Jestem szczęśliwym singlem

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Jestem szczęśliwym singlem
Jestem szczęśliwym singlem
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 62,80  50,24 
Jestem szczęśliwym singlem
Jestem szczęśliwym singlem
E-book
27,90 
Szczegóły
Jestem szczęśliwym singlem
Audio
Jestem szczęśliwym singlem
Audiobook
Czyta Beata Pawlikowska
34,90  25,48 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 13
Dwa dzbanki

Czy ty też wyrosłeś w przekonaniu, że każdy musi być z kimś, bo tylko to nadaje życiu sens i pełnię? I w jednoczesnym strachu, że bycie pojedynczym singlem czyni cię kimś niepełnym, niekompletnym i niepełnowartościowym? Że tracisz wtedy coś bardzo ważnego, co mają prawie wszyscy dookoła?

Pewnie tak.

Chyba wszyscy tak mamy, bo tak nas wychowano.

Ja też taka byłam.

Kiedy nieuchronnie kończył się jeden związek, ja myślałam tylko o jednym: gdzie spotkam kogoś, z kim znów będę mogła być.

Potrzebowałam być z kimś.

Z kimkolwiek.

Byłam jak wiecznie głodny wędrowiec, który przemierza kilometry dróg od jednej wioski do następnej. W każdej zatrzymuje się na pewien czas i ucztuje w miejscowym barze. Pochłania słodkie ciasta i pierogi oblane śmietaną, bułki, kotlety i śledzie. Bez namysłu zjada wszystko, co zostanie postawione na stole, nie zastanawiając się które z tych rzeczy są zdrowe, a które dadzą tylko złudzenie sytości.

Wiesz dlaczego ludzie w miastach są wiecznie głodni i ciągle mają ochotę coś zjeść? Dlatego że zjadają duże ilości bezwartościowego jedzenia, które zapełnia żołądek, ale nie przynosi wartości odżywczych, z których ciało mogłoby budować nowe komórki i swoją siłę.

Tak samo jest z miłością.

Ja czułam wieczny głód. Nigdy nie miałam dosyć. Ciągle potrzebowałam więcej. Nawet w pozornie dobrym związku nigdy nie czułam się w pełni szczęśliwa, syta i spokojna. Zawsze na dnie serca czaił się lęk, cień samotności i głód miłości.

Zobacz jak to jest.

Wyrastasz w głodzie miłości, bo wszyscy dorośli dookoła sugerują, że tylko miłość i związek z drugim człowiekiem przyniesie ci prawdziwe spełnienie, szczęście, dopełni ciebie jako człowieka i nada twojemu życiu nieskończenie ważny i niepodważalny sens. Inne dzieci w twojej szkole i na twoim podwórku uczą się dokładnie tego samego.


Dwadzieścia lat później dzieci z podwórka i ze szkoły stają się dorosłe.

Rozpoczynają samodzielne życie.

I co robią w pierwszej kolejności?

Każdy podświadomie dąży do tego, żeby znaleźć „drugą połowę”.

Weźmy to na logikę.

Jeżeli szukasz swojej „drugiej połowy”, to oznacza, że bez męża albo żony (czyli bez „drugiej połowy”) jesteś tylko połówką człowieka.

Serio?

Czy to jest naprawdę to, w co chcesz wierzyć?

Pójdźmy o krok dalej.

Mamy dorosłe kobiety i dorosłych mężczyzn, którzy są wewnętrznie przekonani o tym, że:

1 ja sam w pojedynkę jestem niepełny, niepełnowartościowy, jestem tylko „połówką” prawdziwego człowieka,

2 prawdziwy, trwały i niepodważalny sens w moim życiu pojawi się dopiero wtedy kiedy założę rodzinę,

3 będę prawdziwie szczęśliwy dopiero wtedy kiedy ktoś mnie pokocha,

4 dopiero kiedy ktoś mnie pokocha, zostanie zaspokojona moja potrzeba bliskości i miłości,

5 kiedy ktoś mnie pokocha, wreszcie przestanę czuć się samotny, odtrącony, gorszy, niepotrzebny.

Zgodzisz się?

Miłość przecież naprawia wszystko, prawda?

Wystarczy, żeby ktoś cię pokochał, to będziesz wreszcie bezpieczna, spokojna i szczęśliwa. Ktoś będzie czuwał nad tobą, ktoś dostarczy ci tego, czego ci potrzeba, ktoś wyrówna twoje braki i rozwieje lęki. Tak?

Ja tak kiedyś myślałam.

Tego właśnie oczekiwałam w każdym związku.

Spodziewałam się podświadomie, że bycie z kimś uwolni mnie od wszystkiego, co jest we mnie bolesne, krzywe, złe, brzydkie, niepotrzebne, gorsze, bezwartościowe. Że przestanę się czuć samotna, niechciana, zagubiona, a moje życie wreszcie nagle stanie się piękne i nabierze sensu.

Nie zastanawiałam się nad tym jak miałoby się to stać. Nie przyszło mi do głowy proste pytanie jakim cudem obecność i bliskość drugiego człowieka miałaby nagle wyczyścić moje serce z tego, co jest w nim przykre i obciążające.

Miłość miała to sprawić.

Coś, co zaiskrzy między nami, rozjaśni nam myśli i oświetli drogę.

Mówiąc inaczej, miłość miała być czarodziejską różdżką, która wszystko naprawi i zmieni na lepsze.

I teraz zobacz.

Spotyka się chłopak z dziewczyną.

Ona w głębi serca wierzy w to, że jest niepełna, niepełnowartościowa, jest tylko połówką człowieka. Zmaga się ze swoimi demonami, z samotnością, lękiem przed przyszłością, stresem, napadami duszności i bolącym kręgosłupem.

Pracuje w firmie ubezpieczeniowej, ale nie lubi tej pracy, bo czuje, że zamiast się rozwijać, stoi w miejscu. Marzy o czymś innym, ale nie ma pojęcia co mogłaby robić i jak. Może pójdzie na studia, może zrobi kurs, może znajdzie wreszcie swoją pasję. Na razie czuje się niepewna, niespełniona, sama już nie wie dokąd zmierza i nie jest w stanie znaleźć dobrego rozwiązania.

On wychował się bez ojca, więc marzy o tym, żeby założyć własną, szczęśliwą rodzinę. Boi się samotności i niezrozumienia. Skrycie w głębi serca wierzy w to, że rodzina da mu poczucie bezpieczeństwa i sensu.

Miewa napady melancholii, przygnębienia i braku nadziei, co tłumaczy sobie trudną sytuacją ekonomiczną. Ciągle martwi się tym skąd wziąć pieniądze na wszystko, czego potrzebuje. Chciałby mieć lepszy samochód, lepszy smartfon, lepszy laptop i lepsze ubranie. Ciągle wszystkiego brakuje. Nigdy nie jest tak, żeby było naprawdę dobrze. Raz w tygodniu spotyka się z kolegami, razem oglądają mecz i piją tyle, żeby zapomnieć o tym, że żyją.

Przeciętna polska para.

Oboje spragnieni bliskości, miłości i poszukujący życiowego sensu.

Co mogą dać sobie nawzajem?

Tylko to, co mają.

A co mają?

Lęki, samotność, tęsknoty, pytania bez odpowiedzi, życiowe zagubienie, brak poczucia bezpieczeństwa i własnej wartości, lęk przed przyszłością, stres, niepewność, niespełnienie, brak nadziei i brak rozwiązań.

Oczywiście mają też w sobie pewien zasób siły, umiejętności radzenia sobie z kłopotami, marzeń i wiary, ale generalnie są raczej poszukujący po omacku niż zmierzający do celu.

Czym więc mogą się wymienić w związku?

Z czego i na czym mogą ten związek zbudować?

Na swoim życiowym zagubieniu, na byciu połówką człowieka, na oczekiwaniu, że druga osoba jakoś to naprawi i przywróci do ładu?

Co mogą dać sobie nawzajem? Własną samotność, lęk przed odrzuceniem i niespełnienie?

Skąd mają wziąć to, czego najbardziej potrzebują?

Jak mogliby zaspokoić potrzeby i oczekiwania, skoro żadne z nich nie posiada tych wartości, których szukają u siebie nawzajem?

Każde z nich jest jak puste naczynie ze śmieciami na dnie.

Spotykają się dwa puste dzbanki, każdy z nich jest spragniony czystej, zdrowej wody i każdy z nich wierzy, że związanie się z drugim dzbankiem jest wystarczające do tego, żeby zostać wreszcie napełnionym.

Czy nie tak nam mówiono?

Że wystarczy spotkać swoją drugą połowę, żeby odnaleźć sens i spełnienie?

A czy ktoś powiedział ci kiedykolwiek,

że musisz najpierw mieć czystą, zdrową wodę w sobie,

żeby móc się z nią podzielić?

Innymi słowy, czy ktoś powiedział ci kiedykolwiek,

że musisz najpierw mieć szczęście w sobie,

żeby móc dzielić się nim z drugim człowiekiem?

Jak możesz dzielić się czymś, czego w tobie nie ma? Z mężem, z żoną, z dziećmi. Przecież możesz dać komuś tylko to, co masz. A nie to, czego ci od zawsze brakuje.

ROZDZIAŁ 14
Trzy najważniejsze rzeczy

To było dla mnie jak olśnienie.

Zrozumiałam trzy najważniejsze rzeczy o miłości:

1 Kiedy sam jesteś głodny miłości, nie możesz nią nakarmić drugiego człowieka,

2 Kiedy czujesz się samotny, to znaczy, że wciąż nie umiesz kochać,

3 Jeśli wierzysz w to, że tylko miłość nada sens twojemu życiu, to nie jesteś na nią gotowy.

Zrozumiałam trzy najważniejsze rzeczy o życiu:

1 Ja jestem odpowiedzialna za to jak wygląda moje życie i jak się w nim czuję,

2 Ja – wspólnie z opiekującą się mną Siłą Wyższą – mam w sobie wystarczająco dużo siły serca i umysłu, żeby naprawić i uleczyć to, co wymaga zmiany,

3 Mogę przeżyć moje życie w taki sposób, jaki sama wybiorę na mocy mojej świadomej, wolnej woli.

Zrozumiałam trzy najważniejsze rzeczy o związkach:

1 Tylko szczęśliwy wewnętrznie człowiek ma szansę na szczęśliwy związek, ponieważ ma szczęście, którym może się dzielić,

2 Najpierw trzeba pokochać samego siebie, żeby umieć kochać innych,

3 Dobry związek to 100% miłości, przyjaźni i szacunku oraz 0% żądań i oczekiwań.

Czwarta najważniejsza rzecz o życiu, miłości i związkach:

Spotykasz na swojej drodze tylko takich ludzi, którzy są twoim lustrzanym odbiciem,

czyli są na tym samym lub bardzo zbliżonym etapie rozwoju emocjonalnego.

W praktyce to oznacza podobną ilość podświadomego strachu lub poczucia bezpieczeństwa.

Teraz pewnie powiesz:

– No, co do tego ostatniego, to zupełnie się nie zgodzę! Mój chłopak i ja jesteśmy całkowicie inni od siebie! I to właśnie nas do siebie najbardziej przyciągało! On uwielbia śnieg i jeżdżenie na nartach, ja wolę słońce i polską plażę nad Bałtykiem. On lubi pikantne jedzenie i używa tyle ostrego sosu, że ja nie mogę przełknąć nawet jednego kęsa! On lubi muzykę dyskotekową, a ja Arianę Grande i Eda Sheerana, on chce oglądać kryminały, a ja komedie romantyczne. Poza tym on jest wybuchowy, a ja jestem spokojna. On jest bałaganiarzem, a ja ciągle muszę po nim sprzątać. Jesteśmy zupełnie różni!

 

Powiem ci tak.

Rzeczywiście.

Na pozór jesteście różni od siebie, bo macie różne zainteresowanie i różne gusta. Jest też na pewno wiele innych rzeczy, które was łączą i są wam wspólne, na przykład śmiejecie się z tych samych dowcipów, oboje lubicie jeździć samochodem albo macie podobne poglądy w sprawach polityki.

Gdyby tak jednak prześwietlić i zestawić wasze głęboko skrywane emocje, to okazałoby się, że jesteście prawie identyczni.

Wiesz co mam na myśli?

On jest wybuchowy, a ty jesteś spokojna.

Pozornie to jest wielka różnica, ale tylko pozornie. Gdyby sprawdzić jaka jest prawdziwa przyczyna jego wybuchowości i prawdziwa przyczyna twojego spokoju, to mogłoby się okazać, że biorą się z dokładnie tego samego źródła, czyli różnych skrywanych lęków, z których żadne z was prawdopodobnie w ogóle nie zdaje sobie sprawy.

On jest wybuchowy być może dlatego, że kiedy był mały, zabraniano mu wyrażać takie uczucia, które dorośli uważali za negatywne. Mówili mu:

– Nie złość się! Nie płacz! Nie wrzeszcz! Bądź grzeczny! Jak nie będziesz grzeczny, to ci wleję!

Ale wiesz jak to jest. Czasem dziecko głośno płacze dlatego, że czuje emocje, których nie jest w stanie zrozumieć i to jest uczucie tak wielkiej bezradności, że nie jest w stanie samo sobie z nim poradzić. Na przykład kiedy widzi złość, nienawiść i niechęć na twarzy ojca, który jest dla niego całym światem. Nie pamięta już co zrobiło ani jak bardzo to było złe czy niedozwolone, bo ważne jest tylko to, że czuje się odrzucone przez rodziców, więc cały jego świat rozpada się w kawałki.

Szlocha i ryczy jak rozbitek widząc odpływający statek. Albo wrzeszczy i kopie nogami, bo jest w nim tak mnóstwo szarpiącej rozpaczy i strachu, że przepełniają go aż po czubek głowy.

A dorośli krzyczą:

– Przestań! Uspokój się! Wstań! Zachowuj się! Bądź cicho! Wstydź się! Taki duży chłopak i płacze! Nie bój się! Nie krzycz! Nie becz!

Nie można rozkazać dziecku, żeby przestało się bać. Nawet jeśli jesteś jego rodzicem, czyli kimś najważniejszym na świecie. Nawet dorosłemu nie można rozkazać, żeby przestał się bać, bo jeśli się boisz, to ten strach jest już w tobie, jaki sens ma więc zaprzeczanie temu uczuciu i udawanie, że go nie ma?…

A jednak to właśnie często robią dorośli w stosunku do swoich dzieci.

Każą im przestać się bać, czyli schować ten strach gdzieś bardzo głęboko w sobie, ukryć go i udawać, że go nie ma.

Tyle że on tam jest i w dodatku rośnie za każdym razem kiedy nie możesz i nie potrafisz wyrazić go w taki sposób, który przyniósłby ci ulgę i naprawdę cię od niego uwolnił.

Być może więc twój chłopak nosi w sobie taki skrywany strach przed wyrażeniem każdej silniejszej, niekontrolowanej emocji. Ukrywa przed tobą i przed innymi ludźmi swoje zniecierpliwienie, rozdrażnienie, woli przemilczeć niż zapytać, stara się być grzeczny i miły, ale czasem po prostu nie jest w stanie dłużej powstrzymywać tej wzbierającej się fali i wtedy wybucha. Wtedy krzyczy, wyzywa, bije pięścią w ścianę, kopie latarnię, trzaska drzwiami. Wyładowuje się w gwałtowny i głośny sposób.

A ty twierdzisz, że jesteś inna, tak?

Bo nie wybuchasz jak wulkan.

Ty jesteś spokojna, opanowana, szczególnie wtedy, kiedy czujesz, że on może stracić kontrolę, prawda?

Czy wiesz, że to jest najprawdopodobniej inna wyuczona reakcja na niemożność okazania swoich prawdziwych emocji?

I czy nie jest tak, że ty właściwie też czasem wybuchasz, tylko robisz to w inny sposób? Nie w obecności innych osób, ale sama, kiedy nikt nie widzi, płaczesz w poduszkę, bo jest w tobie tak mnóstwo sprzecznych uczuć i bezradności, że nie jesteś sobie w stanie z nimi poradzić?

Więc rzeczywiście, pozornie różni was sposób okazywania swojej bezradności wobec emocji, jakie szarpią waszymi sercami.

Ale jesteście tacy sami jeśli chodzi o zapętlenie się w uczuciach, których nie umiecie nazwać ani wyrazić w momencie, kiedy powstają. Ukrywacie je więc przed innymi i przed samymi sobą, bo zostaliście nauczeni, że „nie wolno” ich czuć, nie wolno być niegrzecznym, słabym, nie wolno czegoś nie umieć, nie wiedzieć, nie radzić sobie.

Mimo że przecież to jest najbardziej ludzka rzecz na świecie!

Każdy się czasem czegoś boi, każdy może mieć chwilę słabości, każdy może popełnić błąd albo zrobić coś głupiego. Każdy może i ma prawo czuć złość, gniew albo niecierpliwość w określonych sytuacjach.

Każdy, i dziecko, i dorosły.

Nie chodzi więc o to, żeby to ukrywać i wstydzić się tego, tylko raczej o to, żeby umieć sobie poradzić z takimi emocjami.

Kiedy zostaniesz w dzieciństwie nauczony, że musisz się wstydzić własnych emocji, nie wiesz co z nimi zrobić. Utykasz je w najciemniejszych miejscach swojej duszy, tłamsisz je, dusisz je w sobie, ale czy myślisz, że one wtedy znikają? Skąd. Zostają w tobie i są tak dobrze schowane, że sam lub sama nie wiesz o tym, że w tobie są. A kiedy zgromadzi się ich zbyt wiele, to wylewają się z ciebie niepowstrzymanym i niemożliwym do opanowania potokiem.

Niektórzy wtedy wpadają w szał wściekłości, inni chowają się w garażu i płaczą rozpaczliwie jak dzieci. Jeszcze inni idą do baru i zagłuszają szalejące emocje alkoholem. Albo ćwiczą na siłowni do utraty sił. Albo czują tak niepowstrzymany i wszechogarniający głód słodyczy, że zjadają cały tort.

Albo robią coś innego, co jest tak samo ekstremalne, niemożliwe do opanowania i wymykające się spod ich kontroli.

Ale w gruncie rzeczy są dokładnie tacy sami. Tak samo bezradni wobec zbyt silnych emocji, których nie rozumieją, nie znają i z którymi nie umieją sobie radzić.

Tyle że w inny sposób tracą nad tym kontrolę.

Czy tak właśnie jest z wami? Z tobą i z nim?

Czy teraz widzisz, że jesteście w gruncie rzeczy tacy sami?

Ludzie przyciągają się do siebie nie tym, co powierzchownie jest między nimi różne, ale tym, co w głębi duszy jest w nich identyczne.

Jeśli jesteś wewnętrznie rozdarta, niepewna i pełna lęków, to najbardziej pociągający będzie ci się wydawał ktoś, kto jest tak samo rozdarty, niepewny i pełen strachu jak ty.

Będziesz w nim czuła bratnią duszę, tak jakbyście nadawali na podobnej fali. Bo rzeczywiście tak jest. Jesteście w podobny sposób samotni wewnętrznie, podświadomie spragnieni opieki i ciepła, i tak samo zapętleni w emocjach, których nikt was nigdy nie nauczył rozpoznawać, nazywać i uwalniać w zdrowy, normalny sposób.

Każde z was jest trochę jak dziecko błądzące przez życie po omacku we mgle. To właśnie najbardziej, magnetycznie was do siebie przyciąga. I jednocześnie to jest właśnie to, co was zniszczy.

ROZDZIAŁ 15
Wspólna przestrzeń

Masz dwie osoby z sercem pogruchotanym przez wcześniejsze doświadczenia. Dwie osoby, które pragną być kochane i stworzyć szczęśliwy związek.

Każda z tych dwóch osób ma swoje wady i zalety. Każda zna swoje mocne strony i nienawidzi w sobie tego, co jest w niej słabe lub złe. Każda ma swoje sposoby na radzenie sobie z emocjami i trudnymi sytuacjami.

Oto co każda z tych osób wnosi do związku:

1 Pragnienie, żeby tym razem było inaczej i wreszcie się udało,

2 Szczerą wolę bycia jak najlepszym dla drugiej osoby,

3 Oczekiwanie, że jeśli będę bardzo się starał, to będziemy szczęśliwi,

4 Oczekiwanie, że jeśli ja będę się bardzo starał, to ty też będziesz się starała tak samo mocno,

5 Oczekiwanie, że dostanę to, czego tak bardzo mi brakuje: ciepło, akceptację, zrozumienie, miłość, poczucie bezpieczeństwa,

6 Wewnętrzną samotność spowodowaną przez brak pełnej więzi emocjonalnej z rodzicami opartej na bezwarunkowej akceptacji, szacunku i przyjaźni,

7 Nienawiść do samego siebie kiedy nie jest się takim, jak powinno się być,

8 Pogardę do samego siebie kiedy popełni się błąd albo zrobi się coś „niewybaczalnego”,

9 Lęk przed zbłaźnieniem się przed innymi ludźmi, lęk przed krytyką i odrzuceniem, czyli brak poczucia własnej wartości,

10 Wszystkie swoje niekontrolowane zachowania i kompulsywne reakcje w odpowiedzi na poczucie bezradności wobec szarpiących nimi emocji, takie jak choćby objadanie się słodyczami, hazard, nieustanne wpadanie w długi, alkohol, marihuana i inne używki.


Związek to wspólna przestrzeń,

w której dwie osoby dzielą się tym, co mają.

Dzielą się tym, co mają, bo jak mogliby dać sobie coś, czego żadne z nich nie posiada?

Zobacz ile mają podświadomych oczekiwań.

Nie można ich za to winić, bo tak zostali wychowani.

Dziewczynkom ciągle czyta się bajki o królewiczach, którzy przybywają, żeby je uwolnić i uszczęśliwić. Chłopcy wszędzie widzą macho zdobywców oblepionych wiankiem wpatrzonych w nich półnagich dziewczyn z dużymi biustami. Przekaz jest jasny.

Muszę pokazać, że jestem silniejszy i lepszy od innych, to zdobędę taką dziewczynę na własność, wtedy inni ludzie będą patrzeć na mnie z podziwem, a ona mnie uszczęśliwi.

Zwróć uwagę na to, że to jest (podświadome) myślenie oparte na budowaniu pozorów. Chłopak nie myśli, że chce być silny i odważny. Wystarczy, żeby inni ludzie myśleli, że on taki jest. Wystarczy tak zbajerować laskę, żeby ona w to uwierzyła. Siła i odwaga w dzisiejszych czasach jest łatwo zdobywalna za pieniądze.

Modna koszula, opalenizna i okulary przeciwsłoneczne tworzą wrażenie kogoś, kto jest silny, odważny, samodzielny i męski. On udaje kogoś, kto jest świetnym materiałem na życiowego partnera, ale ponieważ prawie wszyscy inni dookoła też udają kogoś, kim w rzeczywistości nie są, to świat jest pełen rozczarowanych par, rozstań, rozwodów i złamanych serc.

Wiesz o co chodzi.

Nikt nam nigdy nie powiedział,

że na pozorach nie da się zbudować czegoś trwałego.

Pozory pomagały nam przetrwać w nawałnicach wywołanych przez skonfliktowane emocje naszych rodziców i opiekunów.

Wtedy chowaliśmy się w sobie, a na zewnątrz

pokazywaliśmy tylko to, co było dozwolone, zalecane i chwalone.

Każdy miał być grzeczny, prawda?

Nieważne co działo się w twojej duszy, tak naprawdę pragnąłeś tylko jednego: być akceptowanym przez rodziców. W imię zdobycia tej akceptacji byłeś gotów udawać wszystko, nawet to, że nie czujesz tego, co czułeś.

Przywiązaliśmy się do tworzenia pozorów po to,

żeby u innych wywołać odpowiednie złudzenie.

To świetnie działało kiedy byliśmy dziećmi.

Ale to nie działa jeżeli chcesz stworzyć prawdziwy,

dobry i trwały związek z drugim człowiekiem.

Prawda zawsze wyjdzie z ciebie

w najmniej oczekiwanym momencie.

To nie znaczy, że jesteś złym człowiekiem. To nie znaczy, że nie zasługujesz na miłość.

To znaczy tylko tyle, że najpierw musisz znaleźć, odkryć i zrozumieć prawdę o samym sobie.

Przyznać się przed samym sobą do rzeczy i emocji, o których wiesz tylko ty.

Zrozumieć i nazwać ich przyczynę.

Przejąć pełną odpowiedzialność za to jak się czujesz i jaki jesteś.

Być w kontakcie z samym sobą, rozumieć swoje myśli, uczucia, marzenia i pragnienia.

Wtedy w naturalny sposób przestajesz oczekiwać, że ktoś naprawi to, co jest wciąż w tobie mętne, złe, przykre i bolesne.

Kiedy jesteś naprawdę wewnętrznie silny,

jesteś w stanie dzielić się swoją siłą.

Jeżeli umiesz kochać siebie,

masz w sobie miłość, którą możesz się dzielić.

Jeżeli umiesz opiekować się swoim życiem,

potrafisz też zaopiekować się innymi w taki sposób,

który będzie dla nich pozytywny i konstruktywny.

Tak po prostu jest.

Związek z drugim człowiekiem to taki stan, kiedy nakładają się na siebie wszystkie wasze wewnętrzne przestrzenie. Także te, z których nie zdajecie sobie w pełni sprawy, bo nigdy o nich nie rozmawialiście. Wszystkie wasze odcienie samotności, nienawiści, pogardy, strachu, beznadziei, oczekiwań i nadziei.

Napędzane przez to, w co naprawdę wierzycie o miłości, rodzinie i związkach. Podszyte tym wszystkim, co naprawdę myślicie o samych sobie.

 

Wiesz co mam na myśli?

Związek z drugim człowiekiem nie zmieni tego,

czego w sobie nienawidzisz.

Nie naprawi twojego życia.

Nie przyniesie ci szczęścia, którego ci brakuje.

Jest tak z dwóch powodów.

Po pierwsze dlatego, że przyciągasz do siebie tylko

takiego człowieka, który w duszy nosi podobne emocje jak ty.

Po drugie dlatego, że dzielić możesz się tylko tym, co masz.

Jeśli nie umiesz być szczęśliwa sama,

to nie będziesz szczęśliwa z nim.

Niezależnie od tego kim on jest albo kim wydaje się być.

Jeżeli nie umiesz dać samej sobie bezwarunkowej akceptacji, to nie będziesz w stanie pokochać siebie, a jeżeli nie umiesz kochać siebie, to znaczy, że po prostu nigdy nie nauczyłaś się kochać w ogóle, więc nie potrafisz kochać drugiego człowieka.

To co nazywasz miłością jest najprawdopodobniej wymianą wzajemnych świadczeń i oczekiwań. Ale to nie jest miłość. A jeśli to nie jest miłość, to jest pełna bardzo stromych urwisk, z których czasem spadasz, rozbijając sobie boleśnie serce i duszę, zdrad, kłamstw, podejrzeń i strachu.

Jasne, że można wytrwać w takim związku nawet przez pięćdziesiąt lat.

Jest wielu ludzi, którzy tak żyją.

Pytanie tylko czy to jest właśnie to, czego chcesz.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?