Ile oni wiedzą o Tobie ?

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Copyright © Krzysztof Pyzia, 2019

Projekt okładki

Paweł Panczakiewicz

www.panczakiewicz.pl

Zdjęcie na okładce

© Hayden Verry/Arcangel

Zdjęcia na wkładce

Paul J. Richards/AFP/East News; Bogdan Hrywniak/Forum;

Jeffrey Blackler/Alamy/Indigo Images;

Josef Beck/Image Broker/Indigo Images;

Trinity Mirror Mirrorpix/Alamy/Indigo Images;

United Archives GmbH Alamy/Indigo Images;

Wojtek Łaski/East News; World History Archive/Indigo Images;

Łaski Diffusion/East News; BigAlBaloo/Shutterstock.com;

Sovfoto/BE&W; BPK/BE&W; Grzegorz Rogiński/Forum;

Jakub Kaczmarczyk/PAP; Baikal/Alamy/Indigo Images;

AKG/BE&W; Mark Wilson/Getty Images;

Aston’s Auctioneers/Caters News/Forum;

Iain Masterton/Alamy/Indigo Images;

Alistair Heap/Alamy; Deutsches Spionagemuseum Berlin;

Siegfried Grassegger/Image Broker/Indigo Images

Redaktor prowadzący

Michał Nalewski

Redakcja

Bohdan Sławiński

Korekta

Grażyna Nawrocka

ISBN 978-83-8169-555-8

Warszawa 2019

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Gintrowskiego 28

www.proszynski.pl


Gdyby jednym zdaniem uchwycić esencję pracy wywiadowczej, jej złotą zasadę, brzmiałaby ona: Dobry szpieg to taki, którego w ogóle się nie podejrzewa o agenturalną pracę. Nigdy o nim nie usłyszysz, nie zobaczysz go w telewizji, nie udzieli wywiadu do prasy, nie uczyni nic, co mogłoby go zdekonspirować. Co więcej, nawet rodzina „agenta” nie będzie miała pojęcia o tym, czym on się tak naprawdę zajmuje na co dzień – w myśl zaleceń, że przede wszystkim tajność, właściwie tajne przez poufne. Żaden szanujący się szpieg nie będzie błyszczał w świetle reflektorów do momentu, aż nie zostanie zdekonspirowany albo sam zdecyduje się przejść na emeryturę, by zostać ekspertem w mediach, albo i pisarzem (historia zna i takie przypadki). Dobry szpieg wie, że jakiekolwiek zwracanie na siebie uwagi może tylko prowadzić do niepotrzebnych kłopotów, a w konsekwencji – do dekonspiracji, a czasem nawet fizycznej eliminacji. Już teraz zapewne nie powinno nikogo dziwić, że mój rozmówca postanowił zachować anonimowość mimo sporych osiągnięć w swojej niejawnej branży. Razem uznaliśmy, że tak będzie lepiej, zarówno dla jego bezpieczeństwa, jak i dla tej książki.

Mój rozmówca w swoich wypowiedziach był wyjątkowo ostrożny. Ważył każde słowo, by nie zostawić żadnych śladów, które mogłyby pomóc w rozpracowaniu jego tożsamości. Dla ułatwienia nazwijmy mojego informatora „Bruno Kowalsky”. Tak będzie zdecydowanie prościej. Nie wnikając w szczegóły, był (a może nadal jest?) agentem.

Dlaczego zgodził się teraz o tym opowiedzieć? Otóż Kowalsky doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że powstanie książka, w której będzie mógł uchylić rąbka tajemnicy służb specjalnych, odczarowując tym samym idiotyczny wizerunek szpiega kreowany w amerykańskich filmach, a przy tym opowiedzieć wiele szokujących historii, które nigdy nie ujrzałyby światła dziennego…

Dlaczego jeszcze? Otóż pracowników agenturalnych – tak twierdził Bruno – wyjątkowo mocno irytują telewizyjne opowiastki o tym, jak wygląda życie szpiegów. Większość tych historyjek nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, słowem, wymaga demitologizacji. Poza tym, co spotkanie powtarzał zdanie: „Służby prwdopodobnie wiedzą o Tobie już wszystko. Tylko od Ciebie zależy, ile Ty będziesz wiedział o nich”.

Prawda jest taka, że żyjemy w specyficznych czasach… permanentnego „wywiadu” i opisane tutaj sprawy mogą w przyszłości stać się także naszym udziałem, a wtedy będzie za późno… Dlatego niech ta książka będzie w pewnym sensie poradnikiem, może nie tyle o tym, jak się bronić, ile jak nie paść ofiarą… Zresztą oddajmy w tej sprawie głos naszemu agentowi…

Bruno:

Niech nikogo nie zdziwi, jeśli w trakcie lektury tej książki na głowie będzie mu się jeżył włos. Nie zaskoczą mnie również pytania: Ale czy to się działo naprawdę?! Uprzedzam – tak. Wszystko, o czym opowiadam, nie zostało wyssane z palca ani nie jest wytworem niczyjej wyobraźni. To, że jesteśmy podsłuchiwani, to fakt. Przez kogo, w jakich sytuacjach i jak często? Odpowiedź znajdziecie na dalszych kartach książki. Podobnie jak dowiecie się, gdzie w Polsce jest tajna szkoła szpiegów, jak wyglądają seksszkolenia i jak zabijają specjalne służby. Nie zabraknie też szczegółów dotyczących tajnych szpiegowskich gadżetów…

Jeżeli chodzi o samych agentów, to w pamięci utkwiły mi słowa, które usłyszałem na „kursie” szpiegowskim, gdy byłem szkolony przez jeden z lepszych wywiadów na świecie. Wówczas dowiedziałem się, że „agenci są większymi kłamcami niż politycy i dziennikarze razem wzięci, bowiem wcielając kłamstwa w życie, zaczynają w nie wierzyć”. Prawdą jest również, że wywiad jest czymś, co dzieje się na naszych oczach, choć tego nie dostrzegamy. Co więcej, robią to nie tylko największe mocarstwa, ale i międzynarodowa drobnica. Jeżeli jakiś kraj „dobrowolnie” rezygnuje ze szpiegowania, trudno mówić, że posiada jeszcze jakąś autonomię.

Służby specjalne pełnią rolę uszu i oczu każdego państwa. Choć w przypadku Polski właściwie do końca istnienia PRL-u nasze służby były powiązane ze służbami sowieckimi i trudno sobie wyobrazić, by w tym okresie miały wielką autonomię. Ale nikogo nie powinno to dziwić. W tamtym czasie suwerenność naszego kraju była wyraźnie ograniczona. Zresztą nie ma co się więcej w tym temacie rozpisywać. Tym bardziej że każdy jest szpiegowany.

PS1 Nie jest przypadkiem, że każda kolejna ekipa rządząca w Polsce jest nagrywana. Dał się nagrać Lew Rywin, politycy dali nagrać się kelnerom a jeden z najbogatszych Polaków nagrał rozmowę z szefem jednej z największych instytucji finansowych. To zdecydowanie nie koniec wojny na podsłuchy.

PS2 Szczegółowe rozpisywanie struktur poszczególnych służb i definicje sobie darujemy, żeby nie wiało nudą.

PS3 W tej książce często używamy zamiennie słów „agent” i „szpieg”. Gwoli wyjaśnienia – w PRL-u krajowym szpiegiem był tak zwany TW, czyli Tajny Współpracownik. Agentem zaś nazywano obcokrajowców, którzy działali na rzecz naszego kraju. My na to nie będziemy zbytnio zwracali uwagi. Zwał, jak zwał, znaczenie ostatecznie jest to samo.

Zapraszam do lektury,

„Bruno Kowalsky”

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes


Pod koniec lat 80. amerykański dziennik „Time” zrobił ranking, w którym w pierwszej piątce najlepszych wywiadów na świecie były Stany Zjednoczone, ZSRR, Wielka Brytania, Francja i uwaga… Polska! A jak wygląda dzisiaj aktywność służb w kraju nad Wisłą? Niech zapowiedzią skali zjawiska będą dwa cytaty:

W 2009 r. operatorzy w Polsce odnotowali 1,06 mln zapytań od służb, prokuratury i sądów dotyczących danych z billingów i internetu1 – pisała „Gazeta Wyborcza”.

Z raportu przejrzystości firmy Apple za drugie półrocze 2015 r. wynika, że na 302 tys. zapytań, które Apple dostało od służb z całego świata, aż 241 tys. pochodziło od polskich służb2.


Ta rozmowa, wywiad rzeka była chyba najtrudniejszą w moim życiu… Opowiadanie o szpiegostwie przypomina stąpanie po tafli kruchego lodu. Jeden nierozważny ruch, wpadasz pod lodowatą wodę i zaczynasz się topić. Nie inaczej jest z rozmowami na temat wywiadu, kontrwywiadu, podsłuchów i wszystkiego, co się z tym wiąże. Często zdradzasz historie, które dotychczas nie ujrzały światła dziennego, i nie wszystkim „zainteresowanym” się to może podobać… W końcu działalność wywiadu ma wpisaną w swoją specyfikę tajność, pozostawanie w cieniu i działanie w tle tak, by szary obywatel nie miał pojęcia, że stał się ofiarą pracy operacyjnej. Żaden oficer wywiadu nie będzie chodził po mediach i opowiadał, jak wyglądają sekrety pozyskiwania tajnych współpracowników, jak podsłuchuje się podejrzanych o szpiegowanie i co robi się z tymi, z których trzeba wydusić informacje.

Wywiad, szpiegowanie, podsłuchy – to wszystko jest wysoce niejawne. Dajmy na to wywiad brytyjski swoje tajne, wrażliwe archiwa zamyka nawet na dwieście lat, a prawdziwe dane poszczególnych agentów w Wielkiej Brytanii są tajne na zawsze. Dla porównania – polski wywiad zamyka swoje archiwa na siedemdziesiąt lat. Poza tym szefowie służb specjalnych bardzo rzadko pokazują się publicznie. Dla przykładu – wieloletni szef enerdowskiego wywiadu Markus Wolf był nazywany „człowiekiem bez twarzy”, bo do 1978 roku nie było szans zdobycia jego zdjęcia. Jego przystojna facjata została pokazana dopiero po upadku muru berlińskiego.

Poza tym przecież nie byłoby choćby pralki Frani, gdyby nie nasi szpiedzy, którzy wykradli jej projekt. Wszystko oczywiście w ramach troski o byt obywateli! Nie ma co owijać w bawełnę. Każde państwo ma swoje służby wywiadowcze. Dlaczego wiemy o nich tak mało, choć wszystkich to interesuje? To proste. Są one owiane tajemnicą, głęboko zakonspirowane, dopiero dzięki Brunonowi dowiedziałem się takich rzeczy, o które bałbym się zapytać…

 

Służby specjalne rządzą światem. Co do tego nie ma wątpliwości. I nie ma przed tym ucieczki. Nieważne, jak ważną postacią by się było – ich macki mogą dopaść każdego. Jeżeli wierzyć plotkom, przekonał się o tym nawet sam Donald Trump. Według doniesień prasowych w 2013 roku w Moskwie w trakcie konkursu Miss Universe miał dać się sfotografować z prostytutkami. Sam prezydent USA oczywiście przekonuje, że nic takiego nie miało miejsca, ale jeśli wierzyć plotkom… Trump miałby być tak miękki w swojej polityce wobec Rosji, bowiem tamtejsze służby zdobyły kompromitujące go zdjęcia. Kto to wie… Trump przekonuje, że nigdy w Moskwie nie nocował. Co innego mają twierdzić służby. W listopadzie 2013 roku przyszły prezydent USA miał spędzić noc w moskiewskim hotelu i to właśnie wówczas zrobiono zdjęcia, którymi dzisiaj, rzekomo, kremlowskie służby szantażują Trumpa. Za chwilę uchylimy solidnego rąbka tajemnic tego świata. Nie będziemy rozmawiać wyłącznie o naszym kraju, to byłby tylko wycinek problemu, który jest globalny. Wywiadowcze macki oplatają cały świat!

Zapraszam do lektury,

Krzysztof Pyzia

krzysztof@pyzia.pl

1 http://www.gazetaprawna.pl/amp/464144,polskie-sluzby-sa-europejskimi-liderami-w-inwigilacji-obywateli.html

2 http://wyborcza.pl/1,75398,19803062,polska-liderem-inwigilacji-sluzby-sledza-nas-jak-chca.html


Szpiedzy byli zawsze i wszędzie. Szacuje się, że pierwszy donos został napisany ponad 4 tysiące lat temu! O koniu trojańskim przypominać nie trzeba, a to też była, w pewnym sensie, robota wywiadowcza. Europejskie korzenie wywiadów sięgają XIX wieku, na przykład w Niemczech inicjatorem tamtejszej siatki wywiadowczej był kanclerz zwany żelaznym, słynny Otto von Bismarck! Poza tym mało kto pamięta, że to niemieckie służby specjalne w opieczętowanym wagonie podrzuciły Lenina niby morderczy szczep bakterii do Rosji, by ten wywołał epidemię rewolucji.

W ścisłej czołówce właściwie od zawsze były wywiady sowieckie i amerykańskie. Za nimi francuski, izraelski, brytyjski. My byliśmy minimalnie gorsi. Tak było w czasach, kiedy w Polsce PRL miał się dobrze. Mowa o latach 70. To właśnie wtedy, w 1972 roku zaczęła działać „szkoła szpiegów”, czyli tajny Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadu w Starych Kiejkutach, który funkcjonuje podobno aż po dziś dzień. O nim zresztą jeszcze później porozmawiamy…

Co więcej, w 1984 roku polski wywiad miał podobno blisko 19 tysięcy TW, czyli Tajnych Współpracowników. Pytanie tylko, ilu z nich zostało pozyskanych świadomie?

– Już cesarz Napoleon Bonaparte przestrzegał, by nie wierzyć szpiegom, bo przynoszą oni więcej kłopotów niż korzyści. Ale zacznijmy od podstaw. Wywiad, podsłuchy, szpiegowanie. Te wszystkie działania mają ogromny wpływ na nasze życie. Dzieją się obok nas, choć nie mamy o tym pojęcia. Jakimi zasadami kierują się ludzie, którzy wybrali profesję szpiega lub zostali do tego zmuszeni?

– Najważniejsza zasada jest bardzo prosta. Nie usłyszysz o żadnym wielkim sukcesie wywiadu. Na ten temat zawsze się milczy, bo dyskrecja w tej branży jest najważniejsza. Co więcej, głośno jest tylko wtedy, kiedy szpieg coś spieprzy i nie da się już tego odkręcić. Niezmiernie niewdzięczna specyfika pracy. I najlepsze – jeśli uda się osiągnąć sukces, to często będzie ktoś inny go sobie przypisywał. W takiej sytuacji trzeba zacisnąć zęby i milczeć.

– Kiedy mówisz „polscy szpiedzy”, to od razu wszyscy myślą: Ryszard Kukliński, Marian Zacharski, może jeszcze Krystyna Skarbek i to właściwie tyle. A co z innymi? Aż tak bardzo zależało im na tym, żeby pozostać w cieniu?

– Zawsze tak było i to się nie zmieni, że dobry szpieg to taki, którego nie znasz i który nie szuka poklasku. Często ludzie nie mają pojęcia o jego sukcesach, mimo że na co dzień spotykacie się w tym samym sklepie, mimo że jest twoim sąsiadem. Po prostu to naczelna zasada. Dyskrecja.

– Dyskrecja musi też obejmować osoby, które są naszymi informatorami. A z tym bywa różnie.

– Właśnie dlatego brytyjski wywiad zastrzega, że nigdy nie ujawni prawdziwych nazwisk agentów i informatorów. To kolejna bardzo ważna zasada – szczególna ochrona naszych źródeł.

– Jak byś wyjaśnił, czym różni się wywiad od szpiegowania? Dla wielu to zupełnie to samo.

– Wyobraź sobie taką sytuację. Zaprasza ciebie na kawę ambasador Stanów Zjednoczonych. Przychodzisz na umówioną godzinę. Pijecie, rozmawiacie i nagle dzwoni telefon. Ambasador przeprasza, ale na chwilę musi wyjść. Kiedy tylko zamyka drzwi, ty pakujesz do swojej walizki teczkę z jego biurka z tajnymi dokumentami. On wraca, rozmawiacie, kończycie spotkanie, a ty wychodzisz ze schowaną w walizce teczką tajnych dokumentów. Taka sytuacja to szpiegowanie w czystej postaci. Natomiast jeśli pijecie sobie kawę i ambasador sam wciska ci do walizki teczkę z tajnymi dokumentami, bo wie, że może spodziewać się sowitej zapłaty albo po prostu chce się zemścić na swoim państwie, to wtedy mamy wywiad.

– Który wywiad był najlepszy pod koniec lat 40.?

– Chciałbyś pewnie usłyszeć, że polski. Powiem ci coś. Polski wywiad nie od dziś jest zaliczany do jednych z najlepszych na świecie. Zresztą nie kto inny, jak polska superagentka Krystyna Skarbek była inspiracją do stworzenia jednej z ukochanych Jamesa Bonda w Casino Royale. Ale w latach 40. królowali zdecydowanie Sowieci, zresztą i w latach 50. niewiele się zmieniło. Rosjanie werbowali nowy narybek metodą na komunizm, który był wtedy intelektualnie modny. Brali na lep tej ideologii zachodnich entuzjastów, którym się wydawało, że sowiecka Rosja to ucieleśnienie materialistycznego raju na ziemi, i proponowali im współpracę. Tak przecież było ze słynną „piątką z Cambridge”3.

– Na drugim miejscu byli Amerykanie i CIA?

– Niekoniecznie. Raczej wywiad zachodnioniemiecki, który czerpał z dokonań Abwehry. A o wywiadzie amerykańskim jeszcze ci opowiem. I to takie historie, że włos ci się zjeży. A tak między nami, dopiero na początku lat 60. palmę pierwszeństwa wśród służb specjalnych dzierżyli Amerykanie.

– To oni wykonywali te słynne morderstwa politycznych przeciwników?

– Zdarza się, że służby specjalne sięgają po narzędzia, które są poza granicami prawa. Mam tutaj na myśli zabójstwa, stosowanie przemocy, nielegalne podsłuchy. Czy jest to etyczne czy nie, zostawiam do indywidualnego osądu, ale nie bądźmy naiwni, to w tej branży zazwyczaj norma, pod warunkiem że nie robi się tego między innymi w ramach walki politycznej. Opowiem ci jeszcze o brutalności tajnych służb. Wszystko w swoim czasie. Pamiętaj o jednym. Otóż te niby niewyjaśnione zgony nie są niczym zaskakującym. Tak samo jak rzekome wypadki ważnych osób. Ot, w ważnego ministra obrony „przypadkowo” wjeżdża samochód…

– Stary numer.

– Ale aktualny i używany prawdopodobnie do dzisiaj na całym świecie, bowiem musisz pamiętać o jednym. Szpiegostwo było, jest i będzie. Każdy może być szpiegiem, wiele źródeł wskazuje na to, że swego czasu na przykład popularny pisarz, noblista, autor między innymi książki Stary człowiek i morze, Ernest Hemingway, był agentem na usługach rosyjskiego KGB! Zresztą, chyba przyznasz, że te jego zabawy ze strzelbą prowadzące do samobójstwa też były mocno niejasne… Takie numery nadal się wydarzają. Prawdę powiedziawszy, to dzieje się na naszych oczach, tylko nie mamy o tym pojęcia. Odchodząc od mokrej roboty, stylizowanej na wypadek… spójrzmy na niedawną wymianę szpiegów z Rosją w Estonii. Otóż Estończyk Raivo S., w Rosji skazany na dwanaście lat więzienia za szpiegostwo, został wymieniony na Artioma Z., którego skazano w maju 2017 roku w Estonii na pięć lat więzienia za szpiegowanie na rzecz Rosji4. I jeszcze jedno! Ustalmy na początku bardzo ważną informację. Wywiad zajmuje się zbieraniem informacji, kontrwywiad zaś trudni się wyłapywaniem szpiegów. Poza tym szpiedzy zawsze będą mieli co robić. Może się jedynie zmieniać środowisko, w którym będą pracować, i narzędzia. I jeszcze bardzo ważna kwestia. Aresztowanie szpiega to żaden sukces, to porażka wynikająca z bezsilności. O sukcesie można by mówić, gdyby tego szpiega udało się przewerbować, czyli odwrócić na swoją stronę.

– Jakie typy szpiegów wyróżniamy?

– Jest ich sporo. Najbardziej znany z filmów to tak zwany typ podwójnego szpiega. Mówiąc krótko, jest to szpieg przeciwnika pracujący na naszych usługach. Oczywiście jego pracodawca nic nie wie na temat tego, że gra on na dwa fronty. Kolejny typ to szpieg rozgłaszający. Wyjątkowo podły. Jego głównym zadaniem jest puszczanie kontrolowanych przecieków z wiadomościami, które mają siać dezinformację. Poza tym mamy jeszcze szpiegów lokalnych, nazywanych również szpiegami wewnętrznymi. Są to lokalni działacze, ale także politycy, ministrowie, ludzie wysoko postawieni w wojsku i innych służbach mundurowych i tak dalej. Mówiąc krótko, są to osoby zatrudnione na wysokich stanowiskach. I to nie jest żadna bajka. Ludzie o takiej przeszłości, i o jak najbardziej teraźniejszych zobowiązaniach, zawsze będą obecni w najważniejszych instytucjach, a opinia publiczna, przynajmniej do wybuchu „skandalu”, nie będzie o niczym informowana.

– Jeszcze mamy typ szpiega uśpionego.

– To tak naprawdę szpieg, który został wystawiony na przeczekanie. Jeśli mnie pamięć nie myli, to tak było na przykład z Marianem Zacharskim, którego nasze służby specjalne wysłały do USA, po czym dalszy kontakt z nim miał miejsce dopiero dwa lata później. Wszystko po to, by w tym czasie szpieg mógł się uwiarygodnić i nie wzbudzać żadnych podejrzeń wśród tamtejszych służb. Okres ten określa się mianem „zamrożenia”. Do tego oczywiście dochodzą szpiedzy aktywni, nazywani również szpiegami „żywymi”, na bieżąco zdobywający nowe informacje.

– W świecie, w którym przyszło nam żyć, największym wyzwaniem każdej agencji szpiegującej jest natłok informacji. Jest ich tyle, że nie sposób wszystkiego przetworzyć.

– Jak najbardziej masz rację, dlatego trzeba pamiętać o kolejnej zasadzie działania skutecznego szpiega: Coś, co dla ciebie jest bezużyteczne, dla agenta wywiadu może mieć dużą wartość. Dlatego w byciu szpiegiem tak ważna jest cierpliwość. Nierzadko musisz czekać bardzo długo, aż nadarzy się okazja, by wykraść cenne informacje albo założyć podsłuch. Możesz zostać zwerbowany i przez kolejne miesiące czekać, aż twój oficer prowadzący się odezwie. W tym czasie musisz prowadzić normalne życie, by skutecznie wtapiać się w tłum. Pamiętaj, że poza prostytucją szpiegowanie to jeden z najstarszych zawodów. Do tego jest to profesja szalenie tajemnicza, a przez to pociągająca…

3 „Piątka z Cambridge” – tak nazywano grupę pięciu studentów z Uniwersytetu w Cambridge, którzy zostali zwerbowani przez radziecki wywiad NKWD na początku drugiej wojny światowej. Współpraca trwała do lat 50. XX wieku.

4 Pisały o tym m.in. polskie media. Więcej np. tutaj: https://www.tvn24.pl/rosja-i-estonia-wymienily-szpiegow,814013,s.html