Światło bogów - Ponadczasowe historie miłosne Barbary Cartland

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

— Czy... czy książę... naprawdę jest niewidomy?

— Nie widzę powodu, dla którego jego babcia miałaby tak napisać, gdyby to nie była prawda. Bardzo się tym martwi.

— On też się zmartwi, jeśli się dowie, że go... zawiodłaś. Czy on ciebie nie kocha?

— Oczywiście, że kocha! — odparła Deirdre. — Powiedział mi, że jestem najpiękniejszą kobietą, jaką zna! On ma prawie trzydzieści lat i już od dawna powinien mieć następcę.

— To brzmi raczej przerażająco!

— Ja się nie boję niczego! — zawołała Deirdre. — A Talbot... bo tak właśnie ma na imię, jest w pełni świadom swej pozycji i musiał znaleźć odpowiednią narzeczoną — powiedziała i dodała z dumą: — Nie znajdzie nikogo bardziej godnego Silchesterskich brylantów ani piękniejszej ozdoby swego stołu.

— Więc to dlatego... Jak on mógł! — wykrzyknęła Sacha.

— Chyba nie chcesz dyskutować teraz na ten temat? Wiem, że mnie kochasz i na pewno mi pomożesz. Powiedz szybko „tak”, mamy jeszcze tyle do zrobienia.

Sacha spojrzała na Deirdre pytająco.

— Musimy sprawdzić, czy Hannah spakowała już twoje kufry — wyjaśniła Deirdre. — I musimy zdecydować, co założysz na drogę. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne! Muszę też dać ci pieniądze na napiwki i różne nieprzewidziane wydatki.

— Wiesz, że nigdy... nie podróżowałam... sama — powiedziała Sacha przerażonym głosem.

— Wiem — odparła Deirdre. — Ale nic niespodziewanego nie może się zdarzyć. Pan Evans odwiezie cię do ekspresu, a potem będziesz tylko siedzieć i czekać na kres podróży.

Sacha westchnęła.

— Dobrze, że ktoś zajmie się mną i Emily. To byłoby straszne, gdybym się zgubiła w Londynie.

— Musisz być bardziej pewna siebie — stwierdziła surowo Deirdre. — W końcu jesteśmy już dorosłe.

— Tak, wiem — zgodziła się pokornie Sacha. — Ale ty masz o wiele więcej doświadczenia ode mnie. — Nagle wykrzyknęła: — A co powiem ojcu?!

— Och, czy ja naprawdę muszę myśleć o wszystkim? To proste! Powiesz mu, że jedziesz ze mną do Szkocji. Będziesz mi towarzyszyć w długiej drodze do chorego narzeczonego. Na pewno ci nie odmówi.

— Tak... chyba masz rację.

— Świetnie. Więc wszystko jest ustalone — powiedziała Deirdre. — Załóż kapelusz, jedziemy na zamek obejrzeć stroje, które chcę ci podarować. Jutro rano przyjadę po ciebie.

Sacha odetchnęła głęboko.

— Nie mogę uwierzyć, że się na to zgodziłam — stwierdziła ze zdumieniem, po czym roześmiała się. — Kiedyś to ja wymyślałam różne szaleństwa, przez które miałyśmy często kłopoty z guwernantkami. Teraz role się odwróciły, tym razem ty, Deirdre, zaplanowałaś coś tak zadziwiającego, że wprost nie mieści mi się to w głowie.

— Dla mnie to nie jest fantazja, jestem zdecydowana pojechać do Harry’ego. Nie wyobrażam sobie nudniejszego zajęcia niż siedzenie przy chorym... a na dodatek niewidomym!

— Ale na pewno martwisz się o niego...

— Chyba tak, choć jego głupia babka nie powinna zastawiać sideł z ładunkiem wybuchowym na swoich ziemiach, a on nie powinien był się w nie wpakować!

— Mam nadzieję, że nie to mam mu powiedzieć! — odparła z przekorą Sacha.

Deirdre zaśmiała się.

— Oczywiście, że nie. Masz się zachowywać jak aniołek i przekonywać go, że wkrótce wyzdrowieje i będzie tak przystojny jak dawniej.

— Czy zwykle mówisz takie rzeczy? — zapytała Sacha.

— Nie! — odparła Deirdre. — To mężczyzna powinien mi mówić, jaka jestem piękna, wspaniała i zachwycająca! — Zatrzepotała swymi długimi czarnymi rzęsami i dodała: — Mężczyźni lubią kobiety wdzięczące się i nieśmiałe, dzięki temu czują się silni i męscy. Czasami mam ochotę roześmiać im się w twarz.

— Dlaczego?

— Bo myślą, że kobiety nie są dość bystre, aby przejrzeć ich aspiracje i poglądy. — Uśmiechnęła się pogardliwie. — Wiesz, Sacha, kiedy zmuszałaś mnie do odrabiania lekcji, nie zdawałam sobie sprawy, jak wiele znaczy wiedzą. Dziewczęta, które spotkałam w Londynie, są w większości tak głupie, że ośmieszają się na każdym kroku. Ale ją, dzięki Bogu, jestem inteligentna, czego najlepszym dowodem jest mój plan! — stwierdziła z dumą.

Sacha poczuła się głupio, bo dawniej uważała kuzynkę za osobę niezbyt bystrą, szczególnie w czasach wspólnej nauki. Deirdre nigdy nie czytała książek z własnej woli i nie znała żadnego języka obcego, poza podstawami francuskiego.

Nagle jednak zdała sobie sprawę, że kuzynka nie mówi o wiedzy akademickiej, lecz o sprycie i umiejętności obracania wszystkiego na własną korzyść. To zawsze były jej mocne strony i jasne było, że cała ta intryga powstała po prostu dlatego, iż Deirdre zależało bardziej na przyjęciu u lorda Gerarda niż na księciu, którego miała wkrótce poślubić.

Nie powinnam tak o niej myśleć — powiedziała sobie Sacha. Ale wiedziała, że to prawda.

Kuzynka poderwała się nagle.

— Nie mamy czasu do stracenia — rzekła. — Powóz czeka. Powiedz swojej pokojówce, że zjesz ze mną lunch, a z ojcem możesz porozmawiać wieczorem.

— Tak... oczywiście.

Deirdre wyszła z salonu i przeszła przez hall. Sacha w tym czasie pobiegła na górę założyć kapelusz. Było to jej jedyne nakrycie głowy. Miała go już dwa lata, i dwukrotnie był przerabiany.

Zakładając go pomyślała, jak bezbarwnie będzie wyglądać obok Deirdre, ubranej w piękną różową suknię i ozdobiony kwiatami kapelusz. Przypomniała sobie o strojach czekających na nią w zamku.

To wspaniale, że będę miała kilka ładnych sukien — pomyślała — ale może robię błąd, zgadzając się na tę szaloną maskaradę?

Wiedziała jednak, że nie ma wyboru.

Deirdre już podjęła decyzję i gdyby Sacha się jej przeciwstawiła, z pewnością zemściłaby się nie tylko na niej, lecz również na jej ojcu.

Tyle było nieporozumień między pastorem i markizem... Sacha często obawiała się, że jej ojciec, głosząc to, co uważał za słuszne i chrześcijańskie, narazi się kiedyś swemu szwagrowi tak bardzo, że zostanie pozbawiony posady. Markiz mógł użyć swoich wpływów u biskupa i umieścić wielebnego Mervyna Waverley na czarnej liście, uniemożliwiając mu tym samym znalezienie zatrudnienia gdzie indziej.

Sacha próbowała sobie wmówić, że tak nie może się zdarzyć, lecz dobrze wiedziała, że było to całkiem prawdopodobne i oznaczałoby zawalenie się ich spokojnego, bezpiecznego małego świata.

Często sobie mówiła, że po śmierci matki jej obowiązkiem jest opieka nad ojcem. Wiedziała, że musi go hamować i łagodzić jego postawę wobec markiza, szczególnie bezkompromisową, gdy w grę wchodziło dobro parafian.

Kiedy zbiegała po schodach, żeby powiedzieć Nanny o wyprawie do zamku, zorientowała się, że przemawia do swojej zmarłej matki: „Wiem, że nie pochwaliłabyś tego, mamo, lecz nie widzę innego wyjścia. Proszę... proszę, pomóż mi, niech nikt się nie domyśli, że jestem... oszustką”.

ROZDZIAŁ 2

Pociąg zatrzymał się na stacji i Deirdre wysiadła pospiesznie. Ledwie zdążyła się pożegnać. Sacha zauważyła dobrze ubranego, przystojnego mężczyznę, który czekał na nią na peronie.

Od chwili kiedy Deirdre zmusiła ją do wyrażenia zgody na wyjazd do Szkocji, cały czas wydawało jej się, że śni i że ten sen w każdej chwili może się skończyć.

Gdy pojechały do Landsworth Hall i Sacha zobaczyła suknie pakowane przez Hannah do dwóch wielkich skórzanych kufrów, nie mogła uwierzyć, że to wszystko miało należeć do niej.

— Nie możesz mi dać tego wszystkiego! — zawołała.

— I tak nie będę już ich nosić — odparła Deirdre. — A Hannah od dawna skarży się na brak miejsca w szafach.

— To prawda, panienko — powiedziała Hannah. — Jestem pewna, że panienka zrobi z nich dobry użytek.

Mówiąc to, spojrzała lekceważąco na suknię Sachy. Deirdre, jakby czytając w jej myślach, dodała:

— Teraz musimy się zastanowić, a jest to istotna sprawa, co Sacha założy na drogę. Jak już mówiłam, pierwsze wrażenie jest bardzo ważne.

Hannah zacisnęła usta i Sacha zrozumiała, że pokojówka nie pochwala pomysłu jej wyjazdu do Szkocji.

Ale Sachy również się to nie podobało, czuła, że popełnia błąd, który może mieć nieprzyjemne konsekwencje.

Jednakże wiedziała również, że dyskusje z Deirdre nie mają sensu. Kuzynka nigdy nie zmieniała raz podjętej decyzji, a w dążeniu do jej realizacji była zdecydowana i bezwzględna.

Deirdre i Hannah długo dyskutowały, nie pytając Sachy o zdanie, i w końcu wybrały bardzo ładną suknię w kolorze niebieskiego hiacyntu, z pelerynką wykończoną satyną w tym samym kolorze.

Stelaże krynolin Deirdre wydawały się ogromne, i Sacha pomyślała, że nie będzie potrafiła ich odpowiednio nosić.

— Dobrze, że moje suknie są mniejsze, bo nie zmieściłabym się na plebanii! — zauważyła z humorem.

W gazetach i czasopismach było wiele dowcipów pokazujących kobiety wzlatujące w powietrze, kiedy wiatr wydął ich krynoliny, lub w dość nieprzyzwoitych pozach, gdy pochylały się, a suknia podjeżdżała do góry.

Ale Sacha obawiała się, że cokolwiek powie, zostanie to źle przyjęte, zgodziła się więc na suknię wybraną przez Deirdre, nie czyniąc żadnych uwag. Bez zastrzeżeń przyjęła też wszystkie dodatki: kapelusz ozdobiony małymi strusimi piórami, rękawiczki, torebkę i buty, które doskonale pasowały na nią, gdyż nosiły z Deirdre ten sam rozmiar.

Sacha była trochę szczuplejsza w talii, co lekko rozdrażniło jej kuzynkę. Hannah zapewniła, że szwaczka przerobi tyle sukien, ile zdąży, zanim kufry zostaną odesłane wieczorem na plebanię.

— Sama przerobię pozostałe, kiedy tylko je dostanę — powiedziała Sacha ochoczo. — Nanny mi pomoże.

 

Mówiąc to pomyślała, że Nanny z pewnością będzie zdziwiona nagłą i niespodziewaną szczodrością Deirdre. Mawiała przecież często:

— Nie wiem, dlaczego panienka Deirdre nie wyśle ci czasem jakiejś starej sukni. Ona zawsze była egoistką!

— Jest pewnie tak zajęta, że zapomniała o moim istnieniu — odpowiadała Sacha. Nanny jednak nie zadowalała ta wyrozumiała odpowiedź. Kiedy kufry, cztery pudła z kapeluszami i pięknie zdobiony neseser dotarły na plebanię, spojrzała na nie i rzekła:

— Ciekawe, co panienka Deirdre planuje, że nagle stała się taka hojna.

Sacha, czując, że stąpa po niepewnym gruncie, odparła szybko:

— Nie wiem, dlaczego podejrzewasz Deirdre o jakieś ukryte plany, Nanny. W końcu dzieliłyśmy się wszystkim jako dzieci.

— W ciągu ostatniego roku, odkąd panienka Deirdre zaczęła bywać na balach w Londynie, nie dzieliłyście się zbyt często — rzekła sucho Nanny.

Na to już Sacha nie znalazła odpowiedzi.

Tak jak się tego spodziewała, ojciec z radością zgodził się na jej podróż z Deirdre do Szkocji, gdyż uważał, że będzie to dla niej jakaś odmiana.

— Świetnie rozumiem, że Deirdre nie chce jechać tak daleko sama, kochanie — powiedział. — I przykro mi słyszeć o wypadku księcia. To wielki sportsmen.

— Nigdy o nim nie mówiłeś, tato.

Pastor uśmiechnął się.

— Bardziej interesują mnie greccy bogowie i boginie niż angielscy książęta. Ale koń z Silchester wygrał Derby w ubiegłym roku i bardzo mnie to ucieszyło, ponieważ wielu moich parafian stawiało na niego.

Sacha uśmiechnęła się mówiąc:

— W przeciwnym razie niedzielna taca byłaby o wiele skromniejsza!

— Z pewnością — zgodził się pastor. — Kiedy komuś się nie wiedzie, wini nieskuteczne modlitwy, a nie własną głupotę.

— Niedługo wrócę, tato — rzekła Sacha.

Deirdre powiedziała, że jej pobyt w Szkocji ma trwać dokładnie tydzień, potem spotkają się na tej samej stacji, na której mają się rozstać, i razem wrócą do Langsworth.

— Czy powiesz rodzicom — zapytała Sacha — że jadę z tobą?

— Oczywiście, że nie — odparła Deirdre. — Tata mógłby wspomnieć o tym w liście do księżnej Dowager i wszystko by się wydało. Jedyną osobą, która o tym wie, jest twój ojciec, no i oczywiście Harry. Podwiozę cię na plebanię, gdy będziemy wracać, żeby twój ojciec nie miał podejrzeń.

Sacha była wdzięczna Deirdre, że pastor nie będzie musiał kłamać. Ale gdyby znał całą prawdę, z pewnością uznałby to za perfidne oszustwo i najprawdopodobniej zabroniłby Sachy wyjazdu.

Nie spała całą noc, martwiąc się, że nie była dość silna, by odmówić kuzynce.

Kiedy jednak Deirdre wysiadła już z pociągu, poczuła podniecenie: to wszystko tak różniło się od jej codziennego życia!

Zarezerwowany wagon był jak mały domek tylko dla nich. Emily bała się podróży pociągiem, siedziała więc i wyglądała przez okno, jakby w każdej chwili spodziewała się jakiegoś wypadku.

Według opinii Deirdre Emily była niezbyt mądra. Pochodziła z wioski i zaczęła pracę w zamku jako najmniej znacząca pokojówka, a teraz była pomocnicą Hannah. Musiała słuchać wszystkich jej poleceń. Były to najczęściej nieprzyjemne prace, których starsza pokojówka nie miała ochoty wykonywać sama.

Teraz jednak wyglądała bardzo elegancko w czarnej sukience, szalu okrywającym ramiona, czarnych bawełnianych rękawiczkach i skórzanych butach na grubej podeszwie.

— Mamy przed sobą długą podróż — powiedziała Sacha. Wydawało jej się, że powinna porozmawiać z Emily, kiedy zostały same.

— Tak, panienko.

— Dotrzemy do zamku dopiero jutro po południu. Z pewnością ujrzymy po drodze wiele pięknych krajobrazów.

— Tak, panienko.

Sacha pomyślała, że kontynuowanie rozmowy jest bezcelowe, i zaczęła obserwować widoki za oknem, tak jak Emily.

Myślała również o Deirdre i o jej podnieceniu, gdy pociąg wjeżdżał na stację, na której czekał na nią lord Gerard.

Dlaczego ona nie ma odwagi poślubić mężczyzny, którego kocha? — zastanawiała się. — Przecież on nie jest taki biedny jak mój ojciec.

Doszła do wniosku, że lord Gerard również musi kochać Deirdre, skoro zdecydował się na całą tę intrygę.

Nic dziwnego, ona jest taka piękna! — pomyślała.

Jednocześnie zdawała sobie sprawę z tego, że Deirdre będzie bardzo samolubną żoną. Przypomniała sobie swoją matkę, która nawet z problemów i wyrzeczeń potrafiła się cieszyć, tak kochała ojca i była z nim tak szczęśliwa.

Plebania zawsze rozbrzmiewała śmiechem lady Margaret; pastorowa promieniowała miłością, która przepełniała jej serce, i miłością tą zarażała całe swoje otoczenie.

Kiedy umarła, parafianie opłakiwali ją tak, jakby była ich krewną.

Na pogrzebie zebrali się ludzie z całego hrabstwa; ludzie, którzy zwracali się do niej o pomoc i którym przynosiła zawsze ulgę i pociechę.

Przybyli też przedstawiciele wszystkich wielkich rodzin, ponieważ lady Margaret była siostrą markiza Langsworth, Sacha wiedziała jednak, że jej matka ceniła wyżej zwykłych, skromnych ludzi, którzy ją teraz naprawdę szczerze opłakiwali, ponieważ pozostawiła pustkę w ich życiu i nikt inny nie mógł jej zapełnić.

Wiedziała, że jej ciotka — obecna markiza — nigdy nie byłaby żegnana w ten sposób. Czuła także, że Deirdre jako księżna Silchester będzie miła i przyjacielska tylko dla równych sobie, natomiast biednych ludzi zamieszkujących rozległe ziemie księcia będzie traktować pogardliwie i obojętnie.

Ojciec zawsze powtarzał, że najcenniejszą rzeczą, jaką możemy ofiarować innym, jesteśmy my sami, przypomniała sobie Sacha i pomyślała, że właśnie tak chciałaby żyć, gdyby wyszła za mąż za człowieka, od którego zależałoby wiele osób. Po śmierci byłaby wtedy szczerze opłakiwana, tak jak jej matka.

Kiedy złapała się na tej myśli, roześmiała się. To nie była właściwa chwila na myślenie o śmierci. Jej spokojne dotąd życie zamieniło się nagle w podniecającą przygodę i była z tego powodu bardzo szczęśliwa, nawet jeśli zdawało się to w pewnym sensie karygodne.

Nareszcie zobaczę świat istniejący poza Little Langsworth, pomyślała.

Langsworth znajdowało się niedaleko Londynu, a ponieważ jechały pociągiem ekspresowym, który zatrzymywał się po drodze tylko na trzech stacjach, dotarły do Paddington jeszcze przed jedenastą.

W pierwszej chwili zatłoczony peron i bagażowi przepychający się do drzwi wagonów wywołali u Sachy uczucie paniki. Ale kiedy tylko konduktor otworzył drzwi, ujrzała stojącego za nim szczupłego młodego mężczyznę w okularach, w którym natychmiast domyśliła się pana Evansa, i uczucie paniki zniknęło.

— Witam, lady Deirdre Lang! — powiedział młody człowiek.

— To miło, że pan po mnie wyszedł — odparła Sacha wyciągając rękę.

Ponieważ pan Evans sprawiał wrażenie zaskoczonego, pomyślała, że pewnie powinna się zwracać do niego bardziej oficjalnie.

Bagażowy wziął od niej ręczny bagaż, w tym także bogato zdobiony neseser z kompletem przyborów toaletowych, które również dostała od Deirdre.

— Nie mogę tego przyjąć! — wykrzyknęła Sacha, gdy go ujrzała. — Pozwól, że tylko pożyczę to od ciebie i zwrócę ci po powrocie.

— Nie będzie mi to już potrzebne — odparła Deirdre wyniośle. — Wszystkie szczotki są oprawione tylko w srebro, a ja na Gwiazdkę dostałam od taty złoty komplet. Miałam zamiar ten srebrny wyrzucić, więc jeśli chcesz, możesz go sobie zatrzymać.

— Dziękuję ci bardzo... — powiedziała Sacha i pomyślała mimowolnie, że pieniądze, które markiz wydał na zdobiony złotem neseser, wystarczyłyby na luksusowe życie na plebanii przez cały rok. Ale zaraz powiedziała sobie, że takie porównania są śmieszne i że powinna czuć wyłącznie wdzięczność dla Deirdre. Jak dobra wróżka uniosła czarodziejską różdżkę, dzięki czemu oną, uboga córka pastora, będzie teraz posiadała rzeczy, o jakich nie marzyła nawet w najśmielszych snach.

Dostała również torebki i inne dodatki do sukien — długie zamszowe rękawiczki i tyle butów i pantofelków, że wystarczyłoby jej na całe życie.

— Czekają na panienkę dwa powozy — powiedział pan Evans, gdy Sacha wysiadła z pociągu. — Pomyślałem, że pani pojedzie pierwszym wraz z pokojówką, a następnym ja i bagaże.

— Doskonale, dziękuję.

Powozy były bardzo luksusowe, ozdobione herbem jej wuja.

Sacha obawiała się, że stangret lub lokaj stojący z tyłu, którzy z pewnością znali Deirdre, mogą zauważyć zamianę, lecz oni dotknęli tylko z szacunkiem swych czapek i więcej już na nią nie spojrzeli.

W drodze na King Cross, skąd o dwunastej trzydzieści odjeżdżał szkocki ekspres, musieli przejechać przez cały Londyn. Jadąc zatłoczonymi ulicami, Sacha pomyślała, że lord Gerard bardzo mądrze to wszystko zaplanował.

King Cross przywitał ich zgiełkiem i zamętem, mnóstwem ludzi, spiętrzonych bagaży, konduktorów dmuchających w gwizdki i machających czerwonymi chorągiewkami oraz buchających parą i czarnym dymem maszyn.

Pan Evans zarezerwował dla nich wagon pierwszej klasy i zamówił kosze z jedzeniem, które miały być przynoszone na każdej stacji. Pierwszy z nich stał już w przedziale.

Ponieważ miały spędzić w pociągu całą noc, konduktor przyniósł im pledy i miękkie poduszki. Pan Evans wręczył Sachy listę stacji, na których pociąg miał się zatrzymywać, na wypadek gdyby chciały wyjść na peron. Podał również dokładny czas postoju na każdej stacji. Sacha pomyślała, że nie można było więcej zrobić dla ich wygody.

Pan Evans jednak poszedł jeszcze po gazety i czasopisma. Po chwili przyniósł ich spory plik.

— Bardzo dziękuję — powiedziała Sacha — ale to chyba lekka przesada.

Ujrzała zdziwienie w spojrzeniu młodego człowieka i zdała sobie sprawę, że wyraziła swoją opinię, a nie Deirdre, więc szybko dodała:

— Zapomniałam, że podróż będzie wystarczająco długa, aby to wszystko przeczytać...

Nagle przyszedł jej do głowy pewien pomysł i poprosiła:

— Czy mógłby pan mi jeszcze kupić gazety sportowe? Chciałabym sprawdzić, jakie konie wygrały w Epsom.

Wyraz zrozumienia przebiegł przez jego twarz; z pewnością, tak jak wszyscy mieszkańcy Hall, wiedział o zaręczynach Deirdre z księciem Silchester.

Bez słowa poszedł do stoiska z prasą i przyniósł trzy gazety sportowe, które Sacha widywała czasem u swojego ojca.

Podziękowała jeszcze raz, podając mu dłoń. Drzwi wagonu zamknięto i pociąg ruszył.

Pan Evans cofnął się i skinął głową, a Sacha pomachała mu. Znów pomyślała, że Deirdre nie uczyniłaby tego, ale z pewnością młodemu człowiekowi sprawiło to przyjemność.

Rozpoczęła się długa podróż, która miała zakończyć się w Szkocji. Sachy jednak wcale nie przerażała perspektywa wielogodzinnej jazdy, cieszyła się z tego.

Koszyki z jedzeniem, przynoszone na każdej stacji, sprawiały, że ich posiłki przypominały piknik. Ale Sacha nie jadła dużo, w przeciwieństwie do Emily, która dbała o to, żeby nic się nie zmarnowało.

Wysiadły w Crewe, gdyż Sacha chciała obejrzeć stację, pomimo obaw Emily, że pociąg mógłby odjechać bez nich.

Po zapadnięciu zmroku Sacha ułożyła poduszki, zdjęła swój elegancki kapelusik i położyła go ostrożnie na półce, po czym wyciągnęła się i przykryła pledem.

Emily początkowo nie chciała się położyć.

— Wolę siedzieć, panienko, w razie jakichś kłopotów — powiedziała.

— Jeśli nawet coś się wydarzy, nic na to nie poradzisz siedząc. Nie bądź niemądra, Emily, i spróbuj zasnąć. Będzie ci o wiele wygodniej bez szala i kapelusza.

W końcu pokojówka dała się przekonać, że pociąg się nie wykolei, i zasnęła, podczas gdy Sacha leżała myśląc o tym, co ją czeka.

* * *

Kiedy koło południa następnego dnia przekraczały granicę Szkocji, Sacha pomyślała, że to wspaniała chwila.

— Zawsze chciałam pojechać na północ — powiedziała. — Pomyśl tylko, znajdujemy się w krainie wrzosowisk, gdzie poluje się na kuropatwy, nie na bażanty. A w rzekach jest pełno łososi!

— Według mnie tu jest smutno, panienko — odparła Emily, wyglądając przez okno. Ale Sacha jej nie słuchała.

— Tu urodziło się i wychowało wielu znanych polityków, odkrywców i pionierów podróżujących po całym świecie, a przede wszystkim Robert Bruce, Wallace i piękny książę Karol — mówiła głośno do siebie, wiedząc, że Emily to zupełnie nie interesuje.

Wszystko wydawało jej się romantyczne i pragnęła tylko, żeby była właśnie pora kwitnienia wrzosów — mogłaby wtedy ujrzeć kuropatwy lecące w doliny ponad wrzosowiskami.

Ale nawet w tej nieciekawej porze roku Szkocja zachwycała ją swoimi jeziorami, lasami i wysokimi wzgórzami. Była dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażała.

 

Według rozkładu jazdy od pana Evansa miały być na stacji Strathconna Castle o trzeciej po południu, jednak pociąg miał opóźnienie i dotarły do celu dobrze po czwartej. Sacha ujrzała kilka osób czekających na wąskim peronie. Jeden z mężczyzn miał na sobie kilt 1 .

— Wyszedł po nas mężczyzna w kilcie! — rzekła do Emily podekscytowana, ale pokojówka zajęta była wkładaniem swoich czarnych bawełnianych rękawiczek i powiedziała tylko:

— To dziwne, panienko, żeby mężczyzna nosił spódnicę!

Sacha zaśmiała się cicho.

Otworzono drzwi i rudobrody mężczyzna w kilcie pomógł jej wysiąść. Obok niego stał drugi mężczyzna, w meloniku, który z pewnością był starszym służącym.

Po krótkim powitaniu Sacha ujrzała dwa powozy czekające przy drodze, każdy zaprzężony w cztery konie.

Tym razem miała jechać sama pierwszym powozem, a Emily i obaj służący oraz bagaże drugim.

Konie ruszyły z kopyta i Sacha pochyliła się, żeby móc wyglądać przez okienko. Zobaczyła kępy ciemnych jodeł i srebrne blaski nad wrzosowiskami.

Ależ tu pięknie! — powiedziała do siebie. Musi dokładnie zapamiętać wszystko, co widzi, by opowiedzieć o tym ojcu.

Niespełna godzinę później ujrzała na tle nieba zarys zamku Strathconna.

Wyglądał dokładnie tak, jak powinien wyglądać szkocki zamek — wznosił się wysoko na wzgórzu, nad rozległą wijącą się rzeką, która z pewnością roiła się od łososi.

Pomyślała, że to one pewnie były powodem przyjazdu księcia na północ o tej porze roku, gdyż sezon polowań rozpoczyna się dopiero jesienią.

Wnyki, które zraniły księcia, musiały być zastawione na dzikie koty, mogące podobno pożreć do dwudziestu pięciu kuropatw dziennie — a był to przecież okres rozrodu tych ptaków.

Takie sidła są bardzo okrutne — pomyślała. — Wypadek księcia powinien odwieść ludzi księżnej od ich zastawiania.

Dojechali do zamku. Był bardzo piękny, z tyłu osłaniały go zielone jodły, na szczycie najwyższej wieży powiewał proporzec. Sacha tak się zachwyciła, że przez chwilę nie pamiętała, w jakim celu się tu znalazła.

Po obu stronach bramy stały wieżyczki zaprojektowane na wzór miniaturowych zamków. Kiedy konie pokonywały długi podjazd, Sacha zaczęła odczuwać niepokój.

A jeżeli książę od razu się zorientuje, że ona nie jest jego narzeczoną? Jeżeli ją wyda, zostanie haniebnie odesłana do domu następnym pociągiem.

Musiałaby wtedy zawiadomić o tym Deirdre. Aż nazbyt dobrze potrafiła sobie wyobrazić złość i pogardę swojej kuzynki.

Boże, proszę, nie pozwól mu się domyślić, że nie jestem Deirdre, modliła się w duszy.

Zanim jednak zdołała dokładniej rozważyć konsekwencje swego czynu, powóz się zatrzymał.

Na schodach, przed imponującymi, okutymi mosiądzem drzwiami wejściowymi, czekało dwóch służących w kiltach z takiego samego tartanu 2 , z jakiego był wykonany strój mężczyzny, który je przywitał na dworcu.

Drzwiczki powozu otworzyły się i Sacha wysiadła z uczuciem, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi.

— Witamy na zamku Strathconna, jaśnie panienko! — powiedział jeden ze służących z silnym szkockim akcentem.

— Dziękuję — odparła nieśmiało Sacha. — Bardzo się cieszę, że tu jestem.

Służący, który według niej musiał być głównym lokajem, poprowadził ją przez ogromny, ciemny hall, w którym wszędzie wisiały wypchane głowy jeleni, a potem szerokimi schodami na pierwsze piętro.

Sacha przypomniała sobie, że rodzice mówili jej kiedyś, iż w szkockich zamkach główne pomieszczenia znajdują się zawsze na pierwszym piętrze, ale nie mogła sobie przypomnieć, dlaczego.

Kiedy dotarli do rozległego podestu, lokaj w kilcie otworzył wysokie podwójne drzwi i zaanonsował:

— Lady Deirdre Lang, wasza książęca mość!

Przez chwilę Sacha nic nie widziała. Oślepił ją blask popołudniowego słońca wpadającego przez duże okna. Zaraz jednak jej oczy oswoiły się ze światłem i w przeciwległym końcu pokoju zobaczyła starszą kobietę o siwych włosach, która właśnie wstawała ze swego fotela.

Gdy podeszła bliżej, spostrzegła wyraźne ślady dawnej urody na twarzy księżnej. Starsza pani musiała być kiedyś bardzo piękna.

Jej twarz wydała się Sachy łagodna i szlachetna.

— Jak to miło, że przyjechałaś, moja droga — powiedziała księżna, gdy Sacha podeszła bliżej i dygnęła. — Tak się cieszę, że mogę cię poznać. Wiem, że Talbot również się uraduje.

— Jestem wdzięczna za zaproszenie — rzekła Sacha. — Jak się czuje... jego książęca mość?

Wiedziała, że powinna najpierw o to zapytać, ale nie była pewna, jak powinna tytułować księcia, jako że oficjalne zaręczyny jeszcze się nie odbyły.

— Chciałabym ci o nim wiele opowiedzieć — odparła księżna Dowager — ale domyślam się, że najpierw będziesz chciała się umyć, wypić herbatę i zapewne przebrać się. — Uśmiechnęła się do Sachy. — Wiem z własnego doświadczenia, jak możesz się czuć po takiej długiej podróży. Nigdy nie lubiłam jeździć pociągiem, zawsze wydawało mi się to bardzo wyczerpujące.

— Dla mnie była to bardzo ciekawa podróż, wręcz pasjonująca — powiedziała Sacha. — Nigdy dotąd nie byłam na północy.

Mówiąc to miała nadzieję, że nie popełnia błędu, bo gdyby Deirdre wypuściła się tak daleko, z pewnością wieści o tym dotarłyby do plebanii.

— Mam nadzieję, że nie jest to twoja ostatnia wizyta — odparła księżna. — Talbot przyjeżdża do mnie co roku na połów łososia.

Sacha nie myliła się więc w swoich przypuszczeniach.

Księżna zaprowadziła Sachę do jej sypialni, która znajdowała się na tym samym piętrze, na końcu korytarza, którego podłogę, zamiast zwykłego dywanu, pokrywał materiał w szkocką kratę.

W pokoju stało wielkie łoże z baldachimem, był też kominek, w którym ku zdziwieniu Sachy palił się ogień.

Księżna zauważyła jej zdziwienie i wyjaśniła:

— Każdy, kto tu przyjeżdża, boi się chłodu, kazałam więc rozpalić ogień, moja droga.

— To bardzo miło z pani strony, dziękuję — powiedziała Sacha. — Jaki śliczny pokój! — wykrzyknęła. Mówiąc to wyjrzała przez okno i stwierdziła, że także i stąd, podobnie jak z okiem salonu, widać wrzosowiska rozciągające się aż po horyzont, i że przed zamkiem znajduje się duże jezioro.

— Patrzysz na jezioro Conna — rzekła księżna. — Będę musiała opowiedzieć ci związane z nim legendy. Myślę, że ci się spodobają.

— Z pewnością — przytaknęła Sacha.

— A to panna Macdonald — powiedziała księżna, odwracając się do wchodzącej do pokoju kobiety. — Zarządza domem i ma zajmować się tobą. Zanim wypijemy herbatę, twoje bagaże zostaną wniesione na górę i będziesz mogła zmienić suknię przed wizytą u Talbota.

* * *

Kwadrans później Sacha delektowała się swoją pierwszą szkocką herbatą.

Wszystko dokładnie odpowiadało jej wyobrażeniom o tej krainie. Żałowała, że nie ma tu jej ojca, mogliby razem pośmiać się z wystawności życia tutejszej arystokracji. Ilość podawanego jedzenia wystarczyłaby dla pułku wojska.

Były placuszki, naleśniki, bułeczki, kruche ciasto i owsiane herbatniki.

Był też jesienny miód wrzosowy, o wiele ciemniejszy niż ten, który jadała w domu.

Na koniec podano specjalny piernik imbirowy, ulubione ciasto Talbota, które zawsze zabierał ze sobą na ryby.

— Nie dam rady tyle zjeść — powiedziała Sacha. — Poza tym przybędzie mi za dużo na wadze!

Księżna zaśmiała się.

— My, ludzie z północy, szczycimy się tym, że mamy najlepszą żywność na całych Wyspach Brytyjskich. Nasze posiłki rzeczywiście są bardzo sycące.

— Wasza wysokość musi być rodowitą Szkotką — powiedziała Sacha i natychmiast pomyślała, że mogła zapytać o to Deirdre.

— Oczywiście, że nią jestem — odparła księżna. — Urodziłam się w Macdonald, więc kiedy mój mąż, drugi książę, zmarł, postanowiłam wrócić do mojego kraju i jego mieszkańców. Czuję się tutaj szczęśliwsza niż wśród Anglików.

Ostatnie słowa wypowiedziała trochę ironicznie i Sacha zaśmiała się.

— I żyje tu pani sama przez cały rok? — zapytała.

— Mam wielu krewnych i znajomych w okolicy — odpowiedziała księżna. — W Szkocji długie podróże są codziennością, nie tak jak w Anglii. Przejechanie pięciu czy dziesięciu mil na przyjęcie jest normalną sprawą i goście często zostają na noc u gospodarza, nie czuję się więc samotna — wyjaśniła.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?