365 dni

Tekst
Z serii: 365 dni #1
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
365 dni
365 dni
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 67,80  54,24 
365 dni
Audio
365 dni
Audiobook
Czyta Ewa Abart
39,90  29,13 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 3

Kiedy otworzyłam oczy, w pokoju było już jasno. Leżałam w białej pościeli, miałam na sobie koszulkę i figi – z tego, co pamiętałam, zasypiałam w szlafroku. Czy Czarny mnie przebrał? Żeby to zrobić, musiałby najpierw mnie rozebrać, co by znaczyło, że widział mnie nago. Ta myśl nie wydała się zbyt przyjemna, mimo że Massimo był zniewalająco przystojnym mężczyzną.

Przed oczami przeleciały mi wydarzenia ostatniej nocy. Z przerażeniem głęboko wciągnęłam powietrze i zakryłam twarz kołdrą. Te wszystkie informacje, trzysta sześćdziesiąt pięć dni, które mi dawał, moja rodzina, niewierność Martina i śmierć tego człowieka – to było za dużo jak na jedną noc.

– Nie ja cię przebrałem – usłyszałam stłumiony przez kołdrę głos.

Powoli zsunęłam ją z twarzy, by spojrzeć na Czarnego. Siedział w wielkim fotelu obok łóżka. Tym razem miał na sobie zdecydowanie mniej oficjalny strój – szare spodnie od dresu i białą koszulkę na szerokich ramiączkach, która uwidaczniała jego rozłożyste barki i pięknie wyrzeźbione ręce. Był boso, a jego włosy były potargane; gdyby nie fakt, że wyglądał świeżo i apetycznie, pomyślałabym, że dopiero wstał z łóżka.

– Maria to zrobiła – kontynuował. – Nawet nie było mnie wtedy w pokoju. Obiecałem ci, że bez twojej zgody nic się nie wydarzy, choć nie będę ukrywał, że byłem ciekaw i miałem ochotę popatrzeć. Zwłaszcza że byłaś nieprzytomna, taka bezbronna i wreszcie miałem pewność, że kolejny raz nie dostanę w twarz. – Mówiąc to, z rozbawieniem uniósł brwi, a ja pierwszy raz widziałam, jak się uśmiecha. Był beztroski i zadowolony. Zdawał się zupełnie nie pamiętać o dramatycznych wydarzeniach wczorajszej nocy.

Podniosłam się i oparłam o zagłowie drewnianego łóżka. Massimo, nadal z młodzieńczym figlarnym uśmiechem, poprawił się lekko w fotelu, zarzucił prawą nogę na lewe kolano i czekał na pierwsze słowa z moich ust.

– Zabiłeś człowieka – wyszeptałam, a do moich oczu napłynęły łzy. – Zastrzeliłeś go i zrobiłeś to tak zwyczajnie, jak ja kupuję kolejną parę butów.

Oczy Czarnego znowu zmieniły się w lodowate i zwierzęce, uśmiech zniknął z jego twarzy. Zastąpiła go maska powagi i bezkompromisowości, którą już znałam.

– Zdradził rodzinę, a rodzina to ja, więc zdradził mnie. – Pochylił się nieco. – Mówiłem ci, ale chyba sądziłaś, że to żart. Ja nie uznaję sprzeciwu i nieposłuszeństwa, Lauro, a nic nie jest dla mnie ważniejsze niż lojalność. Nie jesteś jeszcze gotowa na to wszystko, a na taki widok jak wczoraj pewnie nigdy nie zdołasz się przygotować.

Tu urwał i podniósł się z fotela. Podszedł do mnie i usiadł na brzegu łóżka. Przeczesał delikatnie moje włosy palcami, jakby sprawdzał, czy jestem prawdziwa. W pewnym momencie wsunął mi dłoń pod głowę i mocno złapał za włosy przy samej skórze. Przerzucił lewą nogę przez moje ciało i usiadł nade mną okrakiem, unieruchamiając mnie. Jego oddech przyspieszył, a oczy zapłonęły pożądaniem i zwierzęcą dzikością. Byłam sztywna ze strachu, co na pewno odmalowało się na mojej twarzy. Massimo widział ten lęk i wyraźnie go kręcił.

Po wydarzeniach wczorajszej nocy wiedziałam, że ten człowiek nie żartuje, że jeśli chcę, by moja rodzina była bezpieczna i spokojna, muszę zaakceptować warunki, które mi stawiał.

Czarny coraz mocniej zaciskał dłoń na moich włosach, wodząc nosem po mojej twarzy. Mocno wciągał powietrze do płuc, chłonąc zapach mojej skóry. Chciałam zamknąć oczy, aby okazać mu lekceważenie i udać, że mnie to nie rusza, ale zahipnotyzowana jego dzikim spojrzeniem nie mogłam oderwać od niego oczu. Nie dało się ukryć, że był przepięknym mężczyzną, bardzo w moim typie. Czarne oczy, ciemne włosy, cudowne, ogromne, pięknie zarysowane usta, kilkudniowy zarost, który teraz delikatnie łaskotał moje policzki. A do tego to ciało! Długie, smukłe oplatające mnie nogi, potężnie umięśnione ramiona i rozbudowana klatka piersiowa, którą było widać przez mocno opiętą koszulkę na ramiączkach.

– To, że nie zrobię nic bez twojej zgody, nie jest równoznaczne z tym, że będę umiał się powstrzymać – wyszeptał, patrząc mi w oczy.

Jego dłoń w moich włosach mocno pociągnęła mnie, głębiej wciskając w poduszkę. Wydałam z siebie cichy jęk. Na ten dźwięk Massimo głośno wciągnął powietrze. Delikatnie i powoli wsunął prawą nogę pomiędzy moje uda i mocno przywarł do mnie swoją męskością. Poczułam na moim biodrze, jak bardzo mnie pragnął. Ja natomiast odczuwałam jedynie strach.

– Chcę cię mieć, Lauro, chcę posiadać cię całą... – Wodził nosem po mojej twarzy. – Kiedy jesteś taka krucha i bezbronna, kręcisz mnie najbardziej. Chcę cię pieprzyć tak, jak jeszcze nikt tego nie robił, chcę zadawać ci ból i dawać ukojenie. Chcę być dla ciebie ostatnim kochankiem...

Wypowiadał wszystkie te słowa, a jego biodra rytmicznie ocierały się o moje ciało. Zrozumiałam, że gra, w której miałam wziąć udział, właśnie się rozpoczęła. Nie miałam nic do stracenia, kolejne trzysta sześćdziesiąt pięć dni mogłam spędzić albo walcząc z tym człowiekiem, co z góry skazane było na porażkę, albo poznać zasady gry, którą dla mnie szykował, i wziąć w niej udział. Podniosłam powoli ręce za głowę i położyłam je na poduszce, okazując mu poddanie i bezbronność. Czarny, widząc to, puścił moje włosy i splótł swoje palce z moim dłońmi, przyciskając je do poduszki.

– Tak zdecydowanie lepiej, mała – wyszeptał. – Cieszę się, że zrozumiałaś.

Massimo coraz szybciej i mocniej napierał na moje biodro swoim imponującym kutasem, którego czułam aż na brzuchu.

– Chcesz mnie? – zapytałam, lekko podnosząc głowę, tak że dolną wargą przejechałam po jego brodzie.

Jęknął i zanim się zorientowałam, jego język już rozsadzał moje usta, wpychał go szaleńczo i głęboko, zachłannie szukając mojego. Poluźnił uścisk na moich dłoniach tak, że mogłam uwolnić prawą rękę. Zajęty pocałunkami nie zauważył, jak uciekłam z jego uścisku. Uniosłam prawe kolano i odepchnęłam go od siebie, jednocześnie wymierzając mu siarczysty policzek uwolnioną dłonią.

– To jest ten szacunek, który mi gwarantowałeś?! – wrzasnęłam. – Jeszcze wczoraj, z tego, co pamiętam, miałeś czekać na moje wyraźne pozwolenie, a nie sugerować się źle odczytanymi znakami.

Czarny zastygł w bezruchu, a kiedy odwrócił głowę w moją stronę, oczy miał spokojne i bez wyrazu.

– Jeśli jeszcze raz mnie uderzysz...

– To co? Zabijesz mnie? – odszczeknęłam się, zanim skończył.

Massimo usiadł w nogach łóżka i patrzył na mnie przez chwilę, po czym roześmiał się czystym i szczerym śmiechem. Wyglądał jak młody chłopak, którym chyba był – nie miałam pojęcia, ile ma lat, ale w tej chwili sprawiał wrażenie młodszego ode mnie.

– Jakim cudem nie jesteś Włoszką? – zapytał. – To nie jest słowiański temperament.

– A ile znasz Słowianek?

– Taka jedna mi w zupełności wystarczy – powiedział rozbawiony i zeskoczył z łóżka. Odwrócił się w moją stronę i z uśmiechem oznajmił:

– To będzie fajny rok, ale muszę robić szybsze uniki, bo tracę przy tobie czujność, mała.

Ruszył do drzwi, ale zanim przekroczył próg, przystanął i spojrzał na mnie.

– Twoje rzeczy zostały przywiezione, a Domenico poukładał je w szafach. Nie jest ich zbyt wiele, choć jak na kogoś, kto wybrał się na pięciodniowy urlop, i tak masz zaskakująco dużo ubrań i jeszcze więcej butów. Musimy zadbać o twoją garderobę, dlatego po południu, kiedy wrócę, pojedziemy kupić ci trochę ciuchów, bielizny i czego tylko będziesz potrzebować. Ten pokój jest twój, chyba że znajdziesz w domu inny, który bardziej ci się spodoba, wtedy go zmienimy. Cała służba wie, kim jesteś, jeśli czegoś będzie ci trzeba, wystarczy, że zawołasz Domenica. Samochody i kierowcy są do twojej dyspozycji, choć wolałbym, żebyś po wyspie nie podróżowała sama. Dostaniesz ochronę, która postara się nie rzucać w oczy. Telefon i komputer oddam ci wieczorem, ale warunki korzystania z tych urządzeń będziemy musieli jeszcze omówić.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami i zastanawiałam się, co czuję. Nie do końca mogłam się skupić, czując zapach śliny Massima na swoich wargach. Naprężona erekcja pulsowała w jego spodniach, pochłaniając moją uwagę. Niezaprzeczalnie i bezsprzecznie mój oprawca bardzo mnie kręcił. Nie potrafiłam tylko odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcę podświadomie zemścić się na Martinie za jego zdradę, czy może zwyczajnie chcę Czarnemu udowodnić, jaka jestem twarda.

Massimo kontynuował.

– Rezydencja ma prywatną plażę, skutery wodne i motorówki, ale na razie nie wolno ci z nich korzystać. W ogrodzie jest basen, Domenico wszystko ci pokaże, będzie twoim osobistym asystentem oraz tłumaczem, jeśli zajdzie taka potrzeba, część osób w domu nie zna angielskiego. Wybrałem go, bo tak jak ty kocha modę, a poza tym jesteście w podobnym wieku.

– Ile masz lat? – przerwałam mu. Puścił klamkę i oparł się o futrynę drzwi. Ojcowie chrzestni mafii chyba powinni być starzy?

Massimo zmrużył oczy i nie przestając patrzeć mi w oczy, odpowiedział:

– Nie jestem capo di tutti capi, oni faktycznie są starsi, jestem capofamiglia, czyli don. Ale to zbyt długa opowieść, więc jeśli tak bardzo cię to interesuje, wyjaśnię ci to później.

Odwrócił się i ruszył długim korytarzem, aż zniknął, wchodząc w któreś z dziesiątek drzwi. Leżałam tak jeszcze przez chwilę, analizując swoje położenie. Myślenie o tej sytuacji jednak mnie męczyło, więc postanowiłam zagospodarować sobie jakoś czas. Pierwszy raz miałam okazję obejrzeć posiadłość w świetle dziennym. Mój pokój miał pewnie z osiemdziesiąt metrów i było w nim wszystko, czego kobieta może zapragnąć. Na przykład wielka garderoba żywcem jak z Seksu w wielkim mieście, tyle tylko, że ta była prawie pusta. Rzeczy, które zabrałam ze sobą na Sycylię, wypełniły może jedną setną ogromnego pomieszczenia. Półki na buty świeciły pustkami, prowokując do zakupów, a dziesiątki szuflad skrywały jedynie atłasowe wyściółki na biżuterię.

 

Poza garderobą miałam do dyspozycji także gigantyczną łazienkę, z której korzystałam w nocy, biorąc prysznic. Wtedy byłam zbyt oszołomiona, aby zwrócić uwagę na jej imponujące wyposażenie. Wielka otwarta kabina miała funkcję sauny parowej oraz poprzeczne dysze do masażu, wyglądające jak uchwyty na ręczniki z dziurkami. W toaletce z lustrem z zachwytem odkryłam kosmetyki wszystkich swoich ulubionych marek: Dior, YSL, Guerlain, Chanel i całą masę innych. Na blacie umywalki stały flakony perfum, wśród których znalazłam ukochany przeze mnie zapach Lancôme Midnight Rose. W pierwszym momencie zastanawiałam się, skąd wiedział, ale przecież on wiedział wszystko, więc taka prozaiczna rzecz jak perfumy, które notabene mógł zobaczyć w moim bagażu, nie były tajemnicą. Wzięłam prysznic, długi i gorący, umyłam włosy, które już bardzo tego potrzebowały, i ruszyłam do garderoby, by wybrać coś wygodnego do ubrania. Na dworze było trzydzieści stopni, więc sięgnęłam po długą malinową lekką sukienkę bez pleców, do tego sandałki na koturnach. Miałam zamiar wysuszyć włosy, ale zanim się ubrałam, już wyschły. Pospinałam je zatem w niedbały kok i ruszyłam przez korytarz.

Dom wyglądał trochę jak willa z Dynastii, tyle tylko, że we włoskiej wersji. Był ogromny i imponujący. Przechadzając się po kolejnych pomieszczeniach, odkrywałam następne portrety kobiety z wizji Massima. Były niezwykle piękne i pokazywały mnie w rozmaitych ujęciach i pozach. Nadal nie mogłam zrozumieć, jak to możliwe, że tak dokładnie mnie zapamiętał.

Zeszłam do ogrodu, nie spotykając po drodze nawet jednej osoby. Co za służba?, pomyślałam, przechadzając się po zadbanych i precyzyjnie zaprojektowanych alejkach. Odkryłam zejście na plażę. Faktycznie, była tam przystań, w której przycumowano piękną białą motorówkę oraz kilka skuterów wodnych. Zdjęłam buty i weszłam na pokład łodzi. Kiedy zaskoczona odkryłam, że kluczyki leżą obok stacyjki, ucieszyłam się, a przez głowę przebiegł mi niecny plan, który przewidywał złamanie zakazów Czarnego. Kiedy tylko dotknęłam breloczka, usłyszałam za sobą głos.

– Wolałbym, żeby pani się dziś powstrzymała od tej wycieczki.

Odwróciłam się przestraszona i ujrzałam młodego Włocha.

– Domenico! Ja tylko chciałam sprawdzić, czy pasują – powiedziałam z idiotycznym uśmiechem na twarzy.

– Mogę panią zapewnić, że pasują, a jeśli chce się pani przepłynąć, to po śniadaniu to zorganizujemy.

Jedzenie! Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam. Nie wiem, ile dni spędziłam, śpiąc, właściwie; zupełnie nie wiedziałam, jaki mamy dzień, a nawet którą godzinę. Na myśl o jedzeniu mój brzuch odezwał się do mnie „rykiem z głębi”. Och, byłam naprawdę głodna, ale przez wszystkie emocje, które ostatnio mi towarzyszyły, zupełnie o tym zapomniałam.

Domenico znanym mi gestem wskazał zejście z łodzi, podał rękę i sprowadził na pomost.

– Pozwoliłem sobie przygotować śniadanie w ogrodzie, dziś nie jest bardzo upalnie, więc tak będzie przyjemniej – rzekł do mnie.

No faktycznie, pomyślałam, trzydzieści stopni to prawie chłód, więc czemu nie.

Młody Włoch poprowadził mnie przez alejki na ogromny taras z tyłu rezydencji. Mój pokój chyba ma balkon na tę część ogrodu, gdyż widok wydawał mi się zaskakująco znajomy. Na kamiennej podłodze stała prowizoryczna altana, do złudzenia przypominająca boksy w restauracji, w której jedliśmy pierwszej nocy. Miała grube drewniane podpory, do których przyczepiono ogromne płachty białego płótna chroniące przed słońcem. Pod falującym dachem ustawiono wielki stół z identycznego drewna jak podpory i kilka wygodnych foteli z białymi poduchami.

Śniadanie było iście królewskie, więc mój głód nagle potężnie wezbrał. Patery serów, oliwki, cudowne wędliny, naleśniki, owoce, jajka – było tam wszystko, co kochałam. Zasiadłam przy stole, a Domenico zniknął. Niby przyzwyczaiłam się do samotnych posiłków, ale ten widok i ta ilość jedzenia aż prosiły się o kompana. Po chwili młody Włoch wrócił i położył przede mną gazety.

– Pomyślałem, że zechce pani przejrzeć prasę. – Odwrócił się i ponownie zniknął we wnętrzu willi.

Ze zdziwieniem patrzyłam na „Rzeczpospolitą”, „Wyborczą”, polską wersję „Vogue’a” i kilka plotkarskich tytułów. Od razu było mi lepiej, mogłam się dowiedzieć, co słychać w Polsce. Nakładając na talerz kolejne pyszności i wertując gazety, zastanawiałam się, czy przez najbliższy rok właśnie w ten sposób będę poznawać wiadomości ze swojego kraju.

Po zakończonym posiłku nie miałam siły na nic, było mi niedobrze. Najwyraźniej zjedzenie takiej ilości po kilkudniowej głodówce nie było najlepszym pomysłem. W oddali, na krańcu ogrodu, dostrzegłam leżankę z białymi poduchami i rozpostartym nad nią baldachimem. To będzie idealne miejsce na przeczekanie niestrawności, oceniłam i ruszyłam w tę stronę, biorąc pod pachę resztę nieprzejrzanej prasy.

Zdjęłam buty i weszłam na puszysty środek drewnianego kwadratu, rzucając obok gazety. Umościłam się wygodnie. Widok był oszałamiający: małe łódeczki na morzu falowały w jego powolnym rytmie, gdzieś w oddali motorówka ciągnęła wielki spadochron z przyczepioną do niego parą, lazurowa woda aż się prosiła, by do niej wskoczyć, a wystające z głębi monumentalne skały były obietnicą cudownych widoków dla miłośników nurkowania. Od morza wiał przyjemny, chłodny wiatr, a rosnący w moim organizmie cukier powodował, że coraz głębiej zapadałam się w miękkie podłoże.

– Zamierzasz przespać kolejny dzień? – Obudził mnie cichy szept z brytyjskim akcentem.

Otworzyłam oczy, Massimo siedział na brzegu leżanki i patrzył na mnie łagodnie.

– Stęskniłem się – powiedział, biorąc moją dłoń do ust i delikatnie całując. – Nigdy w życiu nie powiedziałem tego nikomu, bo nigdy tego nie czułem. Cały dzień myślałem o tym, że wreszcie tu jesteś, i musiałem wrócić.

Częściowo jeszcze oszołomiona drzemką, leniwie przeciągałam się, prężąc w lekkiej sukience, która zdradzała moje kształty. Czarny wstał i stanął obok. Jego wzrok znowu zapłonął dziką i zwierzęcą żądzą.

– Czy możesz tego nie robić? – zapytał, rzucając mi ostrzegawcze spojrzenie. – Jeśli kogoś prowokujesz, licz się z tym, że twoje działanie może się okazać skuteczne.

Widząc jego wzrok, zerwałam się na równe nogi i stanęłam przed nim. Bez butów nie sięgałam mu nawet do brody.

– Zwyczajnie się przeciągam, to naturalny odruch po przebudzeniu, ale skoro ci to przeszkadza, oczywiście nie zrobię tego więcej w twojej obecności – powiedziałam z obrażoną miną.

– Myślę, że doskonale wiesz, co robisz, mała – odparł Massimo, unosząc mi brodę kciukiem. – Ale skoro już wstałaś, to możemy jechać. Trzeba ci kupić kilka rzeczy przed wyjazdem.

– Wyjazdem? To ja się gdzieś wybieram? – zapytałam, splatając ręce na piersiach.

– Owszem, i ja także. Mam kilka spraw do załatwienia na kontynencie, a ty będziesz mi towarzyszyć. W końcu zostało mi już tylko trzysta pięćdziesiąt dziewięć dni.

Massimo był wyraźnie rozbawiony, jego beztroski nastrój szybko mi się udzielił. Staliśmy tak zwróceni twarzami do siebie, jak dwójka flirtujących na boisku szkolnym nastolatków. Między nami przepływały napięcie, strach, pożądanie. Wydawało mi się, że oboje odczuwamy te same emocje, z tą tylko różnicą, że baliśmy się prawdopodobnie zupełnie różnych rzeczy.

Czarny trzymał ręce w kieszeniach luźnych ciemnych spodni, jego rozpięta do połowy koszula w tym samym kolorze ukazywała drobne włoski na klatce piersiowej. Wyglądał apetycznie i zmysłowo, kiedy wiatr rozwiewał jego zadbaną fryzurę. Kolejny raz potrząsnęłam głową, wyrzucając z niej niestosowne moim zdaniem myśli.

– Chciałabym porozmawiać – wydusiłam z siebie spokojnie.

– Wiem, ale nie teraz. Przyjdzie na to pora podczas kolacji, musisz wytrzymać. Chodź.

Złapał mnie za rękę w nadgarstku, podniósł z trawy moje buty i ruszył w kierunku domu. Przeszliśmy przez długi korytarz i znaleźliśmy się na podjeździe. Stanęłam na kamiennej powierzchni, jakbym wrosła w ziemię. Na znany mi już widok horror poprzedniej nocy powrócił. Massimo poczuł, jak mój nadgarstek robi się miękki i wiotki. Wziął mnie na ręce i wsadził do zaparkowanego kilka metrów dalej czarnego SUV-a. Mrugałam nerwowo oczami, próbując załapać ostrość i usiłując wyswobodzić się z koszmaru, który cały czas jak zacinający się film przewijał mi się w głowie.

– Jeśli za każdym razem, kiedy będziesz próbowała wyjść z domu, zamierzasz tracić przytomność, każę skuć i zmienić cały podjazd – oświadczył spokojnie, trzymając palce na moim nadgarstku i patrząc na zegarek. – Serce zaraz ci wyskoczy, więc postaraj się uspokoić, bo inaczej będę musiał znowu dać ci leki, a oboje wiemy, że śpisz po nich parę godzin.

Chwycił mnie i posadził sobie na kolanach. Przytulił moją głowę do swojej klatki, wplótł palce we włosy i zaczął się rytmicznie, leciutko kiwać.

– Kiedy byłem mały, moja mama tak robiła. W większości przypadków pomagało – powiedział łagodnym tonem, głaszcząc mnie po głowie.

Był pełen sprzeczności. Czuły barbarzyńca – to określenie idealnie do niego pasowało. Niebezpieczny, nieznoszący sprzeciwu, władczy, a jednocześnie opiekuńczy i delikatny. Połączenie tych wszystkich cech przerażało mnie, fascynowało i intrygowało jednocześnie.

Powiedział do kierowcy coś po włosku i przycisnął guzik na panelu obok, co spowodowało, że szyba przed nami zamknęła się, zapewniając prywatność. Samochód ruszył, a Czarny nie przestawał głaskać moich włosów. Po chwili byłam już zupełnie spokojna, a moje serce biło rytmicznie i miarowo.

– Dziękuję – wyszeptałam, zsuwając się z jego kolan i siadając obok.

Taksował mnie badawczo wzrokiem, upewniając się, że nic mi nie jest.

Chcąc uniknąć jego przenikliwego spojrzenia, wyjrzałam przez okno i zorientowałam się, że cały czas jedziemy pod górę. Spojrzałam wyżej i zobaczyłam przepiękny widok rozpościerający się ponad naszymi głowami. Miasto na skałach, zdawało mi się, że już je widziałam.

– Gdzie dokładnie jesteśmy? – zapytałam.

– Willa stoi na zboczach Taorminy, a my jedziemy do miasta. Myślę, że ci się spodoba – powiedział, nie odrywając wzroku od szyby.

Inne książki tego autora