The Kissing BoothTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 7

Reszta tygodnia minęła szybko – byliśmy zajęci wybieraniem piosenek do budki, malowaniem szyldu, kompletowaniem wszystkich potrzebnych dekoracji i robieniem transparentów i plakatów – nie wspominając już o codziennych obowiązkach takich jak praca domowa.

A kiedy przychodziłam do domu Lee, starałam się unikać Noah.

Nadal byłam na niego zła i nie chciałam kolejnej awantury.

Przez cały piątek nie mogłam usiedzieć w miejscu.

Wieczorem szłam do kina z Codym. Umówiliśmy się przed wejściem o siódmej. Postanowiłam wycelować tak, żeby spóźnić się pięć minut. W końcu trzeba chwilę potrzymać chłopaka w niepewności, prawda?

W domu przeszukałam całą szafę. Trochę trzęsły mi się ręce i miałam płytki oddech. Nachodziło mnie mnóstwo wątpliwości, ale postanowiłam się nimi nie przejmować.

Chciałam się ładnie ubrać, nie wyglądając przy tym na zdesperowaną. Szliśmy tylko do kina, więc nie mogłam się za bardzo odstawić. Cody był niewiele wyższy ode mnie, czyli obcasy odpadały.

Wybrałam ciemnoszare dżinsy. W porządku. Robię postępy.

Ale nadal miałam tylko połowę stroju.

Nie poprosiłam koleżanek o radę: za bardzo wstydziłam się przyznać, że jeszcze nigdy nie byłam na randce i nie wiem, jak się ubrać do kina. Oczywiście ciągle chodziłam na różne filmy z chłopakami, ale to byli moi kumple. Teraz sytuacja wyglądała inaczej. Kolegów nie obchodziło, co mam na sobie, a teraz… Cody na pewno zwróci na to uwagę.

Wiedziałam, że panikuję bez powodu, ale nie mogłam na to nic poradzić.

W końcu zdecydowałam się na bladoróżowy sweter z rękawami trzy czwarte. Dekolt miał obszyty o ton ciemniejszą koronką, więc nie był zupełnie zwyczajny. Dobrałam do niego srebrny naszyjnik i kilka bransoletek i uznałam, że wszystko do siebie pasuje.

Chociaż może powinnam włożyć coś, w czym wyglądam korzystniej? Ten sweter nie podkreślał mi biustu – a trzeba pokazywać swoje atuty, prawda? Czy lepiej nie?

Zerknęłam na zegarek.

Cholera. Było już pięć minut po godzinie, o której chciałam wyjść z domu.

Musiałam zostać w tym swetrze.

– Pa! – krzyknęłam, zbiegając po schodach.

– Baw się dobrze! – zawołał tata.

Brad był całkowicie pochłonięty swoją grą komputerową. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zobaczyłam, że samochód Lee już stoi na podjeździe. Ups.

Obiegłam go i wskoczyłam do środka.

– Przepraszam – wysapałam zdyszana. – Ale nic się nie stanie, jeśli każę na siebie chwilę zaczekać, prawda? – zaśmiałam się nerwowo, a potem spojrzałam w bok i jęknęłam przeciągle.

– Noah. Co ty tu robisz?

– Lee musi pomóc w domu. A to znaczy, że mnie przypada rola twojego szofera.

– Gdybym o tym wiedziała, zamówiłabym taksówkę albo poprosiłabym tatę, żeby mnie podwiózł. Dlaczego Lee nie uprzedził mnie SMS-em?

– Myślałem, że to zrobił.

– Nie.

– No to nie wiem. – Noah odwrócił się na siedzeniu i obrzucił mnie krytycznym spojrzeniem.

Obciągnęłam nerwowo sweter.

– Może być? Nie wiem, czy nie jest zbyt zwyczajny… Przez wiadomą osobę nie mam żadnego doświadczenia.

Uśmiechnął się oschle.

– Jest w porządku.

– A jak moje włosy?

– Okej? – odpowiedział niepewnie. Wrzucił bieg i wzruszył ramionami. – Przynajmniej ubrałaś się normalnie.

– Jak to normalnie?

– Tak jak się zazwyczaj ubierasz. To znaczy nie odsłaniasz za dużo ciała ani nic.

– Wow. Chyba prawie powiedziałeś mi komplement.

– Nie do końca. Ale słuchaj, Elle, jeśli ten koleś chociaż cię tknie, to…

– Noah. On jest chłopakiem, a ja dziewczyną. Mnóstwo ludzi całuje się na pierwszej randce, wiesz? Przecież nie spróbuje się ze mną przespać w połowie filmu. Nie mówimy o tobie.

Noah znów wzruszył ramionami, krzywiąc się lekko.

– Ja tylko uprzedzam…

Chwilę jechaliśmy w milczeniu.

– Przez ostatni tydzień rozmawialiśmy chyba częściej niż przez ostatni rok – zauważyłam mimochodem.

– Fakt. To dziwne.

Przewróciłam oczami. Okej, zdecydowanie nic się między nami nie działo, mimo że ciągle mi się podobał. Byłam mu całkowicie obojętna, budziłam w nim tylko instynkt opiekuńczy. A ja zmarnowałam na niego tyle czasu…

Ale i tak świetnie wyglądał. Zwłaszcza teraz, w blasku lampek na desce rozdzielczej, z włosami wpadającymi w oczy…

Halo, Ziemia do Elle! Właśnie jedziesz na randkę z innym chłopakiem!

Otrząsnęłam się z tych myśli.

– Dzięki, że mnie podwiozłeś. Tu mogę wysiąść.

– W porządku. Chcesz, żebym po ciebie przyjechał?

– Cody ma mnie odwieźć do domu. Jeśli tego nie zrobi, zadzwonię po tatę albo po Lee.

– Okej.

Przewróciłam oczami, wysiadłam z samochodu i podeszłam do wejścia do kina.

Rozejrzałam się. Ani śladu Cody’ego. Może mnie wystawił? Sprawdziłam w środku, ale tam też go nie znalazłam. Gdzie on był? Zaczęły mi się trochę pocić ręce; w brzuchu czułam milion motyli.

Po kilku minutach napisałam SMS-a. „Już jestem. Wszedłeś do środka?”

Idealnie. Wiadomość nie brzmiała zbyt rozpaczliwie. Wysłałam ją i czekałam na odpowiedź. Przyszła po trzech i pół minuty.

„Zaraz będę”.

No super. Teraz to ja na niego czekałam. Oparłam się o latarnię i klikałam w telefon, udając, że jestem zajęta, chociaż tak naprawdę włączałam i wyłączałam przypadkowe aplikacje. Miałam nadzieję, że nie widać, jak się martwię i denerwuję.

– Nie przyszedł?

Podskoczyłam z przerażenia, a potem walnęłam Noah w twardą jak stal klatę.

– Nie strasz mnie tak! A skoro chcesz wiedzieć, to Cody już jedzie.

Noah uśmiechnął się złośliwie.

– Myślałem, że to ty miałaś go trzymać w niepewności.

– No cóż…

– A nie mówiłem.

– Noah, idź do domu. Szpiegujesz mnie czy co?

– Ja tylko podziwiam przedstawienie – rzucił. – Naprawdę wyglądasz, jakby ktoś cię wystawił.

– Wątpię, skoro jesteś tu ze mną – odparowałam. – Ha. Już nie wyglądam tak głupio, co? Poza tym Cody pewnie po prostu stoi w korku czy coś takiego. Nic się nie stało.

Noah pokiwał głową z powątpiewaniem. Następną minutę spędziliśmy w milczeniu. Myślałam, że nigdy się nie skończy. Ciągle się zastanawiałam, co powiedzieć, a później przypominałam sobie, że jestem na niego zła, i zamykałam buzię. Pewnie wyglądałam jak ryba, rozdziawiając co chwilę usta.

W dodatku Noah robił wszystko, żeby mnie speszyć: oparł się o latarnię naprzeciwko kina i obserwował, jak nerwowo wykręcam ręce.

– Cześć!

Odwróciłam się i zobaczyłam nadchodzącego Cody’ego.

– Hej.

Cody przeniósł wzrok ze mnie na Noah, który posłał mu najbardziej lodowate spojrzenie, jakie kiedykolwiek widziałam. Było groźne. I wrogie.

Musiałam się powstrzymać, żeby nie zazgrzytać zębami.

– Noah, chyba powinieneś już iść.

Piorunował Cody’ego wzrokiem jeszcze przez chwilę, a potem wzruszył ramionami, wsiadł do samochodu i odjechał bez słowa. Natychmiast odetchnęłam z ulgą i rozluźniłam się.

– Przepraszam, musiałem zatankować, a była straszna kolejka. Jeszcze raz przepraszam. Chodźmy do środka – powiedział Cody, wskazując głową drzwi. Uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim do kina. – Kupisz jakieś przekąski? Ja pójdę po bilety.

– Jasne. Yy, może być solony popcorn?

– Tak, super. – Cody posłał mi uśmiech, który wydał mi się jednak trochę wymuszony. Hm. To pewnie moja bujna wyobraźnia. Zamawiając popcorn, zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam była wybrać czegoś mniej… czegoś, co nie wchodzi między zęby. Bo gdybyśmy mieli się całować, to… Westchnęłam. Zdecydowanie za mało wiedziałam o zasadach randek.

Podziękowałam sprzedawcy i wróciłam do Cody’ego, który czekał na mnie z nachmurzoną miną.

– Skąd się wziął przed kinem Flynn? – zapytał.

Aha, to dlatego był taki niezadowolony!

– Zapomnij o nim. Szkoda gadać – wymamrotałam, kręcąc głową.

– Nie wiedziałem, że się przyjaźnicie.

– Nie przyjaźnimy się. Lee nie mógł mnie podwieźć, więc zrobił to Noah. To znaczy Flynn.

– Aha. Okej.

Gdy weszliśmy na salę, reklamy już się zaczęły. Pozwoliłam Cody’emu wybrać miejsca, a on zdecydował się na siedzenia mniej więcej na środku. Nie w ostatnich rzędach, gdzie obściskiwały się wszystkie pary. Nie byłam pewna, czy to dobrze.

– Chcesz później iść coś zjeść? – szepnęłam, zbierając się na odwagę.

– Przepraszam, już jadłem… nie wiedziałem, że… to znaczy, jeśli jesteś…

– Nie, nie, w porządku – przerwałam mu szybko.

– Cii! – uciszył nas ktoś z tyłu.

Opadłam z powrotem na swój fotel.

Zaczął się film, a ja nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czy Cody wykorzysta stary numer z ziewaniem, przeciągnie się i mnie obejmie? A może położy dłoń na oparciu, żebym wzięła go za rękę? Albo spróbuje mnie pocałować?

Nie wiedziałam jeszcze, czy randka jest udana. Spóźnił się, ale zachowywał się jak dżentelmen. Nie próbował mnie pocałować, ale może miałam za wysokie oczekiwania. Może tylko w książkach i filmach chłopcy robili pierwszy krok i całowali dziewczynę na pierwszej randce? A może Cody denerwował się równie mocno jak ja. Pewnie tak było – miał prawo się bać, skoro Flynn czepiał się każdego chłopaka, który na mnie spojrzał, nie mówiąc już o umawianiu się ze mną.

To było naprawdę idiotyczne. Czasem go nie znosiłam.

Po seansie wyszliśmy z sali, a Cody zaczął rozmowę. Najpierw wymienialiśmy wrażenia, a potem zapytał, jakie lubię filmy. On był fanem science-fiction i thrillerów, ja wolałam filmy akcji i romanse. Mało znaleźliśmy filmów, które podobały się nam obojgu.

 

Gust muzyczny też mieliśmy inny.

Ale Cody był miły i czułam się z nim swobodnie. Po prostu… niewiele nas łączyło.

Przegadaliśmy całą drogę do domu. Kiedy zatrzymał samochód na moim podjeździe, odpięłam pas, ale nie ruszyłam się z miejsca. Udawałam, że jestem zupełnie spokojna, tak jak w filmach. (Zawsze uważałam je za doskonałe źródło wiedzy. Miałam dużo szczęścia, że w weekend obejrzałam John Tucker musi odejść).

– Okej, to dzięki, Cody – powiedziałam. – Dobrze się bawiłam.

– Ja też. Powinniśmy to kiedyś powtórzyć. Masz jeszcze mój numer?

– Tak, nie zgubiłam go przez ten wieczór – zaśmiałam się nerwowo, a on odpowiedział uśmiechem.

Gdy zobaczyłam, że patrzy na moje usta, serce zaczęło mi bić szybciej. O rany. O Boże. Zaraz mnie pocałuje, prawda?

Pochylił się w moją stronę. Tak, na sto procent mnie pocałuje.

Mój pierwszy pocałunek. Pierwszy raz w życiu będę się całować z Codym Kennedym. Był miły, całkiem przystojny i sympatyczny… Ale szczerze mówiąc, nic do niego nie czułam. A co jeśli to będzie pocałunek z języczkiem i nadzieję się na jego kolczyk? W ogóle nie byłam na to gotowa. Czułam się kompletnie nieprzygotowana. Ale to się już działo. Przysuwał się coraz bliżej… Mój pierwszy pocałunek!

Stchórzyłam.

Przekręciłam głowę i zamiast tego dałam mu buziaka w policzek. A potem wysiadłam z samochodu, żeby nie spalić się przy nim ze wstydu. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu, a później ruszyłam do domu najszybciej, jak umiałam, nie zdradzając się ze swoją paniką. Weszłam do środka, zamknęłam za sobą drzwi i oparłam się o nie. Wypuściłam wstrzymywany dotąd oddech i osunęłam się na ziemię, ukrywając twarz w dłoniach.

Ale ze mnie kretynka.

Cody pewnie nie zaprosi mnie na drugą randkę. Sama nie byłam do końca pewna, czy jej chcę, ale gdyby to zaproponował, nie umiałabym odmówić. Przecież jedno spotkanie nie wystarcza, żeby kogoś naprawdę poznać, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jaka byłam zdenerwowana.

W końcu powlekłam się do łóżka, raz w życiu ignorując telefony od Lee. Nie miałam siły z nim teraz rozmawiać. Wolałam przez jakiś czas zadręczać się swoją nieudaną pierwszą randką.

Całe szczęście, że nie obsługuję budki z całusami – pomyślałam z kpiącym uśmieszkiem.

Rozdział 8

Streściłam Lee przebieg randki, a on uśmiechnął się współczująco.

– Ale czy ty w ogóle chciałabyś iść z nim na drugą randkę? Z tego co mówisz, bawiłaś się średnio…

– Właściwie to nie… – wymamrotałam, skubiąc nieistniejący kłaczek na dżinsach. – Ale już sama nie wiem, Gdyby mnie zaprosił, to pewnie bym się zgodziła… Au! Za co to? – krzyknęłam, kiedy Lee klepnął mnie mocno w udo.

– Jesteś za miła! – skarcił mnie. – Widać, że wolisz się z nim przyjaźnić, a takim zachowaniem dałabyś mu fałszywą nadzieję.

– Nie dałabym mu fałszywej nadziei, tylko… drugą szansę. Przecież bratniej duszy nie znajduje się na pierwszej randce. – Lee uniósł brew. – Nie zwodziłabym go!

– Zwodziłabyś. Niechcący. Tym, że jesteś zbyt miła.

Westchnęłam, kładąc się na plecach w trawie.

– Naprawdę tak ze mną źle?

– Dla Noah nie jesteś miła.

– Wiem, ale to Noah. A w ogóle to dzięki. – dodałam sarkastycznie. – Mogłeś mi powiedzieć, że to on mnie odwiezie.

– A no tak. Sorry. Ale jakoś się nie pozabijaliście.

– Uwierz mi, miałam ochotę go zamordować. Wiesz, jak spojrzał na Cody’ego, kiedy się wreszcie pojawił? Przysięgam, twój brat to najbardziej wkurzający dupek na całej planecie.

Lee parsknął śmiechem. Z gniewnym grymasem wbiłam wzrok w chmury nad głową. Były jak kłęby waty cukrowej na tle błękitu nieba. Patrząc na nie, czułam, jak mój oddech staje się coraz bardziej miarowy. Z jakiegoś powodu uspokajało mnie obserwowanie chmur.

– Przepraszam – odezwał się w końcu Lee. – Śmieszy mnie, jak się wkurzasz.

– Nie ma sprawy.

– W każdym razie czy Cody się do ciebie odzywał od randki?

Była trzecia po południu w sobotę, a Cody nie wysłał mi SMS-a ani do mnie nie zadzwonił. Coś mi mówiło, że on też nie bawił się najlepiej.

– Nie – odpowiedziałam.

Lee wzruszył ramionami.

– To nie jest zainteresowany.

– Jak to? Skąd wiesz? Może jest zajęty. Albo udaje niedostępnego czy coś w tym rodzaju.

W uśmiechu Lee znów zobaczyłam współczucie.

– Przykro mi, Elle, on po prostu nie jest zainteresowany. Zaufaj mi. Jestem facetem. Rozumiem sygnały, jakie wysyła gatunek męski do dziewczyn.

– W porządku – wymamrotałam. – Może faktycznie już się mną nie interesuje. Może trzeba się było przemóc i go pocałować.

– Widzisz, znowu zaczynasz – mruknął Lee. – Nie miałaś żadnego obowiązku go całować. Okej, nie było między wami chemii, to nic. Odpuść go sobie.

– Nie mogę się zdecydować, czy twoje rady mi pomagają czy nie.

– Nie jestem dziewczyną. Nie będę rozkładać twojej randki na czynniki pierwsze.

– Przecież przed chwilą słuchałeś, jak ja to robię – wymamrotałam.

– No właśnie.

– Okej, chyba masz rację – westchnęłam. – Pewnie teraz w szkole będzie dziwnie. Jak myślisz?

– Tylko jeśli sama będziesz się dziwnie zachowywać.

– No tak. – Nagle poderwałam się z ziemi i usiadłam tak szybko, że zakręciło mi się w głowie. – Nie mów swojemu bratu, jak kiepsko poszła moja randka, dobrze?

– Po co miałbym to robić?

– No… gdyby cię zapytał. Powiedz, że było spoko. Jeśli będziesz musiał, wyjaśnij, że po prostu między nami nie zaiskrzyło. Ale nie opowiadaj mu wszystkich szczegółów.

– Dobrze… – rzucił podejrzliwie Lee, ale o nic nie zapytał.

Nie chciałam sobie nawet wyobrażać zadowolonej miny Noah, gdyby się dowiedział, jak naprawdę wyglądała randka z Codym. Nieważne, z jakiego powodu nie chciał, żebym miała chłopaka – na razie udawało mu się dopilnować, żebym została singielką.

Westchnęłam cicho, a potem zamknęłam oczy. Poczułam, jak słońce rozgrzewa mi policzki, a Lee kładzie się obok mnie. Trwaliśmy tak, rozkoszując się ciepłym popołudniem, zbyt zadowoleni i rozluźnieni, żeby rozmawiać.

*

Cały weekend minął leniwie. Nie chciało nam się nic robić. Obejrzeliśmy kilka filmów, opalaliśmy się, skakaliśmy na bombę do basenu Lee i próbowaliśmy odrabiać zadanie domowe (bez większych sukcesów). Dlatego zupełnie nie byłam gotowa na nadejście poniedziałku.

Na pierwszej lekcji miałam chemię. Z Codym. Który nie zadzwonił ani nie napisał przez cały weekend. Nie wiedziałam, czy powinnam się przejąć, że mnie nie polubił i nie chce się ze mną umówić drugi raz, czy raczej mieć to w nosie. Kilka osób spytało mnie już SMS-ami i w szkole, jak poszła randka. Wszystkim odpowiadałam, że w porządku, ale nie wiem, czy się jeszcze spotkamy. A kiedy dopytywali, czy się całowaliśmy, przyznawałam, że nie.

Ale teraz musiałam stanąć z nim twarzą w twarz i nie miałam pojęcia, jak się zachować.

Tak, Cody był sympatyczny i miło nam się rozmawiało, ale miałam wrażenie, że nie połączy nas nic więcej niż przyjaźń. On najwyraźniej czuł to samo, skoro się nie odezwał w weekend. Powinno mi to przynieść ulgę – skoro się zgadzamy w tej kwestii, to chyba nie zrobi się między nami zbyt dziwnie?

Odwróciłam się i zobaczyłam, że do mojej szafki podchodzi Dixon.

– O nie! Znów jesteś w spodniach. Tęsknię za spódniczką. Seksownie wyglądałaś.

– Bardzo zabawne.

– Wcale nie żartowałem – rzucił ze śmiechem. Przewróciłam oczami i dalej szukałam w szafce pracy domowej na matematykę. – W każdym razie wszyscy gadają o twojej wielkiej randce z Codym…

– Dlaczego? Nic ciekawego się nie wydarzyło… Naprawdę.

– Tak, wiem… Ale on pierwszy odważył się z tobą umówić.

Wzruszyłam ramionami, usiłując nie zazgrzytać zębami na myśl o Noah i jego nachalnej nadopiekuńczości.

– Cody powiedział wszystkim, że nie chciałaś się z nim całować.

– Nie o to chodzi, że… Czekaj, powiedział to wszystkim? To jego słowa?

– No nie, moje. Kilku chłopaków go wypytywało, a plotka szybko się rozniosła po całej szkole. Bo wiesz, wasza randka była wielkim newsem. No i… teraz wszyscy myślą, że nie chciałaś się z nim całować.

– Po prostu… sama nie wiem…

– Hej, nie musisz się tłumaczyć! – zapewnił mnie Dixon, znów posyłając mi szeroki uśmiech. – Tylko niektórzy będą o tym gadać i zadawać ci pytania, więc przygotuj się na to.

– Dzięki za ostrzeżenie – wymamrotałam.

– Nie ma za co.

Dixon miał rację. Ciągle ktoś do mnie podchodził, pytając:

– Czy to prawda, że nie pocałowałaś Cody’ego? Dlaczego nie chciałaś się z nim całować?

Za pierwszym razem spanikowałam. Nie chciałam im zdradzać prawdziwego powodu, więc wyrzuciłam z siebie coś w stylu:

– Nie czułam się najlepiej, nie chciałam go zarazić.

Co za bzdura. Byłam pewna, że wszyscy przejrzeli moje kłamstwo, ale jeśli tak było, nie dali po sobie niczego poznać.

Gdy weszłam do sali na chemię, Cody już tam był. Zawahałam się, czy usiąść obok niego, ale uśmiechnął się do mnie, więc zajęłam miejsce przy nim.

– Cześć – rzuciłam lekko.

– Wiesz, jeśli byłaś chora w piątek, to mogłaś mi o tym powiedzieć – skomentował.

– Wiem, ale czułam się dobrze i nie chciałam odwoływać randki. – Starałam się mówić z przekonaniem. – Przepraszam.

– Nic się nie stało.

– No… więc… – odchrząknęłam, a Cody zaśmiał się nerwowo.

– Nie chcę wyjść na dupka czy coś takiego, ale… myślałem o tym i…

– Wolisz, żebyśmy zostali przyjaciółmi? – dokończyłam i natychmiast tego pożałowałam, bo uświadomiłam sobie, że mógł dokończyć to zdanie inaczej. No nie, czyżbym wpakowała się w jeszcze większe kłopoty?

– Yy, tak – potwierdził ze speszonym uśmiechem. – Nie obraź się. Po prostu… jakoś do siebie nie pasujemy.

– Spoko – odpowiedziałam radośnie. – Zgadzam się w stu procentach. – Miałam nadzieję, że nie widać, jak mi ulżyło. – Odrobiłeś pracę domową? Nie znam odpowiedzi na ósme pytanie.

I tym sposobem moje życie wróciło na zwykłe (niestety) singielskie tory.

Pracowaliśmy nad szyldem na budkę. Litery były już wycięte, a Lee wygładził brzegi. Teraz wystarczyło je pomalować i przybić do boksu. W domu miałam jakieś dekoracje, zrobiliśmy też plakaty i kilka tablic z ceną.

– Przez cały tydzień wszyscy mnie pytają, co się wydarzyło między tobą a Codym – powiedział Lee.

Była środa po południu, a lekcje już się skończyły. Musieliśmy się pospieszyć, żeby zdążyć ze wszystkim na piątkowy wieczór.

– Nie zdradziłeś im nic obciążającego?

– Nie powiedziałem prawdy, jeśli o to pytasz – zaśmiał się, zanurzając ponownie pędzel w różowej farbie. – Ale nie rozumiem, czemu skłamałaś, że byłaś chora.

– Bo łatwo w to uwierzyć – broniłam się. – I to było pierwsze, co mi przyszło do głowy.

– Okej. Ale wielu chłopaków uważa, że to Noah go odstraszył.

– Wyglądał dość groźnie, kiedy czekałam na Cody’ego – przyznałam, robiąc wzorki na literach, które już wyschły.

Lee wzruszył ramionami. Upłynęło trochę czasu, zanim znów przerwał ciszę.

– Shelly…

– Tak?

– Czy ty się go czasem nie boisz? To znaczy… wiem, że daleko mu do Niesamowitego Hulka, ale potrafi szybko stracić panowanie nad sobą…

– Taki już jest. Dorastałam z nim, więc nie mogłabym się go przestraszyć. Wiem, że niektórych… onieśmiela….

– No tak – skinął głową Lee. Nagle zanurzył pędzel w puszce i opryskał mnie farbą. Różowe kropelki upstrzyły mi twarz, bluzkę, krawat, włosy…

– Lee! – wrzasnęłam.

– Sorry!

Sama też złapałam pędzel i nabrałam na niego czarnej farby, gotowa się zemścić, ale w tym momencie coś zimnego i mokrego wylądowało na mojej szyi, bo Lee znów zaatakował. Wzdrygnęłam się z zaskoczenia, a pędzel wypadł mi z rąk prosto na bluzkę. Lee zwijał się ze śmiechu. Skrzywiłam się, czekając, aż się uspokoi.

– Lee, to nie jest śmieszne.

– Jest! Szko-szkoda, że nie wi-widziałaś swojej… swojej miny! – Ściskał się za bok. Złapałam torbę, piorunując go wzrokiem. – G-gdzie idziesz?

– Do szatni, zmyć to paskudztwo z twarzy – warknęłam. – A ty przestań się śmiać.

– Nie mogę się powstrzymać – wysapał, zgięty w pół. – Ale miałaś minę!

Wypadłam z sali jak burza, trzaskając drzwiami. Wydawało mi się, że w szatni mam zapasową bluzkę. Mieliśmy iść później na burgery i nie chciałam paradować po mieście, wyglądając jak Picasso.

 

Zawsze uważałam, że szatnie w naszej szkole są bardzo dziwne – znajdowały się w szerokim, otwartym korytarzu, obwieszonym różnymi ogłoszeniami, który prowadził do sal fitness z bieżniami i ciężarami, a kończył się wyjściem na boisko. Szatnie dziewczyn były na końcu z lewej, a chłopców z prawej. Gdy weszłam na korytarz, przez drzwi wysypała się cała drużyna futbolowa. Zdążyłam już ściągnąć krawat i rozpiąć dwa guziki w bluzce, bo nie pomyślałam, że mogę nie być sama.

Na mój widok chłopcy zwolnili, a ja stanęłam jak wryta.

I wtedy wszyscy ryknęli śmiechem, jakby nigdy nie widzieli nic równie zabawnego.

– Co się stało? – zapytał Jason, przygryzając wargę, żeby się opanować.

– Malowaliśmy szyld na naszą budkę – wyjaśniłam. – Lee miał puszkę farby. Chyba nie muszę mówić nic więcej.

Jason pokręcił głową. Większość drużyny ruszyła do szatni, wciąż śmiejąc się i oglądając na mnie. Przyłapałam kilku chłopaków na bezwstydnych spojrzeniach na moją rozpiętą bluzkę, więc zasłoniłam się ręką.

– Ej! – rzuciłam, okręcając się na pięcie z szerokim uśmiechem. Wolałam obrócić to w żart niż pokazać, jak się wstydzę. – Aż tak źle wyglądam?

– Wiesz co, ja bym zapłacił, żeby oglądać cię w galerii sztuki – stwierdził jeden z zawodników ze śmiechem. Przewróciłam oczami i odeszłam w stronę szatni dziewczyn, rzucając pożegnanie przez ramię.

Nagle ktoś szarpnął mnie w tył za rękę, a potem przytrzymał, żebym nie upadła.

Odwróciłam się, a gdy zobaczyłam, kto to, z mojej twarzy natychmiast zniknął uśmiech.

– O.

– Co ty wyprawiasz? – syknął Noah. – Elle, nie możesz chodzić półnaga po szkole.

– Dzięki, ale będę chodzić po szkole w takim stroju, jak chcę – warknęłam, wyrywając rękę z jego uścisku. – To nic takiego. Dżizas, przecież nie paraduję w bieliźnie.

– Okej, ale… – Przesunął po mnie wzrokiem i rzucił mi surowe spojrzenie.

– Zostaw mnie wreszcie w spokoju! – krzyknęłam, patrząc na niego z wściekłością. – Serio, nie dość, że jesteś nadopiekuńczy, to jeszcze dostałeś jakiejś… jakiejś obsesji na moim punkcie!

– Co się wydarzyło z Codym? Dobrze wiem, że ta twoja „choroba” to kłamstwo.

Rozdziawiłam usta. Czy on mnie szantażował?

– Chyba nikomu nie powiedziałeś?

Uśmiechnął się złośliwie, zerkając na mnie protekcjonalnie.

– Ja nie plotkuję. Nic nie powiedziałem. Uznałem, że miałaś dobry powód. To co się stało?

– Nic – wzruszyłam ramionami.

– Coś się musiało stać. Znam cię na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy kłamiesz. Powiedz mi prawdę.

Przygryzłam policzek, zastanawiając się, czy zwierzyć się Noah czy kazać mu pilnować własnego nosa. Przyszło mi do głowy, że jeśli będę go zwodzić, dojdzie do idiotycznego wniosku, że Cody zrobił coś nie tak. Zastanawiając się nad tym, mimowolnie zauważyłam, jak seksownie wygląda Noah w stroju do futbolu amerykańskiego, w ochraniaczach na ramiona i kaskiem pod pachą. Włosy miał lekko wilgotne od potu. Co za ciacho!

Postanowiłam mu odpowiedzieć, zanim zauważy, jak się na niego gapię.

– Chciał mnie pocałować na koniec wieczoru, ale ja zamiast tego dałam mu buziaka w policzek. Nie próbował się do mnie dobierać ani nic z tych rzeczy, to była zupełnie normalna sytuacja, a ja zrobiłam z siebie idiotkę, bo odwróciłam głowę. Nic wielkiego się nie stało. Ludzie rozdmuchali to bez sensu. Ja się po prostu wstydzę.

Noah przyglądał mi się przez chwilę, a później zapytał:

– To wszystko? Jesteś pewna?

Odniosłam wrażenie, że próbuje powstrzymać śmiech.

Prychnęłam, gotowa tupnąć nogą ze złości.

– Tak. Jestem absolutnie pewna. Dlaczego zawsze tak dramatyzujesz? Przecież żaden facet z tej szkoły nie zmusi mnie do czegoś, na co nie mam ochoty.

Uniósł brew, jakby chciał powiedzieć, że jestem zbyt naiwna. Wzruszyłam ramionami.

– Mogę już iść zmyć tę głupią farbę z twarzy czy hiszpańska inkwizycja ma jeszcze jakieś bezsensowne pytania?

Uśmiechnął się lekko.

– Ktoś tu ma focha.

– Jestem cała w farbie, a ty urządzasz mi przesłuchanie bez powodu! Nic dziwnego, że humor mi się zepsuł.

Wpadłam do szatni. Spojrzałam na swoje odbicie i… nawet ja musiałam się roześmiać. Wyglądałam jak półtora nieszczęścia! Różowe kropelki skrzyły mi się na włosach i ściekały po twarzy i szyi, tworząc chaotyczny wzór na bluzce…

Mniej było mi do śmiechu, kiedy odkryłam, że farba nie chce zejść.

I kiedy nie znalazłam w szafce ubrań na zmianę.

Po mniej więcej dziesięciu minutach niezmordowanego szorowania udało mi się zmyć część farby z włosów i większość z twarzy. Plamy miałam nawet pod bluzką, więc zdjęłam ją i stałam w staniku i spodniach. Nagle drzwi się otworzyły.

Nie odwróciłam się, myśląc, że to Lee.

– Elle? Lee powiedział, że idzie z chłopakami coś zjeść, ale jeśli potrzebujesz podwózki do domu… – na mój widok Noah umilkł.

Zamarłam w bezruchu przed lustrem, mrugając bezradnie. Czułam piekące gorąco na policzkach. Odwróciłam głowę w nadziei, że nie rumienię się tak mocno jak moje odbicie.

– Co? – rzuciłam gniewnie.

– Nic.

– Nie, co mówiłeś?

– A. A tak, no więc, yy, Lee idzie z chłopakami coś zjeść, ale powiedział, że jeśli chcesz jechać prosto do domu, to mam cię podwieźć. A biorąc pod uwagę, że nadal wyglądasz jak jakiś Picasso…

Spojrzałam na plamki farby na swoim obojczyku i parsknęłam śmiechem, usiłując pokryć w ten sposób zakłopotanie, że Noah widzi mnie w staniku. Chodziłam przy nim w bikini, ale z jakiegoś powodu teraz czułam się… inaczej.

– No tak. Powiedz Lee, żeby jechał beze mnie.

– Okej. Długo ci to jeszcze zajmie?

Wzruszyłam ramionami.

– Nie wiem. Skoro zawieziesz mnie prosto do domu, to mogę wziąć prysznic tam, więc… – Wciągnęłam wilgotną bluzkę i pośpiesznie zapięłam guziki, a potem zarzuciłam torbę na ramię. – Chodźmy.

Nie cieszyłam się na wspólny powrót do domu. Obawiałam się kolejnego wykładu.

– Jak praca nad budką? – zagaił Noah, kiedy szliśmy przez parking. Zerknęłam na niego podejrzliwie, a on złapał moje spojrzenie i wzruszył lekko ramionami. – No co? – zapytał. – Nie mogę z tobą rozmawiać?

W odpowiedzi uniosłam tylko sceptycznie brwi.

Znów wzruszył ramionami.

– Nieważne. To co, odpowiesz mi czy nie?

Westchnęłam, zaciskając na chwilę powieki. Czułam, że powinnam być na niego zła, ale nie umiałam znaleźć żadnego dobrego powodu.

Chyba po prostu Noah miał na mnie dziwny wpływ. Tylko jeszcze nie wiedziałam jaki.

– Praca idzie dobrze. Mamy jeszcze trochę do zrobienia przed piątkiem, ale damy radę. O ile Lee nie zacznie znowu malować mnie zamiast liter.

– No cóż, muszę przyznać, że do twarzy ci z impresjonizmem.

Stanęłam jak wryta, a Noah przeszedł jeszcze kilka kroków, zanim się zorientował, że nie idę obok niego. Uniosłam brwi.

– Co?

– To chyba był komplement. Noah Flynn właśnie powiedział mi komplement. Niech ktoś zawiadomi prasę.

Prychnął sarkastycznie, ale oczy rozbłysły mu rozbawieniem. Uśmiechnęłam się lekko i dołączyłam do niego.

– Przyjdziesz na festyn? – zapytałam.

– Tak. Właściwie to nie mam wyboru. To jedno z tych wydarzeń, na którym obecność jest „zalecana”. Nauczyciele chcą, żebyśmy wzmacniali „więzi społeczne” i tego typu bzdury.

– Myślisz, że zajrzysz do budki z całusami?

Uniósł jedną brew i spojrzał na mnie wyzywająco.

– A dlaczego pytasz, Shelly?

– Wszystkie dziewczyny, zwłaszcza te, które obsługują budkę, prosiły, żebym cię namówiła. Szansa na pocałunek z Noah Flynnem to dla niektórych ekscytująca perspektywa.

Uśmiechnął się szerzej.

– Aha. Czyli nie pytasz dla siebie?

Tylko w marzeniach.

– Nie, coś ty.

– Słuchaj, niczego nie obiecuję. Jeśli znów będą pytać, możesz im powiedzieć, że tego nie wykluczam. A pewnie będą pytać, w końcu chodzi o mnie.

– Jesteś taki zadufany w sobie – wymamrotałam, kręcąc głową. Stanęłam w miejscu, szukając wzrokiem jego samochodu. Nigdzie go nie widziałam, chociaż Noah wyciągnął już kluczki.

– Gdzie twój samochód? – zapytałam, idąc za nim.

– Nie wziąłem go dziś.

– To… jak przyjechałeś do szkoły?

– Na motorze.

Jęknęłam, zwalniając kroku, a potem całkiem się zatrzymałam, bo zauważyłam lśniący czerwono-czarny motocykl, który Noah przerobił w swojej szopie z jakiegoś gruchota. Nie zrozumcie mnie źle, maszyna wyglądała super. Tylko że jeszcze nigdy w życiu nie jechałam na motorze. Na samą myśl o tym ogarniało mnie przerażenie.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?

Inne książki tego autora