Zastępcza miłośćTekst

Oznacz jako przeczytane
Zastępcza miłość
Zastępcza miłość
Audiobook
Czyta Ilona Chojnowska
Szczegóły
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

– Sam ją wypijesz.

– Jedna lampka twoja. To inne wino. Tego też powinnaś skosztować.

– Posłuchaj, ja serio nie pijam alkoholu. Już i tak czuję, że mam miękkie nogi. I ciepło mi w nie okropnie. Zresztą cała jestem ciepła. – Wachlowała się pozostawionym menu, mimo że nad ich głowami delikatnie szumiała klimatyzacja.

– Pół lampki.

– Okej.

– Mogę o coś spytać? – zagaił po chwili Diamond.

– Spytać zawsze możesz, a czy odpowiem, to inna para kaloszy.

Czuła się rozluźniona i beztroska, a jej nastrój poprawiał kolejny utwór „La Môme Piaf”, ulubiony, bo pogodny L’Accordéoniste.

– Czemu tak się stało?

– Co dokładnie?

– Jesteś dziewicą.

– Ach to. – Wzruszyła ramionami. Jeszcze godzinę temu, na trzeźwo, takie pytanie wprawiłoby ją w okropne zakłopotanie, ale nie teraz, gdy w głowie szumiało wino, w tle grała muzyka, a Diamond patrzył na nią jakoś inaczej niż dotychczas. Jakby znali się od dawna i nie mieli przed sobą żadnych tajemnic. – Tak po prostu.

– Nie miałaś nigdy chłopaka?

– Miałam – potwierdziła ku jego uldze.

Ledwie przeczytał notkę od ginekologa i informację, że pacjentka Julia Rumianek jeszcze nie podjęła współżycia seksualnego, aż go zatchnęło z wrażenia. Mimo wszystko dziewiętnastolatka powinna była już mieć za sobą inicjację. Od razu w jego głowie pojawiła się spekulacja, że Julia woli inną płeć.

– Więc?

– Co poszło nie tak? Byłam młoda. On też. Gimbaza.

– A później?

– A później nie miałam chłopaka. – Nie zamierzała mu opowiadać z detalami, jak wyglądała jej sytuacja rodzinna, zanim ojciec trafił do więzienia. Miała wtedy inne sprawy na głowie niż szukanie faceta, a już o związku z kimś nie było mowy. – Nie składało się.

– Koledzy z uczelni?

– Proszę cię! – Pokręciła głową. – To banda zniewieściałych fajfusów. Przynajmniej ci z mojej grupy. Nie, na pewno nie. – Udała, że jej niedobrze na samą myśl.

– Biedni koledzy. – Diamond nabił oliwkę na wykałaczkę i wsadził sobie do ust. – Masz o nich kiepskie mniemanie.

– Mam, jakie mam.

– Jeszcze się opierzą. Daj im trochę czasu.

– Niech się opierzają beze mnie.

– A co z potrzebami? – Przechylił głowę.

– Hm. – Julia poczuła enty raz, jak krew wypełnia każdą żyłkę w jej ciele. – Może jestem oziębła? To nawet niegłupi pomysł z tą ciążą. Jedyna szansa? – Zachichotała nerwowo. – Wiesz, co mi powiedział ten lekarz?

– Coś wiem, a reszty mogę się tylko domyślać.

– Przepraszam, nie było pytania.

– Dokończ.

– Nie. Jestem głupia. – Potarła piekące policzki. – Możemy już wracać?

– Zaraz.

– Okej, niech ci będzie. Powiedział, że mam ostatnią szansę załatwić TO naturalnie. I że…

– Co takiego?

– Mówił, że prędzej czy później uszkodzi błonę dziewiczą. Jak nie przy badaniu USG, to przy zabiegu. Jezu… – Na moment zakryła twarz dłońmi. – Po co ja ci to mówię? Przepraszam.

– Ale ja się nie gniewam.

– Chcę do domu. To znaczy do hotelu.

– Dobrze. Zresztą wkrótce zamykają. – Rozejrzał się po kawiarni. Część osób zdążyła już wyjść.

– Tak szybko?

– Dwudziesta druga. – Zerknął na zegarek. – W tygodniu jest krócej otwarte.

Wrócili do hotelu taksówką, bo Diamond ogolił grubo ponad butelkę wina i nawet w dosyć liberalnej Francji miał za dużo w czubie, by prowadzić. Odstawił dziewczynę pod drzwi jej apartamentu, z rewerencją ucałował w dłoń i podziękował za miły wieczór. Trochę żałował, że już się skończył, bo rozmawiało mu się z Julią całkiem przyjemnie. Zaskoczyła go. Dziesięć lat różnicy wieku oraz zupełnie inne środowisko nie rokowały zbyt dobrze, a tu niespodzianka. Nastoletnia – jeszcze – Polka okazała się całkiem dobrą towarzyszką do rozmowy, miała szerokie horyzonty, sporą wiedzę na różne tematy, a co ważne, jej angielszczyzna nie przyprawiała go o ból zębów. I nie była infantylna. Co to, to nie.

Odwiedził łazienkę, umył zęby i nagle usłyszał ciche pukanie do drzwi. Zdumiony spojrzał na Julię. Była boso, a na jej twarzy malowało się wyraźnie skrępowanie.

– Coś się stało? – Zerknął kontrolnie na korytarz.

– E… głupia sprawa, ale zepsułam ten dzyndzel od zamka w sukience.

– Co zepsułaś?

– Wiesz, to coś, za co się ciągnie. – Wyprostowała dłoń, żeby pokazać urwany suwak.

– Ups.

– I nie mogę jej zdjąć.

– Ha, ha. – Wyszczerzył zęby. – To dzisiaj śpisz w sukience?

– Bardzo zabawne.

– Właź. Spróbujemy zaradzić nieszczęściu.

Julia wzięła głęboki wdech i przekroczyła próg apartamentu Diamonda. W życiu nie poprosiłaby go o pomoc, ale jak miała spać w tej kiecce? A jutro? Paradować w przepoconym do cna ciuchu, który nie dość, że bardzo obcisły i z zupełnie nieelastycznego materiału, to jeszcze z wycięciem wysoko pod szyją? Właśnie dlatego Julia nie mogła zdjąć tej przeklętej sukienki bez rozpięcia zamka.

– Trzeba wsadzić tam jakiś drucik i wtedy da się rozsunąć – poradziła.

Poczuła na karku ciepły oddech Diamonda, aż obleciał ją dreszcz. Na szczęście mężczyzna tego nie zauważył, a przynajmniej miała taką nadzieję, że nie dostrzega gęsiej skórki pokrywającej jej przedramiona i szyję.

– Nie ucz ojca dzieci robić – mruknął, próbując uchwycić to, co zostało, ale jak? Paluchami, którymi został obdarzony przez Matkę Naturę? – Cholera. Nie idzie.

– Mówiłam, że trzeba drucikiem.

– Skąd mam tu wziąć drucik? Na litość…

– W łazience jest przybornik krawiecki. – Przypomniała sobie. – Może igłą?

– Okej. Siadaj. – Wskazał jej łóżko. – Zaraz przyniosę.

Niestety, problem tkwił nie tylko w urwanym fragmencie suwaka. Cały zamek się zaciął i żeby go otworzyć, Diamond nieźle się przy tym nabiedził.

– Już? – spytała Julia.

– Jeszcze chwila. – Powoli zsuwał zamek w dół. – Minuta i będziesz wolna.

Przeliczył swoje umiejętności. Uparty suwak nie chciał go słuchać. Julia poradziła użyć kostki mydła, ale takiego nie było, więc spróbował woskiem ze świecy zapachowej, również znalezionej w łazience. I to było to.

– Już? – Ofiara czerwonej kiecki wyraźnie się niecierpliwiła.

– Już prawie. – Diamond dotarł do linii szwu sukienki tuż nad wcięciem w talii i spojrzał krytycznie na pole bitwy o wyzwolenie z upartego ubrania. – Spróbuj zdjąć.

– Idę do łazienki.

Skryła się tam, podniosła brzeg sukienki i…

ROZDZIAŁ 4

„Jezu, zaraz zwariuję!” – pomyślała Julia, usilnie próbując wciągnąć na siebie sukienkę z powrotem. Niestety, utknęła. Najwidoczniej jakaś nitka zahaczyła o zapięcie biustonosza i teraz biedna dziewczyna tkwiła w pułapce. „No pięknie” – nawet nie chciała myśleć, jak głupio musi wyglądać z sukienką naciągniętą na głowę i górę tułowia, za to z majtkami na wierzchu. „Ja pierdolę!” – zaklęła w duchu, bo sytuacja przedstawiała się tragikomicznie.

– Diamond! – krzyknęła, żeby mógł usłyszeć jej głos stłumiony podwójną warstwą tkanin.

– Tak?!

– Mógłbyś tu przyjść?!

– Jesteś pewna? – Zaśmiał się głośno.

– Tak! – wrzasnęła, a do siebie dodała cicho: – Jestem absolutnie pewna, że zaraz mnie trafi.

– O! Co my tu mamy? Tulipan? – Z rozbawieniem spojrzał na obie ręce Julii wystające u góry kielicha stworzonego z sukienki. Zażartował, ale nie było mu całkiem do śmiechu. Nawet ślepy mnich zauważyłby kształtne i szerokie biodra, kontrastującą z nimi wąziutką talię oraz płaski brzuszek pokryty delikatnym blond meszkiem tuż nad linią białych koronkowych fig.

– Jezu! Wyjmij mnie! – Z wrażenia Julia zapomniała właściwego czasownika.

– Nie jestem Jezusem, ale się postaram – powiedział, czując znajomy ucisk w okolicach rozporka spodni.

– Wypieprzę ją na śmietnik! I to zaraz! – wrzasnęła Julia, kiedy nareszcie udało się zdjąć kłopotliwą kieckę, przy okazji pozbawiając dziewczynę kilkunastu włosów wplątanych w zamek.

– Mnie się podobała. – Diamond wyszczerzył zęby. – Teraz też jest nieźle. – Bezwstydnie taksował Julię wzrokiem.

– Możesz się przymknąć? – spytała przez zaciśnięte zęby. Była naprawdę zła, a gdy odruchowo spojrzała w lustro, poczuła, że jeszcze moment i naprawdę ją trafi. Jej twarz pokryła się taką samą czerwienią, jaką miała sprawczyni nieszczęścia, naelektryzowane włosy zupełnie się rozsypały, ale nie to było najgorsze: biustonosz pod wpływem szamotaniny przesunął się w górę i obnażył w połowie małe jędrne piersi Julii. – O Jezu. – Natychmiast je zakryła i spanikowana spojrzała na Diamonda.

Zaśmiał się w kułak.

– Bez wątpienia jesteś katoliczką. Co chwilę wzywasz Jezusa. Częściej niż mnie. Czuję się pomijany.

– Lepiej daj mi jakiś szlafrok – warknęła, wpatrując się w niego wściekle. Miała wrażenie, że powietrze między nimi drga i iskrzy, bo jest tak pełne napięcia.

– Szlafrok? A po co? – Rozciągnął usta od ucha do ucha.

– Diamond!

– Już. – Otworzył łazienkową szafę i wyjął stamtąd gruby płaszcz kąpielowy. – Może być?

– Daj. – Julia wyciągnęła rękę i nagle ich dłonie się spotkały, a między palcami przeskoczył ładunek elektryczny. Udała, że tego nie zauważyła, lecz ta drobnostka jeszcze bardziej wyprowadziła ją z równowagi. Nie była głupia, ślepa też nie. Jak na złość jej wzrok znów uparcie powędrował ku podbrzuszu Diamonda, przysłoniętym cienką dzianiną dresowych spodni. Przycisnęła szlafrok do twarzy i wykrztusiła: – Twój penis…

– Coś z nim nie tak? – Zerknął kontrolnie.

– Stanął ci.

– Nie da się ukryć – odparł niezrażony. – Masz jakiś pomysł?

– Daj mi spokój – wymamrotała spomiędzy zwojów białej frotté. – Nie licz na mnie – doprecyzowała, żeby nie miał wątpliwości. Chociaż on, bo w jej głowie szalał milion sprzecznych myśli i pragnień.

– Bez obaw. Włos ci z głowy nie spadnie.

– Już spadł. I to niejeden. – Przypomniała sobie ból wyszarpywanych kosmyków.

 

– Chodźmy stąd, okej?

– Okej.

– Odwracam się, a ty założysz szlafrok.

Wrócili do pokoju, Julia siadła na łóżku okutana płaszczem po same końce czerwonych uszu, Diamond natomiast nalał sobie pół szklanki whisky i dopiero po chwili przysiadł naprzeciwko dziewczyny.

– Jest problem?

– Jaki problem? – Julia spojrzała tęsknym wzrokiem na nieroztopione kostki lodu z resztką alkoholu.

– Chciałabyś, ale się boisz – postawił diagnozę, podając jej szklankę.

– Masz rację. Czegoś się boję. – Odwróciła wzrok i wbiła go tępo w pustkę hotelowego pokoju.

– Wypij. Niewiele zostało – powiedział, po czym zabrał puste szklane naczynie, odstawił na nocną szafkę i przysunął się bliżej. – Popatrz na mnie.

– Patrzę.

– Jeśli któreś z nas mogłoby się czegoś obawiać, to raczej ja, nie ty.

– Dlaczego? – wyjąkała cicho.

– Bo to nieprofesjonalne uwieść dziewczynę, która jest pod moją opieką. Ale… – spojrzał znacząco na swoje podbrzusze, a potem przeniósł wzrok na spłonioną po cebulki włosów Julię – …czasami możemy zachować się nieprofesjonalnie. Jesteśmy tylko ludźmi. Więc?

– Więc co? – wykrztusiła, prawie wyłamując sobie palce.

– Powiedz, że nie jesteś zainteresowana i odprowadzę cię do pokoju.

– Ja… – Julia przełknęła ślinę.

– Nie chcesz powiedzieć nie?

– Nie. To znaczy tak – poprawiła się natychmiast. – Niech mnie ktoś uderzy. Najlepiej w głowę i to mocno. – Potrząsnęła nią.

– Nie zamierzam cię uderzać. Nigdy nie uderzyłem kobiety. – Diamond nachylił się, wyciągnął dłoń i ostrożnie musnął policzek Julii. – Jesteś śliczna, wiesz? Burzysz we mnie krew, ale nie zrobię nic bez twojej zgody. – „I chęci” – dodał bezgłośnie, zakładając za jej ucho kosmyk zbłąkanych włosów. – Śliczna, młoda, świeża. Nigdy nie miałem takiej dziewczyny jak ty. Nie wiem, czy… – Urwał.

– Czy co? – wychrypiała Julia, czując, że jeszcze sekunda tego nieznośnego napięcia i albo wybuchnie płaczem, a potem ucieknie, albo rzuci się na Diamonda jak kotka w rui.

– Nieważne. Mogę cię pocałować?

– Tak. – Głos z trudem wydostał się z jej ściśniętego gardła.

Zamknęła oczy znacznie wcześniej, niż powinna. Tak się jej wydawało. Ta sekunda dzieląca czas od „tak” do momentu, gdy wargi Diamonda zetknęły się z jej wargami, zdawała się trwać wieczność. Aż nią wzdrygnęło, gdy w końcu poczuła dotyk na ustach.

– W porządku? – wymruczał Diamond.

Gdyby mogła powiedzieć mu coś i jednocześnie nie powiedzieć tego, co tłukło się w jej głowie, wyrazić gorącą prośbę, żeby nie zważał na nią i robił, co uważa za słuszne, i żeby oddał się pragnieniu i po prostu TO zrobił, nie trzęsąc się nad nią jak nad jajkiem…

Ale nie mogła. Nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego słowa.

– To tylko seks – powiedział. – Pamiętaj, zwykły seks. Przyjemność. Rozumiesz?

– Tak. – Kiwnęła lekko głową, ale nadal nie miała odwagi otworzyć oczu. Przyjmowała biernie pieszczoty Diamonda, myśląc, że to najmilsze pocałunki, jakie mogła sobie wyśnić.

– Zabezpieczasz się? Sorry, nie było pytania. – W jej wilgotne usta uderzyło ciepełko jego oddechu. – Mam prezerwatywy, nie musisz się martwić, jasne? Chodź tu. – Pociągnął ją za sobą, ale szybko zmienił plan. Kazał jej usiąść i otworzyć oczy. – Krótka ankieta.

– Dawaj. – Zęby Julii lekko uderzyły o siebie.

– Najpierw zdejmę koszulkę. – Rzucił ją gdzieś za łóżko i wypiął pierś.

– Jesteś wspaniale umięśniony.

– Cieszy mnie twoja opinia. Teraz reszta. – Wstał, żeby zsunąć spodnie razem z bielutkimi jak śnieg bokserkami. – Widziałaś kiedykolwiek nagiego faceta?

– Oczywiście, że tak. – Julia wzięła głęboki wdech, próbując opanować chęć natychmiastowej ucieczki. TEN organ wyglądał nieludzko i gdy pomyślała, że TO wielkie coś ma znaleźć się w niej, perspektywa rozdziewiczenia głowicą dopochwowego USG lub wziernikiem zdała się sensowniejsza. A na pewno łatwiejsza do przetrwania.

– Na żywo też?

– Na żywo? – Popatrzyła w górę.

– Tak, na żywo. Okej, nie musisz odpowiadać. Wyglądasz jak Czerwony Kapturek, który właśnie spotkał wilka. – Diamond usiadł tuż przy niej i machnął głową. – Teraz ty.

– Co ja?

– Zgadnij – mruknął. Wyciągnął ręce, rozplątał węzeł paska szlafroka i rozchylił jego poły.

W trakcie tych czynności Julia ani drgnęła. Patrzyła tylko na niego coraz szerzej otwartymi oczami.

– Jesteś piękna. Bardzo. A ja mam na ciebie ochotę. Ogromną. Ale… – lekko przechylił głowę – …jeszcze jest czas powiedzieć „nie”. Może to nie szczyt romantyzmu, lecz nie o to nam chodzi, prawda? Postaram się załatwić twój problem szybko, sprawnie i tak, żebyś mogła mile wspominać swój pierwszy raz.

– Ja… – bąknęła, błądząc wzrokiem to na twarz Diamonda, to na jego penisa.

– Nie bój się, on nie gryzie. – Wziął dłoń Julii i delikatnie położył ją na tym, co tak bardzo ją frapowało. – Czujesz? Jest miły w dotyku. Jedwabisty. – Wyszczerzył zęby, myśląc, że jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się pieprzyć tylu farmazonów przed pieprzeniem właściwym. Ale fakt, ostatni raz miał do czynienia z dziewicą jeszcze za czasów nauki w koledżu, a już z białą dziewicą? Nigdy takiej nie zaliczył. – I jak?

– Diamond, ja przepraszam, ale…

– Nie? Tak? – Przymrużył powieki, nie pozwalając Julii zabrać ręki.

– Będzie bolało?

– Nie wiem.

– Musisz być taki… – Zamilkła, czując, jak wzbierają w niej kolejne słowa i pytania.

– Jaki?

– Obcesowy? Szczery do bólu?

– Mam skłamać?

– Czasami chyba warto? – Odważyła się wreszcie ostrożnie ruszyć palcami. – Boję się. Po prostu.

– Ale nadal mówisz tak?

– Tak.

– Ufasz mi?

– Tak.

– Czyli się nie boisz. Zaufanie to dowód odwagi. – Puścił jej rękę, kazał wstać, sam też stanął przed nią i mocno przytulił. – Będzie dobrze. Jesteś ze mną. – Odsunął się, by zdjąć z niej płaszcz kąpielowy. Wprawnie pozbawił ją biustonosza i spojrzał z niekłamanym zachwytem na drżącą z przejęcia dziewczynę. – Piękna jesteś. Teraz już nie mógłbym się tobie oprzeć, moja śliczna panno Juliette.

Wziął ją na ręce, by prawie od razu ułożyć na łóżku. Zawisł nad nią i przez chwilę patrzył na rozchylone usta, spierzchnięte od szybkiego oddechu, na policzki wypełnione krwią i na oczy rozszerzone pragnieniem.

– Mogę? – Wyciągnęła dłoń, by dotknąć policzka pokrytego zupełnie niewidocznym, lecz wyczuwalnym zarostem. Przesunęła ją po tylnej części czaszki, przyciągnęła głowę Diamonda, żeby ich usta mogły zetknąć się w pocałunku. Był lekki niczym muśnięcie piórkiem, bez żadnego pośpiechu i wsadzania języka do gardła. Delikatny, romantyczny pocałunek, wypełniający serce czułością i bezgranicznym poczuciem bezpieczeństwa. „Boże, jak on na mnie patrzy” – pomyślała, widząc w spojrzeniu mężczyzny tyle żądzy, że nawet taka ignorantka, jaką się czuła w intymnej materii, była w stanie ją dostrzec. – Czy… – Ucięła, zaskoczona chrapliwością swojego głosu.

– Powiedz.

– Chciałabym, żebyś zapomniał o tym, że to mój pierwszy raz. – Zdobyła się na odwagę. – Bądź sobą. Nie skupiaj się na mnie.

„Rzecz w tym, maleńka, że zawsze się na was skupiam. To właśnie cały ja” – natychmiast jej odpowiedział, lecz ta prawda musiała zostać wyłącznie dla niego. Zrozumiał już wcześniej, że Julia w całości oddała mu inicjatywę. Skoro tego oczekiwała, nie mógł jej zawieść. Jego usta spadły na jej rozchylone wargi, język wepchnął się głęboko i gwałtownie, a ręka przywarła do biodra Julii, by mocniej ją przywieść do siebie. Usłyszał jęk dziewczyny, prowokujący do jeszcze zachłanniejszego pocałunku; prawie czuł, jak jej serce tłucze się w klatce piersiowej, choć to mogło być jego serce. Złapał za jędrny kobiecy pośladek i mocno go ścisnął. Szybko spełniając prośbę kochanki, żeby skupić się na sobie samym, stracił większość kontroli, zwłaszcza gdy Julia zaczęła nieśmiało odwzajemniać jego pieszczoty, przywierać biodrami do jego bioder i ocierać kroczem o jego twardą jak kamień męskość.

– Ależ na mnie działasz… – mruknął, czując falę przyjemności, biegnącą wzdłuż kręgosłupa. Po omacku odnalazł brzeg bielizny Julii i zdjął jej figi, rejestrując, że mu w tym pomogła.

Ach, jak bardzo go pragnęła! Nie zdawał sobie sprawy, że tę śliczną jasnowłosą dziewczynę trawi prawdziwy ogień. Chciwie przyjmowała jego usta, dominujące i rozpalone, błądzące nie tylko po jej wargach, lecz po szyi i aksamitnej skórze dekoltu. Gdy zanurzył twarz między jej piersiami, a później zagryzł wydatną brodawkę piersi, myślała, że jeszcze chwila i straci przytomność z rozkoszy. Ciarki przechodziły po całym jej ciele, stawiając na baczność każdy, nawet najmniejszy włosek.

– Jesteś piękny – wyszeptała, kiedy na chwilę uniósł się na przedramieniu. – Są jak wyrzeźbione… – Sunęła opuszkami po twardych, połyskujących od potu mięśniach piersiowych. Obrysowała palcem jeden, potem drugi i z zachwytem spostrzegła, że każdy jej ruch wywołuje drżenie u Diamonda, a jego oddech staje się coraz cięższy i cięższy, podobnie jak gęstnieje od intensywności jego czarne spojrzenie. Znów opadł na nią, niczym jastrząb, odchyliła więc głowę, by obnażyć szyję. Obsypał pocałunkami wszystko: delikatne obojczyki z napiętą mleczno-perłową skórą i szyję, i zaróżowiony płatek ucha. Zamknął jej pierś w dłoni, po czym szybko schwycił brodawkę między palce, a gdy ją ścisnął, do jego uszu dobiegł kolejny cudowny jęk przeżywanej rozkoszy. Zatańczył kciukiem po skurczonej grudce, liżąc równocześnie szyję Julii i powoli tracąc resztki opanowania.

– Daj mi sekundę. Gumka – wychrypiał.

Na szczęście nie musiał daleko sięgać, albo co gorsza, wstawać i wychodzić z sypialni, zostawiając rozgrzaną do czerwoności Julię choćby na moment. Znalazł porzucone przy łóżku spodnie, a w tylnej kieszonce opakowanie z prezerwatywą. Jeśli sądził, że nałoży ją dyskretnie i bez podglądania, grubo się mylił. Panna Juliette podniosła się na przedramionach i wlepiła w niego oczy, śledząc każdy ruch dłoni rozszerzonymi z pragnienia źrenicami. Bardzo chciała powrotu Diamonda, nawet przez tę krótką chwilę zdążyła zatęsknić za jego wielkim, umięśnionym i twardym ciałem. Już zapomniała o swoich lękach i wstydzie, a gdy odwrócił twarz w jej stronę, przełknęła ślinę, wzbudzając natychmiast reakcję mężczyzny, tego absolutnie idealnego i pięknego ciemnoskórego wielkoluda, który już za chwilę miał ją zdobyć.

Położył się, jak przedtem, ale jego dłoń powędrowała w inne rejony.

– Dobrze ci? – spytał Julię, muskając ostrożnie szczyt jej łechtaczki.

Dziewczyna nie była w stanie mu odpowiedzieć. Wygięła się, podnosząc biodra i nacierając na opuszkę męskiego palca, która zataczała kółka, krążyła i co pewien czas leciutko uderzała w najbardziej spragnione dotyku miejsce.

– Jesteś mokra. – Prześlizgnął palcem po wąskiej szczelinie. – Bardzo mokra, gorąca i otwarta. Czujesz to?

– Co? – odpowiedziała półprzytomna.

– Nic – mruknął Diamond.

– Dotykaj mnie – jęknęła, ledwie zabrał dłoń.

– Spokojnie.

– To już… – Otworzyła oczy, zdając sobie nagle sprawę, że zaraz nastąpi najważniejszy moment, a ona chyba znów się go boi.

– Tak, już, bo jeszcze chwila zbędnej zwłoki i moje jaja eksplodują, maleńka.

– E…

– Nie ma żadnego eee… – Uśmiechnął się do niej jednocześnie krzepiąco i lubieżnie. – Za to będzie aaa…

– Aaa?

– Tak, bardzo głośne aaa…, mam nadzieję, a nawet pewność. – Pomyślał o swoich gabarytach, o wymiarach Julii i jego brwi zjechały na sekundę ku sobie, a twarz okrasił szeroki uśmiech zwycięzcy. Zanim dziewczyna zdążyła mrugnąć, wsunął dłoń pod jej pośladki, drugą nakierował penisa we właściwe miejsce i natarł bezlitośnie, nie tracąc ani na moment uwagi i skupienia na swojej zdobyczy. – To już – powiedział cicho, czując, jak Julia zadrżała, wstrząśnięta krótkim spazmem bólu. – Już masz to za sobą. – Przywarł ustami do jej ucha i zaczął czule szeptać, jednocześnie łagodnie przesuwając biodra do przodu i do tyłu. – Kręcisz mnie, maleńka. Jesteś słodka i pachniesz tak, że można stracić przy tobie resztki rozumu.

– Diamond… – Jej głos był prawie niesłyszalny.

– Tak, moje słodkie maleństwo z najlepszą, najmilszą i najbardziej wilgotną dziewiczą cipką, jaką widziałem.

Jego gardłowy tembr zafundował Julii kolejną falę wrzącej krwi, która natychmiast przepłynęła przez całe jej ciało.

– Ja… – Westchnęła.

– Mam przestać? – Zastygł na moment w zupełnym bezruchu.

– Nie.

– Więc nic nie mów, okej? – Otarł wargą o jej ucho, wzbudzając tym kolejną mikroeksplozję w jej ciele. Chwycił nogę Julii pod kolanem i pociągnął w górę. – Opleć mnie nimi, obłap mocno za szyję i trzymaj z całych sił, bo zaraz odlecimy. Oboje. Zobaczysz, jakie to przyjemne. – Pociągnął nosem, by wypełnić płuca uzależniającą słodką wonią, którą chciał czuć jeszcze bardzo długo.

 

Julia nie mogła nawet drgnąć, gdy jego ręce wzięły ją w ucisk. Miała wrażenie, że Diamond zaraz ją pochłonie. Sprośne słówka, którymi ją raczył, odbierały dech, a gdy próbowała głębiej zaczerpnąć powietrza, męski piżmowy zapach obezwładniał ją jeszcze bardziej. Zafascynowana intensywnością chwili i doznań, odpływała powoli, tracąc resztki wstydu oraz lęku, że jej pierwszy raz, tak długo odkładany i – co musiała przyznać – niezbyt przez nią oczekiwany, okaże się zupełną katastrofą.

Było przeciwnie. Utonęła w oceanie rozkoszy, a gdy Diamond zintensyfikował swoje ruchy, chociaż nadal ją bardzo bolało w miejscu, gdzie przed chwilą jego wielki penis ostatecznie rozprawił się z błoną dziewiczą, czuła coś jeszcze: nadciągające spełnienie. To było jak miliony małych mrówek albo szpileczek, miliardy bardzo, ale to bardzo delikatnych ukłuć, nieznośne mrowienie, niosące ze sobą obietnicę czegoś nowego, co wstrząśnie całym jej ciałem. I przyszło.

Pierwszy w jej życiu orgazm zostawił ją bez tchu.

* * *

Diamond usiadł, dyskretnie zdjął prezerwatywę i spojrzał na leżącą tuż obok Julię.

– I jak, maleństwo? Żyjesz?

– Yhy – mruknęła, zadowolona.

– Nie wstawaj, coś trzeba załatwić. – Mrugnął do niej. Podniósł się z łóżka i wyszedł z pokoju, dając Julce możliwość bezkarnego podziwiania swoich jędrnych pośladków.

– Po co to? – Julia uniosła się na przedramionach, gdy przyniósł z łazienki częściowo zmoczony ręcznik.

– Zgadnij. – Wskazał brodą na jej podbrzusze.

– Ups. – Zauważyła trochę krwi.

– Nie jest źle.

– Bywało gorzej?

– Nie żebym miał jakieś wielkie doświadczenie, ale bywało. Jazda konna, a może gimnastyka artystyczna? – Dociekał przyczyn bardzo małego krwawienia.

– Ani to, ani to. Widocznie marna ze mnie dziewica. – Julia zachichotała, bo miękka frotté załaskotała ją w skórę po wewnętrznej stronie ud. – Jesteś bardzo delikatny. I miły. Mogłam iść pod prysznic.

– Ja narobiłem bałaganu, ja posprzątam. – Spojrzał krytycznie na swoje dzieło i uznał, że jego kochanka wygląda czysto, świeżo i tak apetycznie, że znów czuł narastające podniecenie. – Piękna jesteś. Jasna. I różowa. – Kilka razy uniósł brwi.

– U nas w Polsce mówi się na taką cerę krew z mlekiem.

– Trafnie. Twoja krew z moim mlekiem. – Rzucił na podłogę lekko zabrudzony ręcznik i ułożył się przy Julii. – Czemu tak się przyglądasz?

– To raczej ty jesteś piękny – powiedziała, szczerze zachwycona jego muskularnym ciałem. – Wyglądasz jak żywy posąg. – Dotknęła wypukłej żyłki, biegnącej tuż pod połyskującą z potu czekoladową skórą. Gdy oderwała opuszkę, naczynie natychmiast znów się wypełniło. – Dużo ćwiczysz czy to prezent od natury, farciarzu?

– Rzadko dostaję prezenty. – Chwycił jej dłoń i lekko pocałował wierzch. – A już takie wspaniałe, jak ten dzisiejszy, prawie wcale.

– Blagier.

– Czemu? Nie wierzysz w siebie?

– Wierzę.

– Więc o co chodzi?

– Och… – Spojrzała w sufit. – Nie wiem. Skołowana jestem jak ten wiatrak. – Patrzyła na nieruchomy wentylator. – Nie wiem, co o tym wszystkim myśleć.

– O czym dokładnie?

– O nas? O mnie, o tobie? – wyznała.

„Cholera jasna!” – zaklął w duchu Diamond. Instynktownie wyczuwał kłopoty. Jeszcze tego brakowało, by jego z takim trudem wyselekcjonowana podopieczna wycofała się z umowy, bo poczuła miętę do przypadkowego defloratora, którym się stał. Naturalnie, że było mu przyjemnie, ale traktował to wyłącznie w kategorii pewnej przysługi, którą wyświadczył jej z grzeczności.

– Pytałaś o ćwiczenia. – Nie podobała mu się ta dziwna zaduma, w którą popadła Julia, dlatego wolał sprowadzić rozmowę na bezpieczny tor. – Ćwiczę, odkąd pamiętam. Miałem szczęście, bo kilka lat temu poznałem kolesia, byłego żołnierza Royal Marines. Ci goście są niesamowici. – Wsparł głowę na ręce. – Przechodzą morderczy trening, jeszcze zanim wezmą udział w rekrutacji. Sean jest szybki, zwinny, silny i wygląda jak wyciosany z kamienia. Udzielił mi kilku rad, a gdy spytałem o dłuższe szkolenie, przystał na nie. Dostałem plan ćwiczeń oraz listę zaleceń od dietetyka i po trzech miesiącach zacząłem wyglądać, jak wyglądam. Banał.

– Ta… Bo ci uwierzę.

– Naprawdę. Mogę ćwiczyć wszędzie i zawsze. Nie potrzebuję siłowni ani żadnego sprzętu. Sean nauczył mnie wszystkiego, również zasad marines. Dostałem bonus.

– Jaki?

– Dać ci numer Seana? – Zaśmiał się.

– Oj, no powiedz. – Dźgnęła go palcem w klatę.

– To uniwersalne zasady: odwaga, determinacja, pokora, siła woli, hart ducha, profesjonalne podejście do każdej aktywności i na okrasę poczucie humoru. Bo sama przyznasz, mam poczucie humoru.

– Czy ja wiem? – Julia zmarszczyła nos. – To chyba poszło ci najsłabiej.

– Wezmę szkolenie u Patrice’a O’Neala.

– Kto to?

– Amerykański komik. Zmarł w dwa tysiące jedenastym, ale Chris Rock żyje. – Udał, że się zastanawia. – Ziewasz?

– Nie.

– Widziałem!

– Nieprawda.

– Ziewasz. Czas iść lulu, maleństwo. Odprowadzić cię do pokoju? – zaproponował, mając pełną świadomość, że Julia raczej liczy na coś innego. Ale nie miał innego wyjścia, już zaczął żałować ich wspólnego tête-à-tête. To jednak nie był dobry pomysł, zważywszy na romantyczną naturę młodej Polki.

– Sama trafię. – Julia usiadła i ze skrępowaniem rozejrzała się za porzuconym gdzieś szlafrokiem. Propozycja Diamonda, zresztą zgodnie z jego przewidywaniami, ugodziła ją celnie i boleśnie. Była prawie pewna, że przytuleni do siebie zasną razem w wielkim łożu, a rano jej pierwszy prawdziwy kochanek ucałuje ją na powitanie, a może nawet powtórzą wieczorne figle. Chciała być z nim blisko, znów czuć jego pożądanie, a on ją po prostu wyrzucił jak coś niepotrzebnego, co spełniło już swoje zadanie. Rozczarowana i oblana rumieńcem, sięgnęła po szlafrok, założyła go, siedząc, i dopiero po zawiązaniu paska oraz upchaniu bielizny w obszernych kieszeniach, zeszła z łóżka. – To był miły wieczór.

– Dla mnie też. – Diamond przybrał na twarz maskę sztucznej uprzejmości. – Nie zapomnij sukienki.

– Ach, sukienka. – Julia szybko porwała z oparcia krzesła czerwony ciuch i jeszcze bardziej skrępowana niż przed chwilą bezwiednie wzruszyła ramionami. – To ja idę.

– Dobranoc.

– Dobranoc.

Dobrze, że Diamond przypomniał jej o sukience. W małej kieszonce tkwiła karta otwierająca drzwi apartamentu. Julia zamknęła je za sobą i z ulgą wsparła o nie plecy. „Nie pozwolił mi zostać, a ja tak bardzo chciałam z nim spędzić tę noc”.

– To tylko seks. Zwykły seks. Wbij to sobie do łba. – Uderzyła się pięścią w czoło. – Tylko seks.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?