Kto je porwał?

Tekst
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Całkowicie to rozumiem, pani Appleton. Zaczekam na swoje współpracowniczki w samochodzie.

* * *

Ev zatrzymuje się na szczycie schodów. Po lewej zauważa otwarte drzwi do łazienki: białe kafelki, ciężka plastikowa zasłona do prysznica i mocny zapach wybielacza. Ręczniki (schludnie złożone, w przeciwieństwie do tych w jej mieszkaniu) są w tym samym odcieniu fioletu co ściany na dole. Zdaje się, że to jakiś motyw przewodni.

Przed sobą widzi troje drzwi, dwoje otwartych. Główna sypialnia z satynową narzutą na łóżku (domyślacie się pewnie, w jakim kolorze) oraz, jak podejrzewa Ev, pokój młodszej pociechy pani domu. Ubrania i tenisówki porozwlekane gdzie popadnie, kołdra zarzucona byle jak na łóżko, kolekcja pluszowych zabawek i kosmetyczka z przyborami do makijażu. Ev podchodzi cicho do zamkniętych trzecich drzwi, dziękując w duchu za to, że dywan jest tak puszysty. Ona nigdy nie mogłaby mieć takiego w domu. Kot natychmiast by się z nim rozprawił. Uwielbia drzeć wszystko na strzępy.

Pokój, który ukazuje się jej oczom, jest całkowitym przeciwieństwem sypialni młodszej córki. Wszystkie szafki są pozamykane i nic nie wystaje z niewsuniętych do końca szuflad. Nawet sterta magazynów „Grazia” jest schludnie ułożona. Jednak nie to przyciąga uwagę Ev, lecz coś, czemu prawdopodobnie nikt nie poświęciłby większej uwagi. Cała przestrzeń jest zdominowana tablicą korkową zajmującą ścianę naprzeciwko drzwi. Od góry do dołu udekorowana jest zdjęciami wyciętymi z kolorowych magazynów, małymi torebeczkami pełnymi kolorowych koralików i guzików, rolek włóczki, próbek materiałów, kawałków koronki i sztucznego futra, notatek zapisanych grubym czerwonym mazakiem na karteczkach i między tym wszystkim szkicami, które musiała wykonać Faith. Everett nie należy do znawców mody, ale nawet ona dostrzega w niektórych prawdziwy talent: sposób, w jaki Faith skoncentrowała się na małym szczególe i dopasowała cały ubiór tak, by go podkreślał. Kształt obcasów, układanie się materiału, krój rękawa.

– Jej matka ma rację co do jednego – mówi cicho do siebie. – Faith naprawdę ma talent.

– Kim, do diabła, pani jest? – rozlega się za jej plecami.

* * *

– Oto Faith.

Dziewczyna przechodzi obok matki, wyłaniając się z cienia. Jest naprawdę śliczna, Somer od razu to dostrzega. Nawet potargany kucyk i rozmazany tusz do rzęs nie mogą ukryć piękna rysów jej twarzy. Jest również bardzo szczupła – ogromny sweter, którym się otuliła niczym kocem bezpieczeństwa, jedynie to podkreśla. Widać, że to stary sweter, znoszony, z kilkoma dziurami i wytartymi rękawami.

Somer podchodzi bliżej.

– Może usiądziesz? Czy chcesz się czegoś napić? Herbaty, wody?

Dziewczyna waha się przez chwilę, a potem kręci głową. Powoli podchodzi do sofy, asekurując się wyciągniętymi rękami, zupełnie jak stara kobieta.

Somer marszczy czoło.

– Coś cię boli?

Dziewczyna znów kręci głową. Nadal się nie odezwała. Matka siada obok i chwyta ją za rękę.

– Mam na imię Erica. – Somer zajmuje fotel naprzeciwko. – Wiem, że to trudna sytuacja, ale naprawdę chcemy pomóc.

Dziewczyna spogląda na nią przelotnie. Na sklejonych tuszem rzęsach wciąż wiszą kropelki łez.

– Czy możesz nam opowiedzieć, co się stało? – pyta Somer łagodnie. – Mężczyzna, który cię znalazł, pan Mullins, twierdzi, że byłaś bardzo wytrącona z równowagi.

Faith oddycha nierówno. Łzy zaczynają jej płynąć z oczu, a ona nie robi nic, żeby je obetrzeć. Pani Appleford mocniej ściska jej dłoń.

– Wszystko będzie dobrze, kochanie. Nie musisz się spieszyć.

Dziewczyna spogląda na nią, a potem spuszcza głowę i naciąga rękawy swetra na dłonie. Somer jednak zdąża zauważyć obtarte knykcie i ślady na nadgarstkach. Poza tym, chociaż paznokcie Faith są bardzo wypielęgnowane, jeden z nich jest złamany; poszarpany zaostrzony brzeg mógłby zranić kogoś do krwi. Dziewczyna jest tu od kilku godzin i nadal nie wygładziła paznokcia, chociaż dbanie o wygląd najwyraźniej jest dla niej ważne, i właśnie to najbardziej podpowiada Somer, że coś tu jest bardzo nie w porządku.

– Twoja mama powiedziała, że studiujesz modę – ciągnie. – Tym właśnie zamierzasz się zajmować? Projektowaniem ubrań?

Faith spogląda na nią.

– Butów – odpowiada lekko łamiącym się głosem. – Chcę projektować buty.

Somer się uśmiecha.

– Ja też mam do nich słabość. – Wskazuje na swoje półbuty. – Gdyby nie można się było domyślić.

Dziewczyna wprawdzie nie uśmiecha się, ale Somer ma wrażenie, jakby nieco się rozluźniła. Odrobinę. A potem gwałtownie się wzdryga, chociaż w pokoju jest ciepło – zbyt ciepło.

– Myślę, że przydałaby się ta herbata – zwraca się Somer do pani Appleford.

Kobieta marszczy czoło.

– Faith powiedziała, że nie chce…

– Mam spore doświadczenie w pomaganiu ludziom w szoku, pani Appleford. Cokolwiek przydarzyło się pani córce, w tej chwili potrzebuje gorącej herbaty z dużą ilością cukru.

Diane Appleford waha się, a potem spogląda na córkę.

– Mogę cię tu zostawić na pięć minut? – pyta łagodnie. – Powiedz jej, co chcesz.

Faith szybko kiwa głową.

– Tak, mamo. Z chęcią napiję się herbaty.

Somer czeka, aż kobieta wyjdzie z pokoju i dopiero wtedy znów się odzywa. Faith siedzi sztywno na brzegu sofy, zaciskając dłonie między udami.

– Masz szczęście, że twoja mama tak się tobą opiekuje – mówi. – Chciałabym, żeby moja taka była.

Dziewczyna spogląda na nią z lekkim uśmiechem.

– Po prostu się o mnie martwi, to wszystko.

– Od tego są mamy.

– Pewnie tak. – Dziewczyna wzrusza ramionami.

– Tylko przez to czasem dużo trudniej jest rozmawiać o różnych rzeczach. Zwłaszcza tych skomplikowanych. Im bardziej rodzice nas kochają, tym trudniej im powiedzieć coś, co ich zdenerwuje czy zmartwi.

Na policzkach dziewczyny pojawiają się dwie czerwone plamy.

– Faith – ciągnie Somer, nachylając się nieco. – Skoro jesteśmy tutaj tylko we dwie, czy możesz mi powiedzieć, co się naprawdę stało?

* * *

Ev odwraca się gwałtownie i widzi dziewczynę z przetłuszczonymi ciemnymi włosami, w dżinsach z dziurami na kolanach. Jest nieco niższa i cięższa niż Ev – i momentalnie w głowie policjantki pojawia się myśl „nie jak z obrazka”. Kiedyś Everett usłyszała to samo od własnej matki, która sądziła, że córki nie ma w zasięgu słuchu. Ev miała wtedy nie więcej niż dziesięć lat. Nigdy przedtem nie zastanawiała się nad swoim wyglądem, ale po takiej akcji nie było już odwrotu. Zaczęła dostrzegać, jak reagują ludzie na dziewczynki ładniejsze od niej (z czego zdawała sobie sprawę), a także przejmować się tym, w co się ubiera, i martwić się, że jest mniej ważna, ponieważ gorzej wygląda. A teraz sama stoi tutaj, myśląc dokładnie to samo o kimś innym. Ev czuje, że zaczyna się rumienić. Czy oceniła Faith w ten sam sposób, nawet nie zdając sobie z tego sprawy?

Dziewczyna nadal wpatruje się w nią z opryskliwą miną.

– Przepraszam – mówi szybko Everett. – Jesteś Nadine, prawda?

Dziewczyna nawet nie raczy odpowiedzieć.

– Faith pozwoliła pani tu wchodzić? Nie potrzebuje pani przypadkiem nakazu czy czegoś w tym stylu, żeby węszyć w rzeczach innych ludzi?

– Wcale nie węszyłam. Chciałam skorzystać z toalety, drzwi były otwarte i…

– Nieprawda. Faith nigdy nie zostawia otwartego pokoju. Absolutnie nigdy.

Na coś takiego nie ma odpowiedzi.

Nadine odsuwa się na bok i Everett przeciska się obok niej, teraz już podwójnie zażenowana. Kłamstwa nigdy nie wychodziły jej zbyt dobrze.

* * *

Na dole, w dużym pokoju, Somer stoi, wkładając notatnik do wewnętrznej kieszeni kurtki. Widząc Everett, kręci ledwie widocznie głową. Rozmowa najwyraźniej również dobiegła końca.

Diane Appleford obejmuje starszą córkę ramieniem.

– Zostawiam ją z panią na pięć minut i od razu zaczyna pani wymuszać od niej zeznania!

– To nieprawda. Wcale nie wymuszałam…

– Już wam powiedziałam – ciągnie Appleford, przerywając jej bezpardonowo. – Faith powiedziała, że nie została napadnięta. Ona zresztą to potwierdziła, prawda?

– Tak, ale…

Faith jest czerwona na twarzy i wpatruje się w podłogę.

– W takim razie życzę sobie, żebyście wyszły. Jestem pewna, że macie mnóstwo pilniejszych spraw, którymi powinniście się zajmować. Na przykład śledztwo w sprawie rzeczywistego przestępstwa.

W progu pokoju pojawia się Nadine.

– Kochanie, czy mogłabyś odprowadzić do drzwi panie policjantki? – prosi Diane. – Już wychodzą.

Mijając Faith, Somer spogląda jej w oczy.

– Wiesz, gdzie mnie znaleźć, jeśli będziesz chciała porozmawiać.

Dziewczyna przygryza wargę i niemal niedostrzegalnie kiwa głową.

* * *

Na dworze Fawley czeka przy samochodzie, spoglądając na kartkę wielkości fotografii. Widząc zbliżające się podwładne, pospiesznie ją chowa.

– Po waszych minach zgaduję, że nie dowiedziałyście się zbyt wiele.

Somer kręci głową.

– Przykro mi, sir. Właśnie zaczynałam przebijać się przez mur, kiedy wróciła jej matka z herbatą i uznała, że jestem zbyt „natarczywa”. Nie jestem pewna, jak mogłabym przesłuchać jej córkę bez odrobiny natarczywości, ale cóż… – Rozkłada ręce.

– Mamy jednak coś, co zauważyła Somer – dodaje Everett.

– Tak? – Fawley unosi brwi.

– To było, kiedy wychodziłyśmy – mówi Somer. – Chodzi o włosy Faith. Jest w takim stanie, że nie zauważyłam tego wcześniej, ale wciąż za nie pociągała, z prawej strony. Nie jestem stuprocentowo pewna, ale myślę, że części z nich brakuje.

 

* * *

Adam Fawley

1 kwietnia 2018

14.15

– W takim razie co mamy zrobić? – pyta Baxter.

Minęła czternasta i Everett kończy opowiadać reszcie zespołu o sprawie Faith Appleford. A raczej o zajściu, które nigdy nie awansuje do statusu dochodzenia, chyba że znajdziemy dużo więcej punktów zaczepienia. I w zasadzie właśnie to im mówię.

– Niewiele możemy zrobić. Faith upiera się, że to wszystko jest wyłącznie nieporozumieniem. Primaaprilisowy żart, który „nieco się wymknął spod kontroli”.

– Dość paskudny żart – odzywa się Quinn ponuro, zakładając ramiona na piersi. – Poza tym czy szarpanie kogoś za włosy nie uchodzi w dzisiejszych czasach za spowodowanie obrażeń ciała?

– Mogły zostać obcięte – odpowiada Somer. – Nie widziałam dokładnie.

– Tak czy owak, Quinn ma rację – wtrącam się. – To zdecydowanie spowodowanie obrażeń ciała. Nadal jednak zgadujemy. Faith nie powiedziała, że do tego właśnie doszło, a biorąc pod uwagę, że nie chce nam zdradzić, który ze znajomych tak ją potraktował…

– Niezbyt mili ci jej znajomi, moim skromnym zdaniem. Żeby zrobić coś takiego? – wtrąca znów Quinn i chyba nie jestem jedynym człowiekiem tutaj, którego zbiła z tropu ta nagła empatia z jego strony. Widzę, że Ev unosi brwi, ale dzięki niebiosom nikt się nie odzywa. Nie chciałbym, żeby ta nowa cecha została zduszona w zarodku.

– Bo to musiał być jakiś znajomy, prawda? – rzuca jeden z posterunkowych. – W końcu ludzie zazwyczaj nie dają się wrobić w głupie żarty zupełnie obcym osobom, co nie?

– Ale mogą przez nie zostać zgwałcone – wtrąca cicho Asante.

Zapada cisza, a potem Baxter powtarza pytanie, flegmatycznie i beznamiętnie:

– W takim razie co mamy teraz zrobić? – Marszczy czoło i szczerze mówiąc, rozumiem go. Cała ta sprawa może okazać się jedną wielką stratą czasu. Ale co, jeśli rzecz się powtórzy…

– Jeżeli jutro wyląduje mi na biurku jakaś duża sprawa, zostawimy to w spokoju, tymczasem może warto trochę poszperać. Dyskretnie. Powiem jasno: Faith nie zrobiła nic złego i nie chcę, żeby wyglądało na to, że uwzięliśmy się na ofiarę. Istnieje jednak możliwość, że zostało popełnione przestępstwo, i nie zamierzam pozwolić, żeby uszło ono komuś na sucho tylko dlatego, że Faith za bardzo się boi z nami porozmawiać. Zrozumiano? Dobra, zacznijmy od ponownej rozmowy z tym taksówkarzem, Mullinsem. Złożył już oficjalne oświadczenie?

– Nie, sir – odpowiada Somer. – Ale mamy wszystkie dane. Zadzwońmy do niego.

– Świetnie. Sprawdźcie też fotoradary wzdłuż Marston Ferry Road. Może uda się nam wyłapać, skąd się tam wzięła i czy był z nią ktoś jeszcze, zanim Mullins ją znalazł. I niech ktoś poprosi stację benzynową przy rondzie o ich nagrania z kamer przemysłowych.

– Ktoś mógł ją tam podrzucić – zauważa Somer. – Mullins wspomniał o jednym złamanym obcasie. Nie dałaby rady daleko w ten sposób dojść. Ani szybko.

Jeden z posterunkowych wskazuje na jej obuwie.

– Wiesz to z doświadczenia, co Somer? – Wyszczerza zęby w uśmiechu.

Czekam, aż ucichnie śmiech.

– Porozmawiajmy też z dyrekcją tej zawodówki. A nuż wskaże nam jakichś znajomych Faith albo powie, czy ktoś sprawiał jej jakieś problemy.

– Takie ładne dziewczyny nie zawsze są popularne – zauważa Ev.

– Być może w sprawę wmieszany jest jakiś koleś – zgadza się z nią Quinn. – Nawet jeśli nie ma prawdziwego chłopaka, niewykluczone, że ktoś okazywał jej zbyt wiele zainteresowania. Zwłaszcza jeśli jest taka śliczna, jak mówicie. – Przesuwa dłonią po włosach, pewnie nawet nie zdając sobie z tego sprawy, ale jego gest nie pozostaje niezauważony. Quinn zawsze był psem na baby. Ev otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale z nadludzkim wysiłkiem powstrzymuje się w ostatnim momencie. Widzę, że Somer uśmiecha się szeroko.

Tymczasem Baxter nadal skupia się na pracy.

– Mogę poszperać w mediach społecznościowych. Sprawdzenie, z kim się zadaje, nie powinno być trudne.

– Dobrze, zrób to. Asante, czy możesz porozmawiać z Mullinsem? Somer i Quinn, zajmijcie się szkołą.

Somer wydaje się nieco zaniepokojona.

– Musimy być ostrożni. Wie pan, jakie są tego typu miejsca i jak szybko rozchodzą się w nich plotki.

– Jestem pewien, że coś wymyślicie. Bezpieczeństwo na drogach, jeżeli wszystko inne zawiedzie. I Somer, nie przebieraj się przed wizytą.

Spogląda na mnie wielkimi oczami.

– Dobra, jeśli pan uważa, że to pomoże.

Uśmiecham się oschle.

– Można założyć, że przyjaciele Faith również studiują modę.

A jeśli to nie pomoże, zostaje jeszcze zawsze niezbyt subtelny urok osobisty naszego posterunkowego Garetha Quinna.

* * *

Szkoła zawodowa przypomina Somer placówkę, w której uczyła się kilka miesięcy przed wstąpieniem w szeregi policji. Taki sam kloc z betonu i szkła, takie same wydeptane trawniki i krzaki wyglądające jak z plastiku, te same stare, zapyziałe samochody, przy których wypucowane audi Quinna wygląda niczym rasowy ogier w gonitwie osłów. Kiedy jeszcze się spotykali, Somer kiedyś postanowiła zażartować z Quinna i puściła mu piosenkę Shanii Twain o facecie, który całuje swój samochód na dobranoc. Nie była zbyt zdziwiona, gdy ten zupełnie nie zrozumiał żartu. W tej chwili robi wielkie przedstawienie, parkując obok starego, poobijanego saaba i pieczołowicie (jak również zbyt długo) zamykając wszystkie drzwi. Somer dostrzega spojrzenia uczniów – mniej więcej połowa gapi się na samochód (chłopcy), druga zaś na kierowcę (w większości dziewczęta, ale nie tylko). Nic dziwnego – Quinn jest wysoki, dobrze zbudowany i bardzo przystojny, a do tego emanuje pewnością siebie i przekonaniem o własnej wartości. Nawet teraz i nawet mimo problemów, jakich sobie narobił, kiedy już zerwali ze sobą. Chociaż trzeba mu oddać sprawiedliwość, bo w końcu wydusił z siebie coś w rodzaju przeprosin. Lepszych na pewno od niego nie usłyszy. Dobiegły ją również pogłoski o jakiejś jego nowej sympatii.

Quinn wreszcie kończy zabawę kluczykami i dołącza do niej.

– Jak chcesz to rozegrać?

– Zastanawiałam się nad tym. Zacznijmy od rozmowy z dyrektorką, w ramach wstępnego wywiadu środowiskowego, a potem, jeśli się zgodzi, powiemy uczniom, że przyszliśmy porozmawiać z nimi o zachowaniu bezpieczeństwa na drogach, zgodnie z sugestią Fawleya.

Quinn się krzywi. Lubi Fawleya i Somer o tym wie. Poza tym inspektor nieraz już wyciągał go z tarapatów, ale Quinn ma mocną żyłkę współzawodnictwa i wolałby sam wpaść na ten pomysł. Albo na lepszy.

– A może spytamy dyrektorkę? – mówi. – A nuż ostatnio coś tu się wydarzyło, co mogłoby uzasadnić nagłe pojawienie się dochodzeniówki w szkole? Narkotyki czy coś w tym stylu?

Somer musi przyznać, że to rzeczywiście jest lepszy pomysł. Rozgląda się, poszukując znaków prowadzących do biura, ale Quinn ją ubiega.

– Nie fatyguj się, zaraz kogoś zapytam.

Pięć minut później Somer podąża za Quinnem i uczennicą po schodach prowadzących do gabinetu dyrektorki. Wybrali schody, ponieważ to dłuższa droga, a dziewczyna, którą posterunkowy poprosił o pomoc, całkiem przypadkiem ma długie blond włosy, bardzo krótką spódniczkę i najwyraźniej nieograniczoną gotowość do zachwycania się wszystkim, co powie Quinn. Zdążył już streścić jej dwa dochodzenia w sprawie morderstw, podczas których ledwie kiwnął palcem – Somer to doskonale wie, ale nie zamierza przerywać przedstawienia. Ma tylko nadzieję, że nowa dziewczyna Quinna zdaje sobie sprawę, w co się wpakowała.

* * *

Przesłuchanie świadka Neila Mullinsa

Przeprowadzone na posterunku policji w St Aldate’s w Oksfordzie

1 kwietnia 2018, godz. 16.15

W rozmowie uczestniczy post. A. Asante

AA: Dziękuję za przybycie, panie Mullins. Mam nadzieję, że nie zajmie nam to zbyt dużo czasu.

NM: Nie ma sprawy. I tak przejeżdżam obok posterunku w drodze do domu. Jak się czuje ta dziewczyna?

AA: Jest w szoku. Nadal usiłujemy się dowiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Dlatego właśnie chciałem z panem porozmawiać i spytać, czy pamięta pan coś jeszcze. Coś, czego być może nie wspomniał pan podczas pierwszej rozmowy.

NM: Raczej nie. Było tak, jak to opisałem przez telefon: Zobaczyłem ją idącą poboczem… a raczej słaniającą się. Dlatego najpierw pomyślałem, że jest pijana.

AA: Była do pana zwrócona plecami?

NM: Tak. Szła w kierunku Marston i była w pobliżu zakrętu prowadzącego do tamtejszego pubu, Victoria Arms.

AA: To dość daleko od jakichkolwiek osiedli mieszkaniowych, prawda? Nie wydało się to panu dziwne?

NM: Tak. Chyba tak. Dlatego właśnie zwolniłem, kiedy się z nią zrównałem. I właśnie wtedy to zauważyłem.

AA: Co pan zauważył?

NM: Jej stan. Płakała, makijaż miała rozmazany na całej twarzy, a ubranie podarte. Najpierw myślałem, że krwawi, ale potem zdałem sobie sprawę, że to tylko błoto. Całą tapicerkę nim ubrudziła.

AA: Co miała na sobie?

NM: Czy policja nie zabiera ubrania jako dowodu po takim zdarzeniu? W telewizji zawsze tak robią.

AA: Pytam tylko w celu rejestracji faktów, panie Mullins. Sam pan wie, jak to jest.

NM: Jeszcze jak. Pół życia zwykłem tracić na papierkowej robocie. Dlatego przerzuciłem się na taksówkę…

AA: To co z tym ubraniem, panie Mullins?

NM: A tak, przepraszam. To była jakaś niebieska kurtka, chyba dżinsowa. Pod spodem biała bluzka, ale nie widziałem za bardzo szczegółów. No i te sandałki na obcasach, jak już mówiłem. Do tego krótka czarna spódnica.

AA: Czy miała ze sobą torebkę? Jakąkolwiek?

NM: Nie, zdecydowanie nie miała żadnej torebki.

AA: Co się zdarzyło, kiedy się pan zatrzymał?

NM: Nachyliłem się do okna i spytałem, czy wszystko z nią w porządku i czy potrzebuje pomocy. Głupie pytanie, bo przecież widać było, że nie jest w porządku…

AA: Co odpowiedziała?

NM: Trochę jakby zatoczyła się w moją stronę i spytała, czy mógłbym ją zabrać do domu.

AA: Czyli nie miała oporów przed wejściem do pana samochodu? Nie bała się pana?

NM: Cóż, przypuszczam, że uznała, że nie ma się czego bać. No wie pan, taksówka i w ogóle. Poza tym wydaje mi się, że chciała się przede wszystkim wydostać z tego miejsca. Chociaż nie usiadła obok mnie, tylko z tyłu. I przez całą drogę miała otwarte okno, a było cholernie zimno.

AA: Żeby móc zawołać po pomoc w razie potrzeby?

NM: Tak przypuszczam. Nie zastanawiałem się nad tym za bardzo.

AA: Czy wspominała coś o tym, co się stało?

NM: Nie. Wie pan, nie chciałem zbytnio naciskać. Powiedziałem, że zabiorę ją na posterunek policji, a ona zaczęła panikować i mówić, że nie, nie chce mieć nic do czynienia z policją. Wtedy zaproponowałem JR, ale do szpitala też nie chciała jechać, no więc zabrałem ją tam, gdzie mnie prosiła.

AA: Na Rydal Way?

NM: Właśnie. Po wszystkim pomyślałem, że może dlatego szła tą drogą. Próbowała dotrzeć do domu.

AA: Czy kiedy pan tam dojechał, w domu był ktoś jeszcze?

NM: Nie mam pojęcia. Poszła do tylnego wejścia.

AA: O tym nam pan nie wspominał.

NM: Przepraszam. Nie sądziłem, że to ważne.

AA: Powiedział pan, że dziewczyna nie miała ze sobą torebki. Czy mogła mieć klucze w kieszeni?

NM: Przypuszczam, że tak. Nie zastanawiałem się nad tym.

AA: Ale jest pan przekonany, że była w stanie dostać się do środka?

NM: O tak. Chciała przynieść mi pieniądze za przewóz i prosiła, żebym poczekał, ale powiedziałem, że nie musi mi płacić. Biedna dziewucha. Popłakała się, wysiadając.

* * *

Sasha Blake odkłada długopis i zamyka notes. Siedzi po turecku, w tle słychać cichą muzykę. Długopis ma na końcu piórko, a notatnik jest bladoniebieski, z rozsypanymi białymi kwiatami na okładce z przodu. Sasha lubi lśniącą gładkość stronic i dotyk materiału, ale tak naprawdę wybrała ten notes, ponieważ jest wystarczająco mały, aby zmieścić się w jej torebce. Nie może ryzykować, że gdzieś go zostawi. Bardzo kocha swoją mamę i wie, że nigdy nie wściubiałaby nosa w jej sprawy, ale żadna matka nie zdołałaby się oprzeć pamiętnikowi zostawionemu na wierzchu. Isabel stosuje szyfr, a Patsie wrzuca wszystko na telefon, ale Sasha lubi zapisywać różne rzeczy na papierze. Łatwiej jej wtedy oczyścić umysł i wypracować rozwiązanie. Ale jej mama by tego nie zrozumiała. Uznałaby, że wszystko, co jest tu zapisane, to prawda. W pewnym sensie to prawda, ale nie w takim, w jakim zrozumiałaby to mama.

 

Z dołu dobiega ją hałas. Sasha szybko nachyla się i wsuwa notes do kieszeni swojego różowego plecaczka, a potem opiera się o zagłówek i bierze do ręki tomik poezji Keatsa.

– Wszystko w porządku, Sash? – Mama otwiera drzwi, trzymając naręcze uprasowanych rzeczy.

Dziewczyna spogląda na nią.

– Tak, luzuję się z moim kumplem.

Fiona Blake się uśmiecha.

– Nie pracuj zbyt ciężko. Od czasu do czasu powinnaś zrobić coś dla przyjemności, wiesz? – Kładzie ubrania na komodzie, a potem wychodzi, zamykając za sobą drzwi. Sasha otwiera ponownie książkę. „…czuć bez końca, jak oddech unosi ją sennie, Na sen nie tracić ani chwili więcej[4]”. Wzdycha. Jakby to było, gdyby ktoś mówił do niej w ten sposób.

* * *

– Tak więc rozumie pani, dlaczego jesteśmy zaniepokojeni.

Somer odchyla się na oparcie krzesła. Dyrektorka szkoły nie odezwała się ani słowem, kiedy policjantka tłumaczyła jej, w jakiej sprawie przyszli. Po prostu siedzi, marszcząc czoło, bawiąc się gumką do włosów i wpatrując się w okno. Na zewnątrz zaczyna się ściemniać. Wygląda na to, że zanosi się na deszcz i Somer klnie w duchu. Nie ma kurtki, parasolki i odpowiedniego obuwia.

Dyrektorka nadal milczy. Somer spogląda na Quinna, który wzrusza ramionami.

– Pani McKenna? – Somer podnosi nieco głos. – Czy jest coś, o czym powinniśmy wiedzieć? Czy Faith miała ostatnio jakieś problemy z kolegami z klasy?

Kobieta spogląda na nią.

– Nie. A przynajmniej nic o tym nie wiem. Faith jest bardzo popularna wśród uczniów swojego rocznika.

– Czy słyszała pani o jakichś planach żartu primaaprilisowego w stosunku do niej? Przychodzą pani do głowy jakieś nazwiska?

Kobieta ściąga brwi jeszcze mocniej.

– Chyba nie sugerują państwo, że jeden z naszych uczniów może być odpowiedzialny za to…

– Absolutnie nie. Wiemy jednak, że rodzina Faith przeprowadziła się tutaj w lecie, więc być może nie ma jeszcze zbyt wielu przyjaciół poza kręgiem kolegów szkolnych.

McKenna znów zaczyna bawić się gumką, którą Somer ma ochotę wyrwać jej z ręki.

– Pani McKenna, to dość pilna…

Dyrektorka odwraca się do niej nagle i nachyla. Zupełnie jakby pstryknął jakiś przełącznik. Jest przytomna, uważna, pełna werwy.

– Obawiam się, że nie mogę państwu nic powiedzieć o życiu osobistym Faith ani o tym, co robi poza murami szkoły. Twierdzę za to, że jest utalentowaną i pracowitą uczennicą. Spodziewam się, że zrobi świetną karierę.

– Ale ma jakichś przyjaciół, prawda? – wtrąca się Quinn. – Chyba coś pani wie na ten temat. – Jego ton ociera się o sarkazm. Ale tylko ociera.

– Chcecie przesłuchać moich uczniów? – Zmarszczki na czole znów się pojawiają.

– Nie przesłuchać, absolutnie nie – odpowiada szybko Somer. – Mieliśmy nadzieję, że będzie to dużo bardziej nieformalne spotkanie. Chcielibyśmy poznać jej kolegów, trochę ich poobserwować, wyczuć atmosferę, ewentualne animozje…

McKenna unosi brwi.

– W takim razie przypuszczam, że nie mogę państwa powstrzymać. Chciałabym jednak prosić, żebyście zachowali się dyskretnie. Policja nie jest znana z subtelnego podejścia.

– Czy ostatnio wydarzyło się coś, co mogłoby uczynić naszą obecność tutaj bardziej uzasadnioną? Jakieś problemy z nadużyciem alkoholu?

– Nie.

– Narkotyki?

– Absolutnie nie.

Somer wyczuwa reakcję Quinna, ale nie śmie na niego spojrzeć.

– W porządku – odpowiada spokojnie. – W takim razie powiemy, że jesteśmy tutaj w związku z czymś bardziej ogólnym, jak bezpieczeństwo osobiste.

– Dobry pomysł – mówi McKenna rzeczowo. – W tym tygodniu miałam już u siebie dwie uczennice, które sądziły, że ktoś je śledzi na Iffley Road. To dość smutne, że policja używa tego typu problemów wyłącznie jako zasłony dymnej dla czegoś, co najwyraźniej uważacie za dużo bardziej istotne.

– Za kogo ona się uważa, do cholery? – mamrocze niezbyt cicho Quinn, kiedy pięć minut później schodzą po schodach. – Ważniaczka, co? Jest tylko dyrektorką jakiejś zasranej zawodówki, a uważa się za dziekana pieprzonego Balliol[5].

Somer zachowuje dla siebie informację, że w tej chwili dziekan Balliol jest kobietą.

* * *

– Powinnaś zmienić buty – zauważa Baxter. – To niezbyt dobry pomysł siedzieć z mokrymi stopami.

Somer spogląda w dół. Tylko cud może sprawić, że ulewa, która uderzyła w nich z całą mocą, kiedy przechodzili przez parking przed zawodówką, całkowicie nie zniszczyła jej kozaczków. Dżinsy ma przemoczone do kolan, a włosów nawet nie próbuje uczesać.

– Serio – ciągnie Baxter. – Jeżeli nosisz w sobie jakiegoś uśpionego wirusa…

– Nic mi nie będzie – ucina. – Naprawdę. Jestem bardziej zainteresowana tym, co znalazłeś.

Baxter spogląda na nią ciężko, jakby chciał powiedzieć „tylko nie przychodź potem do mnie z płaczem”, a następnie odwraca się w kierunku ekranu.

– Przede wszystkim Faith Appleford prowadzi vloga z modą: Musisz mieć. Publikuje co kilka tygodni.

Somer się uśmiecha.

– Sprytnie.

– Że co? – Baxter marszczy czoło.

– No wiesz, jak w tej piosence George’a Michaela. You gotta have faith[6].

Baxter nadal spogląda na nią z niezrozumieniem.

– Zapomnij. Mów dalej.

– Okej. Zaczęła na jesieni, pewnie wraz z początkiem nauki. Prowadzi go naprawdę profesjonalnie. To znaczy, formalnie rzecz biorąc. Popatrz. – Przekręca ekran w jej kierunku.

musiszmieć OBSERWUJ

155 publikacji 19,5 tys. Obserwujących 324 Obserwowanych

F A I T H Moda | Uroda | Styl

Dzielę się moją pasją, uczę się kochać siebie

Opublikowano 18.46, 6 lutego 2018

Zbliżenie na twarz, wnętrze w tle, spogląda do kamery

Hej! Witajcie na moim vlogu traktującym o modzie, pięknie i stylu. Wielu ludzi pyta mnie, w jaki sposób tworzę własny styl, czyli jak dobieram rzeczy. Nie chodzi tylko o ubrania, ale także torebki, buty i całą resztę akcesoriów. Wszyscy wiemy, że szczegóły czasem naprawdę decydują o tym, czy wyglądasz dobrze, czy świetnie. Dzisiaj trochę o tym opowiem.

Wszyscy zawsze powtarzają mi, że nie mogą uwierzyć w to, że większość moich rzeczy pochodzi ze zwykłych sklepów, ale zawsze odpowiadam, że nie chodzi o to, ile człowiek wyda pieniędzy, ale o to, żeby wybierać mądrze.

Kamera odjeżdża, ukazując Faith przy wieszaku z ubraniami

Zawsze zaczynam od, jak to nazywam, „kluczowego elementu”. Co to znaczy? To bardzo proste: kluczowy element to rzecz, wokół której buduje się cały wygląd. Na przykład te fantastyczne buty [unosi buty trzymane w ręku]

Zbliżenie na twarz, w tle kolekcja butów

To moja ulubiona para na wyjście. Kupiłam je w Irregular Choice. Są przepiękne – mają cudowny kolor i są naprawdę bardzo charakterystyczne dzięki tym wszystkim srebrnym detalom. To prawda, że przeznaczyłam na nie sporą część swojego budżetu, ale będę z nich korzystać latami, a poza tym zyskuję dzięki nim „charakterystyczny wygląd” dla całej reszty ubioru.

Kamera się oddala. Faith trzyma wieszak z sukienką

No dobrze, zacznijmy. Ta sukienka jest z Zary. Kupiłam ją kilka miesięcy temu za £39.99. Podoba mi się jej krój, a materiał jest naprawdę przyjemny, zważywszy na to, że była dość tania. To standardowa mała czarna z lekką modyfikacją, ze względu na te zakładki z tyłu.

Pełny widok Faith prezentującej na sobie sukienkę i buty

Teraz możecie zobaczyć, jak to wygląda. Te pliski dodają ruchu materiałowi, kiedy się obracam. Z butami zaczyna to wszystko wyglądać naprawdę ciekawie. Srebrny kolor butów wydobywa srebrne detale dekoltu i cały zestaw wygląda dzięki temu bardzo elegancko. A elegancja nigdy nie wychodzi z mody.

Pełny widok Faith prezentującej sukienkę, buty i dodatki

I wreszcie dodatki. Słyszeliście mnie już nie raz powtarzającą to samo, ale to naprawdę ważne. Uwielbiam tę torebkę. Kupiłam ją dawno temu w ASOS-ie. Najbardziej podobają mi się te frędzelki, a pasek można odczepić i wykorzystać torebkę jako kopertówkę. Te kolczyki są z Accessorize i również mają frędzelki. Fajnie, prawda? Jak już zapewne wiecie, jeśli chodzi o biżuterię, uważam, że im mniej, tym lepiej. Dlatego nie założyłam naszyjnika. Ze względu na srebrne detale wokół dekoltu dodatkowa ozdoba szyi najprawdopodobniej wyglądałaby przesadnie.