I ja ciebie też!Tekst

Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

ROZDZIAŁ 2

Śniadanie mistrzyń

Restauracja Stary Dom

Do Starego Domu wszystkie trzy przyszły równocześnie. Co do sekundy. Agata przybiegła z metra, Wiktoria zgrabnie wysiadła z jaguara, a Laura wyskoczyła z krzywo zaparkowanej ubłoconej terenówki.

Na widok przyjaciółki Agata i Wiktoria parsknęły śmiechem, bo Laura była ubrana niezwykle elegancko od czubka głowy do… kolan. Na nogach miała stare śniegowce.

Laura spojrzała na przyjaciółki i machnęła ręką.

– No co? Mam w szpilkach odśnieżać i prowadzić? Zmienię jak zwykle w gabinecie! Chodźcie, bo dziś mało czasu! – Otworzyła zamaszyście drzwi knajpy.

Miały zarezerwowany ten sam stolik co zawsze, na końcu sali, a teraz dodatkowo odgrodzony od reszty świata ogromną rozświetloną choinką.

Kochały to miejsce, bo kojarzyło im się z pierwszymi latami ich przyjaźni i wspólnej pracy w telewizji: kiedy wszystko wydawało się nowe, świeże i młode. Nie było mężów, dzieci, kłopotów, chorób, śmierci, problemów, za to były plany, miłości, programy, nagrody… i niekończące się imprezy.

I był Stary Dom. Wtedy jeszcze Gościniec Staropolski. Leżał najbliżej telewizji i to była jego główna zaleta. I personel, który godził się na najróżniejsze pomysły młodych dziennikarzy, począwszy od wywiadów z gwiazdami, a skończywszy na organizowaniu wielkich karnawałowych imprez, takich jak Kiczbal czy Bal Dziwek i Cinkciarzy, podczas których towarzystwo – nierzadko z pierwszych stron gazet – bawiło się w idiotycznych przebraniach do białego rana.

Dlatego coroczne wigilijne śniadanie przyjaciółek mogło się odbyć tylko w tym miejscu.

Dziewczyny rozsiadły się przy stole i zamówiły jedzenie. Laura śledzia z ziemniakami – zawsze brała to samo, bo nigdzie nie podawali takiego śledzia, Wiktoria jajecznicę i sałatkę z pomidorów, a Agata owocową granolę i sernik, bo najbardziej lubiła śniadania na słodko.

– Był u mnie Mikołaj i zostawił coś dla was. – Uśmiechnięta Wiktoria wręczyła przyjaciółkom eleganckie pudełeczka z szarego papieru.

– Co to? Ołówki? – zapytała z głupia frant Agata.

– Zwariowałaś? Ekologiczne wegańskie błyszczyki młodej polskiej firmy! Koleżanka jest właścicielką. Ma świra na punkcie ekologii.

– Aha, i zupełnym przypadkiem tych kosmetyków używają wszystkie twoje gwiazdy! Ale dzięki, już czuję się bliżej natury! – Laura cmoknęła Wiktorię w czubek głowy.

Agata wyciągnęła z torby kwieciste pakuneczki.

– A tu są niewegańskie, ociekające glutenem pierniczki mojej mamy! I jej słynny makowiec. Chociaż tym razem piekła je z Majeczką, ona też pakowała wam prezenty. Zużyła chyba całą rolkę różowej taśmy klejącej! Laura, tylko nie zjedz od razu. Zostaw choć po jednym dziewczynkom!

– Jeszcze czego – zamruczała Laura, otwierając paczuszkę. – Mniam… – Oblizała się. – A ja mam dla was książki!

Dziewczyny krzyknęły jednocześnie:

– O nieeee! Znowu książki od Laury!

– I to pewnie stare! Powinni ci zabronić wstępu do antykwariatów! – dodała Agata.

– Wręcz przeciwnie, powinnam mieć złotą kartę! – Laura sięgnęła do torby, gryząc kolejny pierniczek. – Proszszsz! Dla Wiktorii Dom oszczędny Juliuszowej Albinowskiej z 1921 roku. Książka ma sto lat, ale z pewnością się nie zestarzała. Zobaczysz, jeszcze mi za nią podziękujesz! Nie wszystko jest w internecie! – uprzedziła kąśliwy komentarz zawsze nowoczesnej i niezbyt oszczędnej przyjaciółki. – A dla Agaty Najnowszy lekarz domowy, czyli książka o zdrowym i chorym człowieku Gustava Mullera z 1911 roku. Znajdziesz tam z pewnością wszystkie te szamańskie napary z mchu i paproci, które tak strasznie śmierdzą!

Laura była znana z miłości do wszelkich staroci, antykwariatów i pchlich targów. Kochała też sklepy z używaną odzieżą, czego Wiktoria nie mogła jej wybaczyć, do czasu aż zobaczyła przyjaciółkę w oryginalnej sukience Mary Quant, za którą ta dała jedynie pięć złotych.

– No co tam u was? – zagaiła Laura, gdy nacieszyły się już prezentami. – Ja się dziś przebrałam za piękną kobietę, bo najpierw firmowa kolacja, a potem być może rozmowa z samym prezesem!

– Fiu! Fiu! – gwizdnęła Wiktoria. – A co, myślisz, że ci się oświadczy? Tylko najpierw wytrzyj buzię, bo masz całą w pierniczkach!

– Oświadczyć to by się mógł wreszcie Kiler Agacie! – odparowała Laura. – Mam go zapytać, kiedy to zrobi? Wiesz, że potrafię! Niech to wasze tajne gniazdko wreszcie zamieni się w normalne mieszkanie. – Wzniosła teatralnie oczy do nieba.

Laura bezpardonowo wtrącała się w sprawy bliźnich. Oczywiście według niej samej robiła to dla ich dobra.

– Jak wy to sobie wyobrażacie? Moja mama, dzieci i Kiler pod jednym dachem? – westchnęła Agata.

– Zupełnie sobie tego nie wyobrażamy! Ale chyba stać go, żeby ci fundnąć jakieś lokum? – rzuciła Laura.

– Trochę przenoszona ta ciąża… – dodała Wiktoria. – Miga się chłopak, czy ty tego nie widzisz? – naciskała.

Agata tylko przewróciła oczami. Dobrze wiedziała, że mogliby wreszcie zamieszkać razem, być normalną parą, a nie tyle lat bawić się w romantyczne podchody. W końcu oboje byli wolnymi ludźmi, bez partnerów i zobowiązań.

Ale ilekroć o tym wspominała Kilerowi, on zawsze mówił, że tak jest dobrze, bo „tęsknimy za sobą, a nasze spotkania to święto i karnawał, jeździmy razem po świecie, odwiedzamy znajomych, namiętnie chodzimy do kina na polskie filmy, do których oboje mamy słabość. I gadamy, gadamy, gadamy. A potem żałujemy, że tak mało czasu zostało na pójście do łóżka”.

Całe szczęście – uświadomiła sobie z ulgą – że po telewizyjnej wigilii i próbie sylwestrowego show, który on prowadził, a ona reżyserowała, wymkną się razem do swojego gniazdka, małego wynajmowanego mieszkanka, na ich prywatną wigilię, gdzie co roku najpierw są opłatek i prezenty, a potem całowanie się pod jemiołą i najpiękniejszy seks w roku, bo z nutką świątecznej nostalgii.

– Halo! – Wiktoria dość brutalnie przywołała Agatę do rzeczywistości, szarpiąc ją za ramię. – O której Judyta ma być na twojej próbie i czy w ogóle jej potrzebujesz? Ma dziś spotkanie z coachem i nie chce się spieszyć.

– Judyta… – Agata skrzywiła się na to imię. Pieprzona gwiazdeczka. Kolejna pierwsza dama polskiej piosenki, a na pewno pierwsza awanturnica i intrygantka polskiego show-biznesu. – Niech wcale dziś nie przychodzi. Wystarczy, że będzie na próbie muzycznej 30 grudnia. Im mniej z nią przebywam, tym lepiej. Rozwala całą próbę, bo jak już przyjdzie, wszystko musi się kręcić wokół niej.

– Swoją drogą, jak ty z nią wytrzymujesz? – dorzuciła Laura. – W życiu nie zdecydowałabym się zostać jej agentką. Ciągłe fochy, huśtawki nastrojów, no, chodzący psychiatryk – dodała, oblizując lukier z makowca.

– Nie liż jęzorem tego ciasta! – Wiktorii włączył się tryb perfekcyjnej pani domu. – No wiecie, ona ma ogromny talent – wróciła do tematu – ludzie ją kochają, bilety na koncerty wyprzedają się pół roku wcześniej, ostatni singiel, ta polska wersja Muro Shavo, jest na pierwszym miejscu list przebojów, a ja na tym zarabiam, i to nieźle. Powiem wam w tajemnicy – ściszyła głos – że jestem w trakcie negocjowania jej umowy na główną rolę w komedii romantycznej I ja ciebie też, a jej piosenka będzie promować ten film.

– Co ty mówisz?! – wykrzyknęła Laura.

– Judyta zagra samą siebie – kontynuowała Wiktoria konspiracyjnym szeptem. – To historia dziewczyny z małego miasteczka, która po wygraniu muzycznego talent show staje się gwiazdą…

– I źle kończy – zaśmiała się Agata. – Mogę dorzucić parę ciekawych historii do scenariusza jako tak zwany przygodny obserwator zdarzeń.

– To nie kino moralnego niepokoju, tylko komedia romantyczna z happy endem, więc modlę się, żeby już podpisać tę umowę. Naprawdę dobrze na tym zarobię. Akonto tego kontraktu kupiłam Całuskowi u Swarovskiego piękny breloczek w kształcie bałwanka. – Wiktoria wyciągnęła z dizajnerskiej torby srebrne pudełeczko. – Zobaczcie! Ciągle szuka kluczy do samochodu, a diamenciki świecą, więc będzie mu łatwiej. Jest trochę roztargniony, jak Hugh Grant. I przystojny jak młody Richard Gere.

– A on ma w ogóle samochód? Czy dalej jeździ twoim? – zapytała Agata rzeczowo.

– Chwilowo nie ma, bo zamówił samochód w Niemczech i czeka na transport. No wiesz… – Wiktoria od razu zaczęła tłumaczyć ukochanego.

– Czyli to na razie będzie breloczek do kluczyków do twojego auta – skwitowała Agata.

– No tak jakby – przyznała przyjaciółka niechętnie i zaczęła dłubać widelcem w resztkach jajecznicy.

– A ty byłaś kiedyś u niego? – zapytała Laura, choć znała odpowiedź, bo obie z Agatą już nieraz wałkowały temat ciut za bardzo tajemniczego Całuska.

– Widziałam zdjęcia! – Wiktoria nieco się zaperzyła. – Wije dla nas gniazdko, tym razem już naprawdę! Wiesz, jak to jest z remontami, zawsze się przeciągają, dlatego chwilowo mieszka z rodzicami. Są świetni, jego mama zrobiła mi nawet naleśniki ze szpinakiem, bo kiedyś powiedziałam Całuskowi, że to smaki mojego dzieciństwa. Czy to nie romantyczne? – rozczuliła się.

Agata i Laura tylko wymieniły spojrzenia. Akurat!

– Dzięki, że jak zwykle pytacie, co u mnie – westchnęła Laura po chwili ciszy. – Na razie poświęciłyście mi minutę naszego spotkania.

Wiktoria i Agata wbiły wzrok w przyjaciółkę, udając zainteresowanie, ale przecież wiedziały, że u niej od lat jest tak samo.

– Właśnie miałam pytać. Co u ciebie, kochana? – szybko odezwała się Wiktoria.

– No właśnie – dodała Agata.

– Znowu mam wigilijną jazdę z moim Kocurem. Jak zwykle wyładowuje na mnie cały ten świąteczny szał – westchnęła.

– Co tym razem wymyślił smerf Maruda? – zapytała Wiktoria.

 

– A nie wiem, bo od wczoraj się do mnie nie odzywa. Szuka pretekstu, żebym kazała mu coś zrobić, i wtedy będzie mógł się obrazić i powiedzieć: „Pierdolę te święta”! – Laura zachichotała. – A ja nic! Cały tydzień nic od niego nie chcę. Wszystko ogarnęłam sama!

– To weź się z nim wreszcie rozwiedź! – Po raz pięćsetny z uśmiechem zaproponowała Agata.

– Ja tego nie powiedziałam! – Wiktoria puściła do niej oko.

– Zwariowałaś? Przecież ja go kocham! – oburzyła się Laura.

Pozostałe dziewczyny pokiwały głowami. To była prawda. Laura i Kocur – bo tak miał na nazwisko jej mąż i tak wszystkie na niego mówiły – kłócili się od samego początku znajomości, ale kochali się jak wariaci.

– Czyli u ciebie jak zwykle – westchnęła Wiktoria.

– Nuda, nuda, nuda – podsumowała Agata.

– I tego się trzymaj, przynajmniej u jednej z nas jest jakaś stabilizacja. Patrz na nas! Ja rozwódka, Agata wdowa. Ty jedna masz pełną rodzinę. No już, nie fochaj się! – Wiktoria pogłaskała Laurę po plecach.

– Lepiej opowiedz, co z tym prezesem. – Agata przełknęła ostatni kawałek sernika.

Laura się uśmiechnęła.

– Czuję, że prezes szykuje dla mnie niespodziankę. Wyniki oglądalności Stacji idą w górę… Może w Nowy Rok będziemy opijać mój awans!

– Brawo, kochana! W domu Kocur niech sobie marudzi, a w robocie idziesz jak burza! – Wiktoria aż klasnęła z zachwytu.

À propos domu… Widzimy się u mnie w sylwestra? Kocur obiecał zrobić gołąbki! – Laura oblizała się na samą myśl o mężowskich pysznościach. – Tylko o której w tym roku u nas będzie północ?

Dziewczyny od wielu lat starały się spędzić razem choć ułamek sylwestrowej nocy. Wtedy uroczyście odliczały ostatnie sekundy starego roku, choćby była już szósta rano. U nich nowy rok zaczynał się dopiero wtedy, kiedy mogły we trzy stuknąć się kieliszkami z szampanem.

– Bo ty, Agata, do pierwszej jesteś w robocie? – dopytywała Laura.

– Nawet do pierwszej trzydzieści, pamiętaj o podziękowaniach i minibankiecie w studiu z artystami i ekipą – doprecyzowała przyjaciółka.

– Nie martw się, przyjedziemy po was z Całuskiem. Do tej pory zdążymy się sobą nacieszyć… – Wiktoria się rozmarzyła.

– O, to super! Kiler będzie wykończony i chętnie sobie chlapnie od razu po zejściu z anteny – ucieszyła się Agata.

– To strzemiennego śniadaniowym sokiem! Tylko patrzcie sobie w oczy, bo siedem lat bez seksu – zachichotała Agata, wstając.

– Tylko nie to! – krzyknęła Wiktoria. – À propos! Lecę, bo wiecie, Całusek czeka. Będę dzisiaj jego śnieżynką! – Zakręciła piruet, aż rozwiały się jej długie blond loki.

– Wariatka! – Laura popukała się w czoło.

– Też was kocham! – Wiktoria cmoknęła w policzek ją, a potem Agatę.

– O matko! Dochodzi południe! Zaraz mam próbę. Lecimy! – Agata zaczęła się pakować. – Wiecie co? Ja też liczę dzisiaj na wigilijne cuda. Kiler ostatnio jakoś lepiej się ubiera i jest taki tajemniczy! Może też szykuje coś ekstra – wyznała na odchodne. – Pa! Pa! Lawju!

Żegnały się, całowały i ubierały w pośpiechu i jak razem weszły, tak razem wybiegły. Nie wiedziały jeszcze, że ta Wigilia będzie inna, niż którakolwiek z nich mogła się spodziewać. Nie od parady jest powiedzenie: „Jeśli chcesz rozśmieszyć Pana Boga, opowiedz mu o swoich planach”.

Samochód Laury

Laura wsiadła do auta i zapięła pas. Zanim dojedzie do biura, powinna jeszcze załatwić jedną sprawę. Przez całe spotkanie czuła wyraźny niepokój. Musiała to obgadać z Agatą. Wyciągnęła telefon.

– Agata? Sorry, jesteś w metrze? – Przyjaciółka potaknęła. – Słuchaj, nie chciałam tego mówić głośno, bo Wigilia i Wiktoria taka szczęśliwa… ale ten Całusek to jakaś masakra! Widziałam go dwa razy i w zasadzie nic nie mówił, oprócz tego, że pięknie wyglądam. No i oczywiście mnie wycałował. Kto to, kurwa, jest? – denerwowała się Laura.

– Ja go widziałam raz – odpowiedziała Agata. – Też mnie wycałował. I skomplementował buciki i plecaczek. Dokładnie tak je nazwał. Buciki i plecaczek. Dorosły facet! Może to ukryty taksówkarz, bo wszystko zdrabnia? Albo jakiś pieprzony kelner. Albo… ten… przedszkolanek – zażartowała.

– Przestań sobie robić jaja – Laura była poważna – bo ja naprawdę czuję, że coś tu nie gra. Wiktoria czasami jest taka naiwna…

– Nie wiesz, że ja w rozrywce robię? – spróbowała jeszcze Agata, ale zaraz i ona spoważniała. – Tak serio to mnie też to śmierdzi. Nie mam zielonego pojęcia, kim on jest, co robi i jakie ma zamiary wobec Wiktorii. Przecież on nieustannie gada i się uśmiecha, ale nie mówi nic o sobie… Podejrzany typ!

– Podsumujmy. – Laura na chwilę zamilkła. – Ten koleś mieszka u mamusi, nie ma samochodu i nigdzie nie pracuje! To skąd ma kasę na te piękne markowe ciuchy?

– Bardzo podejrzane! – zgodziła się Agata.

– Może jest dobry… no wiesz, w te klocki.

– To na pewno! – Agata przewróciła oczami. – Wiktoria chodzi z takim błogim uśmiechem, jakby była po co najmniej pięciu orgazmach. I to takich z najwyższej półki. Na razie to chyba jego jedyny atut! Cholera… boję się tego wspólnego sylwestra – dodała po chwili. – Kiler nie cierpi takich dupków. Rozniesie go po paru słowach rozmowy i Wiktorii będzie przykro.

– Kocur tym bardziej. No, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz… Ona go kocha. – Laura westchnęła.

– Przynajmniej ma dobry seks. Tylko żeby jej serca nie zła… – Laura usłyszała automatyczny głos w słuchawce, który zagłuszył przyjaciółkę. – To już moja stacja – odezwała się po chwili Agata. – Wysiadam! Trzymaj się! Kocham cię!

– I ja ciebie też! – rzuciła Laura i się rozłączyła.

Sprawa Całuska nie dawała jej jednak spokoju…

ROZDZIAŁ 3

W samo południe

Biuro Laury

Laura wbiegła z impetem do swojego gabinetu, trzymając w rękach szpilki. Przebiegła przez pusty sekretariat, w którym normalnie królowała Magda, jej prawa ręka. Dziś była oczywiście w sali konferencyjnej, gdzie nadzorowała przygotowania do najlepszej – dzięki niej – imprezy wigilijnej w Stacji. Wszyscy zazdrościli jej Magdy. Z trudem namówiła emerytowaną już sekretarkę, aby porzuciła wnuki i wróciła do pracy. Tylko Magda pamiętała ją z czasów, kiedy z Agatą i Wiktorią zaczynały pracę w telewizji, a ich redakcja mieściła się… na schodach. Magda z klasą i urokiem umiała spławić natrętnych klientów, znała wszystkich w mieście i wyłącznie ona otrzymywała zaproszenia na każde rozdanie nagród i każdą premierę. Poza tym była lojalna i kochana.

Laura w pośpiechu zrzuciła płaszcz i za biurkiem zmieniła śniegowce na szpilki. Cholera, chyba wszyscy już są. Potykając się, pobiegła w stronę sali konferencyjnej i w drzwiach prawie zderzyła się z wyperfumowanym rudym chudzielcem w markowych ciuchach.

O nie. Donata. Ta wredna suka non stop z telefonem sterczącym jak peryskop, gotowa w każdej chwili zrobić relację na instastory. Zaraz rzuci się z całowaniem.

– Witaj, kochana… – Cmok, cmok. – No, pani dyrektor spóźniona, nieładnie… Ale wyjątkowo pięknie dziś wyglądasz. – Cofnęła się wdzięcznie o krok i zmierzyła Laurę spojrzeniem od stóp do głów. – Ta kiecka fantastycznie cię wyszczupla.

– Cześć, Donata, co tu robisz? To prywatne przyjęcie. – Laura już dawno postanowiła, że nie będzie się hamować podczas rozmów z tą żmiją.

Ona i tak zawsze odbierała obelgi jako żarty.

– Ha! Ty i ten twój dowcip. Prywatne przyjęcie w pracy, patrzcie ją. – Donata nie była kretynką, ale skutecznie ją udawała, jeśli było trzeba. – Ktoś mnie tu zaprosił.

Laura, Agata i Wiktoria nazywały ją „koleżabką”. Taka niby koleżanka, ale obrzydliwa i śliska jak żaba.

– Jak już jesteś, to chodź, zaraz przyjdzie prezes, nie chcę się spóźnić. – Laura klepnęła Donatę w plecy.

– Słońce, on już jest – powiedziała tamta z uśmieszkiem.

– Co ty gadasz? – Laura się spięła. – Zawsze się spóźnia, żeby mieć wejście.

– Dziś wejście masz ty! – Donata lekko pchnęła ją w stronę drzwi.

Laura wpadła do sali pełnej ludzi. Omiotła ich szybko wzrokiem. Powitały ją wyszczerzone radosne gęby. Jej kochani, wierni, zdolni współpracownicy. Zespół, który stworzyła właściwie od zera pięć lat temu. Byli najlepsi. Dbała o nich jak o własną rodzinę, celebrowali razem każde imieniny i urodziny, każdy sukces oglądalności świętowali domowym ciastem i bezalkoholowym szampanem. No dobra, czasem alkoholowym. Nigdy nie ukrywała przed nimi emocji. Złościła się, tupiąc nogami i płacząc, gdy któryś z prezesów niesprawiedliwie potraktował ich pracę, a swoich ludzi broniła jak lwica.

– Prezes już jest, z jakimś dupkiem przyszedł – szepnęła jej na ucho jedna z redaktorek.

Laura zobaczyła prezesa, który rozmawiał z nieznanym gościem. Wcięta błękitna marynareczka, zadbany trzydniowy zarościk, faktycznie dupek. Z dziesięć lat od niej młodszy. Kto to jest, do cholery?

Dostrzegła Magdę. Ta mrugnęła do niej i podała talerzyk z opłatkiem. Laura wzięła głęboki oddech. Nie cierpiała publicznych przemówień, ale przez pięć lat dyrektorowania nauczyła się już dusić w sobie wrodzoną nieśmiałość.

– Kochani! Sorki za spóźnienie! – zaczęła. – Ale dzięki temu nasz prezes miał nareszcie szansę pochwalić się punktualnością. Ja zawsze pół kroku za szefem! – Roześmiała się perliście, a z nią cały zespół.

Prezes, który zawsze – kwaśno, bo kwaśno – reagował na jej rubaszne żarty, tym razem zerknął na Dupka, który ściągnął usta z dezaprobatą. Twarz prezesa pozostała kamienna, jak posąg z Wyspy Wielkanocnej. Dupek zrobił dziubek i podniósł brwi. Jak typowy dupek.

– No to… Happy Christmas and a Merry New Year albo odwrotnie! Kocham was bardzo. I nie opuszczę aż do śmierci! – dokończyła Laura i rzuciła się z całusami na Magdę, a potem zaczęła ściskać pozostałych.

Zaczęły się ogólne przytulasy. Zespół Laury wiedział, że za godzinę może już iść do domu, żeby dać się zaprząc w przedświąteczny kierat. Żony, mężowie, matki i kochanki czekali z wypatroszonym karpiem, więc cała scena odbywała się w mocno przyspieszonym tempie.

W tym szybkim korowodzie uścisków i buziaków Laura chwyciła pasztecik, wepchnęła sobie do ust, ale nie zdążyła przełknąć, bo nagle znalazła się przed prezesem. I przed Dupkiem.

– Pani Lauro… zanim złożę życzenia, pozwoli sobie pani przedstawić pana Krystiana. Pan Krystian jest wysokiej klasy specjalistą. Od wczoraj w naszej drużynie.

– W naszej? To znaczy także w mojej? Witam pana! A od czego jest pan specjalistą?

Krystian milczał jak sfinks. Sfinks z głupawym, drwiącym uśmieszkiem. Prezes czuł się w obowiązku wyjaśnić:

– Pan Krystian ogólnie zna się na telewizji. Wiążemy z nim duże nadzieje.

Laurę przeszył zimny dreszcz.

– O, to zupełnie jak ja! Ja też się znam na telewizji, więc z pewnością się dogadamy! No to… Happy and Merry! – Podała mu opłatek.

– Zdrowych i wesołych świąt. Wolę używać języka polskiego – odezwał się Dupek kwaśno i przełamał się opłatkiem z Laurą, nie patrząc jej w oczy.

Upsssssssssss…

Następny kwadrans spędziła jak we śnie. Korporacyjny instynkt podpowiadał jej, że nie jest dobrze. Jeszcze godzinę wcześniej spodziewała się pochwał i podwyżki – przecież czeka na nią wymarzony domek na Mazurach! – ale w tej chwili myślała tylko o tym, żeby jak najszybciej uciec do domu. Cały zespół zaśmiewał się z opowieści najmłodszej praktykantki, która niczego nieświadoma, miesiąc temu wkroczyła na ważną konferencję u boku prezesa i jego żony i została obfotografowana przez paparazzich. Laura śmiała się razem z nimi, ale w żołądku miała wielką gulę.

– Kochana, coś nie w humorze? Kłótnia z Kocurkiem? – usłyszała za plecami.

Donata. Skąd się tu znowu wzięło to babsko? Oczywiście, królowa plotek wiedziała wszystko.

„Zresztą sama jej kiedyś opowiadałam o moich wiecznych kłótniach małżeńskich – westchnęła Laura w myślach. – Kłania się mój niewyparzony jęzor”.

– Wszystko okej – rzuciła i zmieniła temat: – Która to dziś twoja wigilia, moja droga?

– No wiesz, jako specjalistka PR muszę być wszędzie. A tak przy okazji: dziś przyszłam z Krystianem. Poznałaś go.

– Owszem. Poznałam i już nie lubię. Kto to?

– Och… radziłabym upiłować pazurki… – Donata zmrużyła powieki. – Świetny fachowiec.

– Fachowiec od czego? Zajmuje się niczym i robi to doskonale? – zakpiła Laura.

– Lauro – ton Donaty zrobił się protekcjonalny – wiesz, że zawsze dobrze ci życzę.

– Jasne… Ja tobie też.

 

– Ech – westchnęła tamta. – Ty się nigdy nie zmienisz. Idę, bo dziś przede mną jeszcze tyle spotkań. Przy okazji – obrzuciła Laurę krytycznym spojrzeniem – mam świetnego chirurga naczyniowego, wyślę ci numer.

– Hę?

– Masz początki żylaków, kochana – rzuciła i odpłynęła na swoich szpilach z najnowszej kolekcji Prady.

– Pani Lauro? Możemy na chwilę do pani gabinetu? – Za plecami Laura usłyszała głos prezesa.

Zmroziło ją, choć sama nie do końca wiedziała dlaczego…

Chwilę później zbierała myśli, siedząc przy swoim biurku: „Niemożliwe, jest Wigilia, miałam dostać pochwałę i podwyżkę, to jest jakiś głupi sen. Jak w filmie”.

– Pan Krystian przeanalizował wyniki naszej Stacji i ma doskonały pomysł na podniesienie oglądalności. Przedstawił mi raport, w którym niestety wytknął błędy popełnione przez panią w polityce programowej – przypomniała sobie słowa prezesa.

– Ale był pan zadowolony – próbowała się bronić.

– Pomyliłem się. Wyniki mogły być jeszcze lepsze. Pani za bardzo spoufala się z zespołem. Tu trzeba twardej męskiej ręki…

– Twardej męskiej… – powtórzyła jak w transie.

– Tak właśnie. Od pierwszego stycznia pan Krystian zajmie pani miejsce. Ale proszę się nie martwić. Zostanie pani w zespole.

– Co?!!! – Nie zdołała powstrzymać krzyku.

– Jako specjalista. Dobra wiadomość jest taka, że obetniemy pani pensję tylko troszeczkę. Jest pani wybitnym fachowcem. Panu Krystianowi przyda się przyjazna dusza.

Laura aż się zagotowała. Czarne plamy przed oczami, które pojawiały się zwykle podczas kłótni z mężem, zaburzyły jej zdolność jasnego myślenia.

– Aha… Mam nauczyć pana Krystiana wszystkiego, co umiem, a potem mnie pan prezes wywali? Po moim trupie! „Zupełnie się na tym nie znam i chętnie się tym zajmę” – tak wyglądają jego kwalifikacje? W takim razie bawcie się sami, panowie!

Prezes obrócił się na pięcie.

– Brak pani kultury korporacyjnej. Zawsze uważałem, że nie nadaje się pani na dyrektora – rzucił.

– A ja zawsze uważałam, że nie nadaje się pan na prezesa! – krzyknęła w jego plecy.

Drzwi się zamknęły.

I zaraz otworzyły.

Magda. Już wiedziała.

– Lauro, przemyśl to – zaczęła ostrożnie. – To stała pensja…

– Madziu, nie! – Laura nie pozwoliła jej dokończyć.

– Ech… wiedziałam, że się nie zgodzisz. To normalne u zodiakalnego Barana. Idź do domu, odpocznij. Zapakowałam ci pierogi. Wiem, że nie lubisz, jak jedzenie się marnuje.

Laura wyszła z gabinetu. Zajrzała do konferencyjnej. Nikogo już nie było.

„Śpieszmy się kochać dyrektorów, tak szybko odchodzą…”, pomyślała.

Samochód Wiktorii

Wiktoria podjechała pod starą kamienicę na Mokotowie i stamtąd zgarnęła pięknego Całuska. Jego zapach wypełnił wnętrze samochodu i od razu podziałał na jej zmysły.

– Dzień dobry jeszcze raz, moja królewno! – Całusek pocałował ją zmysłowo w kark.

– Cześć, kochanie, tęskniłam! Nie widziałam cię całe dwie godziny.

– Ja tęskniłem bardziej! I nawet mamusia o tobie myśli. Przekazuje pierożki z kapustką i grzybkami i przesyła całuski. – Pokazał zawiniątko.

– Cudownie, kochana mama. – Wiktoria z rozczuleniem zajrzała do pachnących toreb.

Całusek, który według niej był idealny, miał tylko jedną malutką wadę – wszystko zdrabniał. Proponował kawkę, zapraszał na winko, prowadził autko, w restauracji zamawiał amamku i dawał całuska. Było to infantylne i trochę ją irytowało, wydawało się mało męskie, ale z drugiej strony: kto nie ma wad, a ta była zupełnie nieszkodliwa.

W związku z tymi czułymi słówkami Wiktoria musiała się kontrolować, bo kiedy opowiadała coś w emocjach, aby dodać pikanterii, rzucała „kurwami” i „chujami” na lewo i prawo, a tego nowy chłopak nie lubił.

– Nie mów tak brzydko, kochanie! – strofował ją. – Przecież jesteś damą!

Po kilkunastu minutach dotarli na party organizowane przez portal Gwiazdy i Gwiazdki, a ponieważ impreza odbywała się na trzydziestym piętrze szklanego wieżowca, czekała ich długa podróż windą. W pewnym momencie Wiktoria wcisnęła swoim wypielęgnowanym paznokciem guzik z napisem „Stop” i zatrzymała windę między piętrami. Podeszła do Całuska bardzo blisko, tak że czuła jego oddech, objęła go i wyszeptała do ucha:

– Kochanie, to nie awaria. Chciałam choć przez chwilę pobyć z tobą sam na sam. Mam dla ciebie mały prezencik. – Wyjęła srebrne pudełeczko i wręczyła je ukochanemu. – Otwórz – szepnęła.

Całusek otworzył pudełko i wyjął migoczący breloczek.

– Jaki śliczny bałwanek! – zawołał.

– To do kluczyków do twojego nowego auta!

– Kochanie, dziękuję za prezencik. – Pocałował ją namiętnie. – Ja też coś dla ciebie mam…

Wyjął z kieszeni marynarki małe pudełeczko, a z niego pierścionek.

Wiktoria wytrzeszczyła oczy, a potem z piskiem rzuciła mu się na szyję. Zaręczyny w Wigilię w windzie z mężczyzną idealnym! Tego by nie wymyślił żaden scenarzysta w Hollywood! Pierścionek równa się ślub, to chyba proste!

W głowie nuciła refren starej piosenki zespołu 2 plus 1: „I powiozą mnie windą do nieba”. Znów zaczęli się całować, aż zakręciło jej się w głowie.

– Kochanie – nagle oprzytomniała. – Jedźmy na górę, tylko zmienię status na Facebooku na „zaręczona”. Sam rozumiesz, tam jest tylu ludzi i teraz każdemu tłumaczyć, o co chodzi? A tak, zanim dojedziemy, wszyscy już będą wiedzieć o naszym szczęściu, oni i tak cały czas siedzą z nosami w telefonach. Chcę, żeby każdy na świecie o nas wiedział! To takie romantyczne, kochanie…

Słodki Całusek tylko kiwał piękną główką, a milczenie przecież oznacza zgodę.

– A zdjęcie? – Wiktoria już włączyła aparat.

Całusek jednak zrobił dziwną minę. Nie miała pojęcia czemu, ale strasznie nie lubił, kiedy go fotografowano. A udostępniać swoich zdjęć w mediach społecznościowych w ogóle nie pozwalał.

– To chociaż zdjęcie naszych splecionych dłoni z pierścionkiem i bałwankiem… – nalegała.

– No, niech będzie – zgodził się niechętnie i podał jej dłoń.

Wiktoria wstawiła zdjęcie na Facebooka i Instagrama z hasztagami #love #couple #engagement… jak egzaltowana nastolatka. Miłość czasami odbiera rozum.

Chciała to zrobić z jeszcze jednego powodu, o którym Całuskowi nie powiedziała. Wiedziała, że Karol na pewno będzie na tej imprezie, zamierzała więc utrzeć nosa byłemu mężowi tą wspaniałą wiadomością. Mimo rozstania ciągle dziwnie na siebie działali. Nawet jeżeli to nie były do końca dobre emocje, zawsze między nimi iskrzyło!

Studio telewizyjne. Próba sylwestrowego show

W największym studiu telewizyjnym było tłoczno i gwarno jak w ulu. Po życzeniach od szefa wszyscy dzielili się opłatkiem.

– I zdrowia, kochana, bo zdrowie najważniejsze! – usłyszała Agata.

Chyba po raz setny w ciągu ostatniego kwadransa.

Sama też życzyła ludziom zdrowia, bo przecież ono naprawdę najważniejsze. „I oglądalność” – uśmiechnęła się do siebie. Zwłaszcza w kontekście wielkiego sylwestrowego show, który w telewizji miał się pojawić już za tydzień. Po raz pierwszy nie plenerowe widowisko muzyczne, tylko program rozrywkowy w studiu: z telefonami od widzów na żywo, z którymi mają rozmawiać największe gwiazdy stand-upu i kabaretu, z pojedynkami na żarty, ze skeczami o najważniejszych i najciekawszych wydarzeniach mijającego roku. No i z fajną muzą, rzecz jasna, bo to jednak sylwester.

Pracowali nad tym z Kilerem od trzech lat, kiedy po obejrzeniu na kilku kanałach telewizyjnych identycznych muzycznych plenerów ze starymi przebojami z playbacku stwierdzili, że dosyć tej sieczki. I wymyślili Sylwestrowy Humor Show. A szef to wreszcie w zeszłym roku kupił.

Agata wiedziała, że to będzie kolejny sukces. Bo niby dlaczego nie? Mieli najlepsze gwiazdy kabaretu i estrady. Zgodziła się nawet ta świrnięta Judyta, na szczęście Wiktoria jest jej agentką, więc zarezerwowała ją już rok temu. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jak każdy program Agaty – „pani prymus”, jak mówiły lekko złośliwie przyjaciółki. No i Kiler to poprowadzi, a to już crème de la crème. Lepszego nie ma. I zdolniejszego. I przystojniejszego. Wprawdzie cała reszta kobiecego świata porównywała urodę znanego dziennikarza do Woody’ego Allena, ale zakochana Agata widziała w nim ulepszoną wersję Brada Pitta. Co najmniej.