Breaking love. Broken love. Tom 4

Tekst
Autor:B.b. Reid
0
Recenzje
Oznacz jako przeczytane
Jak czytać książkę po zakupie
Czcionka:Mniejsze АаWiększe Aa

Rozdział 2

• Pięć lat temu •

Dash

Nie mogłem uwierzyć, do czego on mnie nakłonił. Z oddali obserwowałem, jak biednie wyglądająca dziewczyna o piegowatej twarzy rozgląda się zagubiona. Nie chciałem nikogo potępiać, ale jej ubrania wydawały się mocno zniszczone i zupełnie niedopasowane. Może gdy rano się ubierała, odłączono prąd. Oparłem się o wysoki dąb i przyglądałem przedstawieniu zza przeciwsłonecznych okularów, starając się nie gapić na krągłości dziewczyny.

Czy ja w ogóle lubiłem takie kształty?

U tej dziewczyny tak, nie wiedzieć dlaczego. Po prostu wydawały się takie pociągające… nawet pod tymi okropnymi ubraniami. Zresztą to było bez znaczenia, bo kiedy ją przelecę, nie będzie ich miała na sobie. I wtedy dopiero sprawdzę, czy te krągłości rzeczywiście mi się podobają.

Kiedy spojrzałem na jej czarne wojskowe buty, gwałtownie wciągnąłem powietrze do płuc.

Och, do chuja ciężkiego, czy w ogóle mi się uda przekonać tę dziewczynę, że naprawdę jestem nią zainteresowany, przynajmniej na tyle długo, by Keiran miał szansę się zemścić na jej przyjaciółce? Tym bardziej że na obozie sportowym, na który trafiłem w wakacje, było wiele bardziej pasujących do mnie dziewczyn niż ta barwna osóbka.

Po raz kolejny obrzuciłem ją wzrokiem i zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że nigdy wcześniej jej nie zauważyłem, skoro chodziliśmy do tej samej szkoły. Niewiarygodne. Te jaskrawe kolory aż biły po oczach.

Zerknęła w moją stronę i wytrzeszczyła duże zielone oczy, jakby mnie rozpoznała.

Czyli jednak mnie znała, tak?

Obróciła się prędko, olała mnie. Dzięki temu miałem dobry widok na jej jędrny tyłek. Mimowolnie przesunąłem językiem po ustach, nagle zrobiłem się głodny.

Może i nie była w moim typie, ale takiej kobiety nie dało się ignorować.

Odepchnąłem się od drzewa i podszedłem do niej. Koniecznie chciałem sprawdzić, czy oczy płatały mi figle, czy jednak mój fiut naprawdę miał na nią aż taką ochotę.

– Hej – zawołałem, gdy się zbliżyłem. Ona już się oddalała, ale wiedziałem, że mnie usłyszała, bo nagle przyspieszyła.

Zazgrzytałem zębami, bo dotarło do mnie, że ona przede mną ucieka, jakbym był jakimś zbokiem, na którego natrafiła w ciemnej alejce.

Chciałem znowu ją zawołać, ale nie mogłem sobie przypomnieć jej imienia. Wydawało mi się, że jej imię pochodziło od jakiejś rośliny.

Pieprzyć to. Zagadam na spontanie. Przyspieszyłem, dogoniłem ją bez problemu i złapałem za ramię, zanim zdążyła zniknąć w tłumie.

– Hej, dziewczyno…

– Zabawne – roześmiała się – przez siedemnaście lat myślałam, że mam jakieś imię.

Dopiero po chwili zrozumiałem, że mówi do mnie, bo całkowicie się skupiałem na piegach rozsypanych po jej rumianej skórze. Długo nie odpowiadałem, ale zdążyłem policzyć chyba wszystkie.

– Hmm?

Genialny tekst, Dash.

– Mam imię. A ty najwyraźniej go nie znasz, więc ciekawi mnie, dlaczego w ogóle się do mnie odzywasz.

– Zawsze jesteś taką suką?

Nawet mnie zdziwiło to pytanie. Nigdy nie byłem tak nieuprzejmy, szczególnie wobec kobiet. Już łamałem swoje zasady z jej powodu, a nawet nie znałem jej imienia. Musiałem przyznać, że jej temperament pasował do ognistych włosów – czy jakkolwiek nazwać to ptasie gniazdo na jej głowie – i wydawało mi się to całkiem sexy.

– Zabieraj ze mnie rękę, Dash.

– Czyli jednak mnie znasz?

Przez chwilę wyglądała na zbitą z pantałyku, ale wzięła się w garść.

– Oczywiście, że tak. Chodzimy do tej samej szkoły. Dlaczego miałabym cię nie znać?

– Bo odeszłaś, nawet na mnie nie zerkając.

– Bo cię nie widziałam.

– Widziałaś… A zaraz potem miałem okazję zerknąć na twój tyłek. – Kiedy zauważyłem, że jej policzki robią się czerwone, nie mogłem powstrzymać cisnącego mi się na usta uśmiechu.

– Od podstawówki chodzimy do tej samej szkoły. Kiedyś nawet byliśmy w tej samej klasie na kilku przedmiotach, a ty nigdy nawet nie próbowałeś ze mną porozmawiać. Więc skąd to nagłe zainteresowanie?

– A ty co, detektyw? Nie znam tu nikogo, ale ciebie kojarzę. Możemy być dla siebie mili, póki ten obóz się nie skończy.

Niezły sposób, by oczarować kobietę, stary.

– Co ty nie powiesz, matole?

Wyrwała rękę z mojego uścisku i skrzyżowała ramiona na klatce piersiowej, co uwydatniło jej cycki ściśnięte pod zieloną bluzką, która trochę przypominała gorset. O ja pierdolę.

– Jak mam na imię?

– I znowu do tego wracamy. – Nie chciałem przewrócić oczami, ale ta dziewczyna robiła z igły widły. Od kiedy imiona mają jakiekolwiek znaczenie?

– Wcale nie. Bo właśnie sobie idę.

Znowu się odwróciła, a ja postanowiłem dać jej odejść. Szkoda zachodu. Telefon zawibrował mi w kieszeni, więc go wyłowiłem, nie odrywając wzroku od jej znikającej w oddali sylwetki. Dostałem wiadomość od Keirana.

Jak wygląda sytuacja?

To z jego powodu w ogóle rozmawiałem z tą dziewczyną. Kiedy opowiedział mi o swoim planie, by odegrać się na Lake, wykorzystując jej przyjaciółkę, odmówiłem. Przyznaję, to, co ta dziewczyna mu zrobiła, przechodzi ludzkie pojęcie, ale odgrywanie się na niewinnej osobie w ogóle nie wchodziło w rachubę.

Poza tym przez te wszystkie lata Keiran i tak jej groził i robił z nią o wiele gorsze rzeczy. Dziewczyna w końcu nauczyła się bronić, chociaż nikt się tego po niej nie spodziewał. Nieraz chciałem go zapytać, dlaczego w ogóle ją tak dręczy. Widziałem, jaka ogarniała go agresja, kiedy tylko na nią patrzył. Gdyby pomyślał, że usiłuję jej bronić, bez wahania by mnie zabił. Nikogo na moich oczach nie zamordował, ale w jego spojrzeniu czaił się taki zamiar.

Byłem jego najlepszym przyjacielem, ale nawet ja nie miałem tyle odwagi, by odepchnąć spowijający go mrok i zajrzeć do środka.

Trzy lata temu opowiedział mi o swojej przeszłości coś, przez co sam później miałem koszmary, więc wiedziałem, że to go dręczy. Nie miałem tylko pojęcia, co wspólnego ma z tym Lake Monroe.

Obserwowałem, jak rudowłosa się zatrzymuje, żeby porozmawiać z jakimś dupkiem w sportowej kurtce. Widziałem wcześniej, jak ją obserwował – a raczej jej ciało – kiedy szła. Potrafiłem wyczuć casanovę z daleka.

Pewnie właśnie prosił ją o numer, myślał, że zaliczy świeżą dupę.

Mowy nie ma.

Odwróciłem wzrok i odpisałem:

Już się do tego biorę.


• Obecnie •

– Pański ojciec przyszedł. – Przywitała mnie moja asystentka, która jak zwykle była w biurze od samego rana. Jej zarozumiała mina świadczyła o tym, że z radością obserwuje moje cierpienie.

– To nie są słowa, które chciałbym słyszeć o ósmej rano. – Rozejrzałem się po biurze, ale nigdzie nie zobaczyłem ojca. – Jest w moim gabinecie, prawda?

– Wprosił się.

Odetchnąłem głęboko. Miałem ochotę wyjść na kilka godzin albo dni i spędzić ten czas w samotności, zastanawiając się, dokąd zmierza moje życie.

Byłem świeżo po studiach i nie miałem wiele doświadczenia – poza tymi kilkoma miesiącami, które spędziłem pod okiem ojca w Niemczech, oraz tymi wszystkimi latami, gdy przyuczał mnie do zawodu. Imprezy w trakcie wiosennej przerwy nie były rozrywką na miarę dziedzica rodu Chambersów.

To jego słowa, nie moje.

Dla Cale’a Chambersa liczyły się tylko status społeczny, pieniądze i sukces, ale przynajmniej nigdy nie był okrutny.

Nie czułem się gotowy na przejęcie jego firmy i roli, a on był tego świadomy, o czym świadczyły jego częste, niezapowiedziane wizyty. Oficjalnie objąłem to stanowisko zaledwie dwa tygodnie temu, a to była już czwarta jego kontrola.

Bycie głową międzynarodowej korporacji wymagało wielu lat doświadczenia, ale ojciec uznał, że rzuci mnie na głęboką wodę.

Otworzyłem drzwi do gabinetu nieco mocniej, niż to było konieczne, aż odbiły się od ściany. Usłyszałem, że moja asystentka wydaje okrzyk zdziwienia, ale miałem to gdzieś.

– Jak mogę przejąć firmę, jeśli przychodzisz tutaj niemal codziennie? Pracownicy mogą się czuć zdezorientowani.

Nie zawracałem sobie głowy tym, jak syn powinien witać ojca. Żywiłem do niego zbyt wielką urazę, żeby tracić czas na trywialne uprzejmości.

Kochałem mojego ojca, ale jednocześnie go nienawidziłem.

– Tylko sprawdzam, jak sobie radzisz – powiedział, przeglądając papiery na moim biurku.

– Jak ja sobie radzę czy raczej twoja firma?

Najwyraźniej te słowa przyciągnęły jego uwagę, bo z hukiem odłożył dokumenty na biurko i posłał mi gniewne spojrzenie. Stałem po drugiej stronie pomieszczenia, a i tak czułem emanujący od niego gniew.

– To nie jest zwykła firma, synu. To imperium. I chcę, żebyś zaczął je doceniać. Wierz mi lub nie, ale ja ci go tak po prostu nie oddałem. Zasłużyłeś sobie na to.

– A jednak nie uważasz, bym był na to gotowy. Czy to dlatego nachodzisz mnie dwa razy w tygodniu i nadzorujesz wszystko, co robię? A przy okazji, zwolnię twojego kapusia, gdy tylko go znajdę.

– Nie musisz szukać. Owen James zgodził się mieć na ciebie oko i zareagować, jeśli to będzie konieczne.

– James? Kazałeś swojemu wiceprezesowi mnie kontrolować?

– Nie, kazałem twojemu wiceprezesowi cię pilnować. To dobry człowiek. Mógłbyś się od niego wiele nauczyć.

– Na przykład tego, jak zostać żądnym krwi rekinem? Jasne, już się robi.

 

– Wyrażaj się.

– Jeśli uważasz, że James jest taki świetny, to dlaczego on nie został twoim następcą?

Ojciec wstał z fotela i zatrzymał się przede mną.

– Bo nie jest moim synem. Stworzyłem tę firmę dla ciebie i twojej siostry. Po prostu życzyłbym sobie, żebyś bardziej ją doceniał.

– Ależ ja ją doceniam, tato. Po prostu nie chcę być do niczego zmuszany, a poza tym jeśli zamierzasz pozwolić mi przejąć dowodzenie, to daj mi podejmować własne decyzje. Nie musisz się tutaj kręcić i węszyć.

– Robię to z przezorności.

– Nie musiałbyś, gdybyś mnie posłuchał, kiedy próbowałem ci powiedzieć, że nie jestem gotowy.

– Nonsens. Niejedno imperium zostało zbudowane przez niedoświadczone osoby, które miały motywację i były skupione na celu. Nie marnowały czasu na bzdury i trzymanie się z kryminalistami.

Zająłem miejsce, które dopiero co zwolnił, i rozparłem się na krześle, choć wcale nie czułem się taki wyluzowany.

– Co masz na myśli?

– Mówię o twojej przyjaźni z Keiranem Mastersem. Chcę, żebyś to zakończył.

– Mowy nie ma.

– Cholera, Dasher. On jest katastrofą dla wizerunku firmy. Nie chcę, żebyś ty lub to imperium stracili na tej znajomości.

– Nie. Zrezygnowałem dla ciebie już ze zbyt wielu rzeczy i z kolejnych rezygnować nie zamierzam. On jest moim przyjacielem, a co więcej, potrzebuje mnie.

– Jest dorosłym człowiekiem i przyciąga kłopoty. Prędzej czy później się od ciebie odwróci. Jedno złe słowo lub ruch, a on bez wahania cię skrzywdzi lub gorzej – zabije.

– Tak się nie stanie.

Skoro perswazja nie podziała, ojciec postanowił wytknąć mi, kto tu jest górą.

– Nie będę tolerował takiego nieposłuszeństwa.

Na widok jego surowej miny wybuchnąłem śmiechem. Wiedziałem, że traktował tę sytuację z powagą.

– Ja już nie mam piętnastu lat. A teraz wybacz mi, ale muszę się zająć imperium, pamiętasz?

Wygładziłem marynarkę i podszedłem do drzwi, żeby pokazać mu wyjście, ale on dalej się na mnie gapił. Zamaszystym ruchem pokazałem mu, że ma wyjść. Był moim ojcem, ale ostatnio nie miałem do niego cierpliwości.

– Tato, za piętnaście minut mam spotkanie z zarządem.

– Nie wyjdę, dopóki tego nie zrozumiesz.

– Nie ma tu nic do rozumienia. Zdania nie zmienię i to nie podlega dyskusji.

Patrzył na mnie w milczeniu, ale mięsień drgający na jego szczęce świadczył o tym, że intensywnie o czymś rozmyśla.

– A jeśli powiem ci, że możesz poślubić, kogo zechcesz, o ile zrezygnujesz z przyjaźni z Keiranem?

Moja ręka ześlizgnęła się z klamki. Skupiłem się na jego słowach.

– Słucham?

– Keiran albo Rosalyn. Twój wybór.

Rozdział 3

• Trzy miesiące później •

Dash

Garnitur nosiłem z powodów osobistych tylko w dwóch przypadkach.

I dzisiaj był właśnie taki dzień.

Ubrany w czarny garnitur, białą koszulę i ciemnoniebieski krawat pasujący kolorem do dekoracji ceremonii mojej siostry przemierzyłem posiadłość, którą kiedyś nazywałem domem, a w której siostra postanowiła wziąć ślub.

W domu roiło się od gości. Wszyscy sączyli drogiego szampana i rozmawiali o pierdołach. Rozpoznałem kolegów z klasy licealnej, ale większość zaproszonych bez wątpienia stanowili partnerzy biznesowi mojego ojca.

Pokonanie pierwszego piętra zajęło mi zdecydowanie zbyt dużo czasu. Ludzie, których imion nie pamiętałem, atakowali mnie rozmową z każdej strony, a wcale nie miałem na to ochoty.

– Lake, kochanie, rozumiem, że jesteś jej druhną, ale to moja córka i uważam, że potrzebujemy więcej kwiatów.

– Pani Chambers, bez obrazy, ale ten dom wygląda jak szklarnia. Zamówiła pani chyba wszystkie kwiaty znane ludzkości.

Słyszałem je już z daleka. Wszedłem do kuchni i zastałem tam najlepszą przyjaciółkę mojej siostry oraz moją matkę, które prowadziły wojnę o kwiaty. Lake miała na sobie ciemnoniebieską sukienkę bez ramiączek, ze srebrnym łańcuszkiem zdobiącym gorset. Dzięki srebrnym szpilkom z paseczkami jej nogi wydawały się jeszcze dłuższe. Kręcone włosy spływały pasmami na plecy. Dotarło do mnie, że gapię się bezwstydnie na najlepszą przyjaciółkę siostry. Nie pożądałem jej, ale nie można było odmówić jej urody. Właściwie była jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie kiedykolwiek widziałem. Nie wiadomo, kiedy zmieniła się z brzydkiego kaczątka w piękną kobietę, chociaż nadal sprawiała wrażenie niewinnej. Niemal rozumiałem obsesję Keirana na jej punkcie. Nawet dla obcej osoby była wręcz nieodpartą pokusą. On miał piętnaście lat, by pielęgnować swoje uczucia wobec niej, i nigdy się ich nie wyzbędzie, nawet jeśli będzie próbował.

– Ja tylko chcę, żeby moja córka miała eleganckie wesele. Czy to zbrodnia? – Głos mamy sprowadził mnie do rzeczywistości.

– Nie, ale jest różnica między elegancją a przesadą. Jeśli dodamy tutaj jeszcze dziesięć tuzinów kwiatów, to naprawdę zmienimy to miejsce w szklarnię. Ludzie pomyślą, że to nie ślub, a jakiś zjazd ekologów.

– Młoda damo, to ślub mojej córki.

– Tak, a ja jestem jedyną druhną, jakoś innych tu nie widzę.

Uznałem, że najlepiej będzie stamtąd wyjść, i opuściłem kuchnię, zanim wdepnąłbym na minę. Gdy było już bezpiecznie, obróciłem się na pięcie i napotkałem chmurne spojrzenie swojego przyjaciela.

Od trzech miesięcy nie odbierałem od niego telefonu.

– Skaczą sobie do gardeł od trzydziestu minut – wyjaśnił, przyglądając mi się z niezachwianą uwagą.

Z całych sił starałem się nie okazywać zdenerwowania. Odkąd ojciec postawił mi ultimatum, zżerało mnie poczucie winy. Teraz niemal mnie pochłonęło.

W jego oczach widziałem pytanie i gniew, ale nic mnie nie bolało tak bardzo, jak przebłysk bólu, który w nich dostrzegłem.

Wziąłem kilka głębokich wdechów i w końcu poczułem, że mogę ruszyć nogami.

Powinienem wyjaśnić sobie z nim całą sytuację.

Ale nie dzisiaj.

Miałem plan, który pozwoliłby mi zadowolić ojca i jednocześnie utrzymać przyjaźń z Keiranem, ale nie mogłem go w to angażować. Gdyby się dowiedział o groźbach mojego ojca, źle by się to skończyło.

Wolałem więc trzymać się od niego z daleka.

Łagodna muzyka sączyła się zza francuskich drzwi prowadzących do ogrodu, gdzie miał się odbyć ślub. Kiedy wszyscy zaczęli zajmować miejsca, udało mi się przejść na górę.

Przeszukałem piętro i w końcu znalazłem siostrę w jej pokoju. Miała na sobie tylko niebieski szlafrok i bawiła się z siedzącą na podłodze Kennedy.

– Nie powinnaś się szykować? – zapytałem w ramach powitania. – Goście już czekają.

– Wujek! – krzyknęła Ken, gdy mnie zauważyła. Podbiegła do mnie i mocno wtuliła się w moją nogę. Ciemne loki zostały związane w kucyk przytrzymywany niebieską wstążką, która pasowała do sukienki. W jej oczach dostrzegałem niewinność, która przypomniała mi, że niedawno niemal ją straciliśmy. Poczułem, że muszę ją przytulić, więc wziąłem ją w ramiona i przycisnąłem do siebie.

– Co tam, nicponiu?

– Nie jestem nicponiem – naburmuszyła się.

– Oczywiście, że nie. Jak taka ładna dziewczynka w takiej ładnej sukience mogłaby być niegrzeczna? – zapytałem.

– Tatuś mówi, że jestem księżniczką.

– Twój tatuś w ogóle się nie zna. Jesteś najpiękniejszą księżniczką.

– Gdzie jest Lake? – wtrąciła się Sheldon. – Musi mi pomóc z sukienką.

– Na dole, kłóci się z mamą o kwiaty. Chciałem tylko sprawdzić, czy czegoś potrzebujesz.

– Pewnie! Chcesz mi pomóc z fryzurą i makijażem?

– Raczej nie.

– To naprawdę nie jest takie trudne. Postaraj się tylko, żebym nie wyglądała jak odpindrzona dziwka i…

– Nie, nie zrobię tego.

Westchnęła dramatycznie, podeszła do mnie i położyła dłonie na mojej marynarce.

– Dash, kocham cię, bo jesteś moim bratem, a nawet bratem bliźniakiem, ale jeśli dalej będziesz tak marudził na moim ślubie, to będę zmuszona zrobić ci krzywdę. Postaraj się znaleźć w sobie ten chłopięcy urok, z którego byłeś kiedyś znany, ale ukryłeś go głęboko. Kto wie… Może dzisiaj w końcu kogoś poznasz?

Poczułem zdenerwowanie, bo przypomniałem sobie o drugim powodzie, dla którego się tu zjawiłem.

– Właśnie chciałem z tobą o tym porozmawiać. Przyprowadziłem gościa.

– Zabawne. Jakoś nie pamiętam, żebyś wspominał o osobie towarzyszącej kilka miesięcy temu, kiedy rozesłałam zaproszenia.

– To dlatego, że wtedy jeszcze nie miałem osoby towarzyszącej.

– Dash! – krzyknęła i tupnęła nogą.

– O co ci chodzi?

– Już o nic. To kogo przyprowadziłeś?

– Rosalyn.

– Że co proszę?

– Przecież słyszałaś, Sheldon. Jest moją osobą towarzyszącą. Masz z tym jakiś problem? – Nie chciałem zabrzmieć tak ozięble, ale ciężko jest sobie radzić z poczuciem winy i jeszcze się do tego uśmiechać.

– Dlaczego ją tutaj przyprowadziłeś? Myślałam, że skończyłeś z nią po tym, jak… – urwała i spaliła cegłę.

– Po czym?

– No wiesz… Willow – dokończyła cicho.

– Sheldon, minęły cztery lata. Odpuść już. Ona pewnie już jest po ślubie.

– Ludzie hajtają się w tym wieku, kiedy zachodzą w ciążę… Och, przepraszam – poprawiła się, zobaczywszy moją minę.

Na myśl o tym, że Willow miałaby być z jakimś innym facetem, oblał mnie zimny pot, a gdy wyobrażałem sobie, że daje innemu mężczyźnie to, czego sam pragnąłem, miałem ochotę kogoś zabić.

– Tu chodzi o coś więcej, ale chyba nie mamy czasu…

– Jeśli sądzisz, że zataisz to przede mną i wyjdziesz stąd żywy, to lepiej jeszcze raz dobrze się zastanów. – Oparła ręce na biodrach i posłała mi wymowne spojrzenie.

– Cholera. – Przeczesałem włosy palcami i natychmiast przypomniałem sobie, że ułożyłem je specjalnie na ten ślub. – Tylko pamiętaj… sama chciałaś wiedzieć.

– Dash…

– Rosalyn i ja bierzemy ślub.

Zszokowana zrobiła krok w tył.

– Ale z różnymi ludźmi, prawda? – zapytała słabo.

– Weź przestań, Sheldon. Nie każ mi tego mówić.

– No dalej, braciszku. Powiedz mi, jak bardzo tego nie chcesz.

– Ale o co ci w ogóle chodzi? Powiemy sobie kilka słów, po których będziemy związani na zawsze, a nasze rodziny będą się tarzać w mamonie.

– Tylko że nie będziesz szczęśliwy.

– Od lat nie jestem, siostrzyczko, więc to nic nowego.

– Ale to przecież na całe życie! – krzyknęła. Łzy spłynęły po jej policzkach. Osuszyła twarz, wtulając ją w moją marynarkę.

– To konieczne.

– Wcale nie. Tata nie zachowuje się fair. On…

– Hej, hej – odezwałem się kojąco i wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę, żeby otrzeć jej łzy. – Przestań. Dzisiaj wychodzisz za mąż. Moje problemy nie są teraz ważne.

Czekałem cierpliwie, aż przestanie pociągać nosem, a kiedy już się uspokoiła, puściłem ją. Myślałem, że uda mi się wyjść, zanim i mnie obezwładnią emocje, ale wtedy zatrzymał mnie jej drżący głos.

– Dash?

– Tak, siostrzyczko?

– Nigdy ci nie podziękowałam.

– Za co? Ja tylko chciałem, żebyś przestała brudzić mi marynarkę – próbowałem obrócić wszystko w żart.

– I tak jesteś brzydki, kobietom nie zrobi to wielkiej różnicy. Po prostu chciałam ci podziękować za to, że jesteś moim starszym bratem. Twierdzisz, że wszystko w porządku, ale coś cię zmieniło. Mam tylko nadzieję, że nie dasz się temu przytłoczyć.

– No weź… Czy kiedykolwiek cię zawiodłem?

– Nie miałabym nic przeciwko, żebyś skopał dupę Keenanowi kilka razy więcej. – Zachichotała.

– Zrobiłbym to z przyjemnością, gdybym wiedział, że to coś da. On ma swoje wady, ale zawsze wiedziałem, że między wami wypali. Otworzył się dla ciebie. To się wydawało nierealne, bo dużo stracił, ale udało mu się. Zrobił to, bo ci ufa. A ufa ci, ponieważ cię kocha. Przy tobie jest wrażliwszy i wierzy, że go ochronisz. To właśnie miłość i nigdy nie pozwoliłbym mu ci tego odebrać.

– W takim razie ja chyba powinnam zrobić to samo dla ciebie, co?

Westchnąłem ciężko. Zaczynałem myśleć, że ona nigdy nie porzuci wizji mojego związku z Willow.

A czy ja ją porzucę?

 

– To już dawno skończone. – Zacisnąłem szczękę i po chwili dodałem: – I wcale mnie to nie rusza.

– Ale nie będziesz szczęśliwy.

– Czy kiedykolwiek przyszło ci do głowy, że nie każdego czeka szczęśliwe zakończenie?

– A czy kiedykolwiek wpadłeś na to, że może ciebie też by czekało, gdybyś miał jaja?

– Dla twojej wiadomości, siostrzyczko, mam jaja, i to całkiem spore. A teraz wybacz. – Obróciłem się w stronę drzwi, ale ona znowu mnie powstrzymała.

– Gdzie ona jest?

– Kto?

– Ta twoja narzeczona – odparła niecierpliwie.

– Kazałem jej poczekać w samochodzie.

Prychnęła oschle.

– Ale ty jesteś chujem, wiesz?

– Chciałem ci o tym powiedzieć, zanim ją tutaj przyprowadzę.

Uniosła jedną brew.

– A co, jeśli się nie zgodzę, żeby tu była?

– Wtedy się jej pozbędę.

– O, zrobiłbyś to dla mnie?

– Nie przeginaj, mądralo.

– Jedno z nas musi być mądrzejsze – stwierdziła.

– Wiesz, co to oznacza, prawda?

– Co takiego?

– Że w takim razie ja odziedziczyłem urodę.

Zamknąłem drzwi w odpowiednim momencie, żeby uniknąć pocisku rzuconego w moją głowę. Zszedłem na dół, gdzie teraz nikogo nie było. Lake i moja matka pewnie musiały przestać się kłócić, żeby posadzić gości w ogrodzie.

Wyjrzałem przez okno i moim oczom ukazała się mała impreza, czego w ogóle się nie spodziewałem po swojej rodzinie. Na szczęście ojciec zaprosił wyłącznie najbliższych przyjaciół i partnerów biznesowych. W końcu to był tylko ślub jego córki, a w dodatku wychodziła za kogoś, kogo on nie aprobował. Gdyby mógł postawić na swoim, wydałby ją za syna jakiegoś wspólnika, żeby mu się to opłaciło.

Ojciec nie był najgorszym rodzicem, nie należał jednak do najbardziej wspierających. Zawsze sobie powtarzałem, że mogłem trafić gorzej. Nagle mój wzrok się zatrzymał na Keiranie stojącym przy francuskich drzwiach.

Mogłem mieć ojca, który chciałby mnie zabić dla pieniędzy.

– Hej, Keiran. Miło cię znowu widzieć. – Diana Fulton, córka byłego zwierzchnika Keirana, który zmienił się w jego wroga, minęła go po drodze do ogrodu.

– Di. – Skinął głową, ale mocno zaciskał usta i wyczułem, że nie ma ochoty na uprzejmości. – Domyślam się, że mój brat miał przez ciebie kłopoty.

– Och, no wiesz, wielkoludzie, w wolnym czasie podbijamy Los Angeles, pieprząc się na prawo i lewo i pustosząc okolicę.

Mruknął coś i rozbawienie wykrzywiło jego usta.

– Nigdy nie powiedziałem, że mam o tobie takie zdanie.

– W takim razie jak mnie postrzegasz? – Uśmiechnęła się flirciarsko.

– Jako ewenement – odparł i wszedł do ogrodu.

– O, jesteś po prostu zazdrosny, bo nie zostałeś świadkiem, w przeciwieństwie do mnie – zawołała za nim.

Zastanawiałem się, czy to tylko poza, czy ona faktycznie była taka bezwstydna, skoro tak jakby przyjaźniła się z Lake. Nikt jednak nie mógł przewidzieć, jak bardzo zbliżą się do siebie z Keenanem, mimo niechęci Sheldon.

Ona wciąż nienawidziła tej dziewczyny, chociaż nikt nie wiedział dlaczego. Nawet Keenan.

Kiedy Di skupiła na mnie wzrok, jej usta rozciągnęły się w lubieżnym uśmiechu.

– Proszę, proszę… Sam rekin biznesu zaszczycił nas swoją obecnością? A może twoim królestwem wcale nie jest praca, tylko sypialnia?

– Pewnie chciałabyś wiedzieć? – Przyjrzałem się jej ostrożnie, gdy do mnie podeszła. Ku mojemu zdziwieniu fiut mi lekko drgnął. Cycki Di wręcz wylewały się z dekoltu, więc nawet nie próbowałem ukryć swojego zainteresowania. Już dawno nikogo nie zaliczyłem, ale pomimo zainteresowania wiedziałem, że jestem bezpieczny. To, jak na mnie działała, zupełnie mnie nie ruszało.

– Tak. Może urwiemy się z imprezy i urządzimy sobie własną?

– To kusząca oferta, ale muszę odmówić.

– Doprawdy? Może zabrzmię teraz jak zdesperowana dziwka, ale czy mogę zapytać dlaczego? Przecież ci się podobam – zauważyła kusicielsko, zerkając na moją erekcję.

– To prawda.

– Więc…? – Podeszła do mnie bliżej, aż jej piersi przycisnęły się do mojej klaty. Zobaczyłem jeszcze więcej zawartości głębokiego dekoltu.

– Po prostu nie mamy na to wystarczająco dużo czasu – odpowiedziałem wymijająco. Zauważyłem jej zdziwienie, ale szybko wzięła się w garść i oblizała usta.

– Szybki numerek może być równie przyjemny co te dłuższe.

– Nie wątpię, niemniej muszę odmówić, niezależnie od tego, jak bardzo chciałbym cię zerżnąć.

– Teraz to mnie zaciekawiłeś.

Nie mogłem się powstrzymać – przesunąłem palcem po dekolcie Di. Jej oddech przyspieszył, co dodatkowo mnie rozgrzało, ale powstrzymał mnie dźwięk zbliżających się kroków.

– Moja narzeczona czeka – odparłem i zostawiłam ją w spokoju.

Zanim dotarłem do wyjścia, zdążyłem ogarnąć swojego fiuta. Rosalyn czekała w samochodzie, wyglądała na zirytowaną, ale miałem to gdzieś. Ona dostała wszystko, co tylko chciała, a moje pragnienia pozostawały niespełnione. Niech sobie poczeka jeszcze kilka minut.

– Najwyższa pora. Nie rozumiem, dlaczego muszę czekać w samochodzie. Przecież to nie tak, że twoja siostra i ja jesteśmy wrogami. Dlaczego miałaby mnie tutaj nie chcieć? – wypaliła, zanim zdążyłem się odezwać czy chociaż dotrzeć do samochodu.

– Bo to ślub mojej siostry, a nie twój. Tutaj nie chodzi o ciebie. – Miałem ochotę dodać, że Sheldon prędzej zjadłaby własny język, niż nazwała ją koleżanką, ale nie chciałem zawracać sobie teraz głowy sprzeczkami.

– Zgodziła się, prawda?

Patrzyłem, jak na jej twarzy rozciąga się zarozumiały uśmiech, i miałem ochotę go z niej zetrzeć. To, że pozwolono jej się zjawić na weselu, tylko utwierdzi ją w przekonaniu, że jesteśmy sobie pisani.

Zanim jednak zdążyłem odpowiedzieć, rozległ się ryk silnika i pisk opon. Przeniosłem wzrok na ciemny van pędzący podjazdem. Kiedy minął bramę, moje serce przyspieszyło. Instynkt podpowiedział mi, że powinienem się schować ze samochodem jak Rosalyn, która krzyczała, jakby kogoś zarzynano. Czekałem na strzały, bo byłem pewien, że zaraz się rozlegną, ale tak się nie stało. Usłyszałem dźwięk odsuwanych drzwi, potem głuchy huk i wrzask przecięty krzykiem Rosalyn. Kiedy się upewniłem, że van zniknął, wyjrzałem zza auta. Ktoś tam podbiegł i przyklęknął obok leżącej na ziemi osoby. Stanąłem jak wryty, przekonawszy się, że to wcale nie było ciało, a kobieta, którą dobrze znałem.

– Dash?

O cholera.