalniałam od kamienia. W pewnej chwili zauważyłam, że wzrok Nicolasa sceptycznie podąża za ruchami moich rąk.

– Powiedz, czy tym sprzątaniem próbujesz sobie coś kompensować? – zapytał. – Wprawdzie poznałem cię jako normalną osobę, ale to, co teraz robisz, zaczyna graniczyć z zaburzeniem.

Dopiero w tym momencie zauważyłam, że rzeczywiście trochę przesadzam. Z westchnieniem opuściłam ramiona i spojrzałam na słuchawkę prysznicową, która zaczęła już tak lśnić, że widziałam w niej swoje wykoślawione odbicie. Przedramieniem odgarnęłam sobie włosy i cienką warstwę potu z czoła.

– Próbuję trochę odwrócić swoją uwagę. Czekam na wiadomość. Od faceta.

Dziwne, że teraz, kiedy otworzyłam się już przed Elyasem, przed innymi ludźmi też dużo łatwiej było mi mówić o uczuciach. Możliwe, że właśnie uczyłam się, jak być trochę bardziej otwartą.

– Od jakiego faceta? Chyba nie od tego stalkera, który kilka razy pojawił się w barze? Nie mów mi, że jednak mu się udało.

– Cholera, no tak. Można powiedzieć, że mu się udało.

– A ja myślałem, że go nie znosisz.

Przypomniałam sobie o wszystkich sytuacjach z zeszłego roku, kiedy Elyas bez ostrzeżenia po prostu pojawiał się w moim towarzystwie i doprowadzał mnie tym do szaleństwa.

– Bo nie znoszę, ale mimo to go kocham.

Spodziewałam się kolejnego pytania albo przynajmniej pełnego niezrozumienia wyrazu twarzy, ale Nicolas uśmiechnął się i powiedział:

– To brzmi bardzo podniecająco.

– No tak – powiedziałam, rzucając mu spojrzenie z ukosa. – W kwestii namiętności u was chyba też nie jest najgorzej.

Jego reakcja była jednak inna niż ta, której się spodziewałam. Ukucnął i ponownie skupił się na szorowaniu fug.

– Jeśli rozumieć namiętność czysto seksualnie, wszystko jest u nas w najlepszym porządku.

Oj, oj... czyżby ta dwójka przeżywała jakiś kryzys, którego nie zauważyłam? Nicolas sprawiał wrażenie bardzo zmartwionego. Zastanowiłam się przez chwilę. Wprawdzie zawsze dobrze się z nim rozumiałam, ale regularnym cieniem na naszej znajomości kładł się fakt, że bardzo szybko odkryłam o wiele więcej jego tajemnic, niż kiedykolwiek chciałam poznać. Cokolwiek mówić, w przyjaźni nie było miejsca na siusiaki. Z tego powodu nasza znajomość nie wyszła nigdy poza kilka powierzchownych, choć sensownych pogawędek w barze. Nie byłam przekonana, czy powinnam drążyć ten temat. Ostatecznie jednak zwyciężyła moja intuicja.

– Macie z Evą problemy?

– A co to znaczy: problemy...? – Wzruszył ramionami i wyglądało na to, że nie jest pewien, czy chce rozwijać tę myśl.

Im dłużej się wzbraniałam, tym bardziej narastała we mnie niepewność. A jeśli opowie mi teraz o czymś, o czym na pewno nie wie Eva? Wpędziłoby mnie to w tarapaty, w których na pewno nie chciałabym się znaleźć. Na szczęście jego kolejne słowa osłabiły moje obawy, choć niekoniecznie się z nich ucieszyłam.

– Nie wiem, jak ci to powiedzieć... wiesz, no tak... – jąkał się, aż w końcu wydobył to z siebie. – Jesteś przecież kobietą, prawda, Emely?

Co miało znaczyć to „prawda”? Oburzyłam się okropnie na „prawda”, ale jednak skinęłam głową, choć ze zmarszczonym czołem.

– A kobiety potrzebują bliskości, czy tak?

– Powiedziałabym, że generalnie ludzie potrzebują bliskości. Nie tylko kobiety, ale także inni ludzie. Również ci śmieszni. Czyli mężczyźni.

– Bardzo zabawne – powiedział, chociaż nie sprawiał wrażenia, jakby uznał moją wypowiedź za dobry żart. Było to typowe dla ludzi, którzy po prostu nie mieli poczucia humoru.

– Nicolas, co ty chcesz mi powiedzieć? Po prostu wyrzuć to z siebie.

Zwinął gąbkę w małą kulkę, usiadł na podłodze i oparł się podciągniętymi nogami o przeciwległą ścianę.

– Wstydzę się. Wiesz, że Eva i ja jesteśmy już razem od ponad dwóch lat. I rodzą się pytania, czy to, co do tej pory się nie pojawiło, jednak jeszcze nadejdzie.

– Wątpisz w swoje uczucia?

– Nie – zapewnił pospiesznie. – Nie o to chodzi. Raczej o to, że... no, wiesz. Eva rzadko szuka niewinnych czułości, rozumiesz? Prawie nie ma mowy o przytulaniu.

Moje brwi ściągnęły się.

– I nie jesteś z tego powodu... hmm... zadowolony?

Zdziwiłam się, bo większość mężczyzn nie słynęła ze skłonności do przytulania się, a na pewno nie wtedy, kiedy związek trwał już dłużej niż sześć miesięcy. Poza tym relacja pomiędzy Nicolasem i Evą była w dużej mierze zbudowana na seksie. To była więź, która spinała ich znajomość – tak przynajmniej myślałam.

– Oczywiście, że się cieszę, że dobrze nam idzie w łóżku. Jestem z tego powodu bardziej niż zadowolony. Ale czasem czuję się jak maszyna – mówił dalej. – Nie mogę jej pogłaskać, żeby od razu koło ucha nie przeleciały mi jej majtki. Bo ja czasem chciałbym po prostu tylko bliskości, rozumiesz? Dokładnie tak samo jest też po seksie. Chciałbym jeszcze chwilę z nią poleżeć, potrzymać ją w ramionach... Ale ona zrywa się na równe nogi, biegnie pod prysznic, wraca, kładzie się i po dwóch minutach zaczyna chrapać.

Kąciki moich ust chciały się unieść, ale z dużym wysiłkiem zdołałam jednak zapanować nad mięśniami twarzy.

Szczerze mówiąc, wielu z tych informacji zwyczajnie nie chciałam znać. Nawet większości z nich. W pewnym sensie historia Nicolasa brzmiała jak ze świata na opak, jeśli zestawić ją z modelowymi rolami społecznymi, które kształtowały się przecież odwrotnie do tych w związku Evy i Nicolasa. Być może jednak każdy stereotyp czekał na to, by pewnego dnia go zdekonstruować. Sądząc po tym, ile razy przyłapałam ich oboje in flagranti i jakie szkody to doświadczenie wyrządziło mojej psychice, z pewnością byłabym mądrzejsza, gdybym w tym momencie zakończyła rozmowę. Ale kiedy on tak siedział na podłodze jak kupka nieszczęścia, nie miałam serca tego zrobić.

– Rozumiem, co masz na myśli – powiedziałam. – Ale taka właśnie jest Eva. Wszystkie czynności, które nie prowadzą do orgazmu, są dla niej stratą czasu.

– Ja naprawdę mówię poważnie – oświadczył Nicolas.

– Ja też – odpowiedziałam zdecydowanym tonem, ale potem odchrząknęłam i wysiliłam się na więcej współczucia. Ostatecznie ja także mogłam na tym skorzystać, gdyby ci dwoje zaczęli się do siebie częściej przytulać. Przerywanie im nie byłoby wtedy takie traumatyzujące! – Rozmawiałeś już z nią o tym?

Pokręcił głową.

– Wielokrotnie chciałem. Ale boję się, że ona uzna mnie za mięczaka.

Najpierw postanowiłam wybić mu te obawy z głowy, ale po chwili doszłam do wniosku, że jego przewidywania być może wcale nie są nierealistyczne – potrafiłam sobie wyobrazić reakcję Evy. Sytuacja była skomplikowana. Mogłam oczywiście doradzić Nicolasowi, żeby rzucił Evę i znalazł sobie normalną kobietę, ale czy on naprawdę właśnie to chciał ode mnie usłyszeć? Prawdopodobnie nie...

Wsunęłam słuchawkę prysznica w uchwyt i wyszłam z niewielkiej kabiny. Stanęłam obok umywalki i oparłam się o nią biodrami.

– Wiesz, Nicolas – zaczęłam. – Niezależnie od tego, jak zareaguje Eva, musisz z nią porozmawiać. Jeśli ta sprawa jest dla ciebie problemem, gwarantuję ci, że z całą pewnością przez następne pięć lat nie zniknie. Szczerość kosztuje czasem wiele wysiłku.

Milczał przez chwilę i wyglądał, jakby intensywnie zastanawiał się nad moimi słowami, zanim zaczął mówić dalej.

– A ty nie mogłabyś z nią porozmawiać?

Moje oczy się rozszerzyły.

– Ja?

Nicolas skinął głową. Sprawiał wrażenie, jakby uważał, że to dobry pomysł. Był w tym mniemaniu osamotniony.

– Nie! – wyrwało mi się. – Pod żadnym pozorem. To ty chcesz się do niej przytulać, nie ja!

– Ale, Emely, kobietom o wiele lepiej wychodzą rozmowy na ten temat.

Cokolwiek zamierzał, mógł sobie to wybić z głowy. Od razu.

– Nawet nie próbuj. Nie ma szans. Pod żadnym pozorem nie będę się wtrącać. Nigdy.

Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz z sapnięciem je zamknął. Widocznie zauważył, że nie ma to sensu i że nie zmienię zdania.

Jeszcze przez chwilę patrzyłam na nędzę, którą ucieleśniał, i postanowiłam, że nie mogę go zostawić w takim stanie. Ściągnęłam rękawiczki, wrzuciłam je do umywalki i poszłam do kuchni po dwa kubki kawy.

Kiedy wróciłam do pokoju, Nicolas siedział już na łóżku Evy. Usiadłam naprzeciwko niego i wspólnie przeanalizowaliśmy kilka wariantów, jak mógłby skierować rozmowę na interesujący go temat, jednocześnie unikając pełnej konfrontacji. Być może lepiej było od czasu do czasu rzucić jakąś aluzję, na przykład podczas wspólnego siedzenia na kanapie, w atmosferze relaksu. Nicolas mógłby też zaproponować Evie po seksie, żeby jeszcze nie zasypiała i obejrzała z nim film. Jeśli tylko odpowiednio do tego podejdzie, przytulanie wyjdzie im naturalnie.

 

Mężczyźni często sprawiają wrażenie o wiele bardziej niezależnych i pewnych siebie niż kobiety, ale w tym momencie uświadomiłam sobie, że to tylko złudzenie. Są po prostu lepszymi aktorami.

Kiedy Eva wróciła z pracy, było już przed dziewiątą wieczorem i minęła kolejna godzina, zanim razem z Nicolasem wyszli do kina. Dopiero po dziesiątej miałam pokój dla siebie. Po pierwszym uczuciu ulgi, że odzyskałam wreszcie ukochany spokój, szybko przyszło otrzeźwienie, bo jak za pstryknięciem palców wypełniłam ciszę czymś innym, a mianowicie – oczekiwaniem. Wizyta Nicolasa i jego problem były wprawdzie trochę niecodzienne, ale skutecznie odwróciły moją uwagę, co próbowałam osiągnąć przez cały dzień. A teraz zostałam znów sama ze sobą i swoimi obawami.

Nie chciałam jednak znowu dać im się opanować i próbowałam – przynajmniej częściowo – zachować zdrowy rozsądek.

„On się przecież odezwie” – mówiłam sobie. „To, że tego do tej pory nie zrobił, z pewnością nie oznacza żadnej katastrofy o kolosalnym zasięgu. A jeśli Elyas jednak zmienił zdanie i nie chce być moim chłopakiem, nie jestem przecież bezradna – mogę pociąć jego siusiaka na cieniutkie plasterki, a potem zmusić go, by je zjadł. Tak jest!”.

Minionego popołudnia próba zajęcia umysłu lekturą była skazana na porażkę. Mimo to ponownie chwyciłam książkę i położyłam się na łóżku. Przeczytałam jedną stronę, przeczytałam dwie strony, przeczytałam trzy strony. W pewnej chwili, nie zauważając tego, wciągnęłam się w fabułę. Kiedy już ani przez sekundę nie myślałam o Elyasie, moja komórka zawibrowała i wyświetliła się na niej wiadomość.

Nie odbierać

Czy zmieniłaś miejsce zamieszkania na inną planetę?

Emely

Chciałam, ale nie było biletów.

Nie odbierać

Twoje szczęście, bo wsiadłbym w następną rakietę i po Ciebie przyleciał. Jak się czujesz? Jak Ci minął dzień? Myślałem o Tobie prawie bez przerwy. Przez cały dzień chciałem do Ciebie napisać, ale nie miałem ani chwili spokoju.

Emely

Mój dzień nie należał do spektakularnych, trochę rozmawiałam przez telefon, trochę sprzątałam, a trochę udzielałam rad sercowych Nicolasowi. A co u Ciebie? Jakieś nowości? Jak się czuje Jessica?

Nie odbierać

Muszę Ci to opowiedzieć ze szczegółami. Coś jest nie tak z opieką nad nią. Jestem teraz z Sebastianem i Yvonne u Andy’ego i Sophie. Próbujemy przegadać ten męczący dzień. Później chętnie przyjechałbym jeszcze do Ciebie, żeby znów móc wziąć Cię w ramiona. Oczywiście, jeśli tego chcesz.

Emely

Czy tego chcę? Co za głupie pytanie, oczywiście, że chcę. Ale jest już po północy, Elyas. Będziesz tu naprawdę bardzo późno. Jak długo chcesz tak wegetować w bezsenności? Byłabym najszczęśliwsza na świecie, gdybyś do mnie przyjechał. Ale jeszcze szczęśliwsza będę, jeśli po tym spotkaniu pojedziesz do domu i w końcu porządnie się wyśpisz.

Nie odbierać

Brakuje mi Ciebie...

Emely

Mi Ciebie też.

Nie odbierać

Czy kiedyś będzie nam łatwiej?

Emely

Nie sądzę.

Nie odbierać

Będziesz śnić o mnie dziś w nocy?

Emely

Niestety, nie mogę Ci tego obiecać. Ale zanim zasnę, na pewno będę o Tobie marzyć.

Nie odbierać

Ja o Tobie też.

Emely

Jedź bezpiecznie do domu, Elyas, i śpij dobrze.

Nie odbierać

Tak zrobię. Do zobaczenia wkrótce, moja piękna.

Emely

Do zobaczenia, głuptasie.