Breaking love. Broken love. Tom 4

Tekst
Autor:B.b. Reid
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 6
Willow

Dash kazał mnie śledzić. Wciąż byłam wściekła, ale wmówiłam sobie, że nie mogę pozwolić na to, żeby rządziły mną głupie emocje. Musiałam również zignorować moje głupie serce, które zaczęło bić szybciej na myśl, że on w ogóle chciał mnie znaleźć.

Postanowiłam, że spojrzę za siebie tylko raz, by się upewnić, czy sobie tego nie wmówiłam. Kiedy zerknęłam przez ramię, okazało się, że on naprawdę za mną szedł.

Czy to było chore, że mnie to podniecało? Podążał za mną tak, jakby chciał mnie porwać.

Ale przecież Dash nie porwałby mnie wbrew mojej woli… prawda?

„Jeśli mój brat czegoś pragnie, zrobi dosłownie wszystko, by to mieć”.

Przypomniałam sobie ostrzeżenie Sheldon, którego udzieliła mi cztery lata temu, w trakcie naszej ostatniej rozmowy. Zachęcała mnie, bym zadzwoniła do Dasha. Dopadła mnie wtedy chwila słabości i zaczęłam o niego wypytywać. Sheldon uznała, że wciąż mi na nim zależy, i próbowała mnie przekonać do rozmowy z nim. Powiedziała, że walczę z nieuniknionym i to tylko strata czasu.

– Niech to szlag. – Przy wejściu zauważyłam ochroniarza, więc ruszyłam w jego stronę zamiast na przystanek autobusowy. W tych przeklętych szpilkach nie mogłam się poruszać zbyt szybko, więc zdecydowałam, że muszę od razu przyciągnąć jego uwagę.

Wahałam się tylko chwilę, zastanawiając się, czy naprawdę chcę, żeby przeze mnie Dash się wpakował w jakieś kłopoty, ale potem dotarło do mnie, że ta niepewność będzie mnie słono kosztować. Gdy podjęłam decyzję, samochód, który czekał przy krawężniku, podjechał do miejsca, gdzie się znajdowałam. Tylne drzwi się otworzyły z rozmachem i jakiś wysoki jak wieżowiec facet objął mnie w talii, jakby tulił bliską osobę, a następnie wciągnął do samochodu. To wszystko się wydarzyło, zanim w ogóle zdążyłam krzyknąć.

Gdy samochód ruszył, moja panika sięgnęła zenitu. Wyjrzałam przez okno, żeby sprawdzić, czy ktokolwiek widział, co się wydarzyło. Samochód jednak oddalił się tak szybko, że nawet nie udało mi się tego sprawdzić.

– Proszę się uspokoić.

– Porąbało cię? Masz mnie stąd wypuścić. – Mój oddech przyspieszył, kiedy zauważyłam znak zjazdu z głównej drogi. Zatrzymaliśmy się na jakiejś polnej ścieżce, ale wtedy już nie mogłam uciec – mężczyzna zakuł mi ręce w kajdanki. Mogłam tylko kopać i krzyczeć. Moje buty leżały na podłodze. Spodziewałam się, że nieznajomy wydrze się na mnie lub mnie uderzy, ale on zachował spokój. Milcząc, co jakiś czas sprawdzał zegarek, jakby na kogoś czekał. Ja w tym czasie wyzywałam go od najgorszych, a nawet przeklinałam jego matkę.

Nagle drzwi się otworzyły i ktoś wsiadł do środka.

– To, że twoja matka jest manipulacyjną suką, nie znaczy, że masz prawo obrażać jego matkę – odezwał się znajomy głęboki głos. – Dziękuję, John. – Mężczyzna pokiwał głową i w milczeniu wysiadł z auta.

– Ty skurwielu – wrzasnęłam i rzuciłam się na Dasha, ale zapomniałam, że mam skute ręce. Straciłam równowagę, opadłam na kolana i oparłam się ramionami o jego nogi.

– I co zamierzasz teraz zrobić? – zapytał.

– Nienawidzę cię.

– To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

– Innej nie dostaniesz.

– Trudno. W takim razie spróbujmy z innym pytaniem.

– Nie zamierzam odpowiedzieć.

– Jeszcze zobaczymy. – Złapał mnie pod pachami i posadził na siedzeniu. Przyglądał mi się nieco rozbawiony, a nieco wkurzony. – Zacznijmy od czegoś łatwego. Gdzie chciałaś lecieć?

– Czyli nie wiesz?

– Uważasz, że pytałbym cię o to, gdybym wiedział?

– W takim razie jak mnie znalazłeś?

– Kazałem moim ludziom cię śledzić. – Wzruszył ramionami, jakby stalking był czymś normalnym. – Nie było trudno się domyślić, jaki będzie twój następny ruch.

– Skoro tak dobrze ci idzie, to przewidź sobie ten mój kolejny ruch, bo ja nic ci nie powiem.

– W porządku. – Wyciągnął rękę i pochylił się nade mną, a ja dosłownie wtopiłam się w siedzenie. Myślałam, że mnie złapie, ale on tylko wziął moją torebkę.

– Tam nie znajdziesz żadnych odpowiedzi. Oddaj to.

Zignorował mnie i wyrzucił zawartość na podłogę – mój portfel, klucze, gumę do żucia i inne bzdety. Kiedy zauważył tampon, niemal umarłam ze wstydu. Uśmiechnął się drwiąco i kopnął mi go pod stopy, żeby upokorzyć mnie jeszcze bardziej.

– Ty draniu – wymamrotałam, nie mogąc się powstrzymać.

– Nawet nie masz pojęcia, jak trafne jest to wyzwisko. Ale wkrótce się o tym przekonasz.

– Dash, wypuść mnie i daj mi odejść. Wracaj do swojego idealnego świata.

– Gówno wiesz o moim świecie. Kiedyś myślałem, że to ty będziesz całym moim światem, ale okazało się, że wcale nie jesteś tym zainteresowana.

– To dlaczego ty jesteś zainteresowany?

– Bo teraz mam gdzieś, czego chcesz… a poza tym ci nie ufam.

– Nie przypominam sobie, bym cię potrzebowała.

– Mimo to i tak musisz wytłumaczyć, dlaczego ktoś wyrzucił cię z pędzącego vana przed domem moich rodziców.

– Już za to przeprosiłam, ale jeśli musisz usłyszeć to znowu…

– Nie chcę twoich przeprosin. Zależy mi tylko na wyjaśnieniach. – Rzucił torebkę na podłogę luksusowego auta i rozparł się na fotelu.

– Cóż, nie zamierzam ci niczego tłumaczyć. To nie twoja sprawa.

– Ale wkrótce będzie. – Powiedział to łagodnym tonem, lecz nie umknęła mi kryjąca się za tym groźba.

– Minęły cztery lata, Dash. Już nie jesteśmy przyjaciółmi.

– Nie musimy nimi być, żeby mi zależało.

Na widok jego spojrzenia zaparło mi dech w piersiach.

– Nie rozumiem cię.

– Ja siebie też nie rozumiem. – Zmarszczył brwi, więc się domyśliłam, że nie kłamie. Zawsze uważałam, że sfrustrowany wygląda uroczo i chłopięco. Miałam ochotę go pocieszyć i otrzeć się swoim ciałem o jego twardą sylwetkę. Czułam, że drżą mi uda. Zacisnęłam je, by tego nie zauważył. Nie mogłam pozwolić, by moje ciało reagowało na jego przyciąganie.

Dash emanował seksapilem. Zawsze był taki… dziki w łóżku.

– Przestań pieprzyć mnie wzrokiem i zacznij gadać.

Spłonęłam ze wstydu, ale szybko doszłam do siebie.

– Co mam ci powiedzieć?

– Dlaczego zniszczyłaś ślub mojej siostry?

– Sądzisz, że zrobiłam to celowo?

– Przekonaj mnie, że jest inaczej.

Samochód zatrzymał się na parkingu przy wysokim budynku, który górował nad miastem. Sądząc po fasadzie i odźwiernym, spodziewałam się okazałego wnętrza.

Starałam się nie zazdrościć Dashowi – ani w ogóle nikomu – majątku. Pomyślałam, że gdyby Dash był zwykłym człowiekiem, to może teraz bylibyśmy razem.

Znał mnie na wylot, jak książkę, którą czytał wiele razy, ale co do jednej rzeczy się mylił: wbrew temu, co sądził, naprawdę go pragnęłam.

To nigdy nie podlegało dyskusji. A widząc, jak na mnie patrzy, domyśliłam się, że on czuje to samo.

Poczekałam, aż samochód się zatrzyma, a następnie odpięłam pas i bez słowa uciekłam z auta. W oddali zauważyłam stojącą taksówkę – musiałam jakoś do niej dotrzeć. Kierowca stał plecami do mnie i rozmawiał przez telefon, ale wystarczyło jedno spojrzenie na wnętrze samochodu, by potwierdzić, że obecnie nie miał żadnego klienta. W samochodzie Dasha zostawiłam torebkę i nie miałam przy sobie żadnych pieniędzy, ale będę się o to martwić później, gdy już się uwolnię.

Gdy niemal udało mi się dotrzeć do taksówki, zaniepokoiło mnie, że jest tak cicho. Nie słyszałam za sobą żadnych kroków, nikt mnie nie wołał.

Po chwili zrozumiałam dlaczego – nagle ktoś złapał mnie w talii. Tym razem dotyk był znajomy i miałam ochotę się w niego wtulić.

Dash. Pobiegł za mną i mnie złapał.

Dlaczego czułam z tego powodu motylki w brzuchu? Ale ze mnie idiotka.

Zakrył mi usta dłonią, ale chyba się rozmyślił, bo równie szybko opuścił rękę. Wstrzymałam oddech, bo mój mózg właśnie się skupił na tym, że jego członek przyciskał się do moich pośladków. Zamiast z tym walczyć, z ciekawości pokręciłam tyłkiem, bezskutecznie próbując go skusić, ale on szybko popchnął mnie w stronę swojego samochodu.

Wszystko wydarzyło się tak szybko, że kierowca taksówki nawet się nie zorientował i dalej rozmawiał przez telefon.

– Uciekłaś ode mnie cztery lata temu, ale więcej ci na to nie pozwolę.

– Dash… – wydyszałam jego imię. Byłam zła na siebie za to, że tak to zabrzmiało. – Czego ty ode mnie chcesz? – zapytałam niemal z desperacją w głosie.

– Chcę, żebyś się czuła bezradna… jak w pułapce – wyszeptał to w taki sposób, że sama tego zapragnęłam. Jakby to był sekret, który dzieliliśmy tylko my dwoje.

– Nie możemy…

Na jego idealnej twarzy pojawił się uśmiech, który wyglądał niemal okrutnie.

– Ty nie możesz. Ale ja wręcz przeciwnie.

– Zmusisz mnie?

Mój głos był podszyty obrzydzeniem, ale i tak poczułam, że moja kobiecość się zaciska. Wstyd przyznać, jednak zastanawiałam się, jak by to było, gdyby odebrano mi wybór… Wiedziałam, że nigdy by mnie nie zgwałcił, ale coś mi mówiło, że miał inne sposoby na to, by mnie nakłonić do spełnienia jego żądań. Nagle te ostrzeżenia sprzed czterech lat już nie wydawały się takie zbyteczne.

– Dla ciebie zrobię wszystko. Nie spocznę, dopóki nie będziesz moja.


• Wczoraj •

Miałam złe przeczucia. Zawsze je miałam, kiedy wracałam do domu, tym razem jednak czułam, że to się skończy gorzej niż zazwyczaj.

Gdy się przedzierałam przez tłum na lotnisku, wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje. Dotarło do mnie, że to głupie, skoro było tam tylu ludzi podróżujących po świętach. Na szczęście poruszałam się szybciej niż pozostali, bo miałam ze sobą ubrania tylko na jeden dzień.

 

Nie zamierzałam zostać dłużej.

Właściwie zawsze przyjeżdżałam do Six Forks na jeden dzień.

To małe miasto i ktoś z łatwością mógł mnie zauważyć. Dlatego mój pobyt nigdy nie trwał więcej niż dobę.

To było aż nadto czasu, żeby spełnić obowiązki.

Żadna z tych dwudziestu dziwnych wizyt nie sprawiła mi przyjemności i nie liczyłam na to, że ta będzie inna.

Wcześniej zawsze znajdowałam jakąś wymówkę, na przykład test, do którego musiałam się pouczyć, a rodzice te wymówki przyjmowali, o ile robiłam coś, co spotykało się z ich aprobatą.

Six Forks pozostawało dla mnie znajome, nieważne, jak długo mnie nie było.

Wyszłam z lotniska późnym popołudniem i przez chwilę rozkoszowałam się nevadzkim powietrzem. Jak na późny listopad pogoda była nawet znośna.

Rozejrzałam się, ale nie dostrzegłam samochodu mamy. Dziesięć minut przed lądowaniem wysłała mi wiadomość, że już czeka, więc gdzie się podziewała?

Poprawiłam torbę na ramieniu i wyciągnęłam z kieszeni komórkę. Noszenie dżinsów było dla mnie nowością. Zawsze uważałam, że dżinsy są zbyt zwyczajne i proste, a potem odkryłam, że mogą być również kolorowe. Koniec końców nawet ta resztka szaleństwa ustąpiła jednak miejsca pospolitemu spranemu dżinsowi.

Z powodu złamanego serca zmieniłam się w nijaką dziewczynę – a nawet osiemnaście lat krytyki i rodzicielskiej kontroli nie były w stanie zabić mojej artystycznej duszy.

Zawsze pilnie się uczyłam, dostawałam dobre oceny i całkowicie olewałam chłopaków… przez większość czasu. W zamian pragnęłam tylko wyrażać siebie, ale moja matka nawet w tej kwestii nie chciała dać mi wolnej ręki.

Już żałowałam tej wizyty. Wkurzona szybko napisałam wiadomość i czekałam.

Rozdział 7

• Obecnie •

Dash

Byłem wkurwiony. Frustracja seksualna doprowadziła dodatkowo do tego, że stałem się tykającą bombą, która mogła eksplodować w każdej chwili. Przez ostatnie cztery lata ani razu nie czułem się tak żywy, jak teraz.

A to wszystko przez nią.

Znowu się jej udało mnie wykiwać i uciec z samochodu, a ja bez wahania rzuciłem się za nią w pogoń. Krew uderzyła mi do głowy, wściekłem się. Wystarczyło, że się rozejrzałem, a już wiedziałem, dokąd planuje uciec.

Pomimo garnituru moje ruchy były płynne i bezszelestne. Jak widać treningi koszykówki w liceum się opłaciły. Parking był pusty, widziałem tutaj tylko taksówkarza. Stał do nas plecami i rozmawiał przez telefon. Muzyka dudniła z otwartych okien samochodu, więc udało mi się znowu szybko porwać Willow.

O dziwo nie walczyła i nie krzyczała. Szanowałem to. Jej temperament był równie ognisty co włosy, ale teraz wydawała się jakaś roztargniona. Domyśliłem się dlaczego, kiedy zaczęła kręcić tyłkiem przy mojej erekcji.

Nachyliłem się i przysunąłem usta do jej szyi, gdzie zawsze miała wrażliwą skórę.

– Sugeruję ci przestać, chyba że zamierzasz się mną zająć.

– Ale co mam przestać?

– Ty już dobrze wiesz. – I miałem rację, bo jej policzki się zaczerwieniły, a oddech przyspieszył.

– Puszczaj mnie.

Zamiast to zrobić, brutalnie wepchnąłem ją do samochodu, przy okazji łapiąc ją za tyłek. Warknęła cicho, a mój fiut drgnął w spodniach. Nie mogłem przestać myśleć o tych wszystkich rzeczach, które chętnie bym zrobił, żeby znowu wydała taki dźwięk.

Zmuszenie jej do tego, na co miałem ochotę, byłoby wisienką na torcie.

– Zabierz nas do mieszkania – nakazałem kierowcy, ignorując mordercze spojrzenie Willow. Siedziała cicho, ale podejrzewałem, że nie robiła tego po to, żeby się uratować, tylko by zrobić mi na złość. Dzięki temu miałem okazję przemyśleć mój następny ruch.

Udało mi się ją złapać. Tylko co teraz mam z nią zrobić?

Przyjrzałem się jej i po raz kolejny zwróciłem uwagę na te ubrania. Z jakiegoś powodu wkurzało mnie to, jak bardzo się zmieniła. Nawet trochę schudła, ale jej ciało wciąż zachowało krągłości, w których się zakochałem.

– Dlaczego jesteś tak ubrana? – zapytałem znowu.

– Mówiłam ci…

– Tak, wiem, musiałaś dorosnąć. Ale dlaczego?

Zesztywniała.

– To nie twoja sprawa.

– Schudłaś – zauważyłem. Gdy głośno wciągnęła powietrze do płuc, dotarło do mnie, że zrobiłam coś, czego mężczyźni powinni się wystrzegać: skomentowałem wagę kobiety. Mimo to w tej chwili miałem to gdzieś.

– Nie martw się. Wciąż jestem gruba – odparła uszczypliwie.

– Nie jesteś gruba i wcale się nie martwię. – Zauważyłem jej zaskoczone i zdezorientowane spojrzenie, więc ciągnąłem dalej, bo lubiłem ją drażnić: – I tak zerżnąłbym cię mocno i ostro na tym skórzanym siedzeniu… nawet jeśli jesteś dziesięć kilo lżejsza.

Zamrugała, a potem zmierzyła mnie pustym spojrzeniem, jakby próbowała wmówić sobie, że moje słowa wcale jej nie podnieciły. Zauważyłem drżenie jej uda i niemal czułem, jak jej cipka się na mnie zaciska.

– Wiesz, ktoś na pewno będzie mnie szukać.

Ta część mojej osoby, która nie akceptowała, że Willow nie należy do mnie, wściekła się, ale usiłowałem zachować spokój i strzepnąłem z garnituru niewidzialny paproszek. Czy ona próbowała uciec do jakiegoś innego faceta?

– Kim on jest?

– A skąd wiesz, że to facet? – Uśmiechnęła się drwiąco. Powinno było mnie to wkurzyć, ale tylko opanowała mnie ochota, by poczuć na sobie tej usta.

– Lepiej, żeby nikogo nie było. Dla twojego dobra.

– Słucham? – warknęła, aż fiut mi stwardniał.

Samochód zatrzymał się przed budynkiem. Rozpiąłem jej kajdanki, a następnie szybko wyszedłem z auta, żeby nie ulec pokusie i się na nią nie rzucić. Zaciągnąłem się powietrzem, starając się usunąć z nozdrzy jej upajający zapach.

Gdy w końcu wziąłem się w garść, pochyliłem się, bez słowa złapałem ją za ramię i wyciągnąłem na zewnątrz. Walczyła ze mną, ale zignorowałem to i pociągnąłem ją ku budynkowi.

Willow rzucała pod moim adresem kwieciste obelgi, co przyciągnęło uwagę kilku mieszkańców, którzy kręcili się po holu. Zazgrzytałem zębami. Winda już czekała, więc rzuciłem się w jej stronę, zmuszając Willow, by szybciej przebierała krótszymi niż moje nogami.

Zatrzymaliśmy się w środku, a kiedy się obróciłem i zobaczyłem, że mieszkańcy dalej obserwują nas podejrzliwie, wyjaśniłem ze śmiechem:

– To te dni w miesiącu.

Mężczyźni prychnęli, a kobiety spojrzały na mnie krzywo, ale drzwi windy się zamknęły i ponownie zostałem z Willow sam na sam. Szybko wpisałem kod dostępu na swoje piętro i oparłem się o ścianę, trzymając ją blisko siebie. Winda ruszyła, a ona milczała. Cieszyło mnie to, dopóki się nie odezwała:

– Wiesz, to niemal porwanie.

Oparłem głowę o zimną ścianę windy i zamknąłem oczy.

– Wiem.

– W takim razie dlaczego to robisz?

– Bo chcę. – Prychnęła, a drzwi windy się otworzyły. – Co cię tak bawi?

Złapałem ją za łokieć i wyprowadziłem na zewnątrz. Przeszła mi ochota do żartów, więc założyłem, że również poczuła między nami iskry, których nie dało się kontrolować. Poszliśmy prywatnym korytarzem prowadzącym do mojego mieszkania. Wpisałem kolejny kod, żeby otworzyć drzwi. Widziałem, jak jej oczy się rozszerzają ze zdziwienia, a klatka piersiowa faluje.

– Teraz to już przestało być zabawne, prawda, aniele?

– Nie nazywaj mnie tak.

Jej rozkaz wkurzył mnie tak bardzo, że przestałem myśleć logicznie.

– Dlaczego nie? Przecież zawsze ci się to podobało. Za każdym razem się rumieniłaś. Nawet teraz jesteś czerwona.

– Cóż mogę powiedzieć… Mam tendencję do głupich zachowań.

– Zamierzasz znowu zaryzykować?

– Ta decyzja nie należy do ciebie.

– Dlatego cię pytam: jak będzie?

Cofnęła się.

– O co ci chodzi? – wydyszała. Byłem pewien, że jej myśli galopowały. Jej ciało się spięło gotowe do ataku lub szybkiej ucieczki.

Chciałem ją pocieszyć, zapewnić, że nigdy bym jej nie skrzywdził, ale właśnie do mnie dotarło, że mi nie ufała. Zazgrzytałem zębami.

– Widać, że masz kłopoty. Czy za ten sekret dasz się zabić?

Uciekła wzrokiem w lewo.

– Nie mam żadnego sekretu.

– Nie umiesz kłamać.

– Powtórzę: to nie jest twoja sprawa.

– Dopóki nie skończysz martwa.

Moja uwaga chyba nawet jej nie ruszyła. To zaalarmowało mnie jeszcze bardziej.

– Twoje założenie jest błędne.

– A to dlaczego?

– Bo to nie ja umrę.

– Coś ty, kurwa, powiedziała? – Rzuciłem się w jej stronę, a ona się cofnęła i uderzyła plecami o drzwi. Stanęliśmy ze sobą twarzą w twarz. Oparłem ręce po obu stronach jej głowy, żeby nie zacisnąć ich na jej szyi.

– Nic. Nawet… nie mam pojęcia, dlaczego to powiedziałam.

– Jesteś pewna? – zapytałem sarkastycznie, czując narastający gniew. Udało się jej mnie unikać przez cztery lata, a gdy wróciła, już nie była moją Willow, moim aniołem. – Jak mam ci ufać, aniele?

Nawet nie próbowałem ukrywać swoich podejrzeń. To, że wróciła do Six Forks, śmierdziało mi na kilometr. Nie tak powinienem się czuć, znowu ją widząc.

– Nie ufaj mi. Nie powinieneś.

Nagle zgiąłem się wpół, powietrze uszło mi z płuc. Ogień eksplodował w moim kroczu – Willow mnie kopnęła. Musiałem się pochylić i złapać oddech, mój fiut boleśnie pulsował.

Zanim doszedłem do siebie, ona już była na korytarzu, ale nie martwiło mnie to. Do windy wchodziło się tylko po wpisaniu odpowiedniego kodu. Wrzasnęła sfrustrowana, bo chyba właśnie się tego domyśliła.

Wyprostowałem się i ogarnąłem, a ona wróciła, głośno tupiąc.

– Otwórz windę.

Niestety nie udało mi się zapanować nad swoją złością. Zacisnąłem pięść na jej dzikich rudych włosach i przyciągnąłem ją do siebie.

– Ty suko.

Wepchnąłem ją do mieszkania, a ona zaczęła kopać i przeklinać.

– Uważaj na słowa.

– A ty na swoje ręce – odgryzła się. Kiedy znowu niemal jej się udało kopnąć mnie w krocze, przerzuciłem ją sobie przez ramię i dałem klapsa w tyłek. Jednego, drugiego, trzeciego. Nie mogłem się powstrzymać.

Krzyczała z bólu. Nie powinno było mi się to podobać, ale z jakiegoś powodu mój fiut zrobił się jeszcze twardszy niż wcześniej.

Kiedy dotarłem do sypialni, byłem już gotowy na seks. Rzuciłem ją na ogromne łóżko i patrzyłem, jak próbuje się odsunąć. Szybko położyłem się na niej, zmuszając ją do rozłożenia nóg.

Między tymi udami czułem się jak w domu.

Jęknąłem zachwycony i nawet się z tym nie kryłem.

– Dasher, przestań. – Próbowała brzmieć stanowczo, ale jej głos bardziej przypominał zduszony jęk.

– Dlaczego? Nie widzieliśmy się tak długo. Zbyt, kurwa, długo.

Podparła się łokciami z tyłu, jej usta znalazły się tuż przy moich, a ponieważ pokusa była zbyt silna, pocałowałem ją. Odsunąłem się, gdy jej wargi zrobiły się nabrzmiałe i czerwone. Potrzebowałem więcej.

– Otwórz usta.

– Nie.

Wbiłem paznokcie w jej uda i otarłem się o nią erekcją.

– Otwieraj – rozkazałem głosem nieznoszącym sprzeciwu i przygryzłem jej dolną wargę.

– Dasher, proszę cię. – Przymknęła powieki, przysłaniając pożądanie w oczach, mimo to wyczuwałem żar jej ciała bardzo wyraźnie.

– Uwielbiam, gdy wymawiasz moje imię.

– Nie przyzwyczajaj…

Złapałem ją za nadgarstki i pocałowałem, ssąc jej język. Protesty zmieniły się w jęki, najpierw ciche, potem bardziej gardłowe. Gdy się odsunąłem, nie mogła złapać oddechu i znowu zamknęła oczy. Serce dudniło mi w uszach, słyszałem, jak Willow rzuca się, dyszy i walczy z płaczem.

– Zapłacisz mi za to. – Nie spodziewałem się, że to powiem, i to jeszcze tak zjadliwie. Ale nieważne. Mówiłem prawdę.

– Niby za co?

Spojrzałem jej w oczy, bo chciałem, żeby moja obietnica do niej dotarła.

– Za wszystko.

To koniec darmowego fragmentu. Czy chcesz czytać dalej?