Bogać się kiedy śpisz

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Bogać się kiedy śpisz
Bogać się, kiedy śpisz
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 63,40  50,72 
Bogać się, kiedy śpisz
Bogać się, kiedy śpisz
Audiobook
33,70 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

1. Bogactwa — ich interpretacja
Co zrobiłbyś ze swym bogactwem?

Zanim zabrałem się do pisania tego rozdziału, zadałem to samo pytanie wielu mężczyznom i kobietom w różnych życiowych sytuacjach. Różnorodność odpowiedzi, które otrzymywałem, była równie wielka, jak różnorodność przepytywanych przeze mnie ludzi. Pewien mechanik odpowiedział na przykład: „Rzuciłbym pracę, sprzedał dom, a potem już nic innego nie robił, tylko podróżował przez wiele lat”. Myślisz, że byłby szczęśliwy? Przyznam, że wątpię. Znałem pewnego mężczyznę, który jako prezes potężnej korporacji przeszedł na emeryturę. Sprzedał swój dom i miał zamiar poświęcić sporą część życia właśnie podróżom. Wkrótce jednak tak go ta nowa egzystencja znudziła, że powrócił do swego miasta, kupił nowy dom i założył nową firmę.

Pewien urzędnik pracujący w prywatnej firmie na całkiem wysokim stanowisku bez wahania odparł: „Odkupiłbym firmę, w której pracuję, i został swym własnym szefem”. Nie trzeba być psychologiem, by potrafić sporo powiedzieć o tym człowieku tylko na podstawie tej jednej krótkiej odpowiedzi. Jest bardzo prawdopodobne, że zbyt ostro mu „szefują”, skutkiem czego on teraz na odmianę chciałby mieć własny biznes i „poszefować” komuś innemu. Bo tak naprawdę to nikt w biznesie nie jest własnym szefem. Taki człowiek ma tylu szefów, ilu ma klientów. Musi sprawić, że klient będzie zadowolony, inaczej ryzykuje, że klient zacznie mu „szefować”.

Być może ten człowiek ma jakieś finansowe kłopoty i wyobraża sobie, jak by to było fajnie być szefem sporej firmy i bez przerwy otrzymywać pocztą pokaźnie czeki. Nie zdaje sobie jednak najprawdopodobniej sprawy z tego, jak zresztą wielu innych ludzi sobie nie zdaje sprawy, że zarobki dyrektora czy właściciela — tak samo jak zarobki urzędnika — zależą od ilości pieniędzy, które do firmy wpływają. Proszę, nie zrozum mnie źle! Posiadanie własnego biznesu to wspaniała sprawa, tyle że do tego trzeba, że tak powiem, dorosnąć.

Zadałem to samo pytanie — co zrobiłaby z nagłym bogactwem — pewnej pani domu. Naprawdę spodobała mi się jej odpowiedź. Powiedziała mi tak: „Mam tak wielu przyjaciół i krewnych, którzy nie mają możliwości cieszyć się wspaniałym życiem. Chciałabym brać ich po kolei, po jednym, i robić coś, co by ich uszczęśliwiło. Jedną z nich bym wzięła na przykład do luksusowego sklepu i obkupiła od stóp do głów najlepszymi ubraniami. Innego bym zabrała w rejs, gdzie wszystko byłoby opłacone. Jeszcze komuś innemu, kto ma naprawdę głowę do interesów, chciałabym pomóc rozwinąć niewielki biznes”.

Lista tych rzeczy, które ta pani chciała robić dla innych, była naprawdę długa i imponująca. Co więcej, na jej twarzy malowała się szczerość, gdy opisywała te wszystkie rzeczy, które chciałaby zrobić, będąc bogata. Był to kolejny dowód prawdziwości znanego wszystkim chyba twierdzenia, że szczęście bierze się z dawania szczęścia.

Zadałem to samo pytanie: „Co byś zrobił, gdybyś był naprawdę bogaty?”, młodzieńcowi na oko gdzieś przed dwudziestką. „Wie pan co”, odparł, „naprawdę nie wiem. Trudno powiedzieć... Myślę, że na początek kupiłbym ojcu motorówkę, bo zawsze o niej marzył. Mamie bym kupił wszystkie te nowoczesne urządzenia do kuchni i do prania, żeby tak ciężko nie musiała pracować. A co do mnie, to bym poszedł na któryś z tych najsławniejszych uniwersytetów i studiował elektronikę”.

Czy taka wypowiedź nie sprawia, że sam byś chciał temu chłopcu dać te bogactwa, żeby mógł je w taki cudowny sposób wykorzystać?

Pewien prosty, niezbyt wykształcony człowiek, gdy zadałem mu to samo pytanie, odrzekł: „Golenie się codziennie, ubieranie się jak na ślub do każdego posiłku, zadawanie się z tymi wszystkimi snobami i ważniakami... To naprawdę nie dla mnie. Ja tam jestem zadowolony z tego, co mam i kim jestem”.

Takim ludziom jak on ta książka nie zdoła chyba wiele pomóc. I tak czytaliby ją z lękiem, że znajdą tam coś niepochlebnego na swój temat albo coś, co zburzy ten ich niewymuszony, zrelaksowany sposób życia.

Po co cała ta dyskusja o bogactwie?

Zanim skończysz czytać tę książkę, odkryjesz, że zdobycie bogactwa jest naprawdę możliwe i że jest o wiele prostsze niż kiedykolwiek ośmielałeś się sobie wyobrażać. Możesz się stać bogaty w cokolwiek pragniesz — bogaty w pieniądze, wliczając w to piękny dom i masę innych dóbr doczesnych, bogaty w skarby ducha i intelektu, bogaty dzięki osobistym wpływom i przywództwu, bogaty w przyjaciół. Czy nie należałoby zatem zacząć ustalać, jaki to konkretnie rodzaj bogactw da Ci to szczęście, do którego z pewnością przede wszystkim dążysz?

Jeśli żyłeś dotąd tak, jak żyje przeciętny człowiek, czyli zarabiając tyle, by starczyło na najpotrzebniejsze rzeczy, plus od czasu do czasu na jakiś niewielki luksus, Twoja interpretacja pojęcia „bogactwo” jest zapewne dość skromna. Zapłacone rachunki i parę tysięcy dolarów w banku stworzyłyby Ci sytuację tak różną i na tyle lepszą od tej, jaką masz obecnie, że marzenia o czymś daleko poza tę wizję wykraczającym mogą Ci się zdawać po prostu zbyt absurdalne, by traktować je inaczej niż tylko jako mniej lub bardziej niewinną ucieczkę od realnego życia.

Czy wiesz, że zdolność zdobywania bogactwa to po prostu pewien stan umysłu? Napoleon Hill, autor bardzo głośnej książki „Think and Grow Rich” („Myśl i bogać się”), powiedział: „Cokolwiek umysł potrafi sobie wyobrazić i w co uwierzyć, potrafi też osiągnąć”. Aby pojąć w pełni znaczenie tego stwierdzenia, powinieneś się nad nim głębiej zastanowić. Czym innym jest bowiem uświadomienie sobie własnego pragnienia, na przykład: „Chciałbym mieć władzę nad ludźmi, chciałbym mieć masę pieniędzy”, czym innym zaś sytuacja, gdy Twój umysł tworzy realistyczny obraz Ciebie samego mającego władzę i masę pieniędzy, Ty zaś głęboko i niewzruszenie wierzysz, że możesz mieć władzę i masę pieniędzy... W tym drugim wypadku nikt i nic nie zdoła Cię zatrzymać!

W. Clement Stone, będąc młodym człowiekiem, stworzył sobie w umyśle obraz siebie na czele wielkiej firmy ubezpieczeniowej i głęboko wierzył, że może stanąć na czele takiego właśnie przedsiębiorstwa. Mając początkowo mniej niż 100 dolarów, stworzył ubezpieczeniowe imperium i rozmnożył swoje początkowe 100 dolarów milion razy, stając się posiadaczem prywatnej fortuny szacowanej na sto milionów dolarów. W swej książce, napisanej wraz ze wspomnianym przed chwilą Napoleonem Hillem, zatytułowanej „SUCCESS through a Positive Mental Attitude” („SUKCES dzięki Pozytywnemu Psychicznemu Nastawieniu”), opowiada, jak osiągnął swój sukces. Plan działania zrealizowany przez W. Clementa Stone’a był w istocie całkiem prosty, za to w pełni potwierdzał on motto Napoleona Hilla: „Cokolwiek umysł potrafi przedstawić i w co uwierzyć, potrafi też osiągnąć”.

Bogać się, kiedy śpisz

Aż dotąd nic właściwie nie powiedziałem o prowokacyjnym tytule tej książki. Brzmi to z pewnością całkiem fantastycznie, jednak gdy dowiesz się więcej o subtelnościach działania Twojego własnego umysłu, zrozumiesz, że nasza przyszłość — udana czy wręcz przeciwnie — kształtowana jest właśnie przez naszą podświadomość, a dzieje się to właśnie przede wszystkim wtedy, gdy śpimy.

Opublikowano już tysiące książek starających się pomóc ludziom w odniesieniu sukcesu, wątpię jednak, by wiele z nich potrafiło przekazać spójny i zrozumiały obraz roli, jaką w życiu każdego z nas odgrywa podświadomość. Zazwyczaj przedstawia się to w postaci jakiejś wersji hasła „umysł panuje nad materią”. Czyli że jeśli zaczniesz myśleć w kategoriach sukcesu, sukces pojawi się w Twoim życiu. Nie przeczę, że tak właśnie się rzeczy mają, tyle że co to właściwie oznacza? Czy choćby Ty sam w pełni to rozumiesz?

Przyszła kiedyś do mnie pewna kobieta — zasadniczo po to, by popolemizować na temat niektórych moich teorii. Nie zgadzała się przede wszystkim z tezą, iż „najpierw musimy zacząć myśleć w kategoriach sukcesu, zanim sukces się w naszym życiu ujawni”. „Niestety”, wyjaśniła, „potrzeba znacznie więcej wytrwałości niż ja mam, żeby wykonać tak poważny psychiczny wysiłek. Myśleć cały czas pozytywnie, aby sukces się naprawdę zrealizował, to dla mnie zbyt trudne”.

Jej wyobrażenie, iż chodzi o to, by najpierw wyrobić sobie potężną siłę woli, a potem ją wykorzystać, by zacząć pozytywnie myśleć, było po prostu całkiem fałszywe. Obawiam się jednak, że dokładnie tak samo rozumie te sprawy ogromna większość ludzi wystawionych, że tak to określę, na działanie wszelkich teorii wewnętrznego samorozwoju jako drogi do życiowego sukcesu.

Napisałem kiedyś broszurkę pod tytułem „Developing the Urge for Self-Improvement” („Rozwijanie pragnienia samodoskonalenia”). Niewielki ten traktacik wyrażał mój pogląd, że większość ludzi opuszczając szkołę czy uniwersytet, zdaje sobie sprawę z tego, że ich edukacja — zamiast się skończyć — właściwie dopiero się rozpoczęła. Ci ludzie uświadamiają sobie, że teraz powinni poczynić kroki, by dodać nową wiedzę do tej, którą już posiedli. I wielu z nich rzeczywiście to robi. Kupują książki, ebooki, kursy edukacyjne i tak dalej, czyniąc heroiczne wysiłki, by zdobyć dodatkowe wiadomości.

Wielu spośród tych ludzi niestety cała ta nauka daje stosunkowo niewiele, a to dlatego, że czynią to niejako z poczucia obowiązku, uważając, że tak powinni. Inaczej jest jednak z tymi, którzy naprawdę pragną się stale uczyć czegoś nowego i odczuwają dreszcz emocji za każdym razem, gdy im się to uda.

Bardzo podobnie jest z tak zwanym „pozytywnym myśleniem” i w ogóle wszystkimi psychicznymi aspektami dążenia do życiowego sukcesu, w tym bogactwa. Jeśli na siłę starasz się wytworzyć w sobie nowe schematy myślenia, zmuszając się do przełamywania swych naturalnych skłonności, cała sprawa staje się ciężką pracą, jeśli nie po prostu katorgą. Przede wszystkim odczuwasz to jako niewyobrażalnie nudne. Czy łatwo jest wytrwać w takim reżimie? Z pewnością nie. I naprawdę bardzo niewielu potrafi. Cała reszta prędzej czy później stwierdza: „To nie dla mnie” — i daje sobie spokój.

 

Z drugiej strony — jeśli zaakceptujesz ideę, że Twoim przeznaczeniem jest sukces, Twoja podświadomość sama poprowadzi Cię do tego typu myśli i działań, które sukces stwarzają. Nie będziesz się musiał zmuszać do wykonywania jakichś męczących zadań, przeciwnie — wszystko to, co do osiągnięcia sukcesu potrzebne, będziesz robił z własnej chęci.

Czyż to nie ekscytujące? Czy nie jest Ci już trudno się doczekać chwili, gdy zaczniesz wykonywać wszystkie te kroki, które, jak już to instynktownie odczuwasz, uwolnią Cię od smętnej egzystencji od wypłaty do wypłaty?

Nie, wcale nie odchodzę od tematu „bogacenia się przez sen”! To, co teraz powiedziałem, powinno Ci pomóc uświadomić sobie, że bogacenie się przez sen nie jest wcale fantazją, tylko całkiem normalnym zjawiskiem wynikającym z zasad funkcjonowania naszej nieświadomości.

Jak to już wielokrotnie wyjaśniałem w poprzednich moich książkach, wszyscy posiadamy dwa umysły: umysł świadomy i umysł podświadomy. Umysł świadomy zajmuje się naszym myśleniem, planowaniem i przewidywaniem, podczas gdy podświadomy odpowiada za sprawy niezależne od naszej woli, jak oddychanie (które jest wprawdzie tylko częściowo niezależne), krążenie krwi, emocje itd. Dodatkowo nieświadomy umysł potrafi też rozumować niezależnie od umysłu świadomego. Kiedy umysł świadomy pracuje nad jedną sprawą, umysł nieświadomy może się zajmować czymś całkiem innym.

Z pewnością często mówiłeś rzeczy w rodzaju: „Czuję, że powinienem zrobić tak” albo „Czuję, że tego nie powinienem robić”? Skąd brało się to „czucie”? Przecież nie unosiło się w powietrzu wokół Ciebie, żeby nagle zderzyć się z antenkami Twojej psychiki. Przyszło z Twojego własnego podświadomego umysłu. Jeśli to „czucie” było negatywne, to zapewne dlatego, że normalnie karmisz swą podświadomość negatywnymi myślami. Mogło być też odwrotnie — i całe szczęście! Nasze własne pozytywne myśli powodują powstawanie pozytywnych reakcji w naszej podświadomości.

Kiedy rano wstajesz, jaką masz odruchową skłonność? Przechodząc ze stanu snu w stan świadomości, mówisz sobie: „Cholera, kolejny dzień bezsensownej harówy! I żebym chociaż mógł jeszcze pospać godzinę czy dwie!”? Czy też może coś w rodzaju: „No, wstaje nowy dzień, jestem pełen energii i zaraz pójdę pokazać światu, na co mnie stać!”.

Skąd ta różnica w obu tych podejściach do zaczynającego się właśnie nowego dnia? Czy coś jest fizycznie nie w porządku z tymi, którzy marudnie, z niechęcią i brakiem energii ten dzień rozpoczynają? Może w jakichś nielicznych przypadkach tak rzeczywiście jest, jednak w ogromnej większości przypadków jest to jedynie odzwierciedlenie schematu myślowego przyjętego przez naszą podświadomość w ciągu tej ostatniej nocy.

Jeśli idziesz do łóżka z głową pełną myśli w rodzaju: „Uff, to był znowu cholernie ciężki i nieprzyjemny dzień. A jutro też mam do rozwiązania kilka paskudnie trudnych problemów... Nie powiem, żeby mi się do tego spieszyło” i tak dalej, i tak dalej — trudno się dziwić, że możesz mieć kłopoty ze snem, ponieważ Twoja podświadomość cały czas przeżywa ten „cholernie ciężki i nieprzyjemny dzień”, który jej wieczorem zadałeś jako temat do rozmyślań. I trudno też się dziwić, że obudzisz się w końcu z góry pełen obaw i niechęci do tego dnia, któremu masz właśnie stawić czoła.

Załóżmy jednak, ze poszedłbyś do łóżka z myślami w rodzaju: „No! Jutro im dopiero pokażę! Dzisiaj był całkiem niezły dzień, ale to nic przy tym, czego dokonam jutro. Teraz przestaję jednak o tym wszystkim myśleć, bo muszę się dobrze wyspać, żeby jutro być w formie i pokazać moją klasę”. Czy trudno jest dostrzec, jak tego typu schemat myślenia wpłynąłby na to, że następnego ranka wyskakujesz z łóżka radosny niczym skowronek i jak on pełen entuzjazmu?

No i czy teraz zaczyna już Ci trafiać do przekonania prawda i sens w tym, dziwnym z początku i może nawet nieco szokującym, tytule „Bogać się, kiedy śpisz”? Może nawet zaczynasz dostrzegać fakt, że jedynym skutecznym sposobem na to, by w naszej własnej świadomości stworzyć podwaliny sukcesu, jest dokonywanie tego wtedy, gdy śpimy...

Ja sam, kiedy jakaś potężna nowa myśl przenika do mojej świadomości, odczuwam coś w rodzaju łaskotania w okolicach tego, co tak ładnie się określa jako „splot słoneczny”. Jestem pewien, że to łaskotanie oznacza wezwanie, by „wstać, wziąć i pokazać im”... No i teraz, kiedy powtórnie czytam ten rozdział przed zabraniem się za pisanie następnego, zauważam u siebie to właśnie charakterystyczne zjawisko. Wskazujące, jak sądzę, że — choć myśli w tej książce są moje własne, a to i owo udało mi się w życiu osiągnąć — daleki jeszcze jestem od osiągnięcia wszystkiego, na co mnie stać.

A co Ty teraz czujesz?

Czy Ty także czujesz to „łaskotanie”? Czy też intuicyjnie wiesz, że zdobyłeś magiczne hasło „Sezamie otwórz się”, otwierające drzwi do wielkiej obfitości i wspaniałego szczęścia? Jeśli nie czujesz tego „łaskotania”, to chyba nie dość się koncentrowałeś, czytając. A więc, w Twoim własnym interesie, zrób sobie teraz krótką przerwę, odpręż się całkowicie, potem zaś przeczytaj cały ten ostatni rozdział jeszcze raz, zanim zaczniesz czytać następny. W istocie przeczytanie tego rozdziału raz jeszcze może być niezłym pomysłem dla każdego — także dla tych, którzy „łaskotanie”, o którym mówiłem, poczuli. Zrób więc to! Będzie to znakomity start do nowego życia, które na Ciebie czeka.

2. Jak cieszyć się spokojnym snem?

Skoro omawiamy teraz problem bogacenia się podczas snu, nie od rzeczy będzie powiedzieć kilka słów na temat sposobów uzyskania spokojnego, regenerującego siły snu.

Większość ludzi narzeka na trudności z zasypianiem. Niektórzy zasypiają niemal natychmiast, ale potem budzą się i nie mogą zmrużyć oka przez znaczną część nocy. Inni przez co najmniej godzinę po położeniu się do łóżka nie mogą zasnąć. Wiesz już, że podświadomość najsprawniej pracuje wtedy, gdy świadomość jest wyłączona, z czego wynika, że nauczenie się, jak szybko, bez wysiłku zasypiać, by spać spokojnie do samego rana, to naprawdę ważna sprawa. Z tego rozdziału dowiesz się, jak tego dokonać, bo jest to w istocie całkiem proste.

Bezsenne noce to przeważnie wynik złych nawyków związanych z chodzeniem spać. Jeśli się godzinami przewracasz i wiercisz, zamiast po prostu zasnąć, wynika to najprawdopodobniej nie z jakichś fizjologicznych, zdrowotnych przyczyn, tylko z przyczyn czysto psychologicznych. Co nie oznacza jednak, byś, o ile naprawdę masz poważne problemy z bezsennością, nie miał się skonsultować w tej sprawie z lekarzem. Jeśli on wykluczy jakieś poważniejsze zdrowotne przyczyny, wtedy niniejszy rozdział rozwiąże Twoje problemy ze spaniem do końca. Jeśli lekarz coś wykryje, oczywiście powinieneś przede wszystkim zastosować się do jego zaleceń, by odzyskać normalne, dobre zdrowie.

Nie będziemy się w tej książce zajmować teoretycznymi sprawami, choćby były związane ze sprawą tak ważną jak sen. Nie interesuje nas tu fizjologia snu, nie musimy wcale wiedzieć, czym w istocie jest sen. Wszystko, co chcemy wiedzieć, to jak zacząć bez problemu zapadać w spokojny, dający siły sen. Zlokalizowanie przyczyny problemu, to, jak mówią, połowa sukcesu. Ja także się z tą opinią zgadzam, więc rozpocznijmy od omówienia najpowszechniejszych przyczyn bezsenności.

Martwienie się

Jest to najprawdopodobniej wróg numer 1 snu. Martwimy się o swoje finanse, o swoje zdrowie, o naszą rodzinę, o naszą pracą czy biznes. Martwimy się wojnami i pogłoskami o możliwych wojnach. Przypadkowe dźwięki oznaczają dla nas groźną obecność włamywaczy. Martwimy się tym, jakie wrażenie wywołaliśmy — albo jakiego nie wywołaliśmy — na ludziach, z którymi przyszło nam się spotkać. Wystarczy Ci z pewnością krótką chwilę zastanowić się nad przyczynami Twych własnych zmartwień w ostatnim czasie, a sam zdołasz powyższą listę znacznie wydłużyć.

Rozwiązanie

Zachowaj logikę! Uświadom sobie, że martwienie się w żaden sposób nie rozwiąże sprawy, o którą się martwisz. Odwrotnie — z głową pełną zmartwień, choćby w wyniku wynikającej z tego bezsenności, pozbawiasz sam siebie sił do walki, która mogłaby Ci umożliwić zlikwidowanie bezpośrednich przyczyn Twych kłopotów.

„Większość trosk to kłamstwa”, napisał pewien wielki filozof, dodając: „Rzeczy, którymi się martwimy, rzadko naprawdę się zdarzają”. Przypomnij sobie wszystko to, czym się martwiłeś w przeszłości, a z pewnością przyznasz rację temu mędrcowi. W miarę jak będziesz przetrawiał magiczne formuły zawarte w tej książce, coraz lepiej będziesz rozumiał, że to, co nas martwi, nie jest wcale powodem, by się martwić. Te sprawy są po prostu wyzwaniami, sposobnościami dla nas, byśmy rośli jako ludzie, jednocześnie łatwo znajdując rozwiązania wszystkich tych z pozoru poważnych problemów.

Dzisiejszego wieczora, a potem każdego następnego wieczora, zamiast martwiąc się, połóż się spać z taką myślą: „Kiedy będę spał, moja podświadomość znajdzie rozwiązania moich problemów, a jutro poprowadzi mnie do rzeczy, które wyeliminują te okoliczności, które w innej sytuacji mogłyby mnie martwić”.

Martwiąc się, utrzymujesz w swej wyobraźni obraz czegoś, czego absolutnie nie chcesz, zamiast, jak powinieneś, obraz tego, co pragniesz osiągnąć. A zatem: idąc spać, wyobrażaj sobie sytuację, której pragniesz, zamiast sytuacji obecnej czy jeszcze od obecnej gorszej, bo dyktowanej Twymi obawami i kołaczącymi się w Twojej głowie przykrymi myślami. Uświadom sobie, że dopiero kiedy zaśniesz, Twoja podświadomość będzie mogła w spokoju pracować nad rozwiązaniem wszystkich Twych problemów.