Lena z 8ATekst

Z serii: Lena #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Matylda:

I tak masz bliżej do rynku niż ja, ale OK. To pod pręgierzem. A jak by było bardzo zimno, to w Macu. O siedemnastej?

Lena:

Może być. W sobotę?

Matylda:

OK, to jesteśmy umówione.

Lena wyciągnęła się wygodnie na łóżku. Pomyślała, że to, że Antek się z tą Justyną tylko kumplował, nie oznacza, że coś się w tej kwestii nie zmieni. Niby uważała, że jest w lepszej sytuacji, bo codziennie spotykała go w szkole. Ich relacje nadal były serdeczne i na przerwach nawet sporo ze sobą rozmawiali. No, ale nie chodzili już. A co, jeśli z Justyną rozmawiał codziennie przez Skype’a lub smartfona? No i jeździł często z rodzicami do Legnicy, nie mówiąc o świętach czy dłuższych weekendach. Mógł więc wtedy się z nią spotykać. Wiedziała też od Antka, że był tam po powrocie z Grecji. Te myśli nie dawały jej spokoju. Jeśli oni będą razem, nawet na odległość, to ona już nie będzie miała żadnej szansy. Zachciało jej się płakać, bo przecież zdawała sobie sprawę, że po zerwaniu chyba utraciła go bezpowrotnie. Jednak wciąż liczyła na cud, a Justyna mogła sprawić, że się nie zdarzy.

Właściwie powinna się zabrać za rozwiązywanie testów. Pani Gołąbek bardzo na to naciskała. Jakby nie było, w ósmej klasie czekał ich egzamin, który miał być decydujący przy rekrutacji do szkół średnich. Problem w tym, że ona cały czas nie wiedziała, jaki profil klasy wybrać. Tym bardziej nie miała pojęcia, co chce robić w przyszłości. Może klasa o profilu matematycznym? Może mama Antka miała rację, że dałaby sobie radę. Tylko co później? Raczej nie brała pod uwagę uczelni technicznej, na przykład politechniki. Westchnęła i sięgnęła po smartfona. Odwiedziła wszystkie portale społecznościowe. Nic ciekawego się nie działo. Kliknęła na link Tumblra.

Przeczytała wpis:

Dreamer

„Miłość jest czymś, na co nie ma się wpływu, znajduje człowieka – bez powodu, bez komentarza i nie dając mu możliwości obrony” (Isabel Abedi).

Cytat ozdobiony był czarno-białym gifem przedstawiającym dziewczynę w sukni baletnicy, szerokiej, białej. Miała bose stopy i poruszała się we mgle. Chciała się z niej wydostać, ale ile razy wydawało się, że świat bez mgły jest tuż-tuż, znów znajdowała się w punkcie wyjścia, czyli pośrodku niej. I wszystko zaczynało się od nowa.

Lena jeszcze raz przeczytała uważnie cytat niemieckiej pisarki wstawiony przez Marzyciela. Pomyślała, że to wszystko prawda. Ona nie miała żadnego wpływu na to, że pokochała Antka, mimo że broniła się przed tym uczuciem. Nie rozumiała tylko jednej rzeczy. Chłopak powiedział jej, że również się zakochał. Po raz pierwszy. Jakim więc cudem miał wpływ na swoją miłość? W jaki sposób obronił się przed ich miłością? Czy to możliwe, że wcale jej nie kochał, a tylko mu się tak wydawało? Z miłości przecież się przebacza. A on jej nie przebaczył. A nawet jeśli, to ją zostawił. Lena zasnęła zmęczona rozmyślaniami.

Rozdział trzeci


Lena była trochę poirytowana. Nauczyciele wciąż przypominali o egzaminie na koniec ósmej klasy. Pomyślała, że przecież uczniowie nie mają sklerozy i dobrze wiedzą, co ich czeka w kwietniu. Jej zdaniem było to niepotrzebne wprowadzanie nerwowej atmosfery, tym bardziej, że tego egzaminu nie można nie zdać, choć jest obowiązkowy. Nadmierny stres i to kilka miesięcy wcześniej na pewno nikomu nie pomoże, a wręcz zdemotywuje. Rozwiązywali przecież testy na lekcjach, a także w domu, a potem je w szkole omawiali.

– Masz rozwiązany dzisiejszy test na polski? – dobiegł ją głos Kai.

Zdziwiła się. Dziewczyna do tej pory nie odezwała się do niej ani słowem, a Lena nawet nie próbowała wyjaśniać sytuacji, w której rzekomo udawała, że jej nie widzi. Nie siedziały też razem. Lena już na początku roku przesiadła się do Hani, a Kaja siedziała teraz w jednej ławce z Nikolą.

– Mam, a co? – Lena uniosła głowę i popatrzyła na koleżankę z obojętną miną.

– Chciałam porównać niektóre odpowiedzi – wyjaśniła dziewczyna.

– Zaraz będziemy omawiać, to się dowiesz, czy masz dobrze, czy źle.

– Wiem, po prostu chciałam coś sprawdzić – Kaja wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia.

– No dobra, co?

– Chodzi mi o zadanie siedemnaste: „Dokończ zdanie. Wybierz właściwą odpowiedź spośród podanych – przeczytała, a Lena odszukała zadanie w swoim teście. – Użytego przez Józefa Tischnera określenia «dobry człowiek» nie można zastąpić sformułowaniem:

A. człowiek o wielkim sercu,

B. człowiek o gołębim sercu,

C. człowiek sukcesu,

D. człowiek taki, że do rany przyłóż”.

Którą odpowiedź zaznaczyłaś?

– Wybrałam odpowiedź C – powiedziała Lena.

– Ja też, ale zastanawiałam się nad D, bo różnie to można zinterpretować – Kaja przybrała poważny ton i zrobiła mądrą minę. – No nic, dzięki.

– Mówiłam ci, że długo nie wytrzyma i się w końcu odezwie – szepnęła Lena do Hani. – I nie musiałam jej nic tłumaczyć. Nie chciało mi się, tym bardziej, że nie czułam się winna.

– No wiesz, korona by ci z głowy nie spadła, gdybyś jej powiedziała, że naprawdę jej nie widziałaś – koleżanka jak zwykle starała się być obiektywna.

– Wiem. – Lena wzruszyła ramionami.

– Swoją drogą zapytała chyba o najłatwiejsze zadanie w tym teście – zauważyła Hania. – A tobie, co sprawiło największą trudność?

– Oczywiście zadania otwarte. Dobrze wiesz, że nie jestem wygadana.

– Czasem ktoś nie jest wygadany, a potrafi dobrze pisać.

– Z całą pewnością to nie ja. – Lena roześmiała się. – Z pytaniem: „Czy reklama jest potrzebna?”, jakoś dałam sobie radę, bo wystarczyło poprzeć ją tylko dwoma argumentami.

– To z napisaniem zaproszenia, w którym przekonasz koleżanki i kolegów do udziału w spotkaniu ze znanym specjalistą od reklamy, chyba też nie miałaś problemu? – zapytała Hania. – Również potrzebne były tylko dwa argumenty – uśmiechnęła się łobuzersko.

– A wyobraź sobie, że miałam, bo nie bardzo potrafiłam je wymyślić. No, ale coś tam nabazgrałam. Najgorsze dla mnie było ostatnie zadanie otwarte. Nie mam aż takiej wyobraźni, by zmieniać zakończenie Balladyny – Lenka znów się roześmiała.

– Och! – westchnęła Hania. – Uwielbiam takie zadania – dodała, po czym zajrzała do testu i odczytała polecenie: „Wyobraź sobie, że losy Aliny i Balladyny potoczyły się inaczej. Dokończ opowiadanie, w którym zmienisz historię ich życia. Napisz swoją pracę tak, żeby wykazać, że dobrze znasz Balladynę Juliusza Słowackiego. Zapadł zmierzch Alina i Balladyna z pełnymi dzbanami malin wróciły do chaty”... – Dziewczyna była rozentuzjazmowana. – Lubię zmieniać historię życia bohaterów. Gdyby tak można było zmienić losy prawdziwych ludzi.

– Ty się tak nie ekscytuj. W poleceniu jest napisane minimum dwieście znaków. Dla mnie to masakra. Dużo lepiej chyba poszedł mi list otwarty, w którym trzeba było przekonać rówieśników, by pomagali ludziom – mówiła Lena. – Początkowo się wystraszyłam, bo przeczytałam, że należy wykorzystać interpretację wiersza Tadeusza Różewicza List do ludożerców i odwołać się do wybranej lektury obowiązkowej. Poezji na ogół nie ogarniam, ale przeczytałam ten wiersz i go zrozumiałam, a nawet spodobał mi się – uśmiechnęła się z satysfakcją.

– No widzisz! Będą z ciebie ludzie! – Hania klepnęła koleżankę w ramię. – A do jakiej lektury się odniosłaś?

– Do Kamieni na szaniec...

– Dziewczyny, czy wy nie słyszałyście dzwonka? – do ich uszu dobiegł donośny głos pani Gołąbek. – A w ogóle wyciągać książki, zeszyty, usiąść prosto i nie szemrać mi tu. To nie biesiada. Nie ma tu ogniska, gitary i kiełbasek. No i testy podpisać i przygotować, to zbiorę. Zadania zamknięte omówimy na lekcji, a otwarte sprawdzę w domu. Nie ma żartów, moi drodzy – mówiła. – To wszystko będzie na egzaminie ośmioklasisty.

– A biesiada, ognisko, gitary i kiełbaski też będą? – spytał Kuba, robiąc głupią minę.

– Ja nie wiem dokładnie, co będzie. Ja tylko mogę przewidywać – odparła pani Gołąbek.

Lena bała się trochę, jak jej wychowawczyni oceni napisane przez nią zadania otwarte. No ale trudno. Orłem z polskiego nie była. Pisanie było domeną Hani. Pomyślała jednak, że test nie był jakoś szczególnie trudny. Opierał się na twórczości Sławomira Mrożka, Józefa Tischnera, Tadeusza Różewicza, no i Juliusza Słowackiego.

– I pamiętajcie o lekturach – odezwała się ponownie pani Gołąbek. – Część przerabialiśmy, pozostałe będziemy omawiać, ale te, które wypisałam wam na kartkach rozdanych na początku roku szkolnego, macie znać na pamięć.

– Ale mnie nie było, jak pani rozdawała te kartki – odezwał się Filip.

– A nie możesz od kogoś odpisać? – spytała Milena.

– Proponuję, by jedna osoba zamieściła je na naszej grupie klasowej. Będą wtedy dostępne dla wszystkich.

– Ja to mogę zrobić w oddzielnym pliku. Pliki są po lewej stronie – zaofiarował się Antek.

– Będę ci bardzo wdzięczna. Masz tę kartkę w domu?

– Mam, ale i tak znam tytuły lektur na pamięć – odpowiedział pewnie. – Treść też znam, więc niech się pani nie martwi – uśmiechnął się zawadiacko.

– Taki mądry jesteś? – wtrąciła Kaja. – To wymień chociaż kilka.

Lena zauważyła, że Kaja się miota. Raz jest przesadnie miła dla Antka, a innym razem się go czepia. Pewnie chodziło wciąż o korepetycje, bo Bartosiewicz zgodził się w końcu, by Antek pomagał Leonowi, a Nikola Kai. Lena podejrzewała też, że dziewczyna nie poddała się do końca i wszystkimi możliwymi sposobami próbowała go zdobyć. Gdy po raz kolejny dawał jej do zrozumienia, że nic z tego nie będzie, w akcie desperacji dogryzała mu na każdym kroku. Potem jej mijało i zaczynała swoją walkę o Antka od nowa, będąc tak słodka, że aż Lenę mdliło. Żal jej nawet było eksprzyjaciółki, bo nie wiedziała, że prawdziwym zagrożeniem dla nich obu mogła być Justyna. Tak, dla nich obu, bo Lena wciąż jeszcze liczyła na cud.

 

– Antoine de Saint Exupéry – Mały Książę – odezwał się Antek. – Henryk Sienkiewicz – Quo vadis i Latarnik, Juliusz Słowacki – Balladyna, Stefan Żeromski – Syzyfowe prace, Sławomir Mrożek – Artysta – wymieniał bez zająknięcia. W klasie zapanowała kompletna cisza i wszyscy wpatrywali się w chłopaka jak w nadprzyrodzone zjawisko. – Melchior Wańkowicz – Ziele na kraterze, ale tylko fragmenty, Aleksander Fredro – Zemsta, Jan Kochanowski – wybór fraszek, pieśni i trenów, w tym treny I, V, VII i VIII. Aleksander Kamiński – Kamienie na szaniec, Ignacy Krasicki – Żona modna, Adam Mickiewicz – Reduta Ordona, Śmierć pułkownika, Świtezianka, Dziady (część II), wybrane utwory z cyklu Sonety krymskie, Pan Tadeusz, i oczywiście Charles Dickens – Opowieść wigilijna.

– Jestem pod ogromnym wrażeniem, Antoni – powiedziała nauczycielka, a po klasie przebiegł szmer śmiechu. – Wiedziałam, że masz świetną pamięć, ale nie spodziewałam się, że aż tak niezwykłą.

– Gdy będę robił tę listę na grupę klasową, to wstawię także lektury przerabiane w klasach od czwartej do szóstej – powiedział.

– Zapewne tamte tytuły też znasz na pamięć, Antoni – wtrąciła Kaja, a w klasie słychać było stłumiony chichot.

– Znam – odpowiedział, jak gdyby nigdy nic i popatrzył na nią z wyższością. – Rozumiem, że dla ciebie problemem jest zapamiętanie choćby dwóch z tych tytułów, ale będziesz mogła przeczytać w pliku – dodał.

Dziewczyna poczerwieniała na twarzy i zacisnęła usta w wąską kreseczkę.

– Spaliła buraka – skomentowała Hania.

– I to jeszcze jak – potwierdziła Lena. – Czepia się go, to ma za swoje.

– Jutro będzie mu słodzić.

– Wiem.

Następny był angielski. Dżony tego dnia przechodził samego siebie.

– Słuchajcie, co się dzieje na tym całym YouTubie. – Pokręcił z niedowierzaniem głową. – Normalnie się wczoraj przeraziłem.

Cała klasa przyglądała się nauczycielowi z ogromnym zainteresowaniem.

– Ale o co chodzi? – spytał Tymon.

– No bo ja nie wchodzę raczej, bo nie mam takiej potrzeby. Wczoraj jednak szukałem czegoś, i patrzę, a w górnym pasku... eee... – zaciął się.

– W proponowanych? – podsunęła Wiktoria.

– O tak! Właśnie o to mi chodzi! – ucieszył się Dżony. – Coś mnie tam zaciekawiło. Kliknąłem więc i widzę chłopaka, niewiele starszego od was, pokazującego, jak pije alkohol. Słuchajcie, on ledwo siedział – opowiadał nauczyciel zupełnie zniesmaczony. – A to było w proponowanych! Wyobrażacie sobie? To potworne, co się dzieje w internecie! Powiedźcie mi, kto to ogląda?!

W klasie panowała zupełna cisza. Przerwał ją Leon.

– Na przykład pan... – powiedział wesoło.

Wszyscy zaczęli się śmiać. Klasa dostała głupawki.

– No dobra, spokój już – odezwał się Dżony. – I od tej chwili obowiązuje zasada ta sama co zawsze. Mówimy wyłącznie po angielsku.

Wszyscy próbowali się sprężyć, ale słabo to wychodziło.

– Proszę pana, ale on mówi po niemiecku – Wiktoria naskarżyła na Jana.

– Wcale nie – bronił się Jan. – Za to ty wychodzisz z domówek po angielsku – dociął Wiki.

– A on oddycha po hiszpańsku. – Milena wskazała na Filipa.

– A ty się śmiejesz po francusku – burknął.

– A Kaja je po chińsku! – krzyknął Leon.

– A oni siedzą po turecku! – zawołał Franek.

Cała klasa turlała się ze śmiechu. Po lekcjach Antek zagadnął Lenę.

– Wracamy razem do domu? – zapytał bezpośrednio.

– Czemu nie? – próbowała zachować normalny ton głosu, ale jej serce radośnie zatańczyło.

– Ostatnio rzadko wracaliśmy – stwierdził chłopak.

– Nie czekałeś na mnie, no to przecież nie będę cię gonić przez pół drogi – odpowiedziała Lena. – Myślałam, że może wolisz wracać sam – wzruszyła ramionami.

– Nie lubię tych twoich tekstów – powiedział Antek po dłuższej chwili milczenia. – Nie wiem, dlaczego tak pomyślałaś. Przecież się kumplujemy. Po prostu Klara była w bardzo kiepskiej formie. Musiałem szybko być w domu, żeby pomóc mamie, a po drodze zrobić podstawowe zakupy. Resztę przywoził tata. Zwyczajnie nie mogłem na ciebie poczekać.

– Rozumiem. – Lenie zrobiło się głupio. Antek miał problemy w domu, a ona nie po raz pierwszy wyskakiwała z pretensjami, sugerując, że pewnie wolał wracać sam. – Przepraszam. Nie wiedziałam.

– Nic się nie stało, tylko irytuje mnie, jak strzelasz focha bez powodu. Już kiedyś to przerabialiśmy – dodał. – Jak czegoś nie wiesz, to zapytaj.

– Przeprosiłam. Jak się teraz czuje Klara? Miała więcej ataków padaczkowych?

– Na szczęście teraz jest już lepiej. Ale ataki przybrały na sile i hiperwentylacja też – wyjaśnił.

– Co to jest? Klara nie miała tego wcześniej?

– No właśnie miała przy atakach paniki, ale wszystko teraz jakby częściej i mocniej ją dotyka. Hiperwentylacja to bardzo szybki i głęboki oddech.

– Czy to jest groźne?

– Normalny człowiek jest w stanie z tym żyć, a nawet wyeliminować. Czasem wystarczy uspokojenie go i oddychanie przez papierową torebkę – wyjaśnił. – W przypadku Klary wszystko jest groźne – dodał. – Nawet bardzo.

– Przykro mi, ale cieszę się, że już lepiej się czuje.

– Miała regres. Nie pierwszy i niestety nie ostatni. – Lena wyczuła smutek w głosie Antka. Coś ścisnęło ją za serce.

– Ważne, że teraz jest lepiej – dotknęła jego przedramienia. Spojrzał na nią ciepło.

– Masz rację – powiedział.

Zabrała rękę. Zawstydziła się, że może zbyt się spoufala, że Antek źle to odbierze.

– Nie ma nic złego w tym, że chcesz pocieszyć kumpla – powiedział chłopak, jakby czytał w jej myślach. – Powinnaś mnie nawet przytulić – uśmiechnął się łobuzersko, choć jego oczy wciąż były smutne. I już chciała zebrać w sobie całą odwagę i wykonać ten gest, ale usłyszeli dźwięk smartfona. Antek wyjął telefon z kieszeni i odebrał:

– Tak, Justyna? Słuchaj, nie mogę teraz rozmawiać. Za dwadzieścia minut będę w domu, to oddzwonię. No, nara – rozłączył rozmowę.

Lena milczała.

– To koleżanka z Legnicy – powiedział jakby na swoje usprawiedliwienie. – Ma kłopoty.

– Rozumiem – westchnęła.

Dochodzili do skrzyżowania. Pożegnali się i każde poszło w swoją stronę. Lenie znów chciało się płakać. Miała szansę go przytulić, zbliżyć się do niego, ale akurat w tym czasie musiała zadzwonić Justyna. Pocieszała się jednak tym, co powiedział, że to tylko koleżanka. A jeśli skłamał? Zresztą, jeżeli nawet była to prawda, to w każdej chwili mogło się to zmienić. I tego Lena bała się najbardziej. Gdy dotarła do domu, była już Majka.

– Co tam w szkole, siostra? – spytała.

– A ty co? Wcielasz się w rolę mamy? – Lena uśmiechnęła się do niej.

– Może podświadomie – zastanawiała się z zabawną miną. – To co słychać? Siadaj. Dziś ja nakładam obiad. I słuchaj uważnie. Obiad taty.

– Co jemy?

– Pieczeń z cielęciny. Mniam... A jaki sos się piękny zrobił! A do tego pieczone ziemniaki. Tata zostawił kartkę, żeby nagrzać piekarnik i tylko na chwilę je do niego wrzucić. I jeszcze mamy surówkę z białej kapusty z dodatkami.

– Taki obiad to i mama tacie wybaczy – powiedziała Lena.

– Też tak myślę.

Majka postawiła na stole talerze z gorącym, pachnącym jedzeniem. Ponieważ wpatrywała się w siostrę z wyczekiwaniem, Lena opowiedziała jej o wszystkich zabawnych sytuacjach, które wydarzyły się w szkole. Pod maską wesołości próbowała ukryć swój smutek. Nie miała ochoty na zwierzenia. Zresztą rzadko kiedy miała. Nie lubiła roztrząsania i analizowania własnych problemów z innymi osobami, nawet najbliższymi. Zawsze chciała uporać się z nimi sama, a gdy nie dawała rady, wolała wylewać łzy w poduszkę, bez świadków. Owszem, raz na jakiś czas się otwierała, ale szybko tego żałowała, bo czuła, jakby problem, z którego się zwierzyła, przybierał coraz większe rozmiary. Zbyt dużo osób się angażowało, chcąc jej pomóc. Nagle robiło się tłoczno wokół niej, a tak naprawdę nikt nie mógł tego zrobić. Niektórzy twierdzą, że czasem wygadanie się przynosi ulgę. Lena doszła do wniosku, że tak nie jest w jej przypadku. Może po prostu była inna?

– U nas też niezłe teksty padają – roześmiała się Majka. – Dziś podsłuchałyśmy z Kingą rozmowę dwóch matematyczek. Jedna mówiła do drugiej: „Wiesz, Anka napisała pierwszą próbną maturę na dwa procent, drugą na cztery procent, a kolejną już na osiem procent. Jak tak dalej pójdzie to w kwietniu napisze na szesnaście, a w maju na prawdziwej będzie mieć trzydzieści dwa i zda”.

– Matematyczny tok rozumowania – Lena także się roześmiała.

– Albo w maturalnej na lekcji matmy profesor zapytał o powód tak niskiej absencji.„Abstynencji?” – upewniał się kolega. „Absencji! – rozzłościł się nauczyciel. – O abstynencję was nie podejrzewam”.

– Widzę, że też macie wesoło – skwitowała Lena z uśmiechem na twarzy.

– To jest powód dla którego nigdy w życiu nie chciałabym mieć nauczania indywidualnego – stwierdziła Majka.

Po obiedzie siostry poszły do swoich pokoi. Lena celowo nie włączyła telefonu. Miała do zrobienia tym razem test z matematyki i zdawała sobie sprawę, że jak zacznie sprawdzać portale społecznościowe, to straci masę czasu, po czym stwierdzi, że w zasadzie nic nowego się nie wydarzyło i wieje nudą. Internet wciągał bez reszty. Dziewczyna już niejednokrotnie dochodziła do wniosku, że czas wówczas przelatuje przez palce, a człowiek gapi się na Walla jak sroka w gnat, choć tam większość postów i wpisów było idiotycznych.

Dodatkowo pan Bartosiewicz zapowiedział dłuższą kartkówkę. Wyjęła więc test i postanowiła, że najpierw go rozwiąże, tym bardziej, że tego dnia czekała ją jeszcze zbiórka harcerska. Przeczytała przykładowe zadanie: „Jacek i Ola testują swoje elektryczne deskorolki. W tym celu zmierzyli czasy przejazdu na trasie 400 metrów. Ola pokonała tę trasę w czasie 160 sekund, a Jacek w czasie 100 sekund”. Należało dokończyć zdanie: „Różnica średnich prędkości uzyskanych przez Jacka i Olę jest równa...”. Do wyboru były cztery odpowiedzi: A – 1,5 km/h, B – 5,4 km/h, C – 9 km/h, D – 14,4 km/h.

Lena dokonała obliczeń i zaznaczyła odpowiedź. Przebiegła wzrokiem po innych zadaniach. Obliczanie procentów, pola wielokąta czy przekątnych. Sporo zadań zarówno zamkniętych, jak i otwartych. I dużo pustych kartek w kratkę do wykonywania obliczeń. Nie rozwiązywała ich w kolejności. Zainteresowało ją zadanie osiemnaste: „Ania i Jarek grali w kamienie. Na początku gry kamienie układa się w dwóch stosach. Następnie gracze wykonują ruchy na przemian. Ruch w grze polega na wzięciu dowolnej liczby kamieni tylko z jednego ze stosów. Przegrywa ten, kto nie może już wykonać ruchu. Na pewnym etapie gry stos zmalał do jednego kamienia, a na drugim znajdowały się trzy kamienie. Ruch miała wykonać Ania. Uzasadnij, że aby zagwarantować sobie wygraną, Ania musiała wziąć dwa kamienie z drugiego stosu”. Lena przeczytała treść zadania po raz drugi, dłuższą chwilę się zastanawiała, po czym zaczęła je rozwiązywać. Gdy skończyła test, zrobiło się dość późno i musiała się pospieszyć, by zdążyć na zbiórkę.

W harcówce była już Luiza, Oliwia, Samanta i Hania. Michał z Janem również się zjawili. No i zuchy: Barbórka, Fabian, Zuzia, Filip, Hania i Kacper. Rozpoczęli naukę harcerskich pieśni. Zuchy znały klasykę, czyli na przykład Płonie ognisko i szumią knieje, ale nie z każdym repertuarem sobie radziły. Luiza i Samanta przygotowały i wydrukowały dla nich teksty na kartkach. I już po chwili sala wypełniła się śpiewem przy akompaniamencie gitar, na których grali Jan i Michał.

Kiedy nadejdzie czas, zwabi nas ognia blask

na polanie, gdzie króluje zły.

Gwiezdny pył w ogniu tym, łzy wyciśnie nam dym,

tańczą iskry z gwiazdami, a my:

Śpiewajmy wszyscy w ten radosny czas,

śpiewajmy razem, ilu jest tu nas.

Choć lata młode szybko płyną, wiemy, że

nie starzejemy się!

Lena spędziła ten czas bardzo przyjemnie, choć co jakiś czas Antek wkradał się do jej myśli. Nie tylko on. Nieznana jej Justyna także.