Fear meTekst

Autor:B.b. Reid
Z serii: Broken Love #1
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6

Później tego samego dnia poszłam na piątą lekcję i okazało się, że Keiran nie ma zamiaru mi odpuścić. Stał przy drzwiach i rozmawiał z Quentinem, gdy się tam zjawiłam. Gdy weszłam do klasy, podążył za mną bez słowa.

Dyskretnie się rozejrzałam, szukając Willow, i zajęłam to samo miejsce co dzień wcześniej. Musiałam z nią jeszcze porozmawiać i sprawdzić, jak się czuje. Nie było jej dzisiaj na siatkówce, francuskim ani na lunchu, a poza tym nie odpowiadała na moje wiadomości. Nie wiedziałam nawet, czy w ogóle przyszła do szkoły. Usiadłam na swoim miejscu i znowu do niej napisałam.

Czy Keiran coś jej zrobił?

– Monroe, usiądź tutaj.

– Tu mi pasuje – odparłam. Cisza, która nastąpiła, była bardziej przerażająca, niż gdyby krzyknął, a ja wiedziałam, że to nie miejsce ani czas, by go wkurzać. Nie przeszkadzałoby mu, że są tu inni ludzie. Po prostu by to wykorzystał, żeby znowu mnie upokorzyć.

Westchnęłam i wzięłam swoje książki, a potem poszłam usiąść obok niego. Chwilę później do klasy weszli Keenan i Sheldon w pogniecionych ubraniach, uśmiechając się do siebie tajemniczo. Zajęli ławki przed nami.

– Panie Masters i pani Chambers, następnym razem radzę iść na lekcję nieco bardziej chyżym krokiem, albowiem spóźnialstwo nie jest tu tolerowane.

– Jasne, panie Lawson, chociaż wydaje mi się, że ludzie już nie używają słowa „albowiem” – zażartował Keenan, na co klasa wybuchnęła śmiechem, a pan Lawson spąsowiał.

– Keenan, odpuść – zganiła go Sheldon.

– Tak, moja droga.

Patrzyłam, jak para zajmuje swoje miejsca. Keenan dźgał ją palcem i łaskotał, a ona chichotała. Zawsze znajdował pretekst, by jej dotknąć. Zauważyłam też, jak na nią patrzy. Pomimo swojej niewierności chyba ją ubóstwiał. Nie rozumiałam tego. Sheldon była piękna. Współczułam jej.

– Cześć, jestem Sheldon. Lake Monroe, prawda? – odezwała się i rozsiadła ze swoją torebką. Jej oczy miały intensywny bursztynowy kolor, a włosy jasny odcień blondu. Zawsze uważałam, że wygląda nieco egzotycznie, i podziwiałam jej wysportowaną od cheerleadingu sylwetkę.

– Eee… tak. Cześć – odparłam, ale nie odwzajemniłam uśmiechu. Podchodziłam do Sheldon dość ostrożnie, w końcu była popularna, ładna i miała zarąbiste zderzaki. Cholera, teraz brzmię jak Keenan. Często widziałam, jak Keenan za nie łapie tak, żeby wszyscy widzieli.

Wydawała się miła, ale jeśli chodzi o facetów – niezbyt rozgarnięta. Keenan był męską dziwką i się z tym nie krył, a mimo to ona wciąż z nim była. Nie rozumiałam takiego oddania, mimo że sama nigdy nie miałam chłopaka przez Keirana.

– Ostatnia klasa, co? Cieszysz się? – zapytała. Nawet nie masz pojęcia. Pokiwałam uprzejmie głową, ale nie odpowiedziałam. Nie rozumiałam, dlaczego w ogóle ze mną rozmawia, a tym bardziej czemu usiadła obok mnie. – A więc ty i Keiran, co? Jesteście parą? – zapytała i poruszyła sugestywnie brwiami.

Keiran właśnie rozmawiał z Quentinem, ale wiedziałam, że usłyszał pytanie, bo obaj zamilkli, a on skupił na mnie wzrok. Nie potrafiłam go odtrącić, ale też nie mogłam powiedzieć jej prawdy. Jego drwiący uśmieszek świadczył o tym, że podobała mu się władza, jaką miał nade mną.

Na szczęście nie musiałam odpowiadać, bo w tej chwili do klasy weszła Willow. Kiedy zauważyła, gdzie siedzę, posłała mi pytające spojrzenie. Zmusiłam się do uśmiechu, ale zapowietrzyłam się, gdy do mnie podeszła.

– Wszystkiego najlepszego, Lake – powiedziała radośnie i nachyliła się, by pocałować mnie w policzek. Już miałam zareagować, ale w tej chwili Keiran złapał mnie mocno za podbródek i obrócił moją twarz w swoją stronę.

– Jeśli chcesz być fajna, to lepiej przestań się do niej odzywać. Omawialiśmy to. Pozbądź się balastu.

Po tych słowach mój świat runął, bo rozumiałam przekaz. Nastała cisza, a ja popatrzyłam na niego z nienawiścią.

– Lake? – zapytała Willow drżącym głosem, a ja wiedziałam, że go usłyszała. On chciał, żeby go usłyszała.

Pragnęłam się obrócić i ją pocieszyć. Nie mogłam pozwolić, by on mi to robił, by odebrał mi te dwie osoby, które kochałam. Czy jeśli zrezygnuję z jednej, uratuję drugą? Pomimo wątpliwości wiedziałam, że nie mogę ryzykować. On wygrał. Doskonale wiedział, kiedy się poddałam, bo w końcu puścił mój podbródek.

Pochyliłam głowę i skupiłam wzrok na notesie leżącym przede mną, ale tak naprawdę go nie widziałam. Nie widziałam niczego. Czułam na sobie ciężar spojrzenia mojej przyjaciółki i ból, który jej zadałam. Odeszła bez słowa i zajęła miejsce w ławce, w której zazwyczaj siedziałyśmy razem. Kiedy pozwoliłam sobie unieść głowę, mój wzrok natychmiast skupił się na skulonych ramionach Willow. Nie wiem, kto powiedział, że wybór między dobrem a złem jest prosty, ale kłamał.


„Pozbądź się balastu”. Stojąc przed lustrem w łazience, nieustannie powtarzałam w myślach te słowa. Nie podobało mi się to, co widziałam w odbiciu.

Byłam przerażona. Zraniłam Willow.

Nigdy wcześniej tego nie zrobiłam, a ona nigdy by mnie nie skrzywdziła. Kiedy lekcja się skończyła, Willow niemal wybiegła z sali, a ja nie mogłam jej zatrzymać.

Pozbierałam swoje rzeczy i wyrzuciłam liczne chusteczki, w które wypłakiwałam swój ból. Gdy dzisiaj rano się obudziłam, nie sądziłam, że do tego dojdzie. Keiran powiedział, że mi ją zabierze, a ja mu nie uwierzyłam. Nie chciałam wierzyć w wiele rzeczy – jak na przykład w to, że Keiran wykorzysta seks i kontrolę, by mnie zniszczyć, a ja, nie mając innego wyjścia, mu na to pozwolę.

Wiedziałam, że mnie zniszczy, jeśli się mu nie przeciwstawię. Nie mając żadnego doświadczenia, nie przetrwam tego, co zaplanował.

W końcu wyszłam z łazienki i zastałam Keirana z jedną nogą opartą o ścianę i rękami w kieszeni. Popatrzyłam na niego, a on odwzajemnił spojrzenie. Kiedy przywołał mnie skinieniem palca, poddałam się pokusie. Wyprostował się i zacisnął pięści na mojej bluzce, po czym przyciągnął mnie tak, że nasze ciała się zetknęły.

– Nie wiem, jakie brednie powtarzasz sobie w głowie, by uniknąć tego, co i tak się między nami wydarzy, ale odpuść. Już ci powiedziałem, co się stanie. Chcesz tego tak samo jak ja, a ja… będę… cię… miał. Koniec dyskusji.

Można powiedzieć, że byłam w dupie.


Godzinę temu przyjechałam do domu i po raz kolejny próbowałam się skontaktować z Willow. Stwierdziłam, że on na pewno się nie dowie, że z nią rozmawiałam, ale kiedy nie odbierała już piąty czy szósty raz, zirytowałam się. Pozwoliłam Keiranowi, by nas rozdzielił, bez najmniejszego sprzeciwu.

– Pieprzyć to – oznajmiłam, wzięłam kluczyki i zeszłam na dół, ignorując ostrzeżenie Keirana, bym nie wychodziła. Odwiózł mnie do domu od razu po szkole i natychmiast odjechał. Ciocia Carissa zdążyła już wyjechać w trasę, a bez niej dom wydawał się okropnie pusty.

Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi, ale ogarnęło mnie dziwne uczucie i musiałam się rozejrzeć. Instynktownie szukałam wzrokiem czarnego auta, ale nigdzie go nie zobaczyłam, więc zignorowałam to niepokojące wrażenie i wsiadłam do swojego samochodu. Willow mieszkała tuż za rogiem, przy pobliskiej ślepej uliczce.

Chwilę później już byłam pod jej domem i zauważyłam przed nim jej zaparkowane auto. Samochodu jej rodziców nigdzie nie widziałam, więc pewnie była w domu sama. Buddy na pewno jak zwykle gdzieś poszedł – był w pierwszej klasie liceum i już awansował w licealnej hierarchii, zyskując miano jednego z najprzystojniejszych chłopaków. Nawet dziewczyny z ostatniej klasy się za nim uganiały. W ciągu ostatnich lat bardzo się do siebie zbliżyliśmy, a ja traktowałam go jak młodszego brata, którego nigdy nie będę mieć. Przełknęłam niechcianą gorycz, która stanęła mi w gardle, i zadzwoniłam do drzwi.

Minęło kilka chwil, ale nikt nie otwierał. Nie chcąc dopuścić do tego, by moja jedyna przyjaźń się skończyła, złapałam za klamkę. O dziwo, drzwi się otworzyły, więc weszłam do środka, sprawdziłam salon i kuchnię, a następnie poszłam na górę.

– Willow? – zawołałam, kiedy dotarłam na piętro. Z jej pokoju dobiegały ciche dźwięki, więc ruszyłam w tamtą stronę. Kiedy nie odpowiedziała, zaczęłam się obawiać najgorszego i popchnęłam drzwi. – Willow?

Ledwie dostrzegałam Willow, która leżała na łóżku pod potężnym męskim ciałem i otaczała je nogami na wysokości bioder chłopaka. Głowę odrzuciła w tył, a powieki mocno zacisnęła. Trzymała faceta za umięśnione pośladki, a on przyciskał ją do łóżka. Jej piersi falowały w tym samym rytmie, co wezgłowie uderzało o ścianę. Jej namiętne okrzyki mieszały się z jego ochoczymi pomrukami, gdy pieprzył ją brutalnie. Dziwne, że wcześniej go nie rozpoznałam. Nagle obrócił głowę w stronę drzwi i od razu zauważył mnie w wejściu.

Dash Chambers. Najlepszy przyjaciel Keirana. Jego imię smakowało goryczą na moim języku.

Nie przestawał posuwać jej w furiackim tempie, nawet się nie zawahał, kiedy mnie zauważył, tylko uśmiechnął się arogancko. Willow jeszcze mnie nie widziała, więc gdy on dalej ją zaspokajał, cofnęłam się szybko i cicho zamknęłam za sobą drzwi. Zbiegłam po schodach i wypadłam z domu, nie mogąc uwierzyć, że zastałam ich w takiej sytuacji.

A więc to prawda… ona naprawdę sypiała z wrogiem.


– Hej, Charlie – przywitałam się, kiedy weszłam na siłownię.

– Jeszcze raz dzięki za to, że wzięłaś tę zmianę. Wiem, że masz dzisiaj urodziny.

– Żaden problem. Przepraszam, że nie mogłam przyjechać szybciej.

– Proszę, powiedz mi, że to w końcu z powodu faceta.

 

– Nie do końca…

– Cóż, skarbie, to jeszcze nie jest zaprzeczenie. Gratulacje! – Charlie zaczął skakać i klaskać, przyciągając tym niepotrzebnie uwagę.

– Czy możemy już więcej tego nie robić?

– Wybacz mi, że martwię się twoim życiem miłosnym, bo ty nie martwisz się o nie wcale. Na chwilę obecną przewiduję w twojej przyszłości tylko pręgowane koty i problemy z jelitami. Czy ty wiesz, jak to może wpłynąć na człowieka?

Słuchałam paplaniny Charliego, a on podążył za mną za biurko recepcji, a potem aż do pomieszczenia dla pracowników. Kiedy ruszył za mną do łazienki, zagroziłam, że zrobię mu krzywdę. W końcu odpuścił, mamrocząc coś pod nosem o nieświadomych nastolatkach, a ja szybko przebrałam się w strój pracowniczy.

Dostałam pracę na siłowni w zeszłym roku, jakieś dwa miesiące po zniknięciu Keirana. Pamiętam, że wtedy czułam się tak, jakbym straciła ważną część mojego życia, więc na początku poświęciłam się swoim zainteresowaniom, ale mój zapał szybko opadł. Kilka tygodni później po drodze do miejscowej burgerowni zobaczyłam w oknie siłowni ogłoszenie, że poszukują pracowników, i się zgłosiłam. Charlie rzucił mi jedno spojrzenie i zaczął opłakiwać braki w moim życiu uczuciowym. Stwierdził, że albo nie doceniam mężczyzn, albo poczułam coś do kogoś, kto mnie nie zauważa. Gdyby tylko wiedział… Starałam się mu wyjaśnić, że mam tylko szesnaście lat i całe życie na znalezienie miłości, ale po tych słowach niemal się rozpłakał. „Biedaczyno. Jest gorzej, niż myślałem. Masz tę pracę. Muszę ci pomóc. To mój prawdziwy cel w życiu”, powiedział.

I od tamtego czasu tu pracowałam. To zajęcie pozwalało mi się na czymś skupić i odłożyć trochę pieniędzy na studia. Nie wiedziałam, co chcę robić po liceum, ale najważniejsze, że wyjadę gdzieś daleko od NIEGO, i wtedy przeżyję.

Przypięłam do spodni zestaw słuchawkowy, który kazali nam nosić, włączyłam go i zaczęłam obchód. Nie ma nic lepszego niż wdychanie zapachu potu i obserwowanie, jak samotne kury domowe napalają się na półnagich, spoconych osiłków. Siłownia miała swoje plusy.

Charlie wrócił do pracy i udawał, że wszystko nadzoruje, a tak naprawdę dyskretnie zerkał na ćwiczących. Był dumnym z siebie homoseksualistą. Miał wielkie serce i był dobrym mentorem w kwestii mężczyzn, chociaż uważał, że poniósł porażkę, bo nadal byłam sama, a on nie potrafił tego zmienić.

Zajęłam się kontami członkowskimi – przeglądałam i zaznaczałam te, których ważność już wygasła, gdy nagle poczułam zapach cytryn. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech i spojrzałam na odpowiedzialną za to kobietę. Pani Fletcher często odwiedzała siłownię pomimo swoich sześćdziesięciu ośmiu lat, chociaż głównie chodziła na bieżni i schodach treningowych. I czasami przynosiła mi cytrynowe ciasteczka.

– Dzień dobry, kochana. Przyniosłam ci coś dobrego. – Położyła na blacie papierową torbę, a ja natychmiast ją przechwyciłam.

– Jak się pani miewa, pani Fletcher? – zapytałam, wpychając sobie do ust pyszne ciastko z miękkim środkiem i żałując, że nie mam do tego szklanki mleka.

– Wolniej, bo się zadławisz. W torbie jest ich więcej – zganiła mnie.

– Och, wiem, po prostu chcę zjeść jak najwięcej, zanim Charlie je wywęszy. Ostatnim razem pochłonął niemal całą moją porcję.

– A gdzie jest Charles? Jest mi potrzebny, musi wystawić dla mnie tę morderczą maszynę.

– Dzień dobry – odezwał się głęboki, jedwabisty głos.

Obie się odwróciłyśmy i zobaczyłyśmy atrakcyjnego mężczyznę w średnim wieku, który właśnie wszedł do siłowni. Często tu przychodził, chociaż nigdy nie widziałam, by rzeczywiście ćwiczył. Może on też przychodzi tu, by popatrzeć na facetów. Przez chwilę zastanawiałam się, czy Charlie lubi starszych. Właśnie skończył trzydzieści lat, a ten facet wyglądał na trzydzieści pięć–czterdzieści.

– Och, dzień dobry, panie Martin. Co tu pana dzisiaj sprowadza?

– Podejrzewam, że najtrafniejszą odpowiedzią będą ćwiczenia – odparł z lekkim uśmiechem.

Popatrzyłam przepraszająco, jednocześnie przyglądając się jego zadbanej aparycji i ciemnym, falowanym włosom. Był wysoki i umięśniony, ale nie przesadnie, a do tego zawsze uprzejmy i czarujący. Kiedyś się zastanawiałam, czy jest żonaty, ale nigdy go o to nie zapytałam. Jeśli nie był gejem, mogłabym rozważyć, czy nie przedstawić go mojej cioci. Ponadto musiałby być jednak fanem Star Treka, inaczej można zapomnieć o sprawie.

Uśmiechnął się wyrozumiale do pani Fletcher, która patrzyła na niego, zadzierając głowę.

– Witam, pani Fletcher. Jak się pani dzisiaj miewa?

– W porządku, dziękuję – odparła weselszym tonem, bo widocznie podobało jej się, że poświęcił jej uwagę. Przyglądałam się im, by ocenić ich zażyłość. Nie wiedziałam, że się znają.

– Jak zawsze miło panią widzieć.

– Przesadza pan. – Zarumieniła się i odeszła niechętnie, gdy Charlie, który właśnie skończył ustawiać bieżnię, pomachał do niej ręką.

Mężczyzna skupił się teraz na mnie, a ja poczułam ciężar jego spojrzenia.

– A jak ty się masz, młoda damo? Co nowego?

– Dobrze, dziękuję. Nic ciekawego – odparłam, siląc się na beztroski ton.

Dalej się na mnie gapił, jakby czegoś chciał. Poruszyłam się niespokojnie, czując znajomą potrzebę ucieczki. Od roku przychodził tu i zachowywał się mniej więcej tak samo. Wypytywał o mnie i o szkołę. Któregoś razu spytał, czy się z kimś spotykam. Pamiętam, jaką poczułam wtedy panikę, bo miałam wrażenie, że do mnie zarywa. I chyba to zauważył, bo przeprosił i szybko wyszedł z siłowni. W końcu po kilku chwilach podał mi swoją kartę członkowską.

– Wie pan, mamy teraz taką promocję. Jeśli przyprowadzi pan na siłownię znajomego, w następnym miesiącu zapłaci pan tylko połowę ceny. Może pan też przyprowadzić żonę lub dziecko…

Zamilkłam, gdy w jego oczach dostrzegłam gniew na wspomnienie żony i dziecka. Nie potrafiłam tego opisać, ale jego mina nie przypominała tej, jaką ludzie zawsze mają na wspomnienie o bliskich.

– Nikogo nie będę przyprowadzać – odparł opryskliwym tonem. Teraz już nie wydawał się taki czarujący jak wcześniej.

– Przepraszam, jeśli pana uraziłam. Nie…

– Nonsens. – Jego uśmiech był wymuszony, nie sięgał oczu. – To ja powinien przeprosić. Moja żona zmarła kilka lat temu. Jeszcze nie poradziłem sobie z jej śmiercią.

Natychmiast poczułam się jak sucz, nie tylko przez to, że obudziłam w nim złe wspomnienia, ale też przez to, co o nim myślałam.

– W takim razie proszę przyjąć moje przeprosiny, panie Martin. – Uśmiechnęłam się i oddałam mu kartę.

– Jesteś wyjątkową dziewczyną, Lake. Co za szkoda – stwierdził i odszedł. Patrzyłam, jak wchodzi do szatni, a mój uśmiech natychmiast zniknął.


Pół godziny później właśnie myłam okna i kiwałam głową do muzyki, gdy nagle owiało mnie rześkie letnie powietrze, bo ktoś wszedł do środka.

– Witamy ponownie. Właśnie mamy promocję. Za polecenie naszej siłowni znajomemu można otrzymać pięćdziesięcioprocentową zniżkę na następny miesiąc.

– Znakomicie. Keirana na pewno zainteresuje, że tu pracujesz – usłyszałam burkliwy głos, na którego dźwięk ścierpła mi skóra.

Szybko się obróciłam, by uciec w przeciwnym kierunku, ale on złapał mnie za ramię.

– Nie tak szybko, myszko – rzucił złośliwie, ciągnąc mnie w stronę biurka recepcji. Puścił moją rękę i uśmiechnął się do mnie szeroko. – Chciałbym założyć kartę członkowską.

Trevor podał mi swoje prawo jazdy z zarozumiałą miną, a ja niechętnie je przyjęłam i wpisałam jego dane do formularza. Czułam, że cały czas mnie obserwuje. Gdy skończyłam, oddałam mu dokument i obserwowałam go uważnie, kiedy chował go do kieszeni.

– No i? – zapytał, unosząc brew.

– Ale o co ci chodzi?

– Czy on wie, że tu pracujesz?

– A co ci do tego?

– Po prostu dbam o swoje interesy.

– Chyba o swoją dupę. Bo jeśli on się dowie…

– Nie dowie się, a ty będziesz trzymać gębę na kłódkę – ostrzegł mnie. – A tak w ogóle co cię to obchodzi? On i tak już cię nienawidzi.

– Teraz to coś bardziej osobistego i rzeczywiście ma powód, by mnie nienawidzić. I już mi z twojego powodu groził – wyszeptałam gniewnie.

Niecierpliwie machnął ręką.

– Mam to gdzieś. Trzymaj gębę na kłódkę, bo ja też zacznę ci grozić.

Odszedł w kierunku strefy z ciężarami, a ja miałam nadzieję, że jakaś sztanga spadnie mu na głowę i rozkwasi mu mózg. To nie zakończyłoby mojego koszmaru, ale przynajmniej poprawiłoby mi humor. I kto tu ma teraz sadystyczne zapędy, co? Tak naprawdę nie kusiłabym losu w ten sposób, bo sumienie nie dałoby mi potem żyć. Przypomniałam sobie jednak tamten pamiętny dzień, gdy wszystko trafił szlag.


• Szesnaście miesięcy wcześniej •

– Keiran Masters przejął drużynę! Od teraz oficjalnie jest kapitanem.

– Słyszałem, że Trevor się wkurzył. Keiran jest dla Trevora zbyt poważnym rywalem, by z nim wygrał.

– Cóż, cieszę się, że to Keiran jest kapitanem. Jest trochę straszny, ale o wiele seksowniejszy i może w tym roku rzeczywiście dotrwamy do mistrzostw.

Słuchałam chichoczących dziewczyn, które zebrały się przy szafkach. Nie mogłam się powstrzymać, by nie posłuchać, bo temat mnie ciekawił. Musiałam być czujna, w razie gdyby była konieczna szybka ucieczka. Westchnęłam, kiedy zrozumiałam, że to kolejne peany na cześć Keirana Mastersa. Dziewczyny nieustannie paplały o tym, jaki jest przystojny i popularny, a mnie się chciało od tego rzygać, więc wyłączyłam się i skończyłam układać książki w szafce. Potem zastanowiłam się, czy powinnam dzisiaj zaryzykować i iść na lunch. Po tym, jak Keiran namówił grupkę dziewczyn, by dla jaj wylały mi na głowę kurczęcy tłuszcz, unikałam stołówki nawet za cenę głodowania.

– O rany, on tu idzie – rzuciła członkini jego fanklubu i zachichotała. Moje serce zaczęło bić szybciej i natychmiast zamknęłam szafkę, by się stąd wynieść.

– Hej, Trevor – zawołała kolejna z chichotem.

Nieco się rozluźniłam i wypuściłam oddech, który wstrzymywałam, kiedy okazało się, że witają się z Trevorem. Moja ulga trwała jednak krótko, bo bez odpowiedzi minął trzy dziewczyny i ruszył w moją stronę. Nigdy wcześniej niczego mi nie zrobił, ale i tak był popularnym mięśniakiem, a ja znajdowałam się na końcu towarzyskiego łańcucha pokarmowego, więc to spotkanie nie mogło być tylko miłą pogawędką.

Podchodziłam do tego z rezerwą, ale, o dziwo, Trevor mnie nie przerażał. Bałam się tylko jednej osoby, a jej na szczęście nie było w pobliżu, więc stałam nieruchomo i czekałam na to, co miało nadejść. Trevor zatrzymał się i uważnie przyjrzał mojej twarzy. Pewnie nawet nie zna mojego imienia, pomyślałam i niemal przewróciłam oczami.

– Jesteś Lake, prawda?

Chwila, czy ja to powiedziałam na głos?

Patrzyłam na niego, nie odpowiadając. Może powinnam mu powiedzieć, że trafił na nieodpowiedną osobę, skoro nie był pewny, kim jestem. Spojrzał na trójkę dziewczyn stojących niedaleko, a potem spiorunował mnie wzrokiem, gdy nadal się nie odzywałam.

– Lake Monroe? – zapytał znowu.

– To ona – odezwała się jedna z dziewczyn, ale dalej ją ignorował. Złapał mnie za łokieć i pociągnął za sobą korytarzem.

– Posłuchaj, muszę z tobą porozmawiać na osobności. Mam dla ciebie propozycję – powiedział, prowadząc mnie do biblioteki. Minęliśmy stoliki i komputery, a potem regały z książkami, aż znaleźliśmy się przy niewielkiej wnęce. Kiedy stanął, a ja upewniłam się, że się nie przewrócę i nie wyląduję twarzą na podłodze, w końcu odzyskałam głos.

– Posłuchaj, nie obchodzi mnie to, co on mówi. Nie dopuszczam się aktów seksualnych za pieniądze, więc jeśli to chcesz mi zaproponować, tylko marnujesz swój czas. Jestem pewna, że w szkole znajdziesz masę dziewczyn, które chętnie zrobią to za darmo, więc proszę, daj mi spokój – warknęłam z furią.

Nieustannie znajdowałam w szafce pieniądze i wulgarne liściki z prośbą o erotyczne przysługi po tym, jak w zeszłym roku Keiran rozpuścił plotkę, że widział, jak po szkole na korytarzu robiłam loda Peterowi Simpsonowi za pieniądze, a potem rzekomo zaproponowałam mu seks za dwadzieścia dolców.

– Nie interesuje mnie to.

– Och, naprawdę? A więc czego chcesz?

– Mamy wspólnego wroga i wiem, jak się go pozbyć.