Dieta ketogeniczna. Jak odzyskać zdrowie dzięki tłuszczomTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

„Środowisko medyczne uważa, że fruktoza lepiej służy diabetykom niż cukier,” – mówi doktor Field, „tymczasem każda komórka w ciele potrafi metabolizować glukozę”. Jednak każda ilość fruktozy musi zostać zmetabolizowana w wątrobie. Wątroby szczurów na diecie wysokofruktozowej wyglądały jak wątroby alkoholików – były otłuszczone i marskie.

Kiedy spożywamy sacharozę, cząsteczki glukozy i fruktozy rozdzielają się. glukoza przedostaje się bezpośrednio do krwiobiegu, gdzie zostaje wchłonięta przez komórki i spożytkowana jako „paliwo”. Fruktoza natomiast, zanim zostanie wykorzystana przez komórki, musi zamienić się w glukozę. Nie krąży po krwiobiegu, lecz przedostaje się bezpośrednio do wątroby, gdzie konwertowana jest w glukozę oraz kwasy tłuszczowe. Prawdę mówiąc, istnieje większe prawdopodobieństwo, że fruktoza zamieni się w tłuszcz niż w glukozę. Dlatego właśnie nie podnosi tak bardzo poziomu cukru we krwi jak sacharoza i pozostałe cukry. Ale za to podwyższa poziom trójglicerydów (tłuszczów) we krwi znacznie bardziej, niż samo jedzenie tłuszczów. Duża ilość tłuszczu powstałego w procesie metabolizmu fruktozy zatyka wątrobę, prowadząc do jej otłuszczenia, bardzo podobnego do zniszczeń spowodowanych nadużywaniem alkoholu. Lekarze nazywają tę chorobę niealkoholowym stłuszczeniem wątroby, dla odróżnienia tej postaci od wywołanej nadmiernym spożyciem alkoholu. Poza nadmiarem tłuszczu, fruktoza powoduje marskość wątroby (zapalenie) oraz fibrozę (powstawanie blizn)9,10.

Fruktoza, zwłaszcza w formie wysokofruktozowego syropu kukurydzianego, występuje w szerokiej gamie produktów spożywczych i napojów, w tym w soku owocowym, napojach gazowanych, dżemach, deserach, płatkach śniadaniowych, pieczywie, dresingach do sałatek, ketchupie i majonezie. Amerykanie spożywają średnio ponad 27 kg wysokofruktozowego syropu kukurydzianego na osobę rocznie. W ciągu 40 lat od jego wprowadzenia jako taniego słodzika, wskaźniki otyłości stały się niebotyczne. Według Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (Centers for Disease Control and Prevention [CDC]) w roku 1970, około 15 procent amerykańskiej populacji spełniało kryteria otyłości. Dziś mniej więcej jedną trzecią osób dorosłych w Stanach Zjednoczonych uważa się za otyłą. Niektórzy naukowcy przekonani są, że częściowo winny temu jest dramatyczny wzrost używania fruktozy do produkcji żywności.

Jeśli chodzi o przybieranie na wadze, jedna substancja słodząca nie równa się drugiej. Naukowcy z Uniwersytetu w Princeton (Princeton University) udowodnili, że szczury mające dostęp do wysokofruktozowego syropu kukurydzianego znacznie bardziej przybrały na wadze niż te, które miały dostęp do sacharozy, niezależnie od tego, że ich kaloryczność była identyczna11. Poza widocznym przybraniem wagi, długotrwałe jedzenie wysokofruktozowego syropu kukurydzianego doprowadziło także do nienaturalnego przyrostu tkanki tłuszczowej, zwłaszcza w okolicach brzucha, co wydaje się być logiczne, gdyż fruktoza najczęściej zamieniana jest przez wątrobę w tłuszcz.

„Niektórzy ludzie utrzymują, że wysokofruktozowy syrop kukurydziany niczym się nie różni od innych «słodzików», jeśli chodzi o przybieranie na wadze i otyłość, lecz wyniki przeprowadzonych przez nas badań jasno wykazują, że to nieprawda” – mówi doktor Bart Hoebel, specjalista neuronauki apetytu, wagi i uzależnienia od cukru w Princeton. „Kiedy szczury piją wysokofruktozowy syrop kukurydziany w ilościach dużo mniejszych, niż te zawarte w popularnych napojach gazowanych, stają się otyłe – każdy osobnik objęty badaniem – co nie ma miejsca nawet kiedy szczury są na diecie wysokotłuszczowej: nie przybierają na wadze”.

W badaniu Princeton stężenie cukru w roztworze sacharozy było identyczne jak w większości napojów bezalkoholowych. Roztwór fruktozy był zaledwie w połowie tak stężony jak większość napojów gazowanych, wciąż jednak w porównaniu do tych ostatnich powodował większe tycie i gromadzenie tłuszczu w ciele.

W długoterminowych badaniach trwających ponad 6 miesięcy, zwierzęta na diecie z dodatkiem fruktozy miały oznaki choroby określanej u ludzi zespołem metabolicznym, do której objawów należą nienaturalny przyrost wagi, niepokojący wzrost poziomu trójglicerydów we krwi i odkładanie się tłuszczu w ciele, zwłaszcza trzewnego, w okolicach brzucha. Zwłaszcza samce szczurów osiągały nienaturalne rozmiary. Zwierzęta mające dostęp do fruktozy przytyły o 48 procent więcej od tych na standardowej diecie. Przekładając to na ludzi, osoba ważąca trochę ponad 90 kg przytyłaby kolejne 43,5 kg! Szczury nie tyły, ale stały się otyłe.

Następnym razem, kiedy czytając etykietę produktu spożywczego, zobaczysz fruktozę, pamiętaj, że jeśli go zjesz, fruktoza wyląduje w postaci oponki na twoim brzuchu.

Sztuczne słodziki

Nawet po całym procesie przetwarzania i oczyszczania, jakiemu poddawany jest cukier, nadal zawiera kalorie. Właśnie po to naukowcy wynaleźli słodziki o mniejszej zawartości kalorii. Na wypadek gdyby prawdziwy cukier nie był wystarczająco szkodliwy, teraz możemy „rozkoszować się” jego sztucznymi postaciami – aspartamem, sacharyną, itp. Podobnie jak cukier, te krystaliczne proszki tak samo uzależniają, a nawet bardziej szkodzą zdrowiu. To prawda, są mniej kaloryczne, lecz jak każde lekarstwo mają działania niepożądane – od bólów głowy aż po zgon.

Sztuczne słodziki wyglądają i smakują jak cukier, można ich też używać tak jak cukru, unikając tak ogromnej ilości kalorii jak w cukrze. Co więcej, w porównaniu z nim, sztuczne słodziki prawie wcale nie mają kalorii. Brzmi to jak marzenie każdego dietetyka, ale w rzeczywistości jest koszmarem. Ciemna strona sztucznych słodzików jest znacznie ciemniejsza od tej, jaką ma cukier.

Cukier bowiem, nawet przy całej rafinacji jaką przechodzi, pozostaje pożywieniem, które nasz organizm rozpoznaje i jest w stanie metabolizować, pomimo że proces ten wielce go obciąża i pozbawia składników odżywczych. Sztuczne słodziki to dla ludzkiego ciała zupełnie obce twory, w związku z czym nie jest ono zaprogramowane, by sobie z nimi skutecznie radzić. I tu powstają problemy. Choć używane przez naukowców produkty do wytwarzania sztucznych słodzików mogą pochodzić ze źródeł „naturalnych”, w połączeniu ze sztucznymi substancjami chemicznymi powodują wszelkiego rodzaju stany chorobowe.

Aspartam jest najpopularniejszym ze wszystkich sztucznych słodzików, sprzedawany pod nazwami: NutraSweet, Equal, Spoonful, Equal-Measure oraz AminoSweet. Wynaleziony w 1965 roku, aspartam zyskał akceptację Amerykańskiej Agencji Żywności i Leków jako dodatek do żywności w początkach lat 80. Amerykańska Agencja Żywności i Leków zezwoliła na jego stosowanie, nie bacząc na ostrą krytykę kilku naukowców, którzy przestrzegali przed niebezpieczeństwami jego stosowania. Pomimo obiekcji pozwolenie wydano, opierając się na wynikach badań naukowych ufundowanych przez producenta aspartamu (firmę Monsanto i jej firmę-córkę NutraSweet).

Amerykańska Agencja Żywności i Leków odnotowała, że od czasu jego akceptacji, aspartam przyczynił się do ponad 75 procent skutków ubocznych wywołanych dodatkami do żywności. Wiele z nich było poważnych, powodowało różnego rodzaju ataki, a nawet prowadziło do śmierci. Udokumentowano, że przynajmniej 90 procent objawów było wywołanych spożywaniem aspartamu. Wśród licznych objawów były bóle głowy/migreny, zawroty głowy, różnego rodzaju ataki, nudności, drętwienie ciała, skurcze mięśni, wysypka, depresja, zmęczenie, rozdrażnienie, tachykardia, bezsenność, zaburzenia widzenia, utrata słuchu, palpitacja serca, problemy z oddychaniem, napady złości, niewyraźna mowa, utrata smaku, szum uszny, zawroty głowy, utrata pamięci, bóle stawów oraz, choć trudno w to uwierzyć, przybieranie na wadze12. Co więcej, aspartam uaktywnił bądź pogorszył nowotwory mózgu, stwardnienie rozsiane, padaczkę, zespół przewlekłego zmęczenia, chorobę Parkinsona, Alzheimera, wady wrodzone, fibromialgię i cukrzycę obu typów.

Czy osoba przy zdrowych zmysłach, wiedząc o tym, jadłaby coś, co powoduje lub tylko przyczynia się do powstania takich problemów zdrowotnych? Uzasadnienie, by stosować aspartam, jest takie, że to niewielka cena za pozbycie się nadmiaru kilogramów. Potencjalne korzyści, jakie może on wywierać na proces chudnięcia, warte są ryzyka, a przynajmniej tak twierdzą producenci aspartamu oraz lekarze i naukowcy sponsorujący badania naukowe na ten temat. Oczywiste jest, że stosowanie aspartamu warte jest ryzyka dla osób czerpiących z tego korzyści finansowe, a nie dla tych, którzy w trakcie jego stosowania tracą zdrowie. Warto zauważyć, że jednym z odnotowanych skutków ubocznych używania tego słodzika jest tycie! Po co go zatem w ogóle stosować?

W porównaniu z sacharyną, aspartam jest nowalijką; odkryta w 1879 roku sacharyna była pierwszym sztucznym słodzikiem. W roku 1937 pojawił się cyklamat, następnie w latach 60. XX wieku aspartam, ostatnio zaś acesulfam K oraz sukralozy. Te sztuczne słodziki są o wiele słodsze niż cukier. Sacharyna jest o 300 razy słodsza niż cukier stołowy; cyklamat o 30, zaś aspartam o 200 razy. Gram w gram, słodziki te zawierają prawie taką samą liczbę kalorii, ale ponieważ są o wiele słodsze, dla uzyskania takiego samego stopnia słodyczy potrzeba ich ułamkową zaledwie część. Cecha ta czyni sztuczne słodziki tak ekscytującymi dla dietetyków. Ich popularność nadwyrężyły powiększające się talie.

Sacharyna i cyklamat spadły z piedestału, kiedy to, u schyłku lat 60. XX wieku, odkryto, że powodowały rozrost nowotworów u zwierząt laboratoryjnych. W Stanach Zjednoczonych cyklamat został zakazany w latach 70. XX wieku, tymczasem w Wielkiej Brytanii i Kanadzie wciąż można go stosować w ograniczonych ilościach. W Kanadzie można go stosować wyłącznie z zalecenia lekarza i jako dodatek do leków.

W 1977 roku zaproponowano także zakazanie sacharyny, lecz z uwagi na fakt, że w tamtym czasie był to jedyny sztuczny słodzik w użytku, wiele osób sprzeciwiało się temu zakazowi, twierdząc, że takie postępowanie byłoby niesprawiedliwe wobec diabetyków i osób otyłych. W odpowiedzi na protesty opinii publicznej wstrzymano się z tym zakazem. Zamiast niego, wszelkie produkty zawierające sacharynę muszą być opatrzone ostrzeżeniem następującej treści: „Stosowanie tego produktu może być niebezpieczne dla zdrowia. Produkt zawiera sacharynę, która, jak potwierdzono, powoduje powstawanie nowotworów u zwierząt laboratoryjnych”. W Kanadzie natomiast obowiązuje całkowity zakaz stosowania sacharyny.

 

Acesulfam K pochodzi z zasadniczo tej samej rodziny związków chemicznych co sacharyna. Jeśli chodzi o zachorowalność na nowotwory, ma takie same potencjalne wady co sacharyna. Podobnie jak ona, acesulfam K także stymuluje wydzielanie insuliny, co jest wielce niepożądane dla diabetyków.

Nowinką wśród słodzików jest sukraloza, której nazwa handlowa to Splenda. Jest ona 600-krotnie słodsza od cukru. Ten chemiczny słodzik jest tak obcy dla naszych organizmów, że układ trawienny nie wie co z nim zrobić; przechodzi przez przewód pokarmowy, nie wchłaniając się. Z tego powodu nie daje żadnych kalorii ani nie wpływa na poziom insuliny czy cukru, dzięki czemu uważany jest za bezpieczny dla diabetyków. Zbyt piękne żeby było prawdziwe? Sądząc po danych na temat pozostałych sztucznych słodzików, rzeczywiście jest to zbyt piękne, by było prawdziwe.

Splenda ma bardzo wyraźny wpływ na mikroflorę jelit i może mieć znaczenie w zespole jelita drażliwego (ZJN, ang. IBD)13. „Dobre” bakterie w jelitach na wiele sposobów wspomagają zdrowie: m. in. wytwarzają ważne dla organizmu witaminy, utrzymują równowagę pH, wspierają funkcje układu odpornościowego oraz wiele innych. Wykazano, że Splenda obniża poziom tych dobrych bakterii aż o 50 procent. A co zastępuje dobre bakterie, kiedy ich brak w organizmie? „Złe” bakterie, wirusy i grzyby, w tym drożdżaki, które mogą wywołać całą masę problemów trawiennych.

Ludzie stosują sztuczne słodziki, aby obniżyć całkowite spożycie kalorii, usiłując kontrolować masę ciała. Niektórzy są tak zdesperowani w zmniejszaniu ilości zjadanych kalorii, że ignorując ostrzeżenia zdrowotne dotyczące słodzików, stosują je i tak. Chętnie podejmują ryzyko zachorowania na raka lub uciążliwości przeróżnych objawów, aby móc cieszyć się słodyczą pożywienia. Zachcianki na słodycze mogą być bardzo silne. Ściśle mówiąc, mogą być potężne – na tyle, że odstawiamy na bok zdrowy rozsądek i gramy w ruletkę z naszym zdrowiem.

Sztuczne słodziki nie są odpowiedzią na problemy z wagą, ponadto nie przynoszą żadnych prawdziwych korzyści zdrowotnych. Wszelkie słodycze, ze sztucznymi słodzikami włącznie, utrzymują przy życiu zachcianki na słodycze – powodują pragnienie zjedzenia czegoś słodkiego, niezależnie od tego czy jesteśmy głodni, czy nie.

Sztuczne słodziki dają także fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Pijemy dietetyczny napój gazowany, po czym czujemy, że możemy zjeść pokarmy, których nie powinniśmy. Według Serwisu Bezpieczeństwa Klientów Stosujących Aspartam (The Aspartame Consumer Safety Network), osoby używające sztucznych słodzików bardziej przybierały na wadze niż te, które ich unikały14. Jeśli chcesz schudnąć lub utrzymać obecną wagę, nie stosuj sztucznych słodzików: nie przynoszą pożądanych efektów, co więcej, mogą wyrządzić poważne szkody w organizmie.

Jeśli nie jesteś przekonany o szkodliwości sztucznych słodzików i stosujesz je w diecie wspomagającej kontrolę masy ciała, polecam ci lekturę książki pt. Excitotoxins: The Taste That Kills autorstwa dr. Rusella L. Blaylocka – profesora neurochirurgii Uniwersytetu Medycznego w Mississippi. Zawiera ona szczegóły medycznych badań naukowych, dokumentujące niebezpieczeństwa płynące ze stosowania aspartamu oraz innych dodatków do żywności.

Alkohole cukrowe

Alkohole cukrowe są grupą węglowodanów o składzie chemicznym podobnym zarówno do cukrów i alkoholi, lecz technicznie nie będąc ani tym, ani tym. Nie są sztucznymi słodzikami, nazywa się je „substytutami cukru”, ponieważ występują w naturze i w niewielkich ilościach występują w różnego rodzaju owocach, warzywach i pozostałych roślinach.

Alkoholi cukrowych jest wiele. Do tych najczęściej spotykanych w pożywieniu należą: ksylitol, erytritol, glicerol, mannitol, a także sorbitol, wśród których ksylitol jest najpowszechniej stosowany. Najprostszych alkoholi cukrowych: glikolu etylenowego i metanolu nie stosuje się w pożywieniu. Chociaż mają słodki smak, powszechnie o nich wiadomo, że są toksyczne. Są podstawowym składnikiem płynów odmrażających (np. szyby samochodowe), który sprawia, że są one trujące. Pozostałe alkohole cukrowe uważa się za bezpieczne.

Alkoholi cukrowych używa się w produkcji ciast, ciastek, budyniów, cukierków, lodów i innych przekąsek. Tego rodzaju produkty często oznaczane są etykietą „bez cukru” albo „bez dodatku cukru”. Alkohole cukrowe powszechnie dodaje się do produktów spożywczych zawierających sztuczne słodziki, ponieważ ich słodycz pomaga zamaskować gorzki posmak.

Ksylitol to najpopularniejszy alkohol cukrowy, ponieważ intensywność jego słodyczy porównywalna jest do sacharozy. Ma on o połowę mniej kalorii, a wygląda identycznie i może być stosowany jak cukier. Pozostałe alkohole cukrowe są odrobinę mniej słodkie, ale zawierają mniej więcej tyle samo kalorii co ksylitol.

W przeciwieństwie do cukru, ksylitol nie ulega rozkładowi przez bakterie znajdujące się w jamie ustnej, a zatem nie przyczynia się do powstawania próchnicy. Właśnie dlatego jest bardzo popularnym składnikiem past do zębów i bezcukrowych gum do żucia. Żaden z alkoholi cukrowych nie ulega całkowitemu rozkładowi przez układ pokarmowy człowieka, a więc są one tylko częściowo wchłaniane. Oto powód, dla którego są mniej kaloryczne. Podobnie jak inne węglowodany, alkohole cukrowe także podnoszą poziom cukru we krwi, choć w stopniu mniejszym niż cukier.

W porównaniu z aspartamem, sacharozą i innymi sztucznymi słodzikami, alkohole cukrowe są względnie bezpieczne, lecz niezupełnie nieszkodliwe. Najczęstsze działania niepożądane to wzdęcia, bóle brzucha, skurcze i biegunka. Objawy te występują często po nadmiernym spożyciu, jednak u niektórych osób już po jednej porcji pokarmu zawierającego alkohole cukrowe. Ponadto po ich zjedzeniu mogą nasilić się symptomy wcześniej istniejących schorzeń układu pokarmowego, tj. zespół jelita drażliwego czy celiakia.

Alkohole cukrowe powszechnie reklamuje się jako „naturalne” słodziki, bezpieczne w użyciu, oczywiście z umiarem. A ponieważ naturalnie występują w niektórych owocach i warzywach czy korze brzozy, często każe się nam wierzyć, że ekstrahuje się je bezpośrednio z tych źródeł, co w rzeczywistości znacznie mija się z prawdą. Zawartość alkoholi cukrowych w tych pokarmach jest tak niewielka, że ich ekstrakcja z tych źródeł jest niewykonalna pod względem ekonomicznym. I dlatego producenci syntetyzują je z włóknistych bądź zdrewniałych części roślin. Na przykład ksylitol wytwarzany jest z hemicelulozy kolb kukurydzy i pulpy drewnianej. Materiał ten jest miażdżony i przetwarzany za pomocą kwasu siarkowego, tlenku wapnia, kwasu fosforowego i innych substancji chemicznych. W rezultacie powstaje krystaliczny produkt, który jest tak samo przetworzony i rafinowany jak biały cukier, a więc tak samo „nienaturalny”.

Główny problem z alkoholami cukrowymi jest taki, że dają słodki smak, co podtrzymuje żywotność i intensywność oraz uzależnienia od cukru. Jeśli słodzisz pokarmy alkoholami cukrowymi, nigdy nie przerwiesz koła uzależnienia od cukru i zawsze będziesz miał zachcianki na słodycze i inne węglowodany. Jedzenie ich ułatwi ci oszukiwanie siebie, zniechęci cię i w konsekwencji poddasz się.

Pomimo iż alkohole cukrowe nie wpływają na poziom cukru we krwi tak bardzo jak cukier, wciąż na niego oddziaływują, w związku z czym mogą zablokować uwalnianie się tłuszczu z komórek tłuszczowych, powstrzymując utratę wagi. U osób nadwrażliwych na cukier mogą również zahamować wytwarzanie ketonów i uniemożliwić chudnięcie.

Stewia

A kiedy już nabierasz przekonania, że wszystkie słodziki szkodzą, pamiętaj, że jest jeszcze stewia. To zupełnie inny rodzaj słodzika. Tak naprawdę jest to roślina pierwotnie pochodząca z Ameryki Południowej. Pod względem intensywności słodyczy jest identyczna ze sztucznymi słodzikami, czyli jest znacznie słodsza od cukru, lecz ma o wiele mniej kalorii. Z drugiej strony, w przeciwieństwie do pozostałych słodzików nie wywołuje żadnych skutków ubocznych i nie uzależnia, w związku z czym wiele osób traktuje stewię jak zastępnik cukru. Stewię pozyskuje się z niewielkiego krzewu rosnącego w Paragwaju i Brazylii, gdzie znana jest jako „słodka roślina”. Jej liście są trzydziestokrotnie słodsze od cukru. Żyjący na terenach naturalnego występowania stewii Indianie Guarani używają jej od wieków. Uważają ją za doskonały słodzik jak i lekarstwo. Indianie ci używają stewii do słodzenia napojów, dezynfekcji ran oraz jako wody tonizującej, by wspomóc proces trawienia.

Podziemna część tej rośliny jak i całe liście są doskonałym słodzikiem herbat ziołowych i mocnych napojów. Liście stewii nie sprawdzają się w wielu sytuacjach pod względem praktycznym, ponieważ mają zbyt roślinny smak. Ekstrakt ze stewii jest znacznie praktyczniejszy. Wyciąg z niej jest koncentratem fitozwiązków (stewiozydów), które nadają roślinie słodyczy. Wyciąg ze stewii jest od 200 do 300 razy słodszy od cukru i nie ma roślinnego posmaku. W sprzedaży dostępna jest w formie proszku lub płynu. Ze względu na intensywność jej słodyczy, wystarczy bardzo niewielka ilość, by posłodzić jedzenie. Przeciętnie od około ¼ do ½ łyżeczki ekstraktu ze stewii zastępuje jedną filiżankę (200 g) cukru.

Od wielu lat ekstraktu ze stewii używano do słodzenia pokarmów w Japonii, Korei, Paragwaju, Brazylii i Izraelu. W Japonii już od połowy lat 70. XX wieku. Japończycy używają stewii zamiast aspartamu do słodzenia niskosłodzonych produktów spożywczych. Na dużą skalę stewię stosuje się do słodzenia gumy do żucia, cukierków, napojów bezalkoholowych, soków, deserów mrożonych i wyrobów piekarniczych. Stewia stanowi 50 procent używanych w Japonii słodzików o dużej intensywności słodyczy.

Czy jest bezpieczna? Na to wygląda. Wiemy o niej, że nie wywołuje niepożądanych skutków stosowania (tak jak cukier) ani też nie zagraża zdrowiu tak jak sztuczne słodziki. Stewię od wieków stosowali mieszkańcy Ameryki Południowej, a przez ostatnie ćwierćwiecze także Japończycy i inne narodowości, bez jakiegokolwiek uszczerbku dla zdrowia. Japończycy spożywają największe ilości tego słodzika na świecie, a mimo to nie odnotowano u nich żadnych stanów chorobowych z tego powodu. Na temat stewii przeprowadzono intensywne badania naukowe i testy kliniczne. Żadne z nich nie dały niepokojących wyników, nawet przy podawaniu jej ogromnych ilości zwierzętom laboratoryjnym. Niewiele substancji ma takie właściwości. Jak dotąd testy kliniczne wykazały, że roślina jak i sam ekstrakt z niej są zupełnie nietoksyczne i bardzo korzystne jako środek obniżający spożycie kalorii. Stewia w żaden sposób nie wpływa także na poziom cukru ani insuliny we krwi, a więc jest bezpieczna dla diabetyków. Jej spożywanie nie karmi drożdżaków, co sprawia, że jest wręcz idealnym słodzikiem dla osób cierpiących na choroby o tym podłożu. Pod wieloma względami ma zatem ogromną przewagę nad cukrem i sztucznymi słodzikami.

Trudno jest zjeść za dużo stewii. Jeśli to zrobisz, poczujesz w ustach gorzki, melasopodobny posmak. Warto zatem dodawać jej w sam raz do pokarmów, a mocnego posmaku nie będzie. Potrzeba trochę czasu i praktyki, by nabrać wyczucia w słodzeniu stewią. Rozpoczęcie nauki polecam od jednej z wielu dostępnych książek kucharskich na temat gotowania ze stewią.

Niewielka ilość stewii od czasu do czasu to idealna proporcja, należy jednak zachować ostrożność. U osób uzależnionych od cukru stewia może podtrzymywać „zachcianki na słodkie”. Znam ludzi, którzy mocno nadużywają stewii, do tego stopnia, że rozwinęli u siebie tolerancję na jej gorzki posmak. Jedna z takich osób dała mi do spróbowania wody słodzonej stewią, której łyk prawie ściął mnie z nóg intensywnością słodko-gorzkiego posmaku. Wprawdzie jadłem i piłem wiele pokarmów i napojów słodzonych stewią, ale ta woda była ogromnie przesłodzona. Nie potrafiłem sobie wyobrazić nikogo, komu by smakowała, ale ta osoba piła taką wodę przez cały dzień. Kobieta ta także bardzo męczyła się podczas odchudzania.