Fear meTekst

Autor:B.b. Reid
Z serii: Broken Love #1
Oznacz jako przeczytane
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2

Przysięgam, że nic nie powiedziałam – powtórzyła Willow po raz setny. Niedługo po tym, jak wróciłam do domu, Willow przyjechała, by wypytać o szczegóły. Nie za bardzo miałam ochotę przeżywać to upokorzenie od nowa, ale moja upierdliwa przyjaciółka nie chciała dać mi umrzeć w spokoju. Trochę dramatyzuję, co nie?

Przypomniałam sobie tę chwilę, gdy psycholog mnie o niego zapytała. W myślach pochwaliłam się za wymówkę, której użyłam po tym, jak w gabinecie pani Gilmore zadała mi tamto pytanie. „Nie wiem, o co pani chodzi. On i ja nigdy nie mieliśmy ze sobą styczności. Ledwie go znam. Najpewniej po prostu zemdlałam z gorąca”.

To nie do końca była prawda. Nawet teraz na myśl o nim moje ciało się rozgrzewało. Czasami nawet za bardzo.

– Wierzę ci, Willow. Nie musisz mi o tym przypominać – powiedziałam ze śmiechem.

Przyjaciółka podniosła się na łóżku i przez chwilę patrzyła na mnie, przygryzając wargę. To oznaczało, że nad czymś rozmyśla, a w jej przypadku to nigdy nie wróżyło niczego dobrego.

– I co zamierzasz zrobić? – zaczęła znowu. – Przecież nie możesz przez całe lato siedzieć w domu. Poza tym za trzy miesiące i tak musimy wrócić do szkoły.

– Nie wiem – odpowiedziałam szczerze.

Nie byłam na tyle głupia, by myśleć, że jego zniknięcie na niemal rok sprawi, że będzie miał na mnie inny wpływ. Ale może już nie będzie zainteresowany dręczeniem mnie. Mam taką nadzieję.

Willow nie została zbyt długo, wyszła, gdy się upewniła, że wszystko ze mną w porządku. Ucieszyłam się, gdy w końcu mogłam zostać sama, i postanowiłam wziąć prysznic przed snem. Moja ciocia już poszła spać. Chyba nie wiedziała, jak poradzić sobie z tą sytuacją. Rozumiałam to. Nie zadawała mi zbyt wielu pytań, za co byłam jej wdzięczna.

Wzięłam swoje ulubione spodenki do spania w tańczące misie i top do kompletu, a potem poszłam do łazienki. Pomimo sukcesu, jaki odniosła moja ciocia, mieszkałyśmy w czteropokojowym domu z dwiema łazienkami. Był piętrowy i miał dość duże podwórko z tyłu i basen. Na szesnaste urodziny ciocia kupiła mi samochód, więc od tamtej pory ja i Willow na zmianę podwoziłyśmy się do szkoły. Byłyśmy nierozłączne, od kiedy się poznałyśmy, pomimo tego, co się tamtego dnia wydarzyło, ale miałam wrażenie, że ona wciąż z jakiegoś powodu czuje się winna.

Przyjrzałam się sobie w lustrze, jakbym w odbiciu mogła znaleźć odpowiedzi na to, dlaczego ostatnie dziesięć lat wyglądało tak, a nie inaczej. Byłam wysoka i miałam zbyt długie nogi, przez co czułam się niezdarna, szczególnie przy takich niskich dziewczynach jak Willow. Blond włosy sięgały mi do połowy pleców, a ze względu na mamę nosiłam prostą grzywkę – zawsze jej się taka podobałam. Miałam niebieskie oczy, ale w odpowiednim świetle wydawały się niemal zielone. Ciocia mówiła, że są turkusowe. Byłam smukła, a dzięki jodze miałam mięśnie w odpowiednich miejscach. Nie przepadałam za wychodzeniem z domu, więc byłam blada, ale nie przeszkadzało mi to. Willow żartowała, że czasami wyglądam jak Barbie Balerina i tak się czasami zachowuję.

Nie wiedziałam, jaka miałabym być. Byłam po prostu sobą. Nie uważałam siebie za doskonałą, ani trochę. W dzieciństwie zdiagnozowano u mnie dysleksję, kiedy okazało się, że mam problem z uczeniem się z podręczników. A żeby zerwać z wizerunkiem grzecznej dziewczynki, kilka miesięcy temu zrobiłam sobie kolczyk w pępku. Tygodniami błagałam ciocię Carissę, by mi na to pozwoliła, i w końcu uległa, a to dlatego, bym nie wymknęła się i nie zrobiła sobie kolczyka w tajemnicy. Dlatego pojechała tam ze mną. Teraz miałam w pępku srebrne kółko, które było moim ulubionym talizmanem.

Szybko skończyłam się przeglądać w lustrze i wskoczyłam pod prysznic, bo chciałam już, żeby ten pełen dramatów dzień się skończył.

I kto wie… może nawet na niego nie wpadnę.


Ktoś sobie ze mnie drwił. Nie dosłownie, a nawet gdyby, to już do tego przywykłam.

– Cholera, stary, skończyły mi się gumki – usłyszałam czyjś głos.

Znałam go.

To nie był TEN głos, ale rozpoznawałam go i wiedziałam, kto zazwyczaj mu towarzyszył. Wstrzymałam oddech, czekając, mając nadzieję, modląc się, by mnie nie przyłapano, by prezerwatywy znajdowały się w innej alejce. Właśnie byłam w aptece w mieście i chciałam kupić swój ulubiony szampon. Rozejrzałam się szybko, zlokalizowałam butelkę i po nią sięgnęłam, ale czas nie był moim sprzymierzeńcem.

Zahaczyłam ręką o półkę i przewróciłam butelki z szamponami i odżywkami. Patrzyłam, jak spadają niczym domino, kilka z nich się otworzyło, a ich zawartość rozlała się na moje nogi i sandały. Poważnie? Kto umieszcza prezerwatywy obok szamponów?

Przez chwilę miałam ochotę je zostawić i uciec, ale poślizgnęłam się na mokrej płytce. Do alejki wszedł wysoki chłopak. Niechętnie spojrzałam na młodszego, bardziej nieprzewidywalnego Mastersa, który stanął przede mną.

Keenan.

Wyglądał niemal tak samo jak mój dręczyciel, tylko że rysy jego twarzy nie były takie ostre, więc wyglądał bardziej chłopięco i młodzieńczo – w przeciwieństwie do swojego kuzyna. Czasami nie mogłam uwierzyć, że to kuzyni, a nie bracia. Keenan był boski, może nawet bardziej niż jego starszy kuzyn.

Ciemne włosy Keenana zawsze były stylowo postawione na żel i wydawały się lekko zmierzwione, jakby ciągle przeczesywał je rękami. Albo jakby robiła to jakaś dziewczyna, pomyślałam drwiąco. To, że Keenan był szkolną męską dziwką, nie było tajemnicą, mimo że chodził z najładniejszą i najpopularniejszą dziewczyną z Bainbridge. Która w dodatku była cheerleaderką. Byli typową nastoletnią parą – oboje piękni, popularni i płytcy.

Skupił na mnie wzrok i zamarł, by mi się przyjrzeć. Pewnie zamierzał wymyślić jakiś tekst na podryw damy w opałach, a potem mnie rozpoznał i na jego twarzy powoli rozciągnął się złośliwy uśmieszek.

Cholera.

– Stary, chodź tutaj… to ci, kurwa, zrobi dzień.

Chciałam się podnieść, ale Keenan postanowił bardziej się ze mnie ponabijać.

– Och nie, skarbie. Nie musisz się ruszać… już i tak znajdujesz się w odpowiedniej pozycji, by przywitać mojego kuzyna – powiedział zimnym, ociekającym jadem głosem.

Poczułam, że twarz płonie mi ze wstydu. Właśnie klęczałam na czworakach i szybko spuściłam głowę, by zasłonić się włosami.

Uciekaj, Lake, po prostu uciekaj, błagałam się w myślach, ale za bardzo się bałam, by się ruszyć – zostałam złapana niczym bezradna ofiara i czekałam, aż drapieżnik zatopi we mnie swoje kły. Trochę zdziwiły mnie słowa Keenana. Zazwyczaj nie był dla mnie miły, ale przynajmniej mnie ignorował. Ubóstwiał swojego kuzyna, więc problemy Keirana były jego problemami, ale jego reakcja na mnie w tej chwili była czymś nowym.

Świetnie. Mam kolejnego fana.

Po chwili zza rogu wyszła kolejna postać, tym razem wyższa. Zobaczyłam, że czarne skórzane trampki zatrzymują się tuż przede mną. Powoli uniosłam głowę. Jakaś niespodziewana siła odebrała mi wolną wolę, a zdrowy rozsądek wyparował.

Przesunęłam wzrokiem po długich nogach – wiedziałam, że są umięśnione, mimo że teraz skrywały się pod czarnymi dżinsami, które wisiały nisko na biodrach właściciela. Wydawał się większy, niż go zapamiętałam – wyższy i bardziej umięśniony. Jego ciało wyglądało na twarde i smukłe pod koszulką z logo Five Finger Death Punch, która opinała jego klatkę piersiową i ramiona.

Wszelka nadzieja na to, że po tym roku wpływ, jaki na mnie miał, zniknie, wyparowała, kiedy w końcu spojrzałam w jego chłodne, szare oczy. Wyglądał tak samo jak rok temu, tylko jego potargane czarne włosy zostały obcięte na krótko. Jego szczęka wydawała się silniejsza, a rysy twarzy ostrzejsze.

Nasze spotkanie po czasie powiedziało mi to, co powinnam wiedzieć – że on wciąż mnie nienawidzi. Te piękne oczy nigdy mnie nie okłamywały. Nawet jeśli jego usta w przeszłości mówiły mi, że jestem niczym, potrafiłam czytać z jego oczu, bo się tego nauczyłam.

Nie dam rady. To za wcześnie.

Może gdybym zniknęła szybko, zdołałabym uciec, by moje uczucia nie zostały zranione. Z tym nowym planem w głowie zerwałam się na równe nogi, ale zapomniałam, że podłoga jest śliska, i znowu upadłam. Tym razem jednak wpadłam na jego twarde ciało. Moje upokorzenie się nie kończyło.

– Och, patrz, Keiran, ona na ciebie leci. Czy to miłość od pierwszego wejrzenia? – usłyszałam drwiący przytyk stojącego gdzieś z boku Keenana.

Zamknęłam oczy, marząc o tym, by ziemia się rozstąpiła i mnie pochłonęła, ale wtedy poczułam, jak łapią mnie silne ramiona. Wydawały się duże i ciężkie na moim ciele. Mogłam się założyć, że gdybym spojrzała w dół, okazałoby się, że w całości obejmują mnie w talii.

Wciągnęłam powietrze do płuc, przygotowana na to, że odepchnie mnie z obrzydzeniem lub gniewem, ale niczego takiego się nie doczekałam. Zdezorientowana spojrzałam mu w twarz. Był ode mnie wyższy przynajmniej piętnaście centymetrów, więc czubek mojej głowy sięgał jego podbródka. Moje dłonie spoczywały lekko na jego torsie. W jego oczach dostrzegłam bulgoczący żar, który w każdej chwili mógł eksplodować – i z tego powodu zaczęłam podejrzewać, że może on zareagował na mnie w ten sam sposób, co ja na niego. Ale to było niemożliwe, przecież on gardził tym, że w ogóle oddycham. Wiedziałam o tym, bo powtarzał mi to niemal każdego dnia przez ostatnie dziesięć lat.

Dostrzegałam w jego oczach gniew, ale też… zdezorientowanie? Rozumiałam to, że ja byłam zdezorientowana, bo nigdy wcześniej tak się nie dotykaliśmy. Wyczuwałam jego zapach, który mnie spowił – silny, męski… intensywny. Działał na mnie jak afrodyzjak. Przymknął oczy, co wyglądało niemal jak reakcja na pożądanie, ale ja wiedziałam lepiej. To był początek werbalnego ataku. Po latach nauczyłam się rozpoznawać znaki.

 

Nachylił się, a jego ręce zacisnęły się na mnie, gdy mocno zaciągnął się powietrzem.

– Kurwa – warknął, odzywając się po raz pierwszy, odkąd wszedł do tej alejki i ponownie zjawił się w moim życiu. Jak zwykle jego głos przyprawił mnie o dreszcze. A może po prostu drżałam ze strachu? Nie wiedziałam.

Keiran obrócił głowę i spojrzał na swojego kuzyna, wciąż mnie trzymając.

– Odejdź – zwrócił się w jego stronę. Keenan powoli odepchnął się od szafki, o którą się opierał, a potem uśmiechnął się znacząco i odszedł.

Patrzył, jak jego kuzyn znika, a potem znowu wbił we mnie wzrok i przesunął nim po moim ciele. Wyglądał tak, jakby był głodny, a ja miałam być jego posiłkiem.

Zdecydowanie nie byłam na to gotowa.

Rozejrzał się szybko, ale zostaliśmy sami. Jedyny pracownik sklepu wciąż jest na fajce na zewnątrz, pomyślałam ponuro.

Nagle obrócił mnie, popchnął i oparł o szafkę. Zamarłam, ale kiedy doszłam do siebie, próbowałam go od siebie odepchnąć, on jednak był szybszy. Złapał moje dłonie w swoje duże i unieruchomił mi je nad głową. Poczułam, jak jego klatka piersiowa przyciska się do moich pleców, gdy pochylił się, by wyszeptać mi do ucha:

– Miałem dużo czasu, by się zastanowić, co z tobą zrobię, gdy dopadnę cię sam na sam.

Znowu usiłowałam się uwolnić. Rósł we mnie gniew, bo on trzymał mnie wbrew mojej woli… w aptece, jakby tego było mało. Przez wiele lat pozwalałam Keiranowi się dręczyć, ale obiecałam sobie, że nigdy więcej mnie nie dotknie ani nie skrzywdzi fizycznie.

Otoczył mnie ramieniem w talii, bo dalej się wyrywałam, czując narastającą frustrację. Przycisnął moje ciało do swojego. W końcu odnalazłam w sobie odwagę, by się odezwać.

– Puść mnie, bo zacznę krzyczeć – zagroziłam. Zaśmiał się, ale miałam wrażenie, że ta sytuacja wcale go nie bawi.

– Tak? – zakpił. – Krzyknij, a obiecuję ci, że zamienię twoje życie w piekło. To, co wcześniej ci robiłem, było tylko dziecinną zabawą. Teraz mogę ci jeszcze bardziej uprzykrzyć życie i zniszczyć twój doskonały, porcelanowy świat, a ty poznasz prawdziwy ból. No, krzycz.

Siła jego groźby wstrząsnęła moim ciałem, jego słowa zabrzmiały brutalnie i poczułam, że ściska mnie jeszcze mocniej. Miałam nadzieję, że rano nie zobaczę na skórze siniaków.

– Czego chcesz? – zapytałam, chociaż byłam niemal pewna, że znam odpowiedź. Nie znęcał się nade mną tak jak zazwyczaj. Chciał czegoś. Więc czekałam. Czułam, że jego ciało się napina, a chwilę potem obrócił mnie tak, by spojrzeć mi w twarz. Nasze ciała znajdowały się teraz naprzeciwko siebie, a on wciąż mocno mnie trzymał.

– Obserwowałem cię… – Nachylił się, a nasze usta niemal się zetknęły, jak w pocałunku. Poczułam jego ciepłą rękę przesuwającą się pod moją sukienką i zatrzymującą się tuż przed udem. Powstrzymałam jęk, zaskoczona nagłą reakcją mojego zdradzieckiego ciała. – Obserwowałem cię i uczyłem się ciebie – zaczął i odetchnął głęboko. – Zapamiętałem cię. Wiem, co sprawia ci ból… Wiem, co cię smuci… Wiem, co doprowadza cię do płaczu. I poznam wszystkie twoje najgłębsze obawy. Poznam wszystkie twoje tak zwane mocne strony i uczynię je twoimi słabymi punktami.

Wcześniej tylko się bałam Keirana, ale teraz mnie przerażał, przyznałam sama przed sobą, czując, że gorąca łza spływa po moim policzku.

– Przede mną cały rok z tobą – oznajmił i w końcu mnie puścił. Powoli osunęłam się na podłogę, bo nogi miałam zbyt słabe, by mnie utrzymały. – Złamię cię. A co najważniejsze, zemszczę się na tobie.


• Dziesięć lat temu •

– Nienawidzę cię – wyszeptał.

Ktoś pociągnął mnie na ziemię za ładny kok, który rano pomogła mi zrobić ciocia. Moje włosy rozsypały się na ramionach i krzyknęłam z bólu, a on natychmiast zakrył mi usta ręką.

– A-ale dlaczego? – wydusiłam. Tak bardzo szlochałam i się trzęsłam, że nie mogłam się wysłowić.

– Zamknij się i przestań ryczeć. Jeśli ktoś usłyszy, będę mieć kłopoty… Nie chcesz, żebym coś ci zrobił, prawda?

Pokręciłam głową i spojrzałam na niego ze strachem. Nie był wiele wyższy, ale wydawał mi się gigantyczny. Może dlatego, że przez niego siedziałam teraz na podłodze.

Właśnie wyszłam z klasy językowej. Rozmyślałam o mojej złej ocenie, którą dostałam za wypracowanie na temat tego, co mnie uszczęśliwia. Pani Peterson chyba nie spodobało się to, że w ogóle nie byłam szczęśliwa… już nie. Nie czułam się szczęśliwa od czasu zniknięcia moich rodziców. Każdego dnia miałam nadzieję, że wrócą i mnie uratują.

Może się zgubili, pomyślałam. Kiedy mamusia wychodziła, powiedziała, że niedługo się zobaczymy, więc musiała wrócić. Mamusie zawsze dotrzymują obietnic. Zawsze.

Krótko po zniknięciu moich rodziców, gdy wciąż nie wracali, ciocia Carissa postanowiła zapisać mnie do szkoły w mieście. Dzisiaj był mój pierwszy dzień i od rana do wieczora rozmyślałam o tym podłym chłopcu, który zepchnął mnie z drabinek. Wcześniej widziałam go znowu, na przerwie. Nasze spojrzenia skrzyżowały się na placu zabaw i wiedziałam, że mnie rozpoznał. Poznałam ten przepełniony nienawiścią wzrok, gdy na mnie patrzył. Ruszył w moją stronę, ale wtedy właśnie rozległ się dzwonek i niemal rzuciłam się biegiem w bezpieczniejsze miejsce. Nie spodziewałam się zobaczyć go tak szybko, ale mnie odnalazł. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to się stanie naszym rytuałem.

– Dlaczego wciąż tu jesteś? – zapytał z pogardą.

– Moi… moi rodzice jeszcze po mnie nie wrócili. – Poczułam napływające łzy, bo znów uzmysłowiłam sobie, jak bardzo za nimi tęsknię.

Zobaczyłam, jak mruży oczy, i zapomniałam o rodzicach.

– Dlaczego? – zapytał.

– Nie wiem. Mo-może… się zgubili? – Nie wiem, dlaczego go pytałam, ale liczyłam na to, że odrobina nadziei polepszy moje samopoczucie.

– Może nie żyją – prychnął.

– Nie mów tak! – wrzasnęłam i zacisnęłam dłonie w pięści. Spojrzał na moje ręce z drwiną w oczach.

– Idę o zakład, że nie żyją – kpił ze mnie dalej.

– Nie – jęknęłam.

– Albo po prostu cię zostawili… – Teraz moja koszulka była mokra od łez, które płynęły niekontrolowanie. – Jezu, jesteś jak ona – rzucił zirytowanym głosem. Zmarszczył brwi i zniesmaczony kopnął moją rękę stopą.

– Jak kto?

Zignorował moje pytanie. Grymas na jego twarzy stał się jeszcze wyraźniejszy i teraz chłopak wyglądał na bardziej podłego.

– Kiedyś to zrobię, wiesz? – stwierdził nienawistnym tonem.

– Co zrobisz? – zapytałam drżącym głosem.

Zacisnął dłonie w pięści i spojrzał na mnie gniewnie. Nagle poczułam, że powinnam stąd uciec, więc zaczęłam się wycofywać. Odsuwałam się od niego, wciąż na podłodze, ale on podążał za mną.

– Zabiję cię. Tak jak zabiłem ją. To jedyny sposób.


Keiran przez wiele lat przypominał mi o tej obietnicy. Groził mi subtelnie, by wzbudzić we mnie strach, i to działało. Niewielkim wysiłkiem mieszał mi w głowie. Willow mówiła, że ryje mi banię. Ja to nazywałam torturami.

Zamyślona wjechałam na podjazd przed moim domem. Mój mózg jeszcze nie ogarniał, co się wydarzyło w aptece.

On mnie dotknął.

Przez ten miniony rok naiwnie myślałam, że mu przejdzie… albo nigdy tu nie wróci. Moje serce biło mocniej na myśl, że miałby nigdy nie wrócić, chociaż wiedziałam, że to było niemożliwe. Musiał skończyć ostatnią klasę liceum, którą według niego mu odebrałam.

Byłam sobą zniesmaczona i mdliło mnie przez to, co czułam do kogoś, kto mnie tak głęboko nienawidził. Wcześniej za bardzo się bałam go zapytać, jak planuje mnie skrzywdzić, ale wcale nie musiałam tego robić. Keiran był wystarczająco niebezpieczny, a sprowokowany…

Potrząsnęłam głową, pozbywając się tej myśli. Przez chwilę się zastanawiałam, czy powinnam powiedzieć cioci o Keiranie. Zaczynało do mnie docierać, że przestaję sobie z nim radzić, ale z drugiej strony nie wiedziałam, jak daleko on się posunie, więc nie chciałam jej w to mieszać.

Czułam się naprawdę osamotniona.

Weszłam do domu i zawołałam ciocię. Odpowiedziała niemrawo, a ja domyśliłam się, co właśnie robi. Zastałam ją w salonie oglądającą powtórki Synów Anarchii. Myślę, że podkochiwała się w Charliem Hunnamie.

Ona i Willow wręcz śliniły się na jego widok, gdy pojawiał się na ekranie. Musiałam przyznać, że jego gburowata zarozumiałość była nawet seksowna. Przypominał mi kogoś ciemnowłosego, bezwzględnego i przystojniejszego.

Padłam na sofę obok niej i spojrzałam na zegarek. Było sobotnie popołudnie, a ja nie miałam w planach niczego ekscytującego. Tydzień temu Willow wyjechała na dwumiesięczny obóz organizowany przez uczelnię. Moja przyjaciółka była ambitna – pomimo swoich dziwactw i tak dalej.

– Lake, wiesz, że możesz ze mną porozmawiać o wszystkim, prawda? – zapytała, nie odrywając wzroku od ekranu.

Wiedziałam, że to mnie czeka.

– Tak, wiem, ciociu Carriso.

Wciąż nie omówiłyśmy tego, co wydarzyło się w szkole. Cieszyłam się, że na mnie nie patrzy, bo gdybym spojrzała jej w oczy, wylałyby się ze mnie cały ból i cierpienie gromadzone od dziesięciu lat.

– Chcesz o nim porozmawiać?

Obróciłam głowę w jej stronę, niezdolna ukryć swojej reakcji.

– O kim? – zapytałam rozdygotana.

– O Keiranie Mastersie. Ta psycholog ze szkoły o nim wspominała – odparła i rzuciła mi spojrzenie, które mówiło, że nie wierzy w moją wymówkę o przegrzaniu, ale ja nie mogłam wyznać jej prawdy. Moja ciocia nie była gotowa, by usłyszeć o tym wszystkim, co Keiran robił mi od dziesięciu lat. Dla mnie to wciąż był trudny temat, nawet gdy tylko o tym myślałam. – Lake, ufam ci – ciągnęła, kiedy nie odpowiedziałam, a cisza stała się bardziej napięta. – I chciałabym, żebyś ty też mi zaufała.

Wstała i odeszła, a ja natychmiast poczułam się okropnie. Myślała, że jej nie ufam, ale to nie była prawda. Nie chciałam tak się zachowywać. Nie chciałam jej ranić, ale musiałam ją chronić.

Tylko kto ochroni mnie?

Rozdział 3

Lato mijało, a ja ani razu nie wpadłam na Keirana. Six Forks to spore miasto, ale musiałam przyznać, że do spotkania nie doszło głównie dlatego, że przez ostatnie dwa miesiące ukrywałam się w domu. Willow się myliła – mogłam się ukrywać i właśnie to robiłam. Ale teraz nadszedł pierwszy dzień szkoły i ukrywanie się skończyło.

Ostatnia klasa, pomyślałam uradowana. To był końcowy etap, jeszcze trochę, a ruszę dalej ze swoim życiem i ucieknę przed strachem, z którym żyłam każdego dnia. Keiran nie przyszedł po mnie, a ja po raz kolejny założyłam, że to była tylko taktyka, która miała mnie nastraszyć. W końcu od dziesięciu lat obiecywał mi, że mnie zabije.

Mój telefon zapiszczał, sygnalizując nową wiadomość. Sprawdziłam go i zobaczyłam, że Willow napisała: „Nie wychodź z domu!”.

Zdziwiona popatrzyłam na ekran. To, że Willow zachowywała się dziwnie, było normalne, ale dlaczego nie chciała, żebym wyszła z domu? Podeszłam do okna, a kiedy dostrzegłam powód, niemal zemdlałam. Moje serce zabiło tak mocno, że upuściłam telefon. Tego się nie spodziewałam.

Opierał się o sportowe auto o przyciemnianych szybach. W czarnych bojówkach i ciemnoszarej koszulce z krótkim rękawem, która zapewne pasowała kolorem do jego oczu, wyglądał jak typowy bad boy.

Skąd on wiedział, gdzie mieszkam?

Jestem pewna, że nietrudno się było tego dowiedzieć, ale dlaczego tu przyjechał? To było zbyt niebezpieczne. Willow stała przy swoim samochodzie, obrzucając Keirana nieufnym spojrzeniem. Przyglądałam mu się, zastanawiając się, co powinnam zrobić. I wtedy nagle obrócił głowę i popatrzył w okno mojej sypialni, prosto na mnie. Natychmiast odskoczyłam, próbując uspokoić szybko bijące serce i fikający żołądek.

Rozważyłam swoje opcje – najlepiej byłoby się ukryć, ale wiedziałam, że nie mogę zostawić z nim Willow sam na sam. Nigdy jej nie terroryzował – ani nikogo poza mną – ale co by zrobił, gdybym nie wyszła? Wiedziałam, że ot tak nie odjedzie. Widać było, że przyjechał w jakimś celu. Podjęłam decyzję, wzięłam plecak i zeszłam na dół. Przez niego całe lato byłam więźniem we własnym domu, ale już nie mogłam się tu dłużej ukrywać i on o tym wiedział.

Otworzyłam drzwi i wyszłam na zewnątrz, czując się, jakbym szła na ścięcie. Podeszłam do niego niechętnie, ale stanęłam na tyle blisko, żebyśmy mogli porozmawiać, tak by Willow nas nie słyszała. Musiałam przyznać, że było w nim coś niebezpiecznie nieodpartego. To coś przyciągało mnie do niego, chociaż chciałam uciekać. Gdybym tylko mogła odgadnąć dlaczego…

– Co tu robisz? – zapytałam, zanim zdążyłabym stchórzyć.

 

Przesunął po mnie wzrokiem leniwie, tak że poczułam się jednocześnie mała i naga. Miałam na sobie białe dżinsy i ciemnoczerwony top, który opinał moją klatkę piersiową i falował wokół bioder. Czułam się w tej bluzce kobieco i seksownie. Wiedziałam, że zakładając ją, chciałam coś zamanifestować. Tylko nie wiedziałam co.

Obiema dłońmi odepchnął się od samochodu i szybko znalazł się przy mnie. Wciągnęłam powietrze do płuc i poczułam, jak moje ciało drży, tak jak w aptece, kiedy dotknął mnie po raz pierwszy.

– Pozbądź się dziewczyny – rzucił na tyle głośno, by Willow to usłyszała. Dopiero po chwili dotarło do mnie, co powiedział, bo mój umysł i ciało wyłączyły się i poddały.

– Ale ona podwozi mnie do szkoły – odparłam.

– Pozbądź się jej – powtórzył. Jego mina ostrzegała mnie, bym się z nim nie spierała.

Niechętnie obróciłam się do Willow, która otwarcie ciskała w niego z oczu piorunami. Do tej pory nie powiedziałam jej o incydencie w aptece, a wróciła do miasta tydzień temu. Kiedyś ustaliłyśmy taką niepisaną zasadę, że Keiran to dla nas temat tabu. A poza tym od powrotu Willow wydawała się jakaś inna. Wciąż była moją Willow, ale wiedziałam, że tego lata coś się wydarzyło. Lubiłam patrzeć ludziom w oczy – one mówiły mi więcej niż słowa, mówiły prawdę. A oczy Willow się zmieniły. Było w nich coś, czego nie poznawałam, ale poza tym widziałam w nich coś, co sama czułam – ból.

– Will, dzisiaj sama pojadę do szkoły. Przepraszam, że przyjechałaś tu taki kawał na nic – oznajmiłam i uśmiechnęłam się do niej lekko, mając nadzieję, że w ten sposób ją pocieszę.

– Lake, mieszkamy półtora kilometra od siebie, a w dodatku twój dom znajduje się po drodze do szkoły. Co się dzieje? – Słyszałam podejrzliwość w jej głosie.

– Nic, po prostu po szkole muszę coś załatwić. Zobaczymy się na zajęciach, okej? – Rzuciłam jej spojrzenie, które kazało jej odpuścić, więc prychnęła i wsiadła do samochodu, posyłając Keiranowi kolejne groźne spojrzenie. Czekałam, aż zniknie na końcu ulicy, a potem odwróciłam się do Keirana. – Proszę cię, nie rób tego – zaczęłam błagać.

– Wsiadaj do samochodu – nakazał. Zamrugałam kilka razy, próbując przetrawić to, że miałabym siedzieć w samochodzie Keirana… sam na sam… z nim.

– Dzięki, ale sama mogę pojechać do szkoły.

Wiedziałam, że za nic nie wsiądę z nim do tego samochodu. Wtedy znaleźlibyśmy się zbyt blisko siebie – oddychalibyśmy tym samym powietrzem. A ja już byłam boleśnie świadoma jego ciała, chociaż nie staliśmy blisko. Nie chciałam się męczyć.

Zignorowałam go, obróciłam się i ruszyłam do swojego samochodu. Podejrzewam, że to dlatego po chwili przerzucił mnie sobie przez ramię i wrzucił do swojego samochodu. Zajął miejsce kierowcy, zanim zdążyłam poprawić pozycję. Sięgnęłam do klamki i usłyszałam:

– Nie jestem cierpliwym człowiekiem, Monroe – warknął ostro, a ja szybko porzuciłam plan o ucieczce.

Boże, on mnie zabije – zabije i wrzuci moje ciało do rzeki. Serio, zbyt często oglądam Prawo i porządek. Już widzę ten napis na moim nagrobku: „Jej żałosny żywot był przepełniony strachem i problemami wynikającymi z tego, że zostawili ją rodzice. Może to dobrze, że nie żyje. Tylko tyle byliśmy w stanie jej dać”.

– Posłuchaj. Wiem, co się wydarzyło rok temu, i wiem, jak to wygląda, ale mówię ci, że nie miałam nic wspólnego z tym, że cię aresztowano! – krzyknęłam, nie dbając o to, że podniosłam głos na pieprzonego Keirana Mastersa. Mój los i tak już był przesądzony.

Nie odpowiedział, ale widziałam, jak drga mięsień w jego szczęce. Wyjechał z podjazdu, a moje zdenerwowanie wzrosło dziesięciokrotnie. Six Forks otaczały rozległe i odosobnione tereny leśne, skąd nikt nie usłyszałby moich krzyków. Jeździliśmy przez jakieś dziesięć minut. Niemal przez cały ten czas wstrzymywałam oddech. Dotarliśmy do sześciu rozwidleń, skąd miasto wzięło swoją nazwę. Zaczęłam panikować, kiedy skręcił w drogę przeciwną do tej prowadzącej do szkoły.

O Boże. Och nie… Cholera!

– Wypuść mnie. – W tej chwili już się mocno trzęsłam. – Wypuść mnie… Wypuść mnie z tego pieprzonego samochodu! – wrzasnęłam, kiedy jechaliśmy długą drogą prowadzącą do lasu.

Zaparkował, kiedy znaleźliśmy się z dala od ludzkich osiedli, i wyłączył silnik. Zignorował moje krzyki i wysiadł z samochodu, by go obejść i zatrzymać się po mojej stronie. Gorączkowo szukałam w torebce telefonu, żeby zadzwonić po pomoc, przeklinając się jednocześnie za to, że w ogóle wsiadłam z nim do auta. Szarpnięciem otworzył drzwi, złapał mnie za ręce, a potem przycisnął do boku pojazdu.

– To nie zajmie długo i mówię to, bo mam przeczucie, że twoja mała przyjaciółeczka nie zawaha się zadzwonić na policję, jeśli szybko się nie zjawisz, więc słuchaj. – Gapiłam się na niego, zastanawiając się, czy to się dzieje naprawdę. – Wrobiłaś mnie…

– Przysięgam, że to nie byłam ja…

Złapał mnie za gardło. To było ostrzeżenie.

– Skończyłaś mówić – warknął. To zabrzmiało raczej jak rozkaz niż pytanie. Odwróciłam wzrok, bo nie mogłam znieść jego przenikliwego spojrzenia, które przeszywało mnie na wylot. – Patrz na mnie. – Nie zamierzał mi tego ułatwiać. – Mam rachunki do wyrównania i to się wiąże z tobą. I tylko z tobą.

Poczułam, że delikatnie przesuwa kciukiem po mojej szyi, ale tak szybko zabrał rękę, że zaczęłam się zastanawiać, czy sobie tego nie wyobraziłam.

– Od teraz bez mojej wiedzy nie robisz niczego. Będę wiedział, kiedy jesz, pijesz, a nawet kiedy oddychasz. – Popatrzyłam na niego, jakby wyrosła mu druga głowa. – Każda twoja chwila będzie moją. Twoje myśli, nadzieje, marzenia, to wszystko będzie moje. Zawsze będę wiedzieć, gdzie jesteś i co robisz. Jesteś moja… przynajmniej przez następny rok. – Uśmiechnął się drwiąco.

– Za kogo ty się masz? – zapytałam, bo w tej chwili gniew przyćmił mój strach. Spodziewałam się po nim wiele, ale nie tego. To brzmiało jak niewolnictwo. Wciąż nie rozumiałam, dlaczego mnie po prostu nie zabił, by mieć to z głowy. Od lat bawił się ze mną w kotka i myszkę.

– Ukradłaś mi wolność. – Jego ostry ton drażnił moje nerwy. Widziałam, jak drga mu szczęka, więc domyśliłam się, że tracił już cierpliwość. – Odebrano mi wolność na cały rok, a teraz ty poczujesz, jak to jest.

Wciąż nie rozumiałam, czego chce i co mu da odebranie mi wolności. Liczył na przejęcie nade mną kontroli, tyle było jasne, ale pragnął czegoś jeszcze. Widziałam to w jego płonących oczach.

Przełknęłam strach i zignorowałam niepokój, który umiejscowił się w moim żołądku.

– Czego chcesz? – zapytałam.

– Oboje doskonale wiemy, czego chcę.

Pokręciłam przecząco głową, bo zaczynałam się domyślać. Nie miałam nic innego, czego mógłby chcieć, a jego spojrzenie nie pozostawiało złudzeń.

Podszedł do mnie i oparł ręce o dach samochodu po obu stronach mojej głowy. Plecami przyciskałam się do drzwi i czułam się jak w klatce, zamknięta przy jego twardym ciele, tonąca w świeżym zapachu jego żelu pod prysznic. Jego wysokie ciało całkowicie blokowało mi widok, więc byłam zmuszona patrzeć wyłącznie na jego szeroką klatę.

– Chcę jedynej rzeczy, dzięki której przestaniesz być tak cholernie niewinna. Od dawna tego pragnę, Monroe, a ty mi to dasz.

– A jeśli odmówię?

Spojrzałam w jego oczy, które były niemal czarne od pożądania. On chyba nie oczekiwał, że… Prawda? Uśmiechał się do mnie złowieszczo i bez humoru. Moje serce zaczęło walić jak młotem, a żołądek skręcił się z napięcia.

– Oddaj mi się… albo twoja ciotka zniknie, tak jak twoi rodzice.


Byłam pewna, że to zrobi. Jeszcze tylko nie wiedziałam jak. Przeszył mnie dreszcz, gdy weszłam do szkoły oszołomiona. Myślałam, że Keiran jest zwykłym szkolnym dręczycielem i nikim więcej. Ale teraz zaczęłam sądzić, że w głębi niego kryło się coś mroczniejszego, co tylko czekało, by się ujawnić.

A ja byłam idiotką, która dopiero to pojęła.

Tak naprawdę nigdy nie powiedział, że ją zabije. Ale co innego mógłby mieć na myśli? Zabije moją ciocię, jeśli nie dam mu tego, czego chce. Po drodze do szkoły przypomniałam sobie jeszcze naszą rozmowę.

– Dlaczego to robisz? – wydusiłam. Czy naprawdę chciałam to wiedzieć?

– A co cię powstrzymuje przed wrobieniem mnie znowu, tym razem tak, że zamknięto by mnie do końca życia? Nienawidzę cię, ale to już wiesz. I nie ufam ci, więc muszę mieć cię na oku.

Zacisnęłam powieki, kiedy wyznał, że mnie nienawidzi. Tak, wiedziałam o tym, ale usłyszenie tego było jeszcze bardziej bolesne.

– Mógłbyś po prostu zostawić mnie w spokoju – zasugerowałam.