Rzeczy i fakty

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

7. Późna myśl Wittgensteina

7. PÓŹNA MYŚL WITTGENSTEINA. Relacje między wczesną i późną myślą Wittgensteina są równie dyskusyjne, jak interpretacja Traktatu. Te zagadnienia zresztą są ze sobą ściśle powiązane: sposób, w jaki postrzega się wczesną filozofię Wittgensteina, zwykle rzutuje na sposób widzenia filozofii późniejszej i odwrotnie. Sytuację komplikuje jeszcze fakt, że nie ma zgody co do tego, ile było filozofii Wittgensteina. Jedni przyjmują klasyczny podział na dwa okresy, inni twierdzą, że należy wyodrębnić z nich okres przejściowy, przypadający na początek lat trzydziestych, jeszcze inni utrzymują, że zapiski prowadzone przez Wittgensteina od końca 1949 roku do śmierci w 1951 roku są na tyle odmienne od tego, co znajdujemy w Dociekaniach, że powinny zostać uznane za wyraz jakiegoś nowego sposobu myślenia. By sprawy zbytnio nie komplikować, przyjmijmy pierwszą ze wskazanych możliwości. Przy tym założeniu wydaje się, że można wyodrębnić trzy zasadnicze typy odpowiedzi na pytanie o relacje między wczesną i późną filozofią Wittgensteina. Pierwszy typ obejmuje stanowiska, zgodnie z którymi zarówno Traktat, jak i Dociekania zawierają odmienne, ale dobrze określone koncepcje języka. Podejście to przez długi okres było dominujące. Dobrą ilustracją jest tu książka Saula Kripkego Wittgenstein o regułach i języku prywatnym (2007). Wittgenstein jest w niej przedstawiony jako zwolennik filozofii języka opartej na warunkach prawdziwości, który z czasem uświadomił sobie paradoksalne konsekwencje tego ujęcia i w związku z tym zastąpił je koncepcją charakteryzującą język w kategoriach warunków stwierdzalności. Przełom w jego myśleniu polegał na zasadniczej zmianie stanowiska w badanej kwestii. Drugi typ odpowiedzi kładzie nacisk na ciągłość myśli Wittgensteina. Twierdzi się tu, że zarówno Traktat, jak i Dociekania są przedsięwzięciami o charakterze terapeutycznym, a nie teoretycznym. Celem obu książek jest uświadomienie czytelnikowi zasadniczej problematyczności myślenia filozoficznego oraz zaangażowanie go w proces pracy nad sobą, który umożliwi mu przezwyciężenie tego sposobu myślenia i tym samym osiągnięcie wewnętrznego spokoju. Taką perspektywę przyjmują m.in. wspominani już wcześniej Conant i Diamond. Zwolennicy trzeciego podejścia omawiane tu zagadnienie widzą jeszcze inaczej. Traktat odczytują jako dzieło prezentujące określoną filozoficzną teorię, natomiast późna filozofia Wittgensteina ma ich zdaniem charakter przede wszystkim metodologiczny. Na ów metodologiczny charakter zwraca uwagę m.in. Bogdan Dziobkowski (2012).

I tym razem stanowisko Wolniewicza nie daje się łatwo wpisać w utarte schematy interpretacyjne. Z jednej strony podkreśla on, że w Dociekaniach nie znajdujemy żadnego systemu filozoficznego, i negatywnie wypowiada się o amorficznej formie tej książki. Z drugiej strony wskazuje na pewne istotne elementy ciągłości w myśli Wittgensteina. Przede wszystkim niezmienne pozostaje pytanie o stosunek myśli do świata. Poza tym:

Zachowane zostały […] co najmniej trzy zasady naczelne: identyfikacja myślenia z szeroko rozumianym użyciem języka (symbolizmem); przeświadczenie, że filozofia nie ma nic wspólnego z nauką7; wreszcie przekonanie, że problemy filozoficzne nie są w ogóle problemami, lecz symptomami jakiegoś schorzenia umysłu, które polega na jego uwikłaniu się w formach własnego języka (myślenia) (s. 64).

W tym kontekście ponownie pojawia się też omawiany wyżej paralelizm między myślą Kanta i Wittgensteina: „Dobrze będzie uświadomić sobie jeszcze raz, że na całą twórczość Wittgensteina pada niezmiennie cień Kanta” (s. 67). Kantowskie formy rozumu zostają w Traktacie zastąpione formami symboliki, a w Dociekaniach (pod wpływem rozmyślań nad naturą symbolizmu matematycznego) – kulturą.

Z częścią tych uwag trudno się nie zgodzić. To, że Wittgenstein kładł niezmiennie nacisk na różnice między nauką i filozofią oraz że postrzegał filozofię jako swoiste „schorzenie umysłu”, jest właściwie bezdyskusyjne. Natomiast wątpliwe są pozostałe wskazane przez Wolniewicza paralele, zwłaszcza problem relacji między myślą i światem oraz kwestia utożsamienia myślenia z językiem.

Po opublikowaniu Rzeczy i faktów stosunek Wolniewicza do późnej filozofii Wittgensteina stał się dużo bardziej krytyczny. Zwrot w myśli autora Traktatu zaczął tłumaczyć w kategoriach przede wszystkim biograficznych, a nie merytorycznych. Dociekania uznał za „produkt myśli filozoficznej w jej stadium rozkładu, gnilnym, w którym przeradza się ona w orgię samodestrukcji” (Wolniewicz 2016, s. 294).

8. Kontynuacja

8. KONTYNUACJA. Zainteresowania Wolniewicza wczesną filozofią Wittgensteina nie skończyły się w roku 1968, wraz z publikacją Rzeczy i faktów. Przeciwnie, myśl autora Traktatu była przez Wolniewicza nie tylko dalej szczegółowo analizowana, lecz także twórczo rozwijana. Na pytanie Sommera ze wspomnianej już wcześniej rozmowy: „Na ile Pan się właściwie utożsamia z Wittgensteinem? Czy Pan podchodzi do niego jak badacz do jakiegoś zwierzęcia egzotycznego, czy to, co on mówi, Pana przekonuje?” odpowiedział:

Samo sformułowanie tego pytania zdaje mi się niewłaściwe. Ani Wittgensteina, ani innych wielkich myślicieli nie traktuję jako „przedmiotu badania” – podobnie jak nie traktowałbym tak nigdy swojej żony. To są moi mistrzowie, moi nauczyciele, ewentualnie starsi koledzy. Kto ich traktuje jako przedmiot opisu, ten nie uprawia filozofii, tylko filologię: jest kustoszem w muzeum myśli filozoficznej. Takie muzealnictwo, gdy staranne, jest zajęciem szacownym, ale z prawdziwą filozofią nie ma nic wspólnego.

A Traktat Wittgensteina to jest dzieło, które zaważyło na moim życiu. Nadało mojemu myśleniu trwały kierunek i ton. Nie ono jedno, ale ono najbardziej. Traktat ustawił mi mój azymut filozoficzny (Sommer 2010, s. 82).

W kolejnych latach ukazał się szereg tekstów, w których Wolniewicz rozwijał idee Wittgensteina. Przedstawiona w Rzeczach i faktach interpretacja Traktatu stała się podłożem do skonstruowania przez Wolniewicza tzw. ontologii sytuacji. Interpretacja ta zainspirowała też wielu filozofów i logików, w tym Romana Suszkę:

Traktat logiczno-filozoficzny L. Wittgensteina jest bardzo niejasnym i trudnym do jednoznacznego zinterpretowania dziełem metafizycznym. Dotychczas, podobnie jak wielu uprawiających logikę formalną, nie interesowałem się metafizyką wyłożoną w Traktacie. Jednakże, po przeczytaniu w 1966 r. monografii Dr. B. Wolniewicza z Uniwersytetu Warszawskiego, zmieniłem swoje zdanie8. Widzę obecnie, że pojęciowy schemat Traktatu i metafizyczna teoria w nim zawarta może być zrekonstruowana środkami formalnymi. […]

Trudno mi powiedzieć, jak wiele zawdzięczam Dr. Wolniewiczowi. Nie wiem, czy zgodzi się on z wszystkimi definicjami i twierdzeniami formalnego systemu, który tutaj proponuję. Tym niemniej muszę przyznać, że nie potrafiłbym napisać tej pracy nie zapoznawszy się z pracą Dr. Wolniewicza. Wiele skorzystałem z Jego monografii, oraz z licznych rozmów, które z Nim przeprowadziłem (Suszko 1968, s. 97).

Duże znaczenie dla polskiej filozofii mają również przygotowane przez Wolniewicza mistrzowskie przekłady Traktatu logiczno-filozoficznego (1970), Dociekań filozoficznych (1972) oraz Pism semantycznych Fregego (1977).

Bogdan Dziobkowski

BIBLIOGRAFIA

Anscombe G.E.M. (1959), An Introduction to Wittgenstein’s «Tractatus», London: Hutchinson University Library.

Baker G., Hacker P. (1980), Wittgenstein: Understanding and Meaning. Volume 1 of An Analytical Commentary on the «Philosophical Investigations», Oxford: Blackwell.

Baker G., Hacker P. (1984), Language, Sense and Nonsense, Oxford: Blackwell.

Biletzki A. (2003), (Over)Interpreting Wittgenstein, New York: Springer Science+Business Media.

Black M. (1964), A Companion to Wittgenstein’s «Tractatus», Cambridge: Cambridge University Press.

Conant J. (1989), Must We Show What We Cannot Say?, w: R. Fleming, M. Payne (red.), The Senses of Stanley Cavell, Lewisburg: Bucknell University Press, s. 242–283.

Conant J. (2000), Elucidation and nonsense in Frege and early Wittgenstein, w: A. Crary, R. Read (red.), The New Wittgenstein, London–New York: Routledge, s. 174–217.

Crary A., Read R. (red.) (2000), The New Wittgenstein, London–New York: Routledge.

Diamond C. (1991), The Realistic Spirit: Wittgenstein, Philosophy and the Mind, Cambridge, Mass.: MIT Press.

Dziobkowski B. (2012), Uwagi o metodzie późnego Wittgensteina, „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria” 3 (83), s. 81–91.

Frege G. (1977), Pisma semantyczne, przeł. B. Wolniewicz, Warszawa: PWN.

Griffin J. (1964), Wittgenstein’s Logical Atomism, Oxford: Oxford University Press.

Kant I. (1957), Krytyka czystego rozumu, t. 1–2, przeł. R. Ingarden, Warszawa: PWN.

Kenny A. (1973), Wittgenstein, Cambridge, Mass.: Harvard University Press.

Kotarbiński T. (1993a), Fazy rozwoju konkretyzmu, w: tegoż, Dzieła wszystkie. Ontologia, teoria poznania i metodologia nauk, Wrocław–Warszawa–Kraków: Ossolineum, s. 196–205.

Kotarbiński T. (1993b), Reizm: problemy i perspektywy rozwoju, w: tegoż, Dzieła wszystkie. Ontologia, teoria poznania i metodologia nauk, Wrocław–Warszawa–Kraków: Ossolineum, s. 218–232.

Kirk G.S., Raven J.E., Schofield M. (1999), Filozofia przedsokratejska: studium krytyczne z wybranymi tekstami, przeł. J. Lang, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN; Poznań: Axis.

 

Kripke S. (2007), Wittgenstein o regułach i języku prywatnym, przeł. K. Posłajko, L. Wroński, Warszawa: Fundacja Aletheia.

Lejewski Cz. (1994), O dramatycznej fazie rozwojowej pansomatyzmu Kotarbińskiego, przeł. J. Tędziagolska, „Filozofia Nauki” 1 (5), s. 23–36.

Ostrow M.B. (2001), Wittgenstein’s «Tractatus»: A Dialectical Interpretation, Cambridge: Cambridge University Press.

Pears D. (1989), The False Prison: A Study of the Development of Wittgenstein’s Philosophy, t. 1–2, Oxford: Oxford University Press.

Pitcher G. (1964), The Philosophy of Wittgenstein, Englewood Cliffs N.J.: Prentice-Hall.

Potter M. (2009), Wittgenstein’s Notes on Logic, Oxford: Oxford University Press.

Ramsey F. (1923), Critical Notice of the «Tractatus», „Mind” 32 (128), s. 465–478.

Russell B. (1985), The Philosophy of Logical Atomism, Chicago–La Salle, Il.: Open Court.

Russell B. (2001), Introduction, w: L. Wittgenstein, Tractatus Logico-Philosophicus, London–New York: Routledge, s. IX–XXV.

Sady W. (2000), Poznawczy status praw logiki w «Traktacie logiczno-filozoficznym», „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria” 2 (34), s. 27–36.

Soin M. (1998), Czy «Traktat» jest dziełem z zakresu ontologii?, w: M. Soin (red.), Wittgenstein w Polsce, Warszawa: IFiS PAN, s. 7–20.

Sommer T. (2010), Wolniewicz. Zdanie własne, Warszawa: Biblioteka Wolności.

Stenius E. (1960), Wittgenstein’s «Tractatus». A Critical Exposition of the Main Lines of Thought, Oxford: Basil Blackwell.

Suszko R. (1968), Ontologia w «Traktacie» L. Wittgensteina, „Studia Filozoficzne” 1 (52), s. 97–121.

Wittgenstein L. (1995), Wykład o etyce, przeł. W. Sady, w: tegoż, Uwagi o religii i etyce, Kraków: Znak, s. 75–85.

Wittgenstein L. (1997), Tractatus logico-philosophicus, przeł. B. Wolniewicz, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Wittgenstein L. (2008), Dociekania filozoficzne, przeł. B. Wolniewicz, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Wolniewicz B. (1985), Ontologia sytuacji. Podstawy i zastosowania, Warszawa: PWN.

Wolniewicz B. (1997), O «Traktacie», w: L. Wittgenstein, Tractatus logico-philosophicus, przeł. B. Wolniewicz, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. VII–XL.

Wolniewicz B. (1998), Lenin i filozofia subiektywnego idealizmu, w: tegoż, Filozofia i wartości, t. II, Warszawa: Wydział Filozofii i Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, s. 134–160.

Wolniewicz B. (2016), O późnej filozofii Wittgensteina, w: tegoż, Filozofia i wartości, t. IV, Warszawa: Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, s. 293–310.

Wolniewicz B. (2018), O związkach myślenia z językiem (Tezy), „Przegląd Filozoficzny – Nowa Seria” 3 (107), s. 15–27.

RZECZY I FAKTY

NOTA OD WYDAWCY

Zdecydowaliśmy, że w nowym wydaniu Rzeczy i faktów wszystkie cytaty zachowają brzmienie z wydania pierwszego (1968 r.). Uważny czytelnik dostrzeże drobne różnice między brzmieniem niektórych tez Traktatu a ich odpowiednikami cytowanymi w niniejszej książce. Różnice te dotyczą jedynie stylu i wynikają z poprawek przekładu, których Bogusław Wolniewicz dokonał na okoliczność drugiego wydania Traktatu w 1997 r.

I. WITTGENSTEIN I JEGO «TRAKTAT»

W 1922 r. ukazała się w Londynie książka pod osobliwym jak na nasze czasy tytułem Tractatus Logico-Philosophicus. Autorem jej był trzydziestoletni i nikomu – poza wąskim gronem członków Kolegium Św. Trójcy uniwersytetu w Cambridge – nieznany wtedy człowiek nazwiskiem Wittgenstein.

W 1955 r. w czołowym amerykańskim czasopiśmie filozoficznym pojawiło się zdanie: „29 kwietnia 1951 r. zmarł w Cambridge, w Anglii, jeden z najsłynniejszych i najbardziej wpływowych filozofów naszych czasów, Ludwig Wittgenstein”.

Wiele jest względów, dla których Traktat Wittgensteina zasługuje na uwagę. Jest to utwór niezwykle dwuznaczny i kontrowersyjny, a zarazem jedyny w swoim rodzaju. W tym, co przekazały nam dzieje filozofii, trudno byłoby znaleźć tekst bliżej go przypominający. Toteż i budził odczucia nader rozmaite. Jednych, a byli wśród nich Russell, Moore i Schlick, zachwycał i fascynował. Innych, jak Poppera, odstręczał nieuchwytnością treści, dziwnością formy i proroczą apodyktycznością tonu. A nie brak i takich, którzy uważali go i uważają nadal za dzieło filozoficznego szarlatana. Cokolwiek byśmy o tym sądzili, pozostaje faktem, że jego autor jest jednym z kilku najbardziej wpływowych filozofów naszego stulecia. Warto więc i o nim coś powiedzieć, zwłaszcza że był postacią równie niezwykłą, jak jego dzieło.

1. Życie Wittgensteina i jego miejsce w filozofii współczesnej.

1. ŻYCIE WITTGENSTEINA I JEGO MIEJSCE W FILOZOFII WSPÓŁCZESNEJ. Ludwig Wittgenstein urodził się 26 kwietnia 1889 r. w Wiedniu, w żydowskiej rodzinie znanego austriackiego przemysłowca, która nie miała zresztą nic wspólnego z nadreńskim rodem hrabiów i książąt zu Sayn und Wittgenstein. Jeszcze jako chłopiec czytał w domu Schopenhauera, którego idealizm – „świat jest tylko moim wyobrażeniem” – wywarł na nim wtedy ogromne wrażenie. W 1906 r. Wittgenstein udaje się na studia techniczne do Berlina, a później do Manchesteru. Podczas tych studiów jego zainteresowania, kierujące się początkowo ku inżynierii lotniczej, zaczynają się zwracać coraz bardziej ku matematyce, a w końcu ku filozofii matematyki. W 1911 r. rzuca studia techniczne i przenosi się na uniwersytet do Cambridge, gdzie wkrótce zaprzyjaźnia się z Bertrandem Russellem, podówczas już wielkim autorytetem w dziedzinie logiki matematycznej i filozofii. Wiele lat później, we wspomnieniu pośmiertnym, Russell wyrazi się o nim i owych wczesnych kontaktach w taki sposób: „Początkowo miałem wątpliwości, czy jest to człowiek genialny, czy pomylony. Rychło jednak wybrałem ewentualność pierwszą […] Robił bardzo szybkie postępy w znajomości logiki matematycznej i wiedział wkrótce wszystko, co miałem do nauczenia […] Myśl jego odznaczała się wprost niewiarygodnym stopniem namiętnie skupionej przenikliwości […] Poznanie Wittgensteina było jedną z największych przygód intelektualnych mego życia”. W 1913 r., po niespełna dwuletnim pobycie w Cambridge, Wittgenstein wyjeżdża do Norwegii i, osiedliwszy się na odludziu, spędza tam większość czasu aż do wybuchu wojny światowej. W 1914 r. idzie na wojnę jako ochotnik armii austriackiej. Po zakończeniu wojny dostaje się w 1918 r. do włoskiej niewoli, a w 1919 r. wraca do Wiednia.

Lata 1912–1918 są dla Wittgensteina okresem dojrzewania idei wyłożonych w Traktacie. Na ich ukształtowanie się wpłynęły nade wszystko pisma Fregego, wielkiego, choć wtedy nadal jeszcze zapoznanego niemieckiego logika. Wittgenstein poznał Fregego osobiście na krótko przed przybyciem do Cambridge. Niewątpliwie znaczny, choć nierównie mniejszy, był też wpływ wczesnych prac logicznych Russella, zwłaszcza jego teorii opisów jednostkowych i teorii typów. Zasadniczy zrąb swoich idei Wittgenstein przedstawia Russellowi już w 1913 r., w niewielkim manuskrypcie pt. Uwagi o logice. W manuskrypcie tym nie ma jednak jeszcze owych tonów mistycznych, tak potem znamiennych dla Traktatu. Sam Traktat pisze podczas wojny, prowadząc w wojsku dziennik, w którym notuje regularnie swoje pomysły logiczne i filozoficzne. Ostatecznej redakcji dokonuje podczas urlopu w Wiedniu w sierpniu 1918 r. Dostawszy się do niewoli, ma maszynopis przy sobie i za pośrednictwem swego bliskiego znajomego, znanego ekonomisty J.M. Keynesa, przesyła go z obozu jeńców pod Monte Cassino Russellowi. Dzięki staraniom Russella rzecz zostaje wydana. Ukazuje się najpierw w 1921 r. w czasopiśmie „Annalen der Naturphilosophie” jako Logisch-philosophische Abhandlung, a następnie w 1922 r. w Anglii, w dwujęzycznym, niemiecko-angielskim wydaniu książkowym pod tytułem Tractatus Logico-Philosophicus, który zaproponował ponoć Moore.

Wittgenstein mało się już wówczas interesował sprawą wydania swojego Traktatu, a do poprzedzającego go Wstępu Russella odniósł się z kompletną dezaprobatą. 6 maja 1920 r. pisał do niego w tej sprawie:

Teraz jednak będziesz na mnie zły, gdy Ci coś powiem: Twój wstęp nie będzie drukowany, a wobec tego moja książka prawdopodobnie też nie. Kiedy bowiem miałem przed sobą niemiecki przekład tego wstępu, nie mogłem się mimo wszystko zdecydować na oddanie go do druku razem z moją pracą. W przekładzie bowiem elegancja Twojego angielskiego stylu oczywiście przepadła, a zostały tylko powierzchowność i nieporozumienie.

Wittgenstein jest teraz przeświadczony, że wszystko, co się da w filozofii powiedzieć, zostało przez niego powiedziane (por. jego „Przedmowę”), i przestaje się nią po prostu zajmować. Swój znaczny majątek, odziedziczony po ojcu, rozdaje i w latach 1919–1920 przygotowuje się w seminarium nauczycielskim w Wiedniu do zawodu nauczyciela szkoły powszechnej. Prawdopodobnie nie bez wpływu na te decyzje było jego zetknięcie się podczas wojny z pismami Tołstoja, które odtąd ceni bezmiernie. Dotyczy to zwłaszcza niektórych opowiadań Tołstoja, takich jak Hadżi Murat i Czy wiele ziemi trzeba człowiekowi? (Aluzją do Tołstoja zdaje się być w Traktacie np. teza 6.521: „Rozwiązanie problemu życia poznaje się po zniknięciu tego problemu. (Czy nie to jest powodem, że ludzie, którym po długich wahaniach sens życia stał się jasny, nie potrafili potem powiedzieć, na czym ten sens polega?)”). Od 1920 r. Wittgenstein pracuje jako nauczyciel w różnych wsiach Dolnej Austrii, a w końcu nawet jako pomocnik ogrodnika w jednym z podwiedeńskich klasztorów. W 1926 r. wraca do Wiednia i przez następne dwa lata zajmuje się głównie architekturą, projektując willę dla jednej ze swych sióstr.

Tymczasem Traktat staje się sensacją w dwu ośrodkach filozoficznych, w Cambridge i Wiedniu. W Cambridge jego głównym rzecznikiem jest najpierw Russell, a dalej grupa młodych filozofów z F.P. Eamseyem (1903–1930) i R.B. Braithwaite’em (ur. 1900–1990), zaś nieco później i J. Wisdomem (1904–1993) na czele. Już wtedy nie wszystkim się to podobało. „Ojcowskim okiem – pisał w 1925 r. C.D. Broad, postać dla Cambridge też bardzo reprezentatywna – obserwować będę filozoficzne podskoki moich młodszych kolegów, gdy tańczą w takt silnie synkopowanych pisków fletu pana Wittgensteina”. Warto tu przy okazji podkreślić, że filozofia tzw. logicznego atomizmu, głoszona przez Russella w latach 1918–1924 i w pewnym stopniu pokrewna filozofii Traktatu, uformowała się raczej pod wpływem idei Wittgensteina niż na odwrót. Wbrew bowiem wyraźnym i wielokrotnym oświadczeniom samego Russella, przeważa jednak nadal mniemanie przeciwne. Tłumaczy się ono tym, że wykłady Russella o filozofii logicznego atomizmu zostały wygłoszone w 1918 r., a więc przed opublikowaniem Traktatu. A po trosze wiąże się pewnie i z okolicznością, że niektórym mogło się wydawać rzeczą nie do wiary, by poglądy jakiegoś młodego i nikomu podówczas nieznanego człowieka mogły wpłynąć w sposób tak istotny na stanowisko sławnego Russella, w dodatku o bez mała dwadzieścia lat odeń starszego.

Fama w Cambridge pozostała jednak na razie zjawiskiem lokalnym i nie ona przyniosła Traktatowi światowy rozgłos i sławę. W tym samym mniej więcej czasie zawiązała się w Wiedniu grupa uczonych, która wkrótce stała się szeroko znana jako Koło Wiedeńskie. Po zaznajomieniu się z treścią Traktatu członkom tej grupy wydało się, że oto zupełnie nieoczekiwanie znaleźli niemal gotowy, a przy tym niezwykle dobitny wyraz stanowiska filozoficznego, do którego uzasadnienia i jasnego sformułowania sami właśnie dążyli. Szczególnie entuzjastycznie odnosi się do Traktatu właściwy inicjator Koła, matematyk Hans Hahn, który też pierwszy zwraca nań uwagę zaraz po publikacji; w jego ślady poszli w pierwszym rzędzie Schlick i F. Waismann, a później także Carnap i inni. Dwu pierwszym udało się nawiązać z przebywającym wtedy na wsi Wittgensteinem kontakty osobiste. Słyszy się, że na Schlicka, podobnie jak potem na wielu innych, osobowość Wittgensteina wywierała wpływ prawie hipnotyczny. Do końca lat dwudziestych Traktat jest w Kole przedmiotem licznych dyskusji, a o jego autorze – nigdy tam nie obecnym – mówi się zawsze z najwyższą rewerencją. Gdy na przykład Schlick otwierał w 1930 r. swym programowym artykułem Die Wende der Philosophie organ Koła „Erkenntnis” i stwierdzał, że oto nadszedł punkt zwrotny dziejów filozofii, to uznał za wskazane podkreślić, że zasadniczego przełomu dokonał tu właśnie Traktat Wittgensteina. W wyniku ożywionej działalności wydawniczej i odczytowej Koła nazwisko Wittgensteina staje się w pierwszej połowie lat trzydziestych głośne wszędzie, gdzie tylko docierają hasła neopozytywizmu. Nie znaczy to jednak, by oprócz pojedynczych aforyzmów znany był wtedy szeroko sam Traktat. Przeciwnie, poza Kołem Wiedeńskim i wspomnianym środowiskiem w Cambridge nie był on wówczas w ogóle czytany. Nic też absolutnie nie wiedziało się o jego autorze, jeżeli nie liczyć fantastycznych pogłosek, jak np. że Wittgenstein rozmawia z gośćmi, leżąc krzyżem na ziemi, albo że przebywa w Turcji i zajmuje się tam hodowlą kóz. W publikacjach Koła wzmianki o Wittgensteinie są częste, ale zawsze zastanawiająco lakoniczne. Mimo uznanej doniosłości Traktatu i częstego podkreślania, że jest on dziełem trudnym, nie wyszła z Koła nigdy ani jedna publikacja poświęcona jego analizie.

 

Na początku lat trzydziestych pojawia się w Kole Wiedeńskim to, co prędzej czy później pojawić się tam musiało: opozycja wobec Traktatu jako dzieła „skażonego metafizyką”. Zapoczątkował ją Neurath, poparty natychmiast przez Carnapa. Pierwszym jej zwiastunem była dyskusja wokół sprawy fizykalizmu, zdań protokolarnych i jedności nauki, która się w tym czasie w Kole rozwinęła; a wyrazem końcowym były Logische Syntax der Sprache Carnapa (1934) i Logik der Forschung Poppera (1935). W 1934 r. zmarł Hahn, w 1936 zginął Schlick. Potem nastąpiły dobrze znane wydarzenia polityczne i w filozofii o Wittgensteinie na blisko dwadzieścia lat ucichło.

Jednakże w tym właśnie czasie Wittgenstein wraca do filozofii. Pobudki, które skłoniły go do tego kroku, były skomplikowane, ale miała w nich podobno udział także pewna okoliczność czysto zewnętrzna: mianowicie ta, że wiosną 1928 r. Brouwer wygłosił w Wiedniu odczyt o intuicjonistycznym ugruntowaniu matematyki1, a Wittgenstein, dość zresztą przypadkowo, tego odczytu wysłuchał. Tak czy inaczej, dzięki zabiegom Ramseya i przy silnym poparciu Russella i Moore’a, Wittgenstein wraca w styczniu 1929 r. do Cambridge, początkowo w charakterze „zaawansowanego studenta”. Gdy się jednak okazało, że Traktat można mu zaliczyć jako pracę doktorską, zaczyna w 1930 r. prowadzić na uniwersytecie wykłady z zakresu filozofii matematyki. W końcu tegoż roku Trinity College powołuje go na pięć lat na członka-stypendystę (Research Fellow). Krótko po powrocie, w 1929 r., Wittgenstein ogłasza w „Proceedings of the Aristotelian Society” swą ostatnią – i poza Traktatem jedyną – pracę, jaka się ukazała za jego życia: niewielki artykuł pt. Some Remarks on Logical Form.

Niedługo potem w sposobie myślenia Wittgensteina dokonuje się radykalna przemiana. Zarzuca teraz większość swoich dawniejszych poglądów i zaczyna uprawiać filozofię w stylu mało podobnym nie tylko do Traktatu, ale do czegokolwiek w ogóle. Zaszło to gdzieś między rokiem 1930 a 1933, szerszy zaś ogół dowiedział się o sprawie dopiero w latach pięćdziesiątych, już po śmierci Wittgensteina. Swoich nowych pomysłów Wittgenstein bowiem nie tylko sam nie publikuje, lecz sprzeciwia się ponadto jakiemukolwiek rozpowszechnianiu ich przez innych. Zna je wówczas tylko wąskie grono słuchaczy jego wykładów oraz niewiele większe grono tych, do których docierają tzw. Księga niebieska i Księga brązowa. Były to niewielkie skrypty (nazywane tak od koloru okładek), które Wittgenstein podyktował w latach 1933–1935 grupie uczniów, aby – jak powiada – „mieli co zabrać do domu; w rękach przynajmniej, jeżeli nie w głowach”. Z inicjatywy tychże uczniów, i nie bez oporów ze strony Wittgensteina, notatki te zostały potem powielone. Księga niebieska jest najwcześniejszą ekspozycją nowej filozofii Wittgensteina.

Wittgenstein czuł się zawsze źle w atmosferze życia akademickiego i nosił się stale z zamiarami porzucenia go. Gdy w 1935 r. wygasło jego stypendium w Trinity College, odwiedził Związek Radziecki i podobno zamierzał się tam nawet osiedlić. Plany te nie zostały jednak zrealizowane; w 1936 r. Wittgenstein wyjeżdża do Norwegii i przebywa tam przez blisko rok, żyjąc znowu w całkowitym odosobnieniu. Następnego roku wraca do Cambridge, a w 1939 zostaje tam powołany na katedrę filozofii, która się właśnie zwolniła w związku z przejściem Moore’a na emeryturę. W okresie wojny Wittgenstein, mimo że jest profesorem, tylko część czasu spędza w Cambridge; w latach 1942–1944 pracuje kolejno jako woźny w jednym z londyńskich szpitali i jako pomocnik w laboratorium klinicznym w Newcastle. Wiosną 1947 r. prowadzi w Cambridge swoje ostatnie wykłady, a z końcem tegoż roku rezygnuje definitywnie z katedry i pracy na uniwersytecie. Wyjeżdża teraz do Irlandii i zostaje tam do 1949 r., spędzając znaczną część czasu w odludnej miejscowości koło Galway na wybrzeżu Atlantyku. Latem 1949 r. na zaproszenie jednego z uczniów udaje się jeszcze na krótko do Stanów Zjednoczonych, a po powrocie – już ciężko chory – przebywa przeważnie w Cambridge lub Oksfordzie. Umiera, jak powiedziano, w Cambridge 29 kwietnia 1951 r.

Aż do połowy lat pięćdziesiątych wpływ nowej filozofii Wittgensteina znajduje w literaturze tylko nikłe odzwierciedlenie. Wprawdzie już w drugiej połowie lat trzydziestych powstaje w ścisłym związku z jego działalnością nauczycielską tzw. szkoła Cambridge, do której można zaliczyć wielu znanych i czynnych współcześnie filozofów anglosaskich, jak J. Wisdom, A. Ambrose, G.E.M. Anscombe, J.N. Findlay, D. Gasking, P.T. Geach, M. Lazerowitz, N. Malcolm, G. Paul, R. Rhees, a także swego czasu G.H. von Wright2. Jednakże wczesne publikacje przedstawicieli tej szkoły, nawet gdy pozostają pod zupełnie dziś wyraźnym wpływem Wittgensteina, bądź w ogóle się na niego nie powołują, bądź też ograniczają się do niewiele mówiącej wzmianki w przypisie, że autor taki a taki dużo Wittgensteinowi zawdzięcza. Czytelnik, niepoinformowany skądinąd, mógł łatwo powziąć mylne mniemanie, że chodzi tam o Traktat. Sytuacja zmieniła się całkowicie dopiero po pośmiertnym opublikowaniu głównego dzieła Wittgensteina jego nowego okresu: Dociekań filozoficznych3. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nowa filozofia Wittgensteina staje się przedmiotem szerokiej dyskusji; najpierw w krajach anglosaskich, a ostatnimi laty również poza nimi, np. we Włoszech, w Niemczech i we Francji. Jeżeli chodzi o kraje anglosaskie, to można powiedzieć bez przesady, że w ich czasopiśmiennictwie filozoficznym żadne nazwisko nie pojawia się obecnie tak często, jak właśnie jego4.

Na fali zainteresowania nową filozofią Wittgensteina odradza się również zainteresowanie Traktatem. Podczas gdy do 1946 r. niemiecko-angielskie wydanie Traktatu było wznawiane tylko jeden raz (w 1933 r.), to od 1947 było już sześć wznowień w odstępach dwulub trzyletnich, w tym ostatnie (1961) z nowym przekładem angielskim Pearsa i McGuinnessa (stary przekład pochodził od C.K. Ogdena). Zaczęto też tłumaczyć Traktat na inne języki: w 1954 r. ukazuje się w Mediolanie przekład włoski, w 1957 w Madrycie hiszpański, w 1958 w Moskwie rosyjski, w 1961 w Paryżu francuski, w 1962 w Sztokholmie szwedzki, w 1963 w Kopenhadze duński, a w Budapeszcie węgierski5. W 1962 r. w Stanach Zjednoczonych wydano do Traktatu specjalny indeks terminów, trzykrotnie większy niż on sam. Poza coraz to nowymi artykułami w czasopismach od ośmiu lat zaczynają się pokazywać także monografie książkowe dotyczące Traktatu. Ponieważ wiele z opublikowanych prac jest rezultatem panującej dziś „mody na Wittgensteina”, wymienimy tylko te, które są naprawdę wartościowe: G.E.M. Anscombe An Introduction to Wittgenstein’s «Tractatus», London 1959; E. Stenius Wittgenstein’s «Tractatus», Oxford 1960; A. Maslov A Study in Wittgenstein’s «Tractatus», Los Angeles 1961; M. Black A Companion to Wittgenstein’s «Tractatus», Cambridge 1964; J. Griffin Wittgenstein’s Logical Atomism, Oxford 1964.

Wyliczyliśmy te niebudzące wątpliwości fakty po to, by uzasadnić wyrażony na wstępie pogląd, że Traktat Wittgensteina zasługuje na uwagę z wielu powodów, a więc nie tylko z powodów historycznych. Pogląd taki jest bowiem na gruncie polskim daleki od oczywistości. Do niedawna o Wittgensteinie było u nas głucho, a co do Traktatu panowała powszechnie opinia, iż utwór ten jest tak mętny i „nieprecyzyjny”, że nie kwalifikuje się w ogóle do poważnej dyskusji. Stwierdzenia powyższe nie dotyczą jednakże nurtu naszej filozofii marksistowskiej, w obrębie którego zainteresowanie Traktatem – polemiczne, ale przez to i merytoryczne – pojawiło się już na przełomie lat pięćdziesiątych, pobudzone wydaniem w 1949 r. znanej książki Cornfortha.