Odnajdę cięTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Mówią, że kiedy rodzi się człowiek, z nieba zlatuje dusza

i rozpada się na dwie części.

Jedna z nich trafia do kobiety, druga do mężczyzny.

Całe ich życie polega na odnalezieniu tej drugiej połowy

– połowy swojej duszy, połowy samego siebie.

Annie i Grześkowi

OD AUTORKI

Książka jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego ją napisałam, a ja zapytam: DLACZEGO NIE? Historia Ani jest, przynajmniej w moim odczuciu, idealnym materiałem na powieść. W jej życiu wydarzyło się bardzo wiele. Zarówno dobrego, jak i złego. Skupmy się jednak na tym dobrym. Grzesiek. To nie Anka wybrała Grześka, to Grzesiek wybrał ją. Otoczył troską i miłością, której tak bardzo potrzebowała. Poświęcił jej uwagę i pielęgnował ich uczucie. To dzięki niemu poczuła się kochana i doceniona. Nie wszystko w tej książce jest prawdą. Cała historia stanowi tylko dwadzieścia procent realnego życia, reszta to czysta fikcja literacka. Moja wyobraźnia. Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się urażony. Część postaci została stworzona na potrzeby książki, lecz Łucja jest prawdziwa, a miłość między Polą i Anią – najszczersza. Imiona, miasta i wydarzenia zostały zmienione, aby zapewnić anonimowość osób prawdziwych. Mam nadzieję, że czytając tę książkę, postawisz się na miejscu Ani i nie będziesz jej oceniać, tylko zrozumiesz jej postępowanie. Życzę Ci przyjemnej lektury.

Camilla En

PROLOG

Zdobyłam nowy status. Niezbyt przyjazny i niezbyt upragniony. Ale zapewne niejedna kobieta na świecie właśnie podziela mój los. Nie powinnam być z siebie dumna, a mimo to uważam, że postąpiłam słusznie. Chciałam, to mam.

Każdego ranka, kiedy popatrzę na swoje odbicie w lustrze, będę widziała dwie różne osoby. Tę sprzed i tę po. Którą jestem tak naprawdę? Zapewne powinnam odczuwać ból i smutek, ale ja nie czuję nic. Jedyne uczucie, jakie mi towarzyszy, to obojętność wobec osoby leżącej za ścianą w sypialni. Jedenaście miesięcy po ślubie, a ja zdaję sobie sprawę, że nie znam własnego męża. Przypominają mi się słowa mojej siostry wypowiedziane dzień przed ślubem: „Jesteś tego pewna?”. Odpowiedziałam jej wtedy: „Nie. Ale chcę wziąć ślub. Chcę mieć suknię ślubną i welon”.

Kurwa, gdybym mogła spotkać tamtą siebie, nie szczędziłabym słów ani czynów. Gdyby wtedy ktoś przycisnął mnie do ściany i przemówił mi porządnie do rozumu, może zmieniłabym myślenie.

Niestety nikt taki się nie pojawił.

Dlatego niecały rok po ślubie jestem tu, gdzie jestem, i żałuję połowy decyzji podjętych w swoim życiu. A przecież mogło być tak pięknie.

W zamian mam to, na co zasłużyłam. Swój status, którym ranię ich obu i siebie.

Jestem kochanką.

1
ANNA

Moje życie po raz kolejny rozpadło się na drobne kawałeczki, ale czy kiedykolwiek było w całości? Siedziałam w swojej sypialni, jeszcze do niedawna dzielonej z Pawłem. Do niedawna, czyli do momentu, kiedy doszło między nami do rozmowy. Zanim ją jednak odbyliśmy, dokładnie przeszukał mój telefon. Znalazł tam parę smaczków, które ułatwiły mu oskarżenie mnie o zniszczenie naszego małżeństwa. Owszem, byłam winna, ale to nie zmieniało faktu, że i on dołożył swoje pięć groszy. Wina zawsze leży po obu stronach. Czyż nie? Czy to zawsze kobieta jest winna? Zrobiła skok w bok. Zdradziła. Puściła się… Określeń jest wiele i każde oskarża tylko ją. Ale gdyby miała wszystkiego pod dostatkiem, czy szukałaby pocieszenia w ramionach innego mężczyzny? Było mi źle z tym, że zdradziłam męża, ale jeszcze bardziej bolało mnie to, że to on sam do tego doprowadził i na dodatek nie umiał tego dostrzec. Jak zawsze w mniemaniu mojego męża to właśnie on był idealny, a ja byłam ta zła.

Siedziałam więc z rękami założonymi na piersiach i obserwowałam, jak chodzi z kąta w kąt, wyrzucając z siebie żale.

– Czego ci brakowało? – To pytanie padło już wielokrotnie. Odpowiedziałam na nie za pierwszym razem. Kolejny raz nie miałam zamiaru, bo Paweł był zawzięty. Z klapkami na oczach widział tylko wiadomość od Michała: Wciąż czuję smak twoich ust.

Wspomnienia minionej nocy ciągle były żywe. Na samą myśl przez mój brzuch przelatywał rój motyli.

– Kurwa, jeszcze gdyby to był ktoś inny, ale Michał? Mój kumpel? – Cóż, jak to mówią: najciemniej pod latarnią. Nie planowałam niczego, wszystko wyszło samo z siebie. Naprawdę kochałam swojego męża. Czas przeszły. Uczucie, którym go darzyłam, zatraciło się w momencie, kiedy poczuł, że obrączka na palcu daje mu prawo traktowania mnie jak kucharki, praczki, sprzątaczki i pokojówki. Miałam dwadzieścia pięć lat i głowę pochłoniętą podróżami oraz poznawaniem nowego. Nie po to studiowałam turystykę, by zamknąć się w domu i słuchać wyrzutów z chociażby wakacyjnego wyjazdu do Kołobrzegu. Znajdował najróżniejsze wymówki i sposoby, byśmy nigdzie nie wyjeżdżali. Już przed ślubem doskonale wiedział, jaka jestem – że nie usiedzę w miejscu. Co najważniejsze, nie było dla niego tajemnicą, że chciałabym mieć dzieci. Po cichu liczyłam na to, że już po nocy poślubnej zobaczę dwie kreski na teście ciążowym. Niestety miesiące mijały, a poruszany temat był przez niego ucinany.

– Nie teraz, nie mamy nawet mieszkania. Dziecku trzeba zapewnić stabilizację. – Fakt, ale kiedy znowu zaczynałam rozmowę na temat kupna mieszkania czy budowy domu, Paweł znajdował kolejny pretekst, by mnie spławić. I tym sposobem po ponad pół roku przestałam naciskać. Nie było sensu, bo i nasze życie erotyczne stawało się fikcją. Zaczynałam podejrzewać, że Paweł po prostu boi się, że wrobię go w ciążę. Nie ukrywam, przychodziły mi do głowy takie pomysły. Nawet po cichu odstawiłam tabletki, ale gdy się zorientował, seks bez prezerwatywy nie wchodził w grę. Przestał mi ufać do tego stopnia, że to on sam kupował zabezpieczenie i trzymał je w miejscu mi nieznanym. Dziurawienie gumek wydawało mi się zbyt dziecinne. Nie naciskałam. Ale raz, gdy kondom pękł, widziałam jego przerażenie. Panikował jak nastolatek. Od tamtej chwili nasze życie erotyczne przestało istnieć. Bo pozycja „sześćdziesiąt dziewięć” nie była dla mnie wystarczająca, a tylko wtedy Paweł czuł się bezpieczny. Robienie mu dobrze ustami stało się dla mnie obleśne, zwłaszcza że on sam nie dawał od siebie zbyt wiele. Czułam się wykorzystywana przez własnego męża.

– Ile razy prosiłam cię, byś zrobił coś ze sobą? – Nasza ostatnia rozmowa była wzajemnym wylewaniem żalów. Jego przekonanie, że czegoś mi brakowało, zaczynało być męczące, a mnie po prostu bolało to, że Paweł coraz częściej sięga po chmielowe napoje. Na pytanie, czy wieczorem będziemy coś robić, słyszałam dźwięk otwieranej puszki lub upadający kapsel od butelki. Praca, piwko i telewizor – takimi atrakcjami raczył się mój mąż. Miał gdzieś to, czy zwracam mu uwagę, czy proszę, by ograniczył alkohol. Po jakimś czasie zaczęły się cowieczorne drinki.

Miałam dosyć takiego życia. Miałam dosyć małżeństwa, o które dbałam tylko ja.

Wszystko zaczęło się podczas imprezy urodzinowej jednego z kolegów mojego męża. Poszliśmy na nią razem, lecz miałam wrażenie, że wróciliśmy osobno. Kiedy tylko przekroczyliśmy próg mieszkania gospodarza, Paweł przestał zwracać na mnie uwagę. Nie obchodziło go to, że większości ludzi nigdy wcześniej nie widziałam na oczy i że byliśmy tam razem. Szybko zajął się rozmowami z kolegami, pozostawiając mnie samą sobie. Kręciłam się po niewielkim mieszkaniu na warszawskiej Ochocie, marząc o tym, by jak najszybciej stamtąd uciec. Aby nikomu nie wadzić i nie zwracać na siebie uwagi, stanęłam w ciemnym kącie i obserwowałam całe towarzystwo. Kobiety były skąpo ubrane, a mężczyźni ślinili się na ich widok. Kilka dziewczyn śmiało mogłoby być paniami do towarzystwa. Czułam, że nie pasuję do tego miejsca. Zaczęłam się też zastanawiać, skąd mój mąż zna takich ludzi. Czy z pracy? Wątpiłam w to. Paweł zajmował poważne stanowisko, a ci ludzie nie wyglądali, jakby pracowali w korporacji. Zresztą, co ja mogłam wiedzieć? Nikt nie miał nic wypisanego na czole, a pozory zwykle są mylące. Raz jeszcze rozejrzałam się po pomieszczeniu, po czym usiadłam na wolnej kanapie, modląc się, by nikt nie postanowił się dosiąść.

– Hej – usłyszałam głos obok siebie. Podskoczyłam przestraszona. Skrycie liczyłam na to, że spędzę ten wieczór w samotności.

– Cześć – odpowiedziałam z uśmiechem. Michała znałam już od jakiegoś czasu. Poznaliśmy się przypadkiem. Po prostu Paweł zadzwonił do niego, żeby Michał pomógł mu w naprawie czegoś. Mój mąż może i był wykształcony, ale czasem miałam wrażenie, że wiedza, którą posiada, jest tylko teoretyczna. W praktyce miał dwie lewe ręce. Za to Michałowi praca paliła się w rękach.

– Czemu siedzisz tutaj sama?

– Jak widzisz, nie jestem tu nikomu potrzebna. – Kiwnęłam głową w stronę Pawła, który już miał wokół siebie krąg znajomych. Otoczony ludźmi był w swoim żywiole. Przechwalał się pracą i zdobytym stanowiskiem. Nigdy nie chwalił mnie jako swoją żonę. Zastanawiałam się nawet, czy ci ludzie wiedzą, że jesteśmy małżeństwem. Praca, praca, praca… Tylko to było priorytetem mojego małżonka. Byłoby mi miło, gdyby wspomniał o moim niedawnym awansie. No ale niestety to nie ja byłam najważniejsza. Czułam, jak w mojej piersi rośnie gula ogromnych rozmiarów. Coraz bardziej bolało mnie to wszystko.

– Rozumiem. Może napijesz się ze mną drinka? – I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Michał trzymał przede mną szklankę z kolorowym alkoholem. Z uśmiechem na twarzy wzięłam ją do ręki, czując jej przyjemny chłód. Upiłam łyk i poczułam, jak alkohol rozgrzewa mi przełyk.

 

– Nie moja sprawa, ale czy u was wszystko w porządku? – zapytał po chwili. Fakt, to nie była jego sprawa. Patrzyłam na niego i nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Gdyby zapytał mnie o to ktoś zupełnie obcy, zapewne odesłałabym go z kwitkiem. Ale Michał był mi znany. Przełknęłam ślinę i zatrzymując wzrok na drinku, odparłam:

– Cóż, są gorsze i lepsze dni. – Nie miałam ochoty opowiadać mu szczegółowo o swoim małżeństwie. Nie tego wieczoru. Opróżniłam szklankę z drinkiem, jak się później dowiedziałam o nazwie Błękitny Cydr. – Mogę prosić o więcej? – spytałam być może zbyt zalotnie.

Teraz to już było bez znaczenia.

– Oczywiście. To samo czy coś innego?

Postanowiłam zdać się na gust Michała. Całą imprezę podawał mi najróżniejsze drinki, zaskakując ich smakiem i kolorem. Cały ten czas przesiedzieliśmy na kanapie w kącie, nie zwracając uwagi na nikogo. Czułam się swobodnie. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Michał nie zadawał zbędnych pytań, a przede wszystkim słuchał tego, co mam mu do powiedzenia. Czas przyjemnie mi upłynął i kiedy zobaczyłam chwiejącego się nad nami Pawła, poczułam ogromny ciężar w klatce piersiowej. Znowu pijany. Bolało mnie, że mój mąż nie znał umiaru. Pił, dopóki ktoś mu polewał. Słowo „nie” dla niego nie istniało.

– Anka! Wracamy – wybełkotał. Spojrzałam na niego z pogardą. Za nic miał to, że z kimś rozmawiałam. Za nic miał to, że ja nie miałam w ogóle ochoty stamtąd wychodzić.

– Piłam. Nie mogę prowadzić – odpowiedziałam.

– Oczywiście, że piłaś. Zawsze pijesz. – Jego słowa zabolały mnie, poczułam się, jakbym dostała w twarz. – Zadzwoń po taksówkę. Jutro odbiorę samochód. – Jego ton był rozkazujący i na tyle chamski, że siedzący obok mnie Michał poczuł się nieswojo. Spojrzałam na niego błagalnym wzrokiem, mając nadzieję, że poczuje mój ból i zrozumie to, co się dzieje. Chciałam, by w końcu ktoś zobaczył na własne oczy piekło, przez które przechodziłam.

– Spokojnie. Ja was mogę odwieźć. – Uzmysłowiłam sobie, że Michał podawał mi drinki, ale sam nie wypił ani kropli. – Zbierajcie się i idziemy, jeśli chcecie.

Tak też zrobiliśmy. Michał pomógł Pawłowi zejść po schodach, a ja szłam za nimi i cierpiałam w duchu. Nie tak miało się to skończyć. Decydując się na tę wizytę, zakładałam, że posiedzimy tu kilka godzin, zaprawimy się z Pawłem, a potem zakończymy wieczór w naszej sypialni. Niestety, jak się okazało, na seks nie miałam co liczyć. Zresztą kolejny raz.

Michał odwiózł nas pod samą klatkę bloku, w którym mieszkaliśmy. Mieszkanie należało do moich rodziców, którzy przeprowadzili się do słonecznej Italii. Gdybym mogła, odwiedzałabym ich każdego lata, lecz z Pawłem było to niemożliwe. Dzięki Bogu, że chociaż raz udało mi się go namówić, abyśmy do nich polecieli. Było to zaraz po maturze. Po powrocie zarzekał się, że już nigdy więcej nie wyjedzie tak daleko. Miałam wrażenie, że bawił się dobrze, a wakacje nad Adriatykiem były wyjątkowe, ale kiedy tylko wysiedliśmy z samolotu na lotnisku Chopina, zaczął marudzić, jak to źle zniósł podróż. Każda jego uwaga podczas pobytu we Włoszech kłuła mnie w serce. Zaczynałam czuć zmęczenie od jego ciągłych uwag. Że za gorąco, że turbulencje, że trzeba chodzić, bo zwiedzanie było moim priorytetem.

– Dzięki, stary. – Mój mąż, który usnął w drodze do domu, ocknął się, gdy samochód stanął.

– Nie ma sprawy. – Michał spojrzał na mnie i mrugnął. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Być może Michał mi nie współczuł, ale za to ja sama sobie współczułam.

Paweł wygramolił się z tylnego siedzenia i skierował pomału do klatki.

– Ania. – Głos Michała dobiegł do mnie, kiedy i ja już zmierzałam do drzwi bloku. Podeszłam szybko do samochodu.

– Może spotkałabyś się ze mną na kawę? – Jego słowa wywołały na mojej twarzy zarówno zdziwienie, jak i radość. Ten sam pomysł przeleciał mi przez głowę, kiedy siedzieliśmy z Michałem na kanapie. Dobry kontakt, który złapaliśmy, był mi potrzebny. Potrzebowałam kogoś, komu mogłabym się wyżalić, zwierzyć. Nie miało dla mnie znaczenia, czy to będzie mężczyzna, czy kobieta. Potrzebowałam kogoś takiego i to właśnie Michał został mi zesłany przez los.

– Nie wiem, czy to dobry pomysł – odpowiedziałam jednak niepewnie.

– Tylko kawa.

– Tylko kawa – powtórzyłam i pobiegłam do klatki, by pomóc wejść do środka pijanemu Pawłowi.

Następnego ranka na nogach byłam już przed ósmą. Ze względu na chrapanie Pawła noc spędziłam na kanapie w salonie. Ale nie od razu usnęłam. Przed oczami miałam Michała i to, jak na mnie patrzył. Brakowało mi takiego spojrzenia w Pawle. Brakowało mi wszystkiego, co było przed ślubem, a skończyło się już miesiąc po nim.

Poznaliśmy się na osiemnastce wspólnej koleżanki. Pamiętam tę noc. Od początku do końca spędziliśmy ją razem. Od tego dnia staliśmy się nierozłączni. Osiem wspólnych lat. Być może o osiem za dużo? Poczułam wściekłość. Na siebie za bezsilność i na niego za to, że był głuchy na moje prośby.

– Nie śpisz już? – zapytał. Siedziałam pod kocem na kanapie z kubkiem kawy. Analizowałam wszystko. Całe swoje życie. Małżeństwo. Michała.

– Nie mogłam spać – odrzekłam, nie kłamiąc.

– Łeb mi pęka. Mamy coś przeciwbólowego? – Zacisnęłam usta w cienką linię, ale wstałam, by z kuchennej szafki wyjąć środek przeciwbólowy.

– Powinieneś wypić coś na wzmocnienie. Inaczej kac będzie cię trzymał cały dzień. – A może powinnam pozwolić mu pocierpieć?

Chciałam coś jeszcze dodać, lecz nagle mój telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu zobaczyłam zdjęcie swojej starszej siostry. Pola już od pięciu lat mieszkała w Londynie. Wielokrotnie zapraszała mnie i Pawła do siebie. Wiedziała jednak doskonale, że mój mąż nigdzie się nie ruszy.

– Halo?

– Jania? – Przyjemny głosik mojej małej siostrzenicy rozpromienił mój umysł. Ala miała trzy latka i była najsłodszą osóbką, jaką znałam. Nawet dzieci koleżanek nie wywoływały we mnie takich emocji, co mała Alice.

– Co tam, szkrabie? Nie śpisz już? – W oddali usłyszałam głos Poli i już wiedziałam, że mała spryciara sama obsłużyła się telefonem mamy. Tak bardzo chciałam zaznać takiego szczęścia i być kobietą spełnioną.

Zamieniłam z siostrzenicą jeszcze kilka słów, następnie słuchawkę przejęła jej rodzicielka.

– Co słychać? – zapytała, a ja, zerkając na Pawła siedzącego w kuchni, miałam ochotę opowiedzieć jej o wszystkim.

– Wszystko dobrze – skłamałam.

– To super. Przy okazji, skoro już rozmawiamy: przylatujemy do Polski. Możemy się u was zatrzymać?

Bez wahania odpowiedziałam:

– Oczywiście!

– Super razy dwa. Okej, muszę kończyć, ale zgadamy się jeszcze dokładniej.

Odsuwając telefon od ucha, poczułam wibrację sygnalizującą nadejście esemesa.

Czekam na wiadomość. Mam nadzieję, że się zgodzisz.

Skąd Michał miał mój numer?

Nieistotne. Ważne, że zdecydowałam się odpowiedzieć.

Jutro w południe mam wolną godzinę.

Na samą myśl o zbliżającym się spotkaniu z Michałem poczułam, jak mój żołądek wywija fikołki. Strach i ekscytacja sprawiły, że w gruncie rzeczy ucieszyłam się z tego spotkania. Przeczuwałam, że miło spędzę czas.

2
GRZEGORZ

Poranki po sobotnich nocach nie były moimi ulubionymi porami. I choć wszystko było ze mną w porządku, to jednak najchętniej nie wychodziłbym z łóżka.

– Grześku! Wstałeś już? – Głos mojej mamy dobiegał z dołu schodów. Nie spałem, ale zwlekałem ze wstawaniem. – Wstawaj prędko!

Zamknąłem oczy jeszcze na chwilę, by nie myśleć o niczym. Poprzedni wieczór był zarówno odskocznią, jak i potwierdzeniem moich przypuszczeń.

Razem ze znajomymi zgadaliśmy się i spontanicznie rozpaliliśmy ognisko w dawnym miejscu. Ustaliliśmy, że mogą do nas dołączyć również inni nasi znajomi. Nawet nie wiem, kiedy cała łąka zapełniła się młodzieżą i dorosłymi. Każdy bawił się w rytm podhalańskich piosenek granych na żywo. Ktoś przyniósł gitarę, ktoś inny skrzypce i tak oto muzyka niosła się po górach.

Pochodziłem z Kościeliska. Góry były moją miłością i jednocześnie przekleństwem. Nie wyobrażałem sobie życia gdzieś indziej. Ale kiedy siedząc przy ognisku, spojrzałem w oczy swojej dziewczynie, poczułem, że nie ma już tu dla mnie miejsca. Z Justyną byliśmy razem od pięciu lat. Kochałem ją, lecz obok miłości pojawiło się przyzwyczajenie, które wypychało to uczucie. Widząc ją poprzedniego wieczoru, jak dobrze się bawi z resztą znajomych, a nie ze mną, poczułem, że tak naprawdę do niczego nie jestem jej potrzebny.

Z imprezy wyszedłem niezauważony przez nikogo. Szedłem drogą do Kir, gdzie obecnie mieszkałem, nie dbając o to, czy coś może mi się przytrafić, czy też nie. Miałem nadzieję, że nikt nie przypomni sobie o mnie i nie pójdzie moim śladem. Chciałem pobyć sam, by uporządkować myśli. A było ich multum. Wszystkie przekrzykiwały się, chcąc zwrócić na siebie uwagę. Nie potrafiłem się skupić na konkretnej. Większość dotyczyła Justyny i naszego związku.

Oprócz tego w mojej głowie wciąż krążyły słowa znajomego: „Mój brat szuka ludzi do pracy w Anglii”. Nie brakowało mi niczego. Razem z ojcem pracowaliśmy przy stolarce, która o dziwo, była bardzo dochodowa. Obecnie wielu ludzi stawiało drewniane domy czy inne budynki. Ale wyjazd za granicę, żeby chociaż zobaczyć, jak ta Anglia wygląda, byłby idealny. Pozwoliłby też na poukładanie moich spraw z Justyną.

Leżąc rano w łóżku, wróciłem do swoich przemyśleń towarzyszących mi podczas powrotu do domu. Przetarłem oczy i postanowiłem wstać. Dla własnego bezpieczeństwa wolałem nie wchodzić na ścieżkę wojenną z matką.

– W końcu jesteś! – Mama jak na zawołanie postawiła przede mną śniadanie.

– Przecież sam mogę.

– A pewnie, że możesz, ale ja chcę – powiedziała i pocałowała mnie w czoło. – Gdzieś był w nocy?

– Ze znajomymi ognisko zrobiliśmy.

– Z Justyną się widziałeś? – Doskonale wiedziałem, że mama za nią nie przepada, podobnie jak reszta rodziny.

– Tak, ale tylko chwilę. – Nie miałem ochoty wtajemniczać jej w szczegóły moich relacji z dziewczyną. – Mamo, chciałbym ci o czymś powiedzieć.

Matka spojrzała na mnie pytającym wzrokiem, lecz ja postarałem się, by nie mogła niczego wyczytać z mojej twarzy. Usiadła obok mnie i położyła ręce na kolanach. Była najlepszą mamą, jaką mogłem sobie wymarzyć. Niezwykle oddana żona i matka, ale przede wszystkim przyjaciółka. To jej pierwszej zawsze o wszystkim mówiłem, to ją w pierwszej kolejności prosiłem o radę.

– Jest w ciąży? Ślub trzeba szykować?

Otworzyłem szeroko oczy.

– Co? Nie! Justyna nie jest w ciąży i żadnego ślubu nie będzie!

Ulga na jej twarzy malowała się tak wyraźnie, że sam poczułem, jak ciśnienie ze mnie opada. W zasadzie nie wiem, co bym zrobił, gdyby okazało się, że Justyna faktycznie jest w ciąży i musiałbym się z nią ożenić. Bo oczywiście innego wyjścia by nie było.

– Zamierzam wyjechać.

– Wyjechać? A po co? I dokąd?

– Do pracy, do Anglii.

– Matko Przenajświętsza! – Wiedziałem, że nie spodoba jej się moja decyzja. – Ojcu już mówiłeś?

– Jeszcze nie.

– Powiedz mu czym prędzej.

– Tak zrobię. – Chciałem zamienić z nią jeszcze kilka słów, ale do kuchni weszła moja młodsza siostra. – Dziękuję za śniadanie – powiedziałem i wyszedłem.

Udałem się do swojego pokoju, by napisać do znajomego, który powiedział mi o pracy. Zapytałem, czy mógłby umówić mnie ze swoim bratem. Chciałem się czegoś więcej dowiedzieć. Wiadomość przyszła niemal od razu:

Za pół godziny na myjni.

Wziąłem szybki prysznic i wyszedłem na spotkanie.

Jacusia znałem od podstawówki. Zawsze wszędzie było go pełno. Jego rodzice prowadzili jeden z gościńców i często korzystali z usług stolarskich mojego ojca czy moich. W sezonie, czy to letnim, czy zimowym, zawsze mieli najwięcej gości.

– Siemanko – przywitał mnie radośnie Jacuś. Za nim szedł jego starszy brat Krzysiek.

– Cześć.

– Jacuś mówił, że jesteś zainteresowany wyjazdem.

– Tak, ale chciałbym wiedzieć coś więcej. Co to za praca i przede wszystkim jaka stawka.

Zamieniliśmy kilka zdań i na koniec umówiliśmy się na wieczór.

W drodze powrotnej do domu w mojej kieszeni zawibrował telefon.

 

– Cześć, Justyna – zacząłem może zbyt chłodno, ale nie mogłem się zdobyć na nic więcej. Już od dawna nie wymienialiśmy się z moją dziewczyną żadnymi uprzejmościami.

– Gdzie ty jesteś? – Jej ton nie zwiastował niczego dobrego.

– Idę do domu. A co?

– Wyszedłeś wczoraj, nie mówiąc słowa. – A ty pomyślałaś o mnie dopiero kolejnego dnia? Super. Moje myśli mi nie pomagały. Czułem narastającą frustrację i złość na swoją dziewczynę.

– Po co dzwonisz?

– Nie mogę? Przeszkadzam ci w czymś? – Ciśnienie, jakie we mnie rosło, pomału zaczynało boleć.

– Możesz, Justyś. Zawsze możesz. – Kilka głębokich wdechów i moje opanowanie powracało. – Chcesz się spotkać? – Nie byłem tylko pewien, czy ja tego chciałem.

– Wieczorem.

– Wieczorem nie mogę.

– A co masz ważniejszego?

– Umówiłem się z Jacusiem i jego bratem. Mamy coś do obgadania.

– Dobrze, w takim razie nie musimy się spotykać – prychnęła i się rozłączyła. Nie nadążałem za tą dziewczyną. Nie wiedziałem, czego ode mnie chce. Raz była miła, a raz traktowała mnie jak powietrze. A mimo to byłbym skory się z nią spotkać. Porozmawiać. Być może uratować to, co zbudowaliśmy przez te lata. Miałem nadzieję, że mój wyjazd pomoże nam scalić nasz poturbowany związek. Wręcz modliłem się o to, by Justyna zatęskniła za mną. By odczuła mój brak i zrozumiała, jak ja się czuję, kiedy codziennie muszę sobie radzić z jej obojętnością.

Na spotkanie z Jacusiem i jego bratem przyszedłem punktualnie. I tak nie mogłem sobie znaleźć miejsca w domu, więc wyszedłem z niego godzinę przed czasem. Krążyłem po Nędzowskich Borach, wsłuchując się w śpiew ptaków. Byłem ciekaw, czy udałoby mi się odnaleźć w obcym kraju. Wiedziałem, że jeśli nie spróbuję, to się o tym nie przekonam.

– Wyjazd jest za dwa tygodnie. Pojedziesz na miesiąc i jeśli ci się spodoba, zostaniesz, a jeżeli nie, to się pożegnamy. – Krzysztof, brat Jacusia, miał głowę na karku. Już od pięciu lat mieszkał w Londynie i prowadził tam firmę remontową. Widać było po nim, że materialnie niczego mu nie brakuje. Firma prosperowała i przynosiła duże dochody. Krzyśka stać było na nowych pracowników i na wygody dla siebie. Mnie nie zależało na pieniądzach. Chciałem tylko oderwać się od codzienności. Zakosztować czegoś nowego i obudzić uczucie, które zostało uśpione.