Książka o dworzaninie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

XI

Propozycja takiej zabawy bardzo się wszystkim spodobała i każdy się szykował, żeby coś powiedzieć na ten temat; wobec tego, że pani Emilia nie miała żadnej uwagi w tej kwestii, pan Piotr Bembo, który zajmował miejsce jako następny w kolejności, odezwał się tymi słowy: – „Panowie, zabawa, którą zaproponował nam pan Oktawian, nie wzbudziła w moim umyśle najmniejszych zastrzeżeń, kiedy rozprawiał o pogardzaniu miłością: wszak ono to właśnie, acz rozmaicie bywa okazywane, jest moim zdaniem zawsze bardzo gorzkie; nie sądzę również, ażeby to ode mnie można się było nauczyć, jak używając jakiejkolwiek przyprawy, można je skutecznie osłodzić; być jednak może, iż wzgarda owa bywa mniej lub bardziej cierpka, w zależności od przypadku, od którego wzięła swój początek. Przypominam sobie bowiem, że spotkałem pewną damę, której służyłem bardzo w niej zakochany i która się na mnie rozgniewała, bądź to z powodu nieuzasadnionego podejrzenia, które powzięła co do mojej wobec niej nielojalności, bądź też za sprawą jakiejś innej bezpodstawnej wątpliwości, która się w niej zrodziła pod wpływem czyichś słów wypowiedzianych na moją zgubę; w moim odczuciu żadna udręka nie mogła się równać z moją, a zdawało mi się, że największe cierpienie, które odczuwałem, wynikało stąd, iż wcale na tę udrękę nie zasłużyłem i że spadła ona na mnie nie z mojej winy, lecz że przyczyną był brak miłości ze strony tej kobiety. Innym znów razem znalazłem ją oburzoną na mnie z powodu jakiegoś mojego błędu i wtedy uświadomiłem sobie, że powodem jej gniewu była jednak moja wina; i tak oto doszedłem do wniosku, że moja poprzednia niedola była całkiem błaha w porównaniu z tą, która mnie dręczyła obecnie; stwierdziłem także, iż znalezienie się, i to z mojej winy, w niełasce u osoby, której tak bardzo pragnąłem i której z tak wielkim mozołem starałem się przypodobać, stało się dla mnie prawdziwie wielkim utrapieniem, przewyższającym wszystkie inne. Pragnąłbym przeto, aby nasza zabawa polegała na tym, że każdy z nas powie, co bardziej mu odpowiada: mianowicie czy woli w przypadku, gdyby jego ukochana pogniewała się na niego, sam przyczynę jej niechęci spowodować, czy też chciałby, żeby nieżyczliwość tej kobiety w niej samej się zrodziła; wtedy bowiem moglibyśmy stwierdzić, kto cierpi dotkliwiej: czy ten, kto sprawi przykrość osobie kochanej, czy też ten, kto przykrości doznaje od osoby, którą kocha”.

XII

Każdy oczekiwał, co odpowie na to pani Emilia, ta zaś, nie odnosząc się do tego, co powiedział Bembo, zwróciła się do pana Fryderyka Fregoso i dała mu znak, aby powiedział o swoim z kolei pomyśle na grę, ten zaś zaczął bez zwłoki: – „Pani, pragnąłbym, aby mi było wolno, jak się to czasami zdarza, przystać na pomysł już tu przez kogoś zgłoszony, jako że chętnie zgadzam na wszystkie spośród zabaw zaproponowanych już przez panów; zaiste bowiem uważam, że wszystkie byłyby przyjemne. Żeby jednak się nie sprzeniewierzać regułom naszej gry powiem, iż ktokolwiek by chciał głosić pochwałę naszego dworu – nie wspominając już o zasługach naszej księżnej pani, której sama tylko boska cnota starczyłaby do tego, aby najlichsze nawet duchy, jakie są tylko na świecie, wznieść się udało z ziemi do nieba – to rzec by należało, bez posądzenia kogokolwiek o pochlebstwo, że w całej Italii tylko z niemałym chyba trudem znalazłoby się tylu kawalerów, co tutaj obecnych, i to tak wybitnych, tak znakomitych, gdy idzie o rozmaite umiejętności, o ich najważniejszych zaletach, jakie się odnoszą do dworności, już nie wspominając. Nie od rzeczy będzie w takim razie przypuszczać, że jeśli gdziekolwiek są ludzie, którzy zasługują na to, aby nazywać ich dobrymi dworzanami i którzy umieją orzec, na czym polega doskonałość rzemiosła dworskiego, to znajdują się oni właśnie tutaj. Aby przeto skarcić rozlicznych głupców, którzy uważają, że na miano dobrego dworzanina można zasłużyć zarozumiałością i wygadywaniem niedorzeczności, chciałbym, aby gra, którą się zabawiamy tego wieczora, polegała na wybraniu kogoś spośród naszego tu towarzystwa, komu się powierzy zadanie odmalowania słowami wizerunku doskonałego dworzanina, z objaśnieniem wszystkich warunków i szczególnych zalet oczekiwanych od kogoś, kto na takie miano zasługuje. W tych zaś sprawach, co do których nie byłoby zgodności, niech będzie wolno każdemu wyrazić opinię przeciwstawną, jak to bywa w szkołach filozofów wobec tego, kto głosi jakąś tezę”. – Pan Fryderyk dalej by jeszcze ciągnął swoją wypowiedź, ale przerwała mu pani Emilia, mówiąc: – „Oto taka będzie teraz, za pozwoleniem księżnej pani, nasza zabawa”. Na to rzekła księżna pani: – „Owszem, to mi się podoba”. – Zatem prawie wszyscy obecni wszczęli przemowy, bądź to do księżnej pani, bądź też do siebie nawzajem, o tym, iż to właśnie by była najpiękniejsza z możliwych gier, jaką można by się zabawić, i bez oczekiwania na to, co jeden odpowie drugiemu, prosili panią Emilię, aby zarządziła, kto z nich ma zacząć. Ta zaś zwróciła się do księżnej pani z następującymi słowami: – „Rozkażcie, pani, komu wedle waszego upodobania należy powierzyć to przedsięwzięcie, ja bowiem nie chcę, przedkładając jednego nad kogoś innego, okazać, że uważam tego właśnie za najbardziej odpowiedniego spośród innych i tym sposobem wyrządzić krzywdę komukolwiek”. – Odrzekła na to księżna pani: – „Sama dokonajcie tego wyboru i strzeżcie się, aby swoim nieposłuszeństwem nie dać innym złego przykładu, tak iżby tacy również stali się niezbyt posłuszni”.

XIII

Wtedy pani Emilia, śmiejąc się, rzekła do hrabiego Ludwika da Canossa: – „Zatem wy, hrabio, aby czasu więcej nie marnować, będziecie tym, komu powierzymy to przedsięwzięcie wedle sposobu przedstawionego nam przez pana Fryderyka; nie dlatego zaiste, byśmy uważali, że wy właśnie jesteście tak dobrym dworzaninem, iżby wam tylko można było przypisać wiedzę o tym wszystkim, co tylko tej funkcji odpowiada, ale dlatego, iż kiedy przedstawicie całą sprawę przewrotnie, jak mamy nadzieję uczynicie, nasza zabawa stanie się wyjątkowo pasjonująca, każdy wszak będzie musiał coś wam na to odpowiedzieć; gdyby bowiem powierzyć to zadanie komuś innemu, kto wiedziałby więcej na ten temat niż wy, nie sposób by było takiemu mówcy sprzeciwić się w czymkolwiek, on bowiem wypowiadałby prawdy oczywiste i przez to zabawa stałaby się nudna”. – Na to z miejsca odparł hrabia: – „Pani, nie ma obawy, żeby zabrakło sprzeciwu wobec tego, kto głosi prawdę, jak długo tylko was tutaj nie zabraknie”. – Po czym, gdy ucichł śmiech tą odpowiedzią wywołany, przemawiał dalej: – „Jeśli o mnie idzie, to zaiste, o pani, bardzo chętnie uniknąłbym tego trudu, który wydaje mi się nazbyt kłopotliwy, choć przyznaję, że to, co powiedzieliście żartem, jest faktycznie czystą prawdą, a mianowicie, iż nie wiem, co przystoi dobremu dworzaninowi; nie zamierzam też tego dowodzić, przywołując inne jakieś świadectwo, albowiem gdybym nie przestrzegał prawideł dworności, ktoś mógłby sądzić, że ich nie znam; aczkolwiek uważam, że moje uchybienie byłoby mniejsze, bowiem niewątpliwie gorszą jest rzeczą nie chcieć czynić dobra, aniżeli nie wiedzieć, jak je czynić. Skoro jednak tak się wam spodobało, abym się podjął tego trudu, nie mogę ani też nie chcę wam odmówić, aby się nie sprzeciwić zasadzie lub waszemu osądowi, który cenię znacznie wyżej, aniżeli mój własny”. – Wtedy pan Cezar Gonzaga odezwał się tymi słowy: – „Ponieważ teraz minęła już pora wieczorna, tu zaś pojawiły się liczne inne jeszcze rodzaje zabawnych propozycji, pewnie lepiej będzie odłożyć naszą rozmowę do jutra i dać hrabiemu czas na przemyślenie tego, co miałby do powiedzenia, zaprawdę bowiem improwizowanie rozmowy na taki temat, to sprawa trudna”. – Odpowiedział na to hrabia: – „Nie chcę postąpić jak ten, co to rozebrawszy się do koszuli, skakał gorzej niż wtedy, gdy był odziany w habit, przeto uważam za okoliczność sprzyjającą, że pora jest późna, bowiem z uwagi na krótkość czasu zmuszony byłbym mówić niewiele, a brak czasu na namysł nie usprawiedliwi mnie na tyle, iż wolno mi będzie mówić bezkarnie wszystko, co tylko przyjdzie mi na język. Dlatego nie chcąc już dłużej dźwigać na barkach owego ciężaru powinności, powiem, że w każdym przypadku rozeznanie, czym jest prawdziwa doskonałość, tak bardzo jest trudne, że prawie niemożliwe, a to z powodu zróżnicowania osądów. Wielu bowiem jest takich, którym wyda się pełnym wdzięku człowiek gadatliwy i takiego nazwą miłym; inni znów zachwycać się będą czyjąś skromnością; jeszcze inni człowiekiem ruchliwym i niespokojnym; tamci znów kimś, kto okazuje spokój i rozsądek; a tak każdy pochwala i potępia wedle własnego uznania, zawsze przydając występkowi miano pokrewnej mu cnoty, albo też cnocie miano pokrewnego jej występku, określając na przykład kogoś zarozumiałego mianem niezależnego, skromnego nazywając nieciekawym, ignoranta – poczciwym, łotra – przebiegłym, i tak dalej w tym samym stylu. A jednak przecież sądzę, że każda rzecz ma swoją doskonałość, aczkolwiek ukrytą; tę zaś mogą określić podczas rozumnych dyskusji ci, którzy mają o tych sprawach pojęcie. Ponieważ jednak, jak powiedziałem, częstokroć prawda pozostaje w ukryciu, ja zaś nie mogę się poszczycić posiadaniem wiedzy na ten temat, to przecież nie mogę wysławiać innego wzorca dworzanina jak tylko taki, który cenię najwyżej i aprobować tylko taki, który – wedle mego skromnego uznania – wydaje mi się najbardziej podobny do tego właściwego; jego to właśnie będziecie naśladować, jeśli się wam wyda dobry, albo też trzymać się będziecie swojego własnego wzorca, jeśli będzie odmienny od mojego. Ja także nie będę się upierał przy tym, że mój ma być lepszy od waszego; nie tylko wam bowiem zdawać się może jakaś rzecz taką, mnie zaś inną, ale nawet i mnie samemu dana rzecz raz może się wydawać taką, a za moment inną.

XIV

Pragnę tedy, aby ów nasz dworzanin był z urodzenia szlachcicem i pochodził ze szlachetnego rodu; większość bowiem nie zaprzeczy twierdzeniu, że plebejusz zwykł ustępować innym, gdy idzie o zacne czyny częściej aniżeli szlachcic; ten bowiem jeśli zbacza z drogi swoich przodków, plami imię swojej rodziny, a nie tylko że niczego nie przymnaża, to jeszcze traci to, co już zostało nagromadzone; szlachectwo wszak jest niczym jasna lampa, która ukazuje i pozwala dostrzec czyny zarówno dobre, jak i złe, motywując i zachęcając do cnoty tyleż przez wzgląd na lęk przed zhańbieniem, ile też w nadziei zdobycia sławy; a skoro splendor szlachetnego urodzenia nie przyozdabia uczynków plebejuszów, to w takim razie brakuje im owej podniety, a zarazem też i obawy przed okryciem się niesławą, nie czują się oni również zobowiązani do pójścia jeszcze dalej w swoich dokonaniach aniżeli ich przodkowie; natomiast szlachetnie urodzony uważa za rzecz godną nagany, jeśliby przynajmniej nie dorównywał swymi czynami wyżynom, które osiągnęli jego antenaci. Dlatego zdarza się prawie zawsze, że w bitwach i w innych zacnych poczynaniach najlepiej odznaczają się ludzie szlachetnie urodzeni, bowiem to natura, gdy chodzi o wszystkie te sprawy, zasiała w nich owo tajemne nasienie, które obdarza pewnego rodzaju siłą i właściwością jego istocie przypisaną każdego, kto od niego bierze początek i kogoś takiego czyni do siebie podobnym; a to widzimy nie tylko na przykładzie ras koni lub innych zwierząt, ale też jeszcze i u drzew, których odrosty prawie zawsze upodabniają się do pnia; jeżeli zaś te czasem wyrodnieją, to winien jest temu kiepski ogrodnik. Tak też się dzieje z ludźmi, którzy jeżeli poprawnie są wychowywani, prawie zawsze podobni bywają do tych, od których się wywodzą albo często stają się jeszcze od nich lepsi; jeżeli jednak zabraknie tych, którzy o dobre ich wychowanie się zatroszczą, wtedy jakby dziczeją i nigdy dojrzałości nie osiągną. Prawdą jest przeto, że albo za sprawą gwiazd, albo też natury rodzą się niektórzy wyposażeni w tak wiele wdzięku, że wydaje się, iż niezrodzeni zostali, lecz raczej jakby bóg jakiś własnymi dłońmi ich uformował i przyozdobił wszystkimi zaletami ducha i ciała; podobnie też wielu jest nieudolnych i nieokrzesanych, o których trudno jest sądzić inaczej, jak tylko, że pojawili się na świecie za przyczyną złośliwości i szyderstwa samej natury. Tacy przeto, nawet pilnie się starając i przestrzegając zacnych obyczajów, niewiele mogą zazwyczaj wydać dobrych owoców swego działania, gdy natomiast tamci niewielkim wysiłkiem wznoszą się na szczyt najwyższej doskonałości. Aby zaś dać wam przykład, popatrzcie oto na Hipolita d’Este kardynała Ferrary38, który od swego urodzenia odznacza się tak wielką klasą; jego osoba, wygląd, słowa i wszystkie jego ruchy w tak wielkim stopniu są zharmonizowane i pełne wdzięku, iż nawet pomiędzy najstarszymi prałatami, pomimo że sam jest młody, cieszy się tak poważanym autorytetem, iż bardziej się wydaje odpowiednim do tego, aby nauczać, niż bywać pouczanym; podobnie w rozmowach z mężczyznami i z kobietami różnego stanu, w zabawach, w śmiechach, w żartach odznacza się szczególnego rodzaju delikatnością i manierami tak pełnymi wdzięku, że każdy, kto z nim rozmawia, czy nawet tylko na niego patrzy, pozostaje na zawsze do niego przywiązany. Wracając jednak do naszego tematu, powiem, że istnieje jeszcze stan pośredni pomiędzy owym znakomitym wdziękiem a bezsensowną głupotą; ci bowiem, których natura nie obdarzyła tak doskonale, staraniem i wysiłkiem mogą wygładzić i skorygować w znacznej części swoje przyrodzone ułomności. Otóż pragnąłbym, aby dworzanin oprócz posiadania szlachectwa był pod tym względem uprzywilejowany i by miał dane od natury nie tylko uzdolnienie oraz piękny kształt osoby i ruchu, ale też pewien wdzięk i – jak się to mówi – wyraz twarzy, który czyni go w oczach każdego, kto nań spogląda, miłym i przyjemnym; to zaś powinno być, moim zdaniem, ozdobą, która harmonizuje i wspiera wszystkie jego czynności i która na pierwszy rzut oka zapowiada, jak bardzo cenne są towarzystwo i przychylność każdego wielkiego pana”.

 

XV

Wtedy, nie oglądając się na innych, odezwał się pan Gaspar Pallavicino: – „Żeby trzymać się ustanowionego porządku naszej gry i by nie robić wrażenia, że nie przywiązujemy znaczenia do danego nam uprawnienia, które pozwala nam na sprzeciw, powiadam, iż moim zdaniem szlachectwo dworzanina nie wydaje się warunkiem koniecznym; i gdyby mi przyszło na myśl, aby rzec coś, co dla wszystkich nas tutaj byłoby czymś nowym, to bym przywołał liczne przykłady takich, którzy urodzeni z najszlachetniejszej krwi okazali się pełnymi występków, zaś odwrotnie, wskazałbym wielu plebejuszów, którzy swoją cnotą uświetnili swoje potomstwo. Otóż jeśli prawdą jest to, coście przed chwilą powiedzieli, a mianowicie iż w każdym przypadku ujawnia się owa tajemna moc dającego im początek nasienia, to w takim razie my wszyscy znajdowalibyśmy się w tej samej kondycji, mając ten sam początek, zaś żaden człowiek nie byłby bardziej szlachetny aniżeli ktoś inny. Tymczasem wszelako, jak sądzę, z naszej różnorodności oraz ze zróżnicowania na ludzi znakomitych i na ludzi podłych wynikają inne jeszcze liczne skutki: tymi zaś, jak uważam, zarządza fortuna, bowiem widzimy, że sprawuje ona rządy we wszystkich sprawach tego świata i jakby się nawet bawi, wznosząc pod niebiosa kogoś, kto żadnej nie ma zasługi, albo też grzebie w otchłani ludzi najgodniejszych wywyższenia. Potwierdzam w zupełności to, coście tu powiedzieli o szczęściu ludzi od samego urodzenia obdarzonych pięknym duchem i ciałem, to wszystko jednak spotyka się zarówno u plebejuszy, jak też u ludzi szlachetnie urodzonych, bowiem natura nie kieruje się aż tak subtelnymi rozróżnieniami; przeciwnie, jak powiedziałem, często się widzi u ludzi najniższego stanu najznakomitsze dary natury. Przeto więc, jeśli owo szlachectwo nabyć można nie z powodu uzdolnień ani siłą, ani też za pomocą sztuki i jeśli jest ono zasługą raczej naszych przodków aniżeli naszą własną, to wydaje mi się rzeczą bardzo dziwną, aby – skoro rodzice naszego dworzanina byliby plebejuszami – we wszystkich jego zaletach dopatrywać się należało jakichś ułomności i żeby wszystkie te jego przymioty, któreście tu wymieniali, miały nie wystarczyć do wyniesienia go na szczyty doskonałości, a mam na myśli jego uzdolnienia, piękno postaci, harmonijność osoby oraz ów wdzięk, który od pierwszego wejrzenia zawsze go czyni dla każdego wielce miłym.

XVI

Odrzekł na to hrabia Ludovico: – „Nie przeczę, że ludźmi niskiego stanu powodować mogą te same cnoty, co i ludźmi szlachetnie urodzonymi, ale – by nie powielać tego, co już tutaj powiedziano wraz z wieloma innymi jeszcze uzasadnieniami, jakie przywoływać by można na chwałę szlachectwa, które przez każdego i zawsze jest otaczane szacunkiem, rozumnie jest bowiem twierdzić, że z ludzi zacnych rodzą się zacni – skoro mamy tu wyobrazić dworzanina bez jakiejkolwiek ułomności, w którym gromadzi się wszystko, co chwalebne, to wydaje mi się koniecznością postulować, by był szlachetnie urodzony tyleż z wielu innych powodów, co przez wzgląd na opinię powszechną, skwapliwie szlachectwu przychylną. Oto bowiem, gdyby było dwóch dworzan, co do których nie miano by innego rozeznania jak tylko na podstawie ich czynów dobrych bądź też złych, natychmiast – gdy tylko by się dowiedziano, że jeden jest szlachetnie urodzony, drugi zaś nie – ów plebejusz znacznie mniejszym by się cieszył szacunkiem aniżeli tamten szlachcic i wiele by trzeba było wysiłku i czasu, aby w umysłach ludzi uformowała się o nim dobra opinia, jaką ten pierwszy wyrobił sobie w jednej chwili i to tylko dlatego, że jest szlachcicem. A jak ważne są tego rodzaju wrażenia, każdy może pojąć to z łatwością; albowiem, gdy o nas chodzi, widzieliśmy, jak i w tym domu pojawiali się ludzie, którzy – acz skrajnie głupi i niezręczni – cieszyli się przecież w całej Italii sławą najznakomitszych dworaków; i chociaż w końcu zostali zdemaskowani i rozpoznani, to przecież wielu przedtem wprowadzili w błąd, utwierdzając w naszych umysłach ową opinię o sobie, którą pierwotnie o nich powzięliśmy, choć przecież postępowali stosownie do swojej lichej wartości. Widzieliśmy także innych, którzy z początku wzbudzali bardzo niewielki szacunek, potem jednak uznani zostali za godnych najwyższej oceny. Rozmaite są przyczyny tego rodzaju błędów; między innymi należy do nich upór panów, którzy pragnąc dokonywać rzeczy niezwykłych, czasami wyświadczają łaskę takiemu, co zasługuje raczej na niełaskę. Często też jeszcze i oni sami bywają ofiarami oszustwa; ponieważ jednak tacy ludzie zawsze mają nieskończenie wielu naśladowców, fawory, jakich doznają, zyskują im bardzo rozległą famę, którą przeważnie kierują się osądy ludzkie; i jeżeli pojawi się cokolwiek, co zdaje się przeczyć powszechnej opinii, ludzie skłonni są nie dowierzać raczej samym sobie, a zawsze dopatrują się jakichś okoliczności ukrytych, bowiem wydaje się, że owe opinie powszechne powinny się opierać na prawdziwych faktach i rodzić się z rozumnych przesłanek. Dzieje się tak, skoro umysłom naszym najbliższe są uczucia miłości i nienawiści, jak to widać przy okazji różnego rodzaju turniejów, rozgrywek i innych rodzajów współzawodnictwa, gdzie widzowie często przywiązują się uczuciowo bez oczywistego powodu do jednej ze stron, pragnąc bezgranicznie, aby jedni zwyciężyli, a drudzy przegrali. Co zaś do opinii na temat wartości ludzi, to dobra bądź zła sława już w pierwszej chwili, gdy tylko do nas dociera, skłania nasz umysł ku jednej z owych dwóch namiętności. Zdarza się przeto, że przeważnie oceniamy ludzi z miłością albo też z nienawiścią. Widzicie więc, jak bardzo ważne byłoby to pierwsze wrażenie i jak bardzo usilnie powinien się starać od samego początku każdy, kto myśli o osiągnięciu statusu i miana dobrego dworzanina.

XVII

Aby jednak przejść do paru szczegółów: uważam, że głównym i prawdziwym zajęciem dworzanina powinna być służba wojskowa, której – tak bym to widział – winien się poświęcać z pasją, i to aby słynął wśród ludzi swoim zapałem, walecznością oraz wiernością temu, komu służy. Miano zaś posiadacza wszystkich tych dobrych zalet powinien nabywać, okazując je praktycznie o każdym czasie i w każdym miejscu, bowiem nie godzi się, pod groźbą najsurowszego potępienia, aby kiedykolwiek mu ich zabrakło. I jak w przypadku kobiety raz splamionej czci nigdy już się nie da przywrócić do stanu pierwotnego, tak i reputacja szlachcica, który nosi broń, jeśli raz tylko w najdrobniejszym jakimś szczególe splami się on tchórzostwem albo innym jakimś czynem niegodnym, na zawsze pozostanie zhańbiona w oczach świata i pełna sromoty. Przeto im doskonalszy będzie nasz dworzanin w sztuce wojennej, tym bardziej godzien będzie pochwały; nie uważam wszelako za konieczne, aby posiadł tak doskonałą znajomość rzemiosła wojennego oraz inne jeszcze zalety, które przystoją dowódcy; ponieważ to byłyby oczekiwania nazbyt wygórowane, poprzestańmy zatem, jak już to powiedziano, na niezawodnej jego wierności i na niezłomnej dzielności i niechby zawsze był tak właśnie postrzegany: bowiem wielokrotnie rozpoznaje się ludzi walecznych raczej w drobnych rzeczach, aniżeli w wielkich; często też bywa, że w sytuacji wyjątkowego zagrożenia, a jest na to wiele dowodów, znajdują się tacy, którzy – chociaż serce w nich ze strachu zamarło – pobudzeni bądź to wstydem, bądź też perswazją przez swoich towarzyszy, prą naprzód jakby z zamkniętymi oczyma i wypełniają swoją powinność, a Bóg jeden wie, jak to robią; inni zaś w takich chwilach, kiedy się im wydaje, że mogą niepostrzeżenie uniknąć wystawiania się na niebezpieczeństwo, mają czelność szukać schronienia w bezpiecznym miejscu. Ci jednak, którzy nawet wtedy, gdy nie przypuszczają, że są przez kogokolwiek obserwowani, postrzegani lub rozpoznani, okazują zapał i nie pozwalają sobie na zaniedbania nawet w drobiazgach ich pieczy powierzonych, okazują ową zacność ducha, którą pragniemy dostrzec w naszym dworzaninie.

Nie oczekujemy jednak wcale, aby dworzanin sam siebie prezentował wojowniczo ani też, aby opowiadał o swoich wyczynach wojennych i twierdził, że przedkłada swoją zbroję nad żonę lub też straszył ludzi, strojąc owe miny, które często widzieliśmy u błazna Berto39, można bowiem słusznie powiedzieć o takich to samo, co pewna dzielna dama powiedziała żartobliwie w zacnym towarzystwie o kimś, kogo nie chcę teraz wymieniać po nazwisku; człowiek ten mianowicie, gdy dama, chcąc mu wyświadczyć uprzejmość, poprosiła go do tańca, odmówił jej nie tylko tańczenia, ale też słuchania muzyki oraz innych jeszcze rozrywek, które mu proponowała, za każdym razem twierdząc, że tego rodzaju błahostki nie należą do jego zajęć; w końcu dama zapytała: «Czymże więc się zajmujecie?», na co on odrzekł z ponurą miną: «Wojaczką». Wtedy dama natychmiast odparła: «Mogłabym pomyśleć, że skoro teraz nie jesteście na wojnie ani też w gotowości bojowej, to właściwą by było rzeczą solidnie was naoliwić i razem z całym waszym rynsztunkiem umieścić was w szafie, dopóki nie trzeba będzie się wami posłużyć, abyście czasem nie zardzewieli jeszcze bardziej, niż już teraz jesteście». I tak oto, przy wtórze gromkiego śmiechu wszystkich obecnych wystawiła go na pośmiewisko razem z jego głupkowatym zarozumialstwem. Niechby więc ten, którego tu sobie wyobrażamy, był wobec wrogów najwaleczniejszy, srogi i zawsze w pierwszym szeregu; zaś w każdych innych okolicznościach łagodny, skromny i powściągliwy, unikający nade wszystko ostentacji i bezczelnego samochwalstwa, przez które człowiek zawsze wzbudza wobec siebie niechęć i niesmak pośród go słuchających”.

 

XVIII

„Także i ja – odrzekł na to pan Gaspar – znam niewielu tylko ludzi w czymkolwiek doskonałych, którzy sami siebie nie chwalą, i wydaje mi się, że można by im to w znacznym stopniu wybaczyć; bowiem ktokolwiek czuje, że siebie samego docenić powinien, twierdzi, że do ignorantów nie dociera wiedza o jego dokonaniach, a oburza się przy tym, że jego wartość mogłaby pozostać nieznana, zmuszony jest zatem w jakiś sposób dokonania swoje odsłonić, aby nie ponieść uszczerbku na honorze, który jest prawdziwą nagrodą zacnego wysiłku. Dlatego każdy bardziej wartościowy spośród autorów starożytnych rzadko się powstrzymywał przed pochwaleniem samego siebie. Nie do zniesienia natomiast są tacy, którzy się sami chwalą bez żadnej zasługi, nie przypuszczamy jednak, aby takim akurat miał być nasz dworzanin”. – Na to hrabia: – „Gdybyście mnie dobrze słuchali, to byście pojęli, że ja przecież ganiłem chwalenie samego siebie w sposób bezczelny i bezkrytyczny; i zapewne, jak mówicie, nie godzi się źle mniemać o człowieku dzielnym, który chwali się skromnie, wprost przeciwnie, przyjąć należy to jako świadectwo pewniejsze od tego, które pochodziłoby z ust kogoś innego. Twierdzę, że ten, kto sam siebie chwali, nie błądzi, nie przyprawia słuchaczy o nudę ani nie wzbudza u nich zazdrości, jest zaiste człowiekiem bardzo dyskretnym i zasługuje na pochwałę innych, o co wcale niełatwo”. – Rzekł tedy pan Gaspar: – „Musicie nas tego nauczyć”. – Odpowiedział mu hrabia: – „Pośród autorów starożytnych nie brakuje takich, którzy tego właśnie uczyli40; ale moim zdaniem cała sztuka polega na tym, ażeby mówić o tych sprawach w taki sposób, aby wyglądało na to, iż wcale do takiego właśnie celu nie zmierzamy, lecz raczej tak jakoś akurat naturalnie się złożyło, że tego tematu nie sposób było nie poruszyć; zawsze natomiast trzeba okazywać, że pragnie się uniknąć pochwalenia samego siebie, owszem wypowiadać się na ten temat, jednakże nie takim sposobem, jak to czynią owe samochwały, którym usta się nie zamykają i którzy plotą, co im tylko ślina na język przyniesie. Tak to się właśnie przydarzyło kilka dni temu jednemu z naszych znajomych, który w Pizie – gdy pika przeszyła mu udo na wylot – stwierdził, że zdawało się mu, iż to mucha go ukłuła; inny zaś jeszcze oświadczył, że nie posiada lustra w swojej komnacie, bo gdyby w nim sam siebie zobaczył w chwili gniewu, to by się nazbyt przeraził własnej miny”. – Roześmiali się na to wszyscy, ale pan Cezar Gonzaga rzekł: – „Czemu się śmiejecie? Czyż nie wiecie, jak to Aleksander Wielki, usłyszawszy, że wedle opinii filozofa41 istnieje nieskończona wielość światów, zaczął płakać, zaś spytany, czemu płacze, odpowiedział: «Dlatego, że jeszcze nie podbiłem nawet jednego», jakby mu nie brakowało animuszu, żeby zhołdować je wszystkie. Czyż się wam nie wydaje, że okazał o wiele znaczniejszy tupet, aniżeli tamten mówiący o ukłuciu przez muchę?”. – Na to rzekła hrabia: – „Owszem, lecz przecież Aleksander był znaczniejszy od tamtego, który to powiedział. Wszak ludziom niezwykłym wypada jednak wybaczyć, kiedy nawet przesadzają, mówiąc o sobie; bowiem jeżeli ktoś dokonuje rzeczy wielkich, potrzebuje wzniecić w sobie zapał dla dokonania takich czynów i pewność siebie, nie może natomiast być człowiekiem upadłym na duchu ani też podłym; jeśli zaś jest dość umiarkowanym w słowach, to okazuje, że ma mniejsze mniemanie o sobie, aniżeli faktycznie je posiada po to, aby jego zarozumialstwo nie przerodziło się w zuchwałość”.

XIX

Tutaj hrabia przerwał na chwilę, zaś pan Bernard Bibiena rzekł z uśmiechem: – „Przypominam sobie to, coście niedawno powiedzieli, że nasz dworzanin obdarzony być powinien przez naturę urodą oblicza i postaci, a także wdziękiem, który czyniłby go tak bardzo miłym; co do wdzięku i urody twarzy, to myślę, że z pewnością mi ich nie brakuje, a to sprawia, iż tak wiele dam, jak sami wiecie, pała do mnie miłością; powątpiewam natomiast cokolwiek, jeśli idzie o urodę mojej postaci, zwłaszcza zaś to dotyczy moich nóg, które doprawdy nie wydają mi się tak uformowane, jakbym tego sobie życzył; co zaś do klatki piersiowej i całej reszty, to jestem dosyć zadowolony. Objaśnijcie zatem proszę, trochę dokładniej, jak ma się przedstawiać kształt ciała, którym powinien się wyróżniać dworzanin, abym mógł uwolnić się od moich wątpliwości i aby mój umysł zaznał spokoju”. – Ta wypowiedź wzbudziła sporo wesołości, po czym hrabia ciągnął dalej swój wywód: – „Z pewnością co do owego wdzięku twarzy, to bez blagi można go wam przypisać, nie przywołam też innego na to przykładu poza tym, aby objaśnić, na czym rzecz miałaby polegać; bowiem niewątpliwie widzimy, że wasz wygląd wydaje się wszystkim bardzo wdzięczny i podoba się każdemu, chociaż rysy macie nie nazbyt delikatne; wszelako zachowujecie się mężnie i nawet z niejakim wdziękiem; a ta cecha przejawia się w rozlicznych i różnorodnych grymasach twarzy. Od naszego zaś dworzanina oczekiwałbym takiego oblicza, które by nie było delikatne i zniewieściałe, o co wielu się stara: tacy nie tylko ondulują włosy i wyskubują sobie brwi, ale też nadają połysk twarzy, korzystając z wszystkich owych sposobów, którymi się posługują najbardziej rozpustne i najwszeteczniejsze kobiety świata; a w sposobie chodzenia, postawy i we wszystkich innych ich poczynaniach tak się wydają delikatni i omdlewający, jakby ich członki miały się porozpadać na wszystkie strony; i wypowiadają poszczególne słowa z takim przygnębieniem, jakby mieli za moment wyzionąć ducha; zaś im częściej przebywają w towarzystwie ludzi o wysokiej pozycji społecznej, tym chętniej używają takich sztuczek. Skoro natura nie uczyniła ich kobietami, a wygląda na to, że pragnęliby właśnie jak one wyglądać i nimi być, to powinno by się ich traktować nie z szacunkiem, jak porządne kobiety, lecz raczej wypędzić niczym publiczne nierządnice, i to nie tylko z dworów wielkich panów, ale i z towarzystwa ludzi zacnych.

XX

Przechodząc teraz do jego wyglądu i postury, twierdzę, iż wystarczy, aby nie było przesady zarówno co do zbyt małego, jak i nazbyt wysokiego wzrostu, jedno bowiem i drugie niesie z sobą pewnego rodzaju niepożądane zaskoczenie, zaś ludziom o takim wyglądzie dziwują się inni tak samo, jak dziwują się istotom potwornym; jeśli jednak miałby już ktoś grzeszyć jedną z tych dwóch skrajności, to mniejszym złem jest być nieco niższym, aniżeli przekraczać rozsądne granice wzrostu; ludzie bowiem tak potężnej postury, poza tym, że często bywają otępiali umysłowo, są także niezdolni do wszelkiego rodzaju ćwiczeń zręcznościowych, których bardzo od dworzanina oczekuję. Dlatego też wymagam, żeby był on dobrze zbudowany, o członkach ciała foremnych oraz by okazywał siłę i lekkość, a także zręczność, wreszcie, aby znał się też na wszelkich rodzajach ćwiczeń cielesnych, które przystoją wojownikowi. Jeśli o to idzie, uważam, że po pierwsze powinien on umieć dobrze władać wszystkimi rodzajami broni zarówno w walce pieszej, jak i konnej i znać się na ich właściwościach, wreszcie w najwyższym stopniu opanować wiedzę na temat broni, którą zazwyczaj posługuje się szlachta; oprócz bowiem konieczności użycia jej na wojnie, kiedy zresztą zazwyczaj wiedza ta nie musi być aż tak subtelna, zdarzają się często rozmaite spory pomiędzy jednym i drugim szlachcicem, skąd następnie wynikają pojedynki, wielokrotnie zaś bywa, że używa się do tego takiej broni, jaka akurat znajduje się pod ręką, zatem jej znajomość jest w najwyższym stopniu sprawą własnego bezpieczeństwa. Nie należę zaiste do tych, którzy twierdzą, że się zapomina sztuki władania bronią w chwili, gdy jest potrzebna; jednak z pewnością ten, komu w takiej chwili owej umiejętności zabraknie, daje poznać po sobie, że ze strachu już postradał serce i głowę.