ZauroczenieTekst

0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Barbara Cartland

Zauroczenie

Saga

ZauroczenieTytuł oryginału: Look with LovePrzełożyła: Marta KruczyńskaCover font: Copyright (c) 2010-2012 by Claus Eggers Sørensen (es@forthehearts.net), with Reserved Font Name ‘Playfair’Copyright © 1985, 2019 Barbara Cartland i SAGA EgmontWszystkie prawa zastrzeżoneISBN: 9788711771143

1. Wydanie w formie e-booka, 2021

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Od Autora

We współczesnym zmechanizowanym świecie zapominamy często, że wierzenia ludów prymitywnych od zarania dziejów stanowią pewien wzorzec dla całego rodzaju ludzkiego.

Każdy, kto spędził trochę czasu w Afryce, Indiach czy innej równie nam obcej części świata i poznał jej mieszkańców, przekonał się, że potrafią oni potęgą woli i wiarą w moc bogów dokonywać cudów.

Afrykański szaman może uchronić człowieka przed śmiercią, a kapłani wudu znają wiele przedziwnych tajemnic, które mogliby nam zdradzić, gdybyśmy zechcieli ich słuchać.

Żołnierze odbywający służbę w Indiach opowiadali o Hindusach, którzy czuli, że ktoś im bliski umiera oddalony o trzy tysiące mil, zanim otrzymali wiadomość o śmierci.

Ci ludzie mają tak zwane „trzecie oko”, jak mówią Egipcjanie, posługują się intuicją, którą my odrzucamy, bo wierzymy tylko w naukowe rozprawy i logiczne dowody.

Znaczna część tego, co nazywamy „jasnowidzeniem”, jest po prostu umiejętnością polegania na instynkcie, który został dany nam wszystkim i który mógłby nam służyć, tak w poznaniu, jak i w działaniu.

Rozdział 1

1886

Kiedy pociąg wjechał na Victoria Station, Ilita poczuła dziwną chęć przytulenia się do siostry Angeliki.

Byłoby to jednak godne pożałowania, gdyż nigdy nie lubiła siostry Angeliki, która w klasztorze zarządzała pralnią i uczyła dziewczęta podstawowych zasad szycia, jak cerowanie i naprawianie odzieży. A jednak zniszczona twarz i skryte za binoklami oczy jej opiekunki wydawały się tak bliskie w porównaniu z napełniającą lękiem przyszłością.

„Gdyby tylko ojciec tu był ze mną... jakże bym się cieszyła z powrotu do Anglii”, powiedziała do siebie Ilita i poczuła ukłucie w sercu, jak zawsze kiedy kierowała swe myśli ku ojcu.

Nagle jej towarzyszka podróży, córka włoskiego ambasadora na dworze królewskim w Londynie, poderwała się z miejsca, wołając:

– Widzę mamę! Stoi na peronie. Och, siostro Angeliko, proszę mi pozwolić otworzyć okno!

– Wszystko we właściwym czasie, moje dziecko – odparła siostra Angelika. – Jeśli twoja matka wyszła ci na spotkanie, możesz być pewna, że cię odnajdzie.

Kto mógł przewidzieć, że z całej rodziny zostanie Ilicie tylko ciotka? Dziewczynka widziała ją raz w życiu i czuła, że księżna nie darzy sympatią ani jej, ani jej ojca.

„Może się jednak ucieszy na mój widok”, próbowała się pocieszać, choć wiedziała, że jest to raczej nieprawdopodobne.

Podczas podróży z Florencji do Anglii rozmyślała o tym, co ją spotkało, i próbowała sobie wyobrazić, że mogłoby się wszystko całkiem inaczej ułożyć.

Gdyby los nie potraktował jej tak okrutnie, mogłaby teraz jechać do Darrington Park, by już więcej nie rozstawać się z ojcem.

Niestety ojciec zmarł niespodziewanie i tytuł szóstego księcia odziedziczył po nim młodszy brat. Chłopiec chodził jeszcze do szkoły i był zbyt młody, by zostać głową rodziny i podtrzymywać rodzinne tradycje. Nikt zresztą nie przypuszczał, że właśnie on odziedziczy ogromny dom w Buckinghamshire i tytuł księcia. Spodziewano się, że dziedzictwo przypadnie pierworodnemu synowi starego księcia bądź jego młodszemu o dwa lata bratu, ojcu Ility.

Marcus Darrington-Coombe, młodszy syn księcia, zdecydował, że niewielki dochód, jaki otrzymywał od ojca, przeznaczy na podróże po świecie. Ożenił się z dziewczyną równie spragnioną przygód jak on. Razem wspinali się na szczyty, zwiedzali nie zaznaczone na mapach części Azji, żeglowali po rzekach pełnych krokodyli i wędrowali przez dzikie, niezbadane pustynie z zapałem badaczy, dla których nie ma rzeczy niemożliwych.

Narodziny Ility nie zmieniły ich trybu życia. Po prostu zabierali ją wszędzie ze sobą. Dziewczynka usypiała kołysana w koszyku na grzbiecie wielbłąda albo umieszczona w wiklinowej kołysce przemierzała niedostępne łańcuchy górskie. Nauczyła się jadać dziwaczne potrawy, których nie strawiłoby żadne angielskie dziecko.

Rodzice prowadzili życie niezbyt wystawne, lecz byli szczęśliwi. Ilita pamiętała swe dzieciństwo zawsze pełne miłości i śmiechu.

Trzy lata temu, kiedy Ilita ukończyła piętnasty rok życia, spadło na nich nieszczęście. W drodze powrotnej z Afryki zatrzymali się w Neapolu, gdzie rodziców złożyła dziwna gorączka. Lekarze nie znali jej podłoża i nie mieli pojęcia, jak leczyć chorych.

Matka zmarła po kilku dniach. Ilita i ojciec poczuli, że nie potrafią żyć bez niej.

Z nich dwojga Ilita była silniejsza. Zmusiła ojca do jedzenia i stopniowo budziła w nim zainteresowanie wszystkim, co działo się dookoła: wykopaliska archeologiczne w Pompei, odkrycie rzymskiej willi na Capri... Ze względu na nią starał się otrząsnąć z apatii i powoli, wycieńczony gorączką, wracał do siebie. Wtedy to nieoczekiwanie pojawiła się matka chrzestna Ility.

Pani van Holden była bliską przyjaciółką jej matki. Bawiąc akurat w Rzymie usłyszała, że ojciec Ility jest w Neapolu, i natychmiast przyjechała, by wyrazić żal z powodu tak wielkiej straty.

– Kochałam Elisabeth – rzekła ze łzami w oczach – i choć rzadko spotykałyśmy się, odkąd wyszłam za mąż, nie mogę znieść myśli, że nie ma jej wśród nas.

Siedziała wraz z Ilitą i jej ojcem w zaniedbanym ogrodzie podrzędnego hotelu, w którym się zatrzymali, i opowiadała o czasach, kiedy były jeszcze młodziutkie, dygały grzecznie w pałacu Buckingham i myślały, że podbiją świat swą młodością.

– I wiesz, co się stało? – Pani van Holden uśmiechnęła się do Ility. – Babka spodziewała się, że twoja prześliczna matka zrobi dobrą partię. Zawsze się śmiałam, że cały kwiat angielskiej arystokracji, każdy książę, markiz czy hrabia czekają już w kolejce do jej ręki!

Choć znała odpowiedź, Ilita spytała:

– I co się stało, matko chrzestna?

– Zobaczyła na balu twojego ojca – odparła pani van Holden – i zakochała się! Potem nawet król czy szach perski mógłby paść przed nią na kolana, nie zauważyłaby go nawet!

– Ja też się zakochałem! Była najpiękniejszą istotą, jaką kiedykolwiek zobaczyłem – wyznał ojciec Ility, a w jego głosie zabrzmiała nutka bólu.

– I ja też zapałałam płomiennym uczuciem... – zamyśliła się pani van Holden, taktownie zmieniając temat... – Cała rodzina była wstrząśnięta, ponieważ straciłam głowę dla Amerykanina, który pełnił funkcję attaché przy ambasadzie amerykańskiej w Londynie. Po ślubie pojechaliśmy razem do Ameryki. Mogę ci wyznać, że byłam bardzo szczęśliwa. – Po krótkiej przerwie dodała: – Niestety, Bóg nie pobłogosławił nas potomstwem.

– Tak mi przykro – rzekł ojciec Ility.

– Mnie również – odparła pani van Holden – i właśnie dlatego chciałabym porozmawiać z tobą, Marcusie, o mojej chrzestnej córce.

Ilita zwróciła zdziwione spojrzenie na panią van Holden, która ciągnęła dalej:

– Z pewnością zdajesz sobie sprawę, że Ilita wyrośnie na kobietę równie piękną, jak jej matka. Byłoby więc wskazane, by nabrała towarzyskiej ogłady, nim zostanie oficjalnie wprowadzona do salonów Londynu.

– O czym ty mówisz? – zdumiał się ojciec Ility. – Nigdy nie wyobrażałem sobie Ility jako debiutantki.

– To bardzo egoistyczne z twojej strony – skarciła go pani van Holden. – Ilita powinna mieć takie same szanse, jakie miała jej matka i ja. – Westchnęła i mówiła dalej: – Naturalnie może zlekceważyć bale, przyjęcia i świetność londyńskiego towarzystwa, które, musisz przyznać, nie ma sobie równych. Musi jednak dokładnie wiedzieć, jakie życie chce wieść w przyszłości.

– Chcę być z ojcem! – rzuciła szybko Ilita.

– I ja chcę, żeby moja córka była ze mną – dodał ojciec, obejmując ją ramieniem.

– Miałeś ją przez szesnaście lat – przypomniała mu pani van Holden. – I przestań uważać ją za dziecko, mój drogi. Ilita jest młodą kobietą, która pewnego dnia zostanie żoną i matka.

Dziewczyna poczuła, że ramię ojca obejmuje ją mocniej. A wyraz jego twarzy mówił, że nigdy jeszcze nie zastanawiał się nad losem swej córki.

Rozmawiali i sprzeczali się o przyszłość Ility całe popołudnie. Dyskusja ciągnęła się jeszcze podczas obiadu w najlepszym i najdroższym hotelu, w którym zatrzymała się pani van Holden.

Podczas długich i dalekich podróży Ilita nie poznała luksusowych hoteli, nie było na nie rodziców stać. Przywykła do namiotów pośpiesznie stawianych w oazie, skromnych budynków poczty czy ubogich hinduskich wiosek.

Spostrzegła właśnie, że w porównaniu z panią van Holden i innymi damami w restauracji jest niegustownie ubrana. Nawet jej ojciec, tak przecież przystojny, wydawał się jakby przytłumiony elegancją innych dżentelmenów.

– Wszystko już przemyślałam – orzekła pani van Holden podczas deseru – i zadecydowałam, jaki prezent otrzyma moja córka chrzestna. Jest on wprawdzie spóźniony, bo nie miałam pojęcia, gdzie podziewaliście się w czasie jej ostatnich urodzin i Świąt Bożego Narodzenia. A więc teraz postanowiłam pokryć koszty piętnastu miesięcy edukacji na najbardziej renomowanej pensji dla dziewcząt we Florencji.

 

Ilita westchnęła cichutko, podczas gdy jej matka chrzestna kontynuowała:

– Zasięgnęłam informacji u amerykańskiego ambasadora i kilku szacownych Włoszek. Wszyscy twierdzili zgodnie, że klasztor Św. Zofii to zarówno surowy internat, jak i najlepsza szkoła w Europie.

– Och, proszę! – zawołała Ilita – ja nie chcę iść do szkoły!

– Przeczucie mówi mi, że tam jest właśnie twoje miejsce – odparła pani van Holden, jej głos brzmiał trochę szorstko, ale uśmiechnęła się mówiąc: – Twoja matka była bardzo wykształcona i że samo przebywanie z nią było znakomitą edukacją. Podróżując z ojcem nauczyłaś się języków. – Zatrzymała się na chwilę. – Ale są rzeczy, o których młoda dobrze ułożona dama wiedzieć powinna. Dlatego dziewczęta z arystokratycznych domów: Włoszki, Francuzki czy Angielki spędzają zwykle rok na pensji, zanim ukażą się jak motyle przed oczyma zdumionego świata.

Ilita roześmiała się: chrzestna potrafiła przedstawić rzecz tak obrazowo i zabawnie! Tymczasem dama ciągnęła dalej:

– Obiecuję ci, najdroższe dziecko, że będziesz bardzo pięknym i podziwianym motylem. A ponieważ twoja matka nie może przedstawić cię w pałacu Buckingham, ja to uczynię i wydam dla ciebie najwspanialszy bal, jaki kiedykolwiek widział Londyn.

Nieco wystraszony tym, co usłyszała, Ilita wsunęła pod stołem rękę w dłoń ojca, prosząc go po cichutku, aby się nie zgadzał.

Zrozumiała jednak, że nic nie wskóra. Ojciec kochał ją i wiedział, że pani van Holden ma rację i że matka Ility też by sobie tego życzyła.

„A potem – pomyślała Ilita – wszystko potoczyło się tak szybko.”

Zanim się zorientowała, była już we Florencji wyposażona przez chrzestną w komplet nowych rzeczy i chociaż postanowiła nie odstępować na krok ojca, musiała się z nim rozstać.

– Dokąd jedziesz, tato? – pytała.

– Zaproszono mnie do nowych wykopalisk w Turcji.

– Och, tato, pozwól mi jechać z tobą – błagała Ilita.

– Pojedziemy razem, kiedy skończy się szkoła – obiecał.

– Ale nie odjedziesz bez pożegnania?

– Oczywiście że nie – odpowiedział. – Przygotowania zajmą mi miesiąc lub dłużej. Pojawię się we Florencji przed wyjazdem i powiem ci dokładnie, gdzie będę, na wypadek gdyby coś się wydarzyło.

Ilita chciała powiedzieć, że na pewno nic się nie wydarzy, ale że nie zniesie takiego rozstania. Wiedziała jednak, że podczas ekspedycji często nie ma możliwości nawiązania kontaktu z cywilizowanym światem.

Ojciec dotrzymał obietnicy i odwiedził ją przed wyjazdem do Turcji. Od razu poczuła, że coś go gnębi. Z wyrazu jego twarzy potrafiła odczytać, co w danej chwili czuje lub myśli. Zanim zaczął mówić, położyła dłoń na jego ramieniu i zapytała:

– Stało się coś, tato? Coś złego?

– Kto powiedział, że stało się coś złego? – badał ojciec.

– Po prostu czuję to.

– To nic szczególnie złego – powiedział ojciec, siadając na twardej sofie w gabinecie matki przełożonej.

– Dlaczego więc jesteś zmartwiony?

Uśmiech rozświetlił twarz ojca, czyniąc go jeszcze przystojniejszym.

– Zawsze wiesz, co czuję. Tak jak twoja matka – rzekł. – Jestem zmartwiony, ponieważ sprawy przybrały nieoczekiwany obrót. Muszę się dzisiaj zdecydować, czy pojadę na tę ekspedycję, czy wrócę do Anglii.

– Do Anglii, tato?

Ojciec skinął głową.

– Dowiedziałem się rano od posłańca, że przed tygodniem umarł twój dziadek.

Ilita słuchała z szeroko otwartymi oczyma. Wprawdzie ledwo pamiętała dziadka, nie widziała go od lat, lecz ojciec często opowiadał o swym ojcu, który zdecydowanie potępiał próżniacze jego zdaniem i bezcelowe życie syna.

– Bardzo się przejąłeś śmiercią ojca, tato? – zapytała.

– Nigdy nie myślałem, że on może umrzeć – westchnął. – Miał dopiero sześćdziesiąt kilka lat i zawsze wydawał się taki silny i... niezniszczalny. Tak, to chyba najwłaściwsze słowo.

– I powinieneś wrócić na jego pogrzeb?

– Pogrzeb już się odbył – powiedział. – Nie zdążyli mnie powiadomić. Ale teraz jestem księciem Darrington.

Ilita patrzyła na niego w osłupieniu.

– A twój brat... wuj Lionel?

– Zginął w Sudanie dziewięć miesięcy temu. Musiało się to wydarzyć, kiedy nie mieliśmy dostępu do gazet, jak to nam się często zdarzało. Aż do dzisiejszego ranka nie miałem pojęcia, że poległ wraz z całym pułkiem.

Widząc, że ojciec jest wstrząśnięty, Ilita położyła rękę na jego dłoni.

– Tak mi przykro, tato.

– Mnie również. To straszne, ponieważ Lionel znakomicie nadawał się na głowę rodziny i lepiej spełniałby tę rolę niż ja.

Ilita roześmiała się.

– To nieprawda. Mama powiedziała kiedyś, że żałuje tylko jednego: że nie zobaczy ciebie w mitrze książęcej, bo wyglądałbyś dużo lepiej niż ktokolwiek w Izbie Lordów.

Ojciec uśmiechnął się do niej.

– Droga Ilito, ja po prostu nie nadaję się do uroczystych ceremonii brytyjskiego dworu. Dusiłbym się nawet w wielkich salonach Darrington Park, a szerokie akry wokół domu przypominałyby mi tylko o odległych horyzontach i ośnieżonych szczytach nie zdobytych gór.

Zanim Ilita zdążyła coś powiedzieć, dodał:

– Wiem dokładnie, co mi każdy powie: że to mój obowiązek, moja rola, że takie życie Bóg mi przeznaczył. Nie mogę się z tym nie zgodzić. – Podniesionym głosem ciągnął dalej: – Ale nie darowałbym sobie do końca życia, gdybym wyrzekł się tej ostatniej i może najbardziej niezwykłej wyprawy, zanim stanę się filarem porządku społecznego i pompatycznym nudziarzem!

Przerwał mu nagły wybuch śmiechu. Wyraz gniewu zniknął z jego twarzy i mimo woli również się roześmiał.

– Masz całkowitą rację, kochanie! Uważasz, że dramatyzuję, i słusznie!

Wstał z sofy i przechadzał się wzdłuż surowego gabinetu, którego jedyną ozdobą był krzyż nad biurkiem matki przełożonej.

Przez chwilę milczał i Ilita rzekła prosząco:

– Proszę, weź mnie ze sobą do Turcji. Byłoby wspaniale, gdybyśmy pojechali razem!

Wzrok ojca zdradzał, że i on ma na to ogromną ochotę.

– Uwierz, moja droga, że nic nie mogłoby mnie bardziej ucieszyć – rzekł – ale twoja matka chrzestna miała rację, wysyłając cię tutaj. Jeśli ja mam w przyszłości spełniać swoje obowiązki, ty musisz spełniać swoje.

– Spróbuję, tato – przyrzekła Ilita. – Lecz jeżeli ty możesz wagarować, to i ja bym chciała.

– To nie takie proste – odparł ojciec. – Wiesz dobrze, że błędem byłoby porzucenie edukacji po pół roku. Mogę ci tylko obiecać — dodał — że kiedy skończysz szkołę, a zanim staniesz się motylem w salonach Londynu, wyjedziemy razem w nieznane, gdzie nikt nas nie znajdzie, i dokonamy niezwykłego odkrycia, które zadziwi cały świat.

– Chcę tylko być z tobą, tato.

– Ja również tego pragnę – odpowiedział. – Ale rozpoczniemy naszą wyprawę dopiero wtedy, kiedy dadzą ci wszystkie nagrody i odeślą stąd jako najbardziej inteligentną i błyskotliwą uczennicę w historii szkoły.

Ilita roześmiała, lecz ból w sercu podpowiadał, że ojciec pojedzie do Turcji bez niej.

W nocy po jego wyjeździe, tuląc twarz do poduszki, płakała w samotności, i tak zasypiała przez kolejnych dwanaście wieczorów.

Nawet świadomość, że była teraz lady Ilitą Darrington-Coombe, nie stanowiła dla niej pociechy, choć na szkolnych koleżankach jej tytuł zrobił duże wrażenie.

Trzy miesiące później nadeszła straszliwa wiadomość: ojciec zginął podczas erupcji wulkanu. Ilita przypomniała sobie, że żegnając się z ojcem miała złe przeczucia, iż może nie wrócić z tej ostatniej ekspedycji.

Kiedy ojciec uścisnął ją na pożegnanie, przywarła mocno, jakby miał jej się wymknąć na zawsze, jakby już nigdy nie mieli się zobaczyć.

– Nie zapomnij o obietnicy, tato. Gdy skończę szkołę, pojedziemy razem na wyprawę! – powtarzała bez końca, choć głęboko w sercu czuła, że obietnica ojca nigdy się nie spełni.

Nie potrafiła myśleć o nim jak o zmarłym. Zawsze był pełen życia i nieuchwytnego magnetyzmu, którego nie umiała określić. Pozbawieni tej specyficznej cechy ludzie wydawali jej się banalni i nie mogła znaleźć z nimi wspólnego języka.

Potem, gdy pierwsza fala rozpaczy opadła nieco, zmusiła się do pracy i poczuła, że ojciec wciąż jest przy niej i że nadal może porozumiewać się z nim w jej tylko wiadomy sposób, którego nie potrafiła opisać słowami. Myślała o nim intensywnie w nocy, aż dostrzegła w ciemności zarys jego twarzy i tak dobrze znany uśmiech, który wydawał jej się zawsze częścią słonecznego blasku. W sercu usłyszała szept: „Patrz przed siebie, nigdy w tył!”

„Tak właśnie muszę robić”, rzekła do siebie Ilita, choć setki kłębiących się w jej głowie pytań nadal pozostawały bez odpowiedzi.

Od młodszego brata ojca dziedziczącego teraz tytuł szóstego księcia Darrington otrzymała list, w którym w chłodnym tonie wyrażał żal z powodu śmierci brata i pochwałę wyboru szkoły. Gdyby Ilita czegoś potrzebowała, pisał stryj, niech zwróci się do niego.

Ilita zauważyła brak jakiejkolwiek wzmianki o tym, że chętnie by ją zobaczył. Zaczęła się zastanawiać, czy po ukończeniu szkoły stryj i ciotka Sybil zechcą ją wziąć do siebie.

Nie byłaby tym szczególnie zachwycona. Pocieszała się jednak, że matka chrzestna obiecała zaopiekować się nią w Londynie, jak tylko osiągnie wiek odpowiedni do towarzyskiego debiutu. A ponieważ pani van Holden nie miała dzieci, Ilita liczyła, że zabierze ją ze sobą do Ameryki.

„To byłaby wielka przygoda”, pomyślała Ilita, i napisała do pani van Holden o tragedii, jaka ją spotkała.

Upłynęło sporo czasu, zanim list przepłynął Atlantyk, lecz odpowiedź chrzestnej była po myśli Ility. Pani van Holden była wstrząśnięta wiadomością o śmierci ojca. Z drugiej strony (chociaż tego nie napisała) zadowolona, że Ilicie przypadł tytuł o wiele bardziej prestiżowy niż pozycja córki młodszego syna para.

Od chwili przybycia do klasztoru Ilita pisywała do chrzestnej co miesiąc. Czuła się do tego zobowiązana, ponieważ pani van Holden opłacała edukację i oczekiwała regularnych wiadomości o jej postępach w nauce.

Pani van Holden odpowiadała na każdy list. Jednak pół roku temu nastąpiła przerwa, więc Ilita w kolejnym liście wyraziła obawę, że może jej listy nie docierają do adresatki.

W końcu otrzymała odpowiedź od sekretarza. Pani van Holden niedawno owdowiała, była głęboko wstrząśnięta utratą męża i sama nie czuła się najlepiej. Przesyła jednak pozdrowienia i prosi, by Ilita nadal do niej pisywała.

Ilita zwiększyła częstotliwość do jednego listu na tydzień, choć trudno było jej znaleźć coś, co mogłoby zainteresować kogoś po drugiej stronie oceanu. Po dwóch czy trzech miesiącach otrzymała dwa krótkie listy pisane drżącą ręką pani van Holden.

Czuję się coraz lepiej – przeczytała – i oczywiście śpieszę wyzdrowieć dostatecznie, by móc przyjechać do Londynu, kiedy opuścisz klasztor. Poleciłam już znaleźć odpowiedni dom, który wynajmę, by wydać obiecany Ci bal. Napisałam również do księżnej, żony twojego stryja, by zapytać ją, czy zechce zaprezentować Cię w pałacu Buckingham.

Wiadomości te bardzo podnieciły Ilitę. Sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej. Miesiąc temu dziewczyna otrzymała list od ciotki Sybil.

Wyraźnie dyktowane sekretarzowi pismo było krótkie, chłodne i rzeczowe. Informowało Ilitę, że ciotka dowiedziała się właśnie, iż pani van Holden zmarła w Wirginii i nie przyjedzie do Londynu, jak planowała.

Według wcześniejszych ustaleń – pisała – miałaś zatrzymać się w Londynie u pani van Holden. Tymczasem skontaktowałam się z matką przełożoną klasztoru, która zawiadomiła mnie, że skończyłaś już edukację i że odeślą Cię do Anglii pod koniec semestru. Przyjedziesz do Darrington House i dowiesz się, co zdecydowano o twojej przyszłości. Nie życzę sobie, abyś do chwili spotkania ze mną kontaktowała się z innymi członkami rodziny. Wyślę po Ciebie powóz na Victoria Station, gdy dowiem się, o jakiej porze przyjedziesz. Bądź uprzejma zastosować się do instrukcji zawartych w tym liście.

Z poważaniem

Sybil Darrington

Ilita w kółko czytała list, zdumiona jego oficjalnym tonem. Przypomniała sobie, że przed dwoma miesiącami otrzymała wiadomość o śmierci stryja i wysłała kondolencje. Nie otrzymała wtedy odpowiedzi. Nie zaskoczyło jej to zresztą, gdyż po śmierci ojca raczej nie utrzymywała stosunków z rodziną.

 

Jej matka chrzestna poinformowała ciotkę i wuja o swoich planach. Ilita nie wiedziała jednak, czyżyczyli oni sobie, by ktoś spoza rodziny przedstawił ją w towarzystwie.

Ciotkę pamiętała jako kobietę piękną, lecz o dość nieprzyjemnym, twardym głosie. Ojciec jej nie lubił.

– Jest taka śliczna – powiedziała wtedy Ilita.

– Jak kobra, zanim pokaże język – zażartował ojciec i oboje się roześmieli.

Teraz kiedy miała spotkać się z ciotką, Ilitę ogarnęło przerażenie.

Pociąg zatrzymał się i mała Włoszka pokrzykując z radości wyskoczyła na peron i zawisła na szyi matki.

Ilita i siostra Angelika została same w przedziale.

– Dziękuję za opiekę, siostro – powiedziała Ilita miękkim głosem. – To była naprawdę długa podróż i obawiam się, że siostra będzie zmęczona, jeśli postanowi wrócić od razu.

– Nic mi się nie stanie – odparła zakonnica. – Ale ty musisz dbać o siebie, moje dziecko. Pamiętaj o modlitwie i o tym, że Bóg zawsze czuwa nad tobą.

– Mam taką nadzieję.

Jakby odgadując uczucia Ility, siostra Angelika nieoczekiwanie położyła dłoń na jej ramieniu.

– Ciężko pracowałaś, moje dziecko – rzekła. – Każdy z nas niesie swój krzyż, lecz możemy otrzymać łaskę, jeśli o nią poprosimy.

Ilita popatrzyła na nią zaskoczona, po czym drżącym głosem powiedziała:

– Dziękuję, siostro.

– Zawsze będę się za ciebie modlić – uśmiechnęła się siostra Angelika. – Nie obawiaj się zatem.

Bagażowy odnalazł już kufry i wrzucił je na wózek. Ilita podążyła za nim. Wśród czekających powozów zauważyła jeden z herbem Darringtonów wymalowanym na drzwiczkach. Jak się spodziewała, czekał na nią sekretarz księżnej, szczupły, szpakowaty mężczyzna.

– Nie przyszedłem na peron, żeby panienki nie przeoczyć – rzekł. – Jej wysokość poinstruowała mnie zresztą, abym czekał w powozie.

– Cieszę się, że pana znalazłam – powiedziała Ilita. – Obawiam się jednak, że mam sporo bagażu.

Kufry Ility zawierały nie tylko ubrania, niemodne zresztą w eleganckim Londynie, ale również sporo książek i pamiątek z Florencji. Matka chrzestna była bowiem tak hojna, że oprócz opłacania czesnego przeznaczała co miesiąc całkiem ładną sumkę na jej osobiste wydatki. Ilita skupowała więc obrazy, książki i różne drobiazgi.

Nie mogła się oprzeć wspaniałym barwnym jedwabiom ozdobionym portretami przez wielkich mistrzów ani kunsztownie wyrzeźbionym cackom z koralu, których pełne były sklepiki przy Ponte Vecchio.

– Jeśli chcesz znać moje zdanie – orzekła jedna z przyjaciółek – to lepiej byłoby kupić sobie nowy kapelusz!

– Te rzeczy przetrwają, kiedy kapelusz wyjdzie z mody – roześmiała się Ilita.

Nie mając domu, przywiązała się do swych skarbów jak do wspomnień, których nikt nie mógł jej odebrać. Starannie też dbała o rzeczy odziedziczone po matce, choć nie przedstawiały większej wartości poza emocjonalną.

Sterta walizek piętrzyła się na tyle powozu, a kilka paczek z książkami trzeba było umieścić wewnątrz, na małym siedzeniu naprzeciw Ility i sekretarza ciotki.

– Czy mogę poznać pana nazwisko? – zapytała uprzejmie Ilita.

– Shepherd – przedstawił się. — Jestem na służbie w Darrington House od wielu lat. Pracowałem tu w czasach, kiedy żył pani dziadek, i miałem nadzieję, że będę mógł służyć pani ojcu, ale niestety zmarł tak przedwcześnie!

– Jestem pewna, że ojciec byłby bardzo rad, gdyby pan mu pomagał – powiedziała Ilita. – Nie bardzo mógł oswoić się z myślą, że będzie na głowie ogromne posiadłości, zwłaszcza że do tej pory nigdy nie wiedział na pewno, gdzie spędzi następną noc.

Pan Shepherd uśmiechnął się.

– Obecnie książę Darrington jest właścicielem dwudziestu posiadłości w różnych częściach kraju.

Ilita westchnęła cicho.

– Czy to nie zbyt wiele?

– Ja też czasem tak myślę – zgodził się pan Shepherd. – Na razie administruję nimi dla obecnej lordowskiej mości, który ma dopiero trzynaście lat.

– Nigdy jeszcze nie spotkałam mojego kuzyna – powiedziała Ilita.

– Czarujący młody człowiek! – orzekł pan Shepherd. – Choć z żalem muszę stwierdzić, że nie jest tak wykształcony, jak pani. Proszę nie uznać za wtrącanie się, ale byłem pod dużym wrażeniem osiągnięć, które wymieniła matka przełożona w ostatnim liście do jej wysokości.

Ilita miała ogromną ochotę spytać, czy na jej ciotce też zrobiły wrażenie, ale ponieważ pan Shepherd o tym nie wspomniał, wstydziła się zagadnąć.

Dwa rasowe konie wiozły ich ze stacji w kierunku Hyde Park Corner i Park Lane. Ilita wyglądała przez okno i przypominała sobie miejsca, które pamiętała z poprzednich pobytów w Londynie: zieleń parków, okazałe budowle należące do najznamienitszych przedstawicieli angielskiej arystokracji. Była jednak zdenerwowana i okropnie bała się spotkania z ciotką. Czuła, że nie będzie zbyt miłe i że plany na przyszłość nie spodobają jej się szczególnie. W końcu powiedziała sobie, że jest śmieszna, bo jeśli nawet ciotka nie życzyła sobie jej widywać, co Ilita potrafiła zrozumieć, są jeszcze inni członkowie rodziny. Na pewno przyjmą ją do siebie, chociażby przez wzgląd na ojca, mimo że przez tyle lat uważany był za wybryk natury przez wszystkich kuzynów, wujków, ciotki i „cały ten klan Darrington-Coombe”, jak ich określał.

– Oni puchną z dumy – powiedział kiedyś. – Myślą, że błękitna krew nadaje im tytuł po to, by patrzyli z góry na innych. Powiadam ci, córeczko, że znajduję dużo więcej przyjemności w towarzystwie arabskiego szejka czy hinduskiego fakira niż wysłuchując ględzenia moich znajomych i krewnych o tym, jacy są ważni. Z pewnością podzielisz moje zdanie, kiedy ich poznasz.

Teraz myślała, że ojciec potrzebował poczucia niezależności. Traktowano go jako nieznośnego chłopca, wagarującego i lekceważącego pozycję społeczną, na którą rodzina pracowała od wielu pokoleń. Ojciec bawił się tym znakomicie.

Ale ojciec był mężczyzną. Poczuła nagle, że Londyn jest nie znanym jej wielkim i przerażającym miastem, a ona tak mała i samotna jak nigdy przedtem.

„Pomóż mi, tato! Proszę, pomóż mi!” Jej serce rozpaczliwie wołało o ratunek, kiedy powóz przystanął przed potężnym portalem.

– Jesteśmy na miejscu – powiedział pan Shepherd tonem, który miał dodać jej odwagi. Wysiadł pierwszy z powozu i podał jej rękę.

– Dziękuję, że pan przyjechał po mnie – z trudem wyszeptała.

– To była dla mnie przyjemność — odparł pan Shepherd. – Jej wysokość czeka na panienkę na górze.

Ilita weszła do domu i znalazła się w marmurowym hallu, gdzie stało czterech lokajów w darringtonowskich liberiach zapiętych na ozdobione herbem guziki i przepasanych błękitno-żółtymi szarfami.

Podszedł do niej mężczyzna w surducie. Ilita pomyślała, że wygląda jak biskup.

– To Bateson – wyjaśnił pan Shepherd. – Pracuje w Darrington House od wielu lat i oczywiście pamięta pani ojca.

– Rzeczywiście pamiętam – rzekł Bateson. – Byliśmy głęboko poruszeni wiadomością o jego śmierci.

– Dziękuję – powiedziała Ilita.

Bateson zrobił kilka kroków. Zrozumiała, że ma pójść za nim na górę. Poruszał się wolno, jakby wchodzenie po schodach sprawiało mu trudność, co Ilita przypisała podeszłemu wiekowi. Nie powiedział więcej ani słowa. Dotarli do pierwszego piętra i podążyli szerokim korytarzem. Ilita przypomniała sobie, że wiódł do części sypialnej, z której roztaczał się widok na ogród na tyłach domu.

Była jeszcze małą dziewczynką, kiedy przyjechali tu ostatnim razem, by pożegnać się z dziadkiem i babką przed podróżą na Wschód.

Dziadek był wściekły na ojca, że marnuje czas i pieniądze włócząc się po świecie zamiast ustatkować się i zająć polityką.

– To takie nudne – mówił ojciec wyzywająco, choć z błyskiem w oku.

– Nasza pozycja wymaga uczestniczenia w rządzeniu krajem! – grzmiał piąty książę Darrington.

Ilita nie pamiętała, co odpowiedział ojciec. Nic jednak nie mogło go zmusić do zmiany decyzji i następnego dnia odjechali, by niewygodnym statkiem drugiej klasy popłynąć na Cejlon. Podróż była uciążliwa, lecz cieszyli się każdą jej chwilą i każdym zakątkiem egzotycznego kraju.

Majordomus otworzył wysokie mahoniowe drzwi. Ilita usłyszała, jak anonsuje stentorowym głosem:

– Wasza wysokość, lady Ilita Darrington-Coombe właśnie przybyła.