Motyw ukrytyTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

KOMENTARZ

■ Policja ma obowiązek poszukiwania osoby niezwłocznie po uzyskaniu informacji o jej zaginięciu. Czwartego czerwca 2012 roku nowo wprowadzony przepis (Zarządzenie Komendanta Głównego Policji) uregulował kwestie związane z czasem reakcji organu ścigania na zgłoszone zaginięcie osoby. Zgodnie z jego brzmieniem policja podejmuje poszukiwania zaginionej osoby niezwłocznie po otrzymaniu informacji. Do tego czasu potocznie funkcjonowały zasady, że musi minąć 48 godzin, aby policja wszczęła poszukiwania.

■ W ciągu ostatniej dekady rok w rok spada liczba zabójstw, a wzrasta liczba zaginięć bezpowrotnych. Zjawisko to obrazują dane statystyczne obejmujące ostatnie dziesięciolecie. Najwięcej zabójstw odnotowano w 2002 roku, kiedy na terenie kraju stwierdzono ich 1325.

Dane statystyczne dotyczące zabójstw w Polsce w latach 2009–2018


RokStwierdzoneWykryte
2009763721
2010680634
2011662637
2012582557
2013574549
2014526507
2015495471
2016456440
2017513501
2018539515

Z analizy tabeli wynika, że w opisywanym okresie wykrywalność zabójstw nigdy nie była niższa niż 90 procent.

Najwięcej zaginięć odnotowano w 2014 roku (było ich 20845), a najmniej w 1997 roku – 12631. Warto dodać, że towarzyszą im różne okoliczności, a większość zaginionych zostaje odnaleziona. Otwarcie granic spowodowało, że znacznie trudniej jest ustalić faktyczną liczbę zaginięć oraz miejsca pobytu osób zaginionych. Z policyjnych danych wynika, że w ciągu pierwszych 24 godzin odnajdywanych jest około 30 procent wszystkich zaginionych, podczas pierwszych 48 godzin około 54 procent, w ciągu pierwszych 7 dni – około 77 procent, a w trakcie pierwszych 30 dni od przyjęcia przez policję zgłoszenia odnajdywanych jest ponad 90 procent wszystkich zaginionych. Według stanu na koniec 2014 roku nie odnaleziono ponad 3700 osób. Rok wcześniej było ich 4061. Czas mijający od zaginięcia stanowi negatywny prognostyk.

Liczbę zaginięć w latach 2009–2018 obrazuje poniższe zestawienie


RokOgółem
200915076
201014393
201115616
201217969
201319617
201420845
201520458
201619445
201719563
2018Brak danych, do końca trzeciego kwartału odnotowano 14393 przypadki

■ Badacze i śledczy na podstawie tych statystyk wysnuli wniosek, że sprawcy wyspecjalizowali się w umiejętnym pozbywaniu się ciał osób, które atakują, w myśl maksymy: „nie ma ciała, nie ma zbrodni”. Sprawcy zabójstw, które poprzedziło zaginięcie, sądzą, że w ten sposób nie dojdzie do procesu, a oni unikną kary. Co nie jest prawdą, bo coraz częściej procesy poszlakowe (nierozerwalny łańcuch zgromadzonych dowodów pośrednich) kończą się wyrokami skazującymi (także dożywotniego więzienia), mimo że ciała zamordowanej osoby nie znaleziono.

■ Powyższa maksyma wynika z uwarunkowań historycznych tzw. cudu kampdeńskiego (Campden Wonder). Szesnastego sierpnia 1660 roku w Chipping Campden zaginął 70-letni mężczyzna. Wychodząc z miejsca zamieszkania, zamierzał przejść dwie mile do pobliskiej wioski, do której jednak nie dotarł. Wysnuto wówczas wniosek, że Harrison został zamordowany przez swojego sługę, który uprzednio podbierał pieniądze rodziny zaginionego. Sam w czasie przesłuchań przyznał się do związku z zaginięciem mężczyzny. Wszczęto poszukiwania na drodze, którą Harrison miał przemierzyć, i odnaleziono jego kapelusz, który został przecięty przez ostre narzędzie, a także koszulę i pałąk, które pokryte były krwią. Nie było śladu ciała Williama Harrisona. Sługa podczas przesłuchania i tortur zeznał, że widział, jak zabójstwa Harrisona dokonują jego matka i brat, którzy następnie ukryli ciało w stawie. Na oskarżonych wykonano karę śmierci. Po niecałym roku od zaginięcia William Harrison pojawił się w mieście cały i zdrowy.

■ Naukowcy szacują tzw. ciemną liczbę przestępstw – około 5 procent zaginięć to tak naprawdę zabójstwa, a 2 procent – samobójstwa pozorowane (zabójstwo, które udaje samobójstwo).

■ Wszczynane poszukiwania osób w związku z wprowadzeniem zmian w przepisach zostały podzielone na trzy poziomy. Do pierwszego poziomu poszukiwań osób zaginionych zalicza się m.in. dzieci do 10. roku życia; ludzi, którzy opuścili miejsce zamieszkania w okolicznościach wątpliwych, nie wskazując adresu, pod którym przebywają; niezdolnych do samodzielnej egzystencji; chorych psychicznie; osoby, co do których występuje podejrzenie, że mogą mieć inklinacje samobójcze. Do drugiego poziomu – osoby, które już wcześniej wykazywały wysoki poziom niezadowolenia; uprzednio zamierzały popełnić samobójstwo; samodzielne, ale wymagające opieki i stałego przyjmowania leków, których niezażywanie zagraża ich zdrowiu. Wreszcie na trzecim poziomie znajdują się osoby, w których życiu doszło przed zniknięciem do konfliktów, kłótni, a także nieletni w czasie wakacji, wielokrotnie oddalający się z placówek opiekuńczych. Należą do tego poziomu również osoby, które zabrały swoje rzeczy osobiste, a istnieją przesłanki, że chciały zerwać ze środowiskiem, w którym dotychczas żyły.

■ Szczególnym typem są zaginięcia dzieci. Wówczas wdraża się tzw. child alert – poszukiwania przybierają na sile, uruchamiane są wszystkie możliwe środki. Natychmiast poprzez dostępne media rozpowszechniany jest wizerunek zaginionego dziecka. Co istotne, w takich sytuacjach zostają skoordynowane działania różnych służb. Dzieci do siódmego roku życia mają bardzo niskie możliwości utrzymania się w środowisku i podtrzymywania procesów życiowych bez pomocy. Po raz pierwszy tego typu system uruchomiono w 1996 roku w Stanach Zjednoczonych podczas poszukiwań dziewięcioletniej Amber Hagerman, która została uprowadzona, a następnie brutalnie zamordowana przez porywacza. W poszukiwania dziewczynki zaangażowała się wówczas cała społeczność stanu Teksas, z którego pochodziła zaginiona. Ta tragiczna historia stała się przyczynkiem do stworzenia programu ogólnospołecznego alarmu uruchamianego w przypadkach zaginięć dzieci, co do których istnieje podejrzenie, że ich życie może być zagrożone.

■ W kategorii tego typu spraw znajdują się także te sytuacje, w których osoby bezpowrotnie zniknęły, ale ich ciała nie odnaleziono lub też jest problem z identyfikacją zwłok. Obecnie nie ma wystarczających baz danych, które umożliwiłyby stwierdzenie tożsamości osoby, jeśli nastąpił np. znaczny rozkład ciała. Ludzie niechętnie rejestrują się w bazie DNA, która pozwala w takich okolicznościach na wiarygodne ustalenie tożsamości. W Polsce co roku bez indywidualnej identyfikacji odnajduje się około 100 zwłok.

■ Profiler bada historie zaginionych osób. Tworzy ich profile psychologiczne, które wspierają proces poszukiwawczy. W niektórych przypadkach profil taki pozwala na odnalezienie zaginionej osoby lub na udzielenie odpowiedzi co do jej dalszego losu. Wpływ na opinię mają badania okoliczności towarzyszących zaginięciu, wiek poszukiwanego człowieka oraz czas zaginięcia. Kluczowe jest, kiedy i gdzie ostatni raz osoba była widziana i przez kogo. Jak na jej zniknięcie zareagowała rodzina lub bliscy. Kiedy zgłoszono zaginięcie śledczym, jak przebiegało to zgłoszenie. Co zdarzyło się wcześniej w życiu i otoczeniu tego człowieka. Istotne jest, czy poprzednio dochodziło do zaginięcia i odnalezienia się tej osoby. Analizowane pod kątem psychologicznym są także wszystkie okoliczności budzące obiekcje związane z kwestią ustalenia miejsca pobytu danej osoby.

■ Gromadzi się dane, np. z monitoringu na drodze odejścia, billingów telefonicznych, operacji dokonywanych na kartach bankomatowych, historii odwiedzania miejsc przez zaginionego. Pobiera się materiał biologiczny z grzebieni i szczoteczek do zębów. Publikuje się fotografie (najbardziej aktualne) i zamieszcza komunikaty w mediach. Nieocenioną rolę w poszukiwaniach odgrywają organizacje (w Polsce – Itaka) oraz programy telewizyjne takie jak Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie (szkoda, że audycja nieemitowana w programach głównych TVP, tylko zepchnięta do stacji lokalnych TVP3).

■ W przypadku najdramatyczniejszych spraw, jeśli istnieją ewidentne przesłanki, że doszło do przestępstwa kryminalnego, powołuje się zespół poszukiwań celowych lub uruchamia działania wydziału kryminalnego. Na szczególną uwagę zasługują przesłanki towarzyszące zgłaszaniu zaginięcia, takie jak:

• zwłoka w zgłaszaniu zaginięcia,

• zgłaszanie zaginięcia pod naciskiem członków rodziny lub innych osób,

• występowanie motywu nasuwającego wątpliwości co do okoliczności zaginięcia,

• nieścisłości lub rozbieżności w podawanych przez osobę zgłaszającą faktach i okolicznościach,

• rozbieżności między wersjami osób podających informacje a ustaleniami śledczych,

• utrudnianie działań policjantów np. poprzez fabrykowanie fałszywych dowodów,

• brak lub unikanie zaangażowania w poszukiwanie, agresywność zgłaszającego oraz jego problemy egzystencjalne lub osobowościowe.

■ Nie zawsze zaginięcie wiąże się ze zbrodnią. Zdarza się, że ktoś pozoruje ucieczkę, by uniknąć zobowiązań, np. narzeczony zniknął przed ślubem, był poszukiwany przez miesiąc. Odnalazł się u kolegi z wojska, u którego ukrył się, by nie zawierać związku małżeńskiego. Rozmyślił się i nie wiedział, jak problem przedstawić rodzinie. Po odnalezieniu nie wrócił już do swojej miejscowości. Jeśli osoba jest pełnoletnia, a nie chce wrócić do miejsca zamieszkania lub nie wyraża zgody na podanie swojego adresu, śledczy muszą uszanować jej wolę. Tak też się stało w tej sytuacji.

 

ROZDZIAŁ 3
PROFIL WIKTYMOLOGICZNY


Nitka, która prowadzi do kłębka

PRANIE

Las rośnie tysiąc pięćset metrów od mieszkania Honoraty i Dariusza Lubczyńskich. Z klatki trzeba wyjść w prawo. Najpierw ścieżkę rzadko porastają drzewa liściaste, ale dalej przeważają iglaki. To stąd rok wcześniej Dariusz przyniósł choinkę. Nie została ubrana, gdyż przed Wigilią małżeństwo okrutnie się zwaśniło i Honorata spędziła noc poprzedzającą Boże Narodzenie na zapleczu sklepu Anioł, w którym pracowała. Do niego ma ledwie siedemset metrów, od klatki w lewo. Honorata do lasu nie chadzała nigdy. Nie znosiła leżących na ścieżkach liści i bała się robactwa. Mech ją brzydził. Wolała jeździć nad zalew Berkut w sąsiedniej gminie. Kochała się opalać, patrzeć na linię horyzontu, bo zbiornik wodny, choć sztuczny, był jednym z większych w województwie. Świetnie pływała. Co innego Dariusz. Po lesie mógł spacerować godzinami. To wyraźnie pokazuje, jak bardzo się różnili. Mimo to spędzili ze sobą trzydzieści jeden lat.

„Nożownik” – takie pseudo nosił Dariusz w czasach narzeczeństwa. Wszystko za sprawą scyzoryka sprężynowego z nadrukiem półnagiej Marilyn, z którym się nigdy nie rozstawał. Złośliwi mawiali, że ostrze jest dłuższe niż jego przyrodzenie, dlatego tak często prezentował klingę wszem wobec. Młodzi znali się niemal od dziecka. Darek był najlepszym kumplem Marka – brata Homci. Spędzał w domu przyjaciela więcej czasu niż we własnym. Najpierw przesiadywał w pokoju Marka lub w garażu, gdzie w asyście ojca Honoraty naprawiali motory. Potem jego drogi zawsze kończyły się pod drzwiami Honoraty. Dziewczyna była grzeczna, drobniutka, za to z dobrze rozwiniętym biustem, który nieskutecznie ukrywała pod harcerskimi mundurkami. Już wtedy byli jak ogień i woda. Nożownik bywał porywczy, ale miał respekt w towarzystwie. Homcia zaś – wycofana, skupiona na obowiązkach i pomaganiu innym.

Jej matka nie była zadowolona, że młodzi mają się ku sobie. Liczyła, że kiedy dziewczyna pójdzie do szkoły krawieckiej, znajdzie sobie lepszego chłopca niż ten raptus Lubczyński. Ale Darek nie odstępował Homci na krok. Woził ją motorem na zajęcia, czekał na nią po lekcjach, kontrolował: z kim rozmawia, jak długo. Chłopcy w wieku Honoraty bali się nawet do niej zbliżyć. Zawsze kiedy spotykała się z przyjaciółmi, Dariusz zjawiał się obok. Zwykle milczał, zabawiał się swoim scyzorykiem albo popijał piwo oparty o ścianę i łypał okiem na towarzystwo. Nastolatce bardzo schlebiała atencja cztery lata starszego od niej mężczyzny. Jego zawadiackie spojrzenie, buńczuczny sposób bycia, a nawet zazdrość – fascynowały. Nim skończyła dziewiętnaście lat, byli już małżeństwem.

Dopiero wtedy dowiedziała się, że Darek w pierwszej klasie zawodówki rzucił szkołę (nie odpowiadali mu nauczyciele, źle go traktowali) i nie zamierzał nigdy więcej się uczyć. Do pracy też się nie garnął. Każdy z pracodawców źle mu płacił i za wiele wymagał. Irytowało go, kiedy musiał wykonywać cudze polecenia. Najchętniej sam by je wydawał. Ponieważ nie miał kim zarządzać, skupił się na tresowaniu Honoraty. Dziewczyna pokornie się tej kurateli poddała. Myślała wtedy, że tak powinno wyglądać małżeństwo. Była dumna z władczego męża. Wierzyła, że skoro jest tak wymagający, zostanie przynajmniej dyrektorem i zapewni jej godny byt. To w jej opinii była tylko kwestia czasu. Ponieważ Homcia dopiero skończyła szkołę, a Darka wyrzucono z wilczym biletem z zieleni miejskiej, nie mieli pieniędzy na wynajęcie własnego M2. Zamieszkali ze starymi Lubczyńskimi. Matka Honoraty dawała temu małżeństwu maksymalnie dwa lata. Wrócisz na kolanach – zapowiadała.

Teściowa okazywała Honoracie jawną wrogość już od początku narzeczeństwa. Żona to nie rodzina – dodał teść, kiedy synowa przyjęła nazwisko męża. Dariusz za te kalumnie skakał do ojca z nożem. Kłócili się, wyzywali. Matka Dariusza łagodziła spory, ale wszystko i tak zawsze skrupiało się na Honoracie. Źle gotowała, za mało zajmowała się domem, nie zaszła jeszcze w ciążę, łazi po mieście niedoubrana… Dla Honoraty jedynym sposobem, by nie wysłuchiwać tych bzdur, było pójście do pracy. Wierzyła jeszcze wtedy, że Darek szaleńczo ją kocha. Bo ona przecież szaleńczo kochała jego.

Rodzice załatwili jej dobrze płatną pracę w zakładach krawieckich. Dziewczyna bardzo starała się pokazać z jak najlepszej strony, bo młode szwaczki po szkole przyjmowano tam jedynie na staż. Nie minęły trzy miesiące, a Dariusz wymusił na żonie, by się zwolniła. Kiedy zaprotestowała, siłą zabrał ją z zakładu. Wykrzykiwał, że romansuje z szefem, którego obrzucił obelgami. Honorata wstydziła się wrócić. Kupiła czekoladki i butelkę wódki, by przeprosić kierownika, ale zanim wyszła z domu z prezentem, mąż przeszukał ją i zabrał flaszkę. Opróżnił ją w niecałą godzinę. Homcia przez całą noc leżała na wycieraczce jak pies, zamknięta w sionce, by przemyśleć swoje winy, bo zdaniem Dariusza upominek dla obrażonego szefa był kolejnym dowodem jej niewierności. Rano, kiedy ją wypuścili, poszła tak jak stała, z podkrążonymi oczami i w wygniecionym ubraniu, by złożyć wypowiedzenie. Wiedziała, że jeśli tego nie zrobi, awantury będą się powtarzały. Bała się, że któregoś dnia na groźbach się nie skończy i Dariusz użyje scyzoryka. Kierownik szwalni był dobrym człowiekiem, nie chciała, by został pobity z jej winy. Zwłaszcza że ani ona, ani on na sumieniu nic nie mieli.

Nową posadę wybłagała u znajomej matki. Dariusz łaskawie wyraził zgodę. Nie widział zagrożenia w pracy dla innej kobiety. W poprawkach odzieży roboczej Homcia pracowała ciężej, zarabiała mniej, ale za to miała lepsze godziny pracy. Nie musiała wstawać tak wcześnie jak do fabryki. Kiedy chciała coś załatwić na mieście, mogła wziąć lżejszą robotę do domu. Jeśli teściowej nie przeszkadzał terkot maszyny – to był jej jedyny czas relaksu. Lubiła swoją pracę. Nie minął jednak okres próbny, a i stąd musiała odejść. Zdaniem męża – zbyt wielu górników przynosiło swoje rzeczy do naprawy.

Nożownik wszędzie widział kochanków żony. Miał pretensje, że nosi dekolty, obcisłe bluzeczki. Że maluje oczy, szminkuje usta. Że jest za ładna, za zgrabna. Że niepotrzebnie się tak szczerzy do obcych. Nie zezwalał na kupno perfum, pończoch. Oferował się, że sam będzie ją strzygł.

– Nie chcę, by jakiś patafian cię dotykał. A i taniej – przekonywał.

Sam do pracy iść nie zamierzał.

– Ja mam w ręku każdy fach. Wszyscy by mnie chcieli. Ale nie dla psa kiełbasa. Nie będę nabijał kabzy jakiemuś łachudrze – mówił i rzucał kolejną robotę, bo nie odpowiadały mu warunki.

Żył na garnuszku rodziców, a to, co zarabiała Honorata, zabierał i wydzielał jej kieszonkowe na wydatki na dom. Miał żal, że zbyt długo wracała z pracy albo zatrzymała się na pogaduszki z koleżanką czy wypiła z dziewczynami drinka. Babskich spraw nie tykał. To ona taszczyła zakupy, gotowała, sprzątała. Do męskich zabraniał żonie wściubiać nosa. Auta, motocykle, sport i kumple. Na to czas miał zawsze. Nie szczędził sobie papierosów ani piwa.

Minęły dwa lata i Honorata zrozumiała, że matka miała rację. Ten ślub to była pomyłka. Wtedy okazało się, że jest w ciąży. Uciekła do rodziców. Matka była gotowa ją przyjąć z otwartymi ramionami. Po stronie kumpla stanął jednak brat Homci. Na nic zdały się tłumaczenia, że Darek jest nieobrotny i żyją z tego, co zarobi ona. Jak mają przetrwać, skoro Nożownik nie pozwala jej pracować? Płakała dwa dni i dwie noce. W tym czasie pod jej domem wystawał mąż.

– Nie ma miłości bez zazdrości – krzyczał, popijając wódkę z kolegami.

Trzeciego dnia rano Honorata zgłosiła się na posadę dozorczyni w bloku obok. Była to degradacja, ale dzięki jej zaradności mogli się wyprowadzić od teściów. Mieli wreszcie swój kąt.

Laura rosła i była pociechą w tym małżeństwie pełnym swarów i wyrzutów. Darek wszystkim prezentował, jak bardzo swoją żonę miłuje. Nosi ją na rękach, gwiazdkę z nieba jej przyniesie – zachwycały się koleżanki z pracy Homci. Porzuciła już marzenia o szyciu strojów, projektowaniu ubrań. Stała za kasą w sklepie wielobranżowym i swoje artystyczne zapędy realizowała w szyciu ubrań dla dziecka.

Tak mijały lata.

Nożownik w końcu się wyszumiał i ustatkował, jak twierdziła jego matka, z którą zawsze był najbliżej. Mówił jej o wszystkim, radził się, opowiadał o najintymniejszych szczegółach pożycia z Honoratą. Matka wiedziała, kiedy ze sobą spali, w jakiej pozycji i na ile zadowolony był syn.

Posady brał na krótko. Zwykle kłócił się z pracodawcami, zawsze coś mu nie pasowało. Słabe zarobki, niesatysfakcjonujące zajęcie, konflikty ze współpracownikami. Uważał, że zasługuje na fotel prezesa, a wciąż proponowano mu stanowiska pracowników fizycznych: kopalnia Wieczorek – 1,5 roku, magazyny warzywne – 2 sezony, huta Baildon – 2 lata, walcownia Katowice – 3 lata, huta metali – 1,5 roku, zieleń miejska – 1 rok, KWK Staszic – 3 lata, tartak Katowice – 4 lata, konwojent – 1 rok i tak dalej. Najdłużej wytrzymał w transporcie zwłok po wypadkach drogowych do kaplicy. Szczycił się tym, że widok umarlaków w częściach go nie rusza. To nie była do końca prawda. Pił wtedy znacznie więcej i lubił przywoływać drastyczne szczegóły, by szokować rozmówców. Między jednym a drugim zatrudnieniem miał długie etapy przestoju. Na bezrobociu był wściekły jak giez, ale po zasiłek dla bezrobotnych nie chodził, gdyż urażało to jego dumę. Generalnie nigdzie nie był w stanie zagrzać miejsca na dłużej. A ponieważ sam miał mnóstwo czasu, nie pojmował, dlaczego żona nie chce spędzać z nim każdej wolnej minuty. Upominał ją, że poza obsługą klientów sprząta budynek, przyjmuje towar, robi remanenty.

– Musisz się bardziej cenić. Poproś o podwyżkę albo się zwolnij. Inaczej zawsze będą cię wykorzystywali – pouczał.

Honorata zaciskała zęby, nie komentowała. Wiedziała już, że jeśli ona straci pracę, czeka ich nędza.

W przeciwieństwie do męża była pracownikiem cenionym, z dużymi zdolnościami marketingowymi. Potrafiła doradzić nawet najbardziej upierdliwemu klientowi, ułożyć tak towar, by był dostępny dla kupujących. Nigdy nie traciła poczucia humoru. W jej kasie zawsze wszystko się zgadzało. Lubili ją klienci i właściciele placówki. Starsi panowie przynosili jej kwiaty i podarki, które Honorata zostawiała na zapleczu. Bała się, że kiedy mąż je zobaczy, znów obudzi się w nim mściwy demon i każe jej odejść. Zresztą na zapleczu sklepu miała swój azyl. Czuła się dobrze w tej pracy. Doceniana, lubiana i akceptowana. Nie było kwartału, by szefowie nie przyznali jej premii za zaangażowanie oraz pracowitość. Tymczasem mąż wystawał przed budynkiem, a kiedy nie było właścicieli, siadywał na krzesełku przed ladą i przyglądał się Homci niczym właściciel pięknego zwierzęcia. Popijał piwo, które kazał sobie fundować, komentował rzeczywistość i pouczał Honoratę, jak powinna żyć, co myśleć. Kiedy miała przeciwne zdanie, wyjmował swój sprężynowiec i bawił się nim albo czyścił sobie paznokcie. Uśmiechał się wszystkowiedząco. Ludzie mówili, że w towarzystwie Lubczyńskiego Honorata stawała się inną osobą. Gasła.

Laura dorosła, skończyła liceum i wyjechała na studia do Anglii. Tam poznała przyszłego męża, również Polaka, emigranta. Zamieszkali w Brighton, ale zaślubiny pragnęli urządzić w rodzinnych stronach. Zaprosić rodzinę, przyjaciół ze szkoły, popisać się, jak im się powiodło. Dariusz początkowo odmówił przyjścia na wesele córki. Nie lubił zięcia, a zięć jego. Honorata na kolanach błagała męża, by nie robił dziecku wstydu.

– Przecież wyjadą. Nie będziesz musiał go więcej oglądać – przekonywała.

Dariusz łaskawie zgodził się na ślub, ale zapowiedział, że tę wstydliwą datę wymaże z pamięci. Na wesele poszli w codziennym ubraniu, bo Dariusz zakazał żonie się pindrzyć. Ale córka przemyciła dla matki sukienkę, w którą Honorata przebrała się na zapleczu plebanii. Przyszły zięć stał na straży i pilnował, by akcja zakończyła się powodzeniem. Kiedy Lubczyński zobaczył dekolt żony, uznał to za spisek przeciw sobie i rzucił się na zięcia, aż musiał rozdzielać ich stary Lubczyński. W efekcie prosto z wesela wnuczki trafił do szpitala. Następnego dnia Dariusz nie przyszedł do pracy – był zbyt zmęczony i skacowany. Ponieważ szef go obsztorcował, uniósł się honorem i zażądał wypowiedzenia za porozumieniem stron. Honorata nie była w stanie już zliczyć podobnych sytuacji. Utrzymanie domu znów było na jej głowie. Kobieta miała tego dosyć. Zwierzała się ze swoich problemów córce, która od lat namawiała ją na rozwód, ale Homcia nie umiała się na to zdobyć. Telefonowały do siebie codziennie. W każdą niedzielę rozmawiały po kilka godzin, co bardzo drażniło ojca. On sam praktycznie nie miał kontaktu z córką. Nie okazywali sobie czułości. Dariusz nie pamiętał daty jej urodzin. Życzenia w jego imieniu składała Laurze matka.

 

Przez te wszystkie lata Honorata nabrała fizycznego wstrętu do męża. Gardziła nim za jego nieporadność, mitomanię i dyktatorskie zapędy. A jednak podporządkowywała mu się ze strachu, sypiała z nim w jednym łóżku i regularnie współżyła (po czym wymiotowała). Wszystko to zaczęło odbijać się na jej zdrowiu. W końcu siostra i córka namówiły ją na wizytę u psychiatry. Stwierdzono depresję, nerwicę i szereg innych zaburzeń. Kobieta od tej chwili regularnie była na lekach. Dopiero teraz Nożownik miał na niej używanie. Przezywał wariatką i groził ubezwłasnowolnieniem. Choć to ona utrzymywała dom, uszczuplił jej kieszonkowe i przepijał z kolegami większość jej pensji.

Honorata walczyła o siebie, jak umiała. Nie potrafiła się wyzwolić spod jarzma męża, ale wydzierała kawałki przestrzeni, w których mogła być sobą i realizować swoje pasje. W lumpeksach wyszukiwała ubrania, których zazdrościły jej koleżanki. Założyła konto walutowe, na które córka wpłacała jej pieniądze. Dzięki temu mogła sobie potajemnie kupić kilka szmatek, kosmetyki czy zaszaleć u fryzjera. Wciąż była atrakcyjna. Jakby życie w stresie zakonserwowało ją, bo choć przekroczyła już pięćdziesiątkę, ludzie dawali jej maksymalnie trzydzieści, trzydzieści pięć lat. Dariusz wyglądał przy niej jak dziadek. Do tego stopnia się zaniedbał, że Homcia wstydziła się pokazywać z nim w mieście.

Uciekała od niego trzy razy. Za pierwszym razem ukryła się u siostry, ale ponieważ wiedziała, że tu właśnie mąż będzie jej szukać w pierwszej kolejności, poprosiła o pomoc swatów. Państwo Żeżyńscy przygarnęli ją bez słowa. O nic nie pytali. Wszyscy w bliższej i dalszej rodzinie wiedzieli, jak wygląda jej życie z Darkiem. Kobieta wyszła z domu po awanturze o obiad. Mąż nie potrafił samodzielnie zrobić niczego. A raczej nie chciał. Nawet jeśli Honorata pracowała na drugą zmianę i wracała po dwudziestej pierwszej, czekał, aż przyjdzie i ugotuje mu obiad, a potem podstawi pod nos. Nie potrafił włączyć pralki, a zresztą nie zezwalał na jej używanie ze względu na oszczędności, więc Honorata wszystko musiała prać ręcznie. Nie sprzątał, nie dotykał odkurzacza, chociaż – zwłaszcza w okresach bezrobocia – całymi dniami przesiadywał z kolegami albo przed telewizorem. Feralnego dnia nie spodobało mu się, że obiad jest jednodaniowy i jarski. Honorata ugotowała obiad w nocy, po pracy, na dwa dni. Kolejnym jej przewinieniem było, że jest wczorajszy. Dariusz uważał się za prawdziwego mężczyznę, więc Honorata musiała lecieć do sklepu po sztukę chabaniny. Za swój błąd miała zapłacić dwiema puszkami piwa, co zresztą uczyniła i podstawiła swojemu panu i władcy pod nos. Zanim mięso się udusiło, puszki były puste, a Dariusz domagał się czteropaku. Honorata postawiła się:

– Nie mam na to pieniędzy!

Dariusz tylko na to czekał. Pieklił się i wykrzykiwał, aż awanturę usłyszeli sąsiedzi. Potem zjadł, co ugotowała, i zabrał ją siłą do łóżka. Kobieta liczyła, że mąż szybko zaśnie objedzony i upojony alkoholem, ale kłótnia przydała mu jedynie mocy, bo miętosił ją do rana. Kiedy w końcu zasnął, Honorata zwlokła się z łóżka na podłogę, by nie czuć kwaśnego oddechu małżonka, a potem doczołgała się do łazienki i długo wymiotowała. Do małżeńskiego łoża tego dnia już nie wróciła. Szefowa dała jej urlop, o czym Dariusz nie wiedział.

Honorata ubrała się jak do pracy. Wzięła tylko torebkę, kartę ubezpieczenia zdrowotnego, telefon i karteczki, na których miała zanotowane kontakty, bo mąż grzebał w jej telefonie. Kiedy ktoś do niej dzwonił, mąż wyrywał telefon i wypytywał ją, a potem decydował, czy żona może z tą osobą rozmawiać. Jeśli udało jej się pierwszej dopaść aparatu, stał jak cerber i nasłuchiwał. Często informowała koleżanki, że Darek jest w pobliżu. Wiedziały, że Honorata nie powie wtedy ani słowa. Kobieta na liście kontaktów miała wpisane tylko osoby, które mąż zaakceptował. Jeśli kogoś nie lubił, kasował tę osobę z listy. Cenzura dotyczyła zarówno obcych, jak i członków ich rodzin. Nawet numer do lekarza, jako jego zdaniem potencjalnego kochanka, musiała nosić w tym prowizorycznym kajecie. To dlatego strzegła go jak źrenicy oka. Telefon, ładowarka, ten notes oraz klucze do sklepu były dla niej cenniejsze niż pieniądze czy dokumenty. Nigdy się z nimi nie rozstawała. Kiedy kładła się spać, trzymała je w torebce przy łóżku.

Wyszła tak jak stała. I była pewna, że jej noga już w tym mieszkaniu nie postanie. Niestety. Mąż zastraszył jej siostrę i znalazł ją u swatów. Zagroził, że podpali im dom, a ich samych pozabija, jeśli Honorata się nie opamięta, więc kobieta, by nie narażać innych ludzi, wróciła do pieczary smoka. Potem uciekała jeszcze dwukrotnie. Za każdym razem mąż obiecywał, że się poprawi, groził jej, straszył ludzi, przepraszał, przyrzekał, a ona poddawała się jego woli. I za każdym razem czuła się coraz słabsza. Sił na walkę nie miała już wcale.

W sklepie mięsnym Anioł, w którym ostatnio Honorata pracowała, panowała rodzinna atmosfera. Wszystkie ekspedientki znały się od lat i często urządzały w swoim gronie ważniejsze uroczystości: urodziny, imieniny, sylwestry. Kierowniczka sklepu szczególnie lubiła sąsiadkę Homcię i ufała jej bezgranicznie. Podobnie jak pan Anioł, właściciel sieci, który regularnie przyznawał kobiecie premie. Zawsze w gotówce, podobnie jak pensję. Wszyscy wiedzieli, że jeśli pieniądze trafią na konto, zabierze je Nożownik. Honorata stale nosiła klucze do sklepu i zaplecza – to był jej azyl. Czasami, nawet w wolne dni, przychodziła tam odpocząć od męża. Wolała już myć podłogi, pomagać koleżankom niż przebywać z Lubczyńskim w jednym pomieszczeniu. Szczerze go nienawidziła.

Któregoś razu po pracy weszła do Biedronki, by zrobić zakupy do domu. Nie mogła znaleźć drożdży, a chciała ugotować kluski na parze, więc podeszła do ochroniarza, który pomagał rozpakowywać towar z palety. Mężczyzna był pięknie zbudowany, ledwie czterdziestoletni, rycerski. Honoracie na chwilę zabrakło tchu w piersiach. Koleżanka pacnęła ją pod żebro. Zachichotała. Jacek, bo tak miał na imię nowo poznany mężczyzna, też długo się nie odzywał. Oboje uśmiechali się do siebie zażenowani. Przedstawił się, a potem zaprowadził kobiety do lodówki z nabiałem. Podał Homci drożdże, pomógł nieść koszyk do kasy. Po krótkiej wymianie uprzejmości kobieta usłyszała, że Jacek nie jadł klusek od dziecka. Następnego dnia przyniosła mu porcję w pudełku. Tak zaczęła się ich przyjaźń.

Nie ma dowodów na to, że między Jackiem a Honoratą zaistniało coś więcej. Wymienili się telefonami, więc czasami do siebie dzwonili. Honorata zapisała numer Jacka pod zakodowanym hasłem w notatniku. Pracowali niemal obok siebie, więc bywało, że machali do siebie na ulicy, kiedy przypadkiem się spotykali. Jej koleżanki twierdzą, że dobrze się rozumieli i po prostu lubili. Atencja Jacka dała jednak kobiecie magiczną pewność siebie. Zrozumiała, że nie jest skazana na Nożownika.

Przyszły święta Bożego Narodzenia 2012. Honorata w Wigilię pracowała do szesnastej. Potem wróciła do domu i zabrała się do przygotowywania świątecznej kolacji. Była przy rybie po grecku, kiedy do kuchni wtargnął rozeźlony mąż. Rzucił w nią choinką z zapalonymi lampkami. Honorata myślała tylko o tym, czy nie spali się od tego dom. Wysłuchała tyrady na temat świąt, która kończyła się morałem, że choinka powinna być prawdziwa, a nie plastikowa. Krzyki męża jak zwykle znosiła bez słowa. Czy ją uderzy? Zaciągnie do łóżka, zgwałci? Czy na szarpaninie, utyskiwaniu i obelgach się skończy? Jaki będzie przebieg zdarzeń, nigdy nie wiedziała. Czasami ta strategia się sprawdzała: mąż pokrzyczał, wygadał się, a potem kazał sobie podać piwo. Innym razem spirala nakręcała się bardzo szybko.

Kiedy mąż chwycił siekierę i poszedł do lasu po drzewko, zabrała torebkę oraz nieodłączny telefon z ładowarką (chciała przecież zadzwonić do córki i złożyć jej życzenia). Wybiegła z mieszkania. Sama nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co robi. Szła jak najszybciej. Byle jej nie dogonił, nie dopadł i nie zaczął znów dręczyć. Dotarła do sklepu, zamknęła się na zapleczu, usiadła w kucki pod ścianą. Nie minął kwadrans, a Dariusz już walił w drzwi wejściowe, krzyczał, groził pobiciem, policją, obrzucał wyzwiskami awanturujących się ludzi w bloku obok. Nie uległa mu. Nie otworzyła. Pierwszy raz w życiu postawiła mu się i była z siebie dumna. Wzięła z półki małą zgrzewkę piwa, odłożyła pieniądze za nią do kasy i zanim wstał świt, wysączyła wszystkie puszki. Dopiero wtedy opuściła kryjówkę.