Lena z 8ATekst

Z serii: Lena #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział czwarty


Lenę obudził szum deszczu i odgłos kropli uderzających w parapet okna. Na dworze szalała ulewa. Pomyślała, że skończyła się złota polska jesień, a zaczęła plucha i słota, jak mawiała babcia Zosia. Gdy Lena była mała, zawsze mówiła, że plucha i złota. Babcia wielokrotnie ją poprawiała, że jednak „słota”, bo „złota jesień” już minęła. Wnuczka próbowała powtarzać za nią: „złota już była, teraz jest złota”. Babcia była cierpliwa i nazywała ją swoim skarbczykiem: „To jest słota” – powtarzała po raz kolejny. Uradowana Lena wołała: „Wiem, babciu, teraz jest złota”.

Babcia Zosia malowała drzewo w złotych barwach i ze złotymi liśćmi, specjalnie zakupionymi farbami, i mówiła dziewczynce, że tak wygląda złota polska jesień. A na drugiej kartce rysowała szare drzewo bez liści i deszcz zamiast słońca, i tłumaczyła, że tak wygląda słota.

Lena podskakiwała radośnie i wskazywała palcem kartki z namalowanymi drzewami. A potem, przyglądając się uważnie rysunkom, wskazywała, że i na pierwszej kartce, i na drugiej jest złota. Babcia Zosia podobno załamywała ręce. Dziadek Janek uważał, że Lena doskonale rozumie, o co chodzi, tylko nie potrafi wymówić słowa „słota”. „Słota, ty nigdy nie będziesz złota!” – dokuczała jej Majka, wyśmiewając się z siostry, tak że musieli interweniować rodzice.

Podobno pewnego dnia, gdy była z dziadkami na spacerze w słoneczną pogodę i to wcale nie była jesień, niebo nagle zaciągnęło się czarnymi chmurami i spadł deszcz. Istne oberwanie chmury. Dziadkowie z małą Lenką schronili się w kościele, znajdującym się już blisko ich domu, ale lało tak, że przemokliby do suchej nitki. Lena przypatrywała się ulewie przez uchylone drzwi. I wtedy podobno powiedziała, że nie lubi słoty, że jest brzydka. I od tej pory już nigdy się nie pomyliła. Zawsze, gdy świeciło słońce, mówiła, że to złoty dzień albo złota jesień, nawet jeśli było to lato, a gdy padało z zacięciem powtarzała, że nie lubi słoty.

Z rozmyślania wyrwało ją pukanie do drzwi.

– Śpisz, Lena? – usłyszała głos taty.

– Nie. Już się obudziłam. A ty nie powinieneś być dziś na rannej zmianie?

– Tak, ale zerwałem się na godzinę. Zawiozę was do szkoły. – Zbyszek Machejko delikatnie uchylił drzwi i zajrzał do środka. – Strasznie leje.

– Tato, zwariowałeś? Przecież mamy blisko.

– Nie szkodzi. Przemokniecie, a parasole wam wiatr powygina – wyjaśnił. – Na dworze wichura.

– Nigdy nie noszę parasolki. A do szkoły mam dziś na dziewiątą czterdzieści pięć. Obudził mnie deszcz. Inaczej jeszcze bym spała.

– To skoro już nie śpisz, to zawiozę cię wcześniej – powiedział tata – tym bardziej, że nie nosisz parasolki – dodał z naciskiem.

– Ale w taką pogodę to mi się nie chce z łóżka wychodzić – jęknęła Lena. – Zwłaszcza że nie muszę jeszcze wstawać. Jest dopiero po siódmej.

– Wstawaj. Majka już jest w kuchni i je śniadanie. Dla ciebie też zrobiłem. I nie przyjmuję odmowy.

– To co ja mam robić przez dwie godziny w szkole? – zapytała tonem pełnym pretensji.

– Pójdziesz na świetlicę, pouczysz się. Powtórzysz wiadomości.

– Super! – skwitowała Lena. – Nawet wyspać się w tym domu nie można.

Zwlokła się z łóżka, poszła do łazienki, wróciła do pokoju, włożyła dżinsy i różowy golf z haftem w modne ostatnio kwiaty, a następnie udała się do kuchni.

– Jaka stylówa! – zawołała na jej widok Majka. – Skąd masz ten golf?

– Ukradłam – burknęła.

Była zaspana i zła, że ojciec nie pozwolił jej zostać w łóżku.

– Oj, serio pytam... – powiedziała Majka.

– Z wyprzedaży. Przecież rodzice dali nam trochę kasy... – przypomniała Lena.

– Fakt, ale dlaczego ja na taki golf nie trafiłam? – starsza siostra wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia.

– Bo latasz po najdroższych sklepach – docięła jej. – A ten był w zwykłej sieciówce.

– To pewnie po pierwszym praniu się rozciągnie – stwierdziła z satysfakcją.

– Jeśli tylko nie będziesz włączać pralki, to swetrowi nic nie będzie. Zabraniam ci go prać – powiedziała Lena i ziewnęła, siadając do stołu. – Trzymaj się od tego swetra z daleka. I nawet jak go znajdziesz w brudowniku, to nie waż się go dotknąć.

– Ty się dzisiaj dobrze czujesz? – spytała sarkastycznie Majka. – Tato, trzeba jej było nie budzić – zwróciła się do ojca. – Niechby sobie poszła dwie godziny później i zmokła. Zimny prysznic z nieba dobrze zrobiłby jej na ten zryty beret.

– Dziewczyny, przestańcie! – stanowczo zareagował Zbigniew Machejko.

– O jakim prysznicu ty mówisz, siostra? – spytała ironicznie Lena. – Do okulisty idź, jak nie widzisz, co się dzieje za oknem.

Majka spojrzała w kierunku, w którym patrzyła Lena. Deszcz ustawał. Może jeszcze trochę siąpiło, ale zza chmur przedzierało się słońce.

– Mogę zostać w domu, tato? – zapytała Lena.

– No dobrze – odparł ojciec. – Poucz się w domu. A ciebie, Maja, odwiozę, skoro już tu jestem – dodał. – Mam nadzieję, że niebo się przetrze na dobre.

– Nie mam nic przeciwko podwiezieniu – stwierdziła Majka.

– No jasne, bo masz bardzo daleko – ironizowała Lena. – Twoja szkoła jest w połowie drogi do mojej, a ja mam pieszo góra kwadrans.

– W piętnaście minut nie dojdziesz. Minimum dwadzieścia – sprzeczała się Majka.

– Czy wy możecie już przestać? – spytał stanowczo ojciec. – Słuchać się tego nie da. Majka, jeśli skończyłaś śniadanie, to włóż kurtkę, buty, załóż czapkę i wychodzimy – zarządził. – Lena, może już nie kładź się do łóżka, żebyś nie zaspała.

– Okej – odpowiedziała.

Po wyjściu taty i siostry Lena poszła do swojego pokoju. Położyła się na łóżku. Włączyła piosenkę Sarsy Markiewicz i po raz setny chyba już wsłuchiwała się w jej słowa. Muzyka otuliła ją, otoczyła ze wszystkich stron i wniknęła do jej wnętrza. Znów rozpoczął się w niej taniec myśli i emocji. Niespokojny taniec. Napawał lękiem i tajemnicą. Intrygował.

Ja bronię się i bronię,

Nie chcę już się kochać w tobie,

Ta siła nieznana ciągnie mnie do ciebie.

Ja bronię się i bronię,

Nie chcę już się kochać w tobie,

Choć nic się nie zgadza,

Wciąż do ciebie wracam.

Uciekam piwnicami wrażeń,

Słyszałam, tak jest trochę łatwiej,

I nie strasz mnie tu piekłem, bo dobrze je znam.

Taka chodzę niewyspana,

Przez całą noc aż do rana,

Swojego zdania bronię jak na łańcuchu pies.

Westchnęła głęboko. Włączyła GPS w aplikacji Heyyka. Ani po jej stronie, ani po drugiej strony Odry nie było nikogo aktywnego. Czyżby wszyscy jeszcze spali? Od czasu do czasu pojawiały się nowe osoby, ale zapewne mieszkające dość daleko od niej, bo pojawiały się i znikały. Zresztą Lenę interesował głównie Antek, czyli Silent_angel. Przy okazji sprawdziła też Kaję i Dreamera. Cała trójka miała jednak wyłączony GPS. Lena przejrzała więc portale społecznościowe, odłożyła telefon i otworzyła Pana Tadeusza. Dwie pierwsze lekcje tego dnia to język polski.

W szkole pojawiła się sporo przed dzwonkiem. Ku jej zdziwieniu Antek też już był. Chciała podejść i zapytać, jak się czuje Klara, ale był zajęty rozmową przez telefon. Pomachała więc tylko do niego. Zrobił to samo i uśmiechnął się. Usiadła na podłodze w bezpiecznej odległości, ale tak, by usłyszeć choć strzępki rozmowy.

– Justyna, na święta będę w Legnicy. Tak, oczywiście zostanę aż do sylwestra, jak co roku – mówił. – Justyna, ale to bez sensu, żebyś przyjeżdżała do Wrocławia. Tak, doskonale wiem, że jest mnóstwo połączeń i pociąg jedzie niecałą godzinę. Nie. Nie mogę przyjechać przed świętami. Klara niedawno miała regres. Potrzebny jestem mamie. Nie wiem, co się może wydarzyć. Ogarniam, że nie chcesz być sama, ale przecież masz Kamilę. Na pewno cię wspiera. Jak to jest zmęczona twoimi problemami? Trudno mi w to uwierzyć. Przyjaźnicie się, odkąd pamiętam. Justyna, to nie jest odpowiedni moment na twój przyjazd. Tłumaczę ci, że Klara niedawno miała kryzys. Jeszcze dochodzi do siebie. Tak. Zadzwonię po szkole – rozłączył się.

– Jakieś problemy? – Lena zapytała Antka.

– Nie chodzi o mnie, tylko o koleżankę – odparł.

– Tę z Legnicy?

– Tak.

– To coś poważnego? Bo często do ciebie dzwoni – odezwała się nieśmiało.

– Zazdrosna jesteś? – zapytał Antek po dłuższej chwili milczenia i cień wesołości przebiegł mu po twarzy.

– Chciałbyś – burknęła. – Stwierdziłam po prostu fakt.

– To bardzo poważne problemy – chłopak odpowiedział na wcześniej zadane przez nią pytanie.

– Mam nadzieję, że sobie z nimi poradzi.

– Ja też – westchnął. – Póki co, potrzebuje wsparcia.

– Chyba dobrze się znacie, skoro tak jej pomagasz? – Lena postanowiła kuć żelazo, póki gorące.

– Skąd wiesz, że jej pomagam? – spytał z łobuzerskim uśmiechem na twarzy.

– Nie wiem, co cię tak bawi? Podobno to bardzo poważne problemy, więc po prostu o to pytam. Musiałabym być ślepa, żeby nie zauważyć, że od wyjazdu na konie wciąż z nią gadasz. Chyba wszyscy to widzą.

– Może tak – Antek spoważniał. – Pomyślałem, że mnie wypytujesz. I zastanawiałem się dlaczego.

– Niedoczekanie twoje... – żachnęła się Lena. – Ty chyba za dużo sobie wyobrażasz. Ustaliliśmy, że się kumplujemy, tak?

 

– Nie ustalaliśmy tego – stwierdził Antek.

– Aha, więc mogę się do ciebie w ogóle nie odzywać – zdenerwowała się.

– Nie, źle mnie zrozumiałaś. Oczywiście, że się kumplujemy. Po prostu trochę ci dokuczam, bo oficjalnie nie ustalaliśmy tego – wyjaśnił. – I nie chcę, żebyś się do mnie nie odzywała.

– Trochę ci dokuczam – powtórzyła po nim. – Ciekawe dlaczego? Nic ci nie zrobiłam.

– Nie wiem. Może przez te wszystkie problemy. Przepraszam, Lena.

– Mówiłeś, że to nie twoje problemy – przypomniała. – A ja po prostu tylko zwyczajnie pytam. Przewrażliwiony jesteś. Ty też mnie pytasz, co u mnie w chacie, co u Majki i Szymona. Jak Dragon. Czy się socjalizuje? Odpowiadam ci normalnie, a ty jesteś złośliwy.

– Przepraszam, Lena – powtórzył chłopak. – Masz rację. I z tym, że taki jestem, i że to nie moje problemy, ale zostałem w nie zaangażowany.

– Zostałeś zaangażowany, czy sam się zaangażowałeś?

– I jedno, i drugie. W takiej właśnie kolejności.

– Ogarniam i życzę jak najszybszego rozwiązania tych kłopotów.

– Dziękuję.

– Nie wiecie, gdzie jest Kaja? – dobiegł ich głos zdenerwowanej Nikoli. – Dziś sprawdzian z matmy, a jej nie ma.

– A miałyście korki? – zapytał Antek.

– Wczoraj. Rozwiązywałyśmy testy, które zadał Bartosiewicz. Myślę, że do napisania sprawdzianu na dostateczny to wystarczy.

– Kaja pewnie uważa inaczej – wtrąciła Lena. – Jakoś mnie to nie dziwi. Nie pierwszy raz nie przychodzi do szkoły, gdy ma być sprawdzian z matmy.

– Ale jaki to ma sens? – irytowała się. – Przecież i tak jej to nie ominie. Będzie musiała go napisać. Bartosiewicz nigdy nie odpuszcza. Chyba lepiej pisać z całą klasą niż potem samemu. Będzie miał ją na oku i nikt jej nie pomoże. Nawet nie ściągnie. Zrozumiałbym, gdyby miała te same zadania co my, ale gdy ktoś nie pisze za pierwszym podejściem, dostaje inne.

– To nie ma sensu – powiedziała Lena. – Tylko że Kaja robi w życiu głównie rzeczy bez sensu. Nie zauważyłaś jeszcze?

– Nie miałam okazji. Kaja trzymała tylko z tobą. – Nikola próbowała panować nad sobą, ale wyraźnie była zdenerwowana. – No i z chłopakami. Chodzę z nią tyle lat do jednej klasy, a właściwie jej nie znam. Wiem jedynie, kim są jej rodzice, gdzie mieszka i że nie radzi sobie z matmą. No w ogóle średnio się uczy. I nic poza tym.

– Przecież to nie twoja wina. – Lena próbowała pocieszyć Nikolę. – Myślałam, że poznałaś ją trochę lepiej w czasie korków. Pomagasz jej już prawie trzy miesiące.

– A gdzie tam – koleżanka machnęła lekceważąco ręką. – Ona ze mną o niczym nie gada. Bartosiewicz tak się obawiał, że jak dziewczyny będą miały razem korki, to się one w plotki zamienią. No i pomylił się. My tylko zajmujemy się matmą. Ja jej tłumaczę. Ona słucha i tyle.

– Dla Kai to chyba dobrze – zauważył Antek. – Przynajmniej się czegoś nauczy. Jak jej w ogóle idzie?

– Czasem kiwa głową, że spoko, że wszystko rozumie, a potem jak ma zrobić zadanie, to siedzi, gapi się w kartkę, i nic – wzruszyła ramionami Nikola. – No to tłumaczę jej od początku. Są jednak rzeczy, które łapie. Myślę, że w tym sporo twojej zasługi – stwierdziła, patrząc na Antka. – Radzi sobie z tymi tematami, które razem przerobiliście. Dlatego liczyłam, że dzisiejszy sprawdzian napisze przynajmniej na dostateczny. A ona sobie nie przyszła. Za dwie minuty dzwonek.

– Dwa pierwsze są polskie. Może przyjdzie na matmę? Jest dopiero na trzeciej godzinie – powiedział Antek.

– Nie przyjdzie – stanowczo powiedziała Lena.

– Teraz już jestem pewna, że nie przyjdzie. Dobrze ją znasz.

– Przykro mi – Lena spojrzała na koleżankę.

– Nie wiem, czy w takim razie udzielanie Kai korków ma sens? Nie pogadałabyś z nią, Lenka?

– Średnio ze sobą ostatnio gadamy.

– No tak, zapomniałam o tej całej aferze i o tym, co Kaja naopowiadała. Nikt nie uwierzył w te jej bzdury.

– Niestety Kaja wciąż wymyśla nowe rewelacje. Tej przyjaźni już nie ma, Nikola. I nie będzie. Za dużo intryg i kłamstw z jej strony, ale wolałabym nie wdawać się w szczegóły.

– Rozumiem. Sama z nią pogadam – zdecydowała dziewczyna. – Powiem jej, że jak będzie robić takie numery, to przestanę jej pomagać. O, dzwonek. Chodźcie do klasy.

Na polskim klasa Leny omawiała Pana Tadeusza. Rozmawiali o miejscu akcji, Soplicowie. Opisywali je, zaznaczali w książce odpowiednie fragmenty i czytali. Niespodziewanie w klasie panowała poważna atmosfera.

– A gdzie to Soplicowo można zobaczyć? – wyskoczył z pytaniem Filip. – Ono istnieje?

Pani Gołąbek zaniemówiła z wrażenia. Chłopaki zaczęli się pokładać ze śmiechu. Dziewczyny chichotały.

– A właśnie, że jest Soplicowo! – Janek stanął w obronie Filipa. – Jest częścią Otwocka. Wiem, bo mam tam rodzinę.

– Cieszę się, że masz rodzinę w Otwocku, ale nie o tym Soplicowie mówimy – uśmiechnęła się nauczycielka.

Na drugim polskim, gdzieś po upływie dwudziestu pięciu minut, rozległo się pukanie do drzwi.

– Proszę! – zawołała pani Gołąbek.

Drzwi otworzyły się i do klasy wszedł Kuba.

– Witamy – powiedziała ironicznie nauczycielka. – Mogę wiedzieć, dlaczego się spóźniłeś, czemu nie było cię na pierwszej lekcji?

– No wie pani, bo ja tak wytrwale pisałem w nocy wypracowanie, że musiałem odespać, ale zdarzyła się jeszcze jedna tragedia. Wypracowanie zostało na biurku.

– Siadaj. – Pani Gołąbek pokręciła z niedowierzaniem głową. – Ostatnio, z tego, co pamiętam, spóźniłeś się, bo wyprowadzałeś kota.

Cała klasa zaczęła się śmiać.

– Bo to prawda, proszę pani – z powagą odpowiedział Kuba.

– Nie mam już do ciebie siły. Na egzamin ósmoklasisty też się spóźnisz? – spytała. – Przypominam, że jest obowiązkowy. Będziesz rybki w akwarium ratował, żeby się nie potopiły?

– Spokojnie, proszę pani! Przygotuję dla nich koła ratunkowe i łodzie. Dadzą radę.

Po polskim była matematyka. Lena zdziwiła się bardzo, bo pan Bartosiewicz zebrał testy, które mieli rozwiązać w domu, i przeszedł do nowego tematu. Wszyscy popatrzyli po sobie, ale nikt się nie wychylił, by przypomnieć o sprawdzianie. No, a Kai nie było. Nie przyszła na sprawdzian, o którym nauczyciel zapomniał. Nie wiadomo, jakim cudem, bo był wpisany do dziennika elektronicznego. Pod koniec lekcji rozległ się dźwięk smartfona matematyka. Wyjął go z kieszeni marynarki i odczytał treść esemesa. Rozejrzał się po klasie.

– Wasza koleżanka do mnie napisała – stwierdził. – Do czego to doszło, że uczennice piszą do nauczycieli esemesy. Domyślacie się kto?

W klasie zapanowała cisza. Lena wiedziała, o kogo chodzi. Antek i Nikola pewnie też. Ale bez względu na wszystko nie wsypią Kai. Zresztą tego dnia tylko trzech osób nie było w szkole. Jednego chłopaka, Kai i Mileny.

– Napisała, że jest bardzo chora. Odnoszę wrażenie, że wręcz umierająca – kpiąco powiedział nauczyciel. – Wszystko ją boli: brzuch, mięśnie, żołądek i głowa. Ma wysoką temperaturę i nie może się podnieść z łóżka – wymieniał, co jakiś czas zerkając na wyświetlacz telefonu. – Aha, mdli ją i wymiotuje. Biedactwo, pewnie do łóżka, skoro nie może wstać – uśmiechnął się ironicznie. – Wiem, że to bardzo ważne, choroba waszej koleżanki, ale chciałbym zapytać, dlaczego nie przypomnieliście mi o sprawdzianie? – zapytał rozgniewany.

Nikt w klasie się nie odezwał i wszyscy odwracali wzrok, by nie patrzeć na matematyka.

– Sprawdzian będzie na kolejnej lekcji. I już wam się nie upiecze. Daję wam moje słowo.

– Zobacz, jaka jest chora – Hania zwróciła się do Leny, pokazując zdjęcia zamieszczone na Snapie, na których widać było roześmianą Kaję w kinie z Aleksandrem. – Gdyby ktoś chciał jej podłożyć świnię, to wystarczyłby screen.

Na angielskim Lena i Hania omal nie umarły ze śmiechu, gdy Dżony zapytał:

– A jak zbudowalibyście zdanie: „Jeśli Kaja poszła do kina, to czy będzie miała obniżone zachowanie?”.

Po lekcjach Lena wracała do domu z Antkiem. Rozmowa była neutralna i dotyczyła raczej spraw związanych ze szkołą. Dziewczyna jednak nie mogła przestać myśleć o tym, co łączy go z Justyną i o jakie poważne problemy chodzi, że tak bardzo Antek się w nie zaangażował. Nie była z tego powodu zadowolona. Bała się, że te kłopoty za bardzo zbliżą ich do siebie. Gdy się rozstali na skrzyżowaniu, szła dalej smutna i pogrążona w myślach.

Rozdział piąty


Antek nie wiedział, dlaczego czasem bywał złośliwy w stosunku do Leny. Nie chciał tego, ale słowa same wymykały się z ust. Miała przecież rację, mówiąc, że zadaje mu normalne pytania, a on od razu oskarżył ją o wypytywanie i zazdrość. Może chciał, żeby była zazdrosna? Pogubił się w tym wszystkim. Wciąż za nią tęsknił, ale gdzieś wewnątrz siebie czuł się zraniony. Bardzo go bolało, że uwierzyła Kai, że to on opiekował się Klarą w czasie jej zaginięcia. I jak mogła podejrzewać go o celowe działanie? Nigdy w życiu nie skrzywdziłby siostry, a gdyby był najgorszym draniem, to nie rozmawiałby z Leną o tym, co przeżywał, gdy lekarze postawili diagnozę, że Klara cierpi na zespół Retta. Mama mówiła do niej tak pięknie: „Mój milczący aniołku”.

Antek był zazdrosny o czas, który rodzice poświęcali siostrze. Bywał również wściekły, że życie ich rodziny było dopasowywane do potrzeb Klary. Nawet ta przeprowadzka do Wrocławia, wszystko pod jej kątem. Miał złe myśli, ale zawsze wiedział, że nigdy nie wprowadzi ich w czyn. Te myśli i gra, którą stworzył, i wciąż udoskonalał, pozwalały mu odreagować negatywne emocje względem siostry i rodziców. Nie miał wpływu na to, że w pewnych momentach życia tak czuł. Pojawiała się nawet nienawiść do Klary, do wszystkich i wszystkiego, co go otaczało. Nie mógł się pogodzić z tym, że siostra jest chora, choć nie było w tym niczyjej winy. Jego mama miała na to proste wytłumaczenie, że los tak chciał. I Antek nienawidził również losu. Nawet mama go irytowała, bo niby w tak prosty sposób wyjaśniała tragedię, która dotknęła przecież całą rodzinę, a zaraz po diagnozie leczyła się u psychiatry i brała leki na depresję. Wprawdzie szybko je odstawiła i powiedziała, że robi to dla Klary, żeby miała świadomą matkę, ale w pierwszej chwili, gdy się dowiedziała o jej chorobie, nie była w stanie poradzić sobie z tą sytuacją bez wsparcia lekarza i leków, a wymagała tego od taty i niego. Zakrawało mu to na hipokryzję.

Z tego wszystkiego zwierzył się Lenie. Tylko jej. Nikomu nigdy o tym nie powiedział. A ona go podejrzewała o to, że chciał świadomie narazić siostrę na niebezpieczeństwo. Jak mogła mu nie ufać po tych wszystkich szczerych wyznaniach? Jak mogła w ogóle tak pomyśleć? To wciąż bardzo mocno bolało i nie dawało o sobie zapomnieć. A teraz jeszcze regresja choroby Klary i kłopoty Justyny. Czuł się przytłoczony tym wszystkim.

Z Justyną nie chciał utrzymywać kontaktu po spotkaniu w Zaduszki, w ubiegłym roku, gdy dowiedział się, że się w nim zakochała, że inaczej postrzegała ich wspólną przeszłość. Uważała, że chodzili ze sobą, że byli parą. Natomiast on ją lubił, ale traktował jak dobrą kumpelę. To prawda, że chodzili czasem razem do kina czy na spacer. Tylko kto powiedział, że z kumpelą nie można wyskoczyć do kina? I jeszcze ta jej prośba, żeby byli razem, żeby zgodził się być jej chłopakiem. Nie chciał tego. Nic do niej nie czuł. Lubił ją tylko i to wszystko. Przed przeprowadzką do Wrocławia wciąż się kłócili. Powiedział wówczas, że powinni się rzadziej spotykać. Po Zaduszkach i jej wyznaniach usunął ją ze znajomych na portalach społecznościowych i wykasował jej numer telefonu. Pomyślał, że dla niej też tak będzie lepiej. Wścieknie się, zacznie myśleć o nim źle i szybciej się odkocha. Ona jednak jego numer wciąż miała.

Gdy spotkał się z Justyną po jego powrocie ze Skopelos, tłumaczyła mu, że nie może pójść ze swoim problemem na policję. Argumentowała to tym, że zrobi się głośno w całym mieście, a na pewno na jej osiedlu, że to niepotrzebny szum, że przecież lada moment ósma klasa, a ona chce później się uczyć w liceum również na swoim osiedlu. Bała się, że dochodzenie może trwać zbyt długo, że będą gadać nie tylko uczniowie, ale i nauczyciele. Wtedy jeszcze Antek nie wiedział, że nie powiedziała mu wszystkiego. Potwierdził wówczas, że zawsze może liczyć na jego wsparcie, tym bardziej, że problem wciąż był nierozwiązany. Justyna zwierzyła mu się, że miała spokój tylko w czasie wakacyjnych wyjazdów, gdy była na obozie i z rodzicami w Hiszpanii. Pomiędzy wyjazdami było już źle, tak jakby ktoś dokładnie wiedział, kiedy jest w domu, a kiedy nie. Zdaniem Antka, Justyna upierała się zupełnie niepotrzebnie. Zawiadomienie policji wydawało mu się najlepszym rozwiązaniem. Nie mógł jednak jej do tego zmusić. Na dodatek poprosiła go, by nikomu o tym nie mówił. Zdziwiła go ta prośba, ale obiecał, że dotrzyma tajemnicy. Czuł się jednak bezradny i nie wiedział, jak może dziewczynie pomóc. Już wcześniej, po tym pierwszym telefonie, zaprosił ją do znajomych na portalach społecznościowych, a pod numerem, który wyświetlił mu się w smartfonie, wpisał jej imię. Dzwoniła bardzo często. Lena miała rację, że ich rozmowy musiały być widoczne dla otoczenia, tym bardziej, że zwracał się do niej po imieniu.

 

Antek rozmyślał o tym wszystkim w domu babci. Przyjechał do niej z rodzicami i Klarą na jeden dzień. Justyna wiedziała o tym. Umówili się w Parku Miejskim, do którego oboje mieli blisko. Rozciągał się on między dwiema rzekami: Kaczawą i Młynówką. Porastały go wiekowe drzewa i młode, dosadzone jakiś czas temu. W miejscu dawnego rosarium powstała Aleja Wodna z sześćdziesięcioma fontannami i dywanami kwiatowymi. Było to ulubione miejsce spotkań legniczan, którzy zwłaszcza w weekendy tłumnie go odwiedzali. Antek pamiętał, jak z chłopakami grali w nogę na stadionie sportowym, który również znajdował się na terenie parku. Przychodzili kibicować swoim ulubionym drużynom. Chodzili nad Kozi Staw, pod pergolę, do palmiarni, a gdy padało, chowali się na estradzie ze stalowym zadaszeniem. Zimą, gdy prawie nikogo nie było, zjeżdżali z górki saneczkowej wybudowanej dla dzieci w ogrodzie zabaw. Uczestniczyli w koncertach organizowanych na stadionie.

Gdy po sycącym babcinym obiedzie Antek przyszedł na miejsce spotkania, Justyna już była.

– Myślałam, że się nie doczekam! – zawołała dziewczyna i rzuciła mu się na szyję, całując go wielokrotnie w oba policzki. Nie wiedział, jak zareagować na to czułe przywitanie. Gdy w końcu udało mu się wyswobodzić z jej objęć, sięgnął do kieszeni po smartfona i spojrzał na wyświetlacz.

– Nie spóźniłem się – oznajmił. – Jest dopiero szesnasta pięćdziesiąt. Długo na mnie czekałaś?

– Całe życie – roześmiała się.

– Justyna... – chciał ją upomnieć, ale mu przerwała.

– Żartowałam. Nie nadymaj się tak. Jestem tutaj od godziny – wyjaśniła. – Nie chciało mi się siedzieć w domu w taką piękną pogodę.

– Z tego, co wiem, twoje sprawy bez zmian? Nadal nie chcesz pójść złożyć zeznań na policję?

– Nie, Antek – dziewczyna przecząco pokręciła głową. – No, wiesz... – dukała. – To zdjęcie...

– Ostatnio, jak rozmawialiśmy, powiedziałaś, że po twoim powrocie znów się wszystko zaczęło?

– Tak. W ten sam dzień, w który wróciliśmy z rodziną z Hiszpanii. Dojechaliśmy z lotniska do Legnicy, weszliśmy do domu i... Antek – rozpłakała się nagle – nawet nie zdążyłam się rozpakować. To jakiś koszmar – dodała i przytuliła się do niego mocno. I znów nie wiedział, jak się zachować. Justyna łkała, wtulając się w niego. Objął ją więc ramieniem. Nie miał pojęcia, jak postępować z płaczącą dziewczyną, zwłaszcza gdy traktuje się ją wyłącznie jak dobrą koleżankę. Pomyślał jednak, że tak właśnie należy postąpić. Przecież Kamila, która się z nią przyjaźniła, zapewne też tak by zrobiła.

– Już dobrze – szepnął jej do ucha. – Spokojnie. Może usiądziemy? Obok jest pusta ławka. – Pokiwała twierdząco głową, nadal się do niego przytulając. Żal mu było Justyny i to bardzo, ale w niektórych momentach czuł się niezręcznie.

– Możesz mi to pokazać? Te ostatnie esemesy? – zapytał chłopak, gdy już usiedli.

– Oczywiście, że tak. – Justyna wytarła mokre od łez oczy. Wyjęła smartfona i podała go Antkowi.

– Może uda mi się namierzyć ten numer? – zastanawiał się.

– Niemożliwe – stwierdziła.

– Skąd wiesz? – zdziwił się.

– Kolega to sprawdził – wyjaśniła. – Nie znasz go. Uczy się w legnickim Zespole Szkół Elektryczno-Mechanicznych, w klasie o profilu technik-elektronik, ale umie wiele rzeczy. Chodzi tam już trzeci rok. Miłosz twierdzi, że te esemesy są wysyłane z darmowych bramek internetowych. Sam zobacz, że za każdym razem numer jest inny.

– Właśnie to zauważyłem – westchnął Antek, przeglądając wiadomości. – Sprytnie – pokiwał z niedowierzaniem głową. – Wprawdzie, aby wysłać takiego esemesa, trzeba się zalogować, ale z tego, co się orientuję, w większości miejsc można się logować przez fejsa. Skoro ta osoba jest taka cwana, to pewnie ma fejkowe konto na fejsie.

– A jeśli jeszcze wysyła te esemesy z różnych miejsc w Legnicy, to chyba nawet policja miałaby problem z namierzeniem – stwierdziła Justyna.

– Obawiam się, że masz rację. Cholera! – przeklął. – A wiadomości przez fejsa dostajesz? Nic mi nie mówiłaś na ten temat.

– Na razie kilkanaście. Z różnych kont. To samo co z esemesami. Wiadomości jest jednak zdecydowanie mniej niż esemesów. Sam widzisz, że niedługo będę mieć zapchany tym cały telefon. No i jeszcze dochodzą te anonimy.

– No właśnie, a co z tym zdjęciem, o którym wspomniałaś? – przypomniał sobie.

– Dostałam je pocztą tradycyjną, a potem esemesa z groźbą, że jeśli komuś powiem albo zgłoszę na policję, to roześle tę fotę wszystkim – znów zaczęła płakać i wtuliła się w Antka.

– Skąd ten ktoś mógł mieć to zdjęcie? – zapytał rzeczowo.

– Chyba tylko z mojego telefonu – wyznała. – Kamila je robiła moim telefonem. Wygłupiałyśmy się wtedy. Wiesz, jak to dziewczyny. Jestem na nim bez koszulki. Tylko tych zdjęć w telefonie było znacznie więcej. Być może znów prześle kolejne.

– Ogarniam, ale wychodzi na to, że ktoś ci wykradł na chwilę telefon – stwierdził. – Przesłał je na swój, potem przerzucił na pendrive’a i zaniósł do fotografa. Rodzice się nie dziwią, że tyle listów dostajesz?

– Oczywiście, że się dziwią, i dopytują, co jest grane. Skłamałam, że to od cichego wielbiciela i że wszystko jest w porządku. Przecież oni od razu polecieliby na policję i zrobili aferę. – Justyna nie przestawała płakać. – Nie mam ochoty, by pół miasta oglądało moje prawie nagie zdjęcie. Antek, nie rozmawiajmy już o tym. To takie dołujące.

– Okej – zgodził się – ale tę osobę trzeba zdemaskować. I wtedy ja sobie z nią pogadam. Jak będzie trzeba, to znajdę na nią haka, ale to musi się skończyć.

– Oby – powiedziała smutnym głosem.

– Chodź, przejdziemy się.

Tego dnia nie wracali już do tematu. Rozmawiali o zupełnie innych sprawach. Justyna przestała w końcu płakać i się przytulać. Nie lubił, gdy to robiła, choć współczuł jej bardzo. To zachowanie powtarzało się. Nie potrafił się odnaleźć w tej sytuacji, bo robiła to zawsze, gdy była bardzo smutna, a z oczu płynęły jej łzy, jak choćby podczas ostatnich Zaduszek. Antek lubił przytulać jedynie Lenę. Pomyślał, że nigdy nie zapomni, jak leżał w swoim pokoju z głową na jej kolanach i wyznawał najskrytsze tajemnice, a ona trzymała mu dłonie na rozgrzanych policzkach i gładziła jego włosy. Chciał, żeby ta chwila nigdy się nie skończyła. Nigdy też nie zapomni, gdy po raz pierwszy ją pocałował. Leżąc w swoim łóżku, wspominał te chwile i kolejne pocałunki. Tęsknił za tym bardzo. Tęsknił za Leną i miał pretensje nawet nie do niej, a do całego świata, że tak mocno go zraniła. I wciąż to tak bardzo bolało.