Książka o dworzaninie

Tekst
0
Recenzje
Przeczytaj fragment
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

BALD. [ESSARE] CASTIGLIONE

przypisy

1 Michel de Silva, biskup Viseo (ok. 1480–1556), był ambasadorem portugalskim przy Stolicy Apostolskiej za pontyfikatu Leona X, Adriana VI i Klemensa VII. Wykształcony w uniwersytetach w Paryżu, Sienie i Bolonii cieszył się uznaniem jako dyplomata i pisarz nowołaciński. Podniesiony do godności kardynalskiej przez Pawła III. Zmarł w Rzymie w r. 1556.

2 Guid’Ubaldo di Montefeltro (1472–1508), książę Urbino, jedyny syn księcia Fryderyka II, w r. 1489 poślubił Elżbietę Gonzagę. Otrzymał znakomite wykształcenie. Adoptował swego siostrzeńca Franciszka Marię della Rovere (1490–1538), który objął po nim księstwo. Chorował na podagrę. Zmarł bezpotomnie.

3 Castiglione od r. 1524 przebywał w Hiszpanii jako nuncjusz apostolski przy dworze Karola V.

4 Vittoria Colonna (1492–1547), najwybitniejsza włoska poetka doby renesansu, autorka poematów religijnych Rime spirituali (Rymy duchowne), przyjaźniła się m.in. z Michałem Aniołem. Królowa Polski Bona Sforza była jej cioteczną siostrą.

5 Alfonso Ariosto (1475–1525), kuzyn poety Ludwika, autora poematu Orlando furioso.

6 Giuliano de’ Medici (1479–1516), młodszy syn Wawrzyńca Wspaniałego (Lorenzo il Magnifico).

7 Bernardo Dovizi zw. Bibiena (1479–1520), kardynał, był autorem komedii Calandria wystawionej w Urbino. Wstęp do tego utworu napisał Castiglione.

8 Ottaviano Fregoso (zm. 1524), szlachcic genueński, przebywał na wygnaniu na dworze w Urbino, gdzie poznał Castiglionego.

9 Księżna Urbino Elisabetta Gonzaga zmarła w roku 1526.

10 O tej przygodzie Teofrasta (374 przed Chr. – 287 przed Chr.), urodzonego na Lesbos filozofa mieszkającego w Atenach, wspominał Cycero w swoim dialogu Brutus.

11 Castiglione czyni tu odsyłacze do Politei Platona, do Ciropedii Ksenofonta i do dzieła Cycerona De oratore.

KSIĘGA PIERWSZA

O DWORZANINIE

HRABIEGO BALTAZARA CASTIGLIONE

Do Pana Alfonsa Ariosta

I

Przez długi czas pozostawałem w wewnętrznej rozterce, panie Alfonsie najmilszy, która z dwóch dróg postępowania była dla mnie trudniejsza: czy odmawiać wykonania tego, czego z tak wielką natarczywością i po wielokroć ode mnie żądałeś, czy też to właśnie zrobić: z jednej bowiem strony wydawało mi się rzeczą ogromnie trudną odmówić czegokolwiek – zwłaszcza że chodziło o sprawę wielce chwalebną – osobie, którą bardzo miłuję i przez którą czuję się być w najwyższym stopniu kochany; z drugiej natomiast strony podejmować się przedsięwzięcia, co do którego nie miałem pewności, że doprowadzę je do końca, wydawało mi się rzeczą niestosowną dla kogoś, kto przejmuje się sprawiedliwymi naganami, tak jak na to zasługują. W końcu po długich namysłach postanowiłem sprawdzić, jak bardzo w tym wypadku wspomóc by mogło moją pracowitość owo przywiązanie się i silne pragnienie bycia uczynnym, które to motywacje w innych sprawach zwykły tak istotnie wzmagać przedsiębiorczość wszystkich ludzi. Żądacie zatem ode mnie, abym opisał, jak według mnie powinna się przedstawiać forma dworności1 najlepiej przystająca szlachcicowi służącemu na dworze książęcym, dzięki czemu ów mógłby się dowiedzieć, jak doskonale służyć władcom2 w każdej rozsądnej sprawie, pozyskując sobie ich łaskawość, od innych zaś pochwałę; w sumie więc, jakiego rodzaju człowiekiem powinien być ten, kto zasługuje, by go nazywano doskonałym dworzaninem i komu nie można zarzucić jakiegokolwiek braku. Rozważywszy otóż prośbę tego rodzaju, powiadam, że gdybym nie uznał za bardziej naganne wydać się Wam nie dość życzliwym, aniżeli narazić się u innych na opinię niezbyt roztropnego, powinienem był uniknąć tego kłopotu. Skłoniłaby mnie też do tego niepewność, czy aby nie zostanę uznany za zuchwałego przez tych, którzy są świadomi, jak bardzo trudne by to było przedsięwzięcie – spośród tak wielkiej różnorodności zwyczajów obowiązujących na dworach chrześcijańskich wybrać formę zachowania najdoskonalszą i jakby sam kwiat owej dworności; przyzwyczajenie bowiem sprawia, że po częstokroć te same rzeczy podobają się nam i zarazem nie podobają; skąd niekiedy wynika, że zwyczaje, stroje, obrzędy i maniery, które jednym razem bywają w cenie, innym razem uznawane są za prostackie, zaś odwrotnie – te kiedyś uważane za podłe stają się cenionymi.

Widać zatem jasno, że zwyczaj ma znacznie większą od rozsądku siłę, gdy idzie o wprowadzanie przez nas rzeczy nowych oraz usuwanie starych; a jeśli przy tym ktoś zamierza orzekać o doskonałości jednych i drugich, często się myli. Będąc przeto świadomym tej oraz wielu innych trudności w tym przedmiocie, o którym dane mi było napisać, jestem zmuszony jakoś się usprawiedliwić i oświadczyć, że ten rodzaj błędu, o ile można to nazwać błędem, jest nam wszystkim wspólny, a co za tym idzie, jeśli mnie spotkać ma nagana, to będzie ona do podziału z wami; bowiem nie mniejsza to z waszej strony wina włożyć na moje ramiona ciężar do sił moich niewspółmierny, co z mojej strony na ten stan rzeczy się zgodzić. Przystąpmy zatem niezwłocznie do rozpoczęcia tego, co jest naszym zamiarem i – o ile to możliwe – wyobraźmy sobie dworzanina takim, by władca godzien jego służby, bez względu na to, jak niewielkim władałby krajem, mógłby zostać uznany za wielkiego pana. W książce naszej nie zamierzamy przestrzegać określonego porządku ani trzymania się reguły wyrazistych przepisów, które przeważnie stosuje się w nauczaniu o czymkolwiek, ale podążając śladami wielu Starożytnych i ożywiając wdzięczną naszą pamięć, przywołamy niektóre rozmowy, które toczyły się między ludźmi bardzo szczególnie znającymi się na tym przedmiocie; a jakkolwiek osobiście w tych dyskusjach nie uczestniczyłem, bo gdy się toczyły, przebywałem w Anglii3, otrzymawszy zaraz po powrocie wiadomości o nich od osoby, która mi je wiernie opowiedziała, postaram się je ze szczegółami, w jakim stopniu mi tylko pamięć na to pozwoli, odtworzyć; postaram się zarazem sprawić, abyście poznali wszystko to, co sądzili i jakiego zdania byli godni najwyższego szacunku uczestnicy rozmowy, do których to osób – rozeznanych w każdej sprawie – można mieć niewzruszone zaufanie. Nie będzie też od rzeczy wspomnieć o przedmiocie każdej z poszczególnych rozmów, tak aby można było w sposób uporządkowany pojąć cel, do którego zmierzały następujące po sobie wypowiedzi.

II

Na zboczach Apeninów od strony Morza Adriatyckiego, prawie pośrodku Italii, położone jest, jak wszyscy wiedzą, niewielkie miasto Urbino. Mimo że znajduje się za górami, i to nie tak pełnymi uroku, jak te, które może znamy z wielu innych miejsc, cieszy się ono taką łaską niebios, że otacza je okolica wyjątkowo żyzna i obfitująca w plony; jest tam oprócz klimatu, który sprzyja zdrowiu mieszkańców, wielka obfitość wszystkiego, co konieczne, aby żyć godziwie po ludzku. Jednakże spośród wielu okoliczności sprzyjających szczęściu tej krainy za pierwszorzędną uważam to, iż od dawna rządzona jest przez znakomitych władców4, których w dobie powszechnych nieszczęść sprowadzonych na Italię przez wojny przez czas jakiś była pozbawiona5. Zresztą, nie szukając daleko, możemy przywołać na dowód chwalebną pamięć o księciu Fryderyku6 uznawanym za światło Italii; nie brakuje też wiarygodnych i nader licznych żyjących jeszcze świadków jego roztropności, człowieczeństwa, sprawiedliwości, szczodrobliwości, niezłomnego ducha i wojskowego doświadczenia, którego dowiódł w sposób oczywisty jakże wieloma odniesionymi zwycięstwami, zdobyciem miejsc niezdobytych i żwawością swoich wypraw, sprawiając po wielokroć, że przewodząc zastępom bardzo nielicznym, zmuszał do ucieczki liczebniejsze i bardzo sprawne wojska, nigdy nie będąc pokonanym w którejkolwiek z bitew, tak iż możemy nie bez uzasadnienia przyrównać go do wielu sławnych wodzów Starożytnych. On to, oprócz innych zasługujących na chwałę dokonań, wybudował w Urbino, w miejscu wyniosłym, które wcale nie sprzyjało temu przedsięwzięciu, pałac zdaniem wielu ludzi najpiękniejszy spośród wszystkich znajdujących się w Italii; a zaopatrzył go we wszystko, co w tym wypadku było potrzebne, tak że zdaje się on być nie pałacem, ale miastem na kształt pałacu; a wyposażono go nie tylko w to wszystko, czego zazwyczaj się używa – jak srebrne wazony, obicia ścian wykonane z najbogatszych draperii utkanych ze złotogłowiu, jedwabiu i innych im podobnych materiałów – ale jeszcze dla przyozdobienia wnętrz dodano niezliczone rzeźby starożytne z marmuru i z brązu, najprzedniejsze obrazy oraz instrumenty muzyczne wszelkiego rodzaju; do tych zaś zbiorów nie pozwolił włączyć niczego, co nie byłoby bardzo rzadkie i wielce doskonałe. Poza tym, bardzo wysokim kosztem, zgromadził pokaźną ilość najświetniejszych i najrzadszych książek greckich, łacińskich i hebrajskich, a wszystkie je przyozdobił złotem i srebrem, uznając, iż one to właśnie są największą znakomitością jego wielkiego pałacu.



III

 

Tak tedy ówże, wedle naturalnego biegu rzeczy, kiedy ukończył sześćdziesiąt pięć lat7, jak żył, tak też i chwalebnie umarł; zostawił zaś jako swego następcę synka dziesięcioletniego, jedynaka, który tylko ojca mając, bez matki się wychowywał, a był to Guidobaldo. Tenże, jak odziedziczył państwo, tak też, zdawać by się mogło, został i dziedzicem wszystkich cnót swojego ojca, a niebawem za sprawą swojej zdumiewającej natury, tak bardzo obiecująco przedstawiać się zaczął, iż wydawać się to mogło nieprawdopodobne, żeby tak wiele można się było po człowieku śmiertelnym spodziewać; aż wręcz mniemano, że żaden ze znakomitych czynów księcia Fryderyka nie mógł przewyższyć tego, czym było spłodzenie takiego właśnie syna. Aliści fortuna, zazdroszcząc młodzieńcowi tak wielkich zalet, ze wszystkich swych sił sprzeciwiała się tym chwalebnym początkom, przeto zanim jeszcze książę Guido osiągnął wiek lat dwudziestu, zapadł na podagrę, która przebiegając z najokropniejszymi boleściami, w ciągu krótkiego czasu okaleczyła wszystkie jego członki do tego stopnia, że ani ustać na nogach, ani poruszać się nie był w stanie; i tak oto ciało, jedno z najpiękniejszych i najforemniejszych, jakie są na świecie, uległo zniekształceniu i zepsuciu w samej wiośnie życia. Fortuna wszelako, na tym nie poprzestając, we wszystkich swoich zamysłach tak bardzo była mu przeciwna, że ilekroć czegoś zapragnął, z rzadka tylko był w stanie doprowadzić to do skutku; a chociaż był człowiekiem bardzo wielkiego rozumu i niezłomnego ducha, okazywało się zazwyczaj, że cokolwiek był przedsięwziął, czy to zbrojnie czy w jakiejkolwiek innej sprawie, drobnej lub doniosłej, zawsze mu się źle wiodło.

Dowodem zaś na to są liczne i rozmaite jego klęski, które znosił z tak wielką mocą ducha, że siła losu pokonać nigdy go nie mogła; wprost przeciwnie, duchem swym walecznym przeciwstawiał się z pogardą jej natarciom, w chorobie i w zdrowiu oraz w przeciwnościach wszelakich jakby mu szczęście sprzyjało, a żył z najwyższą godnością i cieszył się szacunkiem ogółu; jak dalece tylko pozwalało mu na to ciało słabowite, walczył zacnie w służbie najjaśniejszego króla Neapolu Alfonsa8, a także Ferdynanda9 młodszego, potem zaś razem z papieżem Aleksandrem VI i z panami weneckimi i florenckimi. Za pontyfikatu Juliusza II został podniesiony do godności naczelnego dowódcy sił zbrojnych Stolicy Apostolskiej i wówczas zgodnie ze swoim obyczajem zadbał przede wszystkim o to, aby dom swój zapełnić najszlachetniejszymi i najwartościowszymi szlachcicami, z którymi obcował po przyjacielsku, radując się rozmowami z nimi, przyjemności zaś z tego płynące, których też i innym nie skąpił, nie były mniejsze od tych, jakich sam w tym doznawał, będąc najbieglejszym i w jednym i w drugim języku10, jednocząc układność i uprzejmość ze znajomością spraw niezliczonych; poza tym wielkość ducha tak go wspierała, że chociaż osobiście nie mógł już oddawać się jeździectwu, które kiedyś uprawiał, to przecież największą przyjemność czerpał z podziwiania tego rodzaju sprawności u innych; tak tedy słowami tylko, jednego upominając, innego zaś chwaląc stosownie do zasługi, jasno okazywał, jak dojrzały miał osąd w tych sprawach; stąd też bądź to w szermierce, bądź w turnieju, bądź w ujeżdżaniu, bądź też wreszcie w posługiwaniu się jakąkolwiek bronią, jak również w uprawianiu sportów, gier i muzyki – krótko mówiąc, we wszystkich ćwiczeniach, które przystoją szlachetnym kawalerom – każdy starał się zaprezentować mu siebie tak, aby zostać uznanym za godnego znakomitego towarzystwa.




IV

Wszystkim więc porom dnia przypisane były zacne i miłe ćwiczenia, tyleż cielesne, co i duchowe; ponieważ jednak książę pan z powodu swojej niemocy po kolacji dość wcześnie kładł się spać, każdy zazwyczaj zmierzał o tej porze tam, gdzie przebywała księżna pani Elżbieta Gonzaga i gdzie przeważnie znajdowała się także pani Emilia Pia11, która dzięki temu, że obdarzona była tak żywym dowcipem i sądem, o jakim sami macie pojęcie, zdawała się dla wszystkich mistrzynią, od której każdy jakby przyswajał sobie rozsądek i poczucie wartości. Tamże tedy dawały się słyszeć miłe rozmowy i przystojne facecje12, zaś na twarzy każdego z obecnych widać było odmalowaną wesołość, do tego stopnia radosną, że z pewnością ów dom można było nazwać przybytkiem rozbawienia; nie sądzę, aby gdziekolwiek indziej można było zaznawać takiej rozkoszy od miłego i kochanego towarzystwa, jak to w swoim czasie tutaj właśnie bywało; pomijając, jak wielkim zaszczytem było dla każdego z nas służenie takiemu panu, co już wyżej zostało powiedziane, to przecież i umysły nasze odczuwały najwyższe zadowolenie za każdym razem, kiedy tylko na życzenie księżnej pani w jej obecności się znaleźliśmy; a zdawać się mogło, że tak tworzył się łańcuch jednoczących nas wszystkich sympatii, iż nigdy nie było takiej zgodności woli ani większej zażyłości braterskiej niż ta, jaka tutaj pomiędzy wszystkimi panowała. Tak samo miała się rzecz z damami, z którymi zażyłości nasze były bardzo swobodne i bardzo przyzwoite; każdemu wolno było rozmawiać, przesiadywać, żartować i śmiać się, z kimkolwiek się to komuś podobało: tak wielki jednak był szacunek dla oczekiwań ze strony księżnej pani, że ta swoboda była zarazem bardzo wielkim wyzwaniem; nie było nikogo, kto by nie poczytywał sobie za największą przyjemność na świecie możności przypodobania się jej, zaś za największą karę, gdyby sprawiło się jej przykrość. Z której to przyczyny łączyły się tutaj najzacniejsze obyczaje z największą swobodą, zaś wszelkie zabawy i figle w jej obecności czynione okraszone były nie tylko ciętym dowcipem, ale też pełną wdzięku, a i ważką przy tym dostojnością; które to umiarkowanie i wzniosłość, jakie cechowały wszystkie uczynki, słowa i gesty księżnej pani, czy to, gdy żartowała, czy też gdy się śmiała, sprawiały, że każdy, kto nigdy wcześniej jej nie widział, dostrzegał w niej wielką panią. Wydawało się, że oddziałując na wszystkich, którzy ją otaczali, sprawiała, iż wszyscy oni na wzór jej charakteru i wizerunku siebie samych starali się ukształtować; przeto każdy się wysilał, aby ten styl naśladować, uważając jakby za normę przejmowanie wzorów zachowania od tak znakomitej i zacnej damy, o której największych zaletach nie zamierzam teraz opowiadać, nie należą one bowiem do mojego tematu i dobrze są znane całemu światu, przede wszystkim jednak dlatego, że ani językiem, ani piórem opisać bym ich nie potrafił; te zaś jej zalety, które być może pozostawałyby do pewnego stopnia ukryte, sam los, jakby podziwiając tak rzadkie cnoty, zechciał odsłonić za pomocą rozmaitych przeciwności i ciosów swej niełaski, po to, aby udowodnić, że w delikatnej piersi damy współistnieć może z wyjątkową urodą także roztropność i siła ducha oraz wszystkie te zalety, które nawet u twardych mężczyzn bywają bardzo rzadko spotykane.


V

Pomijając to jednak powiem tylko, że zachowania wszystkich obecnych w tym domu zacnych panów rozluźniały się krótko po kolacji z księżną panią; wtedy to bowiem pośród innych miłych rozrywek, muzyki i tańców, które trwały nieprzerwanie, czasami wygłaszano błyskotliwe kwestie, innym zaś razem zabawiano się wedle uznania tego lub owego pewnymi pomysłowymi grami, w których osobie szczególnie lubianej odsłaniano ukryte w alegoriach własne myśli. Czasem zdarzało się nam rozprawiać na inne jeszcze rozmaite tematy albo też „odgryzać” się sobie nawzajem ciętymi ripostami; często układano „imprezy”, jak je dzisiaj zwykliśmy nazywać13; rozmowy tego rodzaju stanowiły cudowną rozrywkę w tym domu pełnym, jak już powiedziałem, umysłów najszlachetniejszych; pomiędzy nimi, jak wiecie, najsławniejszymi byli pan Oktawian Fregoso, pan Fryderyk14, jego brat, il Magnifico Julian de’ Medici, pan Piotr Bembo15, pan Cezar Gonzaga16, hrabia Ludwik da Canossa17, pan Gaspar Pallavicino18, pan Ludwik Pio19, pan Morello da Ortona20, Piotr z Neapolu21, pan Robert z Bari22 oraz liczni inni bardzo szlachetni kawalerowie; ponadto byli tacy, którzy choć nie bywali stale, to jednak spędzali tu większość czasu, jak pan Bernard Bibiena, l’Unico Aretino23, Jan Krzysztof Romano24, Piotr Monte25, Terpander26 i pan Mikołaj Frisio27; tak tedy gromadzili się tam poeci, muzycy i wszelkiego rodzaju ludzie pełni uroku, znakomici we wszelkich umiejętnościach, pod każdym względem najlepsi, jakich tylko można było znaleźć w Italii.



VI

Kiedy papież Juliusz II swoją interwencją i przy pomocy Francuzów przywrócił pod obediencję Stolicy Apostolskiej w roku 1506 Bolonię, po drodze do Rzymu nie ominął Urbino; tamże został przyjęty, jak tylko było to możliwe, uroczyście z najznakomitszym i najokazalszym przepychem, na jaki zdobyć by się mogło jakieś inne zacne miasto Italii; tak iż poza papieżem, wszyscy panowie kardynałowie i inni członkowie dworu w najwyższym stopniu zostali ukontentowani; byli i tacy, którzy ujęci czarem tutejszego towarzystwa, opuściwszy papieża i jego dwór, pozostali jeszcze w Urbino na dłużej; w którym to czasie nie tylko trwały zwyczajne tutaj rozrywki i przyjemności urządzane wypróbowanym sposobem, ale każdy starał się dodatkowo je wzbogacić, zwłaszcza gdy idzie o gry i zabawy28, na które wyczekiwano prawie każdego wieczora. Porządek zaś ich był taki, że zaraz po zgromadzeniu się w obecności księżnej pani każdy sadowił się w kręgu, gdzie mu się podobało, albo też tam, gdzie los mu miejsce przeznaczył; a siadano naprzemiennie: mężczyźni i kobiety, dopóki tylko kobiet starczało, jako że prawie zawsze liczba mężczyzn była znacznie większa; następnie wszyscy poddawali się pod władzę księżnej pani wedle jej woli, ta zaś najczęściej składała to brzemię zarządzania na barki pani Emilii. Tak tedy, w dzień po odjeździe papieża, kiedy całe towarzystwo zgromadziło się w zwykłym czasie i miejscu, po wielu miłych pogawędkach księżna pani zażyczyła sobie, aby pani Emilia rozpoczęła zabawę; ta przeto, najpierw od tego przedsięwzięcia cokolwiek się wymawiając, tak w końcu powiedziała: „Pani moja, skoro podoba się wam, abym to ja dała początek zabawom tego wieczora, nie mogąc zaś rozumnie uchybić winnemu wam posłuszeństwu, pragnę zaproponować rozrywkę, w której zamierzam na niewielką zasłużyć naganę i nie za bardzo się natrudzić; a polegać ona będzie na tym, że każdy wedle własnego uznania zaproponuje grę, którą jeszcze się nie zabawialiśmy; potem wybierzemy taką, która wyda się nam najbardziej godna tego, abyśmy się w nią bawili w tym towarzystwie”. A to mówiąc, zwróciła się do pana Gaspara Pallavicino, aby swój pomysł wypowiedział, ten zaś odparł niezwłocznie: „To wam, pani, wypada jako pierwszej wyjawić wasz pomysł”. Na to rzekła pani Emilia: „Ależ ja już o nim właśnie powiedziałam, niechże więc księżna pani zechce temu panu nakazać posłuszeństwo”. Na to, śmiejąc się, odpowiedziała księżna pani: „Aby ostatecznie każdy był ci posłuszny, czynię cię moją zastępczynią i przekazuję ci całą moją władzę”.

 

VII

„A to wszak rzecz szczególna – odpowiedział pan Gaspar – że kobietom zawsze się pozwala unikać kłopotu, przeto z pewnością rozsądne by było chcieć się dowiedzieć w taki czy inny sposób, jaka jest tego podstawa; ale nie będę tym, który pierwszy wypowie tej regule posłuszeństwo, pozostawiam tę kwestię na inną okazję i powiem tylko to, czego się ode mnie oczekuje”. Po czym tak zaczął przemawiać: „Moim zdaniem nasze umysły, jak we wszystkim innym tak i gdy chodzi o miłość, sądzą rozmaicie, dlatego też zdarza się, że to, co dla jednego jest rozkoszne, dla kogoś innego będzie nader obrzydliwe. Ale przy tym wszystkim zawsze zgodzimy się, że każdy człowiek uważa to, co kocha, za rzecz najdroższą i to do tego stopnia, że często nadmierna afektacja zakochanych zwodzi ich osąd tak dalece, że osobę ukochaną uważają za jedyną na świecie tak ozdobioną wszystkimi znakomitymi cnotami i pozbawioną jakiejkolwiek ułomności; ponieważ jednak natura ludzka nie dopuszcza całkowitej doskonałości, ani też nie ma takiej osoby, której by czegoś nie brakowało, to nie sposób zaprzeczyć, że tacy ludzie sami siebie oszukują i że osoba zakochana staje się ślepą, gdy idzie o przedmiot jej miłości. Chciałbym przeto, aby tego wieczora zabawić się grą następującą: niech każdy powie, jaką cnotą w szczególności chciałby widzieć przyozdobioną osobę, którą kocha; a potem, skoro nieuniknione jest, że każdy ma jakąś wadę, to w takim razie niech też powie, którą z wad wolałby dostrzec w osobie ukochanej; wszystko to zaś po to, abyśmy się przekonali, kto wymyśli najgodniejsze pochwały i najprzydatniejsze zalety oraz najłatwiejsze do wybaczenia wady, które byłyby najmniej dotkliwe zarówno dla tego, kto kocha, jak i dla osoby ukochanej”. Kiedy pan Gaspar skończył swoją wypowiedź, pani Emilia dała znak pannie Konstancji Fregosa29 jako następnej w ustalonym porządku, że teraz na nią kolej; ta zaś już się szykowała, by coś powiedzieć, wtem jednak księżna pani wtrąciła się tymi słowy: „Skoro panna Emilia nie miała ochoty, aby się trudzić wymyślaniem jakiejkolwiek zabawy, to istnieje powód, aby też inne panie skorzystały z tego ułatwienia i żeby zostały uwolnione od tej powinności tego wieczora, jest tu przecież tak wielu mężczyzn, że przecież nie grozi nam niebezpieczeństwo, iż zabraknie nam zabawy”. – „Tak też uczynimy” – odpowiedziała pani Emilia i pozwoliwszy zamilczeć pannie Konstancji zwróciła się do pana Cezara Gonzagi, który siedział obok i rozkazała mu się odezwać, ów zaś tak zaczął swoją przemowę:

VIII

„Jeśliby ktokolwiek chciał rozważyć skrupulatnie wszystkie nasze działania, znalazłby w nich zawsze rozmaite ułomności; a bierze się to stąd, że przyroda, jak w innych sprawach, także i w tej bywa zmienna: jednego obdarzyła światłem rozumu30 co do jednej, innego zaś co do innej rzeczy; z czego wynika, że jeden wie to, czego nie wie ktoś inny, pozostaje zaś ignorantem, gdy chodzi o coś, co inny akuratnie pojmuje, i dlatego każdy rozpoznaje z łatwością błąd w działaniu bliźniego, ale nie w swoim własnym; przeto uważamy samych siebie za bardzo mądrych, szczególnie zaś chyba w tym wszystkim, w czym faktycznie wyróżniamy się swoją głupotą; otóż i w tym domu mogliśmy się przekonać naocznie, że wielu takich, co to z początku uchodzili za najmądrzejszych, z upływem czasu okazywało się wielkimi głupcami; a to wyszło na jaw tylko dzięki naszej dociekliwości. Bowiem, jak powiadają, do kuracji ukąszonych przez tarantulę31 używa się w Apulii rozmaitych instrumentów muzycznych i wynajduje rozmaite dźwięki w tym celu, żeby ten sam humor32, który powoduje chorobę, za sprawą pewnej zbieżności istniejącej pomiędzy tą właśnie wilgocią a jednym z dźwięków, uległ natychmiastowemu zmieszaniu i do tego stopnia poruszył chorego, iżby ów poprzez to podniecenie wyzdrowiał; tak samo więc my, gdy dostrzegliśmy jakiekolwiek ukryte jeszcze objawy szaleństwa, bardzo subtelnie i za pomocą najrozmaitszych perswazji na wszelkie sposoby je stymulujemy, tak iż w końcu pojmujemy, do czego ostatecznie zmierzają; następnie, rozpoznawszy właściwy humor, w takie wprawiamy go podniecenie, że zawsze osiąga on doskonałość oczywistego dla wszystkich szaleństwa. Jeden tedy będzie dopełniał swojego szaleństwa w dziedzinie poezji albo w muzyce, inny znów w miłostkach albo w tańcu czy w moreskach33, albo jeszcze ktoś inny w jeździe konnej, albo w szermierce szpadą – każdy wedle jakości swojego własnego kruszcu, z którego został utworzony; z czego potem, jak wiecie, wynika niemało wspaniałej zabawy. Uważam przeto za pewnik, że w każdym z nas skrywa się niejakie ziarno szaleństwa, które ożywione, może się mnożyć prawie w nieskończoność. Chciałbym przeto, aby tego wieczora nasza zabawa polegała na rozważaniu tego tematu i żeby każdy się wypowiedział, co myśli o takiej oto kwestii: gdybym to ja mianowicie miał zrobić z siebie błazna publicznie, to jakim rodzajem szaleństwa, zdaniem każdego z nas, powinienem się popisywać i czego miałoby ono dotyczyć, sądząc po owych iskierkach szaleństwa, które codziennie można dostrzec, jak ze mnie wyskakują. Niechże to samo zostanie powiedziane o wszystkich pozostałych, wedle przyjętego porządku i reguł naszych gier, a niech każdy postara się wesprzeć swoje wyznanie jakimś wiarygodnym znakiem i argumentem. W ten sposób nasza zabawa dla nas wszystkich będzie owocna, poznamy bowiem nasze wady i dzięki temu łatwiej nam będzie wystrzegać się ich; jeśli zaś wena szaleństwa, którą uda się nam zdiagnozować, okaże się tak przemożna, że trudno będzie znaleźć na nie lekarstwo, to wszyscy wspólnie temu przypadkowi zaradzimy i wedle nauki brata Mariana34 uratujemy duszę, co będzie zyskiem niemałym”. – Żart ten wywołał wiele śmiechu i nie było nikogo, kto nie chciałby się odezwać; jeden rzekł: – „Ja oszaleję od myślenia”, a inny: – „A ja od patrzenia”, inny jeszcze: – „A ja oszalałem z miłości” – i tak dalej.

IX

Na to, śmiejąc się, jak to miał w zwyczaju, odezwał się brat Serafin35: – „To by zabrało zbyt dużo czasu; ale jeżeli macie ochotę na ładną zabawę, niech każdy wypowie swoje zdanie na temat, skąd się to bierze, że prawie wszystkie kobiety czują odrazę do szczurów, przepadają zaś za wężami; a przekonacie się wtedy, że z tą tajemnicą nikt sobie oprócz mnie nie poradzi, bom posiadł jej rozwiązanie w przedziwny sposób”. – I tu zaczął snuć swoje opowieści, ale pani Emilia nakazała mu zamilknąć i pomijając damę, która siedziała najbliżej, dała znak Bernardowi Accolti, który znany był jako Unico Aretino i na którego przypadała teraz kolej. Ów zaś, nie czekając innego polecenia, powiedział: – „Chciałbym być sędzią wyposażonym we władzę wnikania w serca złoczyńców za pomocą wszelkiego rodzaju tortur; a to w tym celu, aby odsłonić oszustwa niewdzięcznicy, która – o oczach anioła i sercu węża – nigdy nie zestraja zgodnie swego języka z własnym sercem, lecz z udawaną litością niczego innego nie pragnie, jak tylko tego, ażeby przeprowadzać sekcję serc; w całej piaszczystej Libii nie znajdzie się węża tak jadowitego, tak bardzo żądnego ludzkiej krwi jak ta zwodnica, która nie tylko słodyczą głosu i miodopłynną wymową, ale też spojrzeniem oczu, uśmiechami, pozorami i wszystkimi jej sztuczkami okazuje się najprawdziwszą syreną. Przeto, skoro nie wolno mi, tak jak bym tego pragnął, posłużyć się łańcuchami, sznurem czy ogniem, aby dojść prawdy, chciałbym się dowiedzieć na zasadzie żartu rzeczy następującej: niech mianowicie każdy powie to, co myśli na temat znaczenia owej litery „S”, którą księżna pani nosi na diademie nad czołem36; choć bowiem jest w tym zapewne wymyślny podstęp służący zmyleniu, to wszak i przypadkiem można by pewnie wymyślić jakieś tego wytłumaczenie, może przez księżną panią nieprzewidziane i stwierdzić, że fortuna, litościwa obserwatorka męczeństwa mężczyzn, skłoniła ją za sprawą tego małego znaczka do odsłonięcia mimo woli jej skrytego pragnienia, aby uśmiercić i pogrzebać żywcem w nieszczęściu tego, kto ją podziwia i jej służy”. – Uśmiechnęła się na to księżna pani, zaś Unico, widząc, że zamierza się usprawiedliwiać wobec tego oskarżenia, rzekł: – „Nie pani, nic nie mówcie, bo teraz nie czas, abyście się mieli wypowiadać”. – Wtedy pani Emilia zwróciła się ku niemu i powiedziała: – „Panie Unico, nie ma wśród nas nikogo, kto by tobie nie ustępował we wszystkim, zwłaszcza gdy chodzi o znajomość umysłu księżnej pani; a skoro za sprawą waszego boskiego geniuszu macie o nim pojęcie, to miłujecie go bardziej niż inni, co to są jak owe ptaszęta z upośledzonym wzrokiem, które nie potrafiąc wpatrywać się w sferę słońca, nie mogą w pełni przekonać się o tym, jak jest ono doskonałe; wszelkie przeto, poza waszym osądem, wysiłki, aby wyjaśnić tę wątpliwość będą daremne. Pozostawmy więc tę sprawę tylko wam, jako temu jedynemu, który może ją rozwikłać do końca”.

Unico milczał przez czas jakiś, jednakże zmuszony do odezwania się wygłosił w końcu sonet na temat, o którym była mowa, wyjaśniając, co by litera „S” miała znaczyć; to przez wielu zostało ocenione jako improwizacja, ale ze względu na pomysłowość i perfekcję tekstu, które nie wydawały się możliwe do pogodzenia z krótkością czasu, jaki upłynął, uznano raczej, że już wcześniej rzecz została przygotowana37.

X

Sonet przyjęto z żywym aplauzem, a po wymianie kilku uwag na jego temat, pan Oktawian Fregoso, na którego przypadła teraz kolej, rozpoczął z uśmiechem w ten oto sposób swoją przemowę: – „Panowie, gdybym zechciał twierdzić, że nigdy nie odczułem namiętności miłosnej, to jestem pewien, że księżna pani i pani Emilia, chociaż by temu wiary nie dały, to przecież by udawały, że mi wierzą; a twierdziłyby zapewne, iż jest tak w moim przypadku dlatego, że nigdy bym nie przypuszczał, iżbym potrafił przekonać którąkolwiek kobietę, żeby mnie pokochała; jeżeli się zaś od tego dotąd powstrzymuję, to nie dlatego, abym tak wysoko cenił sam siebie, albo też żebym tak nisko szacował kobiety, iż miałbym twierdzić, że wiele spośród nich nie zasługuje na to, abym je kochał i im służył; zniechęcają mnie raczej nieustanne lamenty niektórych zakochanych, którzy bladzi, smętni i milczący wydają się zawsze mieć odmalowane w oczach właściwe im niezadowolenie; a jeśli już coś mówią, to każdemu ich słowu towarzyszy akompaniament potrójnego westchnienia, zaś o niczym innym nie rozprawiają, jak tylko o łzach, udrękach, rozpaczy i o pragnieniu śmierci; przeto więc, jeśli kiedykolwiek jakaś miłosna iskierka znalazła drogę do mojego serca, natychmiast wszelkimi sposobami starałem się ją zagasić, i to nie z powodu niechęci żywionej wobec kobiet, jak sądzić by mogły owe damy, lecz tylko po to, by siebie samego przed tym uchronić. Poznałem jeszcze i takich amantów, którzy są całkiem różni od owych cierpiących, nie tylko bowiem urodę, miłe słowa i wdzięczne zachowanie się owych dam wychwalają i nimi się rozkoszują, ale wszelkie ich wady upiększają w taki oto sposób, że wojowniczość, swarliwość i wzgardliwość przez nie im okazywane uważają za cechy najbardziej w tych kobietach sympatyczne; dlatego tacy wydają mi się być najszczęśliwszymi, skoro bowiem, lubując się w miłosnych utarczkach, które wszyscy inni uważają za bardziej gorzkie niż śmierć, znajdują w nich aż tyle przyjemności, to uważam, że tym bardziej w miłosnych czułostkach powinni odnajdywać szczęście najwyższe, którego tak daremnie szukamy na tym świecie. Chciałbym przeto, aby tego wieczora nasza zabawa polegała na tym, że każdy opowie, w jaki sposób wzbudzałby gniew u osoby, którą kocha, gdyby chciał ją rozgniewać. Jeśli zatem są wśród nas tacy, którzy zaznali już tego rodzaju słodkiej wzgardy, to jestem pewien, że przez grzeczność przytoczą nam jeden z takich przypadków, w którym owej rozkoszy zaznali; ja natomiast może się ośmielę postąpić nieco dalej w kochaniu z nadzieją, że odnajdę jeszcze tę słodycz tam akurat, gdzie wszyscy zaznają goryczy; a tym sposobem sprawię, że damy już więcej nie będą mogły mi zarzucać, że unikam miłości”.