The Kissing BoothTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 5

O blat wokół mnie trzasnęło mnóstwo tac z lunchem, a gdy podniosłam wzrok, zobaczyłam przy moim stoliku chmarę dziewczyn z młodszych i starszych klas.

– No dobrze – zaszczebiotała Jaime, sadowiąc się naprzeciwko z szerokim uśmiechem. – Opowiadaj!

– O czym? – zmarszczyłam brwi ze zdziwieniem, odkładając widelec obok talerza z sałatką.

– O Flynnie! – pisnęła Olivia, pochylając się, żeby lepiej słyszeć. – Chcemy wiedzieć wszystko. Jesteście razem czy coś takiego?

– Boże, nie – prychnęłam.

– Przecież mówisz do niego Noah – wtrąciła się inna dziewczyna. Odwróciłam się i zobaczyłam Tamarę, która ściszyła głos do szeptu, jakby się bała, że brat Lee usłyszy. – A nie Flynn.

Wzruszyłam ramionami.

– Zawsze go tak nazywałam. Wychowaliśmy się razem. Dziś rano powiedział nawet, że traktuje mnie jak młodszą siostrę. Był dla mnie miły, to wszystko.

– Taki miły, że pobił się z kimś o ciebie? – Georgia uniosła brew z powątpiewaniem. – Błagam. Po prostu jak zwykle cię chroni.

Zmrużyłam oczy i mimowolnie zmarszczyłam czoło.

– O czym ty mówisz? Jak to, jak zwykle mnie chroni?

Dziewczyny spojrzały po sobie.

– Chcesz powiedzieć, że o niczym nie wiesz? – zapytała w końcu Faith.

– Najwyraźniej nie! – krzyknęłam, czując, jak z sekundy na sekundę ogarnia mnie coraz większa frustracja. – O czym nie wiem?

– Flynn zawsze mówi chłopakom, że mają trzymać się od ciebie z daleka – zdradziła mi Olivia. – Bo jeśli zrobią cokolwiek, żeby cię skrzywdzić, to pożałują.

Zamrugałam kilka razy, wpatrując się w nią z niedowierzaniem, a potem parsknęłam śmiechem.

– Żartujesz, prawda?

Dziewczyny znów wymieniły spojrzenia, a ja spoważniałam.

– Przestańcie – poprosiłam. – Słuchajcie, on zachowuje się po prostu jak opiekuńczy starszy brat, okej? To wszystko.

Na ich twarzach dostrzegałam sceptycyzm. Wreszcie Jaime oświadczyła:

– No dobrze, skoro jesteś tego totalnie pewna…

– Na sto dziesięć procent. Jeśli mi nie wierzycie, zapytajcie Lee.

– A skoro o nim mowa, to gdzie twoja druga połówka? – zapytała Tamara.

– W sali stolarskiej – wyjaśniłam. – Chciał zacząć pracować nad naszym szyldem. Za to ja wolałam zjeść lunch.

– To zrozumiałe – orzekła Candice. – Hej, a namówiłaś Flynna na budkę z całusami?

– Nie zgodził się. Próbowałam. Uwierzcie mi, próbowałam.

Wszystkie westchnęły.

– Szkoda. Sporo bym wydała w tej budce – stwierdziła Georgia, rozśmieszając nas wszystkie.

– A podał jakiś powód? – chciała wiedzieć Karen.

Wzruszyłam ramionami.

– Właściwie to nie.

– Słuchajcie – powiedziała nagle Lily, przesuwając roziskrzonym wzrokiem po Karen, Danie i Samancie. – Skoro Flynn nie będzie obsługiwał budki, to może przyjdzie z niego skorzystać.

Wszystkie wydały z siebie pisk podekscytowania.

Wcale im się nie dziwiłam.

– O bosz! Elle, jeśli nie przekonałaś Flynna, żeby pracował w budce, to chociaż go namów, żeby do nas zajrzał!

Zawahałam się.

– Niczego nie mogę obiecać…

– Ale postarasz się? – nalegała Dana.

Usłyszałam sygnał SMS-a, więc sięgnęłam do kieszeni po telefon… a potem przypomniałam sobie, że w tej cholernej spódnicy nie ma kieszeni. Westchnęłam, a potem zaczęłam przetrząsać torbę w poszukiwaniu komórki.

„Przyjdź do sali stolarskiej, potrzebuję pomocy!” – przeczytałam.

Odłożyłam telefon i wstałam, zabierając tacę z lunchem.

– Muszę pomóc Lee. Pewnie trzeba spojrzeć kobiecym okiem na jego dzieło.

Dziewczyny zaśmiały się i pożegnały ze mną.

– Aha, Elle?

– Tak? – odwróciłam się.

– Poproś go – przypomniała Samantha, patrząc znacząco.

Zachichotałam i skinęłam głową, wywołując następną rundę pisków. Pokręciłam głową sama do siebie.

Okej, przyznaję, tak naprawdę nie byłam od nich dużo lepsza. Ale przynajmniej już się z niego wyleczyłam. I to całkowicie, zwłaszcza odkąd wyznał, że jestem dla niego jak siostra.

Chociaż nie stał się przez to mniej atrakcyjny.

W sali Lee stukał niecierpliwie ołówkiem w dużą deskę. Po dziesięciu sekundach zaczęłam dostawać od tego szału – nie dziwiłam się panu Prestonowi, że zostawił go samego i schronił się w swoim gabinecie na zapleczu.

– Cześć! – zawołałam, ale Lee mnie nie zauważył, więc stanęłam tuż przed nim i rzuciłam torbę na ziemię. Gdy spadła z łoskotem, mój przyjaciel się wzdrygnął.

– O, nie słyszałem, jak weszłaś – powiedział.

– Właśnie widzę. To do czego jestem ci potrzebna?

Wskazał na deskę przed sobą.

– Jak duże powinny być litery?

Westchnęłam, a potem nastroszyłam włosy palcami i ściągnęłam je w kucyka.

– W porządku, chłopczyku, oddawaj ołówek.

Naszkicowałam na desce napis: BUDKA Z CAŁUSAMI.

– Te litery są nierówne. Zobacz, jedno A jest znacznie węższe niż drugie. A S wyszło połowę mniejsze niż K.

– Wiem. Ale możesz je poprawić i wymierzyć dokładniej. A poza tym w mojej wizji nie ma znaczenia, czy są idealne.

– Zamieniam się w słuch.

Przygryzłam wargę, szukając właściwych słów, żeby opisać, jak wyobrażam sobie ten napis. Nie było to łatwe.

– Okej, będziemy mieć duży szyld nad budką, więc przybijemy litery pod różnym kątem, żeby na siebie nachodziły i sterczały w różne strony. To będzie wyglądać fajniej niż zwykłe hasło: „Budka z całusami”. Czy to ma sens?

Lee przytaknął, patrząc na deskę. Praktycznie słyszałam, jak obracają mu się w głowie trybiki, kiedy rozpracowuje mój pomysł.

– Czaję, o co chodzi. Efekt powinien być fajny.

– Wiem – powiedziałam.

Zabrał się za pogrubianie konturów liter i poprawianie ich, żeby były proste. Usiadłam na ławce naprzeciwko niego i zaczęłam machać nogami.

– Słuchaj, wiedziałeś, że twój brat ostrzega innych chłopaków, że mają zostawić mnie w spokoju? – zapytałam.

Lee nawet nie podniósł wzroku, tylko wzruszył ramionami.

– Pewnie. Wszyscy to wiedzą.

– Wszyscy oprócz mnie. Jak to możliwe? A co ważniejsze, dlaczego mi o tym nie powiedziałeś?

– Nie wiem, uznałem, że sama na to wpadłaś. Jak sądzisz, czemu nikt nigdy nie zaprosił cię na randkę?

Myślałam o tym przez chwilę. Prawdę mówiąc, dotąd się nad tym nie zastanawiałam.. Nie wpadałam w panikę z powodu braku chłopaka. Po prostu zaakceptowałam fakt, że faceci nie widzą we mnie dziewczyny, którą zaprasza się na randki. Myślałam, że traktują mnie bardziej jak kumpla, bo tak często spędzam czas z Lee i ich paczką.

– Wiesz, że świata poza tobą nie widzę, Lee – zadrwiłam.

Spojrzał na mnie i mrugnął, a ja posłałam mu całusa. Zaśmialiśmy się i Lee wrócił do poprawiania po mnie liter.

– A tak poważnie, to dopiero się o tym dowiedziałaś?

– Tak. Kilka dziewczyn mi powiedziało, kiedy chciały wyciągnąć ode mnie plotki o dzisiejszym poranku. Chociaż i tak nie było o czym mówić. Wyjaśniłam im, że jestem dla Noah jak młodsza siostra.

– Po prostu za mocno wczuł się w rolę nadopiekuńczego starszego brata – zgodził się ze mną Lee. – Chociaż ja oczywiście zrobiłbym to samo. Zwłaszcza po tym, jak ci goście potraktowali cię dziś rano… – Ołówek pękł mu w dłoni.

– Dżizas, wyluzuj – poprosiłam cicho.

Lee wyrzucił połamany ołówek i wyciągnął drugi zza ucha.

– Przepraszam. Po prostu naprawdę mnie wkurzyli.

– Właśnie widzę.

– Dobra, mniejsza z tym. Chodzi o to, że Noah ma absolutną rację, kiedy każe chłopakom zostawić cię w spokoju. Jesteś taka łatwowierna, że bardzo łatwo byłoby cię zranić.

– Co? – krzyknęłam z oburzeniem. – Ja łatwowierna?

Lee znów wzruszył ramionami.

– Po prostu czasem jesteś za miła, Shelly. Nie krytykuję tego. Po prostu… no wiesz, masz większą szansę zakochać się w jakimś dupku, który cię skrzywdzi.

– Aha – rzuciłam. – Rozumiem.

– Po prostu się o ciebie troszczę. I Noah też.

– To… dzięki.

– To… nie ma za co – odpowiedział ze śmiechem, przedrzeźniając mnie. Strzeliłam w niego gumką recepturką z ławki obok mnie. Strzepnął ją i pracował dalej, a ja obserwowałam postępy i zabawiałam go rozmową.

Nadal zastanawiałam się, dlaczego Noah posunął się tak daleko, żeby odstraszyć ode mnie chłopaków. Nagle uświadomiłam sobie, jakie to było niesprawiedliwe. Za dwa miesiące kończyłam siedemnaście lat. Jeszcze nigdy się nie całowałam, nigdy nie miałam chłopaka, nigdy nie byłam na randce. Noah zupełnie się ze mną nie liczył. Jak śmiał ingerować w moje życie w taki sposób? Okej, miło, że się o mnie troszczył, ale nie musiał zabraniać wszystkim chłopakom się ze mną umawiać!

Kiedy zapytałam Lee, co takiego zrobił jego starszy brat, żeby nikomu nawet nie przyszło to do głowy, wyjaśnił:

– Powiedział, że jeśli zrobią cokolwiek, żeby cię skrzywdzić, to będą mieli z nim do czynienia.

Westchnęłam w duchu. Było jasne, że Noah widział we mnie tylko wrażliwą, naiwną młodszą siostrę, ale i tak żałowałam, że nie robił tego z innych powodów.

Rozdział 6

Brad nie był najtrudniejszym w obsłudze dziesięciolatkiem. Przez większość czasu grał w gry komputerowe, pokrzykując przy tym na telewizor. Musiałam tylko podać mu kolację, a potem o wpół do dziewiątej niemal zawlec go na górę.

W końcu poddał się i wrzasnął:

– Dobrze, pójdę spać!

Kiedy zatrzasnął za sobą drzwi swojego pokoju, odetchnęłam z ulgą, rozkoszując się ciszą.

Rozparłam się przed telewizorem i po długim namyśle wybrałam jakiś krwawy film o Rzymianach, gladiatorach czy kimś w tym rodzaju.

 

W chwili gdy zasypiałam, zadzwonił mój telefon. Podskoczyłam z zaskoczenia, prawie spadając z kanapy.

– Halo? – wymamrotałam do słuchawki, nie sprawdzając, kto dzwoni. Zabrzmiałam, jakbym była wściekła, ale nie przejmowałam się tym. Osoba po drugiej stronie musiała się z tym pogodzić.

– Yy, Elle?

– Tak? – rzuciłam z irytacją.

– Tu, yy, tu Adam. Słuchaj, nie rozłączaj się. Chciałem tylko przeprosić za dziś rano. Powiedziałem to zupełnie bezmyślnie. Także… tak. Przepraszam.

Zamrugałam kilka razy, próbując zrozumieć, co się dzieje. Adam? Dzwoni, żeby mnie przeprosić?

Nie mogłam w to uwierzyć. Chociaż moje wątpliwości mogły brać się stąd, że Adam brzmiał, jakby próbował powstrzymać się od śmiechu.

– Yy… Elle? Jesteś tam?

– T-tak – wyjąkałam szybko. – Przepraszam, po prostu… po prostu właśnie gotuję. – No nie. Kto się rozprasza, rozmawiając przez telefon, bo gotuje? I to o dwudziestej drugiej? – Wiesz, trochę późno dzwonisz – dodałam pośpiesznie. – To chyba nie pora na przeprosiny.

– Wiem, ale chciałem tylko powiedzieć, jak mi przykro.

– Okej, dzięki – rzuciłam szorstko. – Adam, muszę kończyć, więc…

– Zaczekaj chwilę.

– Nie interesuje mnie, co masz mi do powiedzenia.

– Czyli nie zjesz ze mną kolacji? – Słysząc arogancki ton Adama, niemal widziałam jego bezczelną minę.

Zgrzytnęłam zębami ze złości.

– Daj mi szansę przeprosić cię jak należy.

– Nie. Cześć.

Rozłączyłam się i rzuciłam telefon na kanapę, nie dając mu już dojść do słowa. Co za palant.

A Lee uznał, że jestem za miła… Ha!

Parsknęłam pod nosem. Byłam zadowolona z siebie, że tak ostro potraktowałam Adama – ale kiedy poszłam na górę, myślałam już o czymś zupełnie innym.

W głowie miałam tylko jedno – jak łatwo zgadnąć, był to Noah.

Z jakiegoś powodu nie mogłam przestać wspominać tego niedzielnego poranka, kiedy spadliśmy z łóżka. Pamiętałam dokładnie, jak się we mnie wpatrywał, ale nie rozumiałam, co znaczyło to baczne spojrzenie jego jasnych oczu.

Przecież na przyszywaną młodszą siostrę się tak nie patrzy, prawda?

Wiedziałam, że to bez sensu; po prostu rozmarzyłam się przed snem. Przyszło mi jednak do głowy, że może Noah wdał się w bójkę dziś rano z innego powodu.

Skarciłam się za tę myśl tuż przed zaśnięciem.

– Ale z ciebie kretynka, Elle – wymamrotałam. – Kompletna idiotka…

Następnego dnia w szkole nie było tak źle. Usłyszałam kilka żartobliwych gwizdów i prowokacyjnych komentarzy, ale nie zwróciłam na nie najmniejszej uwagi. A rozlegały się tylko wtedy, gdy w pobliżu nie było Noah.

Lee zaczął na nie narzekać, więc powiedziałam:

– Wiesz, trochę na nie zasłużyłam. W końcu próbowałam się rozebrać, żeby pływać na golasa w basenie…

Lee spojrzał na mnie tak, że umilkłam.

– Mówiłem ci. Jesteś za miła.

– Niby w jaki sposób? – zapytałam.

– Przecież nie paradujesz po szkole półnago. Masz trochę przyzwoitości. Upijasz się i popełniasz jeden błąd, a ci kolesie praktycznie rozbierają cię wzrokiem.

– Przestań. Nie jestem aż taką laską – westchnęłam.

– Przeglądałaś się ostatnio w lustrze, panno 75C?

– Lee! – krzyknęłam, waląc go w ramię. Poczułam, jak się rumienię. – Nie mów tego tak głośno!

Mój kumpel parsknął śmiechem i objął mnie ramieniem.

– Aż trudno uwierzyć, że to ta sama dziewczyna, która chciała się kąpać nago i rozebrać przed tłumem facetów…

– Zamknij się.

– Przepraszam.

– Na przerwie na lunch mamy spotkanie w sprawie festynu – przypomniałam mu, kiedy rozległ się dzwonek. Ja szłam na chemię, a Lee na biologię. To były jedyne przedmioty, których nie mieliśmy razem.

– Tak, wiem.

– Do zobaczenia.

– Pa, Elle.

W laboratorium podeszłam do swojego zwykłego miejsca, gdy nagle usłyszałam:

– Hej, Elle! Usiądź ze mną.

Obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam, jak Cody odsuwa dla mnie krzesło.

– Już nie żyje – rzucił za mną pod nosem Dixon.

– Nie mówiąc nawet o tym, co zrobi mu Noah – zgodził się Cam. Obaj uśmiechnęli się do mnie i usiedli. Spojrzałam na nich zdziwiona, myśląc: Chłopcy są dziwni.

– Yy… jasne, w porządku – odpowiedziałam Cody’emu i przysiadłam się do niego.

Nie znałam go zbyt dobrze, jednak wydawał się fajny. Farbował włosy na czarno i miał przekłuty język, ale był też niesamowitym pianistą klasycznym; kiedyś grał na koncercie szkolnym.

– Słyszałem o wczorajszej bójce – zagadnął mnie, bazgrząc po podręczniku. – Nie mogę uwierzyć, że tak się do ciebie odzywali.

– No wiesz… – zaśmiałam się nerwowo, nie wiedząc, jak zareagować.

Po chwili ciszy Cody znów się odezwał.

– Czy to prawda, że organizujecie z Lee budkę z całusami? Na szkolny festyn?

– No! Super, prawda? – przytaknęłam z szerokim uśmiechem, wdzięczna za zmianę tematu.

– Tak – zgodził się, odwzajemniając mój uśmiech. – Planujesz sama je obsługiwać? – Uniósł brew z dwuznacznym uśmiechem, a jego zielonobrązowych oczach pojawiła się iskra rozbawienia. Widziałam, że nie mówi całkiem poważnie.

– Nie – zaśmiałam się.

– Szkoda. Miałem nadzieję, że nie będę musiał się kompromitować tutaj.

– Jak to?

– Nie chciałabyś może… no wiesz… yy, pójść… – odchrząknął – …pójść kiedyś do kina czy coś… ze mną?

Tak się denerwował, że miałam ochotę się roześmiać.

Na szczęście udało mi się powstrzymać.

Zamiast tego uśmiechnęłam się kpiąco i zapytałam:

– Nie boisz się, że Noah złamie ci rękę czy coś takiego?

Cody wzruszył ramionami.

– Myślę, że dla takiej miłej dziewczyny warto zaryzykować.

– Skoro tak stawiasz sprawę, to czemu nie? – odpowiedziałam z uśmiechem.

– Naprawdę? – rozpromienił się.

– Tak, naprawdę.

– Super. To zadzwonię kiedyś.

Skinęłam głową, a potem coś sobie uświadomiłam.

– Nie mam twojego numeru.

– Proszę. – Zdjął zatyczkę z długopisu zębami, złapał mnie za rękę i odwrócił ją wnętrzem do góry, a potem napisał na niej swój numer do góry nogami, zajmując przestrzeń od łokcia do nadgarstka. Musiałam przyznać, że dobrze mu to wyszło.

– Mogłeś mi go zapisać w telefonie.

– Tak jest zabawniej.

Roześmiałam się.

Tymczasem do sali wszedł nauczyciel.

– No dobrze, zamknijcie się już i uspokójcie. Mamy dziś dużo do zrobienia. Otwórzcie podręczniki na stronie sto trzydziestej siódmej. Na ostatniej lekcji uczyliśmy się o produkcji etanolu, jego komercyjnych zastosowaniach oraz skutkach społecznych…

– Jeden już znamy! – zawołał dla żartu jeden z chłopaków, chyba Oliver. – Elle robi striptiz!

Zarumieniłam się i odparowałam:

– A ty skąd miałbyś o tym wiedzieć? Masz taką słabą głowę, że urwał ci się już wtedy film!

– Nieźle! – Cody zaśmiał się z podziwem. Inni chłopcy zaczęli się z niego nabijać, ale ja posłałam mu uśmiech.

Lee nie miałby nic przeciwko mojej randce z Codym. Znał go trochę lepiej niż ja. Martwiłam się tylko Noah.

Gdy rozległ się dzwonek, chciałam jak najszybciej pobiec na spotkanie w sprawie festynu, ale Cody zawołał za mną:

– Hej!

– Tak? – odpowiedziałam.

– Zadzwoń do mnie – rzucił ze śmiechem i mrugnął wesoło.

Uśmiechnęłam się.

– Pa, Cody.

Dotarłam na spotkanie w tym samym momencie co Lee.

– Słuchaj, nie uwierzysz, co się wydarzyło na chemii.

– Ktoś cię zaprosił na randkę?

Mój uśmiech zastąpiła nadąsana mina.

– Skąd wiesz?

– Dixon wysłał mi SMS-a. Napisał, że jakiś śmiałek postanowił zaryzykować życiem. Cody, tak?

– Tak – odpowiedziałam radośnie. – Nie mógłbyś się cieszyć moim szczęściem? – Odepchnęłam go żartobliwie. – Mam randkę! To przecież świetna wiadomość!

Lee parsknął śmiechem.

– Cieszę się, Shelly! – Uściskał mnie, ale prawdopodobnie tylko po to, żebym przestała podskakiwać z podekscytowania. – Cody jest spoko. Zastanawiam się tylko, co powie mój brat, kiedy ktoś mu o tym doniesie.

– Nie martw się, będzie dobrze – rzuciłam beztrosko.

– Skoro tak mówisz…

– Okej, Lee i Elle – zwrócił się do nas Tyrone, przewodniczący rady szkoły, klaszcząc dużymi dłońmi na znak, że zebranie się zaczyna. Usiadł u szczytu stołu, a obok niego zajęła miejsce Gen z kartką i długopisem, żeby robić notatki. Bardzo poważnie podchodziła do roli sekretarza rady. Wszyscy umilkli i przenieśli wzrok na Tyrone’a. – Słyszałem, że w końcu wpadliście na pomysł na stoisko.

– Tak! – potwierdziliśmy jednogłośnie.

– Budka z całusami.

– Aha! – odpowiedzieliśmy razem.

Tyrone obrzucił nas bacznym spojrzeniem.

– Nie sądzicie, że to dość… dość ryzykowne?

– Ryzykowne? Dlaczego? Możemy po prostu ogłosić, że przeziębionym nie wolno korzystać z naszej budki. I już.

– Nie o to mi chodzi… Nie uważacie, że to trochę wyzywające? – zapytał. – Niektórzy mają wątpliwości…

– Ale my już zaczęliśmy pracować nad szyldem! – przerwał mu ze złością Lee. – Znaleźliśmy chętnych do obsługi budki! Wszystkim podoba się nasz pomysł!

– Tyrone – zaczęłam spokojnie, dając Lee ostrego kuksańca. – Nikt tego tak nie odbierze. Poza tym na wielu festynach są budki z całusami. Można przecież ustalić kilka zasad. Coś jak minimalny wzrost do jazdy kolejką górską. Ustalimy limit wieku, jeśli tym się martwisz.

– Kilku nauczycieli ma zastrzeżenia – wyjaśnił. – Ja uważam, że to świetny pomysł. Tylko nie jestem do końca przekonany…

– Będzie dobrze – obiecałam mu z szerokim uśmiechem.

– W porządku, skoro macie już wszystko ustalone, to musicie zabrać się do pracy. Festyn jest za tydzień w sobotę. Do przyszłego piątku budka musi być gotowa.

– Wiemy. Będzie gotowa – zapewnił Lee.

– Super. Następna sprawa. Kaitlin, masz przy sobie numer do producenta waty cukrowej?

– Przypomnij mi, żebym zapytała twojego brata, czy zajrzy do naszej budki – szepnęłam do Lee. – Dziewczyny ciągle mnie o to męczą.

– Przecież wiesz, że się nie zgodzi.

– Wiem, ale i tak muszę zapytać.

– Mówiłem ci, Shelly. – Lee z uśmiechem dał mi prztyczka w nos, a ja się skrzywiłam. – Jesteś po prostu za miła.

Mama Lee poprosiła go, żeby po szkole zrobił zakupy, więc wysadził mnie przed swoim domem i pojechał do sklepu. Później mieliśmy pracować nad playlistą do naszej budki. Chciałam jak najszybciej zacząć szukać romantycznych piosenek, więc ruszyłam do środka.

Drzwi były otwarte, a na podjeździe stał samochód Noah, który sam naprawił.

– Mama mówiła, żebyś kupił więcej mleka, skończyło się! – zawołał.

– Lee już pojechał! – odkrzyknęłam. – To ja!

Weszłam do kuchni w tej samej chwili, w której Noah z niej wychodził. Zderzyliśmy się, a cała woda ze szklanki, którą niósł, wylądowała na mojej bluzce. W dodatku była lodowata, więc odskoczyłam w tył z wrzaskiem:

– Noah! – szarpiąc materiał, który przykleił mi się do skóry. Co gorsza, miałam dziś różowy stanik, bo wszystkie białe były w praniu. Westchnęłam ciężko. Ja to mam szczęście…

Spojrzałam na niego ze złością. Miał ściągnięte brwi, a w jego szczęce zadrżał napięty mięsień.

– No co? Czemu tak na mnie patrzysz? – zapytałam, tracąc panowanie nad sobą. Milczał, więc przepchnęłam się obok niego i wpadłam do kuchni po coś do picia.

– Co ty masz na ręku?

Nie odpowiedziałam.

– Czy to prawda, że umówiłaś się z kimś na randkę?

Odstawiłam pustą szklankę na blat.

– Dżizas, Noah. Co za różnica? Już usłyszałam od Lee, że jestem za miła, nie potrzebuję jeszcze wykładu od ciebie!

– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

– Ty na moje też.

– Ja zapytałem pierwszy, Rochelle.

O nie. Użył mojego pełnego imienia. Miałam kłopoty. Odwróciłam się do niego.

– Tak. Mam randkę z Codym. To fajny chłopak.

– Fajny chłopak? – skrzywił się Noah. – Mówisz poważnie, Elle? Co ty o nim w ogóle wiesz? Dobrze go znasz?

– No… właściwie to nie. Ale właśnie po to się z nim umówiłam. Żeby lepiej go poznać. Na tym polegają randki, wiesz? A nie, przepraszam, ty nie możesz o tym wiedzieć. Tobie chodzi tylko o to, żeby przelecieć dziewczynę, a następnego dnia rano ją rzucić. A dopóki wiesz, jak się nazywa, uważasz, że wszystko jest w porządku.

 

Strasznie mnie wkurzył. Normalnie nie odważyłabym się powiedzieć tego wszystkiego, zwłaszcza że nie wiedziałam, czy to prawda. Ale doprowadzał mnie do szału swoimi tekstami. Poza tym ciągle byłam na niego wściekła za to, że odstraszał ode mnie chłopaków. Serce waliło mi jak szalone, ale wmawiałam sobie, że to ze złości.

– On chce cię tylko zaciągnąć do łóżka.

– Co ty bredzisz! – wrzasnęłam, wymachując rękami. – I niby skąd miałbyś o tym wiedzieć? Przecież nawet go nie znasz.

– Cody Kennedy. Pianista koncertowy. Chodzi na zajęcia przygotowawcze na studia.

Zamrugałam z zaskoczenia. Okej, może go znał.

– No właśnie – rzucił Noah z pełnym zadowolenia uśmieszkiem. – Wiem, o kim mówię. I wiesz co? On chce od ciebie tylko jednego, jak każdy facet.

– Chcesz powiedzieć, że w całej szkole nie ma żadnego porządnego chłopaka, któremu nie chodzi wyłącznie o seks? A może dajesz mi do zrozumienia, że tylko do tego się nadaję? Naprawdę uważasz, że nie mam żadnej osobowości, Noah?

– Tego nie powiedziałem. Ale oni wszyscy są tacy sami.

– Skąd wiesz? To przez ciebie nie byłam na ani jednej randce w życiu! Jak mogłeś mi to zrobić?

– Bo jesteś zbyt łatwowierna! – warknął, przerywając mi. – Gdyby jakiś chłopak powiedział, że cię kocha, nie musiałby długo czekać.

Spiorunowałam go wzrokiem.

– Serio? Uważasz, że jestem taka łatwa?

Noah odwzajemnił moje spojrzenie, a potem walnął pięścią w drzwi kuchenne, które trzasnęły, a potem odbiły od framugi.

– Cholera, czemu chociaż raz w życiu mnie nie posłuchasz? Próbuję ci pomóc!

– Nie potrzebuję twojej pomocy! – krzyknęłam. – Przestań się wtrącać w moje życie! Noah, nic mi się nie stanie od jednej randki!

– Co ty możesz o tym wiedzieć? Faceci ciągle się na ciebie gapią i gadają, jaka jesteś seksowna. Nie zauważyłaś? Jeśli ten idiota myśli, że może się z tobą umówić i cię skrzywdzić, to się pomylił.

Wrzasnęłam z frustracji.

– Zostaw mnie wreszcie w spokoju!

– To się dla ciebie źle skończy.

– Nieprawda. Może nie zauważyłeś, ale jestem już dużą dziewczynką. Potrafię o siebie zadbać.

– I dlatego w sobotę robiłaś przed wszystkimi striptiz?

– Byłam pijana!

– I kto musiał się tobą zająć? – odparował.

– Wcale cię o to nie prosiłam! Ani o to, żebyś zakazał chłopakom się do mnie zbliżać! – Próbowałam go minąć, żeby zamknąć się w pokoju Lee, ale Noah złapał mnie za rękę.

– Rochelle! Jeszcze nie skończyliśmy rozmawiać!

Odwróciłam się na pięcie i odepchnęłam go najmocniej, jak potrafiłam, ale ani drgnął.

– Ej! – w naszą kłótnię wdarł się nowy głos. Odwróciliśmy się oboje i zobaczyliśmy, że w holu stoi Lee.

– Dlaczego próbujecie się pozabijać? Co mnie ominęło?

Zamiast odpowiedzieć, znów spojrzeliśmy na siebie morderczym wzrokiem.

– Nic – rzuciłam w końcu. – Będę na górze, Lee.

Usłyszałam, jak rozmawiają w kuchni ściszonymi głosami. Westchnęłam. Noah okropnie działał mi na nerwy! Okej, był megaciachem. Ale kto, do cholery, dał mu prawo wtrącać się w moje życie? Jak mógł założyć z góry, że nikt nie umówiłby się ze mną dlatego, że naprawdę mnie lubi?

Opadłam ciężko na łóżko Lee i wrzeszczałam w poduszkę, aż wyrzuciłam z siebie całą złość.

Kiedy Lee przyszedł na górę popracować nad playlistą, byłam już spokojna i przeglądałam jego bibliotekę iTunes.

Jedyne pytanie, jakie mi zadał, brzmiało:

– Zdążyłaś coś znaleźć?

Właśnie za to go uwielbiałam.

Zaczekał z pytaniami do chwili, gdy zajadaliśmy się chińskim jedzeniem na wynos w salonie.

– To o co wam poszło z Noah?

– Wydarłam się na niego, że jest nadopiekuńczy. On wydarł się na mnie, że po prostu próbuje mnie chronić. Ja darłam się dalej, a potem przyszedłeś ty.

– Noah ma swoje powody – powiedział Lee ostrożnie po chwili milczenia. – Próbowałem ci to wyjaśnić…

– Tak, wiem, Lee. Ale to co innego. W końcu ty jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Lee uśmiechnął się pod nosem.

– Hm… no tak, ale… ale Noah ma rację. Nie każdy chłopak jest w porządku.

– Okej, tylko… tylko nie jestem taka głupia, żeby dać się komuś nabrać.

– Próbuję cię chronić, Shelly. – Położył mi rękę na kolanie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech. Ujął to tak, że zrobiło mi się miło. Noah tymi sami słowami mnie wkurzył.

– Wiem. Mam problem tylko z twoim bratem. Noah totalnie przesadza. Poradzę sobie na randce z Codym. Wiesz, jaki on jest. Nie będzie niczego próbował.

– Tak, wiem.

– Noah najwyraźniej nie wie.

– Przestraszyliście mnie wcześniej, wiesz? Mówię poważnie.

– Rozumiem – odpowiedziałam, ale i tak musiałam się powstrzymać, żeby się nie roześmiać.

– Po prostu… przynajmniej uważaj na siebie, okej?

– Na litość boską, Lee, setki ludzi chodzą na randki. Sam się na nie umawiasz. Przecież nie rzucasz się z łapami na dziewczynę na pierwszej randce.

Lee parsknął śmiechem.

– Nie, najwcześniej na trzeciej.

– I dlatego Karen nie chciała iść z tobą do kina.

Oboje dostaliśmy ataku śmiechu, ale kiedy się uspokoiliśmy, Lee stwierdził poważnie:

– A tak serio, Elle, my po prostu nie chcemy, żeby ktoś cię skrzywdził.

– Wiem.

– Po prostu bądź ostrożna.

– Będę. Wyluzuj.

– Obiecujesz?

– Obiecuję – odpowiedziałam z uśmiechem, krzyżując nasze małe palce.

Z opiekuńczością Lee umiałam sobie poradzić. Nawet mi się podobała. Nie przeszkadzałoby mi, gdyby Noah zachowywał się jak starszy brat i troszczył o mnie – za to przeszkadzało mi, że jest w ogóle przeciwny mojemu chodzeniu na randki.

Co za palant.

Inne książki tego autora