Wiosna koloru słońcaTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

Jeszcze trochę o wiejskich głupkach i cynamonie

Leżałam jeszcze na łóżku, kiedy po niecałym kwadransie drzwi do łazienki się otworzyły i stanął w nich świeżo umyty i całkowicie ubrany Elyas. Jego włosy błyszczały wilgocią, a skóra sprawiała wrażenie gładszej, jakby udało mu się zmyć z twarzy część zmęczenia.

Wyrzucił swój pusty kubek do kosza na śmieci, a ja uniosłam się trochę i oparłam na łokciu. Elegancko i z wybitnie słodkim uśmiechem na twarzy powoli podszedł do mnie i na brzuchu wślizgnął się do łóżka.

– Mamy jeszcze chwilę przed wyjściem do szpitala – powiedział.

Podążyłam wzrokiem za jego spojrzeniem na zegarek i doszłam do tego samego pięknego wniosku. Widocznie w łazience potrzebowałam trzykrotnie więcej czasu niż on. Wstawanie przed budzikiem zdecydowanie miało swoje mocne strony.

Kiedy ponownie spojrzałam na Elyasa, on przysunął się trochę w moją stronę. Nadal leżał na brzuchu, ale oparł się na przedramionach i spoglądał na mnie z czułością swoimi turkusowymi oczami. Choć jego bliskość wciąż wprawiała mnie w nerwowość, jednocześnie czułam się wspaniale. Chwila intymności trwała, aż w końcu opadłam z powrotem na plecy. Lekko ugięłam nogi i skłoniłam głowę w jego stronę.

– Przykro mi, że muszę być tak szczery – zaczął Elyas. – Ale nie da się tego pominąć milczeniem: to była najgorsza kawa, jaką piłem w życiu. Naprawdę. Połowę wylałem. Jak możesz codziennie pić kawę z tego złomu? – Na jego twarzy malowało się czyste zdumienie.

Dłonią wskazał w kierunku parapetu, na którym stał nasz stary ekspres do kawy – albo, ściślej mówiąc, to, co z niego pozostało.

– Nie wiem, jak to się stało. Być może lepiej, żebym nie wiedziała. Pewnego popołudnia wróciłam do domu i odkryłam, że coś się stało z ekspresem. Eva i Nicolas powiedzieli mi, że przez przypadek go przewrócili.

Elyas sprawiał wrażenie, jakby przez chwilę wyobrażał sobie tę scenę, a potem zapytał:

– Dlaczego nie kupicie nowego?

Westchnęłam.

– Bo Eva chce, żebyśmy podzieliły się kosztem pół na pół. A ja nie mogę się na to zgodzić, bo przecież to ona w trakcie ostrego seksu zrzuciła stary ekspres z parapetu i kompletnie go zdemolowała.

– Rozumiem – odpowiedział Eylas. – Ale z tego powodu nie możesz przecież pić tego paskudztwa... Czy opowiadałem ci już o moim ekspresie do kawy?

Uśmiechnęłam się szeroko, ponieważ doskonale wiedziałam, co będzie dalej.

– Znakomita kawa, system kontroli aromatu, spieniacz do mleka, automatyczne odkamienianie – rozmarzył się Elyas.

– Próbujesz zrobić na mnie wrażenie swoją kawą?

– Mam inne zalety, które przyciągają płeć piękną.

To było tak typowe dla Elyasa, że musiałam przewrócić oczami. Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy.

– Czy nie byłoby lepiej, gdybyś co rano piła kawę u mnie?

Wyglądało na to, że ze swoimi prognozami, jak rozwinie się jego wypowiedź, trafiłam jak kulą w płot.

– Jasne – powiedziałam, jakbym rzeczywiście rozważała jego propozycję. – Tak z pewnością byłoby lepiej, ale jednak rodziłoby to sporo komplikacji, gdybym każdy dzień zaczynała od wizyty u ciebie w celu wypicia kawy.

Teraz to on przewrócił oczami. Ale już po krótkim czasie w jego oczach znowu pojawił się cień przebiegłości.

– Na dłuższą metę moglibyśmy to zmienić...

Miałam przeczucie, że nie chodzi mu o to, żeby załatwić mi nowy ekspres do kawy. Odchrząknęłam.

– To zadziwiające, jak szybko znów robisz się bezczelny.

– A wiesz, co mnie dziwi?

Pokręciłam głową, ale nie byłam pewna, czy chcę zostać wyprowadzona z tej nieświadomości.

– Że tak łatwo można wprawić cię w zakłopotanie.

Jeszcze zanim zdążyłam odpowiedzieć, Elyas pocałunkiem zamknął moje już lekko otwarte usta. Czuć jego wargi na moich – to wciąż było dla mnie nowe uczucie, choć zarazem jednak dziwnie znane, jakby jego usta właśnie tam pasowały najlepiej. Wszystko, co chciałam powiedzieć, odeszło w niepamięć.

– Hmm – wydobył z siebie w końcu, patrząc na mnie po chwili. – Wygląda na to, że wreszcie znalazłem sposób, żeby cię uciszyć.

Spojrzałam na niego ze złością i dałam mu kuksańca.

– Czy to też było bezczelne? – zapytał.

– Trudno cię przebić w bezczelności.

– A czy jestem bezczelny, kiedy ci mówię, że najchętniej spędzałbym każdą sekundę przy twoim boku?

Potrząsnęłam głową i wyciągnęłam do niego rękę. Troskliwie ujął ją pomiędzy swoje dłonie i przytulił do policzka. Na chwilę zamknęłam oczy. Czułam, że myślami jest już przy Jessice i że ciąży mu to nadchodzące spotkanie. Najchętniej zaoferowałabym mu swoje towarzystwo, ale wiedziałam, że po wizycie u lekarzy chce pójść prosto do Jessiki i byłabym przy tym raczej przeszkodą niż wsparciem. Ona nadal nie chciała się prawie z nikim widywać.

– Nie wiem, czy naprawdę mogę cię teraz zostawić samą – powiedział.

– Mnie? Dlaczego nie? – Czekałam na odpowiedź, ale ponieważ nie padła, mówiłam dalej: – Jestem świadoma, jak wyglądają sprawy z moją koordynacją ruchową. Owszem, często coś idzie nie tak, jak powinno, a czasem nawet się psuje. Ale ostatecznie można mnie przecież zostawić na kilka godzin samą bez ryzyka, że wywołam trzecią wojnę światową.

Powoli i delikatnie pocałował każdy z moich palców.

– Nie to miałem na myśli – powiedział. – Chodzi mi raczej o to, że... w przeszłości wciąż coś szło nie tak, kiedy tylko traciliśmy się z oczu. Nawet wtedy, po pierwszym pocałunku.

– Ale przyczyną zawsze były nieporozumienia – odpowiedziałam i nie byłam pewna, czy ma to uspokoić jego, czy jednak mnie. – Serio, co jeszcze może się stać?

Ledwo wypowiedziałam to pytanie, już pożałowałam. Przecież nigdy nie można być pewnym, co życie – albo autor – trzyma jeszcze w zanadrzu. Sądząc po wyrazie twarzy Elyasa, miał takie same myśli.

– Okej, Elyas, czy chcemy sobie coś obiecać?

– Brzmi dobrze. Co dokładnie?

– Cokolwiek się zdarzy, niechby nawet wydawało się to jednoznaczne, mimo wszystko postaramy się ze sobą porozmawiać. Nieważne, co się stanie.

– Nieważne, co się stanie?

Skinęłam głową.

– A ja mogę mieć pewność, że wcześniej nie uciekniesz z tej planety?

– Całkowitą. Infrastruktura transportu na Marsa jest wciąż kiepsko rozbudowana.

– Masz rację, jest z nią jeszcze gorzej niż z tą w Berlinie.

Pomyślałam o tysiącach sytuacji, kiedy bezskutecznie czekałam w Berlinie na autobus albo na tramwaj i z cichym westchnieniem przyznałam Elyasowi rację. W tym życiu berlińskie przedsiębiorstwo komunikacyjne i ja już nigdy nie mieliśmy się zaprzyjaźnić.

Ponownie pocałował moją dłoń i położył ją na swoim karku. Powoli przyciągnął mnie do siebie i podparł się łokciem po drugiej stronie mojego ciała, tak że lekko nachylał się nade mną. Mój oddech przyspieszył, a skóra zaczęła łaskotać, kiedy delikatnie przeciągnął palcami po skroni. Jego spojrzenie było głębokie i ciepłe, porwało mnie do naszego własnego, małego świata.

– Wiesz, w co wierzę? – wyszeptał.

Nie, nie wiedziałam. Nie wiedziałam już nawet, gdzie jest moja głowa, a gdzie nogi, wszystko sprawiało wrażenie poprzestawianego do góry dnem. Góra była w dole, a dół w górze. A kiedy wydawało mi się, że już odzyskałam orientację, wszystko kręciło się ponownie i zmieniało miejsce.

– Jeśli sobie to obiecamy – mówił dalej – i uda nam się tego trzymać, wtedy nie wiem, co mogłoby nas poróżnić. Chciałbym, żeby to, co jest między nami, trwało wiecznie.

Czułam się tak, jakby strumień ciepłej wody płynął mi po plecach i wywoływał gęsią skórkę na każdym centymetrze ciała. „Wiecznie” brzmiało bardzo fajnie.

– Może się na przykład zdarzyć, że będziesz mnie miała dosyć – dodał.

Zmarszczyłam czoło.

– Dlaczego mogłabym mieć cię dosyć? A może to ty będziesz w pewnym momencie miał dość mnie?

Wargi Elyasa ułożyły się w taki uśmiech, jakbym właśnie zapytała go, czy zamierza pójść do klasztoru i żyć w celibacie. Powoli nachylił się w moją stronę.

– Nigdy – wyszeptał na moich ustach i pozostawił na nich lekki pocałunek. Kiedy się ze mnie zsunął i położył obok, objął moje biodra i pociągnął w bok, więc ostatecznie leżałam naprzeciwko niego. Ukryłam twarz w jego szyi, otoczyłam go mocno ramionami i z głębokim wdechem wciągnęłam jego zapach. Nasze nogi skrzyżowały się. Wszystkie spotkania w jednej chwili odeszły w zapomnienie. Ta chwila była tak cudowna, że nic nie mogło nam przeszkodzić.

Pozornie. Bo w tym samym momencie zadzwonił telefon. Ostry dzwonek brutalnie zakłócił nasze sam na sam.

Nawet nie śniło mi się, żeby odebrać, więc czekałam cierpliwie, aż telefon umilknie. Tak się stało, ale niestety inaczej, niż się tego spodziewałam. Eva się obudziła, wymamrotała coś niezrozumiałego, krokiem lunatyka poczłapała do biurka i odebrała.

– Tak?

Chwilę później odsunęła słuchawkę od ucha, w trybie zombie odwróciła się w naszą stronę i wcisnęła mi telefon w dłoń.

– Twoja matka – powiedziała poirytowanym tonem. Rzuciła Elyasowi przelotne spojrzenie, ziewnęła tak głośno, że dźwięku jej ziewania wystarczyłoby dla dwóch osób, i ponownie pomaszerowała do łóżka.

Gapiłam się na telefon w dłoni i gorączkowo szukałam na jego obudowie przycisku wywołującego samozniszczenie.

– Emely? Halo? – słyszałam już głos mojej matki, jeszcze zanim przyłożyłam głośnik do ucha.

Spojrzałam na telefon, potem na Elyasa i znów na telefon.

– Emely? Halo? Halo?

Przewrócił oczami i dał mi kuksańca.

– Hej, mamo, miło cię słyszeć. Niestety, właśnie przeszkadzasz. Czy mogę do ciebie zadzwonić później?

 

Mój palec już prawie nacisnął „rozłącz się”, ale jej odpowiedź sprawiła, że znieruchomiałam.

– W czym ci niby przeszkadzam? – zapytała z rozbawieniem, jakby w moim życiu nie było niczego, co mogłaby wziąć pod uwagę.

Spoczęło na mnie ciekawskie spojrzenie Elyasa, bo on oczywiście nie usłyszał, co po drugiej stronie połączenia wyprodukowała z siebie moja matka, choć widział, że najwidoczniej nieszczególnie mi się to spodobało. Jej wypowiedź sprowokowała mnie do tego stopnia, że kolejne słowa w niekontrolowany sposób wyrwały mi się z ust.

– Leżę właśnie w łóżku z wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną. W tym mi przeszkadzasz.

Po wypowiedzeniu tych słów byłam z siebie bardzo dumna, ale już w następnej chwili wpadłam w osłupienie. Moja matka zaczęła się śmiać. Nie mogłam tego pojąć, a Elyas spojrzał na mnie pytająco.

– Ona się śmieje – wymamrotałam, czekając, aż matka się uspokoi.

– Chyba cię właśnie obudziłam – zachichotała.

– Ona myśli, że ja śnię. – Nic nie rozumiejąc, przekazałam tę wiadomość Elyasowi.

– Emely – przerwała mi moja mama. – Jeśli do tego rozmawiasz sama ze sobą, tylko pogarszasz sytuację!

Stopniowo zaczynałam się wewnętrznie gotować, jak homar w gorącej kąpieli wodnej, a przynajmniej moja twarz przybrała taką barwę.

– Rozmawiam sama ze sobą? Czy ty mówisz serio?

Szukałam pospiesznie słów, które oddałyby moje oburzenie, aż Elyas po prostu wyjął mi z dłoni telefon i włożył go sobie pomiędzy policzek i ramię.

– Cześć, Carla! Jak minęły ci święta?

– Tak, to ja, Elyas.

– Tak, Schwarz. Elyas Schwarz. Właśnie ten.

– To jak leci? – dopytywał wesoło.

– Cieszę się. Tak, u mnie też wszystko w porządku, nawet bardzo w porządku.

Jego spojrzenie w tym momencie skierowane było tylko na mnie, i to tak czułe, że ciepło w moim sercu wezbrało i rozlało się po całym ciele. Dlaczego ja się przed chwilą złościłam? Już zapomniałam. Chodziło o coś związanego z moją matką...

– Czy w Neustadt wszystko po staremu?

W myślach widziałam moją matkę, która prawdopodobnie stała właśnie w korytarzu i całkowicie zszokowana próbowała prowadzić small talk z Elyasem. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie odczuwam satysfakcji.

– Tak, tu też. U Alex też wszystko w porządku.

– Oczywiście, przekażę. Alex się ucieszy.

– Czy chcesz jeszcze rozmawiać z Emely?

Tym razem z cholerną przyjemnością chwyciłam słuchawkę.

– Mamo? – spytałam.

– Co młody Schwarz robi w twoim łóżku? – wyrzuciła z siebie.

Teraz to ja się zaśmiałam.

– Leży? – zapytałam.

– Rozumiem. A dlaczego tam leży?

Moje spojrzenie ostrożnie powędrowało w stronę Elyasa, który przyglądał się mi z rozbawieniem. Nie wiem, jakim sposobem, ale kolejne słowa po prostu wypłynęły z moich ust. Czułam, że muszę je z siebie wyrzucić, zanim sama jeszcze pojęłam ich sens.

– Bo jest moim chłopakiem.

Jedyną odpowiedzią, na jaką czekałam, była reakcja Elyasa. Najpierw sprawiał wrażenie trochę zdziwionego, ale już sekundę później wyglądał na szczęśliwego. Nie zastanawiając się, odwzajemniłam jego uśmiech i poczułam miłe łaskotanie w brzuchu.

– Twoim chłopakiem? – powtórzyła moja matka.

Ja już jednak nie zwracałam na nią uwagi, ponieważ ten moment należał tylko do Elyasa i do mnie. Zbliżył się powoli i pocałował mnie w czoło. Zamknęłam oczy, a kiedy znów je otworzyłam, zobaczyłam najcieplejszy uśmiech, jaki kiedykolwiek widziałam w życiu.

– Emely! – Histeryczny ton głosu mojej matki przywołał mnie do rzeczywistości.

– Tak, tak, to mój chłopak – odpowiedziałam na jej pytanie.

Tymczasem Elyas położył płasko dłoń na moim brzuchu i delikatnie go pogłaskał. Ten dotyk wywołał we mnie tak podniecające uczucie, że chciałam się już skupić tylko na nim.

– Jak to twój chłopak? Od kiedy? A czy Elyas o tym wie? Czy on wie, że jest twoim chłopakiem? Dlaczego nie mówisz mi o takich rzeczach? Na święta...

– Mamo! – przerwałam jej energicznie. – Oczywiście, że on o tym wie!

Dobry Boże, co z moją matką było nie tak? Szybko się opanowałam, nie chcąc dopuścić do tego, żebym przez telefon ziała żądzą mordu.

– Czy przypominasz sobie jeszcze początek naszej rozmowy? – zapytałam w końcu.

– Jaki początek?

– Początek, kiedy powiedziałam ci, że właśnie mi przeszkadzasz i że później do ciebie zadzwonię.

– Nie możesz przecież tak po prostu przekazywać mi takiej wiadomości, a potem mnie spławiać!

Wzięłam głęboki wdech, a następnie położyłam kciuk i palec wskazujący pomiędzy oczami.

– Wiem, że masz teraz tysiące pytań: na kiedy planujemy ślub, czy chcemy mieć dzieci i tak dalej. Odpowiedź brzmi: nie. I teraz naprawdę nie mogę odpowiadać na twoje pozostałe pytania. Zadzwonię do ciebie na dniach, OK?

– Na dniach? – zapytała piskliwym tonem.

– Tak. Więc trzymaj się, do usłyszenia! I pozdrów ode mnie tatę!

– Emely!

– Cześć, mamo – powiedziałam, nacisnęłam na guzik i rzuciłam telefon na łóżko. – Moje biedne nerwy – wymamrotałam. – Moje biedne nerwy...

– Twoja mama to naprawdę twarda zawodniczka – przyznał mi Elyas.

– Moja mama nie jest twardą zawodniczką, moja mama jest jak ze stali.

Elyas przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam głowę w jego szyję. Westchnęłam, bo już tyle wystarczyło, żebym niemal całkowicie zapomniała o telefonie. Przytulaliśmy się do siebie i delektowaliśmy się ostatnimi wspólnymi minutami, które nam pozostały.

Kiedy w pewnym momencie Elyas uniósł głowę, byłam pewna, że spogląda na zegar. A gdy westchnął z niechęcią, wiedziałam, że nadszedł już czas.

– Musisz iść – stwierdziłam i spojrzałam na niego ostrożnie.

Uniósł jeden kącik ust i obdarował mnie zbolałym uśmiechem, a potem skinął głową. Przyszło mi to z trudem, ale pierwsza podniosłam się i usiadłam. Elyas poszedł moim śladem i zaraz wstał z łóżka. Wyciągnął do mnie rękę i poderwał mnie na nogi. Uderzyłam o jego tors, ale natychmiast chwyciły mnie jego ramiona. Ukrył twarz w moich włosach, a ja stanęłam na czubkach palców, by móc objąć jego szyję. Chłonęłam każdą sekundę, którą z nim jeszcze spędzałam.

Znów zapomnieliśmy o czasie, więc chwyciłam go za rękę i pociągnęłam za sobą w stronę drzwi.

– Spóźnisz się – powiedziałam i usłyszałam, jak wzdycha.

Kiedy już miałam sięgnąć klamki, Elyas ponownie przyciągnął mnie mocno do siebie i z uwodzicielskim uśmiechem położył mi ręce na talii. Początkowo byłam zdziwiona, ale potem zobaczyłam w jego oczach, co zamierza. Chciał mnie pocałować. Tak pocałować, jak jeszcze się tego ranka nie całowaliśmy. Moje kolana zmiękły, jakby kości zamieniły się w ciepłą, gęstą masę. Elyas położył dłoń bokiem na mojej szyi i przeciągnął kciukiem po szczęce. Zdezorientowana spojrzałam w dół i próbowałam nie stracić kontroli nad swoim oddechem. Jego uścisk wokół mojej talii wzmocnił się.

– Jeszcze się z tobą nie pożegnałem, a ty już chcesz mnie wystawić za drzwi? – wyszeptał.

Uniosłam wzrok i zobaczyłam, jak jego twarz milimetr po milimetrze zbliża się do mojej.

– Cześć, Elias? – wysapałam wysokim głosem.

Ale on potrząsnął głową.

– To się nie liczy.

Moje usta bezwiednie lekko się rozchyliły, kiedy Elyas przechylił głowę, a nasze wargi już miały się spotkać. Ale wtedy on się zatrzymał, zastygł w tej pozycji. Napięcie było prawie nie do zniesienia. Niemal niezauważalnie, a jednak intensywnie przeciągnął ustami po moich wargach, jego oddech uderzył w moją skórę, a stan wyczekiwania wprawił mnie w drżenie. W pewnej chwili nie mogłam już tego wytrzymać i pociągnęłam go w dół do siebie. Z uśmiechem na ustach zaczął mnie w końcu całować. Nasze ciała, nasze wargi, nasze języki zlały się w jedno, jakbyśmy nigdy nie byli dwoma oddzielnymi bytami. Pasowaliśmy do siebie. Z każdym kolejnym pocałunkiem wyszeptywaliśmy sobie, ile dla siebie znaczymy. W tym momencie poczułam, jak bardzo za nim tęsknię, co było absurdalne, ponieważ stał obok mnie. Mimo to tęsknota za nim niemal zżerała mnie od środka. Wiedziałam, że zdołam się do niego jeszcze bardziej zbliżyć, ale równie dobrze wiedziałam, że nigdy nie będzie to dość.

Kiedy nasze wargi powoli się od siebie oddaliły, wciągnęłam powietrze, które wciąż smakowało Elyasem. Czułam się lekka jak piórko. Podniosłam powieki i spojrzałam prosto w jego oczy, które spoglądały na mnie ciepło. Mogła minąć cała wieczność, a ja bym tego nie zauważyła, a jednak upartym cieniem kładła się na nas świadomość, że był to pocałunek na pożegnanie. Choć, miejmy nadzieję, nie na długo.

– Odezwiesz się? – zapytałam.

– Jeśli mogę, bardzo chętnie.

– Dlaczego miałbyś nie móc?

– Muszę się najpierw przyzwyczaić do tego, że kiedy do ciebie dzwonię, ty odbierasz.

Wtedy przypomniałam sobie, że w mojej komórce Elyas zapisany jest jako „Nie odbierać”, i na sekundę uśmiechnęłam się diabelsko.

– Dlaczego się uśmiechasz? – zapytał i z nieufnością zmrużył oczy.

– Nic takiego, coś mi się przypomniało, nie zrozumiałbyś – powiedziałam pospiesznie.

Zanim zaczął drążyć, dałam mu buziaka w usta.

– Życz Jessice dużo siły – powiedziałam. – Myślę o tobie.

– Ja o tobie też. – Ostatni raz odgarnął mi kosmyk włosów z czoła, a potem nadszedł moment pożegnania. Jakoś udało nam się od siebie oddzielić, chociaż trwało to dłuższą chwilę, zanim zrobiły to nasze dłonie i on zamknął za sobą drzwi.

Elyas już poszedł, a jednak został. Zostawił mi ciepło, które czułam w całym ciele, i swój zapach, który był tak intensywny, jakby on wciąż stał przede mną. Fakt, że Elyasa już przy mnie nie było, nic nie zmieniał w stanie mojego szczęścia. Najchętniej przytuliłabym cały świat.

Całkowicie otumaniona odwróciłam się w stronę mojego łóżka, opadłam na nie na brzuch z rozpostartymi ramionami i schowałam głowę w poduszkę, na której Elyas leżał jeszcze kilka minut wcześniej. Po mojej głowie nie krążyły prawie żadne myśli. Byłam po prostu szczęśliwa. Prawdopodobnie leżałabym tak całą wieczność, gdyby po dziesięciu minutach ktoś nie zapukał do drzwi.

Nieufnie podniosłam głowę i spojrzałam na zegar. Za piętnaście dziesiąta. Kto mógłby teraz czegoś ode mnie chcieć? O, cholera... Liczyłam się z najgorszym: liczyłam się z Alex!

Wkrótce jednak ta obawa zmieniła się w najprzyjemniejszą z możliwych niespodzianek, ponieważ z drugiej strony drzwi dobiegł mój ulubiony głos:

– Emely, to ja.

Trochę zbyt entuzjastycznie wyskoczyłam z łóżka i prawie runęłam na nos, więc kiedy otworzyłam drzwi, byłam lekko zdyszana. Naprawdę stał za nimi Elyas.

– Zapomniałeś o czymś? – zapytałam ze zdumieniem.

Zamiast mi odpowiedzieć, zza swoich pleców wyczarował torbę z piekarni i kubek kawy.

– O śniadaniu – uśmiechnął się.

– Ale to przecież nie szkodzi, przecież musisz...

Zanim zdążyłam wyjąkać to zdanie do końca, wcisnął mi w dłoń oba przedmioty.

– Ależ nie, musiałem. Kawa jest z cynamonem. Lubisz cynamon?

Kochałam cynamon. Ale jeszcze bardziej kochałam jego.

– W torebce są rogaliki z czekoladą – dodał.

Gapiłam się na to, co trzymałam w dłoni, zanim moje spojrzenie powędrowało ponownie w jego stronę. Szczerze powiedziawszy, nie miałam najmniejszego pojęcia, co powinnam powiedzieć. Byłam tak zaskoczona i wzruszona, że moja kompetencja językowa wystawiła mnie do wiatru. Jednak nawet kiedy wszystkie moje zdolności nagle wyparowały, na jednej z nich wciąż mogłam polegać – na moim cholernym poczuciu humoru.

– Posłuchaj, jesteś singlem? Byłabym zainteresowana.

Uśmiechnął się szeroko.

– Nie, przykro mi, jestem już zajęty.

– Cholera, najlepsi faceci zawsze są zajęci.

Dalej grał w tę maskaradę i ze współczuciem wzruszył ramionami, a ja wypiłam łyk gorącej kawy.

– Smakuje ci?

– Jest nieziemsko dobra. Chcesz spróbować?

Nie wyglądał, jakby chciał odmówić, ale zignorował kubek, który wyciągnęłam w jego stronę. Nachylił się do mnie i skosztował kawy wprost z moich warg.

– Smakuje wybornie – wyszeptał.

To był tylko drobny ruch warg, a jednak wywołał we mnie taki paraliż, że po prostu stałam i gapiłam się na niego.

– Uwielbiam, kiedy zapominasz o oddychaniu – powiedział, nie przestając mi się przyglądać. – Ale powoli zaczynam się martwić.

Jakby właśnie wróciła mi pamięć, w tej samej chwili zaczerpnęłam powietrza. Dlaczego właściwie studiowałam literaturoznawstwo? Powinnam wybrać blamaż, w tym byłam najlepsza.

 

– Nie musisz już iść? – zapytałam boleśnie zawstydzona. Chcąc szybko odwrócić uwagę Elyasa, wyciągnęłam z torby rogalik i wsunęłam mu do ust. – Ty też musisz coś jeść.

Uśmiechnął się, jakby przejrzał mój manewr na wylot, i odgryzł kawałek ciastka.

– Niestety, masz rację, naprawdę muszę iść.

– Dziękuję za śniadanie, naprawdę. Dziękuję.

Dał mi ostatniego buziaka w policzek, a potem jeszcze pięć razy odwrócił się w moją stronę, aż w końcu sobie poszedł. Powolnym ruchem zamknęłam drzwi i chwilę potem wzdrygnęłam się z przestrachem, bo kiedy się odwróciłam, zobaczyłam, że Eva z potarganymi włosami siedzi po turecku na łóżku. Otoczona skłębioną pościelą powoli i rytmicznie kręciła głową.

– Mam nadzieję, że te umizgi się nie pogłębią. Są nie do wytrzymania. Mam od nich koszmary.

– Zapytaj mnie, od czego ja mam koszmary – odpowiedziałam.

W tej samej chwili pożałowałam swoich słów, bo ten widok znów pojawił się przed moim wewnętrznym okiem... Penis Nicolasa w całej swojej okazałości, w erekcji, na zawsze wtłoczony w synapsy mojego ośrodka fatalnych wspomnień. Wzdrygnęłam się.

Eva zignorowała moją wypowiedź i mocno się przeciągnęła. Potem odsunęła kołdrę, przywlokła się w moją stronę i wsadziła głowę do torby z piekarni.

– Rogaliki czekoladowe – stwierdziła z zachwytem, kiedy ja z irytacją przyglądałam się, jak grzebie w mojej torbie. W następnej chwili już wpychała sobie ciastko do ust, podziękowała skinieniem głowy i zniknęła w łazience. Spojrzałam za nią z niedowierzaniem. Hej, to moje rogaliki!

Chociaż w torebce znajdowały się jeszcze trzy sztuki, w tym momencie najchętniej złożyłabym do sądu pozew o zaprzestanie szkodliwych praktyk. Ponieważ jednak nie posiadałam jeszcze adwokata, parsknęłam tylko ze złością i skupiłam się na najistotniejszym, czyli innymi słowy, na najsłodszym śniadaniu, jakie kiedykolwiek dane mi było jeść. W moim brzuchu fruwało tyle motyli, że właściwie w ogóle nie odczuwałam głodu, ale, żeby zadowolić Elyasa, zjadłabym wszystko do ostatniej okruszynki.

Czy „rogalik” Elyasa też smakował jak czekolada?

Hmmm... raczej nie... a może jednak?

O co chodzi? Przecież można sobie pomarzyć!

Dobry Boże, hormony zupełnie mnie ogłupiały. Koniec z rogalikami w mojej głowie, nie mają tam nic do szukania!