Niezawodna intuicja lady Avaline

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Bronwyn Scott

Niezawodna intuicja lady Avaline

Tłumaczenie: Anna Pietraszewska

HarperCollins Polska sp. z o.o.

Warszawa 2021

Tytuł oryginału: Captivated by Her Convenient Husband

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Ltd., an imprint of HarperCollinsPublishers, 2019

Redaktor serii: Grażyna Ordęga

Opracowanie redakcyjne: Grażyna Ordęga

© 2019 by Nikki Poppen

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Romans Historyczny są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6729-8

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

Książkę dedykuję Rowanowi, który uwielbia musical „Powrót Martina Guerre’a”

Świat lubi nam dyktować, kim jesteśmy, ale najlepiej zwyczajnie być sobą.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Indigo Hall w hrabstwie Sussex, listopad 1855 roku

– Pora wziąć się w garść – westchnęła z niechęcią Avaline Panshawe-Tresham. Nie mogła odwlekać tego w nieskończoność. Prędzej czy później będzie musiała wejść do środka i dotrwać do końca wieczora. Przez następne godziny jak zwykle przyjdzie jej robić dobrą minę do złej gry. Będzie pląsać po parkiecie z mężczyznami, uśmiechać się do kobiet i gawędzić niezobowiązująco z teściami, którzy w dobrej wierze wymienią z nią kilka zdawkowych uprzejmości. To oczywiście błahostka w porównaniu z odpieraniem niechcianych umizgów gospodarza balu, Tobina Haywortha, który od jakiegoś czasu uparcie smalił do niej cholewki, mimo braku jakiejkolwiek zachęty z jej strony. Cóż, udawanie to dla niej nie pierwszyzna. Dawno temu przywykła do ciągłego odgrywania roli głuchej i ślepej. Negowanie smutnej rzeczywistości stało się jej drugą naturą. W końcu od siedmiu długich lat, trzech tygodni i prawie całego dnia przysparzała rodzinie męża samych rozczarowań. Treshamowie naturalnie nigdy nie wytknęli jej tego na głos, byli stanowczo zbyt uprzejmi, aby popełnić taki nietakt. Mimo to Ava żyła na co dzień obarczona ciężarem porażki i poczucia winy.

Odetchnęła głęboko i wygładziła bladoniebieską spódnicę. Potem na wszelki wypadek sprawdziła wysadzane perłami kolczyki, wisiorek oraz grzebienie we włosach. Zupełnie niepotrzebnie – wszystkie tkwiły na swoim miejscu, dokładnie jak przed wyjazdem z domu, który to wyjazd odkładała w nieskończoność. Przez ponad pół godziny tkwiła przed lustrem, debatując sama z sobą, czy powinna wystąpić w błękitnym czy może w różowym jedwabiu. Teraz także grała na zwłokę. Niestety skończyły jej się preteksty, żeby zamarudzić na ulicy nieco dłużej. Była nieprzyzwoicie spóźniona, bezsilna i wściekła.

Hayworth nieprzypadkowo zorganizował przyjęcie właśnie dziś. Doskonale wiedział, jak ważna i symboliczna jest to dla niej data. Dokładnie tego dnia, to jest dwudziestego szóstego października, jej mąż, Fortis Tresham przepadł bez wieści po bitwie pod Bałakławą. Mówiono, że poległ na polu chwały, lecz jego doczesne szczątki nigdy nie zostały odnalezione. Zwyczajnie zniknął, jakby nigdy nie istniał lub rozpłynął się w powietrzu niczym poranna mgła. Od tamtej pory upłynął rok, a ona wciąż się łudziła, że Fortis żyje. Iskierka nadziei była coraz słabsza, ale jeszcze się tliła. Nie widziała go od ponad siedmiu lat. Czasem wydawało jej się, że nie pamięta jego twarzy i zastanawiała się, czy rozpoznałaby go, gdyby minął ją na ulicy.

Siedem lat nieobecności… To szmat czasu. Niemal cała dekada. I właśnie z tym musiała mierzyć się co rano – ze swoją największą jak dotąd życiową porażką. Nie potrafiła utrzymać męża przy sobie, więc nie sprawdziła się jako żona. A przecież tylko tego oczekiwali od niej teściowie i rodzice, kiedy aranżowali to korzystne dla obu stron małżeństwo. Ich rodziny mieszkały po sąsiedzku i znały się od niepamiętnych czasów. Treshamowie szczycili się tytułem i opływali w dostatki, ojciec Avy borykał się wprawdzie z trudnościami finansowymi, ale był baronem i dysponował rozległym majątkiem ziemskim. Miał też jedynaczkę na wydaniu, dla której pragnął znaleźć jak najlepszą partię. Pomysł połączenia dwóch szanowanych rodów właściwie nasuwał się sam. Avie powierzono jedno, z pozoru łatwe zadanie, któremu niestety nie sprostała. Fortis był synem księcia, co prawda najmłodszym, lecz jego pochodzenie oraz wysoka pozycja społeczna do czegoś zobowiązywały. Ożenek zwykle narzucał arystokratom określony sposób życia. Młody Tresham po ślubie powinien zająć się doglądaniem włości i płodzeniem potomstwa. W teorii plan wydawał się prosty, niestety gorzej poszło z jego realizacją. Pobrali się, kiedy Fortis wrócił do domu na przepustkę. Kilka tygodni później ich małżeństwo praktycznie przestało istnieć, a raczej istniało wyłącznie na papierze. Miesiąc miodowy nie zakończył się upragnioną przez wszystkich ciążą. Fortis pojawił się w jej sypialni zaledwie na chwilę, tylko po to, żeby skonsumować związek i nadać mu moc prawną. Spełnił w pośpiechu swoją powinność i tyle go widziała. Niestety jej wdzięki okazały się niewystarczająco kuszące, by zatrzymać go w łóżku na dłużej. Zamiast figlować z żoną w pościeli, wolał spędzać czas z przyjaciółmi. Polował, łowił ryby, jeździł konno po okolicy i Bóg raczy wiedzieć, co jeszcze. Innymi słowy ślub z całą pewnością nie poskromił jego temperamentu ani nie uczynił z niego domatora. Wręcz przeciwnie, Fortis stał się jeszcze bardziej nieposkromiony i nieprzewidywalny.

Gdy wrócił do swojego pułku, jak przystało na przykładną żonę, pisywała do niego regularnie co miesiąc. Miała nadzieję, że dzięki temu mąż zatęskni za domem. Jej wysiłki poszły na marne. Nie odpisał na żaden z jej listów. I być może już nigdy nie odpisze. Była przygotowana na to, że więcej go nie zobaczy. Teściowie słyszeli niedawno, że ich syna widziano rzekomo na Krymie. Uczepili się tej myśli jak tonący brzytwy. Wysłali nawet na miejsce majora Camdena Lithgowa. Jako najbliższy przyjaciel Fortisa Lithgow mógł bowiem potwierdzić jego tożsamość, a w razie potrzeby oficjalnie zaświadczyć, że człowiek, który wyszedł z lasu i podaje się za najmłodszego Treshama, to istotnie Fortis Tresham.

Ava nie do końca wierzyła owym doniesieniom. Być może dlatego, że nie była pewna swoich uczuć. Powrót męża rozwiązałby wprawdzie jej bieżące problemy, ale bez wątpienia przysporzyłby jej także mnóstwa kłopotów. Ich małżeństwo było czystą fikcją. Na takich podwalinach raczej nie da się zbudować wspólnego życia. Z drugiej strony oczywiście nie życzyła Fortisowi śmierci. Nawet jeśli do końca życia miała mu pozostać równie obojętna, jak na początku. Nie odczuwała do niego niechęci, bo właściwie zupełnie go nie znała.

Rodzice wyczekiwali z utęsknieniem jego powrotu, tymczasem ona nie potrafiła sobie nawet przypomnieć jego twarzy. Owszem, wiedziała, że Fortis miał ciemne włosy i niebieskie oczy, ale to tyle. Był też postawny i dość przystojny. A może tylko jej się zdawało? Może wmówiła sobie, że jest wysoki i barczysty, bo takim wolała go zapamiętać? Tak czy inaczej, z pewnością nie zaliczał się do szczególnie troskliwych mężów. Chociaż niewykluczone, że to po części jej wina… Może gdyby była inna, gdyby wykazała nieco więcej zainteresowania jego sprawami, ułożyłoby się między nimi zupełnie inaczej? Zresztą jakie to ma teraz znaczenie? Nie widzieli się od siedmiu lat, a wojna zmienia człowieka. Możliwe, że Fortis wróci do niej zupełnie odmieniony. Zaginął przecież na cały rok. Kto wie, w jakim stanie odnalazł się na Krymie?

To nieistotne, pomyślała. Najważniejsze, żeby rzeczywiście się odnalazł. Tylko to mogło uchronić ją przed pazernością Haywortha. Próbowała zasłaniać się przed natrętem nazwiskiem męża, ale wiedziała, że tylko Fortis byłby w stanie przegnać Tobina na dobre.

Podskoczyła bezwiednie, gdy tuż obok rozległo się natarczywe łomotanie w szybę. Nie więcej niż po sekundzie otworzyły się drzwi. Ktoś zwyczajnie wdarł się do środka, nie czekając na pozwolenie. Hayworth, pomyślała z odrazą. Nikt inny nie pozwalał sobie na takie impertynencje.

– Stało się coś, moja droga? – zapytał z udawaną troską. – Czemu tak długo zwlekasz? Zaziębisz się, jeśli zaraz nie wysiądziesz. – W nieskazitelnym, idealnie skrojonym ubraniu wyglądał jak zwykle olśniewająco, lecz jego szare oczy pozostały zimne jak stal. Był uosobieniem opanowania i chłodu. Na sam jego widok przeszywał ją dreszcz niechęci. – Pospiesz się, z łaski swojej– dodał, wyciągając władczo dłoń. – Nie mogę pozwolić, żeby matka sama podejmowała gości. Sądziłem, że przyjedziesz z Treshamami. Zaniepokoiłem się, gdy cię z nimi nie było.

 

– Potrzebowałam chwili samotności – odparła szorstko. Owszem, musiała podać mu rękę i udawać, że wszystko jest w porządku, ale nie miał prawa nią rozporządzać. Nie zaszkodzi, jeśli od czasu do czasu mu o tym przypomni. – Mam za sobą ciężki dzień i nie jestem w nastroju do zabawy. Szczerze mówiąc, miałam ochotę się wymówić i zostać w domu. – Dokładnie tak by zrobiła, gdyby się nie obawiała, że Tobin osobiście się po nią pofatyguje. Wolała nie przebywać z nim sam na sam. – Uprzedzam, że nie zabawię długo. Przypominam panu, że dokładnie rok temu zaginął mój mąż. To oczywiste, że dziś nie mam czego świętować. – W jej głosie wyraźnie było słychać przyganę.

Popatrzył na nią z dezaprobatą. Już dawano dał wyraz temu, co o sądzi o jej nadziejach na to, że Fortis odnajdzie się żywy.

– Kobiece rojenia i durne fantazje – skwitował z przekąsem, kiedy oznajmiła, że wciąż liczy na powrót męża. – Czyżby pojawiły się jakieś nowe wieści? – zainteresował się raptem. – A może potwierdzono już oficjalnie zgon? – Jego ton nie pozostawiał żadnych wątpliwości. Liczył na śmierć Treshama, bo gdyby została wdową, mógłby bez przeszkód zrealizować swoje plany.

– Nie – odparła z satysfakcją. – Nie dotarły do nas żadne nowe informacje. – Wiedziała, że będzie niepocieszony. Dopóki Fortisowi przysługiwał status zaginionego, Hayworth miał związane ręce. Na szczęście nie mógł zmusić do małżeństwa kobiety, która w świetle prawa pozostawała zamężna.

– Lojalność godna najwyższego podziwu – podsumował protekcjonalnie, poklepując ją po ramieniu. – Choć przyznasz, że w twoim przypadku taka postawa jest bardzo niepraktyczna. Ktoś musi wreszcie przejąć pieczę nad twoim majątkiem. I uratować, co się da. Zdajesz sobie sprawę, że stoisz na progu ruiny? Na twoim miejscu nie liczyłbym na wielkoduszność teściów. Cowden nie zechce utrzymywać cię do końca życia. Nie jest aż tak wspaniałomyślny. Udawanie, że twój szanowny małżonek żyje i kiedyś się odnajdzie, jest niezbyt mądre. Nie widziałaś go siedem lat. Przez ten czas nie odezwał się do ciebie ani słowem. Nie napisał choćby jednego listu. Jak sądzisz, o czym to świadczy? Każdy sąd uzna, że cię porzucił. Nie musimy dłużej czekać. Możemy uwolnić cię od niego już teraz i rozpocząć razem nowe życie.

My. Nowe życie razem. Skrzywiła się z niesmakiem. Jeśli mu się zdaje, że podziela jego entuzjazm, to jest w wielkim błędzie. Tylko realne widmo głodu mogłoby ją skłonić do rozważenia jego „szlachetnej” propozycji. Z sobie tylko znanego powodu postanowił nagle zmienić taktykę. Zwykle zaczynał ją nagabywać dopiero pod koniec wieczoru, tym razem przypuścił atak na samym początku. Jego buta nie miała sobie równych. Wyglądało na to, że nie zamierzał robić z tego dłużej tajemnicy. Tylko patrzeć, jak oficjalnie się oświadczy. I bez jej zgody da na zapowiedzi. Miała przecież nóż na gardle, więc nie mogła odmówić. Wiedziała, że dawno temu zagiął parol na nią i jej włości, nie przejmował się, że wciąż miała męża.

Indigo Hall, czyli londyńska posiadłość Haywortha, opływała w luksusy. Ostentacyjny przepych wystroju w pełni spełniał swoje zadanie, to jest nieustannie przypominał gościom o bogactwie właściciela. Tobin dorobił się fortuny w Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Miał głowę do interesów i niebywałą smykałkę do pomnażania majątku. Nie można mu było odmówić przedsiębiorczości. Wprawdzie nie doczekał się jeszcze tytułu, ale pozostawało to jedynie kwestią czasu. Spodziewał się, że królowa wkrótce doceni jego zasługi na rzecz państwa i przyzna mu szlachectwo. Ożenek z córką barona z pewnością przyspieszyłby cały proces. Właśnie dlatego upatrzył sobie Avaline. Była łatwym łupem, bo jej finanse istotnie znalazły się na skraju przepaści. Dzięki jego pieniądzom Blanford odzyskałoby dawną świetność, a ona nie musiałaby się martwić o finanse.

– Spójrz tylko, moja droga – odezwał się, gdy zmierzali ku sali balowej. – Możesz zostać panią tego wspaniałego domu. – Omiótł dumnym wzrokiem lśniące marmurowe posadzki, kryształowe kandelabry i ogromne wazony pełne szklarnianych kwiatów. – Niczego by ci nie brakowało – szepnął jej wprost do ucha. – Mogłabyś mieć to wszystko na skinienie palca i spełniać każdą swoją zachciankę. Pokazuję ci, na co mnie stać, bo chcę, żebyś podjęła świadomą decyzję. – Jak zwykle zachwalał swoją zasobność bez cienia żenady. Obyczaje panujące na salonach były mu bowiem zupełnie obce. Nigdy nie bawił się w subtelności. Nie pojmował aluzji ani niuansów etykiety. Nic nie mogło tego zmienić. Ani dobrze skrojony garnitur, ani kufry pełne złota nie uczynią z niego prawdziwego dżentelmena. Dla londyńskiej śmietanki Tobin Hayworth na zawsze pozostanie nieokrzesanym nuworyszem.

– To nie jest kwestia decyzji, panie Hayworth – odparła bez ogródek Avaline. – Jeśli to panu umknęło, przypominam, że jestem zamężna.

Zaśmiał się, jakby usłyszał przedni dowcip.

– Doprawdy? Szczerze mówiąc, wątpię. Tobie też radziłbym wreszcie zwątpić. Pora spojrzeć prawdzie w oczy i pogodzić się z faktami. Wszystko wskazuje na to, że od roku jesteś wdową. Byłoby z pożytkiem dla nas wszystkich, gdybyś zaczęła żałobę od razu. Tuż po zaginięciu Treshama. Miałabyś z głowy konwenanse i mogłabyś już teraz rozpocząć przygotowania do kolejnego ślubu.

Przeszył ją nieprzyjemny dreszcz niepokoju. Z każdym kolejnym spotkaniem coraz bardziej dawały o sobie znać jego prostactwo i nikczemność.

– Zagalopował się pan, panie Hayworth.

– Nie rób takiej zgorszonej miny, moja droga – syknął przez zęby. – Nie ma powodu się obruszać. W przeciwieństwie do ciebie, lubię nazywać rzeczy po imieniu. – Uśmiechnął się szeroko, spostrzegłszy na schodach księżną Cowden. – Wasza Wysokość – przywitał się uniżenie. – Miło mi panią gościć.

– Dobry wieczór, panie Hayworth – odparła uprzejmie lady Tresham. – Winszuję, bardzo udany, kameralny wieczór – stwierdziła z uśmiechem, po czym zwróciła się do synowej: – Wszędzie cię szukam, Avaline. Chodź, jest kilka osób, z którymi wypada porozmawiać. – Ujęła synową pod ramię i odciągnęła na bok. Hayworth prawdopodobnie nawet się nie zorientował, że świadomie go obraziła. Określiła jego wielki bal mianem „kameralnego przyjęcia”. Sala balowa w jej własnym domu mogła pomieścić czterysta osób i przy każdej okazji wypełniała się gośćmi po brzegi.

– Cóż za wyjątkowo odpychający typ… – wzdrygnęła się księżna.

Trafne spostrzeżenie, pomyślała Ava. Sęk w tym, że Hayworth był nie tylko odpychający, lecz także niebezpieczny. Nie zbił majątku, rzucając na prawo i lewo czcze groźby. Odniósł sukces, ponieważ był człowiekiem czynu. Skoro twierdził, że jest w stanie doprowadzić do unieważnienia jej małżeństwa i zmusić ją do ślubu, to zapewne rzeczywiście mógł tego dokonać.

– Cieszę się, że postanowiliście jednak przyjść – uśmiechnęła się do teściowej. – To dla mnie wiele znaczy. – Przypuszczała, że będą woleli czekać w domu na wieści od Cama Lithgowa.

– Major Lithgow wie, gdzie nas szukać – odparła lady Tresham. – Zresztą nie wiadomo, kiedy wróci. Zamiast siedzieć jak na szpilkach, wpatrując się w drzwi, postanowiliśmy wesprzeć cię w trudnej chwili. To ciężki dzień dla nas wszystkich. Hayworth umyślnie zaplanował bal na dziś, co nie najlepiej o nim świadczy.

Avaline była im naprawdę wdzięczna. Jej rodzie zmarli jedno po drugim w ciągu zaledwie roku, zostawiając ją z pokaźnymi długami. Teściowie przygarnęli ją wtedy i przez te wszystkie lata traktowali jak rodzoną córkę. Czy nadal będą dla niej tacy łaskawi, jeśli się okaże, że ich syna nie ma już wśród żywych? Nie miała pojęcia. Tak czy owak właśnie ważyły się jej losy. Jednego była pewna - niebawem skończy się dla niej okres względnej wolności. Albo pozostanie żoną Fortisa, albo oficjalnie owdowieje i będzie zmuszona ponownie wyjść za mąż. Bez męża nie przetrwa, bo odbiorą jej dach nad głową. Niestety taki los spotykał większość kobiet.

– Zatańcz kilka razy i postaraj się zapomnieć na chwilę o zgryzocie – odezwała się księżna, jakby czytała jej w myślach. – Do powrotu Lithgowa niewiele możemy zrobić. Znalazłam ci na początek odpowiedniego partnera. O wilku mowa, właśnie nadchodzi sir Edmund. Zostawiam cię w dobrych rękach.

Lady Tresham spisała się znakomicie. Wypełniła jej karnecik wyłącznie znajomymi rodziny, który doskonale orientowali się w sytuacji. Wiedzieli, że to dla niej wyjątkowo trudny czas i nie próbowali wciągać jej w czcze pogawędki. W końcu musiała jednak zatańczyć także z Hayworthem. Jako gospodarzowi balu nie mogła mu odmówić. Naturalnie z rozmysłem poprosił ją do ostatniego walca przed kolacją. Zgodnie z tradycją oznaczało to, że zasiądzie obok niego przy stole. Wiedziała, że się od niego nie uwolni, ale z czystej przekory postanowiła zaprotestować. Lepiej wyraźnie dać mu do zrozumienia, że jego towarzystwo nie sprawia jej przyjemności. W przeciwnym razie gotów pomyśleć, że zabiega o jego względy.

– Wybaczy pan, ale nie jestem głodna. Nie zamierzam niczego jeść.

– W takim razie przejdźmy się po ogrodzie.

Pojęła swój błąd za późno, dopiero kiedy pociągnął ją bez ceremonii na taras i zamknął za sobą drzwi. Próbował ukarać ją w ten sposób za wcześniejszy nietakt. Doskonale wiedział, że nie miała najmniejszej ochoty zostać z nim sam na sam, w dodatku w odosobnionym miejscu.

– Nareszcie możemy pobyć chwilę sami – oznajmił z satysfakcją. – Zechcesz mi w końcu wyjaśnić, czemu tak zawzięcie się opierasz? Czyżbyś oczekiwała lepszej propozycji niż moja? A może potrzebujesz nieco innej zachęty? – Przysunął się do niej z niebezpiecznym błyskiem w oku. Uwięziwszy ją między sobą i balustradą, popatrzył na nią jak drapieżnik, któremu po długich łowach udało się dopaść zwierzynę.

– Rozumiem, że w pańskim mniemaniu właśnie tak wygląda skuteczna zachęta? Należy zaciągnąć bezbronną kobietę w ciemny kąt i napastować ją bez świadków? – Próbowała go nie dotykać, ale gdy się odsunęła, metalowa barierka wbiła jej się w plecy. Znalazła się w potrzasku.

Zadygotała z odrazą, gdy poczuła na policzku jego rękę. Bóg raczy wiedzieć, do czego się posunie. Dorastała w przekonaniu, że mężczyźni, zwłaszcza dżentelmeni, zwykle potrafią zachować granice przyzwoitości. Tyle że Hayworth nie był dżentelmenem, a dookoła nie było żywej duszy.

– Jesteś piękną kobietą, Avaline. Stanowczo za długo żyjesz w samotności. Zapomniałaś o pewnych… przyjemnościach i potrzebujesz mężczyzny, który ci o nich przypomni.

– Dziękuję, mam już mężczyznę – odparowała bliska paniki. – Męża, któremu przysięgałam przed Bogiem.

Zaśmiał się szyderczo.

– Jedyne, co ci po nim zostało, to mgliste wspomnienie. – Pochylił się zdecydowanie, próbując ją zaskoczyć. Na szczęście w porę odczytała jego zamiar i gdy spróbował ją pocałować, odepchnęła go z całych sił. Gdyby się zawahała, zapewne odczytałby jej zachowanie jako zachętę. O dziwo zaskoczyła go na tyle, że zdołała się wymknąć i podbiec do drzwi.

Przez chwilę szamotała się z klamką, ale w końcu wślizgnęła się z powrotem do środka. Nie uciekła daleko. Hayworth w mgnieniu oka pojawił się za nią i chwycił ją boleśnie za nadgarstek.

– Nie bądź głupia, Avaline. Nie wymkniesz mi się. Prędzej czy później i tak będziesz moja. Ja nigdy się nie poddaję i zawsze stawiam na swoim. – Złapał ją za ramiona i przycisnął do ściany. Demonstracja siły miała zapewne potwierdzić jego słowa. – Pytałem, czemu tak uparcie się opierasz? – syknął, napierając na nią całym ciałem. – Nie odpowiedziałaś mi.

Ze strachu zaparło jej dech, a potem… ktoś nagle szarpnął go od tyłu i wymierzył mu potężny cios w szczękę. Ava na moment zastygła w miejscu, przyglądając się całej scenie szeroko otwartymi oczami. A było czemu się przyglądać.

Hayworth wpadł z impetem na pobliskie krzesło. Na jego nieszczęście kosztowny Ludwik XV nie wytrzymał rozpędzonego ciężaru i roztrzaskał się z hukiem na kawałki. Tobin wylądował na ziemi. Tymczasem mężczyzna, który tak sprawnie go obezwładnił, wskoczył nań i zaczął go okładać pięściami. Wygląda jak anioł zemsty, pomyślała Ava, wpatrując się w czarne włosy i szerokie barki opięte niebieskim mundurem.

Odgłos kolejnego uderzenia pięści wyrwał ją z odrętwienia. Hayworth bez wątpienia zasłużył na kilka razów, ale nie mogła pozwolić, żeby jej wybawiciel zanadto go poturbował albo wysłał niechcący na tamten świat. Nie pochwalała przemocy.

Podbiegła do nieznajomego i chwyciła go za ramię.

– Wystarczy! Proszę przestać!

Poczuła pod palcami, jak tężeją mu mięśnie. Chwilę później odwrócił się, żeby na nią spojrzeć. Miał zaciśnięte usta, a w jego niebieskich oczach czaił się mord.

 

– Jesteś pewna, że pragniesz go oszczędzić, najdroższa Avaline? Daruję mu, dopiero kiedy uznasz, że ma dość. – Nie czekając na jej reakcję, puścił niechętnie Haywortha i podniósł się na nogi. – Zdaje się, że lady Tresham nie zdążyła odpowiedzieć na twoje pytanie – zwrócił się szyderczo do Tobina, który rozmasowywał obolały policzek. – Pozwól, że ją wyręczę. Nie mieści ci się w głowie, że mogła ci się oprzeć? Cóż, Hayworth, przypuszczam, że postanowiła odrzucić twoje „subtelne” zaloty, bo nie chce zostać bigamistką. – Ostatnie słowa wycedził przez zęby z takim zawzięciem, że zabrzmiały jak jawna groźba. Ava usłyszała w jego głosie zaborczość i poczuła na plecach dreszczyk podniecenia. – Zdaje się, że wróciłem w samą porę – dodał, otrzepując ręce.

Avaline zamarła. Nie wiedzieć czemu dopiero teraz uprzytomniła sobie, kto przed nią stoi. Nie pamiętała jego przyjemnie niskiego głosu ani sposobu, w jaki wymawiał jej imię. Doprawdy, jak mogła zapomnieć tak krystalicznie melodyjne dźwięki? Zapamiętała za to jego imponującą sylwetkę, błękitne oczy i mundur. Jej oszołomiony umysł zarejestrował szczegóły i zaczął wreszcie nadążać za rozwojem wypadków. Rozumiała już, jak czuje się człowiek, który właśnie zobaczył ducha. Z nadmiaru wrażeń zakręciło jej się w głowie i odruchowo wyciągnęła rękę do męża.

– O mój Boże, Fortis… To naprawdę ty…