Odzyskać miłość

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Brenda Joyce
Odzyskać miłość

Tłumaczenie

Małgorzata Hesko-Kołodzińska

PROLOG

Adare, Irlandia

Lato 1824 roku

W eleganckiej jadalni hrabia Adare oraz zebrani goście celebrowali urodziny żony hrabiego. Przy stole toczyła się ożywiona rozmowa. Po drugiej stronie rozległego holu w saloniku zebrały się dzieci. Na sofie obitej złocistym brokatem zasiadła Elysse O’Neill, ubrana w piękną wieczorową suknię. Było jej przykro, że nie może dołączyć do dorosłych. Jej najlepsza przyjaciółka, Ariella de Warenne, równie wystrojona, siedziała obok ze wzrokiem utkwionym w książce. Elysse nie mogła zrozumieć Arielli, gdyż sama nienawidziła czytania. Umarłaby z nudów, gdyby nie chłopcy, którzy zbili się w gromadkę po drugiej stronie saloniku i z zapałem szeptali.

Patrzyła na nich, usiłując podsłuchać, o czym mówią. Czuła, że wpakują się zaraz w tarapaty. Jej wzrok utkwiony był w Aleksym de Warenne, bracie Arielli, który zawsze przewodził bandzie.

Cztery lata wcześniej wraz z ojcem, macochą i Ariellą przyjechał do Londynu z Jamajki, gdzie spędził wczesne dzieciństwo. Kiedy zostali sobie przedstawieni, Elysse postanowiła traktować go z wyższością, choć jego opalona skóra i pewność siebie ogromnie ją fascynowały. Był jednak bękartem i nie miało znaczenia, że jego matka wywodziła się z rosyjskiej arystokracji. Elysse czuła się wręcz w obowiązku nim pogardzać, lecz on zdawał się tym wcale nie przejmować. Od razu uraczył ją opowieścią o swoim pasjonującym życiu.

Zrobił na niej piorunujące wrażenie. Wraz z ojcem żeglował po całym świecie, walczył z huraganami i monsunami, omijał morskie blokady, umykał przed piratami, przewoził drogocenne przedmioty. Do tego pływał z delfinami, wspinał się w Himalajach, wędrował po dżunglach Brazylii… Kiedyś nawet pożeglował tratwą w górę rzeki w Chinach, i to bez ojca! Aleksy chwalił się, że pływał każdym środkiem transportu wodnego, a Elysse mu uwierzyła. Już po godzinie doszła do wniosku, że to najbardziej interesujący chłopiec, jakiego kiedykolwiek spotkała. Naturalnie, nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby mu o tym powiedzieć.

Aleksy uwielbiał przygody i nie mógł wytrzymać na lądzie zbyt długo. Nie potrafił też usiedzieć spokojnie na miejscu. Co tym razem uknuli chłopcy? Przeszli na drugą stronę salonu i wtedy Elysse domyśliła się, że postanowili wyjść przez taras.

Wstała i wygładziła suknię z niebieskiego atłasu.

– Zaczekajcie! – krzyknęła, po czym podbiegła do chłopców. – Dokąd idziecie?

Aleksy uśmiechnął się szeroko.

– Do zamku Errol – odparł.

Serce Elysse mocniej zabiło. Wszyscy mieszkańcy tych okolic wiedzieli, że ruiny zamczyska były nawiedzone.

– Oszaleliście? – syknęła.

Niebieskie oczy Aleksego błysnęły.

– Nie idziesz z nami, Elysse? – spytał. – Nie chcesz zobaczyć ducha, który wędruje po północnej wieży w blasku księżyca w pełni? Podobno tęskni za ukochaną. Przecież wiem, że przepadasz za takimi romantycznymi historiami! Ta kobieta przy pełni księżyca zostawiła go dla innego mężczyzny, więc właściciel zamku zabił się i od tamtej pory pojawia się na wieży przy pełni.

– Znam tę opowieść – burknęła Elysse.

Serce tłukło się w jej piersi niczym uwięziony ptak. Nie była tak odważna jak Aleksy ani jej młodszy brat Jack, ani jak stojący obok Ned, spadkobierca hrabiego. Nie miała zamiaru wybiec w środku nocy na spotkanie ducha.

– Boidudek – oświadczył cicho Aleksy i dotknął jej policzka. – Nie bój się, proszę, w razie czego cię obronię.

Odsunęła się szybko.

– Niby w jaki sposób? Jesteś tylko chłopcem, i w dodatku postrzelonym! – wykrzyknęła.

Uśmiech natychmiast zniknął z jego ust.

– Jeśli mówię, że będę cię bronił, to będę. Nigdy w to nie powątpiewaj – warknął Aleksy.

Wierzyła, że dotrzymałby słowa i broniłby jej nawet przed duchem. Zawahała się, gdyż mimo wszystko pragnęła uniknąć wyprawy do zamku.

– Damy wcale nie muszą być odważne, Aleksy – oświadczyła. – Nie jest im to do niczego potrzebne. Muszą zachowywać się z gracją, być uprzejme i piękne.

– Cóż, moja macocha opłynęła świat wraz z moim ojcem i nawet walczyła z piratami u jego boku. Jest odważna, a także piękna i uprzejma.

Ned przysunął się bliżej.

– Zostaw ją, Aleksy – mruknął. – Elysse nie chce z nami iść.

Młodszy brat Elysse, Jack, zarechotał szyderczo. Ariella odłożyła książkę i podeszła do grupki.

– A ja pójdę – zadeklarowała, otwierając szeroko oczy. – Bardzo chciałabym zobaczyć ducha. Od dawna o tym marzę.

Aleksy posłał Elysse wyzywające spojrzenie.

– Dobrze! – krzyknęła z wściekłością. – Ale jak się tam dostaniemy?

– Wierzchem, naturalnie – odparł. – Dotrzemy na miejsce w dwadzieścia minut. Jack pojedzie sam, a wy, dziewczęta, razem z nami. Siądziecie z tyłu.

Elysse nie miała żadnych wątpliwości, że to najgłupsza rzecz, jaką mogliby zrobić, ale jej przyjaciele tryskali entuzjazmem. Już po chwili posłusznie podążyła za nimi przez taras na wybieg, gdzie zamierzali skraść wierzchowce. Chłopcy często jeździli na oklep, korzystając jedynie z lejców. Doskonale radzili sobie zarówno w siodle, jak i bez niego.

Gdy Elysse szła z towarzyszami przez rozległe ogrody Adare, wpatrzona w jasny księżyc w pełni, wokoło panowała niczym niezakłócona cisza. Modliła się, żeby nie spotkali na zamku żadnego ducha.

Kilka minut później wszyscy dosiedli koni i ruszyli kłusem przed siebie. Elysse kurczowo trzymała się Aleksego, coraz bardziej wściekła na niego i na siebie. Ze strachu zaczynała drżeć na całym ciele i coraz mocniej zaciskała ręce.

– Zaraz połamiesz mi żebra – uprzedził ją ze śmiechem.

– Nienawidzę cię – syknęła.

– Nieprawda – odparł pogodnie.

Przez resztę drogi milczeli. W pewnej chwili w trupio sinym blasku księżyca pojawił się zarys ponurego zamku Errol. Elysse słyszała teraz tylko rytmiczny stukot końskich kopyt i bicie własnego serca. Wyczuwała, że Aleksy oddycha pośpiesznie, a jego serce bije jak oszalałe. Wkrótce minęli stertę białych kamieni, które kiedyś odgrywały rolę zewnętrznych murów barbakanu. W tym samym momencie Elysse doszła do wniosku, że najchętniej zawróciłaby i pognała prosto do domu.

Nagle rozległo się wycie wilka i Aleksy zamarł.

– Wilki nigdy nie podchodzą tak blisko Adare – wyjąkała stłumionym głosem Elysse.

– Nie jesteśmy blisko – mruknął.

Zatrzymali konie przy pogrążonym w mroku wejściu do zamku, które dawniej było drzwiami frontowymi. Za cieniami labiryntu wewnętrznych murów, po drugiej stronie ruin, dostrzegła samotną wieżę. Elysse zaschło w gardle, a jej puls jeszcze bardziej przyśpieszył.

– Podobno chodzi z pochodnią… tą samą, którą oświecał drogę swojej utraconej ukochanej – wyszeptał Aleksy i podał rękę Elysse. – Złaź!

Posłusznie zeskoczyła, a po kilku sekundach wszyscy stanęli przed wejściem.

– Nie zabraliśmy świec – zauważyła Ariella.

– Wręcz przeciwnie! – Aleksy z dumą wyciągnął świecę z kieszeni i zapalił ją krzesiwem. – Chodźmy.

Energicznym krokiem ruszył do środka, gotów przewodzić całej wyprawie, a wszyscy bez protestów podążyli za nim – wszyscy poza Elysse. Wcale nie miała ochoty zapuszczać się w głąb ruin.

Gdy grupa dzieci zniknęła w mroku, Elysse przygryzła wargę. Została zupełnie sama i szybko uświadomiła sobie, że samotność jest jeszcze gorsza niż wyprawa z przyjaciółmi do nawiedzonego zamku.

Krzyknęła i podskoczyła ze strachu, gdy dobiegł ją dziwny hałas z tyłu, ale po chwili zrozumiała, że to tylko jeden z koni. Gdzieś na drzewie złowrogo pohukiwała sowa. Elysse po raz kolejny pomyślała, że nienawidzi przygód, i w końcu przerażona pobiegła za resztą.

W zamku panowały niemal nieprzeniknione ciemności, niemal nic nie widziała. Gdzieś przed sobą usłyszała szepty i ruszyła w tamtym kierunku, usiłując dogonić dzieci, ale wnętrze ruin przypominało kamienny labirynt. Gdy Elysse wpadła na ścianę, spanikowała. Odwróciła się gwałtownie, potknęła i upadła.

Chciała zawołać Aleksego, poprosić go, by poczekał, ale dostrzegła błysk jasnego światła w ciemności, po drugiej stronie zamku, tam gdzie stała wieża. Czyżby to był blask pochodni ducha? – zastanowiła się.

Przerażona Elysse zamarła. Bała się, że duch ją dostrzeże, więc tkwiła w bezruchu, a wtedy dotarło do niej, że już nie słyszy przyjaciół.

Narastała w niej panika. Znowu to światło! Elysse wybiegła z kąta, w którym się ukryła, żeby opuścić zamek. Kilka razy skręciła, ale wciąż była w środku. W ciemności raz po raz potykała się i upadała w biegu. Jej kolana były poobijane, dłonie otarte. Nie mogła zrozumieć, dlaczego nie może się wydostać z zamku. Gdzie się podziało wyjście?

W pewnej chwili uświadomiła sobie, że zabrnęła w ślepy zaułek, a na jej drodze stoi potężna ściana kominka. Elysse przyłożyła dłonie do szorstkich kamieni, ciężko dysząc, i nagle usłyszała tętent kopyt. Najwyraźniej przyjaciele postanowili ją opuścić?

Stłumiła szloch i z przerażeniem ujrzała, że zbliża się ku niej duch z pochodnią. Strach sparaliżował ją i odebrał jej mowę.

– Elysse! – zawołał Aleksy.

Ugięły się pod nią kolana, a z jej ust wydobyło się westchnienie ulgi.

– Aleksy! – krzyknęła i zaszlochała. – Myślałam, że mnie opuściłeś i że zgubiłam się na zawsze!

Aleksy odstawił świecę i chwycił Elysse w ramiona.

– Nic się nie stało – powiedział. – Nie zostawiłbym cię tutaj, dobrze o tym wiesz. Przecież obiecałem, że zawsze będę cię chronił.

 

– Nie sądziłam, że mnie znajdziesz – westchnęła, tuląc się do niego. – Usłyszałam stukot kopyt…

– Nie płacz, jestem przy tobie. Słyszałaś konie naszych ojców. Są na zewnątrz i gotują się z wściekłości. – Wpatrywał się w nią z uwagą. – Jak mogłaś sądzić, że cię nie znajdę i pozostawię na pastwę losu?

– Nie wiem – wyszeptała rozdygotana, z twarzą mokrą od łez, choć przestała już płakać.

– Jeśli się zgubisz, znajdę cię. Jeśli będziesz w niebezpieczeństwie, obronię cię – podkreślił z powagą. – Tak postępują prawdziwi dżentelmeni, Elysse.

– Obiecujesz?

Uśmiechnął się łagodnie i otarł łzę z jej policzka.

– Obiecuję – szepnął.

Na twarzy Elysse również zagościł uśmiech.

– Przykro mi, że nie jestem dzielna.

– Jesteś bardzo dzielna, Elysse, tylko jeszcze o tym nie wiesz – oznajmił takim tonem, jakby święcie wierzył w te słowa.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Askeaton, Irlandia

23 marca 1833 roku

Aleksy wyjechał zaledwie dwa lata wcześniej, jednak można było odnieść wrażenie, że od tamtego czasu minęła cała wieczność. Elysse O’Neill uśmiechnęła się do swojego odbicia w zwierciadle o pozłacanych ramach, zawieszonym nad eleganckim sekretarzykiem w sypialni pełnej różu, fioletu i bieli.

Właśnie skończyła się przebierać. Wiedziała, że silne emocje odbijają się na jej obliczu: była zarumieniona, a jej oczy błyszczały. Nie posiadała się z radości, że Aleksy de Warenne w końcu wrócił do domu. Pragnęła, by jak najszybciej opowiedział jej o swoich przygodach.

Przez chwilę rozmyślała o tym, czy Aleksy zauważy, że stała się dorosłą kobietą. W ostatnich dwóch latach o jej względy ubiegało się już kilkunastu adoratorów, a pięciu z nich się oświadczyło.

Uśmiechnęła się i zadecydowała, że pastelowo zielona suknia odpowiednio podkreśla intrygujący fiolet jej oczu. Przywykła do męskiego podziwu. Chłopcy zaczęli na nią zerkać, kiedy jeszcze była podlotkiem. Aleksy również przypatrywał się jej z aprobatą. Zastanawiała się, co pomyśli o niej teraz. Dlaczego pragnęła, żeby tego wieczoru zwrócił na nią szczególną uwagę? Odruchowo poprawiła suknię, jeszcze bardziej eksponując niezbyt skromny dekolt.

Aleksy nigdy jeszcze nie wyjeżdżał na tak długo. Elysse nie wiedziała, czy i on się zmienił. Kiedy wyruszył do Kanady po futra, nie miała pojęcia, czy miną miesiące, czy lata, nim wróci, ale ich rozstanie na dobre zapadło jej w pamięć.

Popatrzył na nią z typowym dla siebie zadziornym uśmiechem.

– Czy będziesz nosiła pierścionek, kiedy wrócę? – zapytał.

Od razu zrozumiała, o co mu chodzi. Choć ją zaskoczył, szybko odzyskała rezon i opuściła wzrok.

– Zawsze noszę pierścionki – odparła wymijająco.

Zastanawiała się, czy jakiś elegancki Anglik nie zauroczy jej przed powrotem Aleksego. Cóż, żywiła taką nadzieję.

– Nie chodzi mi o brylanty. – Aleksy zmarszczył czarne gęste brwi.

Elysse wzruszyła ramionami.

– Spodziewam się, że adoratorów mi nie zabraknie. Nic na to nie poradzę, Aleksy – burknęła. – Ojciec będzie wiedział, kogo dla mnie wybrać.

On również wzruszył ramionami.

– Tak, jestem przekonany, że Devlin dopilnuje, abyś dobrze wyszła za mąż.

Popatrzyli sobie głęboko w oczy. Elysse podsłuchała rozmowę rodziców na ten temat i wiedziała, że zależy im także na szczęściu córki, więc byli gotowi wziąć pod uwagę jej uczucia. Innymi słowy, pragnęli dla niej idealnego związku z człowiekiem, którego Elysse pokocha.

– Poczuję się głęboko urażona, jeśli nikt nie poprosi mnie o rękę – podkreśliła z przekonaniem.

– Nie wystarczy, że nieustannie otaczają cię absztyfikanci?

– Chciałabym wyjść za mąż do osiemnastego roku życia – powiedziała.

Urodziny Elysse przypadały jesienią, co oznaczało, że za pół roku kończyła osiemnaście lat. Innymi słowy, pragnęła zmienić stan cywilny podczas pobytu Aleksego w Kanadzie. Poczuła przykry ucisk w sercu. Zdezorientowana, odsunęła od siebie nieprzyjemne myśli, złapała Aleksego za ręce i obdarzyła go promiennym uśmiechem.

– Co mi przywieziesz tym razem? – zapytała z ciekawością.

Zawsze przywoził jej upominki z podróży.

– Dostaniesz ode mnie rosyjskie sobole – odparł po chwili zastanowienia.

– Przecież płyniesz do Kanady – zauważyła zdumiona Elysse.

– Wiem, dokąd płynę. – Aleksy nie odrywał od niej wzroku. – I właśnie stamtąd przywiozę ci rosyjskie sobole.

Prychnęła w przekonaniu, że się z nią droczy, a on tylko uśmiechnął się szeroko, pożegnał się z nią i pozostałymi członkami jej rodziny, po czym wyszedł z salonu. Elysse tymczasem udała się na podwieczorek, gdzie już czekali na nią nowi adoratorzy…

Aleksy bawił w Kanadzie kilka miesięcy, gdyż napotkał problemy z nabyciem towaru. Kiedy w końcu powrócił do Liverpoolu, niemal natychmiast wyruszył na wyspy po cukier z trzciny cukrowej. Elysse była tym nieprzyjemnie zaskoczona, wręcz rozczarowana.

Naturalnie nie wątpiła, że Aleksy pójdzie w ślady ojca. Cliff de Warenne był właścicielem jednego z najlepiej prosperujących przedsiębiorstw transportu dalekomorskiego, a Aleksy spędził na oceanach większość życia. Po osiągnięciu odpowiedniego wieku miał zająć się szczególnie zyskownymi ładunkami. Jako siedemnastolatek został kapitanem swojego pierwszego statku. Elysse, córka kapitana marynarki wojennej, doskonale rozumiała miłość Aleksego do morza. Mężczyźni tacy jak Cliff de Warenne, jej ojciec, Devlin O’Neill, oraz Aleksy nigdy nie pozostawali na lądzie zbyt długo.

Mimo to oczekiwała, że Aleksy wróci na dłużej po wyprawie na Karaiby. Jak się jednak okazało, po krótkim pobycie w Liverpoolu wyruszył do Chin.

Elysse ogromnie się przejęła, gdy powiedziano jej, że wynajął swój statek „Ariel” Kompanii Wschodnioindyjskiej, która miała monopol na handel z Chinami. Chociaż Devlin O’Neill przeszedł w stan spoczynku, często służył radą zarówno admiralicji, jak i Ministerstwu Spraw Zagranicznych w kwestiach związanych z polityką imperialną i morską. Dzięki temu Elysse dobrze się orientowała w tematyce handlowej, gospodarczej oraz w polityce zagranicznej. W ostatnich latach wiele się mówiło o handlu z Chinami. Tamtejsze morza były groźne i jeszcze niezbadane. Nie brakowało tam ukrytych raf koralowych, zanurzonych skał i nieznanych płycizn, już nie wspominając o monsunach i tajfunach. O ile statek nie rozbił się o skały albo rafy, pokonanie Morza Chińskiego w jedną stronę było proste, gdyż żeglarzom pomagały południowo-zachodnie monsuny. Powrót wiązał się z licznymi trudnościami i niebezpieczeństwami, lecz Aleksy uważał, że tego typu wyzwania to najciekawszy element podróży. Nie znał lęku i uwielbiał przeciwności losu, o czym Elysse dobrze wiedziała.

Okazało się, że niepotrzebnie się o niego martwiła. Poprzedniego wieczoru Ariella przysłała jej list z informacją, że Aleksy właśnie przybył do Windhaven. Elysse otrzymała tę wiadomość dokładnie o północy. Z osłupieniem dowiedziała się, że Aleksy bezpiecznie dobił do nabrzeża w Liverpoolu kilka dni wcześniej, z pięciuset pięcioma tonami jedwabiu oraz herbaty. Drogę powrotną z Kantonu pokonał w sto dwanaście dni i był to wyczyn, o którym teraz wszyscy mówili. Jak na kapitana, który po raz pierwszy przebył tę trasę, poradził sobie doskonale, dzięki czemu miał szansę zarobić krocie przy okazji następnej podróży z Chin. Elysse znała Aleksego na tyle dobrze, by wiedzieć, że będzie się tym przechwalał.

Po raz ostatni zerknęła do lustra i poprawiła suknię, świadoma, że dostanie burę od matki za zbyt śmiały dekolt. Wszyscy uważali Elysse za piękność i nie było mężczyzny, który nie zachwycałby się jej niepospolitą urodą. Wielokrotnie słyszała, że jest podobna do obojga rodziców – po matce odziedziczyła drobną posturę i oczy o barwie ametystu, po ojcu zaś złociste włosy. W ostatnich dwóch latach pięciokrotnie proszono ją o rękę, jednak odrzuciła wszystkie oświadczyny, choć miała już dwadzieścia lat. Ojciec Elysse nie protestował, a ona sama niepokoiła się tylko tym, że Aleksy będzie drwił z jej panieńskiego stanu. Miała cichą nadzieję, że zapomniał o jej planach zamążpójścia przed osiemnastym rokiem życia.

– Elysse! Jesteśmy! Aleksy wrócił i czeka na dole! – krzyknęła Ariella, pukając do drzwi sypialni.

Elysse odetchnęła głęboko i nagle zakręciło się jej w głowie od nadmiaru emocji. Dopiero po chwili podeszła do drzwi i je otworzyła.

Ariella zrobiła wielkie oczy na widok najlepszej przyjaciółki w wieczorowej sukni.

– Wychodzisz? – spytała. – Czyżbym nie dostała zaproszenia na jakąś uroczystą kolację?

Elysse uśmiechnęła się do niej serdecznie.

– Ależ nigdzie nie wychodzę – odparła. – Po prostu chcę dowiedzieć się wszystkiego o Chinach i przygodach twojego brata. Jak wyglądam? – Wykonała szybki piruet.

Ariella była o rok młodsza od Elysse i zwracała na siebie uwagę egzotyczną urodą – jasnymi oczami, oliwkową skórą i ciemnozłocistymi włosami. Ceniła sobie tradycyjne rozrywki, takie jak czytanie książek i odwiedzanie muzeów, nie cierpiała zaś zakupów oraz balów.

– Gdybym nie wiedziała, jak jest naprawdę, doszłabym do wniosku, że masz nadzieję zrobić na kimś wrażenie – oznajmiła. – Chyba nawet wiem na kim. – Obdarzyła przyjaciółkę wymownym spojrzeniem.

– Dlaczego miałabym starać się robić wrażenie na twoim bracie? – Elysse zaśmiała się. – Jestem już dorosła i pragnę, by to dostrzegł, nic ponadto. Poza tym musi wiedzieć, że uważa się mnie za najbardziej pożądaną debiutantkę w całej Irlandii.

Ariella skrzywiła się cierpko.

– Aleksy ma wady, ale nie należy do nich obojętność na atrakcyjne kobiety – mruknęła.

Elysse zamknęła drzwi. Aleksy stał się niepoprawnym kobieciarzem, co nie było dla niej zaskoczeniem. Mężczyźni z rodziny de Warenne’ów słynęli z podbojów i swobodnego stosunku do pań, lecz zmieniali się nie do poznania w dniu ślubu. Zgodnie ze starą rodzinną tradycją, kiedy de Warenne się zakochiwał, nic nie mogło odmienić jego uczuć.

Elysse i Ariella ruszyły długim, obwieszonym rodzinnymi portretami korytarzem.

– Czy raczył wyjawić, dlaczego tak długo go nie było? – spytała Elysse.

– Mój brat jest nie tylko żeglarzem, ale i poszukiwaczem przygód – oświadczyła Ariella. – Chiny go zauroczyły, a przynajmniej handel z Chinami. Tylko o tym mówił wczoraj wieczorem. Ma zamiar zbudować kliper przeznaczony wyłącznie do przewozu towarów.

– A zatem nadal będzie pracował dla Kompanii Wschodnioindyjskiej? Zaskoczyło mnie, że wynajął „Ariela”. Nie wyobrażam sobie Aleksego na czyichkolwiek usługach.

Elysse wiedziała, że Aleksy nigdy wcześniej nie udostępnił nikomu swojego statku.

– Był zdecydowany zaistnieć na tej trasie handlowej – wyjaśniła Ariella i umilkła, po czym dodała: – Wydaje mi się, że wszyscy w Askeaton przyszli, aby posłuchać o Chinach i wyprawie.

Elysse usłyszała głosy na parterze. Zjawiło się wielu gości, gdyż sąsiedzi byli zainteresowani powrotem Aleksego. Nowiny o jego podróżach rozprzestrzeniały się niczym pożar lasu – w trakcie całego sezonu nie mogło się wydarzyć nic równie emocjonującego.

Gdy dotarły niemal do stóp schodów, Elysse popatrzyła na drugą stronę głównego holu, gdzie zebrali się sąsiedzi oraz członkowie rodziny. Askeaton od wieków był rodową siedzibą O’Neillów i słynął z pięknego holu o kamiennych podłogach i ścianach oraz drewnianym suficie. Wielkie stare gobeliny wisiały po obu stronach pomieszczenia, a przez ogromne okna można było podziwiać łagodne wzgórza zielonej irlandzkiej wsi, a także ruinę wieży za rezydencją. Elysse jednak nie interesował ani miejscowy krajobraz, ani zebrane osoby. Liczył się tylko Aleksy.

Stał przed dużym kamiennym kominkiem, ubrany w strój do konnej jazdy i buty z cholewami. Już nie przypominał osiemnastoletniego chłopca, którym był, gdy wypłynął na morze. Na widok Elysse od razu przestał interesować się gośćmi i skupił na niej całą uwagę. Ich spojrzenia skrzyżowały się.

Przyszło jej do głowy, że ogromnie się zmienił. Był teraz doświadczony i pewny siebie, dostrzegała to w jego postawie i ruchach. Po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech, a serce Elysse zabiło gwałtownie ze szczęścia.

 

Aleksy wrócił do domu.

Brat Elysse, Jack, poklepał go po ramieniu.

– Do diaska, nie możesz przerywać w takim momencie! – Roześmiał się. – Natychmiast opowiedz nam o Cieśninie Sundajskiej.

Elysse promieniała, z uwagą obserwując Aleksego. Nie mogła nie zauważyć, że wyprzystojniał. Po chwili dostrzegła, że jej trzy przyjaciółki stoją tuż obok niego, znacznie bliżej niż reszta zebranych, i mają wyraźnie rozanielone miny.

– Pokonywaliśmy ją przez trzy dni, Jack. – Aleksy odwrócił się do jej wysokiego, jasnowłosego brata. – Przyznam, że przez chwilę się zastanawiałem, czy przypadkiem nie utkniemy na mieliźnie… Musielibyśmy spędzić dwa tygodnie w Anjers, czekając na naprawę statku.

Odwrócił się i skinął ręką na wysokiego płowowłosego mężczyznę we fraku, w kamizelce i jasnych spodniach.

– Nie sądzę, żeby udało nam się pokonać trasę w sto dwanaście dni bez Montgomery’ego – dodał i położył dłoń na ramieniu przyjaciela, gdy ten stanął obok niego. – Nigdy nie miałem lepszego pilota. Nie mogłem dokonać lepszego wyboru, kiedy zatrudniłem go w Kanadzie.

Elysse w końcu przeniosła spojrzenie na wspomnianego mężczyznę, a Montgomery uśmiechnął się do niej. Jeden z gości, starszy ziemianin, zamachał ręką, by zwrócić na siebie uwagę Aleksego.

– Opowiedz nam o Morzu Chińskim! – zażądał. – Czy napotkaliście tajfun?

– Nie, lepiej opowiedz nam o herbacie! – krzyknął wesoło ojciec MacKenzie.

– Czy Chiny naprawdę są zamknięte dla wszystkich cudzoziemców? – spytał Jack.

Aleksy obdarzył ich wszystkich szerokim uśmiechem.

– Kupiłem czarną herbatę najlepszego sortu, z pierwszego zbioru – oświadczył. – Zaręczam, że nigdy nie piliście aż tak smacznej. Nazywa się pekoe. Nie znajdziecie innego kapitana, który przywiózłby ją do Anglii, przynajmniej nie w tym sezonie.

Chociaż przemawiał do zebranych gości, jego spojrzenie przez cały czas było utkwione w Elysse.

– Jak ci się udało zdobyć ten towar? – spytał Cliff, uśmiechając się dumnie do syna. Aleksy odwrócił się do niego.

– To długa historia związana z niemałymi pieniędzmi oraz pewnym bardzo przebiegłym i chciwym pośrednikiem – odparł.

Elysse uświadomiła sobie, że nadal stoi na ostatnich stopniach schodów, zupełnie jakby w nie wrosła. Co się z nią działo? Szybko ruszyła na dół, wciąż przyglądając się Aleksemu, który właśnie zerknął na jedną z młodych dam, chcąc zapewne odpowiedzieć na jej pytanie o to, jak wygląda i smakuje herbata pekoe. Zanim jednak zdołał otworzyć usta, Elysse zachwiała się na schodach i straciła równowagę. W ostatniej chwili złapała poręcz, nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje. Zwykle poruszała się z ogromną gracją. Kiedy tak stała, kurczowo uczepiona balustrady, poczuła, że ktoś ją podtrzymuje. Naturalnie, tym kimś okazał się Aleksy.

Elysse popatrzyła w jego niebieskie oczy, a on się uśmiechnął, jakby ta sytuacja go rozbawiła.

– Miło cię ponownie widzieć, Elysse – szepnął.

Zarumieniła się. Czuła się okropnie zmieszana, wręcz zdezorientowana. Nigdy dotąd nie odnosiła aż tak przemożnego wrażenia, że jest drobna, mała i słaba, Aleksy zaś nigdy nie wydawał się jej tak silny, wysoki i męski. Jego ciało było twarde i ciepłe, gdy ją tulił, a jej serce zdawało się galopować niczym koń na wyścigach.

Na litość boską, co się z mną dzieje? – przemknęło jej przez głowę po raz kolejny.

W końcu zdołała odsunąć się nieco, aby zachować względnie przyzwoity dystans. Miała wrażenie, że Aleksy uśmiechnął się jeszcze szerzej.

– Witaj – powiedziała i uniosła głowę. – Nigdy nie słyszałam o herbacie pekoe.

– Wcale się nie dziwię. Nikomu nie udaje się kupić pierwszego zbioru… z moim skromnym wyjątkiem, rzecz jasna – dodał pyszałkowato.

Jego spojrzenie powędrowało na dekolt Elysse, a potem popatrzył jej w oczy. Nie była pewna dlaczego, ale nagle zaniepokoiła się, że być może w przeciwieństwie do jej licznych adoratorów Aleksy nie uważa jej za piękność.

Dopiero po chwili odzyskała mowę.

– Ależ to oczywiste, że kupiłeś najlepszą herbatę – odparła lekkim tonem, dziwnie wytrącona z równowagi. – Nie wiedziałam, że już wróciłeś. Kiedy dotarłeś do domu?

– Och, o ile wiem, Ariella wczoraj wieczorem przysłała ci list – zauważył, a ona uświadomiła sobie, że przejrzał ją na wylot. – Dobiłem do portu w Liverpoolu trzy dni temu, a w nocy wróciłem do domu.

Wepchnął ręce do kieszeni fraka.

– Dziwię się, że w ogóle zawracałeś sobie głowę powrotem do domu – powiedziała i wydęła usta.

Spojrzał na nią z zaskoczeniem.

– A więc jednak nie masz pierścionka – powiedział i nieoczekiwanie uniósł rękę Elysse.

Wyszarpnęła dłoń, gdyż jego dotyk przyprawiał ją o przyśpieszone bicie serca.

– Oświadczyło mi się pięciu kawalerów, Aleksy, i to bardzo atrakcyjnych pod każdym względem – wycedziła. – Mimo to odrzuciłam ich wszystkich.

Aleksy zmrużył oczy.

– Dlaczego nie wybrałaś żadnego, skoro byli tak godni uwagi? – spytał wprost. – O ile mnie pamięć nie myli, nosiłaś się ze szczerym zamiarem wyjścia za mąż przed osiemnastymi urodzinami.

Choć się uśmiechał, nie patrzył jej w oczy. Nie była pewna, czy sobie z niej żartuje.

– Może zmieniłam zdanie – burknęła.

– Hm, to by mnie nie zdziwiło – mruknął z rozbawieniem Aleksy. – Czyżbyś się stała romantyczką, Elysse? Naprawdę czekasz na miłość swojego życia?

– Och, zapomniałam, jak bardzo bywasz irytujący! Oczywiście, że jestem romantyczką. W przeciwieństwie do ciebie! – oświadczyła wyniośle.

Nagle irytacja ją opuściła. Elysse przypomniała sobie, jak bardzo Aleksy lubi się droczyć.

– Znamy się od dzieciństwa, więc przede mną nie musisz udawać – zauważył. – Jesteś nie tyle romantyczką, ile niepoprawną kokietką.

Elysse ponownie poczuła ukłucie irytacji.

– Wszystkie kobiety kokietują, Aleksy – wycedziła. – Chyba że są stare, grube lub brzydkie.

– Jak zwykle jesteś uszczypliwa. Jak mniemam, twoi adoratorzy po prostu nie spełniali odpowiednich warunków. – Jego oczy błyszczały. – A może zagięłaś parol na jakiegoś księcia, dajmy na to, z Austrii? To by dopiero było! Czy mogę zabawić się w swata? Gdybym dobrze poszukał, znalazłbym wśród swoich znajomych księcia albo nawet dwóch!

– Od razu widać, że wcale mnie nie znasz. Naprawdę jestem romantyczką w każdym calu, a ty na pewno nie nadajesz się na swata.

– Czyżby? – Zaśmiał się głośno. – Znamy się bardzo dobrze, Elysse, i nie udawaj, że tak nie jest. – Ujął ją pod brodę. – Czyżbym cię irytował? Tylko się z tobą droczę, skarbie.

Elysse lekko uderzyła go w rękę.

– Dobrze wiesz, że mnie denerwujesz – burknęła. – A poza tym, za kogo ty się uważasz? Słyszałam, że masz kobietę w każdym porcie.

– Och, dżentelmen nie opowiada o takich sprawach.

– Twoja reputacja mówi sama za siebie – Elysse zmarszczyła brwi.

W skrytości ducha zastanawiała się, czy naprawdę miał kochankę w każdym porcie, do którego dobijał jego statek. Właściwie nie powinno jej to obchodzić, ale nie mogła przestać o tym myśleć.

– Dlaczego się chmurzysz? Już nie jesteś zadowolona z mojego powrotu? – spytał łagodnie. – Ariella napomknęła, że spodziewałaś się najgorszego. Podobno byłaś pewna, że dokonam żywota w Morzu Chińskim.

Odetchnęła głęboko, zdenerwowana na przyjaciółkę i niepewna, co oznaczają jego słowa.

– Ariella się myliła – powiedziała. – Dlaczego miałabym się tobą przejmować? Jestem zbyt zajęta. Właśnie wróciłam z Londynu i z Paryża, Aleksy. Tam na salonach nie dyskutuje się o herbacie i tajfunach.

– Ani o mnie? – spytał z powagą, choć było oczywiste, że tłumił śmiech. – Wszyscy rozmawiają o handlu z Chinami, Elysse. To nowy świat. Kompania Wschodnioindyjska nie może monopolizować kontaktów z Państwem Środka i na pewno nie zdoła tego zrobić.

– Nie dbam o Chiny, wolny handel ani o ciebie! – prychnęła Elysse, boleśnie świadoma, że kłamie.

Aleksy był jej przyjacielem od dzieciństwa i miał na zawsze nim pozostać.

– Łamiesz mi serce. – Uśmiechnął się beztrosko. – Oboje wiemy, że interesują cię moje podróże. W końcu jesteś córką swojego ojca.

Elysse skrzyżowała ręce na piersi, a spojrzenie Aleksego powędrowało do jej dekoltu. To ją wytrąciło z równowagi, choć wcześniej bardzo pragnęła, by zauważył, na jaką piękność wyrosła.