Blondynka na HawajachTekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Nie masz czasu na czytanie?
Posłuchaj fragmentu
Blondynka na Hawajach
Blondynka na Hawajach
− 20%
Otrzymaj 20% rabat na e-booki i audiobooki
Kup zestaw za 61,80  49,44 
Blondynka na Hawajach
Tekst
Blondynka na Hawajach
E-book
29,90 
Szczegóły
Blondynka na Hawajach
Blondynka na Hawajach
Audiobook
Czyta Beata Pawlikowska
31,90 
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 12. Królowa archipelagu

ROZDZIAŁ 12

Królowa archipelagu


Bogini Pele urodziła się w mitycznej ziemi Honua-Mea. Miała pięć sióstr i pięciu braci. Była nieposłuszna, uparta, szybko wybuchała gniewem, ciągle szukała czegoś nowego. Dla wszystkich było jasne, że spokojny dom nie jest dla niej najlepszym miejscem.

Pewnego dnia najstarszy brat Pele, Bóg Rekinów, Kamohoali'i, dał jej czółno w prezencie. Wyruszyła na ocean razem z braćmi i najmłodszą siostrą, którą na czas podróży zamknęła w jajku. Zrobiła to dla jej bezpieczeństwa, dlatego że inna siostra, Namakaokahai, Bogini Wody i Oceanu, chwytała się różnych sposobów, żeby przeszkodzić im w tej podróży. Piętrzyła fale, przysyłała huraganowy wiatr, zasłaniała niebo chmurami, żeby zgasić gwiazdy wskazujące właściwy kierunek.

Bogini Pele rozgrzewała się żarem swojego serca, do celu prowadził ją wewnętrzny głos i miała w sobie tyle siły, żeby obronić się przed atakami siostry.

Po wielu dniach niebezpiecznej podróży w końcu zobaczyła ziemię. Dopłynęła do brzegu, zeszła na ląd i wbiła w ziemię swoją magiczną różdżkę. Była to różdżka zacnych rozmiarów, pa'oa, którą Pele dostała w prezencie od swojego wujka. Wielkością i kształtem przypominała narzędzie używane później na Hawajach do pracy w polu. Nazywało się 'o'o' i wyglądało jak małe wiosło. Zrobione z drzewa uhiuhi, spłaszczone na obu końcach na kształt łopatek, pośrodku miało gładką, okrągłą rękojeść.

Bogini Pele miała do tego talent. Wiedziała gdzie znaleźć odpowiednie miejsce i jak wbić pa'oa na odpowiednią głębokość, żeby przebić zewnętrzne warstwy ziemi i dotrzeć do żywej magmy, do czerwonych, gorących, roztopionych skał.

Zeszła więc na ląd, wbiła pa'oa w ziemię i wtedy znienacka z szumem fal pojawiła się siostra Namakaokahai. Pele musiała uciekać. Ścigana przez Boginię Wody i Oceanu skakała z wyspy na wyspę, na każdej zostawiając za sobą ślad: Wzgórze Pele – Puu ka Pele i słynny kanion Waimea na wyspie Kauai, krater Diamond Head na wyspie Oahu, doliny na wyspie Molokai. W końcu bogini dotarła do największej wyspy i ukryła się na wierzchołku krateru Mauna Loa, drugiego największego wulkanu na Hawajach, o trzydzieści pięć metrów mniejszego od Mauna Kea.

Dla Namakaokahai było tam najwyraźniej zbyt sucho i niegościnnie. Zabrała całą swoją mokrą broń i odpłynęła. A Pele została tam na zawsze. Przeniosła się potem na wulkan Kīlauea, gdzie mieszka do dziś.

I jeśli zapomnisz o tym, że to ona jest królową archipelagu, na pewno ci o tym przypomni.


W paprociach tropikalnego lasu na wyspie Big Island.

Poruszyłam nosem. W powietrzu pachniało… boginią Pele. Niebo było dziwnie przyćmione, horyzont szary, coś ciężkiego wydawało się wisieć nad ziemią. To był vog, brat smogu. Vog, czyli smog wulkaniczny. Powstaje wtedy, gdy z krateru wulkanu wydobywają się podziemne gazy i wchodzą z reakcję z tlenem, wilgocią i słońcem.

Vog wisiał nad wyspą. Wydawało się, że ktoś zarzucił na ziemię półprzejrzystą pelerynę. Niby było widać niebo i słońce, ale niewyraźnie, w innej przestrzeni, tak jakby ktoś schwytał je w mglistą sieć.

To ona.

Gdziekolwiek pójdziesz, znajdziesz jej ślad.

Na przykład nadpalone liście paproci amaumau. W dniu kiedy półbóg Kamapua'a zobaczył boginię Pele po raz pierwszy, stracił dla niej głowę. Ciągle deptał jej po piętach, wyskakiwał znienacka i przybierał różne postaci, żeby ją dogonić, schwytać i wyznać jej swoją miłość. Bogini wcale nie miała na to ochoty. Jak mogła, usiłowała więc przed nim uciec. Pewnego popołudnia Kamapua'a zamienił się w bujne paprocie rosnące na zboczu wulkanu. Już miał objąć ją swoimi zielonymi ramionami, gdy Pele zorientowała się w zasadzce i dmuchnęła na niego ogniem. Do dzisiaj paproć wygląda tak, jakby miała przypalone liście.

Podczas wędrówki spotkasz być może krzewy ohelo z czerwonymi owocami podobnymi do jagód. To była pierwsza roślina, jaka wyrosła na Hawajach. Jest więc bardzo droga sercu bogini Pele. Jeśli zerwiesz czerwone jak ogień jagody, jedną zawsze rzuć na ziemię w kierunku wulkanu Kīlauea. W prezencie dla bogini.


Nawet na takim wulkanicznym pustkowiu w końcu pojawia się życie.

Między kamykami na zboczach wulkanu leżą zastygnięte łzy boginie Pele. Maleńkie czarne krople lawy. Każdy kamień, okruch lawy i żwiru jest jej własnością. Jeżeli zabierzesz go ze sobą, będzie tak długo nękała cię swoim płomiennym oddechem, aż wrócisz na górę i oddasz to, co z niej zabrałeś. To samo dotyczy czarnego piasku na hawajskich plażach. Zdarzali się tacy, którzy wyjeżdżali z Hawajów z torebkami piasku na pamiątkę. Długo nie mogli zrozumieć dlaczego zaczął im towarzyszyć niezwykły pech. Nic się nie udawało. Wszystko się rozpadało. Związki, zdrowie, interesy.


Czarne krople zastygniętej lawy, nazywane łzami bogini Pele.

Kilka lat temu w gazecie Los Angeles Times zamieszczono reportaż, którego bohaterem był niejaki Tymoteusz (Timothy) Murray, który niedawno wrócił z Hawajów. Przywiózł ze sobą buteleczkę czarnego piasku. Miała mu przypominać o cudownych wakacjach, widokach, niezwykłości naturalnego świata. Niedługo po powrocie do domu zmarł jego ukochany pies, rozstał się z dziewczyną, z którą po pięciu latach związku zamierzał się ożenić, a następnego dnia do jego drzwi zastukali agenci FBI z oskarżeniem o naruszenie praw autorskich w internecie. Przypadek?

Urzędy pocztowe na Hawajach i centrum gości Parku Narodowego Wulkanów na wyspie Big Island dostają dziesiątki przesyłek z kamieniami, fragmentami lawy, czarnym piaskiem i listem, w którym najczęściej jest napisane: „Proszę zanieś z powrotem na plażę albo na górę i przekaż bogini Pele, że przepraszam za przywłaszczenie sobie jej własności”.

Niektórzy mówią, że nie ma żadnego przekleństwa, a jedynie przesąd obraźliwy dla rdzennych mieszkańców wysp.

Ale z drugiej strony każdy przejaw świata natury – każde kumulā'au, czyli drzewo, każda kropla wai, wody, każdy lau, liść, każde holoholona, zwierzę, i każdy pōhaku, czyli kamień, posiada swoją niezwykłą duchową moc zwaną mana.

Mana to coś więcej niż energia. Mana to pewna duchowa wewnętrzna moc pochodząca z połączenia z uniwersum, czyli ze wszystkim co istnieje, ze wszystkim co było, jest i będzie, bez żadnych ograniczeń, w swojej czystej prawdziwej formie niemożliwej do zrozumienia za pomocą istniejących ludzkich pojęć.

Mana to moc pochodząca z wewnątrz, podczas gdy jej źródłem jest wszystko istniejące na zewnątrz. Tak jak kropla wody wyjęta z oceanu, która posiada swoją moc pochodzącą z połączenia z oceanem.

Mana to też osobista moc człowieka. Niezależna od wszystkich okoliczności i osób. To wewnętrzna moc, z której każdy korzysta na miarę swojej świadomości. Każdy ją ma w nieograniczonej ilości. Chodzi tylko o to, żeby ją w sobie odkryć, poczuć i zacząć z niej korzystać.

Jeśli każdy przejaw natury na Hawajach posiada swoją wewnętrzną moc, to łatwo można zrozumieć, że kamień może sobie nie życzyć dotykania ani tym bardziej pakowania go do ciasnej kieszeni i zabierania na inny kontynent. Jak dla mnie, to jasne i całkowicie zrozumiałe.


Rozdział 13. Magiczna strona

ROZDZIAŁ 13

Magiczna strona


Były trzy powody dlaczego chciałam przyjechać na Hawaje.

Pierwszy to oczywiście najwyższa góra na świecie, Mauna Kea. Byłam gotowa na osiem godzin trudnej wędrówki w zimnym rozrzedzonym powietrzu i do dziś nie wiem jak to możliwe, że zostałam po prostu przywieziona na wierzchołek samochodem po asfalcie.

Drugi powód był równie tajemniczy, niezwykły i wyjątkowy.

Tylko na Hawajach istnieją kahuni.

Kahuna w swoim pierwotnym znaczeniu był mistrzem w jakiejś dziedzinie. Nauczycielem, który innym przekazywał wiedzę. Mógł być na przykład wybitnym specjalistą w sztuce budowania czółna albo uprawiania ziemi.

Teraz kahuna jest kimś, kto posiada wyjątkową wiedzę i moc duchową. Został nie tylko przeszkolony w starożytnej tradycji hawajskiej, ale też sam doświadczył przebudzenia i wciąż wytrwale pracuje nad swoim rozwojem duchowym, dzięki czemu jest w nieustannym kontakcie z tym, co jest ponadzmysłowe, transcendentalne, boskie. Jest w stanie zrozumieć zasady rządzące światem, ludzkim ciałem i umysłem. Zna i potrafi dotrzeć do prawdziwego źródła zdarzeń, takich jak choćby choroby, dzięki czemu potrafi też uzdrawiać.

Można powiedzieć, że kahuna jest hawajskim szamanem.

A ja oczywiście chciałam z kimś takim porozmawiać.

 

Czy łatwo spotkać szamana na Hawajach? Wydawało mi się, że kiedy przyjadę, zobaczę drewniane tabliczki z ręcznie wyrzeźbionym napisem kahuna i strzałką prowadzącą do domu na uboczu. Bo jak inaczej ludzie mieliby go znaleźć, prawda?


Aloha lives here – dosłownie: „Tutaj mieszka aloha”, w przenośni: Żyjemy tutaj zgodnie z pradawną tradycją dobra i miłości.

Jeżeli na wyspach powstała tak niezwykła tradycja obejmująca wszystko, co składa się na życie, łącznie ze zdrowiem i chorobą, sposobem myślenia, rozwiązywaniem problemów, stosunkiem do przyrody, rodziną i relacją z Bogiem, to przecież na pewno Hawajczycy wciąż z niej korzystają na co dzień, prawda?…

Cofnęłam się o krok. Na jezdni przede mną płynęła rzeka samochodów. Nieprzerwana. Zderzak przy zderzaku. Nikt nie chciał mnie przepuścić. Ale to nic. Poczekam. Mam czas.

Zanim tu przyjechałam nie szukałam niczego związanego z Hawajami. Podróżowałam po świecie, pisałam książki, uczyłam się języków. Marzenie o wejściu na szczyt Mauna Kea leżało uśpione.

Hawaje same zaczęły pojawiać się w moim życiu.

Nie pamiętam już jak w moje ręce wpadła pierwsza książka poświęcona hunie. Byłam zachwycona. Okazało się, że jest to zestaw życiowych drogowskazów całkowicie spójnych z tym, co ja odkryłam i w co wierzyłam.

Krótko potem usłyszałam o ho'opono'pono, dawnej metodzie rozwiązywania konfliktów i uzdrawiania stosowanej na Hawajach.

Wtedy przebudził się mój sen o Mauna Kea. Czekałam tylko na odpowiedni moment. I oto właśnie w nim jestem. Na wyspie Maui noszącej imię zuchwałego, odważnego półboga, który zasłynął z dokonania wielu niezwykłych czynów. To on swoim magicznym hakiem wyłowił wyspy z oceanu, to on wykradł z podziemi ogień i podarował go ludziom. I to on zarzucił swoje długie włosy na słońce, żeby wydłużyć dzień.

Tutaj znajdowały się ulubione rezydencje królów i wodzów wyspy Maui. Lahaina do dzisiaj zachowuje atmosferę hawajskiego portu morskiego z połowy XIX wieku.

Zachęcona takim opisem zarezerwowałam pokój w hotelu, zostawiłam plecak i wyruszyłam na poszukiwanie magicznej strony Hawajów.

Zobacz jak wyglądało

amerykańskie święto Dnia Niepodległości

4 lipca w miejscowości Lahaina na Hawajach.

Przejdź do YT

Rozdział 14. Szamanka

ROZDZIAŁ 14

Szamanka


I znów muszę zacząć od początku.

Kilkanaście lat temu wszystko się zmieniło w moim życiu.

Nie dlatego, że zmienił się świat albo okoliczności.

Jedynie dlatego, że zmienił się mój sposób patrzenia i postrzegania tego, co było dookoła.

Wtedy odkryłam, że szczęście zależy ode mnie. Od mojego sposobu myślenia.

Nie od tego co jest dookoła, nie od zdarzeń ani tego co ktoś mówi lub myśli.

Lecz raczej od tego jak to rozumiem i jak się do tego odnoszę.

Skąd w takim razie istnieje we mnie emocja, uczucie, opinia? Dlaczego jest taka a nie inna? Dlaczego w identycznej sytuacji dwie osoby mogą poczuć się i zareagować zupełnie inaczej?


Podczas pory suchej na Hawajach, która trwa od maja do września, średnia temperatura wynosi około 28 stopni Celsjusza.

Dlaczego jeden człowiek potrafi żyć z niewielką ilością ubrań, a drugi czuje niekontrolowany przymus kupowania nowych, nawet wtedy kiedy wcale ich nie potrzebuje?

Od czego to zależy? Co takiego jest w człowieku, że każe mu czasem robić rzeczy, których nie chce? Na przykład dlaczego osoba, która świadomie podejmuje decyzję o tym, że chce być na diecie, łapczywie pożera pączki? Skąd się bierze to pragnienie, jakie jest jego prawdziwe źródło?

Zaczęłam obserwować mój umysł i myśli, które się w nim pojawiały. Niektóre były mi obce. W ogóle nie utożsamiałam się z nimi, nie chciałam ich mieć, a jednak istniały we mnie i rządziły moim życiem!

Na przykład wiele lat temu po rozstaniu z chłopakiem, kiedy przysięgłam sobie, że nigdy więcej nie chcę go widzieć ani mieć z nim cokolwiek do czynienia, ponieważ wiem na pewno, że mnie nie szanuje i nie jest wobec mnie uczciwy. Dlaczego kilka dni później pragnęłam tylko tego, żeby znów z nim być?… Dlaczego? Skoro racjonalnie potrafiłam wytłumaczyć i sobie, i jemu, że ten związek był dla mnie krzywdzący i nieszczęśliwy. Dlaczego, skąd i dlaczego pojawia się we mnie to niepowstrzymane pragnienie, żeby do niego wrócić?

Tak samo jak było z rzucaniem papierosów. Wiedziałam dlaczego mi szkodzą, czułam jak mnie osłabiają, chciałam przestać palić. Wyrzucałam do kosza ostatnią paczkę, miałam absolutną pewność, że tego chcę, podejmowałam świadomą, twardą i nieodwracalną decyzję dla swojego dobra, a wieczorem tego samego dnia z rozpaczliwą nadzieją szukałam w koszu choćby jednego papierosa, który nadawał się do zapalenia, ponieważ tak bardzo, bardzo, bardzo tego chciałam.

Dlaczego? Skąd ta ochota? Dlaczego nie mogę dotrzymać słowa danego samej sobie i dla mojego własnego dobra?…

I wtedy odkryłam, że istnieją we mnie pewne kody zachowań. Kody emocji. Kody myślowe. Włączają się samoczynnie w różnych sytuacjach. I to one rządzą. To one podejmują za mnie decyzje i dokonują interpretacji świata, a potem podsuwają mi gotowy wniosek. A ja na bazie tego wniosku buduję moje życie. Mimo że często wcale się z nim nie zgadzam!

Dlaczego tak jest?…

Jest tak dlatego, że podświadomy umysł przez cały życie obserwuje i analizuje rzeczywistość. Zaczął dawno temu kiedy byłeś jeszcze dzieckiem. Zapisał wtedy pierwsze fundamentalne wnioski, które z jego dziecięcego punktu widzenia były prawdą. I do tych wniosków, czyli kodów, wciąż się odwołuje.

Podczas każdego zdarzenia lub spotkania w podświadomości natychmiast budzą się nawykowe przekonania, które wyświetlają się w umyśle jako coś, co uważasz za prawdę. Nie zdając sobie sprawy z tego, że ta prawda jest tylko twoim subiektywnym spojrzeniem na daną sytuację, zabarwionym wszystkim, co wcześniej zostało w tobie zapisane i zapamiętane.

Twoje samopoczucie jest zależne od tego jak odczytujesz rzeczywistość, w której żyjesz. Z kolei od twojego samopoczucia zależy jakość twojego życia na wszystkich poziomach, ponieważ kiedy czujesz się zadowolony i wolny, pojawia się w tobie chęć działania, nowe pomysły, apetyt na życie. Łatwiej podejmujesz decyzje, jesteś skoncentrowany i wytrwały w drodze do celu.


Wegańska kanapka z kotletem zrobionym z pieczonego buraka, którą znalazłam w jednym z barów na wyspie Big Island.

I odwrotnie, kiedy twoja podświadomość odczytuje rzeczywistość jako miejsce niebezpieczne, groźne, podstępne, trudne, skomplikowane, to towarzyszy ci poczucie osaczenia, obcości, podejrzliwości, stres i strach. Z takim nastawieniem ciężko jest racjonalnie myśleć, robić plany i konsekwentnie je realizować.

Dlatego wpadłam na pomysł, żeby sprawdzić w co naprawdę wierzę, czyli odnaleźć w sobie pierwotne kody zapisane przez moją podświadomość. A następnie je zweryfikować i zapisać na nowo. Tak zrobiłam i napisałam o tym kilka książek.

Pewnego dnia usłyszałam o hawajskiej uzdrowicielce, która twierdzi, że we wszystkim istnieje życie. Nie tylko w zwierzętach i roślinach, ale też w kamieniu, piasku, kroplach deszczu i płatkach śniegu. To mnie zaciekawiło, bo ja też tak czułam. Zaczęłam szukać więcej informacji i wtedy znalazłam taki fragment:

Twoje obecne życie jest sumą wszystkich twoich wcześniejszych doświadczeń. Mówiąc inaczej, ciąży na tobie wszystko, co zdarzyło się wcześniej. Jeśli w momencie strachu albo stresu przyjrzysz się im dokładnie, okaże się, że ich prawdziwą przyczyną jest wspomnienie z przeszłości. To właśnie emocje powiązane ze wspomnieniami mają największy wpływ na twoje obecne życie. Podświadomy umysł dokonuje skojarzenia czegoś lub kogoś pojawiającego się w twojej rzeczywistości z obrazem czegoś, co zdarzyło się w przeszłości. W tym samym momencie budzą się twoje emocje z tym związane i pojawia się stres.

Morrnah Nalamaku Simeona wydawała się myśleć i mówić to samo co ja! Kim była? Urodziła się na Hawajach w rodzinie kahunów, uzdrowicieli. To oni nauczyli ją patrzeć na świat w sposób holistyczny, pełny, czyli z łącznie z tym, co z pozoru jest niedostrzegalne. Miała talent, powołanie, dar, więc już kiedy miała trzy lata, było oczywiste, że ona też zostanie kahuną i zaczęła zgłębiać starożytną wiedzę przekazywaną z pokolenia na pokolenie.


Pałac Hulihe'e zbudowany w 1838 roku w Kailua-Kona na Big Island. Mieszkała w nim księżniczka Ruth Ke'elikōlani oraz inne ważne osoby z królewskiego rodu. Dzisiaj służy jako muzeum.

Została mistrzynią tradycyjnego leczniczego masażu lomilomi lā'au lapa'au. Miała nawet swoje gabinety masażu w najsłynniejszych hotelach niedaleko plaży Waikiki na Oahu. Jej klientami często byli turyści z Europy, z którymi rozmawiała na różne tematy. Była zaskoczona europejskim sposobem myślenia, o którym powiedziała:

Ludzie Zachodu są bardzo przywiązani do intelektualnego postrzegania świata. Z wielkim trudem przychodzi im zrozumieć pojęcie Siły Wyższej, ponieważ w tradycyjnym zachodnim kościele raczej się o tym nie mówi.

Dokładnie to samo odkryłam podczas podróży po świecie! Kiedy poznałam indiański sposób myślenia i porównałam go z tym, czego nauczyłam się wcześniej w naszej zachodniej cywilizacji, byłam zdumiona. Co ja mówię! Byłam w szoku! Europa była prawie wyłącznie nastawiona na materialistyczne, łapczywe, krótkowzroczne zaspokajanie głodu przyjemności i posiadania. Ludzie ciągle coś grali i najważniejsze było zrobienia dobrego wrażenia, a nie to, jakim człowiekiem naprawdę jesteś.

Ale to jeszcze nic.

Morrnah Simeona poznała też pradawną sztukę uzdrawiania ho'opono'pono, a następnie opracowała własną, współczesną, lekką, szybką i skuteczną metodę ho'opono'pono, z której może skorzystać każdy człowiek w każdej chwili.

I to był drugi powód dlaczego postanowiłam przyjechać na Hawaje. Bo gdzie indziej, jak nie w ojczyźnie tej niezwykłej kobiety będę mogła znaleźć wszystkie pasjonujące materiały dotyczące jej życia, sposobu myślenia i metod uzdrawiania? Gdzie jeśli nie na Hawajach będę miała lepszą szansę, żeby nauczyć się czegoś o hawajskim sposobie myślenia i postrzegania rzeczywistości?… No i gdzie jeśli nie na Hawajach znajdę miejsca praktykujące starożytną sztukę ho'opono'pono?…


Rozdział 15. Figowiec bengalski

ROZDZIAŁ 15

Figowiec bengalski


Samochody zdawały się wyjeżdżać prosto z fabryki pracującej dwadzieścia cztery godziny na dobę. Nie było im końca! Kiedy przejeżdżał jeden, natychmiast pojawiał się następny! Mogłabym stać na tym krawężniku przez cały dzień jeżeli nie odważę się na jakiś śmiały ruch.

Tylko co ja mam zrobić? Wskoczyć na jezdnię? Między samochody znajdujące się w nieustannym ruchu?…

Nie mam innego wyjścia! W razie czego będę szybko uciekać.

Wyczekałam odpowiedni moment, kiedy odległość między samochodami była nieco większa. Nie wystarczyłaby na przejście na drugą stronę, ale dawała mi szansę ewakuacji w przypadku gdyby samochód – a raczej jego kierowca – nie zechciał się zatrzymać. Dobrze to znam. W Indiach i w Nepalu pojazdy wszelkiej maści tworzą zwartą żelazną masę płynącą po jezdni jak lawa. Praktycznie nie istnieje możliwość przejścia na drugą stronę ulicy.

W Ameryce Południowej ruch jest mniejszy, ale obowiązuje podstawowa zasada mówiąca o tym, że większy ma zawsze rację. Samochód nigdy nie ustąpi drogi pieszemu. Będzie sunął naprzód całym swoim zwalistym ciężarem i jeśli w porę nie umkniesz, poczujesz kruchość swojego ludzkiego ciała. Mam duże doświadczenie w niebezpieczeństwach związanych z przechodzeniem na drugą stronę ulicy. Byłam więc ostrożna i czujna.

 

Przysunęłam się bliżej krawędzi chodnika i w gotowości uniosłam prawą nogę. Stał się cud! Zbliżający się kierowca natychmiast zwolnił, a następnie zatrzymał się, żebym mogła spokojnie przejść!!!

Ależ tak! Oczywiście! Przecież ja jestem w Stanach Zjednoczonych!!! Tutaj obowiązuje amerykańskie prawo i amerykańskie przepisy drogowe! Łatwo o tym zapomnieć wśród kokosowych palm kołyszących się w łagodnym tropikalnym wietrze znad oceanu.

To miasteczko było inne od wszystkich, które wcześniej widziałam na świecie. Wydawało się dzikie, niepokorne, samowolne na podobieństwo upartej boginki, która woli kierować się pragnieniami serca niż obowiązującymi zasadami. Nie przez przypadek zapewne jego pierwsza nazwa brzmiała Lele, co po hawajsku znaczy „skok”. Nazwa Lāhaina pojawiła się znacznie później i została utworzona przez ludzi nieprzyzwyczajonych do miejscowego klimatu. znaczy słońce. Lāhaina to „okrutne słońce”, które pali delikatne europejskie czoła i nosy.


W porcie w miasteczku Lahaina.

Przejdź się

ze mną po porcie w Lahaina.

Przejdź do YT

W porcie przy drewnianym pomoście tłoczą się statki i jachty podrzucane przez wodę. Wszystkie wydają się gotowe do tego, żeby zabrać cię w podróż. Już teraz, natychmiast, jeśli tylko wejdziesz na pokład, wyruszymy w nieznane po przygodę! Będziemy się ścigać z szalonym słonym wiatrem i spotykać upartą, wojowniczo nastawioną humuhumunukunukuā'pua'a, przez niewtajemniczonych zwaną rogatnicą rafową albo „rybą o twarzy w kształcie świńskiego ryjka”.

– Chodź! – łopotały żagle. – Odkrywaj razem z nami!

Już zrobiłam krok w ich stronę, już biegłam po pomoście, żeby dać się porwać i zaczarować, ale zaraz! Chwileczkę! Przecież magiczne jachty nie są wolne. Każdy ma swojego właściciela, ubezpieczenie i alarm na wypadek gdyby oczarowana ich muzyką blondynka nieopatrznie naruszyła swoją winną stopą lśniące prywatne relingi, pokłady, rufy i dzioby.

To nie jest pieśń o wolności żeglowania i morskiej przygody. To jest raczej muzyka obfitych kont bankowych i setek tysięcy dolarów zacumowanych przy moście przez bogatych właścicieli.

Poszłam więc dalej, w stronę zieleni, gdzie jak gigantyczny parasol rozpięty nad przeszłością rosło wielkie drzewo. Co mógłbyś mi opowiedzieć, bengalski figowcu, gdym umiała cię usłyszeć?

Pewnie o podróży z Indii przez ocean, którą odbyłeś jako dziecko. Miałeś wtedy tylko dwa i pół metra wzrostu, zostałeś przywieziony przez hinduskich misjonarzy na archipelag i podarowany w prezencie szeryfowi Smithowi na Maui. A on w czwartek 24 kwietnia 1873 roku zaniósł cię na trawnik i posadził w ziemi. Sto czterdzieści pięć lat później masz sześćdziesiąt metrów wzrostu i szesnaście pni, z których wyrastają falujące jak ocean gałęzie.

A może opowiesz mi o tym jak ludzie powiesili na tobie słoiki po majonezie wypełnione wodą. Chcieli w ten sposób zmusić cię do tego, żebyś szybciej wydłużał naziemne korzenie, które miały podążać za zapachem potrzebnej im wody.

Zobacz jak

wygląda największy figowiec

bengalski na Hawajach.

Przejdź do YT

A może wspomnisz o urodzinowym balu króla Kamehamehy III? Długie, szeleszczące suknie królowej i jej dam dworu, lśniące naszyjniki, eleganckie ciemne męskie fraki i jedwabne chustki pod szyją… Wiem, na pewno podano fioletową pastę z bulwy taro i świnię upieczoną w ziemnym piecu. Mam nadzieję, że nie więcej niż jedną. A na deser zapewne dojrzałe ananasy z nowej plantacji. Dawne czasy. Tamtych ludzi już dawno nie ma, a ty wciąż jesteś i rośniesz, i jesteś najsłynniejszym, największym figowcem bengalskim na Hawajach, a raczej, przepraszam, powinnam użyć hawajskiego słowa paniana, bo pewnie po prawie stu pięćdziesięciu latach jesteś już bardziej Hawajczykiem niż Hindusem.

A czy pamiętasz co zdarzyło się wcześniej? Czy pamiętasz, że król zgodnie z tradycją chciał ożenić się ze swoją ukochaną siostrą, ale nowo przybyli misjonarze zaczęli protestować i zmusili go do tego, żeby wybrał inną żonę, a w konsekwencji wszystkie jego dzieci z wyjątkiem jednego syna z nieprawego łoża zmarły, ale i ten syn nie miał żadnych dzieci, więc ród królewski został przerwany. Nie pamiętasz? Byłeś wtedy jeszcze za mały. To może opowiem ci o tym przy następnej okazji, a teraz pójdę do miasteczka szukać śladów ho'opono'pono.

Obejrzyj film, który nagrałam

pod figowcem bengalskim na wyspie Maui:

Jak się uwolnić od uzależnienia emocjonalnego.

Przejdź do YT

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?