Książka o dworzaninie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

XXXIX

Wtedy tak przemówiła donna Emilia: – „A mnie się wydaje, że cała ta wasza dysputa staje się zbyt rozwlekła i nudna, dlatego dobrze by było odłożyć ją na inny czas”. – Pan Fryderyk zamierzał już co prawda odpowiedzieć jej na to, ale donna Emilia nieustannie mu przerywała. W końcu odezwał się hrabia: – „Wielu pragnęłoby osądzać style i rozprawiać na temat rytmu czy też naśladowania; ale jakoś nie potrafią mi wyjaśnić, czymże właściwie jest styl i rytmy i na czym polega imitacja, ani też dlaczego rzeczy przejęte od Homera czy od kogoś innego u Wergiliusza wyglądają tak świetnie, że wydają się skutkiem olśnienia raczej niż naśladowania; może stąd to się bierze, że sam nie jestem w stanie tego pojąć; aliści jednak jeżeli przekonującym dowodem, iż człowiek faktycznie zna się na czymkolwiek, jest to, że umie innych o tym, co potrafi, nauczać, to twierdzę, że oni sami też niewielkie mają o tym pojęcie; wychwalają zaś Wergiliusza i Cycerona tylko dlatego, że czują, iż wielu innych ich wychwala, nie zaś dlatego, że sami świadomi są różnicy pomiędzy tymi dwoma i całą resztą: bowiem po prawdzie nie polega to na wiernym zachowaniu dwóch albo trzech czy dziesięciu wyrazów użytych w sposób charakterystyczny i odmienny od tego, jak posługują się nimi. U Salustiusza116, u Cycerona, u Warrona117 i u pozostałych zacnych autorów znaleźć można niektóre określenia użyte w sposób różny od tego, w jaki posługiwał się nimi Cycero; a jednak i pierwszy, i drugi sposób są tak samo właściwe, bowiem dobra jakość i siła języka nie opiera się na tak błahej podstawie, jak to trafnie wyraził Demostenes118 w rozmowie z Eschinesem119, który drwiąco go zapytał, czy użyte przez niego nieczysto attyckie wyrażenia nie są aby cudowne, a może wręcz wieszcze; na to Demostenes się roześmiał i odrzekł, iż losy Grecji nie zależą od takiej błahostki. Tak samo i ja mało bym o to się troszczył, gdyby mnie jakiś Toskańczyk skarcił, iż powiedziałem satisfatto zamiast sodisfatto, onorevole zamiast orrevole, causa zamiast cagione, populo miast popolo i tak dalej”. – Wtedy pan Fryderyk zerwał się na równe nogi i powiedział: – „Posłuchajcie, proszę, chciałbym powiedzieć tylko kilka słów”.

Na to, śmiejąc się, odrzekła donna Emilia: – „Przykre skutki mojej niechęci odczuje każdy, kto by teraz dalej chciał mówić na ten temat, pragnę bowiem, abyśmy do niego powrócili innego wieczora. Wy natomiast, hrabio, prowadźcie dalej rozważania na temat dworzanina, wykazując się dobrą pamięcią, która z pewnością wam dopisuje, a przypomnijcie nam, w którym to miejscu przerwaliśmy o tym rozmowę, aby od niego rozpocząć jej ciąg dalszy”.

XL

„Pani – odpowiedział jej hrabia – obawiam się, że zgubiliśmy nasz wątek. Jednakże, o ile się nie mylę, stwierdziliśmy, iż zaraźliwa afektacja pozbawia wdzięku każdą rzecz, zaś przeciwnie, jej szczyty pozwala osiągnąć prostota i swoboda; na korzyść tych cech i dla ich pochwały, zaś przeciw afektacji i dla wzmocnienia jeszcze jej potępienia przywołać możemy wiele przykładów. Ja jednak teraz chciałbym przytoczyć tylko jeden z nich, nie więcej. Otóż wszystkie damy zazwyczaj pragną być piękne, a jeśli takie nie są, to chcą przynajmniej za takowe uchodzić. Jeśli zatem natura czegokolwiek im poskąpiła w tym względzie, to starają się one ów brak uzupełnić sztucznie; stąd też się bierze tyle zachodu i udręki przy malowaniu twarzy, skubaniu brwi i czoła, stąd posługiwanie się wszystkimi sposobami i cierpliwe znoszenie udręk, o których wy, panie, myślicie, że są dla mężczyzn tajemne, a przecież wszyscy o nich wiemy”.

Zaśmiała się w tym momencie pani Konstancja Fregosa i rzekła: – „Bylibyście znacznie bardziej uprzejmi, trzymając się tematu i wywodząc, skąd pochodzi zacny wdzięk oraz dworność, zamiast odsłaniać słabości kobiece, co nie ma tu nic do rzeczy”. – „Ależ to bardzo się wiąże z tematem – odparł hrabia – gdyż wszystkie te wasze braki, o których mówię, pozbawiają was wdzięku, gdyż biorą się one nie skądinąd, jak właśnie z afektacji; wszak to ona zdradza oczywiście każdemu wasze nadmierne pragnienie bycia pięknymi. Czyż nie zdajecie sobie sprawy z tego, o ile więcej wdzięku ma dama, która (o ile w ogóle) maluje twarz tak oszczędnie i skąpo, że patrzący na nią zaczyna wątpić, czy jest tam czy nie jakikolwiek makijaż, od innej, która tak grubo jest nim pokryta, iż wydaje się mieć na twarzy maskę i nie pozwala sobie na uśmiech, aby to malowidło nie popękało, ani też nie zmienia umalowania od porannej toalety; trwa w nim przez cały dzień nieruchomo niczym drewniana płaskorzeźba, pokazując się ludziom tylko przy świetle świecy, jako owi chytrzy kupcy, którzy demonstrują sukna w ciemnym kącie? O ileż bardziej od innych podoba się kobieta, owszem, nie całkiem brzydka, o twarzy ewidentnie nieumalowanej, ani nazbyt białej, ani też zbyt czerwonej, lecz naturalnie lekko bladej a czasami zaróżowionej uczciwym rumieńcem zawstydzenia czy też wywołanym przez inną jakąś okoliczność; o włosach uwolnionych od sztucznych ozdób i nie nazbyt upiętych; o gestach prostych i naturalnych, bez okazywania, iż stara się jak może i pragnie być piękną. Oto jest ta właśnie niewymuszona prostota, która podoba się najbardziej oczom i umysłom ludzi, ci bowiem zawsze się obawiają, że zostaną oszukani przez sztuczność. Podobają się też bardzo u damy piękne zęby, skoro bowiem nie są zawsze tak samo odkryte jak cała twarz, lecz pozostają w ukryciu przez większość czasu, to można przypuszczać, że mniej jest koło nich starania, aby były piękne, niż się to ma z twarzą. Jednakże, gdy ktoś się śmieje bez powodu, a tylko po to, aby je pokazać, zdradza sztuczność, a jakkolwiek piękne by miał te zęby, jawić się będzie każdemu jako ktoś pozbawiony wdzięku w najwyższym stopniu jak ów Katullusowy Egnatius120. To samo dotyczy dłoni: jeśli są delikatne i piękne i czasami odkryte, kiedy trzeba się nimi posłużyć, nie zaś tylko po to, aby popisywać się ich urodą, wzniecają bardzo wielkie pragnienie, szczególnie jeśli się potem okryje je na powrót rękawiczkami; ktokolwiek bowiem je skrywa, zdaje się nie przywiązywać wielkiego starania i myślenia o tym, czy je widać, czy też nie, bo wszak ma je takie piękne bardziej z natury aniżeli dzięki szczególnemu staraniu czy jakimkolwiek zabiegom. A czy zdarzało się wam czasem ujrzeć, jak – czy to po drodze do kościoła, czy w innym jakimś celu zmierzając, albo przy zabawie lub kiedykolwiek indziej – dama unosi suknię na tyle, iż wcale o tym nie myśląc, ukazuje stopę a często też nieco nogi? Czyż się wam nie wydaje, że jest w tym bardzo wiele wdzięku, kiedy się ją widzi, jak z niejakim kobiecym powabem przemyślnie jest odziana w aksamitne pantofelki i kunsztowne pończoszki? Zaiste, mnie się to bardzo podoba, a myślę, że i wam także, każdy bowiem pojmuje, iż powab w ten sposób częściowo ukryty i rzadko oczom dostępny, jest w przypadku takiej damy bardziej naturalny i właściwy niż wymuszony, ona zaś sama nie myśli o tym, aby z tego powodu zyskać poklask.

XLI

Tym to sposobem unika się afektacji i się ją skrywa, a oto możecie teraz pojąć, jak dalece jest ona przeciwna gracji i jak ją unicestwia w każdym działaniu tak ciała, jak i umysłu; jak dotąd powiedzieliśmy o tym niewiele, a przecież nie możemy pozostawić na uboczu tego tematu; wszak umysł znaczy o wiele więcej niż ciało, przeto więc zasługuje na to, by znacznie staranniej go pielęgnować i uświetniać. Gdy zaś idzie o to, co należy uczynić w tej kwestii w związku z naszym dworzaninem, to zostawiając na boku reguły wielu mądrych filozofów rozpisujących się na ten temat, określających sprawności umysłu i tak samo subtelnie roztrząsających ich hierarchię, stwierdzimy w kilku słowach, trzymając się naszego przedmiotu, że jak się to mówi, wystarczy, żeby dworzanin był człowiekiem prawym i uczciwym, w tym bowiem się zawiera roztropność, dobroć, siła i umiarkowanie umysłu, a także wszystkie inne zalety, które odpowiadają tak zacnemu określeniu. Ja zaś uważam za filozofa moralnego tylko takiego, który pragnie być dobry; a do tego potrzeba mu niewielu innych wskazówek jak tylko to jedno pragnienie. Dlatego też dobrze powiedział Sokrates, iż uważa, że jego pouczenia przyniosły rzeczywiście dobry owoc, kiedy tylko rozbudziły w kimkolwiek chęć do poznawania i do nauczania cnoty; ci bowiem, którzy doszli do tego, iż nie pożądają żadnej innej rzeczy ponad to, żeby być dobrymi, z łatwością przyswoją sobie wiedzę o wszystkim, co do osiągnięcia tego celu jest potrzebne; przeto nie będziemy więcej rozprawiali na ten temat.

XLII

Aliści myślę sobie, że inną jeszcze oprócz dobroci naczelną ozdobą umysłu jest w każdym człowieku kultura literacka121, aczkolwiek Francuzi uznają wyłącznie szlachetność rzemiosła wojennego, wszystko zaś inne mają za nic do tego stopnia, że nie tylko nie cenią kultury literackiej122, ale wręcz czują do niej wstręt, a wszystkich ludzi oczytanych uważają za nikczemników; a wydaje się im, że upokarza to wielce kogoś, kogo określają mianem klerka”. – Na to Julian il Magnifico: „Prawdę mówicie, że ta wada już od dawna panuje pomiędzy Francuzami; jeśli jednak dobry los zechce sprawić, że Jego Wysokość pan d’Angoulême123, jak się oczekuje, odziedziczy koronę, to sądzę, iż tak jak chwała oręża kwitnie i lśni we Francji, tak samo powinna i chwalebność wykształcenia humanistycznego rozkwitnąć z najwyższą świetnością, niedawno bowiem ja sam, przebywając na tamtejszym dworze, widziałem go i odniosłem wrażenie, że oprócz harmonijnej osobowości tego człowieka i urody twarzy była w jego spojrzeniu taka wielmożność połączona wszelako w pewien sposób z pełnym wdzięku życzliwym człowieczeństwem, iż królestwo Francji zawsze będzie się wydawać przy nim za małe. Później z tego, co powiedziało mi wielu spośród szlachty francuskiej i włoskiej, dowiedziałem się sporo o jego obyczajach wielce szlachetnych, o wielkoduszności, o jego zaletach i o szczodrobliwości; powiedziano mi też między innymi, że w najwyższym stopniu kochał i doceniał wykształcenie literackie i że miał w najwyższym poważaniu wszystkich ludzi uczonych, obytych z piśmiennictwem; ganił też samych Francuzów za to, że to rzemiosło było im tak bardzo obce, zwłaszcza że przecież mają u siebie tak świetną szkołę jak ta w Paryżu, do której pielgrzymuje cały świat124.

 

Odezwał się wtedy hrabia: – „Cud to jest wielki zaiste, że w tak młodym jeszcze wieku, kierowany jedynie naturalnym odruchem, a zarazem wbrew obyczajom w jego kraju panującym, sam przez się obrał tak zacną drogę; a ponieważ poddani zawsze naśladują zwyczaje tych, którzy nimi rządzą, to bardzo być może, iż – jak mówicie – Francuzi będą przecież doceniać kulturę literacką stosownie do jej prawdziwej zacności; ku czemu zresztą łatwo będzie ich nakłonić, jeśli tylko zechcą użyć rozumu, nic bowiem z natury rzeczy nie jest bardziej przez ludzi pożądane ani bardziej im właściwe aniżeli wykształcenie humanistyczne, o którym twierdzić albo mniemać, że nie zawsze jest dobre, wielkim doprawdy jest szaleństwem.

XLIII

Ilekroć mianowicie rozmawiałem z owymi ludźmi albo z innymi jeszcze, którzy byli innego niż ja zdania, starałem się im wykazać, do jakiego stopnia kultura literacka, udzielona od Boga ludziom jako dar przemożny, jest pożyteczna i konieczna dla życia i dla naszej godności; nie brakowało mi też przykładów, których dostarczają znakomici wodzowie starożytni; wszyscy oni łączyli kunsztowność własnej ich twórczości z dzielnością militarną. Przecież, jak wiecie, Aleksander tak wielkim szacunkiem otaczał Homera, że Iliadę zawsze miał u wezgłowia125; a zajmował się przecież nader pracowicie nie tylko tymi studiami, ale także dociekaniami filozoficznymi pod kierunkiem Arystotelesa. Alcybiades126 pomnożył swoje talenty i znacznie je rozwinął dzięki wykształceniu literackiemu i pouczeniom Sokratesa. A o tym zaś, ile Cezar wysiłku włożył w studia, świadczą owe dzieła, które przez niego boskim sposobem zostały spisane127. Scypion Afrykański powiadał, że nigdy z ręki nie wypuszczał ksiąg Ksenofonta128, gdzie przedstawiono pod imieniem Cyrusa obraz doskonałego króla. Mógłbym też wam opowiedzieć tu jeszcze o Lukullusie129, o Sulli130, o Pompejuszu131, o Brutusie132 i o wielu innych jeszcze Rzymianach i Grekach; wspomnę jednak tylko o tym, że Hannibal, wódz tak znakomity, lecz z natury okrutny i odległy od jakiegokolwiek człowieczeństwa, wiarołomny i mający w pogardzie tak ludzi, jak i bogów, posiadał przecież pojęcie o wykształceniu literackim i znajomość języka greckiego; jeśli zaś się nie mylę, to kiedyś czytałem, że nawet pozostawił po sobie książkę, którą sam ułożył po grecku133. Mówić jednak wam o tym jest rzeczą zbędną, wiem wszak doskonale, że wszyscy sobie zdajecie sprawę z tego, jak dalece się mylą Francuzi, sądząc, że kultura literacka przynosi uszczerbek sprawności wojskowej. Wszak wiecie, jak prawdziwą podnietą do wielkich i ryzykownych czynów wojennych jest chwała; a ktokolwiek czy to dla zysku, czy też z innego jakiegoś powodu do wojaczki się zabiera, nie dbając o to, czy zdziała coś dobrego, zasługuje na miano nie szlachcica, ale raczej prymitywnego handlarza. To, że prawdziwa chwała to taka, która się zawiera w świętym skarbcu poezji i prozy, pojąć może każdy z wyjątkiem tych nieszczęśliwców, którym nie było dane jej zakosztować. Jakże obłąkany, płochy i prymitywny musi być taki umysł, w którym lektura o czynach i wielkości Cezara, Aleksandra, Scypiona, Hannibala i jeszcze tak wielu innych nie rozpali najgorętszego pragnienia, aby stać się podobnym do nich, i nie pobudzi do wzgardzenia tym marnym i krótkotrwałym życiem po to, aby osiągnąć to nieomal wieczne życie sławy, które – na przekór śmierci – sprawia, iż człowiek żyje w dużo większym blasku niż przedtem. Ten jednak, kto nie czuje uroku literatury, nie może mieć pojęcia o tym, jak wielka jest świetność chwały, którą ona na długo utrwala, sam bowiem sławę mierzy tylko czasem życia jednego czy dwóch ludzi, pamięć jego bowiem już dalej nie sięga. Dlatego tej krótkotrwałej sławy bardzo cenić nie może tak, jakby ją cenił sobie jako prawie wiekuistą, gdyby tylko wiedza o niej nie była niestety przed nim zakryta, skoro zaś nie docenia jej tak bardzo, to możemy zgodnie z rozsądkiem przypuszczać, że nie będzie on również skłonny stawiać czoła niebezpieczeństwu jak ten, kto ma o sławie pojęcie. Nie chciałbym, aby mi tu teraz jakiś antagonista przywoływał świadectwa przeciwko mojej opinii, wskazując na Włochów, którzy przy całym swoim oczytaniu wykazywali od jakiegoś czasu niewielkie zdolności bojowe, co jest niestety aż nadto prawdziwe; z pewnością można stwierdzić, że błąd kilku ludzi spowodował nie tylko ciężką szkodę, ale i ściągnął wieczystą hańbę na wszystkich pozostałych, z tego zaś się wzięła prawdziwa przyczyna naszego upadku i schyłku, jeśli wręcz nie śmierci cnoty w naszych umysłach; jednakże upowszechnienie tego byłoby dla nas znacznie bardziej haniebne aniżeli dla Francuzów ich nieznajomość piśmiennictwa. Lepiej jest przeto pominąć milczeniem to, o czym wspomnieć bez bólu się nie da, a pozostawiając na boku ten temat, który poruszyłem mimo woli, powrócić do naszego dworzanina.

XLIV

Otóż co do niego mianowicie, chciałbym, aby gdy idzie o wykształcenie humanistyczne, był więcej niż tylko przeciętnym erudytą przynajmniej w dziedzinie tych studiów, które nazywamy humanioram; i niechby miał pojęcie nie tylko o języku łacińskim, ale też i o grece, a to z uwagi na liczne i rozmaite sprawy, które w tych językach zostały cudownie opisane. Powinien on być także oczytany w twórczości poetów, a i nie gorzej również w tekstach mówców i historyków, a do tego potrzeba, aby jeszcze biegły był w pisaniu wierszem i prozą, jak dalece to możliwe w owym naszym języku pospolitym; albowiem oprócz zadowolenia, które sam w tym odnajdzie, sprawi, że nigdy mu nie zabraknie okazji do miłych igraszek z damami, które zazwyczaj w rzeczach tego rodzaju się lubują. A jeżeli z powodu innych zajęć czy też z niedostatku biegłości nie osiągnie aż takiej doskonałości, iżby jego pisma miały się okazać warte wielkiej pochwały, to winien być przezorny na tyle, żeby je dobrze gdzieś ukryć, nie dając innym okazji do robienia z siebie pośmiewiska, pokazać zaś je może tylko przyjacielowi, któremu mógłby zawierzyć; bowiem tyle z owego pisania przynajmniej będzie miał pożytku, że to ćwiczenie nauczy go oceniać dzieła innych; wszak doprawdy rzadko się zdarza, żeby ktoś sam z pisaniem nieobyty, jakkolwiek byłby wykształcony, mógł kiedykolwiek wyrobić sobie w sposób doskonały pojęcie o trudach i mozołach pisarzy, czy też odczuć smak słodyczy i świetności stylu oraz owych skrytych uroków, które często odszukać można u Starożytnych. Poza tym uczynią go owe studia biegłym i – jak odrzekł Arystyp134 owemu tyranowi – śmiałym oraz pewnym siebie w rozmowach z innymi. Chciałbym poza tym, aby nasz dworzanin jedną wskazówkę miał na uwadze: zarówno w tej, jak i we wszystkich innych sprawach powinien być zawsze roztropny raczej i powściągliwy aniżeli zuchwały, a wystrzegać się ma fałszywego wmawiania sobie samemu, iż zna się na tym, na czym wcale się nie rozumie: z natury bowiem wszyscy jesteśmy złaknieni chwały bardziej, aniżeli na nią zasługujemy, a nasze uszy kochają melodię słów głoszących pochwałę bardziej niż jakikolwiek inny najsłodszy nawet śpiew czy dźwięk; i dlatego właśnie często, niczym śpiew syren, melodia ta staje się przyczyną katastrofy dla tego, kto nie zamyka swoich uszu na tak zwodniczą harmonię. Starożytni mędrcy mieli pojęcie o tym zagrożeniu i dlatego powstały nawet księgi o tym, jak człowiek może odróżnić prawdziwego przyjaciela od pochlebcy135. Na cóż się jednak to przyda, skoro wielu, a nawet cała rzesza ludzi, jasno zdaje sobie sprawę z tego, że się im tylko schlebia, a przecież kochają owego pochlebcę, zaś w nienawiści mają tego, który mówi im prawdę. A częstokroć się zdarza, że jeśli ten, kto ich wychwala, jest nazbyt w słowach swoich oszczędny, to oni sami go wspomagają i od siebie wygadują takie rzeczy, że najbezwstydniejszy pochlebca by się ich nie powstydził. Pozostawmy więc tego rodzaju zaślepionych w ich błędzie, zaś nasz dworzanin niechby tak zdrowy miał rozsądek, iżby nie pozwalał sobie uważać tego, co czarne, za białe, ani też by nie polegał tylko na swoim mniemaniu, jeśli nie ma jasnej wiedzy o tym, co można uznać za prawdę; dotyczy to zwłaszcza sposobów, o których, jeśli dobrze pamiętacie, wspomniał tu pan Cezar, a mianowicie takich, którymi najczęściej się posługujemy, aby zrobić z kogoś durnia. Otóż przeciwnie, jeżeli ktoś nie chce popaść w błędy, a wie dobrze, iż pochwały, którymi go obsypujecie, mają prawdziwe uzasadnienie, niech ich nie przyjmuje jako oczywistych, ani też niech im nie przytakuje bez protestu; ale raczej powinien im skromnie jakby zaprzeczać, wskazując zawsze i wiarygodnie jako na swoje główne zajęcie wojaczkę, zaś wszystkie inne swoje sprawności jako umiejętności tej ozdobę; a przebywając wśród wojskowych. niech się szczególnie stara nie zachowywać jak ci, którzy wymagają koniecznie od ludzi oręża, żeby się zajmowali studiami, zaś pomiędzy wojskowymi szukają literatów. Tym sposobem, z przyczyn, o których już mówiliśmy, dworzanin uniknie afektacji, a rzeczy przeciętne, które zdziała, wydadzą się innym doniosłymi.

XLV

Odrzekł na to pan Piotr Bembo: – „Nie wiem hrabio, jakże to możecie życzyć sobie, aby ów dworzanin, będąc tak wykształconym literacko i obdarzonym tak wieloma rozmaitymi godnymi podziwu zaletami, uważał to wszystko za ozdobę tylko dla rzemiosła wojennego, to zaś natomiast, co do rzemiosła rycerskiego należy, oraz wszystkie inne zajęcia tylko za dekorację zaledwie jego literackiego obycia; wszak przecież literatura bez żadnych innych dodatków samą godnością swoją tak przewyższa czyny orężne, jak umysł góruje nad ciałem, a to z powodu, że jej uprawianie w sposób właściwy jest sprawą umysłu, tak jak czyny wojenne są sprawą ciała”.

Odpowiedział mu wtedy hrabia: – „Ależ przeciwnie, wojowanie jest sprawą zarówno umysłu, jak i ciała. Nie chcę jednak, panie Piotrze, abyście w tej kwestii zostali sędzią, albowiem bylibyście nazbyt podejrzani o sprzyjanie jednej ze stron; a skoro ten spór wiodą nie od dzisiaj ludzie wielkiej mądrości, to nie ma potrzeby go tutaj wznawiać; ja wszelako uważam go za rozstrzygnięty jednak na korzyść oręża i chciałbym, aby nasz dworzanin, o ile mogę go tutaj sobie wyobrazić, tak jak bym sobie tego życzył, również był tego zdania. Jeśli wy zaś twierdzicie inaczej, to wstrzymajcie się z osądem, dopóki nie wysłuchacie relacji o starciu pomiędzy tymi, którzy trzymając stronę oręża, posługują się orężem, a tymi, którzy broniąc racji wykształcenia literackiego, z niego właśnie czynią użytek; jeśli bowiem każda ze stron użyje broni dla siebie właściwiej, to literaci przegrają”. – „Ach – odrzekł na to pan Piotr – dopiero co potępialiście Francuzów za to, że zbyt nisko doceniają wykształcenie literackie, mówiliście też, w jakimże to wielkim blasku chwały literatura ukazuje ludzi i jak ich unieśmiertelnia; a teraz oto się wydaje, że zmieniliście zdanie. Czyż nie pamiętacie, że

Nad głazem, który krył Achilla zwłoki,

Rzekł Aleksander, tchnąc zazdrością skrycie:

Szczęśliwy człecze! Dzielne miałeś życie –

I wieszcz twą sławę rozniósł w świat szeroki!136.

Jeżeli zatem Aleksander żywił zazdrość wobec Achillesa nie z uwagi na jego dokonania, lecz z powodu losu, który zechciał uszczęśliwić go tym, że czyny jego uczcił Homer, to można z tego wywnioskować, że Aleksander cenił poematy Homera wyżej, aniżeli to, co orężem zdziałał sam Achilles. Jakiegoż więc innego osądu czy też wyroku oczekujecie w sprawie wartości oręża i literatury, aniżeli ten, który został wydany przez największego wodza, jaki kiedykolwiek istniał?”.

 

XLVI

Odpowiedział mu hrabia: – „Ganię Francuzów za to, że uważają, iż kultura literacka szkodzi rzemiosłu wojskowemu i będę utrzymywał, że oczytanie nikomu bardziej nie przystoi, niż wojownikowi; chciałbym przeto, aby nasz dworzanin posiadł obie te umiejętności zespolone i wzajemnie się wspierające, co jest najbardziej stosowne; wydaje mi się więc, że co do tego nie zmieniłem mojej opinii. Ale, jak powiedziałem, nie chciałbym teraz roztrząsać, która z nich najbardziej godna jest pochwały. Wystarczy, że ludzie pióra prawie nigdy nie obierają sobie za przedmiot pochwał nikogo innego, jak tylko wielkich ludzi i ich chwalebne czyny, które same przez się zasługują na pochwałę ze względu na właściwą im istotną zacność, od której biorą początek; są one poza tym najszlachetniejszym materiałem dla pisarzy, stanowią bowiem wielką ozdobę i do pewnego stopnia przyczynę unieśmiertelnienia ich pism, które być może nie byłyby tak czytane i doceniane, gdyby brakowało w nich tematu szlachetnego, a znajdowały się tam tylko rzeczy miałkie i błahe. Gdyby Aleksander zazdrościł Achillesowi tego, że tak sławiony był przez Homera, to stąd nie wynika, że wyżej cenił poezję nad oręż; gdyby bowiem pod względem sławy ustępował Achillesowi tak dalece, jak w tyle za Homerem pozostawaliby ci wszyscy, którzy by jego chwałę mieli opiewać, to pewien jestem, że przede wszystkim sam od siebie wymagałby świetnych czynów, aniżeli oczekiwały od innych czczych pochwał. Uważam przeto, że ta jego wypowiedź była rodzajem milczącej pochwały samego siebie oraz wyrazem pragnienia tego, czego – jak sądził – mu brakowało, a mianowicie doskonałych umiejętności pisarza, nie zaś tego, co – jego zdaniem – już osiągnął, czyli waleczności orężnej, co do której nie całkiem uważał Achillesa za wyżej stojącego od siebie; dlatego też nazwał go szczęśliwym, czyniąc jakby aluzję do tego, że gdyby jego sława w przyszłości miała nie dorównywać tej Achillesowej, tak olśniewającej i świetnej dzięki boskiemu poematowi, to stałoby się tak nie dlatego, że jego własna waleczność i zasługi były mniejsze albo mniej godne takiego rozgłosu, lecz zdarzyło się to za sprawą losu, z którego woli to Achillesowi przypadł w udziale ów cud natury, czyli fanfara sławiąca jego dokonania; a może też i pragnął w ten sposób pobudzić jakiś szlachetny talent do napisania także o nim samym, okazując w ten sposób, że byłoby mu to miłe tak bardzo, jak bardzo on sam kochał i czcił święte pomniki piśmiennictwa, o których dość już tutaj powiedziano”. – „Wcale nie nazbyt dużo – odrzekł na to pan Ludwik Pio – uważam bowiem, że nie sposób jest znaleźć na świecie naczynia tak pojemnego, iżby pomieścić ono mogło wszystko to, co chcielibyście przypisać naszemu dworzaninowi”. – Na to znów hrabia: – „Poczekajcie trochę, bo wszak jest jeszcze dużo innych zalet, które chcecie, aby posiadał”. – Odpowiedział na to Piotr z Neapolu: – „W takim razie Grasso de’ Medici miałby wielką przewagę nad Piotrem Bembo”137.

XLVII

Roześmiali się na to wszyscy, zaś hrabia wznowił rozmowę takimi słowy: – „Winniście panowie wiedzieć, że nie zadowoli mnie taki dworzanin, który nie będzie jeszcze dodatkowo muzykiem; poza tym potrzeba, iżby rozumiał i potrafił czytać nuty, niechby też wreszcie umiał grać na rozmaitych instrumentach; jeśli bowiem rozumujemy prawidłowo, to nigdzie nie można znaleźć lepszego ukojenia w znoju ani lekarstwa dla zmęczonego umysłu, które byłoby stosowniejsze i godniejsze naszego odpoczynku, aniżeli muzyka właśnie; szczególnie zaś dotyczy to dworów, gdzie oprócz uśmierzania przykrości, czemu muzyka zawsze sprzyja, wiele się tam czyni dla sprawienia radości damom, których delikatne i łagodne umysły z łatwością przenika harmonia i wypełnia słodycz. Dlatego też żaden to jest dziw, że zarówno w czasach starożytnych, jak i obecnie damy zawsze bywały muzykom życzliwe, zaś samą muzykę uważały za najwdzięczniejszy pokarm dla umysłu”. – Na to tak odezwał się pan Gaspar: – „Uważam, że muzyka na równi z wieloma innymi błahostkami przystaje damom, może nawet i tym niewielu, które cośkolwiek podobne są do mężczyzn, ale nie tym ludziom, którzy w rzeczywistości nimi są; ci bowiem nie powinni, zażywając rozkoszy, czynić swoich umysłów zniewieściałymi i poddawać je tym sposobem lękowi przed śmiercią”. – „Nie mówcie tak – odpowiedział hrabia – bo skłonicie mnie do wejścia na rozległe morze pochwały muzyki; wspomnę tu tylko o tym, jak to u Starożytnych była ona czczona i uważana za rzecz świętą; wszak w opinii najmądrzejszych filozofów świat został skomponowany z muzyki, niebiosa poruszają się harmonijnie, zaś nasza dusza urządzona jest na tej samej zasadzie, dlatego muzyka pobudzą ją i przywraca życie jej sprawności. Dlatego właśnie, jak piszą, Aleksander bywał po wielokroć tak płomiennie nią podniecony, że musiał czasami wbrew swej woli opuszczać ucztę i biec po broń; potem zaś, kiedy muzyk zmieniał rytm i nastrój melodii, opamiętywał się, odkładał broń i wracał do uczty. A powiem wam, że nawet poważny Sokrates uczył się gry na cytrze i to w podeszłym wieku138. Przypomina mi się też, jak słyszałem kiedyś, że i Plato139 i Arystoteles140 uważali, iż człowiek wykształcony powinien także być muzykiem, a twierdzili tak, przytaczając na to nieskończenie dużo racji: takich oto mianowicie, że władza muzyki nad nami jest przepotężna, i że z wielu przyczyn, o których tutaj byłoby zbyt długo opowiadać, wpajać ją należy człowiekowi od dziecka, nie tyle ze względu na sam jedynie płytki urok melodii, którą się słyszy, ile z uwagi na to, że jest ona w stanie wszczepić w nas nowe szlachetne usposobienie oraz wpoić skłonność ku cnocie, co czyni umysł bardziej zdolnym do odczuwania szczęścia, podobnie jak ćwiczenia fizyczne czynią ciało bardziej krzepkim; a nie tylko nie szkodzi ona sprawom publicznym ani też sprawności rycerskiej, ale w najwyższym stopniu im służy. Likurg przecież w swoich surowych prawach muzykę aprobował141. Przeczytać też można o tym, że najwaleczniejsi Lacedemończycy i Kreteńczycy podczas bitew grali na cytrach oraz na innych wdzięcznie brzmiących instrumentach142, a także i o tym, że najznakomitsi dowódcy starożytni, jak Epaminondas143, uprawiali kunszt muzyczny, zaś tych, którzy – jak Temistokles144 – nie znali się na niej, ceniono znacznie niżej. Czyż nie czytaliście, że pośród najpierwszych umiejętności, jakie zacny starzec Chiron145 wpajał od wczesnej młodości Achillesowi, którego piastował, karmiąc mlekiem i kołysząc, była właśnie muzyka, oraz że ten mądry nauczyciel nalegał, aby owe ręce, które miały przelać tyle krwi trojańskiej, często bywały zajęte grą na cytrze?146 Który żołnierz wstydziłby się naśladować Achillesa, nie mówiąc już o wielu innych sławnych dowódcach, których mógłbym tu dla przykładu przywołać? Nie chciejcie przeto pozbawiać naszego dworzanina muzyki, która nie tylko zmiękcza umysły ludzkie, ale też często nawet okrutne bestie czyni łagodnymi147; a ten, kto nie znajduje w niej upodobania, pewnym być może, że brak mu równowagi wewnętrznej. Zobaczcie, jak wielką ma ona moc, skoro się kiedyś tak zdarzyło, że ryba pozwoliła powozić sobą człowiekowi pośrodku wzburzonego morza148. Muzyka rozbrzmiewa w świątyniach, kiedy oddajemy chwałę i dziękczynienie Bogu; a nie sposób wątpić, że jest Mu miła i że nam ją podarował jako najsłodsze ukojenie w naszych trudach i kłopotach. Stąd też często utrudzeni robotnicy pracujący w polu pod palącym słońcem oszukują swoje zmęczenie szorstką i prostą pieśnią. Z pomocą muzyki prosta wiejska dziewczyna, która wstaje, nim dzień nadejdzie, aby prząść albo tkać, broni się nią przed sennością, a swój trud czyni znośnym. Muzyka jest najmilszą rozrywką dla biednych marynarzy udręczonych deszczami, wiatrami i burzami; pocieszają się nią pielgrzymi umęczeni nudnymi i długimi podróżami, niekiedy zaś też i smucący się w łańcuchach i kajdanach więźniowie. Wreszcie jako mocny argument na rzecz twierdzenia, że melodia, nawet ta bardzo prymitywna, przynosi wielką ulgę, niech służy fakt, że sama natura zdaje się uczyć piastunkę, iż jej śpiew jest głównym lekarstwem na nieustający płacz wątłych dzieciątek: one na dźwięk jej głosu uspokajają się i zapadają w cichy sen, zapominając o łzach, które są ich codziennością, dla nas zaś są daną nam przez naturę już w tym wieku zapowiedzią tego, co nas czeka w dalszym życiu.

XLVIII

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?