Lena z 7aTekst

Z serii: Lena #2
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Gdy Lena wróciła do domu, rodzice już byli.

– Co tak długo? – mama mówiła ściszonym głosem, ponieważ ojciec drzemał w salonie na kanapie po rannej zmianie.

– Oj, wiesz jak to jest z Kają. Czasem ma bardzo dużo do powiedzenia – uśmiechnęła się.

– Życia wam nie starczy na te ploty – skwitowała mama. – Zaraz ci podgrzeję obiad.

– A co jest?

– Kotlety z ziemniaków i tofu.

– Z mąką? – Lena wykrzywiła usta w wyrazie niezadowolenia. – Mamo, niby chcesz nam zapewnić zdrowie, a fundujesz ziemniaki z mąką. Będziemy się niedługo turlać.

– Nie przesadzaj. Mąka jest z ciecierzycy.

– Mąka to mąka – burknęła dziewczyna. – Poza tym gluten jest nam potrzebny. Nie jestem na niego uczulona. Majka też nie.

– A czy ja wam zabraniam spożywać produkty z glutenem? – oburzyła się mama. – Nie neguję, że jest potrzebny, ale czasem warto ograniczyć jego ilość, bo mamy go w pożywieniu trzykrotnie więcej niż nasi przodkowie. A w ogóle co cię dziś ugryzło?

– Focha strzelasz, siostra? – obok zjawiła się Maja.

– Zmęczona jestem – skłamała. – Sorki, mamo.

Wiedziała, dlaczego czuła się poirytowana. Wciąż nie dawały jej spokoju korki Kai z Antkiem. I fakt, że na spotkanie z nim musi czekać aż do soboty. A co, jeśli się rozmyśli? Nie! Nie! Nie! Nie wolno jej w ten sposób podchodzić do sprawy. Komplikuje tylko i nic więcej. Nie może być zazdrosna o przyjaciela. Jakiego przyjaciela? Przecież tak naprawdę nawet dobrze go nie znała. On wiedział o niej coraz więcej, ona o nim wciąż tyle samo: gdzie mieszka, kim jest jego tata i że interesuje się grami komputerowymi i programowaniem. No i że przeprowadził się do Wrocławia z Legnicy z rodzicami i siostrą. Tylko że o tym wiedziała cała klasa i część nauczycieli.

– Lenka! Co się z tobą dzieje? – z zamyślenia wyrwał ją głos mamy. – Odkąd zdjęłaś kurtkę i rzuciłaś na podłogę torbę z książkami, stoisz oparta o ścianę i wpatrujesz się nie wiadomo w co. Obiad masz na stole.

– Dziękuję. Już siadam i jem.

– Masz jakieś kłopoty? – mama przyjrzała się córce podejrzliwie.

– Spoko, mamo. Nic się nie dzieje.

– Ale gdyby coś było nie tak, to powiesz mi, prawda?

– Oczywiście.

– Ty jej wierzysz? – Maja parsknęła śmiechem, spoglądając na matkę. – Ona nikomu nic nie mówi. Podejrzewam, że Kaja z Niną też nie wiedzą połowy rzeczy, które Lence w głowie siedzą.

– Źle oceniasz siostrę – mama stanęła w obronie córki. – Jest skryta, ale ma do nas zaufanie. Gdy będzie miała problemy, na pewno powie. Jesteśmy rodziną i mamy się wspierać.

– Chyba sama nie wierzysz w to, co mówisz – skwitowała Majka. – Już widzę, jak Lena wypłakuje ci się w rękaw – ironizowała.

– Czy w tym domu nie można się chwilę zdrzemnąć? – Tato przeciągnął się na czteroosobowej sofie.

– Prosiłam, kochanie, żebyś położył się w sypialni.

– Właściwie nic takiego się nie stało. Może nawet dobrze, że mnie obudziłyście – stwierdził. – Śniło mi się chyba coś złego.

– Samolot? – spytała mama z lekkim przerażeniem wymalowanym na twarzy.

Odkąd się dowiedziała, że Maja niedługo poleci na wymianę do Francji, wciąż się zamartwiała. Nie znosiła lotów samolotami, a tym razem chodziło o bezpieczeństwo jej najstarszego dziecka.

– Z samolotem wszystko okej – roześmiał się ojciec. – Stewardessy też niczego sobie – droczył się z żoną.

– A stewardów w tym śnie nie widziałeś? – zezłościła się mama. – Najlepiej z takimi brzuchami jak kaloryfer.

– Nie widziałem – odparł. – Skarbie, ty też nie zobaczysz. Nie wolno przewozić kaloryferów w samolocie.

Lena i Maja wybuchnęły śmiechem. Mama też leciutko się uśmiechnęła.

– Pewnie będziesz chciała jechać na zakupy? – spojrzał na żonę.

– Dziś nie – odparła. – Najpierw wyjemy to, co w lodówce.

– Jak chcesz. Ja tam nie wyję.

– Zbyszku, czy ty możesz się uspokoić – mama pokręciła z dezaprobatą głową i rzuciła w stronę męża poduszką z fotela. – Trzeba spożyć to, co w lodówce, i dopiero wtedy kupić świeże rzeczy. Po co dziś kupować? Żeby się psuły?

– Tylko zaproponowałem. Jestem służbowym samochodem.

– Tak? – zdziwiła się. – Pierwsze słyszę. Myślałam, że jesteś moim mężem i mężczyzną, a nie służbowym samochodem – docięła mu.

Siostry znów zaczęły się śmiać. Lubiły te przekomarzania rodziców. Zgodnie też twierdziły, że ojciec miał większe poczucie humoru, choć mamie od czasu do czasu też się udawało mu dopiec. I ona zawsze miała więcej przekomicznych wpadek, niezamierzonych oczywiście.

– Miałem na myśli to, że służbowy samochód jest większy i można całkiem sporo napakować do bagażnika – wyjaśnił. – Jakie plany ma więc na dzisiejsze popołudnie mój kochany babiniec? Maja i Lena, chciałbym was przy książkach zobaczyć.

– Ja ci zaraz dam babiniec. – Kolejna poduszka poleciła w stronę mężczyzny. Tym razem z krzesła.

– No przecież powiedziałem, że kochany – tata położył nacisk na ostatnie słowo.

– Umówiłam się z Kają i Niną – wtrąciła Lena. – Nie mam nic ważnego na jutro do zrobienia.

– Ja też nie mam – dodała pospiesznie Maja. – Idę z Kingą do kina.

– Nie mogłyście pójść w weekend? – zdziwiła się mama – Albo poczekać do kolejnego?

– W weekend są najdroższe bilety. A dziś są zniżki – wyjaśniła starsza siostra Leny.

– No, sama nie wiem. – Mama przyglądała się córce z powagą. – Maja, ty rozpoczęłaś naukę w liceum. Nie możesz tego bagatelizować – dodała.

– Oj tam, oj tam. Masz dostęp do Vulcana. Na bieżąco znasz moje oceny. Przecież codziennie zaglądasz. Mam jakąś pałę?

– Nie – przyznała. – Ocen jednak za dużo też nie masz.

– Do jakiego Vulcana? – zdziwił się tata.

– Oj, Zbyszku, ty jak zwykle nic nie wiesz. To prawie to samo co Librus. Dziennik elektroniczny.

– No to jak się pojawią jedynki, to zapewne wybuchnie – zaśmiał się.

– Czy ty potrafisz zachować czasami powagę?

– Czasami tak – odparł.

– Dobrze, idźcie, ale wracajcie zaraz po kinie i po spotkaniu. Szybko robi się ciemno. Wiecie, że oka nie zmrużę, póki nie wrócicie – zwróciła się do córek.

– Wiemy, wiemy! – potwierdziły niemal równocześnie.

Lena wstała od stołu, spłukała, a następnie włożyła talerz i sztućce do zmywarki, podniosła rzuconą wcześniej na podłogę torbę z książkami i udała się do swojego pokoju. Usiadła na łóżku i wyjęła telefon. Zezwoliła aplikacji na korzystanie z GPS. Była ciekawa, co jej się wyświetli na Heyyka. Ustawiła zasięg na 25 kilometrów. Spojrzała na napis: „Użytkownicy w pobliżu”. Odczytała: Kajkako – 2 km, i była pewna, że chodzi o jej przyjaciółkę, gdyż ulice się zgadzały. Wiedziała także, że tata często zwracał się do Kai właśnie w ten sposób. Poza tym ostatnie dwie litery były dwiema pierwszymi jej nazwiska: Kowalczyk. Lena ukrywała się za awatarem kobiety w masce i nazwała siebie: o_ther. Kaja też nie miała własnej fotki, tylko awatara kobiety w kocim, czarnym stroju.

Lena ponownie przebiegła wzrokiem po użytkownikach w pobliżu. Różne odległości dzieliły ją od nich: 600 metrów, 800 metrów, 2 kilometry, 5 kilometrów. Najbardziej interesowały ją rejony po drugiej stronie Odry. Wyświetlało się aż czterech użytkowników w zaznaczonej odległości. Heyyka nie lokalizowała jednak dokładnie. Podawała w przybliżeniu punkty i ulice. Zauważyła jednak pewną prawidłowość. Tylko czterech z tych użytkowników prawie codziennie wyświetlało jej się w tym samym miejscu. Nie znaczyło, że się nie przemieszczały. Jednak dzień w dzień bywały w okolicy ulicy Trzebnickiej, tam, gdzie stało nowo wybudowane osiedle Antka. Lena pomyślała, że raczej na pewno są mieszkańcami tego osiedla. Były to awatary oznaczone nazwami: Toja4, Dreamer, Silent_angel, Madziakxo. Ostatni awatar raczej odpadał. Antek nie był dziewczyną. Pozostałe trzy mogły być zarówno dziewczynami, jak i chłopakami. Wiele razy chciała wysłać do któregoś z nich prywatną wiadomość, ale jakoś nie miała odwagi. Nie wiedziała też, co miałaby napisać.

– Lenka, na którą ty się umówiłaś z dziewczynami? – dobiegł ją głos mamy.

– Na osiemnastą! A co?

– To chyba powinnaś się zbierać. Zaraz będą za tobą wydzwaniać. Wolałabym, byś ten czas spędziła nad książkami, ale sama mówiłaś, że Nina ma przyjechać. – Mama uchyliła drzwi do pokoju córki.

– Już się zbieram. A Majka wyszła?

– Tak – odpowiedziała, kręcąc z niezadowoleniem głową. – Znów telefon w ręku.

– Mamuś – Lena zwróciła się do niej pieszczotliwie – wszyscy w wolnym czasie siedzą na telefonie. W szkole nam zabraniają.

– Jeszcze tego by brakowało, byście w szkole z telefonów korzystali.

– Korzystamy, ale na przerwach – roześmiała się. – Smartfon to moja prawa ręka.

Dziewczyna wstała z łóżka i wyminęła w drzwiach mamę, cmokając ją w policzek. Podeszła do wieszaka, zdjęła kurtkę, włożyła ją, a następnie założyła buty.

– Nie zmarzniesz? Robi się coraz chłodniej.

– Nie martw się. Będzie mi ciepło. Poza tym to tylko kawałek drogi. Umówiłyśmy się w pizzerii.

Lena wyszła na klatkę schodową, przywołała windę i już po chwili była na osiedlowym podwórku. Skierowała swoje kroki wzdłuż bloku. Potem tylko skrzyżowanie, kilkaset metrów i była na miejscu.

– Chyba się nie spóźniłam? – spytała na widok przyjaciółek wpatrzonych w nią jak w nadprzyrodzone zjawisko.

– Chyba nie – wzruszyła ramionami Kaja. – Ja też dopiero co weszłam.

– Ja byłam wcześniej. Grzegorz mnie przywiózł.

– Jak dobrze cię widzieć. – Lena uściskała przyjaciółkę.

 

– A mnie to nie? – spytała Kaja.

– Ciebie widzę codziennie, ziomalko – słusznie zauważyła Lena.

Wszystkie trzy znały się od dawna. Nina mieszkała kiedyś we Wrocławiu razem z mamą, ojcem i starszą siostrą. Nie miała łatwego życia. Ojciec pił, nie chciał się leczyć, aż w końcu trafił za kratki. Podobno za kradzieże i rozboje pod wpływem alkoholu. Do tego doszły jakieś inne sprawy. Nic nie wskazywało więc na to, by szybko miał wyjść na wolność. W więzieniu został poddany terapii antyalkoholowej. Nina odwiedzała go. Tylko ona. Mama z siostrą wykreśliły go ze swojego życia. Jakiś czas potem mama Niny związała się z Grzegorzem i wyprowadziła z córkami do Kobierzyc, gdzie Grzegorz miał duży dom. Siostra Niny wyszła za mąż. Na świat przyszła najmłodsza siostra – ze związku mamy i Grzegorza – Malwina. Po przeprowadzce Nina bardzo cierpiała. Nie układało jej się z Grzegorzem. Była zła na matkę, że związała się z innym mężczyzną, zostawiając ojca w więzieniu na pastwę losu. Nie chciała pozwolić na to, by ktoś inny zajął jego miejsce. Buntowała się. Było jej ciężko. Po czasie wszystko zaczęło się układać. Lena wiedziała, że Grzegorz jest bardziej wyrozumiały dla jej przyjaciółki niż rodzona matka.

Gdy urodziła się Malwina, mama próbowała nakłonić Ninę do samodzielności. Zdecydowała, że córka pójdzie do szkoły zawodowej, by mieć fach w ręku, a później zacznie zarabiać pieniądze i wróci do Wrocławia, do ich starego mieszkania, które było wynajmowane. Twierdziła, że to dla dobra Niny. Przyjaciółka była od nich starsza o trzy lata i poszła o rok wcześniej do szkoły. Teraz uczyła się w drugiej klasie szkoły zawodowej. Na myśl o tym, że ma się znów przeprowadzić i zamieszkać sama, gdy tylko osiągnie pełnoletniość, płakała. Dlatego Lena i Kaja nie poruszały przy niej tego tematu, chyba że dziewczyna sama zaczynała mówić, jak bardzo się boi i nie chce być sama.

Lena przypomniała sobie, jak poszła z Niną złożyć dokumenty do zasadniczej szkoły zawodowej już po elektronicznej rekrutacji. Sekretarka przyjęła je, przyjrzała się uważnie, poprosiła, by chwilę poczekały, i wróciła z panią dyrektor. Ta pochwaliła Ninę, że ma bardzo dobre oceny, i spytała, dlaczego nie rekrutowała się z takimi wynikami do technikum w ich zespole. Gdy dziewczyna wyjaśniła, że sobie nie poradzi, namawiała ją do zmiany decyzji, twierdząc, że lepiej zostać w przyszłości technikiem fotografem niż fotografem po szkole zawodowej, tym bardziej że są ku temu podstawy. Kiedy przyjaciółki wyszły na korytarz, Nina ze łzami w oczach zastanawiała się, co zrobić. Przyznała, że sama nie wie, kim chce zostać w przyszłości, że tę szkołę wybrała jej matka, gdyż znajdowała się najbliżej miejsca pracy Grzegorza, który każdego dnia mógłby ją rano podrzucić, a po południu zabrać do domu. Lena namawiała przyjaciółkę, by samodzielnie podjęła decyzję. Nina przyznała jej wówczas rację. Uznała, że chce iść do technikum.

Lena obserwowała wówczas drżenie rąk przyjaciółki, gdy wybierała numer telefonu, bladą twarz i słyszała jej głos, który z trudem wydobywała. I jeśli kiedykolwiek pomyślała, że tak naprawdę nie można mieć ściśniętego gardła, wiedziała już, że to nieprawda. Nina takie miała. Dziewczyna połączyła się z matką. Chwilę rozmawiały. Lenie serce rozpadało się z bólu na miliardy kawałków. Po zaszklonych od łez oczach Niny wiedziała, że jej mama nie zmieniła zdania. Nie mogła zrozumieć dlaczego. Nie zależało jej, by córka zdała maturę, miała możliwość pójść na studia, by się rozwijała? Na ogół rodzice pragną, żeby dzieci spełniały ich niezaspokojone ambicje, poszły do szkół o najwyższym poziomie, studiowały. Nie było to zdaniem Leny dobre, ale mama Niny działała w sposób jeszcze bardziej irracjonalny, dla niej zupełnie niezrozumiały.

Przyjaciółka wciąż drżała. Była bardziej blada niż przed rozmową. Zapukały ponownie do sekretariatu, delikatnie uchyliły drzwi i weszły. Nina przekazała dyrektorce swoją ostateczną decyzję. Kobieta nie była zadowolona. Nina próbowała zachować zimną krew, choć przyjaciółka wiedziała, że od środka zalewało ją morze łez. Tłumaczyła, że chodziła do gimnazjum w Kobierzycach, gdzie był dużo niższy poziom i stąd tak dobre oceny na świadectwie. Rozczarowana dyrektorka oznajmiła, że zna dobrze to gimnazjum i jej zdaniem ma ono wysoki poziom nauczania. Powiedziała, że można im tylko pozazdrościć. Na koniec zwróciła się do Niny, mówiąc, że ma jednak nadzieję, że po zasadniczej szkole zawodowej ujrzy ją w technikum.

Przyjaciółki pożegnały się i wyszły. Nina wybuchnęła płaczem. Lena chciała się dowiedzieć, dlaczego dziewczyna nie postawiła się mamie. Nie mogła się powstrzymać przed tym pytaniem. Nina przez łzy wyjaśniła jej, iż mama stwierdziła kategorycznie, że technikum dałoby jej tylko teoretyczną wiedzę, że nie miałaby praktyki i nic by nie zarobiła.

Lena przytuliła przyjaciółkę. Brakowało jej słów i była zła na matkę Niny. W domu opowiedziała wszystko rodzicom. Jej mama była zszokowana. Powtarzała w kółko: ,,biedne dziecko” ,,biedna dziewczyna”. Lena i jej mama jednomyślnie uważały, że decyzję w tej sprawie powinna podjąć Nina, że to jej życie i matka go za nią nie przeżyje.

Dziewczyna spojrzała na swojego tatę. Majka, która była świadkiem rozmowy, również. Nic nie mówił. Obie jednak były pewne, że zgadzał się ze swoją żoną. I tym razem nie dla świętego spokoju. Myślał dokładnie tak samo jak cała rodzina.

Tamtej nocy Lena płakała. Nie nad swoim losem. Łzy płynęły jej strumieniami i zmoczyły całą poduszkę. Tak bardzo było jej żal Niny. Zastanawiała się, czy przyjaciółka zrobiła to tylko po to, żeby mama nie wypychała jej tak ku samodzielności, by po uzyskaniu pełnoletniości wciąż mogła pozostać z rodziną. Bo matka, Malwina i Grzegorz byli jej rodziną. Choć tata również. Ojca przecież ma się jednego i się go nie wybiera.

– Ona wciąż odpływa – dobiegł ją głos Kai.

– Oj tam, oj tam, zamyśliłam się.

– Na temat Kuby? – spytała uradowana Kaja.

– Jakiego Kuby? – oczy Niny zabłyszczały. – O czymś nie wiem?

– Wiesz o wszystkim – Lena zwróciła się bezpośrednio do Niny. – Ona sobie wymyśla jakieś głupoty, dopowiada i w to wierzy – dziewczyna tłumaczyła przyjaciółce, w czym rzecz. – Powiedziałam tylko, że Kuba mimo całej tej kasy i lansu jest całkiem spoko.

– No, nie do końca – uśmiechnęła się Kaja. – Powiedziałaś, że o nim myślisz.

– Tak, właśnie w kontekście kasy i braku zarozumialstwa.

– Ty raczej powiedz, kiedy poznamy Aleksandra? – spytała Nina.

– Mam dla was złą wiadomość – rzekła Kaja po dłuższej chwili milczenia.

– Rozstaliście się? – zapytała ze zdziwieniem Lena.

– Nie. Jesteśmy razem.

Lena odetchnęła z ulgą. Jeszcze by tego brakowało, by zerwali. Wtedy jak nic jej przyjaciółka próbowałaby się związać z Antkiem. Znów musiała się w myślach przywołać do porządku. W końcu to nie była jej sprawa. Ona się tylko z Antkiem spotka w sobotę zupełnie po koleżeńsku. Nie potrzebuje mieć chłopaka. Zawsze dobrze było jej samej. Miłość jej zdaniem jest przereklamowana.

– Dlaczego więc nie możemy go poznać? – drążyła temat Nina.

– Mam nadzieję, że nie będzie wam przykro, ale Aleksander tego nie chce.

– Nie jest ciekaw przyjaciółek swojej dziewczyny? – zdziwiła się Lena. – Mówiłaś, że opowiadałaś mu o nas, że pokazywałaś mu nasze zdjęcia. – Dziewczyna poczuła się dotknięta słowami Kai, choć przecież przyjaciółka nie była niczemu winna.

– Nic na to nie poradzę – wzruszyła ramionami. – Nie chce i już.

Dalsza rozmowa toczyła się dość drętwo. Od jakiegoś czasu Lena zauważyła już, że gorzej układa się pomiędzy Kają a Niną. Rzadko zwracały się do siebie bezpośrednio. Gdy spotykały się we trzy, Nina mówiła raczej do Leny niż do Kai. Kaja robiła dokładnie to samo. Lena czuła się niezręcznie w tej sytuacji i nawet podpytała obie z osobna, czy nadal chcą się przyjaźnić i czy nic się złego nie dzieje. Odpowiedziały, że wszystko jest w porządku, ale gdy Kaja poszła do domu, a Lena została z Niną na przystanku tramwajowym, przyjaciółka wyjawiła w końcu prawdę.

– Ja chcę się przyjaźnić z Kają, ale mam wrażenie, że jej chyba na tym nie zależy – wyznała ze smutną miną. – Ona nigdy do mnie pierwsza nie napisze. Zawsze inicjatywa wychodzi z mojej strony. Ona często nawet nie odpisuje, a jak już się odezwie, to tylko: „co tam?”, „jak praktyki?”. I denerwują mnie jej kłamstwa. Powoli zaczynam mieć tego dość.

– O jakie kłamstwa ci chodzi? – spytała Lena.

– No choćby o te dotyczące Aleksandra. Najpierw powiedziała, że chodzą ze sobą, potem, że z nim zerwała. Jak za dwa dni widziano ich razem, to się przyznała, że są parą, a z tym zerwaniem to tylko żart.

– Kłamała też w sprawie spotkania z tobą – przypomniała sobie Lena.

– Tak. I to niejeden raz. Pamiętasz tę sytuację z szóstej klasy, gdy byłaś na zbiórce harcerskiej? Wiele razy proponowałam jej spotkanie, a ona zawsze wymyślała jakiś powód, by się ze mną nie spotkać – mówiła Nina. – Raz napisała, że babcia jej się rozchorowała i obie z mamą są u niej w domu. Nie uwierzyłam, bo widziałam jej babcię. Tego dnia dłużej zostałam we Wrocławiu, bo postanowiłam poczekać aż skończysz zbiórkę, skoro Kaja odwołała spotkanie.

– A jak ja ją zapytałam, dlaczego się z tobą nie spotkała, to powiedziała, że musiała pójść pomóc mamie posprzątać zakład fryzjerski, bo dwie dziewczyny zwolniły się wcześniej do domu.

– Zdążyła zapomnieć, co mi powiedziała – stwierdziła Nina.

– Wiem. Celowo jej wtedy zadałam to pytanie.

– I tak jest cały czas. Nic się nie zmienia, a chyba nawet zaczyna być coraz gorzej. Po co tak okłamywać własne przyjaciółki? – dziwiła się Nina.

– Nie wiem. A najgorsze jest to, że gdy z nią rozmawiałyśmy, wszystkiego się wyparła. Użalała się nad sobą, jaka to ona biedna, tyle spraw ma na głowie, że mogła coś pokręcić – skwitowała Lena.

– I teraz ta sytuacja z Aleksandrem – dodała Nina. – Nie ogarniam, jak on może nie chcieć nas poznać.

– O ile to w ogóle prawda, bo wydaje mi się, że zwykła ściema. Przecież gdyby Kai na tym zależało, to powinien to zrobić choćby dla niej – powiedziała Lena.

– Też tak myślę. Słuchaj, a może ona jest zazdrosna o niego i boi się, że jej go odbijemy albo co? – zastanawiała się Nina.

– Przecież nie ma podstaw. Dobrze wie, że ja nie myślę o chłopakach, a jeśli chodzi o ciebie, to powiedziałaś, że nie jest w twoim typie.

– To ja już nie wiem, o co chodzi – wzruszyła ramionami dziewczyna. – Jak tak dalej będzie, to ja sobie to odpuszczę. Lenka, pomyśl. Ja pierwsza dzwonię, ja pierwsza piszę, ja pierwsza proponuję spotkania. Ona nigdy. A gdy kiedyś zapytałam, dlaczego nigdy się pierwsza nie odezwie, to napisała, że nie chciała mi przeszkadzać. – Nina wyglądała na zmartwioną i przygnębioną. – Wyłącznie ja walczę o naszą przyjaźń. Już nie mam siły. Poza tym olała nas dla Aleksandra. Myślę, że gdyby on z nią zerwał, to przybiegłaby do nas z podkulonym ogonem. I jeszcze gdy do mnie pisze, stawia kropki nienawiści.

– Jak to? – zdziwiła się Lena.

– Zwyczajnie. Kiedyś tego nie robiła.

– Pytałaś ją o to?

– Tak. Odpowiedziała, że niechcący jej się postawiły, że nawet tego nie zauważyła.

– Dajmy jej trochę czasu. Może wszystko się poukłada i Kaja zrozumie, że głupio robi. Szkoda naszej przyjaźni trwającej od dzieciństwa.

– Wątpię, że cokolwiek zrozumie – westchnęła Nina. – Ona ma mnie gdzieś.

Lena rozmyślała o całej tej sytuacji jeszcze długo po powrocie do domu. Zależało jej, by ratować ich wspólną przyjaźń.

– Obejrzysz ze mną film? – spytała mama. – Jakaś zamyślona jesteś. Stało się coś?

– Nic takiego. – Usiadła obok matki.

– Zrobiłabyś mi kawę? Pogadamy sobie, bo widzę, że cię coś gryzie.

– Kawę o tej porze? Nie za późno, mamo?

– Przecież wiesz, że ja wieczorkiem lubię się napić. Nic mi po niej nie jest. Śpię jak suseł.

Lena wstała, podeszła do szafki kuchennej, wyjęła puszkę z kawą i nastawiła wodę.

– Z czym chcesz? – spytała.

– Ze śmietanką i cukrem – padła odpowiedź z telewizji.

Lena z mamą wybuchnęły śmiechem.

– Dokładnie tak jak powiedziała ta pani – odparła mama.

– Już cię wszystkie aktorki znają i wiedzą, co lubisz – śmiała się Lena.

– Co wam tak wesoło? – spytał tata, wchodząc do salonu. Miał mokre włosy i szlafrok na sobie.

– Zbyniu – zwróciła się do niego żona – czy wklepałeś w twarz krem, ten, który dostałeś od Majki w prezencie?

 

Tata stał z głupią miną, nic nie mówiąc.

– Oczywiście zapomniałeś. Przecież ciebie trzeba pilnować jak małe dziecko. Ile razy mam ci powtarzać, że chodzi o systematyczność. Codziennie po prysznicu należy to robić.

– Jak będę wklepywał tak regularnie, to mi ten krem za szybko odejmie z trzynaście lat – uśmiechnął się. – I co ja wtedy ludziom powiem?

– Nie mam siły do ciebie, Zbyszku – mama machnęła ręką. – Wróć do łazienki i wklep krem. Tylko nie mój tak jak ostatnim razem.

– A co, boisz się, że będę ładniejszy od ciebie? – żartował tata.

– Uciekaj do łazienki.

Lena postawiła na ławie przed mamą kubek z gorącą kawą.

– No mów, co się dzieje. Przecież widzę, że coś jest nie tak.

– Nasza przyjaźń zaczyna się sypać – odpowiedziała cicho Lena.

– Nie rozumiem. Przecież od dziecka jesteście jak siostry. Może tylko przechodzicie trudne chwile.

– Też mam taką nadzieję – westchnęła Lena.

– Ale co się właściwie stało? Z Kają chodzisz do jednej klasy, siedzicie w jednej ławce. Nie mówiłaś nic wcześniej. – Kobieta wpatrywała się w córkę badawczym wzrokiem.

– Bo psuje się między Niną a Kają.

– A więc tak – mama pokiwała ze zrozumieniem głową. – A ty jesteś pośrodku, między młotem a kowadłem.

– To też. Najbardziej mi zależy, byśmy się nadal przyjaźniły we trójkę, tak jak to było od zawsze.

– Na siłę niczego nie zrobisz. Wydaje mi się, córcia, że to sprawa między nimi, choć trudno ci pewnie przyjąć to do wiadomości. Ty możesz się przyjaźnić przecież zarówno z jedną, jak i drugą. Po prostu będziesz się z nimi spotykać oddzielnie.

– Mamo, to nie jest takie proste, jak ci się wydaje – zirytowała się Lena.

– Nie powiedziałam tego. Uważam, że to trudna sprawa. Tylko co zamierzasz? Zmusić je, by się przyjaźniły?

– Nie wiem – wzruszyła ramionami. – Nina walczy o tę przyjaźń. Pisze do Kai. Proponuje spotkania, a Kaja nic, a gdy już odpowie, to stawia kropki nienawiści.

– Słucham? – mama zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia. – Co to są kropki nienawiści?

– Normalnie, gdy ktoś do ciebie pisze i nie stawia zazwyczaj kropek, to jest okej, ale gdy napisze i postawi kropkę, to jest to kropka nienawiści.

– Nie, no ja chyba oszaleję. A jak to możliwe, że można nie stawiać kropek? Przecież każde zdanie kończy się kropką.

– Oj, mamo, wcale nie. Możesz do kogoś napisać „OK” albo „spoko, będę” i nie postawić kropki. I jeśli nigdy nie stawiasz, a nagle postawisz, to jest to kropka nienawiści.

– Przepraszam, ty jesteś w siódmej klasie, czy cofnęłyśmy się w czasie do przedszkola? To znaczy, że gdy ja zdanie kończę kropką, to stawiam kropki nienawiści?

– Nie, mamo, bo ty zawsze stawiasz kropki.

– No właśnie. Gdyby wszyscy zawsze stawiali kropki, to nie byłoby jakichś idiotycznych kropek nienawiści – stwierdziła. – Co wy jeszcze wymyślicie? – pokręciła z niedowierzaniem głową.

Do ich uszu dobiegł odgłos otwieranego zamka. Do mieszkania weszła Majka.

– Siema – rzuciła w ich stronę i zdjęła kurtkę. – O czym gadacie?

– O kropkach nienawiści – oznajmiła mama z głupią miną.

– W naszej klasie Mateusz stawia kropki nienawiści, gdy pisze coś do Magdy – stwierdziła. – Mówiła mi o tym – dodała i skierowała kroki w stronę swojego pokoju.

Lena spojrzała na mamę. Jej mina była bezcenna. Ledwo powstrzymała śmiech.

– Może dajmy spokój tym kropkom nienawiści. Mówisz, że Nina walczy o przyjaźń, ale do przyjaźni, podobnie jak do miłości, potrzeba dwóch zainteresowanych osób. Jedna, czyli Nina, nie wystarczy.

– Ale ja rozmawiałam z Kają i ona powiedziała mi, że chce się przyjaźnić we trójkę i że nic do Niny nie ma – wyjaśniła Lena.

– Tak mówi, ale robi zupełnie coś innego – zauważyła mama.

– To dlaczego nie powie prawdy?

– Może jest zazdrosna o ciebie?

– O mnie? – tym razem Lena zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia.

– Boi się, że jak przestanie się przyjaźnić z Niną, to ty zaczniesz spędzać z nią czas, a ona zostanie odsunięta na bok. Być może dlatego mówi, że wciąż się chce z nią przyjaźnić.

– Ale Kaja ma mnie na co dzień w szkole, a z Niną widujemy się wtedy, gdy czas pozwala. Poza tym Kaja ma tego swojego Aleksandra i świata poza nim nie widzi – tłumaczyła Lena. – Popołudnia spędza głównie z nim. O to Nina też się wścieka, bo odstawia nas na boczny tor.

– To akurat jest normalne i wy jako przyjaciółki powinnyście to zrozumieć. Zawsze tak się dzieje, gdy w życiu dziewczyny pojawia się chłopak. On jest wówczas najważniejszy – powiedziała mama.

– A przyjaźń już nic nie znaczy? – zdziwiła się po raz kolejny Lena. – Mamo, ja nie wiem, jak to jest. Nigdy nie byłam zakochana.

– Oczywiście, przyjaźń wciąż jest bardzo ważna – odparła kobieta. – Chłopak jest, a za chwilę go może nie być. Przyjaźń za to może trwać przez całe życie. Ale gdy się pojawia miłość, to ona wysuwa się na plan pierwszy. Tak po prostu się dzieje i nie ma w tym nic złego. Zauważ też, że Kaja zawsze znajdzie czas, by się spotkać z tobą. I pewnie często piszecie do siebie, tak?

– No tak – przyznała dziewczyna.

– To z Niną nie chce się spotykać i to jej nie odpisuje albo robi to w sposób lakoniczny, stawiając te kropki nienawiści.

– To co ja mam robić? – spytała zmartwiona Lena.

– Najlepiej nic. Spotykaj się z każdą z nich z osobna. One między sobą muszą tę sprawę wyjaśnić. Na twoim miejscu porozmawiałabym też z Niną – zasugerowała mama.

– Ale o czym? Rozmawiam z nią przecież cały czas.

– Nina to wrażliwa dziewczyna. Sadzę, że bardzo dużo ją kosztuje cała ta sytuacja. Niech odpuści, zdystansuje się od tego.

– Ale jak?

– Niech pierwsza nie pisze, nie walczy, nie narzuca się, nie dzwoni i nie proponuje spotkań. Ona już wystarczająco dużo zrobiła – mówiła mama z przejętą miną. – Moim zdaniem zrobiła wszystko, co mogła. Czas na ruch Kai. Jeśli Kaja się do Niny odezwie, a Nina będzie miała ochotę jeszcze z nią rozmawiać, to powinna odpowiedzieć. Jeżeli nie, to zapewne przyjaźń między nimi umrze śmiercią naturalną, o ile w ogóle to była przyjaźń, a nie zwykłe koleżeństwo. Przyjaciół się w ten sposób nie traktuje. I jeszcze jedno – dodała. – Nina powinna mieć pewność, że nawet jeśli między nimi się rozsypie, to między tobą a nią nic się nie zmieni.

– Bardzo smutne jest to, co mówisz, mamo. – Lenie zrobiło się ciężko na sercu.

– Takie jest życie, moje dziecko. Na siłę nie da się stworzyć nic trwałego, zwłaszcza jeżeli dotyczy to uczuć i związków.

– Nina powiedziała, że jeśli Kaja się nie zmieni, to napisze do niej list i zakończy wszystko, wyjaśniając, dlaczego tak robi – przypomniało się Lenie.

– List, maila czy esemesa? – mama przyglądała się córce podejrzliwie.

– Tradycyjny list, mamo.

– Może to niegłupi pomysł? Ale czy nie lepiej porozmawiać?

– Nina twierdzi, że rozmowy face to face z Kają nic nie dają, że ona kłamie w żywe oczy, wypiera się wszystkiego i przez cały czas ściemnia.

– Ciebie też okłamuje? – spytała mama.

– Tak – przyznała po dłuższej chwili córka. – Ściemnia tak, że aż gubi się w tych kłamstwach i nie wie, której z nas co powiedziała.

– Nie wygląda to dobrze – westchnęła mama. – Przyjaźń polega na szczerości i zaufaniu. Można nie chcieć o czymś rozmawiać. Każdy ma prawo do swojej sfery prywatności i do tego, by wyjawić coś dla niego ważnego, gdy on chce. Nie wolno naciskać. W przyjaźni trzeba drugiemu człowiekowi pozwolić pomilczeć, gdy tego potrzebuje. Po prostu być obok. Ale przyjaźń oparta na kłamstwie i braku zaufania nie jest dla mnie przyjaźnią.

Lena, leżąc w łóżku, długo jeszcze myślała o słowach mamy i powoli nabierała pewności, że jej rodzicielka ma rację. Tylko tak trudno było się z tym pogodzić. Tyle wspomnień łączyło całą ich trójkę, tyle wspólnie przeżytych chwil, wygłupów i łez, gdy jedna lub druga przeżywała nieszczęśliwą miłość. Było w końcu trochę tego. Tylko ona, Lena, nigdy nie była jeszcze zakochana – ani z wzajemnością, ani bez. Wspierała jednak obie przyjaciółki jak tylko potrafiła. Całym sercem. Przytulała i podsuwała chusteczki na otarcie łez.

Бесплатный фрагмент закончился. Хотите читать дальше?