Świat ŚmierciTekst

Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa


Tytuł oryginału: UNDYING MERCENARIES BOOK 5. DEATH WORLD

Copyright © 2015 by Iron Tower Press, Inc.

All rights reserved

Projekt okładki: Tomasz Maroński

Redakcja: Rafał Dębski

Korekta: Agnieszka Pawlikowska

Skład i łamanie: Karolina Kaiser

Opracowanie wersji elektronicznej:

Książka ani żadna jej część nie może być kopiowana

w urządzeniach przetwarzania danych ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

Utwór niniejszy jest dziełem fikcyjnym i stanowi produkt wyobraźni Autora. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Wydawca:

Drageus Publishing House Sp. z o.o.

ul. Kopernika 5/L6

00-367 Warszawa

e-mail: drageus@drageus.com www.drageus.com

ISBN EPUB: 978-83-66375-90-1

ISBN MOBI: 978-83-66375-91-8

Początki ziemskich legionów (fragment)

Ziemskie siły zbrojne zmieniły się na zawsze, gdy Imperium Galaktyczne poinformowało, że spotkał nas zaszczyt i zostaliśmy jego członkami. Do tej pory ludzkość błędnie zakładała, że jesteśmy sami we wszechświecie i że istotne są tylko nasze drobne problemy, dotyczące jednej planety. Nie pojmowaliśmy wówczas prawdziwego stanu rzeczy. Nie mieliśmy pojęcia, że stanowimy część wielkiej organizacji politycznej władającej pięćdziesięcioma miliardami gwiazd Drogi Mlecznej.

Po spokojnej chwili formalnej aneksji na ludzkość spłynęła jednocześnie pokora i oświecenie. Nastąpił burzliwy okres, gdy należało skorygować sposób myślenia mieszkańców niektórych krajów. Ale w ciągu dekady ci z nas, którzy przeżyli, zaakceptowali swoje miejsce w kosmosie.

Dowiedziawszy się, że Ziemia stanowi część ogromnego braterstwa obcych światów, otrzymaliśmy wiele wspaniałych darów. Pierwszym z nich było bezpieczeństwo. Każdą prowincję, w tym naszą Rubież 921, patrolowała flota bojowa mająca dwa cele: utrzymywanie porządku i ekspansję. Kolejną korzyścią był handel z niezliczonymi obcymi światami. Ziemia mogła zakupić niezmierzone bogactwa i technologię od każdego w Imperium dzięki galaktycznym kredytom.

Te dary miały jednak swoją cenę. Nasi wielcy opiekunowie, zwani Galaktykami, nie tolerują łamania zasad. Odstępstwo od najmniejszego z ich nieskończenie mądrych praw skutkuje natychmiastowymi surowymi karami. Zazwyczaj jest to permanentna śmierć sprawcy czynu, ale nie jest to jedyna możliwa opcja. Czasami za winnych wspierania przestępcy uznaje się całą rodzinę, organizację, miejsce czy nawet gatunek – wówczas są one usuwane i skazane na zapomnienie.

Od czasu aneksji rola Ziemi w Imperium zawsze była natury wojskowej. Szybko odkryto, że naszym najlepszym towarem są najemnicy. Powołaliśmy legiony, by służyły militarnym potrzebom kosmicznych braci. W ostatnim czasie staliśmy się narzędziem egzekucji prawa samych Galaktyków. Ziemskie siły zbrojne są więc kluczowe dla gospodarki i bezpieczeństwa naszej planety.

Nasze siły składają się z dwóch głównych grup. Hegemonia to planetarna organizacja zajmująca się obroną Ziemi. Zlecenia dla innych światów wykonują jednak luźne, niezależne bractwa zwane legionami. Wymienimy tu kilka najsłynniejszych legionów z ziemskiego panteonu.

Hegemonia

Symbol: błękitny glob

Choć nazywa się ją legionem, Hegemonia w rzeczywistości jest znacznie większa niż wszystkie niezależne legiony razem wzięte. Organizacja ta stanowi główne dowództwo wojskowe Ziemi i odpowiada za bezpieczeństwo planety oraz nadzór nad mniejszymi legionami podczas ich pozaplanetarnych misji.

Jako że nasza rola zmieniła się i z najemników staliśmy się częścią sił obronnych prowincji, bardzo możliwe, że Hegemonia z czasem wchłonie resztę legionów. Istnieje jednak znaczny opór wobec takiego pomysłu ze strony legionów, różnych dowódców wojskowych, a nawet opinii publicznej. Legiony mają oddanych wielbicieli, prawie jak drużyny sportowe. Mówienie o ich potencjalnym rozwiązaniu kończyło się dla wielu polityków przegranymi wyborami. Poza tym niezależna struktura dowodzenia ma też swoje zalety. Ze względu na ogrom kosmosu w praktyce nie jest możliwe, aby scentralizowany rząd był w stanie w pełni kontrolować siły zbrojne wysłane na odległą planetę. Oznacza to, że grupy zadaniowe działające w nieznanym środowisku muszą być w stanie podejmować przez miesiące czy nawet lata suwerenne decyzje.

Fakt, że wyprawy legionów czasami kończą się incydentami, które mają potem reperkusje dla Ziemi, stanowi przedmiot niezliczonych debat, ale przynajmniej na razie mniejsze legiony pozostają niezależne.

Victrix

Symbol: skrzyżowane miecze

Victrix to pierwszy z utworzonych przez Ziemię legionów. Sprowadził na ojczystą planetę kredyty galaktyczne po pomyślnym wykonaniu misji dla Skrullów w ich układzie gwiezdnym. Z uwagi na tę operację i wiele kolejnych legion ten na zawsze zostanie zapamiętany i otoczony czcią. Bez ich początkowych wypraw, z których dwie zakończono, zanim wysłano gdziekolwiek drugi z legionów, mogłaby nas czekać zagłada z powodu bankructwa finansowego – przestępstwa, którego nie toleruje się w Imperium.

Germanica

Symbol: głowa byka

Germanica od dawna znana jest jako legion najbardziej pożądany przez zamożnych klientów. Słyną ze swojej elegancji, a nawet gracji. Nie ma legionu tak profesjonalnego, jeśli chodzi o wygląd i wyniki. Każdy despota z sąsiadujących z nami światów potrzebujący eskorty, demonstracji bogactwa czy po prostu gwardii honorowej prosi o Germanicę.

Należy tu wspomnieć o obrzydliwych pogłoskach o korupcji wśród oficerów legionu. Dowództwo Germaniki od lat stanowczo zaprzecza tym oskarżeniom. Autor niniejszej książki podejrzewa, że takie oszczerstwa to nieuchronny skutek zazdrości, grzechu toczącego serca wszystkich prostaczków.

Żelazne Orły

Symbol: dwugłowy orzeł

Historia Żelaznych Orłów jest dość skomplikowana. Są trzecim z powołanych na Ziemi legionów i brały udział w wielu trudnych kampaniach. Historycznie uważane były za jeden z najbardziej profesjonalnych i zdolnych legionów. Jeśli jakiś przywódca planety ryzykował utratę władzy na rzecz rebeliantów, często wzywał właśnie Orły. Współcześnie czasami mówi się, że legion ten zgnuśniał i stał się zbyt wybredny, jeśli chodzi o misje, często odmawiając najtrudniejszych z nich. Mimo wszystko nadal uważany jest za najlepszą jednostkę bojową Ziemi.

Teutoburg

Symbol: liść dębowy

Teutoburg to legion o dość dyskusyjnej przeszłości. Ich trybuni oskarżani byli o korupcję, niesubordynację i niesankcjonowane układy z obcymi częściej niż dowódcy jakiegokolwiek innego legionu. Jeśli przejrzeć akta sądowe, szanse na to, że dany przywódca tej organizacji ostatecznie zostanie skazany za poważne przestępstwo, wynoszą niemal jeden do trzech.

Z drugiej strony jednak warto wspomnieć, że Teutoburg wielokrotnie dobrze przysłużył się Ziemi. Szczyci się tym, że nigdy nie odmawia misji ani nie kończy jej bez wypełnienia postawionych przez najemcę warunków. Krytycy przypominają jednak, że to nie skuteczność legionu jest kontrowersyjna, ale jego niekonwencjonalne metody.

Solstice

Symbol: wschodzące słońce

Legion Solstice normalnie nie zasługiwałby na wzmiankę, jako że dawniej jego wyniki nie były zachwycające. Ostatnio miał jednak więcej szczęścia. Wraz z Legionem Varus, najbardziej niesławną z ziemskich formacji, okazał się kluczowy dla zdobycia bogatej w metale planety w układzie Gamma Pavonis.

Autor opracowania zgadza się z powszechnym poglądem, że to legioniści Solstice w większości walczyli i umierali na Gamma Pavonis, zwanej Światem Maszyn, i dlatego zasługują na lwią część chwały.

Varus

Symbol: wilczy łeb

Niektórzy historycy powiedzieliby, że Varus nie zasługuje na wzmiankę obok legionów o dumnej, pełnej chwały historii. Jednakże mimo jego złej sławy jeśli chodzi o niechlujność, wątpliwą etykę zawodową i niemal zbrodnicze zachowania, autor uważa, że bez niego każda lista legionów byłaby niekompletna.

Cokolwiek o nim myśleć, nie da się zaprzeczyć, że miał ogromny wpływ na historię. Legion ten brał udział w wielu kluczowych kampaniach i, na dobre czy na złe, wpłynął na losy każdego żyjącego dziś człowieka.

U świtu obecnej ery, kiedy miejscową flotę bojową odwołano do Układów Centralnych, Varus walczył z Saurianami z Cancri-9, planety nieoficjalnie zwanej Światem Stali. Doprowadziło to do napięć między Ziemią a Saurianami, którzy do tej pory byli naszymi najlepszymi klientami. Ta nowa rywalizacja międzyplanetarna od tamtej pory nie ustała.

Mówi się, że ostatnio bezpośredni konflikt z Saurianami miał miejsce na Świecie Maszyn, naszej nowej, bogatej w metale planecie. W tych walkach znów brał udział Legion Varus.

Być może ważniejsze od tych słynnych katastrof było uczynienie Świata Pyłu drugą legalnie skolonizowaną przez Ziemię planetą. Na miejscu znów znalazł się Legion Varus, który objął w posiadanie nowe terytorium i przyczynił się do konfliktu z Królestwem Głowonogów. Przypadek ten to doskonały przykład dychotomii, jeśli chodzi o Legion Varus: kilka tysięcy wygnańców trafiło na pustynną planetę, ale kosztem nowego konfliktu z głowonogami. Niektórzy uważają, że przerodzi się on w otwartą wojnę, która doprowadzić może do naszej zagłady.

 

Czy to godni współczucia pechowcy, czy też diabły wcielone? Autor niniejszej publikacji, jak wielu innych, podejrzewa, że w jednym i drugim określeniu jest ziarno prawdy.

Zatruta figa smakuje nie mniej słodko.

Liwia Druzylla, 14 n.e.

1.

Po miesiącach spędzonych na Świecie Maszyn w układzie Gamma Pavonis powrót na Ziemię był jak wakacje w raju. W porównaniu z nią Świat Maszyn wydawał się zamarzniętym piekłem. Ląd był wiecznie zachmurzony i pozbawiony organicznego życia. Morza wypełniał metan, którego płatki spadały z nieba, tworząc obce śnieżyce. „Żyjące” tam elektromechaniczne istoty potrafiły być względnie przyjazne, ale nie były zbyt bystre i ich naturalny głód metalu prowadził do agresji, gdy napotykały opancerzonych ludzi. Krótko mówiąc, wcale nie tęskniłem za tym miejscem.

Moje rodzinne miasteczko to Waycross w dystrykcie Georgia. Rodzice mają tam kawałek ziemi nad rzeką Satilla. Mieszkam w słabo oświetlonej chatce na tyłach ich posiadłości. Mam tam przenośną lodówkę, skrzypiącą podłogę i zapadającą się kanapę. Niezbyt imponujące, ale dla mnie jest to dom.

Anne Grant, bioska z legionu, z którą trochę mnie łączyło przez te lata, spędziła ze mną kilka szczęśliwych dni w tej chatce po naszym powrocie na Ziemię. Ale pewnego szarego popołudnia pożegnała się i pojechała z powrotem do Kentucky. Wiedziałem, że będzie mi jej brakowało, ale nie czułem się z tym źle. Byłem pewien, że dobrze ją zapamiętam.

Widząc, że kolejna dziewczyna odeszła z mojego życia, i być może niepotrzebnie się nade mną litując, rodzice zabrali mnie jeszcze tego samego wieczora na kolację. Opowiedzieli mi wszystkie miejscowe wieści, gdy wracaliśmy do domu rodzinną ciężarówką. Jak dobry synek siedziałem na tylnym siedzeniu, kiwając głową, wydając z siebie pomruki i udając, że słucham.

Nie pytali mnie już nawet o szczegóły ostatniej kampanii. Przestali wypytywać o takie rzeczy po tym, jak usłyszeli, że musiałem patrzeć, jak wielkie jaszczury biegały z moimi wnętrznościami w pyskach na Świecie Stali, i o innych podobnych przygodach. Nauczyli się, że lepiej nie wiedzieć za dużo.

Zamiast więc pytać o Świat Maszyn, próbowali zabić czas luźną pogawędką – i sam też to wolałem. Mieliśmy już wypracowaną rutynę moich powrotów do domu i wszyscy troje czuliśmy się z tym dobrze.

Po kolacji byłem gotów iść spać. Wysiedliśmy z samochodu i życzyliśmy sobie nawzajem dobrej nocy. Rodzice weszli do głównego domu, podczas gdy ja po ciemku podążyłem do swojej prywatnej rezydencji pośród drzew.

Zasypiając samotnie na kanapie, czułem się jak w raju. Anne była doskonałym gościem, ale miałem ochotę na odrobinę odpoczynku po jej wizycie. Gdy przebywa u mnie kobieta, zwykle nie przesypiam nocy, jeśli wiecie, co mam na myśli.

Zanim się położyłem, postanowiłem wypić parę drinków. W wyniku eksperymentów odkryłem idealną ilość alkoholu, by spokojnie spać i obudzić się bez nieprzyjemności. Po wypiciu ostatniego szota przeciągnąłem się z uśmiechem.

Kilka kolejnych tygodni, podczas których wróciłem do paru dawnych przyjemności, przeleciało błyskawicznie. Jeździłem na poduszkowcu nad rzeką Satilla, odwiedziłem bar Chapter House, by napić się taniego piwa i zagrać w bilard. Odkąd zaczęto tam podawać alkohol, Chapter House stał się miejscem spotkań miejscowych legionistów. Nie bywali tam już tylko naiwni rekruci z sektora, ale mężczyźni i kobiety tacy jak ja. Ludzie, w których oczach widać było upiorny blask gwiazd.

Minął już jakiś miesiąc od mojego powrotu na Ziemię, gdy popełniłem pewien błąd. Odwiedziłem mamę i przyłapała mnie na gapieniu się w stuka zamiast słuchania, co ma do powiedzenia. Przeglądanie stuka i udawanie, że słucha się rodziców, było oczywiście czymś powszechnym. Jaka starsza osoba była w stanie skupić na sobie pełną uwagę kogoś dwa razy młodszego? Wyobraźcie sobie tę pokusę. Cała rozrywka w Galaktyce dostępna na małym ekranie wszczepionym w moją rękę. Tymczasem mama gadała coś o przycinaniu żywopłotu, sugerując oczywiście, że powinienem się tym zająć.

– Jasne, mamo, zrobię to – powiedziałem, nie unosząc wzroku. – Nie przejmuj się tym.

– Co masz na ekranie? – spytała, wyciągając szyję, gdy przechodziła obok, kierując się do kuchni. – Co to za dziecko?

Na ułamek sekundy zamarłem, po czym opuściłem rękę i wcisnąłem przycisk zamykający okno.

– To nic takiego.

– Masz dziecko w galerii zdjęć? To nie pasuje do Jamesa McGilla, którego znam. To dziewczynka, prawda?

– Uch… Chyba tak. Jak potrafisz poznać płeć tak małego dziecka?

– Parę już w życiu widziałam – odparła z nutą sarkazmu.

– Nigdy mnie to nie przestaje zadziwiać. Kobiety mają pod tym względem sporą przewagę. Weźmy na przykład modę…

– Kto to jest? – przerwała mi matka.

Stała i przyglądała mi się ze zmarszczonym czołem. Próba zmiany tematu zawiodła. Czułem, że oblewa mnie pot. Dziewczynką była Etta, moja córka, którą urodziła Della. To, że nie wspomniałem rodzicom o ich wnuczce, czasami mnie gryzło, ale do tej pory uważałem, że tak będzie lepiej.

Co mnie podkusiło, żeby przeglądać zdjęcia na stuku właśnie w tej chwili, w towarzystwie najbardziej niebezpiecznej osoby na Ziemi, jeśli chodzi o moją prywatność? Nie wiem. Nie byłem pewien, dlaczego właściwie zataiłem przed nimi te informacje. Pewnie zdawałem sobie sprawę, że rodzice zaczną wypytywać o szczegóły, o których nie miałem pojęcia.

Z głębi mojej piersi wydobyło się długie westchnienie. Nie spojrzałem mamie w oczy. Nie mówiłem nic. Nie zamierzałem jej okłamywać, ale nie chciałem też zaczynać nieuchronnej rozmowy.

Mama przyglądała mi się jeszcze przez dwie sekundy, po czym weszła do kuchni.

– Zaraz wracam.

Ulga trwała krótko. Wróciła z pincetą. Skrzywiłem się z irytacją, gdy ją zobaczyłem.

– Pokaż rękę – powiedziała.

– Nie mam już siedmiu lat, mamo – jęknąłem. – Sam potrafię pozbyć się włosów z ekranu.

– Najwyraźniej nie – odparła, trzymając mnie za nadgarstek. Pozwoliłem jej pociągnąć mnie za rękę, by mogła wyrwać około dziesięciu blond włosków, które wyrosły po wewnętrznej stronie mojego przedramienia, przysłaniając lekko ekran otaczający mój lewy nadgarstek.

Pozornie przypadkiem otworzyła znów mój album ze zdjęciami. Wyświetliła się twarz Etty, spoglądającej na nas tępym wzrokiem, jakim patrzą zwykle niemowlęta.

– Popatrz, jaki słodziak – powiedziała.

Znów westchnąłem.

– Owszem.

– Trochę dla ciebie za młoda, czyż nie?

– To nie moja dziewczyna, mamo.

– W takim razie kto?

– Ona… ma na imię Etta.

Mama odłożyła pincetę, po czym usiadła na kanapie naprzeciwko mnie. Wpatrywała się we mnie wygłodniałymi oczami. Wiedziałem, że mnie ma i będę musiał wszystko wyznać.

– Przepraszam. Nie wiedziałem, jak ci to powiedzieć.

– Powiedzieć co? – spytała cicho.

– Etta to moja córka. Jest twoją wnuczką, mamo.

Przez jakieś pięć sekund dało się usłyszeć, jak rośnie trawa. Mama miała dziwny wyraz twarzy, jakby miała się rozpłakać, zemdleć albo jedno i drugie.

Zamiast tego podskoczyła i mnie przytuliła. Potem uderzyła mnie otwartą dłonią w twarz.

– Ty mały draniu – powiedziała syczącym szeptem. – Dlaczego nic nie powiedziałeś?

– Nie wiedziałem jak.

Chwyciła mnie za nadgarstek i zaczęła nawigować po moim stuku jak zawodowiec. W menu szybko znalazła nagranie wideo z Ettą i obejrzała je ze łzami w oczach.

– Ma jakieś dwa lata. Umie już chodzić. Dwa lata, James? Utrzymywałeś moją jedyną wnuczkę w tajemnicy przez dwa lata?

– Nie, poczekaj – powiedziałem. – To nie tak. Sam dowiedziałem się o niej dopiero parę miesięcy temu.

Opowiedziałem jej historię o szalonej kolonistce imieniem Della, która zabiła mnie kilka razy, po czym celowo zaszła w ciążę. Oczywiście opuściłem ten fragment z zabijaniem, ale nadal nie brzmiało to dla niej najlepiej.

– Ledwie znasz tę dziewczynę? I… zaraz, mówisz, że to dziecko nie przebywa nawet na Ziemi?

– Tak, to właśnie mówię, mamo. Mieszka na Świecie Pyłu… no wiesz, Zeta Herculis. Nigdy jej nawet nie spotkałem. Della dała mi tylko parę zdjęć.

– Jesteś pewien, że to twoje dziecko? To znaczy jest podobna do ciebie, ale ta cała Della nie brzmi jak wiarygodne źródło.

– Chodzi ci o to, że pewnie sypia z wieloma facetami? To prawda. Ale co do ojcostwa jestem pewien. Ojciec Delli to… rodzaj lekarza. Zrobił test DNA.

– Mają twoje DNA?

– Tak.

Prawda była taka, że na Świecie Pyłu mieli mnóstwo mojego DNA, więcej nawet niż ja sam. Zrobili sekcje kilku moich ciał i znali mnie lepiej niż ktokolwiek. Mieli dość cholernego DNA, żeby zbudować sobie nowego Jamesa McGilla, jeśli tylko chcieli.

Moja mama znów się rozpłakała. Próbowałem ją pocieszyć i przesłałem jej wszystkie zdjęcia i filmy, jakie miałem. To chyba jednak niewiele pomogło. Przejrzała je, ale nadal nie była zadowolona.

Gdy się uspokoiła, zjedliśmy obiad i wróciłem do siebie. Szedłem do domu jak pies, który właśnie dostał porządnego kopa w tyłek. Wyglądało na to, że mama dowiedziała się wszystkiego w najgorszy możliwy sposób i podobnie zareagowała.

James McGill znów się spisał.

Tego wieczora do moich drzwi zapukał tata. Wpuściłem go ze sztucznym uśmiechem. Udało mu się odpowiedzieć podobnym.

– Co tam, tato?

Przyglądał mi się przez parę sekund.

– Masz jeszcze trochę tego kiepskiego piwa?

– Jasne.

Podałem mu zimną puszkę, sobie też otworzyłem. Łyknął, po czym odezwał się:

– Twoja matka jest cała w nerwach.

– Tak… Przepraszam za to. Nie chciałem, żeby dowiedziała się w taki sposób.

– Nie chodzi o to, jak jej to powiedziałeś, tylko o same wieści.

– Zawsze sugerowała, że chciałaby zostać babcią. Myślałem, że może się ucieszy, jak się w końcu uspokoi.

– Naprawdę, James? Nasza pierwsza wnuczka tkwi na innej planecie i myślałeś, że to nas uszczęśliwi? Młodsi już nie będziemy. Może nie zauważyłeś, ale się starzejemy. Ty może nie, ale my tak. Nie będziemy czekać wiecznie.

Zmarszczyłem brwi. Miał rację. Służąc przez dłuższy czas w legionach, można było przeżyć sto lat albo i więcej, zachowując młodość. Na przykład centurion Graves miał jakieś siedemdziesiąt do stu lat, ale wyglądał na góra trzydzieści pięć.

Dla kogoś młodego brzmiało to świetnie, ale rodzina i inni ludzie, którzy nie służyli w legionach, starzeli się. Podczas każdej kampanii leciałem do gwiazd i zwykle w jakiś sposób umierałem. Przy użyciu uzyskanych od kosmitów wskrzeszarek legiony odtwarzały dla mnie nowe ciało i umysł. Jako że nie robiono zbyt często kopii zapasowych ciał, zwykle wracałem do życia fizycznie młodszy, niż kiedy opuściłem Ziemię.

Ale w domu w normalnym tempie toczyło się zwykłe, spokojne życie. Moi rodzice cały czas się starzeli. Widziałem to, ale do tej pory tak naprawdę się nad tym nie zastanawiałem.

– Mama chce zobaczyć dziecko? O tym mówisz?

– Oczywiście, że chce – warknął. – Jak możesz być tak inteligentny i tak głupi jednocześnie?

Był wkurzony i miał ku temu dobry powód, więc nie zaprzeczałem. Zamiast odpowiedzieć, wychyliłem resztę piwa i poszedłem po kolejne dla nas obu.

– Już sprawdza ceny lotu na Świat Pyłu – powiedział kilka minut po tym, jak w ciszy wypiliśmy kolejne piwo.

– Co? Chyba żartujesz.

– Nie, nie żartuję. Będzie mnie to kosztować roczną wypłatę.

W głowie miałem plątaninę myśli. Della powiedziała, że ma męża. Nie mówiąc o tym, że gdy ostatnio odwiedziłem Świat Pyłu, nie był miejscem szczególnie przyjaznym dla turystów.

– Tato… powinieneś chyba spróbować ją powstrzymać.

– Nie wiem, czy jestem w stanie.

– Ale, tato, Świat Pyłu… nie jest jak Ziemia. Większość planety to śmiercionośna dzicz. Tamtejsi ludzie nie myślą jak my.

– Oczywiście, że nie. Nie mogłeś się jakoś zabezpieczyć?

– Przepraszam, tato. Wzięła mnie z zaskoczenia.

Parsknął z rozbawieniem i pokręcił głową. Normalnie nie pił zbyt wiele. Postawiłem przy nim na stoliczku kolejne piwo. Po chwili zastanowienia otworzył je.

– Wiesz, o czym mówi już twoja mama? – spytał.

– O czym?

– O przeprowadzce tam. Emigracji. Hegemonia ma nową politykę rządową. Jeśli kupisz bilet w jedną stronę jako kolonista, płacisz połowę ceny. Może być nas stać, jeśli sprzedamy tę ziemię.

Szeroko otworzyłem oczy.

– Ale…

– Owszem, polecę z nią. Teraz wiesz już, dlaczego tyle dzisiaj piję.

Zaczynałem rozumieć. Moją mamę trudno było odwieść od postanowienia. Sam byłem podobny. Ale to było szaleństwo.

– Nie możecie przenieść się na Świat Pyłu. Jest niczym jedna wielka Dolina Śmierci, a nawet gorzej.

 

– Wiem. Ale większość kolonistów osiedla się na drugiej planecie układu, tej oceanicznej.

Szeroko otworzyłem oczy.

– Stamtąd wykurzono głowonogi! To jeszcze gorszy pomysł. Nadal uważają ją za swoją własność. Mogą kiedyś tam wrócić i wybić wszystkich ludzi, których tam znajdą.

Tata wzruszył ramionami.

– Mogą to zrobić też tutaj, na Ziemi. Właściwie większość ludzi myśli, że to tylko kwestia czasu. Jeśli Imperium nie przyśle floty bojowej z powrotem na Rubież 921, wkrótce będzie po nas. Może twoja matka ma rację? Czemu chociaż wcześniej nie zobaczyć dziecka?

– Budujemy własne okręty – odparłem. – Każdego dnia rozbudowujemy ziemską flotę. Nasze okręty mogą się zmierzyć z ich jednostkami, dwa do jednego. Widziałem je w akcji.

– Okręty imperialne tak, ale nie ziemskie – odparł tata. – Ludzie wciąż to mylą. Okręty Galaktyków z Układów Centralnych budują obcy, którzy wiedzą, co robią. Imperialny okręt łatwo poradzi sobie z jednostką głowonogów. Widzieliśmy to na nagraniach. Ale nasze własne okręty są zupełnie inne. Widziałeś je? Wielkie kule pastobetonu na metalowych rusztowaniach. Wyglądają kiepsko i są niesprawdzone. Niektórzy eksperci mówią, że w bitwie popękają jak balony.

Mój tata oczywiście miał rację. Hegemonia budowała okręty tak szybko jak mogła, ale nasze jednostki przypominały koślawe psie gówna. Były w zasadzie beczkami z zamontowanymi działami. Kadłuby zbudowano z pastobetonu nałożonego na tytanową siatkę, nadającą im jakiś kształt. Proces ten przypominał budowanie basenów w ziemi. Beton z metalowymi prętami w środku. Nowe ziemskie okręty były powolne, ciężkie i brzydkie. Czy były w stanie walczyć? Mogliśmy jedynie zgadywać.

Z niebywałą prędkością skończyliśmy razem cały dwunastopak, który trzymałem w lodówce na weekend. Byliśmy przynajmniej w znacznie lepszym nastroju. Żartując sobie po drodze, wróciliśmy razem do domu, gdzie zastaliśmy mamę oglądającą kolejne nagranie z Ettą. Udało jej się znaleźć filmik z pierwszymi krokami dziecka. Natychmiast otrzeźwieliśmy i spojrzeliśmy po sobie.

– Porozmawiam o tym z Dellą, jeśli wciąż jest na Ziemi – powiedziałem.

– Jeśli przebywa na Ziemi, to może razem z Ettą?

– Nie. Pyłowcy są inni. Wychowują dzieci grupowo. Della dołączyła do legionu, ale nie wzięła ze sobą Etty.

Tata pokręcił głową.

– Wygląda na to, że nie myślą jak my.

– Owszem. Ale słuchajcie, jeśli lot tam jest możliwy, to pomogę opłacić bilet powrotny. Nie dacie sobie rady jako koloniści na tak nieprzyjaznej planecie.

Ojciec przytulił mnie, a ja spojrzałem przez jego ramię na duży ekran w salonie. Etta miała na nogach sandały, ale jej stopy były czarne od brudu. Dorośli koloniści wokół nie przejmowali się ani nawet tego nie zauważali.

Wyszedłem na zewnątrz. Stojąc w ciemnościach wśród brzęczenia muszek i komarów, napisałem na stuku wiadomość do Delli. Nie wiedziałem, czy przebywa na Ziemi, ale gdy tylko wcisnąłem „wyślij” i zaczęła kręcić się ikonka oczekiwania, poczułem, że moje serce bije mocniej.

Wiadomość brzmiała po prostu: „Della, musimy porozmawiać”.

Czekałem dość długo. Zacząłem myśleć, że może opuściła Ziemię i wróciła na Świat Pyłu. Może nawet porzuciła życie w legionach, zostawiając wszystko za sobą jak zły sen.

Tak jednak nie było. Kółko na ekranie przestało się kręcić i usłyszałem cichy dźwięk. Odebrała moją wiadomość.