Plan MarshallaTekst

Autor:Ben Steil
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Spis treści

Karta redakcyjna

Dedykacja

Przedmowa

1. Prolog

2. Kryzys

3. Rozłam

4. Plan

5. Pułapka

6. W jedności

7. Perswazja

8. Kiełbasa

9. Przewrót

10. Uchwalenie ustawy

11. Ostateczna rozgrywka

12. Podział

13. Sukces?

14. Echa

Podziękowania

Spis postaci

Aneks A

Aneks B

Aneks C

Aneks D

Bibliografia

Źródła ilustracji

Przypisy

Tytuł oryginału: THE MARSHALL PLAN

Opieka redakcyjna: JOLANTA KORKUĆ, MAŁGORZATA GADOMSKA

Redakcja: ADAM JARZĘBSKI, MARTA KOZIAK-PODCZERWIŃSKA

Korekta: MATEUSZ CZARNECKI, MICHAŁ GOŁĘBIOWSKI, MICHAŁ KOWAL, MAŁGORZATA WÓJCIK

Wybór ilustracji: MARCIN STASIAK

Opracowanie map: ANDRZEJ NAJDER

Opracowanie graficzne wersji papierowej: ROBERT KLEEMANN

Zdjęcie na pierwszej stronie okładki przedstawia żołnierzy pomagających uprzątnąć gruz przed Giełdą Królewską w Londynie, tuż po porannych nalotach. Napis na budynku Giełdy głosi: „Kopmy po zwycięstwo”. Fot. H.F. Davis / Getty Images

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

Copyright © 2018, Benn Steil

All rights reserved

Copyright © for the Polish translation by Wydawnictwo Literackie, 2020

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2020

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-07148-9

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o.

ul. Długa 1, 31-147 Kraków

tel. (+48 12) 619 27 70

fax. (+48 12) 430 00 96

bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40

e-mail: ksiegarnia@wydawnictwoliterackie.pl Księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl

Konwersja: eLitera s.c.

Moim najdroższym Rodzicom

oraz Glorii, Ethanowi i Owenowi

Dokument chroniony elektronicznym znakiem wodnym

This ebook was bought on LitRes

PRZEDMOWA

W 1944 roku Franklin Delano Roosevelt zaczął formować nowy, powojenny porządek, oparty na idei współpracy międzynarodowej. Związek Radziecki, jak sądził, stanie się wielką potęgą dbającą o swoje partykularne interesy. Porządek światowy zatem miały zaprowadzać nowo powstałe Organizacja Narodów Zjednoczonych oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy, działające na podstawie programu sprzyjającego bezpieczeństwu i dobrobytowi Stanów Zjednoczonych – programu opartego na wolnym handlu oraz szacunku dla niezależności słabszych sąsiadów.

Niedługo po śmierci Roosevelta, w kwietniu 1945 roku, stało się jasne, że Józef Stalin realizuje własny program i nie zamierza grać według amerykańskich zasad. Tuż przed 1 stycznia 1946 roku, tj. przed ostatecznym terminem ratyfikacji porozumienia o MFW, radziecki przywódca się wycofał. Tak naprawdę zresztą nigdy nie planował dostosować swojej polityki do wymogów członkostwa w tej organizacji. Zależało mu tylko na wyciągnięciu dwóch korzyści ze współpracy przy tworzeniu nowego organu. Pierwszą był powrót pozostałych krajów do systemu walutowego, co podniosłoby wartość radzieckich zasobów złota. Dostał, co chciał, bez konieczności przystępowania do Funduszu. Drugą była dalsza bezwarunkowa finansowa pomoc amerykańska dla jego kraju – taka, jaką otrzymywał podczas wojny. Kiedy stało się jasne, że nic takiego się nie szykuje, stracił zainteresowanie Funduszem. Jeśli chodzi o ONZ, to Stany Zjednoczone zrealizowały priorytetowe dla Stalina żądanie: przyznania prawa weta w Radzie Bezpieczeństwa. W tej sytuacji Stalin uznał, że radzieckie członkostwo w ONZ nie stanie na przeszkodzie w rozszerzaniu granic jego państwa – do czego przystąpił w 1946 roku.

Tymczasem naturalni amerykańscy sojusznicy w Europie Zachodniej znaleźli się na krawędzi upadku gospodarczego, społecznego i politycznego. Zarówno ONZ, jak i MFW, założone raczej w celu utrzymywania pokoju i stabilizacji niż ich tworzenia, nie miały narzędzi, aby odwrócić ten spadkowy trend. Z tego też powodu w 1947 roku Departament Stanu prezydenta Harry’ego S. Trumana, wówczas pod kierownictwem generała George’a C. Marshalla, wyrzekł się wizji „jednego świata” Roosevelta. Pod ogromną presją czasu przystąpił do kształtowania nowej struktury ekonomicznej i bezpieczeństwa, właściwej dla Europy podzielonej na dwa światy: kapitalistyczny i komunistyczny.

Książka ta umieszcza plan Marshalla bliżej centrum wydarzeń rozpoczynającej się wówczas zimnej wojny niż dawniejsze poświęcone jej prace, uwypuklając zarazem powagę, z jaką Stalin traktował zagrożenie, które plan ów stanowił dla jego nowej, wywalczonej z trudem strefy buforowej w środkowej i wschodniej Europie. Strategia radzieckiego przywódcy dla powojennej Europy zakładała, że Amerykanie całkowicie wycofają się z regionu, zostawiając osłabione Niemcy, sprowadzone do roli państwa rolniczego, oraz oferując reparacje, które sfinansują rekonstrukcję i rozwój ZSRR. Plan Marshalla zapowiadał jednak dalszą amerykańską obecność i dynamiczne wsparcie Stanów Zjednoczonych dla kapitalistycznych zachodnich Niemiec z ich odbudowanym przemysłem – w centrum zjednoczonej, kapitalistycznej Europy Zachodniej. Wiele najbardziej dramatycznych epizodów pierwszej fazy zimnej wojny, takich jak praski zamach stanu i blokada Berlina, wynikało z determinacji Stalina, aby podważyć plan Marshalla i szersze amerykańskie wpływy w Europie. Z kolei poparcie Waszyngtonu dla nowego transatlantyckiego sojuszu wojskowego oznaczało, że Amerykanie niechętnie przyznawali, iż ekonomicznego bezpieczeństwa w Europie Zachodniej nie da się zachować bez bezpieczeństwa fizycznego.

Instytucje, które wyrosły z planu Marshalla, szczególnie Unia Europejska i NATO, pozostają ważnymi elementami powojennego liberalnego ładu międzynarodowego – nawet jeśli obecnie poddawane są najsilniejszej krytyce od momentu ich powołania. Aby pokazać ewolucję planu, wykorzystałem nowe materiały z amerykańskich, rosyjskich, niemieckich i czeskich źródeł, które – mam nadzieję – dopełniają tę ważną opowieść. Biorąc zaś pod uwagę nieustające zamiłowanie do tworzenia nowych „planów Marshalla” mających rozwiązywać światowe problemy, historia tego pierwszego, oryginalnego, jest – jak sądzę – warta opowiedzenia.

Amerykańscy, brytyjscy i radzieccy przywódcy spotkali się w Poczdamie 17 lipca 1945 roku, by omówić przyszłość Niemiec i powojennej Europy.

1

PROLOG

Najdonioślejszym aktem prezydentury Jerzego Waszyngtona było ustąpienie przez niego z urzędu. Pokonawszy w wojnie najpotężniejsze państwo na świecie, sławny generał mógł kierować swoim krajem jak europejski monarcha – do śmierci. Był jednak zdecydowany oderwać Stany Zjednoczone od politycznego porządku macierzystego kontynentu, odmówił więc pozostania na trzecią czteroletnią kadencję. W orędziu pożegnalnym wygłoszonym 19 września 1796 roku zachęcał rodaków, aby unikali „trwałych sojuszów z jakąkolwiek częścią świata”, a przede wszystkim z Europą. „Główne interesy krajów europejskich – twierdził – nie mają żadnego związku z naszymi albo związek ten jest bardzo odległy. Stąd też Europa pogrąża się nieustannie w spory całkowicie obce naszym sprawom. Dlatego świadczyłoby o braku wszelkiej mądrości z naszej strony, gdybyśmy wplątali się, wstępując w sztuczne związki, w kapryśne zawsze losy polityki krajów europejskich i w ich rozliczne sojusze i spory”[1][1*]. Pokolenia amerykańskich mężów stanu będą powoływać się na to ostrzeżenie z szacunkiem, a niekiedy uważać je za prorocze.

 

Półtora wieku później, w 1945 roku, refleksje pierwszego prezydenta Ameryki wydawały się jednak idylliczne. W poprzedzającym ten rok trzydziestoleciu Stany Zjednoczone stoczyły dwie wojny światowe, które wybuchły prawie 6,5 tysiąca kilometrów od ich wybrzeży, a kosztowały życie 522 tysięcy Amerykanów. Kiedy 7 maja Niemcy skapitulowały, w Europie znajdowało się 3 077 000 amerykańskich żołnierzy.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej w 1918 roku w Stanach Zjednoczonych powszechnie wzrosło głębokie pragnienie, by zastosować się do napomnienia Waszyngtona i całkowicie odciąć od Europy. Postawę tę nazywano po prostu „izolacjonizmem”, ale miała ona wiele odcieni. W latach trzydziestych XX wieku w ramach izolacjonizmu funkcjonowali pacyfiści, prokomuniści i profaszyści; zaliczali się do niego ci, którzy sympatyzowali z Niemcami, oraz ci, którzy uważali francuski i brytyjski opór za beznadziejny. W 1939 roku mniej niż 3 procent społeczeństwa amerykańskiego popierało ideę włączenia się Stanów Zjednoczonych w europejski dramat po stronie Francji i Wielkiej Brytanii; 30 procent opowiadało się nawet przeciwko handlowi z którymkolwiek z walczących państw[2]. Nastroje te odzwierciedlał szereg ustaw o neutralności (Neutrality Acts), mających zapobiec zaangażowaniu się Ameryki w starcia po którejkolwiek stronie. Ustawa z 1935 roku nałożyła embargo na handel bronią i innymi materiałami wojskowymi. Rok później Kongres dorzucił zakaz udzielania pożyczek i kredytów uczestnikom konfliktu, związany z ustaleniami tak zwanej komisji Nye’a, która uznała, że bankierzy wepchnęli państwo w poprzednią europejską katastrofę.

Dopiero druzgocący japoński atak na bazę amerykańskiej Floty Pacyfiku w Pearl Harbor w grudniu 1941 roku przerwał ten uporczywy bezwład. Stany Zjednoczone wróciły na arenę wojenną i w Azji, i w Europie, jednak tym razem z dominującym w Białym Domu przekonaniem, że trzeba powołać do życia struktury, które zapobiegną przyszłemu konfliktowi. Miały to być Organizacja Narodów Zjednoczonych z silną Radą Bezpieczeństwa, która nie dopuści do militarnej agresji, oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (International Monetary Fund) i Międzynarodowa Organizacja Handlowa (International Trade Organization), zapobiegające, jak to nazwał sekretarz skarbu Henry Morgenthau, „agresji ekonomicznej”. Zamierzano wywrzeć nacisk na sojusznika z wyboru – Wielką Brytanię, aby rozwiązała imperialne instytucje, które stanowiły moralną i praktyczną zniewagę dla tej wizji. Trzeba było również pójść na skomplikowane kompromisy z nowym i o wiele silniejszym sojusznikiem z konieczności – Związkiem Radzieckim, aby zapewnić sobie jego współpracę. Wspólnie z wyzwolonymi spod okupacji Chinami „czterej policjanci” Franklina Delano Roosevelta mieli nadzorować swoje ćwiartki globu; manewr ten w sposób kłopotliwy mieszał koncepcję międzynarodowej współpracy Wilsona ze strefami wpływu Monroego.

Roosevelt publicznie stwierdził, że jego nadzieje związane z „miłującym pokój” Związkiem Radzieckim „legły w gruzach” po brutalnym i niesprowokowanym ataku na Finlandię w listopadzie 1939 roku, który wynikał po części z obaw Stalina, że Niemcy lub Wielka Brytania mogą wykorzystać ten kraj jako bazę do ataku na Leningrad. Amerykański prezydent potępił rząd Stalina jako „dyktaturę najgorszą ze wszystkich na świecie”[3]. Był jednak doskonale świadomy, że obawy Jerzego Waszyngtona przed wikłaniem się w sprawy europejskie ciągle tkwią w pamięci obywateli. Pewny, że amerykańska opinia publiczna nie będzie tolerować przedłużających się działań w Europie, Roosevelt chciał za wszelką cenę wycofać wojsko ze Starego Kontynentu szybko po niemieckiej kapitulacji – w ciągu dwóch lat. Właśnie ten priorytet przyświecał jego wytrwałym próbom nawiązania współpracy ze Stalinem, pomimo iż nie podzielał romantycznych złudzeń części urzędników administracji odnośnie co do komunistycznego autorytaryzmu. Tłumaczy to jednak również stałe napięcia między Białym Domem a Departamentem Stanu, w tym personelem dyplomatycznym w Moskwie, który postrzegał prezydencką niechęć do konfrontacji z Kremlem jako złowieszczy znak dla powojennego porządku – porządku, w którym Stalin będzie swobodnie narzucał swoją wolę terytoriom okupowanym przez ZSRR.

Brytyjski premier Winston Churchill podzielał te obawy, szczególnie w odniesieniu do Polski, którą uważał za barierę dla radzieckiej ekspansji na Zachód, tak samo jak Stalin traktował ją jako barierę przed zakusami Zachodu[4]. Roosevelt jednak nigdy nie dał się przekonać wizji Churchilla – Wielkiej Brytanii i Ameryki wkraczających ramię w ramię w powojenną erę. „Prezydent podzielał szeroko rozpowszechnioną w Ameryce nieufność do takiego Imperium Brytyjskiego, jakim było niegdyś” – stwierdził minister spraw zagranicznych Anthony Eden. Do tego „nie obawiał się przejęcia tej roli przez inne mocarstwa” niż Stany Zjednoczone[5]. Za to już w 1947 roku takie obawy pojawiły się w Departamencie Stanu i Pentagonie.

Konferencja Wielkiej Trójki w lutym 1945 roku w Jałcie dała Rooseveltowi możliwość spotkania ze Stalinem twarzą w twarz i ostatnią szansę na pogodzenie sprzecznych interesów w kształtowaniu powojennej Europy przed rozstrzygnięciem sprawy w terenie przez postępujące radzieckie, amerykańskie i brytyjskie wojska. Ponieważ Waszyngton i Moskwa nie zgadzały się ze sobą w niczym oprócz kwestii rozgromienia nazistowskiego wroga (z którym Stalin pozostawał w zmowie od 1939 do 1941 roku), wizja prawdziwego porozumienia wydawała się odległa. Świadomy, że umęczone wojną amerykańskie społeczeństwo ogranicza jego militarne i polityczne możliwości nacisku, prezydent musiał polegać bardziej na uroku osobistym niż broni, aby przekonać Stalina do zezwolenia na autentyczną niezależność państw wschodniej Europy. Zdecydowany jednak zapewnić członkostwo ZSRR w nowej Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz jego włączenie się do wojny przeciwko Japonii, był skłonny wiele przehandlować w Europie – nie tylko polską demokrację i reparacje wojenne z zachodnich stref okupacyjnych Niemiec – aby to osiągnąć. Wszelkie zaś sztuczki, jakie mógł wykorzystać w swym przypochlebianiu się, niweczyła w dużym stopniu wszechobecność radzieckich urządzeń podsłuchowych w amerykańskiej rezydencji oraz mikrofonów kierunkowych działających na zewnątrz[6]. Zważywszy na późniejsze zachowanie delegacji radzieckiej w Organizacji Narodów Zjednoczonych i rychłą rozbudowę amerykańskiego arsenału jądrowego, należy stwierdzić, iż Roosevelt przepłacił za ustępstwa ze strony Stalina.

Ten z kolei również użył wszystkich wdzięków, aby uniknąć zobowiązań względem terytoriów, które wkrótce miała opanować Armia Czerwona. „Nie martw się – powiedział zaniepokojonemu po lekturze amerykańskiego projektu Deklaracji o Wyzwolonej Europie ministrowi spraw zagranicznych Wiaczesławowi Mołotowowi. – Załatwimy to później po naszemu. Najważniejszy jest układ sił”[7]. Jeśli natomiast chodzi o relacje ze Stanami Zjednoczonymi, które z pewnością inaczej interpretowały porozumienia w Jałcie, tym również się nie martwił. „Najlepsze przyjaźnie – stwierdził – rodzą się z nieporozumień”[8].

Rzeczywiście, „po wyjeździe z Jałty – wspominał Charles (Chip) Bohlen, sowietolog z Departamentu Stanu – byliśmy pełni nadziei na szczerą współpracę ze Związkiem Radzieckim w kwestiach politycznych po wojnie”[9]. „Duch Jałty”, głosiła prasa, miał strzec wojenne sojusze[10]. Niemal natychmiast pojawiły się jednak problemy. Pod koniec marca 1945 roku, rozzłoszczony zakusami Moskwy na polską niezależność i traktowaniem amerykańskich jeńców (wcale nie bardzo złym według standardów radzieckich) na terytoriach wyzwalanych przez Armię Czerwoną, Roosevelt łupnął w poręcze wózka inwalidzkiego: „Nie możemy robić interesów ze Stalinem. Złamał wszystkie obietnice, jakie złożył w Jałcie”[11]. Do 1947 roku zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w większości państw Europy, Jałta stała się „synonimem zdrady wolności i polityki ustępstw wobec światowego komunizmu”[12]. Miało to swoje konsekwencje.

* * *

Nagła śmierć Roosevelta w kwietniu 1945 roku wstrząsnęła Stalinem i przygnębiła go. Z wrodzoną podejrzliwością wietrzył nieczystą grę. Od agentów wywiadu dowiedział się, że w Waszyngtonie wzrosły wpływy antyradzieckich twardogłowych[13]. Wskutek śmierci prezydenta władzę objął jednak człowiek nieprzygotowany do zadania, który nie miał ani chęci, ani zdolności, by przemodelować odziedziczone plany powojennej polityki zagranicznej i polityki bezpieczeństwa.

„Kim, do diabła, jest ten Harry Truman?” – spytał z niedowierzaniem dziewięć miesięcy wcześniej szef sztabu Franklina Delano Roosevelta, admirał William Leahy, kiedy dowiedział się, że konwencja demokratów w 1944 roku wskazała Trumana jako kandydata na wiceprezydenta[14]. Po objęciu urzędu w Białym Domu Truman odmówił nawet przedyskutowania próśb Churchilla, żeby marsz generała George’a Pattona na Berlin wykorzystać jako kartę przetargową ze Stalinem – tak bardzo skupiał się na tym, by pozostać na ścieżce współpracy wytyczonej przez Roosevelta.

Mimo to postawa obu prezydentów w dyplomacji była bardzo różna. Chociaż Roosevelt prywatnie odnosił się do radzieckiego postępowania nie mniej krytycznie od Trumana[15], temu zaś równie mocno jak Rooseveltowi zależało na dobrych relacjach z Moskwą, Truman rzadko maskował frustrację tak, jak robił to Roosevelt. Na pierwszym spotkaniu z Mołotowem 23 kwietnia w Waszyngtonie nowy prezydent obsztorcował Rosjanina za pełzającą sowietyzację Polski. Kiedy ten drugi zaprotestował, że „nikt nigdy nie mówił do niego w taki sposób”, Truman jeszcze ostrzej dorzucił: „Dotrzymujcie porozumień – odparł – a nikt nie będzie do was mówił w taki sposób”[16].

Mołotow uznał ton Trumana za wyraźny dowód, że amerykańska polityka zrobiła ostry zwrot w prawo. Ze swojej strony Stalin zawsze spodziewał się po Trumanie najgorszego. W 1941 roku, tuż po ataku Hitlera na Związek Radziecki, senatorowi Trumanowi wyrwało się przy dziennikarzu „New York Timesa”: „kiedy zobaczymy, że Niemcy wygrywają, musimy pomóc Rosji, a jeśli będzie wygrywać Rosja, musimy pomóc Niemcom, w ten sposób powybijają się nawzajem”[17]. Istotnie, na każdego zabitego na wojnie Amerykanina przypadło trzynastu Niemców i siedemnastu Rosjan. Ponadto zaraz po zwycięstwie, osiągniętym ogromnym kosztem radzieckiej armii, ludności cywilnej i infrastruktury, prezydent Truman rozzłościł Stalina, zawieszając materialną pomoc w ramach Lend-Lease Act. W rozmowie z doradcą prezydenta Harrym Hopkinsem Stalin potępił wstrzymanie pomocy jako „brutalny” cios w sojusznika. Truman pożałował swojego kroku i wznowił dostawy, ale Stalin odebrał jego zachowanie jako wyraźną oznakę wrogich zamiarów.

Na początku lipca 1945 roku, wciąż sterując sprawami zagranicznymi bez kompasu, Truman był jednak pewny, że podczas spotkania ze Stalinem twarzą w twarz uda mu się postawić kwestie jasno. Prezydent wchodził na pokład USS „Augusta”, rozpoczynając podróż do Europy na trzecią i ostatnią wojenną konferencję Wielkiej Trójki, w wyraźnie optymistycznym nastroju. Miał mocne postanowienie zapewnienia Europie „dziewięćdziesięciu lat pokoju”. Rosjanie „zawsze byli naszymi przyjaciółmi – zapisał 7 lipca w dzienniku – a ja nie widzę powodu, dla którego miałoby się to zmienić”[18].

Po dwóch tygodniach ze Stalinem i Mołotowem zmienił zdanie. „Nigdy nie widziałaś tak upartych osłów jak Rosjanie – napisał 31 lipca do matki. – Mam nadzieję, że to była moja ostatnia konferencja z nimi”[19].

Co poszło nie tak?

Po przyjeździe do Poczdamu prezydent i jego nowy sekretarz stanu James (Jimmy) Byrnes byli zdeterminowani, by odpuścić debaty nad polską niepodległością[20] i zbudować ze Stalinem porozumienie w pilniejszych sprawach. Pragnęli trzymać się priorytetów Roosevelta z Jałty: szybkiego przystąpienia ZSRR do wojny z Japonią i członkostwa w nowej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Nie zamierzali jednak dłużej popierać stworzonej przez Henry’ego Morgenthaua wizji agraryzacji powojennych Niemiec – „planu Morgenthaua” – na sposób Roosevelta. Po niemieckiej kapitulacji w maju priorytetem było teraz ustabilizowanie sytuacji w tym kraju, a nie likwidacja jego przemysłu i obserwowanie, jak ogarniają go głód i zamieszki. Niemcy potrzebowały żywności. Europa potrzebowała węgla. Węgiel trzeba było wydobywać i przewozić. Oznaczało to odbudowę niemieckiej bazy przemysłowej i linii komunikacyjnych. Ekonomiczna kastracja nie wydawała się już tak świetnym pomysłem.

 

Stalin nie miał problemów z obiecaniem Trumanowi, że ZSRR wypowie wojnę Japonii do połowy sierpnia. Dawałoby to Związkowi Radzieckiemu podstawę do odzyskania terytoriów straconych podczas katastrofalnej wojny rosyjsko-japońskiej w latach 1904–1905. Obietnica przystąpienia ZSRR do ONZ (co nastąpiło w październiku) z prawem weta w Radzie Bezpieczeństwa także dawała mu możliwość wywierania nacisku przy negocjowaniu niedokończonych spraw dotyczących powojennego porządku. Ale plan Trumana wobec Niemiec kolidował z wizją przywódcy Związku Radzieckiego.

W Jałcie Stalin zażądał od Niemiec reparacji wojennych w wysokości 20 miliardów dolarów, z czego połowa miała przypaść Rosji. Roosevelt ani nie poparł, ani nie odrzucił tej sugestii i wymigał się od podania konkretnych liczb. Byrnes przyjął jednak twardszą postawę. Zdecydowany nie powtórzyć błędów porozumień po pierwszej wojnie światowej, które w sposób niezamierzony doprowadziły Stany Zjednoczone do zapewnienia Niemcom funduszy na wypłaty dla Francji i Wielkiej Brytanii, upierał się, by reparacje z bieżącej produkcji w zachodnich strefach okupacyjnych były wypłacane Rosji dopiero wtedy, gdy zostaną pokryte koszty utrzymania przy życiu Niemców i ich przemysłu węglowego. Stalin, niezainteresowany losem Niemców i ich górnictwa, odrzucił sugestię Byrnesa. Pat w tej sprawie doprowadził do zatrzymania postępów we wszystkich głównych kwestiach, co rozwścieczyło Trumana.

A jednak 31 lipca – zaraz po tym, gdy Truman napisał pełen złości list do matki – Byrnes, doskonały gracz polityczny, osiągnął triumf, zawierając ze Stalinem „transakcję wiązaną bez targowania”[21]. Bez względu na to, jak wstrętne moralnie wydały się Trumanowi te warunki, zgodził się on, by Stalin oddał część niemieckiego terytorium Polsce, a także zaproponował warunkowe uznanie popieranych przez ZSRR reżimów w Rumunii, na Węgrzech i w Bułgarii. W zamian Stalin odstąpił od żądania konkretnej sumy reparacji wojennych w dolarach – z zastrzeżeniem, że okupowane przez aliantów strefy przekażą 15 procent „użytecznych i kompletnych” środków produkcji do strefy radzieckiej w zamian za żywność, węgiel i inne surowce naturalne ze wschodnich Niemiec[22].

Chociaż Truman czuł ulgę, że udało mu się zachować linię współpracy Roosevelta ze Stalinem, wciąż nie mógł się pogodzić z zapłaconą ceną. Podczas trudnych negocjacji w sprawie Niemiec Stalin nieustannie dopominał się, aby dzielić „wszystko”, bez względu na to, czy znajdowało się na wschód, czy na zachód od granicy między strefami radziecką i alianckimi. Truman podejrzewał, że chodzi mu nie tylko o Niemcy. Spytał radzieckiego przywódcę, czy ma na myśli „linię biegnącą od Bałtyku do Adriatyku?”. „Tak jest” – potwierdził beznamiętnie Stalin – i dodał, że w strefie radzieckiej powinny znaleźć się również Finlandia oraz wschodnia Austria[23]. Trumanowi nigdy nie przyszłoby do głowy, że przyjedzie do Poczdamu dzielić Europę na strefy wpływów, ale ponieważ alternatywą był powrót do ojczyzny z pustymi rękami, nie wyraził zastrzeżeń.

Nowy brytyjski premier Clement Attlee nazwał porozumienie w Poczdamie „ważnym kamieniem milowym”[24]. Trafniejszym określeniem byłby raczej kamień młyński. Pomimo porozumienia Stalin i Truman nadal odwoływali się do Jałty, twierdząc, że to druga strona nie wypełnia zobowiązań. Moskwa upierała się, by alianckie strefy okupacyjne zapłaciły o wiele większe reparacje, a Waszyngton utrzymywał, że gospodarka wschodniej strefy jest nieuczciwie sowietyzowana. Instytucje powołane do sporządzenia traktatów pokojowych między dawnymi wrogami i do nadzoru okupacji Niemiec – Rada Ministrów Spraw Zagranicznych (Council of Foreign Ministers) i Sojusznicza Rada Kontroli (Allied Control Council) – wkrótce zaczęły się chwiać pod ciężarem niemożliwych do rozwiązania sporów o Niemcy. W 1947 roku rozbieżności rozlały się na resztę kontynentu: Truman był przekonany, że Rosjanie skłaniają się do sabotowania demokracji na Zachodzie, a Stalin uważał, że Amerykanie wykorzystują ekonomiczne fortele, aby podkopać proradzieckie rządy na Wschodzie.

* * *

Roosevelt był zasadniczo swoim własnym sekretarzem stanu. Jego relacje z wieloletnim urzędnikiem na tym stanowisku, Cordellem Hullem, w momencie rezygnacji sekretarza w listopadzie 1944 roku osiągnęły już poziom otwartej wrogości. Inni mieli wpływ na politykę zagraniczną głównie w sferze ekonomicznej, a ta Roosevelta niewiele obchodziła. Henry Morgenthau, jego dawny sąsiad z Hyde Parku, który – mając nikłe pojęcie o gospodarce i sprawach zagranicznych – od 1934 roku kierował Departamentem Finansów, wykorzystał swoją polityczną bazę i dojścia z doskonałym skutkiem. Nie mając własnych pomysłów na rządzenie ani instynktu, Morgenthau nadał im treść i formę zasugerowane przez jego ambitnego, dwulicowego zastępcę Harry’ego Dextera White’a.

White, jedna z najbardziej tajemniczych postaci amerykańskiej polityki XX wieku, poszerzył światowe wpływy Departamentu Finansów dzięki mistrzowskim zabiegom na konferencji w Bretton Woods w 1944 roku, na której powołano do istnienia MFW oraz ustalono warunki pomocy wojennej zubożałym Brytyjczykom. Podobnie jednak jak Henry Wallace – który wskaże go jako przyszłego ministra finansów podczas kampanii prezydenckiej w 1948 roku – White był wielkim entuzjastą Związku Radzieckiego i tamtejszego systemu gospodarczego. Przez całą dwudziestoletnią karierę w Waszyngtonie w o wiele większym stopniu niż Wallace wykorzystywał swoją pozycję, by wspomagać Moskwę materialnie i poprzez informacje wywiadowcze[25]. Nadał też kształt tak zwanemu planowi Morgenthaua – deindustrializacji powojennych Niemiec, który miał je zmienić w kraj rolniczy i okaleczony. Obok rozmontowania imperium brytyjskiego pod aprobującym okiem Waszyngtonu plan Morgenthaua stał się podstawą oczekiwań Stalina, że uda mu się narzucić kontrolę strefie buforowej złożonej z państw Europy Środkowej i Wschodniej, bez ingerencji obojętnych Stanów Zjednoczonych oraz słabej i podzielonej Europy Zachodniej.

Truman, który uważał Morgenthaua za „durnia” i sprzeciwiał się jego majstrowaniu przy sprawach niemieckich, przed swoim wyjazdem do Europy w lipcu zmusił go do rezygnacji. Zmarginalizowany White trzy lata później zmarł na zawał serca – tuż po tym, gdy wybronił się z zarzutów o szpiegostwo (później potwierdzonych) przed Komisją Izby Reprezentantów do Badania Działalności Antyamerykańskiej)[26]. Za kadencji Trumana Departament Finansów stał się zaściankiem, podczas gdy Departament Stanu zyskał nie tylko pełny wpływ na tradycyjne sprawy zagraniczne, ale też zawłaszczył kontrolę nad zagraniczną polityką gospodarczą. Kiedy w styczniu 1947 roku generał George C. Marshall obejmował funkcję sekretarza stanu, politykę na wielu frontach kształtowali od nowa ludzie o przeróżnych aspiracjach politycznych i intelektualnych, tacy jak Dean Acheson, George Kennan, Will Clayton, generał Lucius Clay oraz republikański senator Arthur Vandenberg – co miało się okazać brzemienne w skutki.

Po Poczdamie Truman nadal od czasu do czasu z przyczyn politycznych wyciągał rękę do Stalina – głównie po to, by pokazać umęczonemu wojną amerykańskiemu elektoratowi, że z oddaniem dąży do pokoju. Nowy prezydent o wiele chętniej jednak niż Roosevelt pozwalał planować i realizować politykę zagraniczną zespołowi przeznaczonych do tego ludzi. Bezpośrednie kontakty prezydenta z zagranicznymi przywódcami zanikły; zarządzanie depeszami wróciło do Departamentu Stanu[27]. Dyplomaci i eksperci zaś byli mniej skłonni ignorować rosyjską historię i zachowanie. „Nigdy [...] nie uważałem Związku Radzieckiego za równego sojusznika lub partnera” – stwierdził później Kennan[28].

Oczywiście w 1945 roku relacje między Moskwą i Waszyngtonem zatruły skomplikowane realia polityczne, a nie tylko zmiany personalne, i wcale nie jest jasne, czy Roosevelt byłby bardziej skłonny od swojego następcy do obłaskawiania Stalina. Ponadto istotne miejsce na liście spraw niepokojących radzieckiego przywódcę w Poczdamie zajmowała zawoalowana informacja Trumana o nowej, potężnej amerykańskiej broni. Chociaż Stalin był doskonale poinformowany o realizacji projektu bomby atomowej dzięki swojej amerykańskiej siatce szpiegowskiej, demonstracja niszczącego wynalazku w Japonii dwa tygodnie później wprawiła go w osłupienie. Bez względu na to, jakie było prawdziwe nastawienie prezydenta do ZSRR, Stalin wiedział, że teraz Stany Zjednoczone mogą go w każdej chwili zniszczyć. „Hiroszima wstrząsnęła światem – powiedział Stalin do swoich specjalistów od uzbrojenia. – Równowaga została zakłócona. Zbudujcie bombę, to odsunie od nas ogromne niebezpieczeństwo”[29].

Stalin był przekonany, że Amerykanie spróbują wykorzystać monopol atomowy, „aby zmusić nas do zaakceptowania planów dotyczących Europy i świata”, ale „nic z tego” – powiedział Andriejowi Gromyce, radzieckiemu ambasadorowi w Waszyngtonie[30]. Te obawy i podejrzenia zatruwały wszystkie kolejne spotkania Rady Ministrów Spraw Zagranicznych, na których Związek Radziecki, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Francja miały koordynować powojenną politykę w Europie. Stalin poinstruował Mołotowa, aby nie zgodził się na ustępstwa na rzecz Zachodu w kwestii organizacji politycznej nowych radzieckich „satelitów”, jak sam ich nazwał, w południowo-wschodniej Europie. Co jednak najważniejsze dla przyszłości kontynentu, Stalin odrzucił wszystkie propozycje Zachodu dotyczące okupowanych Niemiec, które wiązały się z wycofaniem radzieckiego wojska na wschodzie[31]. Pod koniec 1945 roku, kiedy mijał ostateczny termin ratyfikowania przez czterdzieści cztery państwa porozumień z Bretton Woods, Związek Radziecki oświadczył, że się wycofuje. Był to wielki cios dla wizji „jednego świata” Franklina Delano Roosevelta.

W ciągu czterech tygodni na początku 1946 roku Stalin, Kennan i Churchill dołożyli po cegle pod fundament tak zwanej zimnej wojny – nazwę stworzył w 1945 roku George Orwell na określenie dystopijnej „permanentnej” wrogości narastającej między Stanami Zjednoczonymi i Związkiem Radzieckim[32]. 9 lutego w Teatrze Bolszoj Stalin wystąpił z mową potępiającą światowy kapitalizm i jego polityczne oblicze, imperializm, jako siłę sprawczą wojny na świecie. Dwa tygodnie później Kennan wysłał z Moskwy słynny „Długi Telegram”, w którym opisał radziecki rząd komunistyczny jako ekspansjonistyczny z natury, „odporny na logiczne argumenty” i reagujący wyłącznie na „logikę siły”. Minęły kolejne dwa tygodnie i w Fulton w Missouri Churchill wygłosił historyczne przemówienie o „żelaznej kurtynie”, ostrzegając przed niebezpieczeństwem „komunistycznej piątej kolumny”, która działa w Europie Zachodniej i Południowej. Treść wszystkich wystąpień została rozpowszechniona w amerykańskich oraz europejskich stolicach, co umocniło powszechne poczucie, że konflikt między Wschodem i Zachodem jest nieuchronny – pytanie brzmiało tylko, jaką formę przyjmie.