365 dni

Tekst
Z serii: 365 dni #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
365 dni
365 dni
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 67,80  54,24 
365 dni
Audio
365 dni
Audiobook
Czyta Ewa Abart
39,90  29,13 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 4

Giardini Naxos, do którego przyjechaliśmy z Martinem, leżało kilka kilometrów od Taorminy, widać ją było praktycznie z każdego miejsca w miasteczku. Miasto na skale było jednym z punktów naszego wspólnego zwiedzania. A co jeśli Martin, Michał i Karolina postępują zgodnie z planem? Jeśli natkniemy się na nich? Wierciłam się niespokojnie na siedzeniu, co nie umknęło uwadze Czarnego. Jakby czytając w moich myślach, powiedział:

– Oni wczoraj wylecieli z wyspy.

Skąd wiedział, że o tym myślę? Popatrzyłam na niego pytająco, ale nawet nie zwrócił na mnie uwagi.

Kiedy dotarliśmy na miejsce, słońce powoli zachodziło, a na ulice Taorminy wyległy tysiące turystów i mieszkańców. Miasto tętniło życiem, wąskie, malownicze uliczki kusiły setkami kawiarenek i restauracji. Szyldy drogich sklepów uśmiechały się do mnie. Ekskluzywne marki w takim miejscu, praktycznie na końcu świata? Takich butików próżno było szukać w centrum Warszawy. Samochód zatrzymał się, kierowca wysiadł i otworzył drzwi, Czarny podał mi rękę i pomógł opuścić dość wysokiego jak dla mnie SUV-a. Po chwili zorientowałam się, że towarzyszy nam jeszcze jeden samochód, z którego wysiadło dwóch rosłych mężczyzn ubranych na czarno. Massimo chwycił moją dłoń i wprowadził mnie na jedną z głównych ulic. Jego ludzie ruszyli za nami w odległości, która miała nie przykuwać zbytnio uwagi. Wyglądało to dość groteskowo – gdyby nie chcieli rzucać się w oczy, powinni mieć na sobie spodenki i japonki, a nie kostiumy grabarza. Tyle tylko, że w plażowym outficie trudno byłoby ukryć broń.

Pierwszym sklepem, jaki odwiedziliśmy, był butik Roberta Cavallego. Kiedy przekroczyliśmy jego próg, ekspedientka rzuciła się do nas prawie biegiem, serdecznie witając mojego towarzysza i zaraz później mnie. Z zaplecza wyszedł elegancki starszy mężczyzna, który powitał Massima dwoma pocałunkami w policzki, mówiąc do niego coś po włosku, po czym zwrócił się w moją stronę.

Bella – powiedział, chwytając mnie za dłonie.

To było jedno z niewielu słów po włosku, które rozumiałam. Uśmiechnęłam się do niego promiennie w podziękowaniu za komplement.

– Nazywam się Antonio i pomogę ci w wyborze odpowiedniej garderoby – zaczął płynną angielszczyzną. – Rozmiar 36, jak sądzę? – Przyglądał mi się badawczo.

– Czasem 34, zależy, jaki rozmiar stanika. Jak pan widzi, natura hojnie mnie nie obdarzyła – powiedziałam, wskazując ze śmiechem na swoje piersi.

– Och, kochana! – wykrzyknął Antonio. – Roberto Cavalli uwielbia takie kształty. Chodźmy, a don Massimo niech spocznie i poczeka na efekty.

Czarny usiadł na kanapie ze srebrnego materiału przypominającego atłas. Zanim jego pośladki dotknęły poduszki, obok już czekała butelka zimnego dom pérignon, a jedna z ekspedientek, wdzięcząc się, napełniała kieliszek. Massimo rzucił mi pożądliwe spojrzenie, po czym zasłonił się gazetą. Antonio przyniósł do przymierzalni dziesiątki sukienek, które po kolei na mnie wkładał, cmokając z zadowoleniem. Przed oczami przelatywały mi jedynie metki z kwotami kolejnych kreacji. Za stosik, który dla mnie przygotował, można by spokojnie kupić mieszkanie w Warszawie, pomyślałam. Po ponad godzinie wybrałam kilka kreacji, które zostały zapakowane w przepiękne ozdobne pudła.

W kolejnych sklepach sytuacja wyglądała podobnie: gorące, euforyczne powitanie i niekończące się zakupy... Prada, Louis Vuitton, Chanel, Louboutin i na końcu Victoria’s Secret.

Czarny za każdym razem siadał i wertował prasę, rozmawiał przez telefon albo sprawdzał coś w iPadzie. Zupełnie się mną nie interesował. Z jednej strony cieszyło mnie to, z drugiej – denerwowało. Nie rozumiałam: dziś rano nie mógł się oderwać ode mnie, a teraz, kiedy ma okazję oglądać mnie w każdej z tych wspaniałych kreacji, zupełnie nie przejawia ochoty, by to zrobić.

Zdecydowanie rozminęło się to z moim wyobrażeniem żywcem jak z Pretty Woman – ja serwująca mu przeróżne gorące wcielenia i on w roli mojego napalonego fana.

Victoria’s Secret przywitał nas różem, ten kolor był dosłownie wszędzie: na ścianach, kanapach, na ekspedientkach, miałam wrażenie, że wpadłam do maszyny z watą cukrową i za chwilę zwymiotuję. Czarny popatrzył na mnie, odrywając od ucha telefon.

– To już ostatni sklep, nie mamy więcej czasu. Weź to pod uwagę przy swoich wyborach i potrzebach – rzucił od niechcenia, po czym odwrócił się, usiadł na kanapie i znowu zaczął rozmawiać.

Skrzywiłam się i przez chwilę stałam, patrząc na niego z dezaprobatą. Nie chodziło o to, że to już koniec tej szaleńczej gonitwy, bo tego akurat już miałam dość, ale o sposób, w jaki się do mnie odnosił.

Signora – zwróciła się do mnie ekspedientka i przyjaznym gestem zaprosiła do przymierzalni.

Kiedy weszłam do boksu, ujrzałam sporą kupkę przygotowanych kostiumów kąpielowych i kompletów bielizny.

– Nie musi pani przymierzać wszystkiego. Proszę tylko włożyć jeden komplet, bym miała pewność, że rozmiar, który dla pani wybrałam, jest odpowiedni – powiedziała i zniknęła, zasuwając za sobą ciężką, różową kotarę.

Na cóż mi tyle majtek? Chyba przez całe życie tyle nie miałam. Przede mną na fotelu leżała góra kolorowych tkanin, głównie koronek. Wychyliłam się zza zasłony i zapytałam:

– Kto wybierał to wszystko?

Na mój widok zerwała się na równe nogi i podeszła bliżej.

– Don Massimo kazał przygotować dokładnie te modele z naszego katalogu.

– Rozumiem – odparłam i schowałam się za kotarą.

Wertując stertę, zauważyłam pewną prawidłowość: koronki, cienkie koronki, grube koronki, koronki... no i może trochę bawełny. Cudownie i bardzo wygodnie, zaburczałam ironicznie. Wybrałam czerwony komplet z koronki połączonej z jedwabiem i zaczęłam powoli zdejmować sukienkę, by mieć już te przymiarki z głowy. Delikatny stanik pasował idealnie na moje niewielkie piersi. Odkryłam z zaciekawieniem, że mimo iż nie była to wersja push-up, mój biust wyglądał w nim naprawdę kusząco. Schyliłam się i przeciągnęłam przez nogi koronkowe półstringi. Gdy wyprostowałam się i spojrzałam w lustro, zobaczyłam stojącego za mną Massima. Był oparty o ścianę przymierzalni, trzymał ręce w kieszeniach i lustrował mnie wzrokiem od góry do dołu. Odwróciłam się do niego, piorunując go gniewnym spojrzeniem.

– Co ty... – zdążyłam wydusić z siebie, nim złapał mnie za szyję i przycisnął plecami do lustra.

Przywarł do mnie całym ciałem i delikatnie przesuwał kciuk po moich wargach. Byłam jak sparaliżowana, jego napięte ciało blokowało każdy mój ruch. Przestał się bawić moimi ustami i przeciągnął rękę z powrotem na szyję. Uścisk nie był mocny, nie musiał być, miał mi tylko pokazać jego dominację.

– Nie ruszaj się – powiedział, przeszywając mnie na wylot lodowatym, dzikim wzrokiem. Popatrzył w dół i cicho jęknął. – Ładnie wyglądasz – wysyczał przez zęby. – Ale nie możesz tego nosić, jeszcze nie teraz.

Słowo „nie możesz” w jego ustach było jak zachęta, jak prowokacja, by zrobić dokładnie odwrotnie. Oderwałam pośladki od zimnego lustra i zaczęłam pomału stawiać pierwszy krok. Massimo nie oponował, odsuwał się w rytmie, w którym szłam, cały czas trzymając mnie na odległość zaciśniętej na mojej szyi dłoni. Kiedy byłam pewna, że jestem tak daleko od lustra, że widzi mnie całą, popatrzyłam na niego. Tak jak przypuszczałam, jego wzrok wbity był w moje odbicie. Oglądał swoją zdobycz, a ja widziałam, jak jego spodnie stają się zbyt ciasne. Głośno oddychał, a jego klatka piersiowa unosiła się w coraz szybszym tempie.

– Massimo – powiedziałam cicho.

Oderwał wzrok od moich pośladków i spojrzał mi w oczy.

– Wyjdź albo gwarantuję ci, że widzisz to po raz pierwszy i ostatni – zawarczałam, usiłując zrobić groźną minę.

Czarny uśmiechnął się, traktując moje słowa jak wyzwanie. Jego dłoń mocniej się zacisnęła na mojej szyi. Oczy zapłonęły mu gniewnym pożądaniem, zrobił krok do przodu, później kolejny i znowu przywarłam ciałem do zimnego lustra. Wtedy puścił moją szyję i spokojnym tonem powiedział:

– Ja wybrałem to wszystko i ja zdecyduję, kiedy to zobaczę – po czym wyszedł.

Stałam tam jeszcze przez chwilę, wściekła i zadowolona jednocześnie. Powoli zaczęłam rozumieć zasady tej gry i poznawałam czułe punkty przeciwnika.

Kiedy włożyłam sukienkę, złość nadal we mnie buzowała. Zgarnęłam przygotowaną górę bielizny i pewnym krokiem wyszłam z nią z przymierzalni. Ekspedientka zerwała się, ale minęłam ją obojętnie. Na kanapie zobaczyłam siedzącego Massima. Podeszłam i cisnęłam w niego wszystkim, co miałam w rękach.

– Wybrałeś sobie, to proszę!!! Wszystko jest twoje! – wrzasnęłam i wybiegłam ze sklepu.

Ochroniarze, którzy czekali przed butikiem, nawet nie drgnęli, kiedy ich minęłam, popatrzyli tylko na Czarnego i zostali w tym samym miejscu, w którym stali. Biegłam przez zatłoczone uliczki, zastanawiając się, co robię, co zrobię i co się stanie. Zobaczyłam schody między dwoma budynkami, skręciłam i wbiegłam po nich, znowu skręciłam w pierwszą napotkaną uliczkę i po chwili zobaczyłam kolejne schody. Wspinałam się coraz wyżej, do momentu aż znalazłam się dwie przecznice od miejsca, z którego uciekłam. Oparłam się o ścianę, dysząc z wysiłku. Moje buty może i były piękne, ale na pewno nie były stworzone do biegania. Patrzyłam w niebo, na zamek, który górował nad Taorminą. Kurwa, nie wytrzymam roku w ten sposób, pomyślałam.

– To kiedyś była twierdza – usłyszałam. – Chcesz biec aż tam czy oszczędzisz chłopakom tego wysiłku? Oni nie mają takiej kondycji jak ja.

Odwróciłam głowę. Na schodach stał Massimo, widać, że biegł, bo miał potargane od wiatru włosy, ale nie dyszał – w przeciwieństwie do mnie. Oparł się o ścianę i nonszalancko wsadził ręce do kieszeni spodni.

 

– Musimy już wracać. Jeśli chcesz poćwiczyć, w domu jest siłownia i basen. A jak masz ochotę na maratony po schodach, w willi znajdzie się ich aż nadto.

Wiedziałam, że nie mam wyjścia i muszę z nim wrócić, ale chociaż przez chwilę czułam, że robię, co chcę. Wyciągnął do mnie dłoń, zignorowałam ją i ruszyłam w dół po schodach, gdzie stali dwaj mężczyźni w czarnych garniturach. Minęłam ich z miną pełną dezaprobaty i podeszłam do zaparkowanego tuż obok SUV-a. Wsiadłam do środka i trzasnęłam drzwiami.

Minęła chwila, zanim Massimo dołączył do mnie. Usiadł na siedzeniu obok z telefonem przy uchu i aż do momentu zaparkowania na podjeździe prowadził rozmowę. Nie mam pojęcia, jaki był jej temat, bo po włosku wciąż rozumiałam tylko kilka słów. Jego ton był spokojny i rzeczowy, dużo słuchał, niewiele mówił, a z mowy jego ciała nie umiałam nic wywnioskować.

Zatrzymaliśmy się pod domem, złapałam za klamkę, ale drzwi były zamknięte. Czarny zakończył rozmowę, schował telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki i spojrzał na mnie.

– Kolacja będzie za godzinę. Domenico przyjdzie po ciebie.

Drzwi samochodu otworzyły się i zobaczyłam młodego Włocha, który wyciągnął do mnie dłoń, by pomóc mi wysiąść. Ostentacyjnie mu ją podałam, uśmiechając się promiennie do niego. Przebiegłam do budynku, nie oglądając się na miejsce, które od wczorajszej nocy było dla mnie najgorszym koszmarem. Domenico podążył za mną.

– W prawo – powiedział cicho, kiedy skręciłam w złe drzwi.

Obejrzałam się na niego, dziękując za wskazówkę, i po chwili dotarłam do swojego pokoju.

Młody Włoch stanął w progu, jakby czekał na pozwolenie, by wejść.

– Za chwilę przyniosą wszystkie zakupione dziś rzeczy. Czy potrzebuje pani jeszcze czegoś? – zapytał.

– Tak, napiłabym się przed kolacją. Chyba że mi nie wolno?

Włoch uśmiechnął się i skinął porozumiewawczo głową, po czym zniknął w mroku korytarza.

Weszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie sukienkę i zamknęłam drzwi. Stanęłam pod prysznicem i odkręciłam zimną wodę. Ledwo wciągałam powietrze, była naprawdę lodowata, lecz po chwili stała się przyjemna. Musiałam ochłonąć. Kiedy mroźny strumień ostudził emocje, zmieniłam nieco jego temperaturę. Umyłam włosy, nałożyłam odżywkę i usiadłam pod ścianą. Woda była przyjemnie ciepła, leciała po szybach i działała na mnie kojąco. Miałam chwilę na przemyślenie sytuacji, która wydarzyła się dziś rano, a później tego, co stało się w sklepie. Byłam skonfundowana. Massimo był tak skomplikowany, za każdym razem nieobliczalny. Powoli dochodziło do mnie, że jeśli nie pogodzę się z sytuacją i nie zacznę żyć normalnie, zamęczę się.

Wtedy mnie olśniło. Tak naprawdę nie miałam z czym walczyć ani od czego uciekać. W Warszawie nic już na mnie nie czekało, nie traciłam niczego, bo wszystko, co miałam, zniknęło. Teraz mogłam już tylko wziąć udział w przygodzie, którą zgotował mi los. Czas pogodzić się z sytuacją, Lauro, powiedziałam do siebie, po czym się podniosłam z podłogi.

Spłukałam włosy i zawinęłam je w ręcznik, włożyłam szlafrok i wyszłam z łazienki.

Dziesiątki pudeł wypełniały sypialnię, na ich widok ogarnęła mnie wesołość. Kiedyś dałabym się pociąć za takie zakupy i teraz też zamierzałam się nimi cieszyć. Miałam plan.

Odszukałam torby z logo Victoria’s Secret, przekopałam się przez dziesiątki kompletów i znalazłam ten z czerwonej koronki. Z klejonego pudła wyciągnęłam czarną przezroczystą krótką sukienkę, a z następnego pasujące do kompletu szpilki od Louboutina. Tak, ten zestaw był tym, czego Massimo nie przeżyje. Ruszyłam do toaletki w łazience, po drodze zabierając butelkę szampana, który stał na stoliku koło kominka. Nalałam sobie kieliszek i opróżniłam go jednym tchem – potrzebowałam odwagi. Nalałam kolejny, usiadłam naprzeciw lustra i wyciągnęłam kosmetyki.

Kiedy skończyłam, moje oczy były mocno zarysowane, cera idealnie przykryta podkładem, a usta błyszczały od cielistej pomadki Chanel. Włosy wysuszyłam, lekko podkręciłam i upięłam w wysoki kok.

Z pokoju dobiegł mnie głos Domenica.

– Pani Lauro, kolacja już czeka.

Wkładając bieliznę, krzyknęłam przez otwarte drzwi:

– Daj mi dwie minuty i będę gotowa.

Włożyłam sukienkę, wsunęłam na nogi niebotycznie wysokie szpilki i obficie oblałam się zawartością flakonu ukochanych perfum. Stanęłam przed lustrem i z zadowoleniem pokiwałam głową. Wyglądałam bosko, sukienka leżała idealnie, a prześwitująca przez nią czerwona koronka doskonale pasowała do czerwonych podeszew butów. Wyglądałam elegancko i prowokująco. Dopiłam trzeci kieliszek musującego płynu. Byłam gotowa i lekko już wstawiona.

Kiedy wyszłam z łazienki, na mój widok Domenico szeroko otworzył oczy.

– Wygląda pani... – Urwał, szukając odpowiedniego słowa.

– Tak wiem, dziękuję – odpowiedziałam i uśmiechnęłam się zalotnie.

– Te szpilki są boskie – dodał prawie szeptem i podał mi ramię.

Ujęłam je i pozwoliłam się poprowadzić przez korytarz.

Wyszliśmy na taras, na którym dziś jadłam śniadanie. Altanę z płóciennym dachem oświetlały setki świec. Massimo stał tyłem do budynku, patrząc w dal. Puściłam ramię młodego Włocha.

– Dalej pójdę sama.

Domenico zniknął, a ja pewnym krokiem ruszyłam w stronę Czarnego.

Na dźwięk szpilek uderzających o kamienną posadzkę odwrócił się. Ubrany był w szare lniane spodnie i lekki sweterek w tym samym kolorze z podciągniętymi rękawami. Zbliżył się do stołu i odstawił kieliszek, który trzymał w dłoni. Obserwował każdy mój krok, kiedy zbliżałam się do niego, mierząc mnie wzrokiem. Gdy zatrzymałam się przed nim, oparł się o stół i lekko rozchylił nogi. Stanęłam między nimi, nie spuszczając wzroku z jego oczu. Cały płonął, nawet gdybym była niewidoma, czułabym przez skórę jego pożądanie.

– Nalejesz mi? – zapytałam cicho, przygryzając dolną wargę.

Massimo wyprostował się, tak by mi okazać, że nawet w szpilkach wciąż jestem od niego zdecydowanie niższa.

– Czy jesteś świadoma – zaczął szeptem – że jeśli będziesz mnie prowokować, nie zapanuję nad sobą?

Oparłam dłoń o jego twardą klatkę piersiową i delikatnie pchnęłam go, dając mu wyraźny znak, by usiadł. Nie opierał się i wykonał to, co chciałam. Patrzył zaciekawiony i rozpalony – na moją twarz, na sukienkę, na buty, a przede wszystkim na czerwoną koronkę, która zdecydowanie dominowała w dzisiejszym stroju.

Stanęłam bardzo blisko niego, tak że nie mógł nie poczuć zapachu moich perfum. Wplotłam mu prawą rękę we włosy i delikatnie pociągnęłam jego głowę w dół. Poddał się temu, nie spuszczając ze mnie wzroku. Zbliżyłam usta do jego warg i raz jeszcze cicho spytałam:

– Nalejesz mi czy mam obsłużyć się sama?

Po chwili milczenia puściłam jego włosy, podeszłam do coolera i nalałam sobie do kieliszka. Czarny nadal siedział oparty o stół i taksował mnie wzrokiem, a jego usta układały się w coś na kształt uśmiechu. Usiadłam przy stole, bawiąc się nóżką kieliszka.

– Jemy? – zapytałam, rzucając mu znudzone spojrzenie.

Wstał, podszedł do mnie i położył ręce na moich barkach. Pochylił się, wciągnął głęboko powietrze i wyszeptał:

– Cudownie wyglądasz. – Musnął językiem koniec mojego ucha. – Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek jakaś kobieta tak na mnie działała. – Jego zęby delikatnie przejechały po skórze na mojej szyi.

Moje ciało przeszył dreszcz, którego początek rodził się między nogami.

– Mam ochotę położyć cię brzuchem na stole, podciągnąć ci tę krótką sukienkę i bez zdejmowania majtek mocno wydymać.

Złapałam głęboki wdech, czując rosnące we mnie podniecenie. On kontynuował.

– Twój zapach czułem już, kiedy stanęłaś w progu domu. Chciałbym go z ciebie zlizać. – Mówiąc to, zaczął rytmicznie i mocno zaciskać dłonie na moich ramionach. – Jest jedno miejsce na twoim ciele, gdzie na pewno teraz go nie czuć. Tam chciałbym się znaleźć najbardziej.

Urwał swój zmysłowy wywód i zaczął na powrót delikatnie całować i przygryzać moją szyję. Nie oponowałam, tylko przekręciłam głowę na bok, by miał lepszy dostęp. Jego dłonie zsunęły się powoli po dekolcie, by po chwili mocno ścisnąć obie moje piersi. Jęknęłam.

– Sama widzisz, że mnie pragniesz, Lauro.

Poczułam, jak jego dłonie i usta oddalają się.

– Pamiętaj, że to moja gra, więc to ja ustalam zasady. – Pocałował mnie w policzek i usiadł na krześle obok.

Triumfował, obydwoje to wiedzieliśmy, co nie zmieniało faktu, że jego spodnie kolejny raz zrobiły się zdecydowanie za małe.

Udawałam niewzruszoną całą sytuacją, ale to tylko rozbawiło mojego towarzysza. Siedział, bawiąc się kieliszkiem szampana, z szelmowskim uśmiechem na twarzy.

Domenico pojawił się w drzwiach, by zaraz zniknąć, a chwilę później dwaj młodzi mężczyźni zaserwowali nam przystawkę. Carpaccio z ośmiornicy było wyborne i delikatne, a kolejne podawane na stół dania coraz lepsze. Jedliśmy w ciszy, od czasu do czasu zerkając na siebie. Po deserze odsunęłam się wraz z fotelem od stołu, wzięłam w rękę kieliszek różowego wina i pewnym głosem zaczęłam:

– Cosa nostra.

Massimo rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie.

– Z tego, co wiem, nie istnieje. Prawda?

Zaśmiał się szyderczo i zapytał niskim głosem:

– I co jeszcze wiesz, mała?

Zdezorientowana zaczęłam obracać w palcach kieliszek.

– No cóż, Ojca Chrzestnego chyba każdy widział. Zastanawiam się, ile jest w tym prawdy o was.

– O nas? – zapytał zdziwiony. – O mnie nie ma tam nic, co do reszty, to nie mam pojęcia.

Nabijał się ze mnie. Czułam to, więc zapytałam wprost:

– Czym się zajmujesz?

– Robię interesy.

– Massimo – nie dawałam za wygraną – ja pytam poważnie. Oczekujesz ode mnie rocznej deklaracji i posłuszeństwa i nie uważasz, że powinnam wiedzieć, na co się piszę?!

Jego mina zrobiła się poważna. Utkwił we mnie lodowaty wzrok.

– Masz prawo oczekiwać wyjaśnień, a ja udzielę ci ich na tyle, na ile jest ci to potrzebne. – Przełknął łyk wina. – Po śmierci rodziców zostałem wybrany głową rodziny, dlatego ludzie zwracają się do mnie don. Mam kilka firm, kluby, restauracje, hotele – to jak korporacja, której prezesem jestem. Całość jest częścią większej działalności. Jeśli życzysz sobie pełnego spisu, dostaniesz go, jednak uważam, że szczegółowa wiedza byłaby zbędna i niebezpieczna. – Wpatrywał się we mnie gniewnym i poważnym wzrokiem. – Nie wiem, jakiej wiedzy więcej potrzebujesz. Chcesz wiedzieć, czy mam swojego consigliere? Tak, mam, myślę, że niebawem go poznasz. Na pytanie, czy mam broń, czy jestem niebezpieczny i czy sam rozwiązuję swoje problemy, odpowiedź poznałaś w nocy. Nie wiem, co jeszcze chcesz wiedzieć, pytaj.

W głowie kłębiło mi się milion myśli, ale właściwie nic więcej nie potrzebowałam wiedzieć. Sytuacja już od jakiegoś czasu była jasna, tak naprawdę od wczorajszej nocy wiedziałam już wszystko.

– Kiedy oddasz mi telefon i komputer?

Czarny spokojnie obrócił się na krześle i zarzucił nogę na kolano.

– Kiedy zechcesz, mała. Musimy tylko ustalić, co powiesz osobom, z którymi chcesz się kontaktować.

Złapałam oddech, by coś powiedzieć, ale on uniósł rękę, nie pozwalając mi zacząć.

– Zanim mi przerwiesz, powiem ci, jak jest. Zadzwonisz do rodziców, a jeśli będzie to twoim zdaniem konieczne, polecisz do Polski.

Na te słowa moje oczy rozjaśniły się, a na twarzy odmalowała się radość.

– Powiesz im, że otrzymałaś bardzo lukratywną propozycję pracy w jednym z hoteli na Sycylii i zamierzasz z niej skorzystać. Kontrakt będzie obejmował roczny okres próbny. Dzięki temu nie będziesz musiała okłamywać bliskich, kiedy zapragniesz mieć z nimi kontakt. Z mieszkania Martina zostały zabrane twoje rzeczy jeszcze przed tym, nim wrócił do Warszawy. Jutro powinny już być na wyspie. Temat tego człowieka uważam za zamknięty. Nie chcę, abyś miała z nim cokolwiek wspólnego.

Popatrzyłam na niego pytająco.

– Jeśli nie wyraziłem się jasno, może uściślę: zakazuję ci kontaktów z tym człowiekiem – powiedział stanowczo. – Coś jeszcze?

Chwilę milczałam. Wszystko doskonale przemyślał, sytuacja była dobrze zaplanowana i logiczna.

– No dobrze, a jeśli będę potrzebowała odwiedzić rodzinę? – ciągnęłam dalej. – To co wtedy?

Massimo zmarszczył czoło.

– No cóż... wtedy poznam bliżej twój piękny kraj.

Roześmiałam się, popijając wcześniej łyk wina. Już widzę, jak głowa mafijnej rodziny zjawia się w Warszawie.

– Czy mam prawo się z tobą nie zgodzić? – zapytałam badawczo.

 

– Niestety, to nie jest propozycja, tylko opis sytuacji, która będzie miała miejsce. – Pochylił się w moją stronę. – Lauro, jesteś taka mądra, czy jeszcze nie dotarło do ciebie, że ja zawsze dostaję to, czego chcę?

Skrzywiłam się, przypominając sobie dzisiejsze wydarzenia.

– Z tego, co mi wiadomo, don Massimo, nie zawsze. – Spuściłam wzrok na koronkową bieliznę, która wystawała spod mojej sukienki, i przygryzłam wargę.

Podniosłam się powoli z fotela. Czarny obserwował każdy mój ruch. Zdjęłam cudowne szpilki z czerwoną podeszwą i ruszyłam w stronę ogrodu. Trawa była wilgotna, a powietrze smakowało solą. Wiedziałam, że nie oprze się pokusie i pójdzie za mną. Po chwili tak się stało. Szłam w ciemnościach, widząc w oddali jedynie światła łodzi kołyszących się na morzu. Zatrzymałam się, gdy dotarłam do kwadratowej leżanki z baldachimem, na której w ciągu dnia ucięłam sobie drzemkę.

– Dobrze się tu czujesz, prawda? – zapytał Massimo, stając obok.

Właściwie miał rację, nie czułam się tu obca ani nowa, miałam wrażenie, jakbym była tu od zawsze. Poza tym która dziewczyna nie chciałaby się znaleźć w pięknej willi, ze służbą i wszelkimi wygodami.

– Powoli akceptuję sytuację, przyzwyczajam się, ponieważ wiem, że nie mam wyjścia – odparłam, popijając łyk z kieliszka.

Czarny wyjął go z mojej dłoni i rzucił na trawę. Wziął mnie na ręce i delikatnie położył na białych poduszkach. Mój oddech przyspieszył, bo wiedziałam, że mogę się spodziewać absolutnie wszystkiego. Przerzucił jedną nogę nade mną i znowu leżeliśmy tak, jak dzisiejszego poranka. Różnica polegała na tym, że wtedy się bałam, a w tej chwili jedyne, co odczuwałam, to ciekawość i podniecenie. Może była to wina wypitego alkoholu, a może po prostu pogodziłam się z sytuacją i wszystko stało się prostsze.

Czarny, trzymając ręce po obydwu stronach mojej głowy, pochylił się nade mną.

– Chciałbym... – wyszeptał, trącając nosem moje wargi – żebyś nauczyła mnie delikatności wobec siebie.

Zamarłam. Człowiek tak niebezpieczny, potężny i władczy prosił mnie o pozwolenie, o czułość i miłość.

Moje ręce powędrowały do jego twarzy i zatrzymały się na policzkach. Przez chwilę przytrzymałam ją, by móc patrzeć w jego czarne i spokojne oczy. Delikatnym ruchem przyciągnęłam go do siebie. Kiedy nasze usta się spotkały, Massimo natarł na mnie z całą siłą, mocno i zachłannie otwierając je coraz szerzej. Nasze języki wiły się w jednym rytmie. Jego ciało opadało na mnie, a ramiona splotły się wokół moich barków. Zdecydowanie było czuć, że oboje siebie pragniemy, języki i wargi pieprzyły się ze sobą, mocno i namiętnie, pokazując nasz niemal identyczny seksualny temperament.

Po chwili, kiedy adrenalina odpłynęła, a ja lekko ochłonęłam, zorientowałam się, co robię.

– Zaczekaj, przestań – powiedziałam, odpychając go od siebie.

Czarny nie zamierzał przestawać. Chwycił mnie mocno za nadgarstki, którymi wymachiwałam, i przycisnął je do białego materaca. Uniósł moje ręce i złapał obie jedną dłonią. Druga powędrowała wzdłuż mojego uda w górę, wspinając się do chwili, kiedy napotkała koronkowe majtki. Chwycił je, odrywając swoje usta od moich. Blade światło oddalonych latarni oświetlało moją przerażoną twarz. Nie walczyłam z nim, i tak nie miałam szans. Leżałam spokojnie, a po policzkach płynęły mi łzy. Widząc to, puścił moje dłonie, podniósł się i usiadł, opierając stopy na mokrej trawie.

– Mała... – wyszeptał ciężko – kiedy przez całe życie używasz tylko przemocy i o wszystko musisz walczyć, trudno jest reagować inaczej, kiedy ktoś odbiera ci przyjemność, której pragniesz.

Podniósł się i przejechał ręką po włosach, ja natomiast nawet nie drgnęłam, wciąż leżąc bez ruchu na plecach. Byłam wściekła, a jednocześnie szkoda mi było Massima. Odnosiłam wrażenie, że nie jest jednym z tych mężczyzn, którzy katują kobiety i biorą je siłą. Jemu takie postępowanie wydawało się normalne. Mocny dotyk, bo tak bym to nazwała, był dla niego tak oczywisty jak uścisk dłoni. Prawdopodobnie również nigdy na nikim mu nie zależało, nie musiał się starać ani dbać o niczyje uczucia. Teraz chciał wyegzekwować wzajemność od kobiety, a jedynym sposobem, w jaki umiał to zrobić, był przymus.

Z przerażającej ciszy wyrwał nas dźwięk wibrującej w jego spodniach komórki. Czarny wyciągnął telefon, popatrzył na wyświetlacz i odebrał. Kiedy rozmawiał, wytarłam oczy i podniosłam się z leżanki. Spokojnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Byłam zmęczona, trochę pijana i całkowicie zdezorientowana. Chwilę mi to zajęło, ale w końcu dotarłam do pokoju i wyczerpana padłam na łóżko. Nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?

Inne książki tego autora